minerwamcg
12.09.08, 12:08
Jak ostatnio zauważyliście, czytamy z Arthurem "36 dowodów na
istnienie diabła" Frossarda. Nie ta liga co Lewis, ale opisuje
zjawiska bardziej współczesne i dotyczące zarówno chrześcijaństwa w
ogóle, jak i w szczególności Kościoła Katolickiego.
Posłuchajcie:
"Wasi duchowni w trosce o to, aby wierni ich rozumieli, zrezygnowali
z martwego języka. Nastała chwila zbliżenia do ludu i przemawia się
doń językiem zrozumiałym dla wszystkich. Zapewne też dlatego wasi
księża powzięli myśl, aby wykorzystać język Greków, stąd mowa
o "eschatologii", "teofanii", "kerygmie" i "logiach". Szeroki ogół
orientuje się w tym wszystkim dużo lepiej. Zbity z tropu przez
łacińskie memento, odnajduje swoje potoczne słownictwo
w "anamnezie". Język starożytnych Greków jest znakomitym sposobem
przemawiania do niższych warstw społeczeństwa, zwłaszcza, że już się
go nie studiuje na Sorbonie. Upodobanie, z jakim wasi teologowie
traktują duchowość Wschodu pozwala na wniosek, że w dążeniu do
rozniecenia dialogu Kościół-klasa pracująca rychło przejdziecie od
greki do sanskrytu. Już teraz gratuluję waszym pasterzom."
Pomyślałam sobie, niedoczekanie, ty parszywy szyderco. Kerygmy już
dawno nie słyszałam, a i teofania jakoś się nie przyjęła. Mówimy po
polsku, a i tak mamy dość kłopotu z "ubogacaniami w sposób
szczególny" i "pochylaniem się z troską". Apage, satanas, było,
minęło.
Po czym otwieram portal "Wiara" i widzę tytuł...