Wysyp wątków dzisiaj, wiec i ja się dopisuję.
Martwi mnie to, że wszyscy mnie denerwują. Przy byle drobiazgu
nerwy mi wysiadają. Na kogo mogę powrzeszczeć, to wrzeszczę, a na
kogo powrzeszczeć nie mogę, to myślę sobie o nim odpowiednio (co
chyba gorsze). Znajomi, rodzina dalsza i niestety bliższa

Jedna z Forumianek napisała mi, że zmęczenie Najbliższymi czasem
jest normalne. Nie wiem. Ja tego jeszcze nie miałam nigdy, a teraz
już trwa jakiś czas, niepokoi mnie to. Wiem, że niektóre osoby
jeżdżą gdzieś czasem same (nawet i 3 tygodnie bez dzieci!), albo
które wysyłają gdzieś dzieci - są same ze sobą. Ja byłam sama pół
dnia (było to jesienią), kiedy to Mąż wyjechał z Chłopcami do
teściów. Może to to? Jak się zastanawiam, to nie chciałabym wyjechać
bez nich - ale może sama nie wiem, czego chcę?
Nie chcę opisywać, CO konkretnie mnie u bliźnich zdenerowało. I nie
chcę pisać, co mnie u siebie denerwuje (a tak, bo i to się
zaostrzyło). Na pewno natłok spotkań w ostatnim czasie mnie dobił i
natłok zajęć. Ale wolałabym, zeby się to odbijało w inny sposób -
tylko czy jest tu coś do "wolenia"?
Minie samo? Będzie się pogłębiać? Czy można coś zrobić (oprócz Cast
Away?)