isma
01.08.08, 11:26
W sierpniu obchodza urodziny forumowiczki niesmiale, ale mimo milczenia nam
bliskie: liliana22,
berenika, elijanik2,sylwiek1.
Wypis - bedzie o odwadze wychodzenia ze slowami:
"Sensem naszego zycia jest poznajac, dowiesc, ze nie jestesmy Bogiem. Dlatego
umieramy w Bogu, bo Bog jest wiecznoscia. Jak inaczej mielibysmy doswiadczyc
wiecznosci, jesli nie przez smierc? Smierc jest w naszym zyciu dowodem, ze
dotykamy tego, co niesmiertelne. Smierc jest uklonem szacunku wobec naszego
zycia, ceremonia proskinezy przez tronem Stworcy. A poniewaz wnetrza
wszystkich istot wypelnia gotowosc gloszenia chwaly, okazywania czci i
sluzenia, ktore sa winne swojemu Stworcy, kazda chwila ich istnienia zawiera w
sobie ciern smierci. Poniewaz jednak czas i milosc sa z soba mocno splecione,
kochaja swe wspolne umieranie i ich istnienie nie wzbrania sie przed smiercia.
Jesli jednak jakies male zycie boi sie i w swym uporze opiera sie smierci,
istnienie, ten gleboki prad morza, ktory je podnosi i opuszcza, zna swego
Mistrza i oddaje Mu poklon. Gdyz wiedza, ktora pochodzi z intuicji,
podpowiada, iz jesien przychodzi dlatego, ze po niej nadciaga wiosna, wiec
dobrowolnie usycha to, co zawiera w sobie obietnice rozkwitniecia w Bogu.
Tak oto stworzenia umieraja i zmartwychwstaja w Bogu. Ogarnieci fascynacja
zblizamy sie gromadnie do swiatla, ktore nas przyciaga, lecz ogien, do ktorego
nikt nie moze sie zblizyc, roztacza przed nami urok. Wpadamy w plomienie,
zaczynamy sie palic, lecz ten plomien nie zabija; zamienia sie w swiatlo i
plonie w nas jako milosc. Milosc, ktora wie lepiej, co w nas mieszka, ktora
wie, co zyje w naszym wnetrzu, co nas napelnia i jest nasza duchowa strawa, co
ans fascynuje, co przystraja sie nami niby plaszczem, co potrzebuje naszej
duszy jako swego organu; to juz nie my jestesmy, to jest Pan istniejacy w nas
w nierozdzielnej z nami bliskosci. Rosnie w nas bojazn pelna milosci, ktora
powtornie, jeszcze bardziej naglaco, zmusza nas, bysmy padli na kolana, w
proch nicosci. Poteznie, bardziej grzmiaco niz czas, bije Serce milosci.
Pulsuje ono, jednoczac dwoje w jedno i dzielac jedno na dwoje. W ten oto
sposob zyjemy w Bogu: On przyciaga nas z ogromna sila do swego plonacego
wnetrza, pozbawiajac nas w swej wladzy wszystkiego, co nie jest Jego. Ale my
nie jestesmy Bogiem; bysmy silniej jeszcze mogli doswiadczyc jego mocy, Bog
wyrzuca nas panskim gestem ze swego wnetrza – juz nie samotnych, nie
bezsilnych, lecz obdarowanych Nim samym i sila Jego poslannictwa. Bog domaga
sie od nas zazdrosnie, bysmy istnieli wylacznie dla Niego. Obdarowany
miloscia, otoczony czcia, wysyla nas z powrotem do swiata. Bo nie to tworzy
rytm boskiego stworzenia, ze wychodzi ono od Niego i powraca, skad pochodzi.
Oba te rytmy sa nierozdzielna jednoscia; wyjscie niemniej jest konieczne niz
powrot; poslannictwo rownie uprawnione, co tesknota za nim.
A bardziej jeszcze moze boskie, niz powrot do Boga, jest wyjscie od Niego, bo
wieksza jest rzecza, ze przepowiadamy Boga jak plonace zagwie, niz ze
rozpoznajemy Go, patrzac wstecz niczym lustra odbijajace swiatlo. Ja jestem
swiatlem swiata – mowi Bog – i beze Mnie niczego nie mozecie uczynic. I nie ma
innego swiatla ani inego Boga obok Mnie. Wy zas jestescie swiatlem swiata,
pozyczonym niejako, lecz nie falszywym. Plonac plomieniem, zapalajcie swiat
moim ogniem. Idzcie na zewnatrz w ciemnosci, niescie ma milosc jak owce, ktore
ida pomiedzy wilki, zaniescie moje oredzie do tych, ktorzy utkneli w
ciemnosci, w cieniu smierci. Wyjdzcie na zewnatrz, odwazcie sie opuscic teren
strzezony; ongis przyprowadzilem was z powrotem do domu, niosac was, zblakane
owce, pokrwawione od kolcow, na plecach Dobrego Pasterza; teraz jednak trzoda
jest rozproszona, a brama zagrody otwarta – to godzina rozeslania! Wyjdzcie i
oddzielcie sie ode mnie, bo jestem z wami az do konca swiata. Poniewaz ja sam
wyszedlem od Ojca, bedac Mu poslusznym az do smierci i poniewaz bylem
posluszny, az wypelnilo sie calkowicie dzielo Jego milosci ku mnie. Punktem
wyjscia jest zarowno milosc jak i powrot. Jak mnie poslal Ojciec, tak i Ja was
posylam. Wychodzac ode Mnie jak promien swiatla, jak prad ze zrodla,
pozostaniecie we Mnie, gdyz Ja sam jestem promieniem, ktory z Ojca bierze
poczatek. Dawanie uszczesliwia bardziej, niz branie. Tak jak Ja poprzez siebie
udzielam Ojca, tak wy poprzez siebie udzielajcie Mnie. Zwroccie sie ku Mnie
tak gorliwie, zebym mogl skierowac was ku swiatu. Oderwijcie sie od waszych
wlasnych drog, zebym mogl Was osadzic na Drodze, ktora Ja jestem. "
Wszystkim Wam, wymienionym z nicka i niewymienionym, niesmialym, zycze odwagi
opuszczania dobrze sobie znanych drog. Niech bedzie w Was swiatlo, ktore
dajecie najblizszym, i ktore mozecie dawac kazdemu, do kogo sie z miloscia
zwrocicie. Bo milosc wie najlepiej, co w nas mieszka.