Dodaj do ulubionych

Namioty w PRL

06.02.12, 17:22
Kto jeździł pod namiot?
Kołki drewniane z nacięciem, śledzie takie szerokie z wgłębieniem w środku.
Rozkładanie namiotu to cała operacja była.
I zawsze się wokół namiotu robiły odpływy wody, takie fosy..
A śpiwory, a plecaki?
Teraz jest za łatwo...
Obserwuj wątek
    • momas Re: Namioty w PRL 06.02.12, 18:01
      1983 rok - kolega stal sie szczesliwym posiadaczem namiotu Turbacz. Alez to bylo cos! (lekki).
      • voxave Re: Namioty w PRL 06.02.12, 19:40
        Ja mialam taki wielki brezentowy jak tatarski z przedsionkiem pod który mieścil sie fiat 126.
        Oj Mazury,Mazury ....i te paskudne komary.
        • ewa9717 Re: Namioty w PRL 06.02.12, 20:45
          No to wyobraźcie sobie studencką parę wracającą pociągiem z Bułgarii, z namiotem właśnie. On dźwigał większy wór z tzw, tropikiem i jakimiś rurami, ona mniejszy - z płócienną sypialnią. Już w Polsce do pociągu wsiada dwóch młodzianków nastoletnich, patrzą z politowaniem, jeden komentuje: - Ty, zobacz, ale idioci, spali w osobnych namiotach!
          • tamsin Re: Namioty w PRL 06.02.12, 21:01
            pamietam te wielkie namioty, spalo nas chyba z 8 osob w jednym, nawet przedsionek mielismy, uczucie podobne do spania w terrarium. w drodze powrotnej zmienialismy sie kto co niosl bo z pola namiotowego do autobusu byl dobry kawalek i plakac sie chcialo jakie to wszystko bylo ciezkie.
    • asdaa Re: Namioty w PRL 06.02.12, 21:08
      Ciężkie brezentowe, długo schły po deszczu, nosiło się je na własnym grzbiecie wraz ze śpiworem, dmuchanym materacem (kto w tamtych czasach miał pompkę?), kocherami i innymi niezbędnymi rzeczami. Okopywanie ich było obowiązkowe, ilekroć nie chciało nam się tego zrobić "los" się mścił pod postacią huraganu i ulewy, aż wszystkie bambetle były mokre.
      Ale było wesoło.
    • matylda1001 Re: Namioty w PRL 06.02.12, 23:59
      Wyobraźcie sobie... na korytarzu zapchanego po brzegi pociągu spoczywają:
      - 1 kajak - składak ,,Neptun,, w dwóch wielkich worach (ożebrowanie i powłoka)
      - 2 dmuchane materace
      - 2 śpiwory (w workach dodatkowo koce i mój jasiek:)
      - 2 wypchane plecaki z odzieniem osobistym
      - 1 wór żeglarski ze sprzętem kajakowym (kapoki, sztormiaki, itp)
      - 1 wór z konserwami na 3 tygodnie
      - 1 wór z zupkami w proszku, kisielkami, makaronem i co tam udało sie zdobyc)
      - 1 torba z butlą gazowa, kuchenką, zastawą stołową i przyrzadami do gotowania
      Przy tym wszystkim namiot, to juz drobiazg. Tym bardziej, ze to była maleńka ,,dwójeczka,, do wożenia w kajaku. I do noszenia, pilnowania tego calego majdanu tylko nas dwoje.
      • ewa9717 Re: Namioty w PRL 07.02.12, 08:40
        I teraz powiedz to dzisiejszej młodzieży, która musi odpocząć, bo niespełna trzygodzinną podróż do miejsca studiowania jechała w tak niemiłosiernie zatłoczonym pociągu, że siedzieć mogła tylko na opuszczanym krzesełku na korytarzu ;)
        A taki kajak miałam, strasznie niesterowna kobyła!
        • matylda1001 Re: Namioty w PRL 07.02.12, 11:54
          Ja mam tego ,,Neptuna,, do dzis i cały czas jest używany, nawet dobrze sie trzyma, tylko, ze teraz nie wozimy go juz pociagami:) a jezdzimy też na spływy zorganizowane. Dają kajak, żarełko i czasami noclegi w stanicach (z prysznicem!!!!!) W ubieglym roku bylismy na Wieprzu i Tanwi, dwa lata temu na Dniestrze na Ukrainie. Tam jeszcze jest wspaniała dzicz (PRL w pelnnym rozkwicie:). Dzisiejsza młodzież nie wie, co traci. Taka podróż była męcząca, ale swój urok miała. Na przykład taka przesiadka do lokalnego pociągu w Czerwonce na Mazurach. 5 minut na przerzucenie tego całego majdanu na drugi peron i załadowanie do kolejnego pociagu. Mąż ciągnąl po torach te wory z jakimś przygodnym pomagierem, a ja podrywałam maszynistę na zasadzie: ,,Ojejkuuu, ale pan to jest silnnyyy, taki ciężki pociąg pan uciągnnieeee,, No i pociąg odjechał dziesięc minut później:)
          • asdaa Re: Namioty w PRL 07.02.12, 15:54
            matylda1001 napisała:
            Taka podróż była męcząca, ale swój urok miała.

            liczyła się PRZYGODA, WOLNOŚĆ (pewnie pozorna, bo to w PRL), niestraszne były majdany z dobytkiem wakacyjnym, zawsze dawaliśmy sobie radę! A jak konduktor życzliwy sie trafił to i biletu karnego nie wypisał, a jeszcze i czymś dobrym poczęstował.
            W czasach kartkowych w ramach wymiany bezgotówkowej za papierosy mieliśmy wiejskie mleko, twaróg i jaja w ilościach nawet nadmiernych
            • kapitan_marchewa Re: Namioty w PRL 07.02.12, 17:32
              Zbaczając z tematu namiotów (ciężkie brezentowe cholerstwo) w stronę PKP: krzesełko składane na korytarzu to był luksus w pełnym pociągu.
              Głowę się opierało o drzwi przedziału i przysypiało. A jak już się przysnęło, to ktoś z rzeczonego przedziału musiał siusiu. Albo się przez półsen słyszało z boku "przepraszam, przepraszam", czyli ktoś się przeciska korytarzem, trza wstać, przepuścić, znowu przysiąść i może przysnąć. Wstając i przepuszczając nawet śnić nie przestawałem, z zamkniętymi oczami była cała operacja...
              • aqua48 Re: Namioty w PRL 07.02.12, 18:27
                Oj, te ciężkie jak wór cegieł namioty. Mieliśmy pożyczona dwójkę, w której spokojnie mieściły się trzy osoby, a raz spędziłam noc w Beskidach w siedem osób w takiej "dwójeczce". Tylko wtedy wszyscy śpiący obracali się na drugi bok jednocześnie, na hasło, a rano i tak się okazało, że pechowiec umieszczony przy wejściu leży już poza namiotem.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka