Dodaj do ulubionych

Slady w kamieniu

10.09.08, 19:04
A tak sobie zacytuje z jednej z ostatnich homilii metropolity:

"Święta królowa Jadwiga nie tylko podarowała teren i fundusze na budowę
kościoła, ale interesowała się postępem prac, odwiedzając nawet plac budowy.
Jak głosi legenda, te odwiedziny upamiętnił kamieniarz, który w piaskowcu
utrwalił ślad stopy królowej, jaki pozostawiła na kamieniu po oddaniu do
oczyszczenia zabrudzonego pantofelka. Dzieło kamieniarza przetrwało do dziś i
jest znane jako „stopka królowej Jadwigi”. Święta królowa Jadwiga pozostawiła
bardzo wiele tych dobrych śladów w Krakowie i w naszej Ojczyźnie.

Bracia i Siostry! Każdy z nas pozostawia ślad swojego życia, ślady swoich
czynów. Nie żyjemy w próżni, ale we wspólnocie rodzinnej, zawodowej,
narodowej. Spotykamy się z ludźmi. Każdy nasz czyn i każde słowo wywiera
wpływ na drugiego, pozostawia ślad w jego życiu.
Szczególną doniosłość, choćby z racji swego zasięgu, mają te ślady, które
pozostawiają sprawujący władzę lub pracownicy mediów. Niech te ślady będą
podobne do tych, które pozostawiła święta Królowa Jadwiga i tylu świętych
Krakowa. Niech to będą ślady miłości i dobra, ślady wewnętrznego piękna."

No.

PS. Wracajac ostatnio do domu po wysluchaniu innego wystapienia metropolity,
relacjonowalam towarzyszacemu znajomemu moje pytania, problemy i watpliwosci
okolokazaniowe - co to, pamietacie, wykoncypowalam sobie, ze homilia jest
integralna czescia liturgii, a jako taka, niezupelnie miesci sie w ramach
"przemowienia" i nie powinna byc jako "przemowienie" traktowana. Znajomy,
skadinad polonista i publicysta religijny, zasepil sie mocno: "No, Ismo,
jezeli mialabys w tej kwestii racje, to by oznaczalo, ze... ze biskupi powinni
sobie sami pisac kazania.. wink))"
Obserwuj wątek
    • kann2 Re: Slady w kamieniu 10.09.08, 19:55
      A nie piszą?
      • isma Re: Slady w kamieniu 10.09.08, 21:29
        Skoro powinni sami, to pewnie pisza ;-P.
        O ile mam racje ;-P.
        • kann2 Re: Slady w kamieniu 10.09.08, 22:59
          O Janie XXIII (błogosławionym!) słyszałem anegdotę: Po odczytaniu
          jakiegoś przemówienia, oddając tekst sekretarzowi powiedział, tak że
          go było słychać: "Nic specjalnego. Sam bym sobie lepsze napisał"

          Ciężko mają ci, co to piszą komuś przemówienia...
          • isma Re: Slady w kamieniu 10.09.08, 23:09
            Taaaa, nawet przypuszczam, gdzie slyszales wink)).

            Ale powaznie, to przemowienie przemowieniem, tu rozumiem, ze jak sie caluje
            ziemie kaliska albo noworocznie zyczy korpusowi dyplomatycznemu, to korzystanie
            z uslug ghostwritera - to jest, chcialam powiedziec, Ducha sw. - moze byc
            uzasadnione. Ale akurat nad tymi homiliami to sie mocno zastanawiam.
          • mader1 Re: Slady w kamieniu 10.09.08, 23:15
            dobre smile)))
    • mader1 Re: Slady w kamieniu 11.09.08, 00:32
      > Bracia i Siostry! Każdy z nas pozostawia ślad swojego życia, ślady
      swoich
      > czynów.

      Przypominają mi się wszystkie homilie o św. Jadwidze Jana Pawła II,
      nawet do jednej sięgnęłam...
      Dobrze Jej się udało, to jest dobry ślad... Ale najpierw klęczała
      przed Ukrzyżowanym... Płakała ?
    • mama_kasia słowa 11.09.08, 08:45
      Słowa - nasze ślady zostawiane w internecie...

      A wczoraj akurat czytałam takie dosadne słowa ku przestrodze smile

      35 Dobry człowiek z dobrego skarbca wydobywa dobre rzeczy,
      zły człowiek ze złego skarbca wydobywa złe rzeczy. 36 A
      powiadam wam: Z każdego bezużytecznego słowa, które
      wypowiedzą ludzie, zdadzą sprawę w dzień sądu. 37 Bo na
      podstawie słów twoich będziesz uniewinniony i na podstawie
      słów twoich będziesz potępiony. Mt 12,35-37
    • kann2 Wielka stopa 13.09.08, 00:07
      Skoro było wystąpienie metropolity o stopie, to może inne, o
      strzemieniu, które nosiło stopę, nieco większą, niż św. Jadwigi:

      W sam dzień 325. rocznicy wiktorii wiedeńskiej sprawujemy
      Eucharystię w Katedrze Wawelskiej. Czynimy to, idąc niejako po
      śladach wielkiego króla Jana III Sobieskiego, który tutaj modlił się
      10 sierpnia 1683 roku przed wyruszeniem na tę jedną z
      najważniejszych w historii Europy bitew. Tu także, 23 i 24 grudnia
      tego samego roku, dziękował za odniesione zwycięstwo po szczęśliwym
      powrocie. To wówczas przy grobie św. Stanisława zawiesił wielką
      chorągiew Kara Mustafy. Upamiętnia to do dziś tablica ufundowana
      przez wawelską Kapitułę, umieszczona przy południowej bramie
      Katedry. Strzemię zaś Wielkiego Wezyra zostało zawieszone jako wotum
      na gwoździu przebijającym stopy Chrystusa z czarnego Krzyża Królowej
      Jadwigi. Znajduje się tam po dziś dzień.

      Trzeba nam wszystkim stanąć w duchu przed Czarnym Krucyfiksem
      Jadwigi i wpatrzeć się w strzemię Kara Mustafy, zawieszone na
      Jezusowej stopie. Czy ono tu „pasuje”? I czym ono jest? Czy jest
      wotum na chwałę Jezusa? A może jest ciężarem jakby kłócącym się z
      Jego cierpieniem? Kiedy jest jednym, a kiedy staje się drugim?
      Odpowiedź – czujemy to – znajduje się w nas. To my wydobywamy sens z
      tego szczególnego znaku. Czego więc znakiem dla nas jest owo
      strzemię Kara Mustafy?
      Czy jest to tylko trofeum – jedna z wielu zdobyczy? Dowód siły
      oręża? Dowód militarnego sukcesu? Czy jest to argument za tym, że
      ostatecznie najważniejszym czynnikiem w dziejach człowieka jest siła
      i przemoc?
      A może jest to raczej znak zdolności do ofiary? Znak decyzji króla i
      jego żołnierzy – gotowych do ofiary nawet z własnego życia – w imię
      wartości od życia ważniejszych?!
      Dalej: czy jest to znak zwycięstwa, którym chcielibyśmy karmić
      tylko nasze poczucie siły i chwały?
      Czy raczej jest to znak wdzięczności wobec Boga, który pozostaje
      Panem dziejów, przeprowadzając nas przez klęski i zwycięstwa? Czy
      nie w tych kategoriach postrzegał tamtą bitwę król Jan, kiedy
      donosił papieżowi: Venimus, vidimus, Deus vicit?!
      I dalej: czy owo strzemię mobilizuje nas do pamięci o wojnie? O
      wrogości? O konflikcie? Czy budzi w nas lęk przed innymi? Czy budzi
      podejrzliwość wobec innej kultury?
      Czy raczej przywodzi na pamięć miłość? Miłość wielkiego władcy i
      tych, którzy poszli za nim. Miłość do własnej Ojczyzny, i do
      zagrożonych sąsiadów, do Europy. Miłość do wiary, do Kościoła, do
      kultury chrześcijańskiej. Miłość większą niż lęk przed śmiercią.
      Miłość nie gołosłowną, lecz zdolną do czynu?

      4. Ostatecznie wszystkie te pytania sumują się w jednym: jakiego
      zwycięstwa pamiątką pozostaje to strzemię? Czy zwycięstwa nad
      innymi, nad drugim człowiekiem? Czy raczej zwycięstwa nad sobą, nad
      swoim egoizmem, nad troską wyłącznie o siebie i swoje bezpieczeństwo?
      Gdyby strzemię Kara Mustafy miało być dla nas znakiem triumfu nad
      drugim człowiekiem, nawet wrogiem czy innowiercą, wtedy trzeba by je
      chyba zdjąć z Wawelskiego Krzyża. Widziane tylko w takich
      kategoriach nie pasuje do stopy Tego, który nigdy nie dosiadał
      bojowego konia. Nie pasuje do Krzyża, który jest znakiem chwały, ale
      wcześniej hańby. Krzyż jest znakiem triumfu, ale wcześniej ofiary.
      Jest znakiem wybrania i jedynej godności Syna Bożego, ale wyłącznie
      przez doświadczenie słabości i zawierzenia Ojcu. Krzyż jest znakiem
      zwycięstwa, ale nie nad którymkolwiek z ludzi! Jest znakiem miłości –
      także do nieprzyjaciół.
      Czy mówiąc w taki sposób dystansujemy się do tamtego zwycięstwa? Czy
      osłabiamy sens wiedeńskiej wiktorii? W żadnym wypadku! Właśnie
      dlatego, że wtedy król Jan obronił tożsamość Europy, my dziś możemy
      otwierać się na inne kultury, na inne tradycje, na inne religie. I
      właśnie dlatego, że pod Wiedniem została obroniona Chrystusowa
      Ewangelia, my dziś możemy ją lepiej i głębiej zrozumieć. Możemy jej
      także bronić – w Polsce i w Europie, a przede wszystkim w każdym z
      nas. Nie za pomocą oręża, ale na drodze miłości i dialogu z innymi,
      na drodze osobistego nawrócenia.

      diecezja.pl/index.php?page=kard_wwkw08
      • isma Re: Wielka stopa 13.09.08, 11:22
        Piekne! Zaiste Metropolita ostatnio znosi sie na wyzyny sztuki kaznodziejskiej
        wink)).

        A o papiezu i stopach pewnej niewiasty, zawodowo trudniacej sie tancem, znasz?
        • kann2 Re: Wielka stopa 13.09.08, 12:49
          Nnno, nnnie. Może znałem, ale zapomniałem już. Opowiadaj.
          • isma Syllabus errorum 13.09.08, 13:30
            No wiec Pius IX, dowiedziawszy sie, iz pewna tancerka zostala przez swych
            wielbicieli obdarowana zlota korona, uczynil uwage, iz powinna byla raczej
            otrzymac zlote buty, albowiem, jak sie wydaje, glowa tej pani nie miala tu
            zadnej zaslugi...

            Tancerka, ktora odznaczala sie lotnoscia nie tylko sceniczna, ale i - wbrew
            pozorom! - umyslowa, otrzymawszy wiesc o tym sarkastycznym konetarzu, zwrocila
            sie do Jego Swiatobliwosci z uprzejmym liscikiem: "Przykro mi niezmiernie, ze
            dostarczylam Jego Swiatobliwosci powodow do zmartwienia. Jestem bowiem
            praktykujaca katoliczka, dla ktorej opinia Ojca Swietego ma ogromne znaczenie,
            nawet jesli nie tyczy sie ona spraw wiary i moralnosci, a jedynie sztuki
            baletowej. Przesylajac zlota korone, ktora zostalam obdarowana, usilnie prosze
            Jego Swiatobliwosc, abys zechcial - o ile uwazasz mnie za godna przynaleznosci
            do Kosciola Chrystusowego - ozdobic nią statue Matki Bozej. Jesli zas wydaje sie
            Jego Swiatobliwosci niegodna, prosze korone sprzedac, a pieniadze rozdac ubogim..."

            Pius IX, ktory nie tylko pietnowal bledy cudze, ale takze potrafil sie przyznac
            do wlasnych, odpisal spiesznie: "Corko moja! Jest wiecej rozumu w Twoich
            stopach, niz w glowach Twoich admiratorow!"

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka