Katolickość książki

05.03.09, 15:13
a imprimatur...

Zwracacie uwagę?

Ja, przyznaję się bez bicia, powątpiewam w katolickość przekazu, jeśli nie ma
imprimatur. OK, może być "chrześcijańska", ale nie "katolicka" (rozumieniu:
rzymsko-katolicka).

I coraz bardziej powątpiewam w katolickość katolików i wydawnictw
"katolickich", które drukują książki bez imprimatur...
    • nati1011 Re: Katolickość książki 05.03.09, 15:22
      aleście sie dzisiaj czepili wink)

      Co do ksiażek - to z duzą rezerwa podchodze ostatnio do tytułów
      oferowanych w kościelnych kioskach. Duzo z nich jest daaaaleka od
      doktryny. A niestety sam fakt wystawienia w takim miejscu już
      ksiazke uwiarygodnia. Szkoda, zę nikt nie zwraca uwagi na ten
      problem.
      • isma Re: Katolickość książki 05.03.09, 15:28
        No to Kann w sasiednim watku wskazal, co nalezy z ujawnionym nieprawomyslnym
        towarem w koscielnych kioskach robic. Nalezy zadbac, zeby pasterz, tfu,
        ordynariusz sie dowiedzial i zatroszczyl wink)).
        • minerwamcg Re: Katolickość książki 05.03.09, 15:30
          Tak, tak. A pasterz już się rozpędził cokolwiek robić - vide
          ciągnąca się latami historia księgarni w podziaemiach kościoła
          Wszystkich Świętych w Warszawie.
          • isma Re: Katolickość książki 05.03.09, 15:36
            Fakt. No, ale za sumienie pasterza to juz owieczka nie odpowiada, ino za swoje.
          • nati1011 Re: Katolickość książki 05.03.09, 15:37
            a nie sądzisz, ze jednak powinni?
            • minerwamcg Re: Katolickość książki 05.03.09, 15:43
              Każdy powinien mnóstwo rzeczy, od lekarza w Twoim medycznym wątku
              począwszy po właściciela psa na publicznym trawniku, że tak się
              odwołam do modnego ostatnio "problemu społecznego".
        • mamalgosia Re: Katolickość książki 05.03.09, 18:50
          Tak sobie myślę, że jak w Ewangelii Pan Jezus przegonił kupców ze
          świątyni, to oni pewnie Coelho sprzedawali...smile
      • dominikjandomin Re: Katolickość książki 06.03.09, 14:58
        nati1011 napisała:

        > aleście sie dzisiaj czepili wink)
        >
        > Co do ksiażek - to z duzą rezerwa podchodze ostatnio do tytułów
        > oferowanych w kościelnych kioskach. Duzo z nich jest daaaaleka od
        > doktryny. A niestety sam fakt wystawienia w takim miejscu już
        > ksiazke uwiarygodnia.

        W słupskim kościele mariackim, w czasie, gdy byłem dzieckiem w wieku ówczesnej
        podstawówki (chodziliśmy tam na msze po łacinie) na stoliczku w kruchcie pan,
        oprócz dzieł religijnych miewał też pozycje na inne tematy, choćby o urynoterapii...
    • nati1011 odpowiedzialność Kościoła 05.03.09, 15:48
      dla wielu parafia jest źródłem wiedzy o chrześijaństwi - i dobrze.
      Tm wieksza jej odpowiedzialność, za pewne sprawy.

      Kilkadziesiąt lat temu słynny Haris urzadzał seanse niemal wyłacznei
      w parafiach, i na zparoszenie Koscioła. Potem nagle ktoś zmadrzał,
      ale teraz trudno ludziom wytłumaczyć, ze nie mogą chodzić do
      znachorów, bioenergoterapeutów i innych magików. Skoro Kościół
      kiedyś sam do tego zachecal.

      Mnie ogromnie brakuje przyznania sie czasem do błędów - takiego
      powszechnego. No, myliliśmy sie w sprawie Harisa, przepraszamy i
      wyjasniamy dlaczego uważamy, ze jednak jest be.
      • minerwamcg Grrrr! Sama se kilkadziesiąt :))) 06.03.09, 16:15
        Ja Ci dam "kilkadziesiąt lat temu"! smile)) Spotkania z Harrisem po
        kościołach to czasy naszej (owszem, jakże odległej) młodości, ale do
        stu tysięcy mioteł, jeszcze nas w trumnę nie kładą ani nawet na
        emeryturę nie wysyłają smile
        • nati1011 Re: Grrrr! Sama se kilkadziesiąt :))) 06.03.09, 17:06
          smile)
          No mojej młodości też. Ale z tego co pamietam to było ok 20 lat
          temu, wiec blizej kilkadziesiat niż kilkanaście. Przynajmniej jeżeli
          chodzi o promocję kościelną. Wg mnie na początku lat 90-siatych już
          było sporo ostrych sprzeciwów w tej materii.

          ale do
          > stu tysięcy mioteł, jeszcze nas w trumnę nie kładą ani nawet na
          > emeryturę nie wysyłają smile

          Eee nie przesadzaj. Ty to nawet na miano młoda matka zasługujesz wink
        • a_weasley 30 to już jest kilkadziesiąt 06.03.09, 20:08
          Harris działał już za Gierka, jak ten czas leci...
          • nati1011 Re: 30 to już jest kilkadziesiąt 06.03.09, 21:30
            sad

            W nawiazaniu do któregoś wątku - ja już też musze się farbować sad((
    • mamalgosia Re: Katolickość książki 05.03.09, 18:48
      Katolicka to dla mnie z imprimatur.
      Natomiast lubię literaturę chrześcijańską, ale taką lżejszą,
      beletrystykę, typu Karon. Tu oczywiście imprimatur nie masmile
      Nie lubię książek, które podszywają się pod chrześcijaństwo. A to
      jakiś newageowski Coelho zdobywa sławę, bo pisze o Jezusie, a to
      Gaarder przemyca niekoniecznie dobre treści (choć b b b lubię tego
      autora) piszac np o Bożym Narodzeniu, a to Bułhakow wplata swoje
      trzy grosze w Mękę Chrystusa... Nie, tego bardzo nie lubięsad
      • dominikjandomin Re: Katolickość książki 06.03.09, 15:08
        mamalgosia napisała:

        > Katolicka to dla mnie z imprimatur.

        Ale do tego są książki typu relacje świętych (bez imprimatur) czy pisane przez
        osoby z "o.", "s.", "ks." czy "br." przed imieniem i często literkami po
        nazwisku - bez imprimatur.

        I modlitewniki - bez imprimatur...
        • mamalgosia Re: Katolickość książki 06.03.09, 15:54
          No właśnie - czy autor jest wystarczającym "imprimaturem"? Przecież
          jeśli autorem będzie ks. Rafał Trytek mój ulubiony, to nie za bardzo.

          A co do modlitewników, to jakoś w ogóle ich nie wzięłam pod uwagę.
          Ale - sprawdziłam - nasze maja. Nihil obstat
          • dominikjandomin Re: Katolickość książki 06.03.09, 16:42
            mamalgosia napisała:

            > No właśnie - czy autor jest wystarczającym "imprimaturem"? Przecież
            > jeśli autorem będzie ks. Rafał Trytek mój ulubiony, to nie za bardzo.
            >
            > A co do modlitewników, to jakoś w ogóle ich nie wzięłam pod uwagę.
            > Ale - sprawdziłam - nasze maja. Nihil obstat

            Ostatnio kupiłem dwie koronki (do kolekcji). Każda z modlitewnikiem jako dodatek
            (to znaczy oficjalnie na odwrót...). Żaden modlitewnik imprimatur nie ma.

            Moje "porządne" modlitewniki imprimatur mają.
      • minerwamcg Re: Katolickość książki 06.03.09, 16:04
        Przepraszam, ale pisanie fanfiction na tematy biblijne nie jest
        zakazane. Motyw Jeszui u Bułhakowa ma znaczenie symboliczne i jest
        do bólu uzasadniony, nie pretenduje też do
        przedstawiania "prawdziwej historii" Jezusa bo nie o to w "Mistrzu i
        Małgorzacie" chodzi.
        • verdana Re: Katolickość książki 06.03.09, 16:51
          A ja się bałam odezwać...
          • mamalgosia Re: Katolickość książki 06.03.09, 18:56
            Ciekawe dlaczego, od Ciebie obrywam najczęściejsmile
        • mamalgosia Re: Katolickość książki 06.03.09, 18:56
          Alez oczywiście, że nie jest zakazane. Ale nie jest też nakazane, że
          musi się to podobać. Uważam, że czasem może dojść do niepotrzebnego
          zatarcia pewnych spraw, przemycania nieprawdy pod płaszczem Prawdy
          • minerwamcg Re: Katolickość książki 06.03.09, 20:29
            Hm, a ja bym się bała, żeby mnie takie stwierdzenie nie doprowadziło
            do wniosku o niepotrzebności wszelkich książek. Bo albo jest w nich
            to samo co w Biblii więc nie ma sensu, żeby istniały skoro jest
            Biblia, albo jest w nich coś innego niż w Biblii, wobec tego tym
            bardziej nie ma sensu, żeby istniały ponieważ są groźne i
            bluźniercze.

            To, że ktoś na podstawie Bułhakowa może wyrobić sobie niewłaściwy
            pogląd na Ewangelię jest zagrożeniem równie wielkim, jak to, że ktoś
            po lekturze "Kwiatków świętego Franciszka" urządzi na rynku
            publiczny striptiz. Zawsze może się zdarzyć, że ktoś literaturę
            potraktuje dosłownie. Ale czy jest to argument przeciwko
            literaturze?
            • mamalgosia Re: Katolickość książki 07.03.09, 09:20
              eee, tam, jestem wielką wielbicielką ksiażek, (wielbicielka to
              eufemizm, czytanie jest moim nałogiem, ale to nie na temat). I jakoś
              daleeeeko ode mnie ten wniosek o "niepotrzebności wszelkiej
              literatury". A że nie lubię, jak ktoś się przebiera w Boga, to już
              najwidoczniej moja sprawa...
              • minerwamcg Re: Katolickość książki 07.03.09, 11:43
                Ja tam żadnego "przebierania się w Boga" nie widzę; widzę zabieg
                literacki, nawiązanie, wątek poboczny użyty dla tym lepszego
                zobrazowania głównej myśli utworu. Bardzo sugestywny, niewątpliwie,
                ale też wyraźnie umiejscowiony w hierarchii powieści, z widocznie
                określonym konkretnym zadaniem w stosunku do głównego wątku i
                bohatera.
                • mamalgosia Re: Katolickość książki 07.03.09, 19:27
                  Widzisz, a jak "artyści" na krzyżu powieszą nagą kobietę, to może to
                  też jest zabieg - no, nie literacki, ale artystyczny. A jednak mnie
                  boli.
                  • minerwamcg Re: Katolickość książki 07.03.09, 23:14
                    Tak, tylko widzisz, naga kobieta budzi oburzenie większości
                    chrześcijan. Z oburzeniem na wizję Bułhakowa spotykam się po raz
                    pierwszy, u Ciebie. Znam ludzi, których zbulwersowałby sposób, jaki
                    rozmawiała z Jezusem siostra Rosariana, gdyby przeczytali artykuł na portalu "Wiara" - czy wobec tego owego artykułu nie należało
                    pisać ani publikować?
                    • mamalgosia Re: Katolickość książki 08.03.09, 08:55
                      minerwamcg napisała:

                      > Tak, tylko widzisz, naga kobieta budzi oburzenie większości
                      > chrześcijan. Z oburzeniem na wizję Bułhakowa spotykam się po raz
                      > pierwszy, u Ciebie.
                      Po pierwsze: między "nie podoba mi się", a oburzeniem jest jakaś
                      różnica, u mnie akurat duża. Niepotrzebnie sobie coś dopowiadasz.
                      A kryterium większości to jakoś nie za bardzo przekonującesmile

                      • minerwamcg Re: Katolickość książki 08.03.09, 13:03
                        Przepraszam, jeżeli malowidło w kościele nie podoba się pani X,
                        proboszcz może wzruszyć ramionami i tłumaczyć, że to taka wizja
                        artisticzna i jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim
                        dogodził. Ale jeżeli krytykuje je hurtem cała parafia, to chyba coś
                        jest na rzeczy i może warto zastanowić sie nad inną, mniej
                        kontrowersyjną wizją artisticzną smile
                        • mamalgosia Re: Katolickość książki 08.03.09, 14:20
                          Jak wiesz - pod Krzyżem stało tylko kilka osób, a przeciwko temu,
                          który był na nim było wielu. Nie, nie, kryterium większościowe nie
                          jest dla mnie argumentem. "Mamo, bo wszyscy przeklinają..."
                          • minerwamcg Re: Katolickość książki 08.03.09, 16:03
                            A dopuszczasz możliwość, że krytyka czegoś może być wynikiem czyjejś
                            nadwrażliwości, niezrozumienia, nadmiernych skrupułów, czy wreszcie
                            zmian w psychice? Nie każdy kto mówi "nie" kiedy wszyscy inni
                            mówią "tak" ma rację. I niekoniecznie należy mu ją przyznawać
                            automatycznie, tylko dlatego, że jest w mniejszości. Jednostka też,
                            wbrew pozorom, może się mylić.
                            • mamalgosia Re: Katolickość książki 08.03.09, 17:37
                              Mylić się może i tłum, i jednostka, nie wiem w ogóle po co ten
                              wywód, przeciez to oczywiste
                              • minerwamcg Re: Katolickość książki 08.03.09, 19:01
                                mamalgosia napisała:

                                > Mylić się może i tłum, i jednostka, nie wiem w ogóle po co ten
                                > wywód, przeciez to oczywiste

                                No przecież w odpowiedzi na Twój:

                                > Jak wiesz - pod Krzyżem stało tylko kilka osób, a przeciwko temu,
                                > który był na nim było wielu. Nie, nie, kryterium większościowe nie
                                > jest dla mnie argumentem. "Mamo, bo wszyscy przeklinają..."

                                To, że tu było wielu a tam niewielu to doprawdy nie jest argument.
                                Jezus został zabity właśnie dlatego, że wierzyło w Niego wielu i
                                coraz więcej. To, że "coś" może się "komuś" nie podobać, jeszcze
                                automatycznie nie znaczy, że "coś" jest złe. Może najwyżej świadczyć
                                o odmiennych gustach "kogoś".
                                -----
                                Zabijają naszych! Nie wkurza Cię to?
                                Wyślij protest do Ambasady Indii!
                                • mamalgosia Re: Katolickość książki 08.03.09, 19:45
                                  moja wypowiedż była tylko po to, by obalić teorię, że większość ma
                                  rację. Miewa. Tak samo jak miewa rację jednostka. I nigdzie nie
                                  napisałam, ze mniejszość/jednostka ma zawsze rację - tylko dlatego,
                                  że jest w mniejszoścismile No bez przesady. Podałam przykłady, bo
                                  dwukrotnie użyłam sformułowania, że argument z większości jest
                                  żadnym argumentem, ale jakoś teoretycznie go nie chciałaś przyjąć,
                                  więc dodałam przykłady.

                                  Ale mniejsza (nomen omen) z tym.
                                • mamalgosia P.S. 08.03.09, 19:47
                                  minerwamcg napisała:
                                  To, że "coś" może się "komuś" nie podobać, jeszcze
                                  > automatycznie nie znaczy, że "coś" jest złe. Może najwyżej
                                  świadczyć
                                  > o odmiennych gustach "kogoś".

                                  I zauważ, że cały czas pisałam, że MNIE się to nie podoba, że MNIE
                                  to przeszkadza, uwiera, że JA nie lubię, że MNIE denerwuje (nie chce
                                  mi się czytać własnych wypowiedzi, ale chyba prawie dokładnie te
                                  sformułowania padły). Nigdzie nie napisałam, żeby Coelho spalić na
                                  stosie
                                  • mader1 Re: P.S. 08.03.09, 20:32
                                    > I zauważ, że cały czas pisałam, że MNIE się to nie podoba, że MNIE
                                    > to przeszkadza, uwiera, że JA nie lubię, że MNIE denerwuje (nie chce
                                    > mi się czytać własnych wypowiedzi, ale chyba prawie dokładnie te
                                    > sformułowania padły). Nigdzie nie napisałam, żeby Coelho spalić na
                                    > stosie

                                    też to tak odebrałam.
          • katriel Re: Katolickość książki 06.03.09, 20:37
            Mnie do kwestii akurat Bułhakowa dosyć pasuje to, co powiedział mi
            kiedyś jeden mój znajomy ateista a propos pewnej innej książki.
            Powiedział mi mianowicie, że przeczytał cztery książki o Jezusie:
            Ewangelię św. Mateusza, Ewangelię św. Jana, "Moje Ewangelie"
            Erica-Emmanuela Schmitta i "Jezusa z Nazaretu" Romana
            Brandstaettera.
            Trzy z tych książek mu się podobały (jako utwory literackie), a jedna
            nie: nie podobała mu się mianowicie Ewangelia Mateusza.
            Ale zauważył też, że trzy z tych książek mają tego samego (choćby
            charakterologicznie) Bohatera, a jedna mówi o kimś zupełnie innym,
            kto się tylko tak samo nazywa. Tym razem ta jedna to "Moje
            Ewangelie".
            No więc, ja mam wyraźne poczucie, że apokryficzne kawałki Bułhakowa
            też są o kimś innym, kto się tylko tak samo nazywa.
            • mamalgosia Re: Katolickość książki 07.03.09, 09:21
              To Ty wiesz. A ktoś inny może pomyśleć, że zbieżność nazwisk nie
              jest przypadkowa
              • minerwamcg Re: Katolickość książki 07.03.09, 14:01
                Bo nie jest, jest zamierzonym chwytem literackim, mniej lub bardziej
                uprawnionym. Komuś może nie podobać się moja wizja Jezusa, bo jego
                zdaniem jest niezgodna z Ewangelią - ale nie odpowiadam za to, że
                ktoś inny moją powieść potraktuje jak Ewangelię. Co to jest
                Ewangelia i jaki ma status wśród chrześcijan jest wiedzą dość
                powszechną, a jeżeli ktoś tego nie wie, nie ma sensu aby czytał
                powieści odwołujące się do niej.
                Jeżeli piszę książkę kucharską nie odpowiadam za to, że ktoś
                upadłszy na głowę spróbuje ją zjeść i zatruje się celulozą.
                • verdana Re: Katolickość książki 07.03.09, 18:11
                  smile
                • mamalgosia Re: Katolickość książki 07.03.09, 19:26
                  minerwamcg napisała:

                  > Komuś może nie podobać się moja wizja Jezusa, bo jego
                  > zdaniem jest niezgodna z Ewangelią - ale nie odpowiadam za to, że
                  > ktoś inny moją powieść potraktuje jak Ewangelię.

                  A, widzisz. A ja uważam, ze właśnie za to jestem odpowiedzialna.
                  Jesli napisałabym książkę, w której występuje Jezus Chrystus, to
                  uważam, że jak najbardziej jestem odpowiedzialna za obraz jaki
                  przekazuję. I to tym bardziej, im bardziej poczytnym jestem autorem.

                  Zupełnie zresztą jak w żyiu...
                  • verdana Re: Katolickość książki 07.03.09, 21:51
                    Ależ Bułhakow jest w pełni odpowiedzialny. Tylko on nie pisał
                    książki religijnej, dla podtrzymania wiary chrzescijańskiej.
                    A tak naprawdę, to akurat w postaci Jeszui Bułhakowa nie jestem w
                    stanie dopatrzyć się niczego, co mogloby obrazić czy nadwątlić
                    czyjąś wiarę.
                    Nie mowiąc o drobiazgu, ze Bułhakow był średnio poczytnym autorem,
                    bo jego ksiązki były zbyt nieprawomyslne. Pisał swoje najwieksze
                    dzieło "do szuflady". Za jego życia nigdy nie ukazał sie "Mistrz i
                    Małgorzata" - nikt by nie pozwolił na wydanie czegos takiego.
                    Jeszcze za czasów mojej mlodosci ukazanie się "Mistrzai Małgorzaty "
                    było sensacja, mimo, ze wydanie bylo ocenzurowane.
                    Na szczęście rękopisy nie płoną.
                    • mamalgosia Re: Katolickość książki 08.03.09, 08:59
                      verdana napisała:

                      > Ależ Bułhakow jest w pełni odpowiedzialny. Tylko on nie pisał
                      > książki religijnej, dla podtrzymania wiary chrzescijańskiej.
                      Nie znam jego życiorysu, nie wiem jak z jego wiarą. A tym bardziej
                      nie chcę oceniać jego odpowiedzialności - to już jego sprawa.
                      Napisałam, że ja czułabym się odpowiedzialna.

                      > A tak naprawdę, to akurat w postaci Jeszui Bułhakowa nie jestem w
                      > stanie dopatrzyć się niczego, co mogloby obrazić czy nadwątlić
                      > czyjąś wiarę.
                      Też sobie nie przypominam, czytałam tę książkę bardzo dawno.
                      Natomiast bardziej mi chodziło o coś takiego, że przez użycie
                      pewnych symboli, Osób, imion autorzy/książki uzurpują sobie miano
                      chrześcijańskich. I tu uwiera mnie Coelho.


                      > Nie mowiąc o drobiazgu, ze Bułhakow był średnio poczytnym autorem,
                      > bo jego ksiązki były zbyt nieprawomyslne.
                      dziękuję za informacje


                      > Na szczęście rękopisy nie płoną.
                      Na szczęscie
                  • minerwamcg Re: Katolickość książki 07.03.09, 23:06
                    Nie. Bo jeden może tym co napiszę być zbudowany, drugi wprost
                    przeciwnie, oburzony. Czy wobec tego w trosce o tego drugiego nie
                    wolno mi pisać nic? Znałam osoby ciężko zbulwersowane "Jezusem z
                    Nazaretu" Brandstaettera - bo jakże to tak, pisać powieść o Panu
                    Jezusie? O Jego zwyczajnym życiu? Zawsze znajdziesz kogoś, komu coś -
                    cokolwiek - się nie spodoba. Czy zatem jedyne co można pisać, to
                    haiku opiewające fakt, że księżyc wznosi się ponad lasem?
                    • verdana Re: Katolickość książki 08.03.09, 13:09
                      O przepraszam - wampiry sie oburząsmile
                      • mamalgosia Re: Katolickość książki 08.03.09, 14:21
                        Verdano, czytam właśnie trzeci tom "Trylogii Zmierzchu" dla
                        nastolatek i wierz mi - wampiry nic do księżyca nie mają. Raczej
                        wilkołakismile
                        • verdana Re: Katolickość książki 08.03.09, 20:00
                          Fakt, wampiry słońca nie lubią.
          • mader1 Re: Katolickość książki 08.03.09, 20:45
            Tak. Też uważam, że na słowa, swoje słowa trzeba uważać...Na słowa innych także.
            Jezus nie jest postacią tuzinkową i obojętną - nawet dla tych, dla których nie
            jest Bogiem... Każdy, także niewierzący, ma swoje wyobrażenie, swoją wizję tej
            Postaci... To chyba naturalne i nie jest złe. Trzeba jednak pamiętać, że ta
            wizja może urzec mnóstwo osób - dopóki są one świadome o Prawdzie i o tym, jak
            wiele ta Wizja ma wspólnego z Prawdą, nic nie szkodzi. Gorzej, gdy wizja boga
            jakiegoś autora zaczyna przysłaniać czy zastępować Samego Boga.
            ( można napisać, że czytający sami sobie winni i też prawda - są dorośli)
            Oczywiście jeżeli autor niewierzący, na próżno domagamy odpowiedzialności. Może
            on nawet chcieć, by jego wizja Boga zagrała w duszy jak największej ilości osób
            i zastąpiła Prawdę.

            Nie oznacza to, ze uważam, że nie można pisać, że nie można sobie wyobrażać i
            nie można czytać i nawet zachwycać się, doceniać roli...
            Sama często czytam i porównuję.
            No ale problem jest - uważam, ze wcale nie wyssany z palca.
            I może się nie podobać użytkowe traktowanie Boga.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja