maryanne22
30.07.09, 07:18
Witam.
Chciałabym opowiedzieć Wam o pewnej rodzinie w misji.
Małżeństwo z piątka dzieci, szóste w drodze, bardzo szczęśliwi. I
nagle podczas kolejnego z badań dowiadują się, że maluszek jest
bardzo ciężko chory. Nawet nie umiem powtórzyć co lekarze wykryli.
Ogólnie rzecz biorąc wielowadzie. Każde kolejne badanie pokazywało,
że są kolejne schorzenia. Ponieważ rodzina ta jest na drodze
neokatechumenalnej wszystkie wspólnoty modliły się o to aby ta
rodzina umiała przyjąć ten fakt. Lekarze ostrzegli, że dziecko umrze
w łonie bądź zaraz po porodzie. Po prostu taka ilość wad
genetycznych nie daje szans na przeżycie. Nikomu nawet do głowy nie
przyszło, aby modlic się o zdrowie dla tego maleństwa. Przedwczoraj
w nocy Łucja urodziła śliczną i ....zupełnie zdrową dziewczynkę.

)))
Bogu niech będą dzięki. Piękne prawda?
Taki bardzo optymistyczny akcent z rana co byśmy nie zapomnieli, że
dla Pana nie marzeczy niemożliwych.
Pozdrawiam.