tęsknota za Niebem

07.05.09, 09:08
czy odczuwacie?

Myślę, że chyba (chyba!) jest tak, że im głębiej ktoś wierzy, tym
większa ta tęsknota. Jeśli się kocha Boga z całego serca swego i z
całej duszy swojej - chyba największym marzeniem jest połączenie się
z Nim.
Taka tęsknota musi być bolesna, a przecież trzeba z nią żyć latami.
Jednocześnie tkwiąc w tu i teraz. Chrześcijanin musi mieć nogi na
ziemi, a głowę w niebie. To pełnia, czy rozdarcie?

Jestem osobą, której tęsknota nie jest obca. Niestety doświadczam
jej w bardzo silny sposób, myślę, że obiektywnie rzecz biorąc - zbyt
silnie, często nieproporcjonalnie do sytuacji. I chyba nic z tym się
nie da zrobić. Najczęściej dotyczy ona osób. Ale tęsknię też za
miejscem, za zapachem, za chwilą.

Za Niebem też. Wierzę, że "ani oko nie widziało, ani ucho nie
słyszało" - a jeśli tak, to jak nie tęsknić? Skoro tęsknota za tym,
co ko widziało i co ucho słyszało, może być taka wielka?

Tęsknota z Bogiem jako Osobą - nie wiem, trudno mi to określić. Może
czasem tak. Może zbyt mało. A może dobrze, że tak, bo żyć by się z
tym nie dało?

W niedzielę mój Starszy uchylił mi rąbek Nieba. W tej bieli, w tym
spojrzeniu, w całym tym święcie poczułam się jak zanurzona. Spokój,
radość, piękno. I Bóg był w tym wszystkim, tu nie ma co się
zastanawiać, pytać - po prostu pewność. "Biały tydzień" pozwala
trochę jeszcze trwać w tym święcie. Ale powrót do pracy już nie.
Atak bodźców wszechstronny. Oczywiście - można i trzeba w tym
wszystkim być z Bogiem. Ale to już powszedniość. Zło, lęki,
obowiązki, hałas, pośpiech, nawet głupota.
Tęsknię za tym świętem. Za bielą, czystością, spokojem. Z których
niestety trzeba się wynurzyć.
    • mamalgosia istota czyśćca 07.05.09, 09:11
      Jeśli rzeczywiście tęsknota jest istotą czyśćca, to chyba wolałabym
      już ten przysłowiowy ogień.
      i jeszcze:

      <W niebie są ci, którzy bardzo tęsknili za Bogiem. Św. Siostra
      Faustyna pisała: "coraz większa zaczęła ogarniać mnie tęsknota za
      Bogiem". Tęsknota jest darem miłosierdzia. Człowiek sam z siebie,
      nie mógłby zatęsknić za Bogiem; usilnie pragnąć Jego samego, dla
      Niego samego, gdyby nie było mu to dane z góry, od Ojca. Pojawić się
      może w człowieku odczucie, które wskazuje jednoznacznie na to, że
      to, co doczesne, nie może wypełnić i zaspokoić tych tęsknot, jakie
      sam Bóg stwarza w nim. Święta Faustyna pisała: "Uczułam, że mam
      serce tak wielkie, że nic go napełnić nie zdoła. Wtedy zwróciłam się
      całą stęsknioną duszą do Boga". Tęsknić za Bogiem, to wołać o Jego
      miłosierdzie, o całkowite odnalezienie się w Nim. Tęsknota za
      niebem, zbawieniem, Osobą Jezusa Chrystusa, jest wielkim cierpieniem
      tych, którzy doznają cierpień oczyszczenia. Daje o tym świadectwo S.
      Faustyna, pisząc: "Największe dla nich cierpienie, to jest tęsknota
      za Bogiem".>
    • mader1 Re: tęsknota za Niebem 07.05.09, 10:16
      Dwie tęsknoty. Za tym, żeby zobaczyć Ogród za wiele lat...ciekawość jakie kwiaty
      przetrwają, jak pięknie rozrosną się Najważniejsze Dla Mnie Rośliny i jak, już
      coraz dyskretniej, bo ze starszymi roślinami trzeba ostrożniej, ten wzrost
      pokieruję. Wygląda coraz piękniej, choć ja sama najlepiej wiem, jak wiele zależy
      od pogody, od sąsiadów, od przypadku i jak dużo błędy w pielęgnacji mogą
      narobić szkód. Wygląda na to, że optymizm we mnie nie zgasł. Bo skoro chcę
      dowiedzieć się o Przyszłości tego, co współtworzyłam, domyślam się, że " będzie
      dobrze" ?
      I druga tęsknota. Za spokojem, za ukojeniem. Coraz silniejsza w miarę utraty sił wink
      • mamalgosia Re: tęsknota za Niebem 07.05.09, 14:55
        O tak, tę utratę sił to i ja ostatnimi laty bardzo odczuwam. Czasem
        to już marzę o zielonych pastwiskach.

        A co do ogrodu, to zazdroszczę. Nie potrafię włożyć w to serca. Nie
        mam też czasu - ale nie tłumaczę się tym, wiem że gdybym czas miała,
        to i tak nie byłoby pod tym względem lepiej. A zazdroszczę osobom,
        które znajdują w pracach ogrodowych radość i ukojenie. Zawsze mi się
        w książkach podobało jak bohaterki robiły coś w ogrodziesmile
    • nati1011 Re: tęsknota za Niebem 07.05.09, 11:09
      najbardziej tęsnię za Niebem, gdy na ziemi trudno mi wytrzymać smile

      Na codzień jakby mniej, a nawet targuję z Bogiem troche czasu na
      ziemi. Przyczyna prozaiczna: małe dzieci, którym wiem, że jestem
      potrzebna. Na razie staram sie pracować nad gotowością do
      opuszczenia ziemi (w razie gdyby) niż nad tęsknotą za Niebem.

      • mamalgosia Re: tęsknota za Niebem 07.05.09, 14:56
        A, wiesz, ja też jestem dzieciom potrzebna. Ale tęsknota u mnie z
        rozumem nie ma nic wspólnego. Ona przychodzi i mieszka. Nie do
        wypędzenia ten intruzsmile
        • nati1011 Re: tęsknota za Niebem 07.05.09, 16:36
          tak, ale to bardziej taka tęsknota by być w obu miejscach
          równocześnie: na ziemi z rodziną i już w niebie smile))
    • mader1 Re: tęsknota za Niebem 08.05.09, 09:23
      W jakiś sposób pragniemy życia, tego prawdziwego, którego potem śmierć nie
      tknie; równocześnie jednak nie znamy tego, ku czemu zmierzamy. Nie możemy
      zaprzestać dążenia do tego, a równocześnie wiemy, że to wszystko, czego możemy
      doświadczyć albo co zrealizować, nie jest tym, czego pragniemy. Ta nieznana
      «rzecz» jest prawdziwą «nadzieją», która nas inspiruje, a jej niepoznawalność
      jest równocześnie przyczyną wszelkiej rozpaczy, jak też wszelkich pozytywnych
      czy destruktywnych zrywów w stronę autentycznego świata i autentycznego
      człowieka. Słowo «życie wieczne» usiłuje nadać imię tej nieznanej a znanej
      rzeczywistości. Z konieczności jest to określenie niewystarczające, które
      wywołuje zamieszanie. Określenie «wieczne» budzi w nas bowiem ideę czegoś nie
      kończącego się, i tego się lękamy; kojarzy nam się ze znanym nam życiem, które
      kochamy i którego nie chcemy utracić, ale jednak równocześnie przynosi ono
      więcej trudu niż zaspokojenia, a zatem podczas gdy z jednej strony pragniemy go,
      z drugiej go nie chcemy. Możemy jedynie starać się myślą wybiec poza doczesność,
      w której jesteśmy uwięzieni i w jakiś sposób przeczuwać, że wieczność nie jest
      ciągiem następujących po sobie dni kalendarzowych, ale czymś, co przypomina
      moment ostatecznego zaspokojenia, w którym pełnia obejmuje nas, a my obejmujemy
      pełnię. Byłby to moment zanurzenia się w oceanie nieskończonej miłości, w którym
      czas – przed i potem – już nie istnieje. Możemy jedynie starać się myśleć, że
      ten moment jest życiem w pełnym znaczeniu, wciąż nowym zanurzaniem się w głębie
      istnienia, podczas gdy po prostu ogarnia nas radość. Tak to wyraża Jezus w
      Ewangelii według św. Jana: «Znowu [...] jednak was zobaczę i rozraduje się serce
      wasze, a radości waszej nikt wam nie zdoła odebrać» (16, 22).
      ( B16, Spe salvi)
      • mamalgosia Re: tęsknota za Niebem 08.05.09, 09:30
        Cenię mądrość JR, ale jest mi ona daleka, zupełnie nie ta
        płaszczyzna. Czytam, ale nie czuję, dlatego nagmiennie wracam do
        tekstów JPII.
        Na przykład: zupełnie nie przeraża mnie słowo "wieczność" ani
        perspektywa jaką ono niesie. Czyli całe dalsze tłumaczenie na nic
    • minerwamcg Re: tęsknota za Niebem 08.05.09, 09:36
      Jakoś ostatnio nie smile Od pojawienia się Marysi myślę o niebie jak o
      cudownych wakacjach, które mamy obiecane po zakończeniu roku
      szkolengo - ale jest dopiero wrzesień i zanim się zacznie pakować
      plecak, ma się mnóstwo do zrobienia.
      Z nieba tobym chciała tylko jedną rzecz - żeby jakiś dobry anioł
      karmił mi i przewijał małą o piątej rano smile))

      "A czy daleko, matko, do nieba?
      Pewnie by z miesiąc iść tam potrzeba?
      Bodaj tam miesiąc! O, moje dziecię,
      Tam iść potrzeba przez całe życie,
      Czyniąc po drodze dobrego wiele,
      Bijąc się męznie, modląc w kościele..."

      No dobra, resztę tej poezji Wam daruję smile) To jest wierszyk, który
      powtarzała moja babcia i jej siostry.
      • mamalgosia Re: tęsknota za Niebem 08.05.09, 09:40
        Biję się i modlę, to już cośsmile
        • minerwamcg Re: tęsknota za Niebem 08.05.09, 15:13
          Wiesz, wierszyk pochodzi z czasów, kiedy waleczny patriotyzm
          zaliczał się do dobrych uczynków pierwszej klasy smile
          A poza tym zawsze coś jest na rzeczy - "bój srogi nęka wiernych Ci"
          albo "z wojskiem szatana dziś krwawy bój wiedzie" albo "błogosław
          nam Chryste na bój" - nasi prodkowie lepiej niż my wiedzieli, że
          życie to nie je bajka, to je bitwa smile W pokojowych czasach metafora
          się trochę przetarła, ale wciąż coś w tym jest.
      • mader1 Re: tęsknota za Niebem 08.05.09, 14:03
        > Z nieba tobym chciała tylko jedną rzecz - żeby jakiś dobry anioł
        > karmił mi i przewijał małą o piątej rano smile))

        cudne smile
        • mamalgosia Re: tęsknota za Niebem 08.05.09, 14:47
          Też się zatrzymałam nad tym zdaniem - ale nie z powodu jego
          cudności. Tylko przypomniałam sobie okres noworodkowy Starszego i to
          karmienie i przewijanie o 23ciej, o północy, o 1szej, o 2giej, o
          3ciej, o4tej, o 5tej... ehhh.
          Chyba powinnam rodzić roczne dzieci
    • felixa05 Re: tęsknota za Niebem 08.05.09, 19:57
      www.magazynfamilia.pl/artykuly/Razem_do_Nieba,599,113.html
Inne wątki na temat:
Pełna wersja