Dodaj do ulubionych

jak to w szkole bylo

11.04.12, 18:15
podrecznikow malo,w I klasie elementarz Falskiego i ksiazka do matematyki.
obowiazkowe fartuszki i przyszyta tarcza(kiedys przypielam na agrafke a tu wpadka
wozna wykryla i nakrzyczala)
Obserwuj wątek
    • momas Re: jak to w szkole bylo 11.04.12, 19:18
      Pierwsze litery pisane olówkiem. Dopiero po jakims czasie dostawalo sie pozwolenie na dlugopis (mial byc prosty).
      Rysowanie szlaczkow...
      Zwykle trzy-cztery lekcje w pierwszej klasie
      No i soboty w szkole.
      Oprócz faruszkow (chcialam miec taki krzyzakowy!) - obowiazkowe juniorki.
      w trzeciej klasie zostalam objeta jakims programem eksperymentalnym (matematyka) . Moje wrazenie - grafy byly calkowicie idiotyczne...
      Na szczescie wycofali sie z eksperymentu.

      Opisuje wyrywkowo pierwsze lata szkolne. Wyrywkowo - bo temat rzeka...
      • horpyna4 Re: jak to w szkole bylo 11.04.12, 19:36
        Za moich czasów po ołówku była stalówka w obsadce, a potem wieczne pióra, do których wciągało się atrament (przeważnie na zasadzie pipety z gumowym kapturkiem). Długopisy pojawiły się później i te pierwsze dostępne w peerelu to był straszny szajs i w dodatku dość drogi. Za to egzystowały punkty usługowe do nabijania wkładów tuszem.

        No i oczywiście wkłady były metalowe, więc nie było wiadomo, kiedy się taki wypisze do końca.
        • wirujacypunkt Re: jak to w szkole bylo 11.04.12, 20:29
          Nauka pisania wyglądała tak jak wczaśniej opisaliście, nauka czytania, to było najpierw sylabizowanie, a później płyne czytanie.
          Najbardziej z późnieszych lat pamiętam wychowaczynię, która była 'kwintesencją" komunizmu.
          Nie lubiła mnie, bo jak na tamte czasy, miałam zle pochodzenie i stale było mi to przypominane.
          • zas_ale_pyra Re: jak to w szkole bylo 11.04.12, 21:21
            Moja "Pani" w pierwszej klasie była całkowitym przeciwieństwem "wirującypunkt".
            Pamiętam, że budowalismy z pudełek od zapałek i kasztanów miasto. "Pani" pyta:
            - Dzieci, czego tu brakuje? (chodziło o spółdzielnię)
            a ja na to: - Kosciół, proszę Pani.
            "Pani" się omal zakrztusiła i szybko zmieniła temat.
            Dla młodszych czytelników, to był rok 1955.
            • horpyna4 Re: jak to w szkole bylo 12.04.12, 08:26
              No, to mnie ominął rok 1955 w szkole i nauka czytania też. Poszłam od razu do II klasy już po śmierci Bieruta. I bardzo chwalę sobie, że w szkole spędziłam tylko 10 lat, bo dla mnie to i tak było za dużo. Jak później wydłużono szkołę do 12 lat, to nie rozumiałam, jak można tyle wytrzymać. Studia zaczynałam jako niepełnoletnia i w tamtych czasach było sporo takich przypadków. Nawet 16-latkowie zaczynali studiować, jak urodzili się pod koniec roku. Ja w pierwszej połowie, więc 17 miałam skończone.
          • lidka449 Re: jak to w szkole bylo 11.04.12, 21:50
            wieczne pioro i atrament pelikan,bibula i ryga do pisania w gladkim zeszycie
            • zas_ale_pyra Re: jak to w szkole bylo 11.04.12, 23:59
              lidka449 napisała:

              > wieczne pioro i atrament pelikan,bibula i ryga do pisania w gladkim zeszycie

              "Pelikan"???? To nadal wysoka klasa wiecznego pióra (swoją drogą nadal je używam)
              Atrament to dziwna ciecz, zostawiająca kleksy w najmniej spodziewanych miejscach, plamy na palcach. Z pewnoscią NIE był to atrament Pelikana.
              • lidka449 Re: jak to w szkole bylo 12.04.12, 00:11
                oj raz kiedys byl - wujek mi dal,ale pioro to juz markowe nie bylo :)
                a marka "Pelikan" nadal jest i ma sie calkiem dobrze :)
                • bokertov1947 Re: jak to w szkole bylo 12.04.12, 07:38
                  Prawie te same wspomnienia z tych czasow, co i innych. Moze z pewnym "pieprzem", ktorego nie bylo prawdopodobnie w rejonach poza Gornym Slaskiem. A to byli tak zwani "przerosnieci" - czyli koledzy i kolezanki w klasie, ktorzy byli pare lat od nas starsi, znali bardzo zle jezyk polski, i czekali tylko, by wyjechac do Niemiec.Byli przez nauczycieli (nie wszystkich) traktowani jako "chlopcy do bicia", bo mozna ich bylo prezentowac jako przyklady marginesu antypolskiego.
                  Zreszta i my - Gornoslazacy nie przygotowujacy sie do wyjazdu - traktowani bylismy ...zgodnie z wytycznymi o umacnianiu polskosci". Za mowienie po slasku/niemiecku na lekcji polskiego, siedzialo sie nieraz w tak zwanej yjzelbance (oslej lawce) po lekcjach i pisalo po 100 razy ...na lekcji jezyka polskiego nie bede uzywal obcych wtretow" - czy podobnych, gleboko pedagogicznych zdan. Choc musze przyznac, ze "dzieki" temu wygralem wiel, wiele lat pozniej zaklad z moja zona o pewien tekst z Krzyzakow, ktorego musialem sie za kare nauczyc na pamiec - i ktory pamietam do dzisiaj.
                  Pozdrowienia z Tel Avivu!
                  • tymon99 Re: jak to w szkole bylo 12.04.12, 19:58
                    były już lata 80., byłem już w liceum. na lekcji chemii użyłem określenia "blank nowy" (o moim zeszycie, od września do marca nic w nim nie zapisałem, więc ściemniałem, że poprzedni właśnie mi się skończył). dopiero po konsultacjach z wychowawcą, polonistką i dyrektorem szkoły chemiczka przyjęła do wiadomości, że ukarany być za to nie mogę. (za brak zeszytu natomiast owszem.)
                    • lidka449 Re: jak to w szkole bylo 12.04.12, 20:06
                      co do zeszytow to okladalam je z poczatku w kolorowy papier,ksiazki zreszta tez,
                      pozniej pojawily sie okładki i naklejki.
                      mialam drewniany piornik,i tornister na plecy.
                      nosilam tez biale tenisówki,czasami czyscilam je kreda aby je odswiezyc :)
                    • ewa9717 Re: jak to w szkole bylo 12.04.12, 23:27
                      tymon99 napisał:

                      > były już lata 80., byłem już w liceum. na lekcji chemii użyłem określenia "blan
                      > k nowy" (o moim zeszycie, od września do marca nic w nim nie zapisałem, więc śc
                      > iemniałem, że poprzedni właśnie mi się skończył). dopiero po konsultacjach z wy
                      > chowawcą, polonistką i dyrektorem szkoły chemiczka przyjęła do wiadomości, że u
                      > karany być za to nie mogę. (za brak zeszytu natomiast owszem.
                      ) Kaj sie tako afa uchowała do łosiymdziesiontych lot!!!! ;)
                      >
                      • tymon99 Re: jak to w szkole bylo 15.04.12, 21:38
                        mieli my tako afa, za sekretorza w partii komunistycznyj bóła.
        • ampolion Re: jak to w szkole bylo 16.04.12, 04:40
          Na poczatku ery długopisowej nie były to dlugopisy (świetna, czysto polska nazwa) lecz pióra kulkowe - no bo "ball point pen".
    • tymon99 Re: jak to w szkole bylo 12.04.12, 07:35
      na moim roczniku testowano podręczniki dla poronionego projektu 10-letniej podstawówki. na szczęście czytać umiałem już wcześniej..
      pióra wieczne i atrament "astra", albo chińskie marki "hero", ewentualnie na naboje (chyba z nrd, ale nie pamiętam).
      • aqua48 Re: jak to w szkole bylo 12.04.12, 12:02
        Do pisania ołówek i potem wieczne pióro, były takie tanie pióra dla dzieci, polecane przez nauczycieli, bodaj "zuch" i "druh", długopis był zabroniony, bo wypaczał charakter pisma. No i te atramenty, tańsze pełne kłaczków, a lepsze trudne do kupienia.
        Pierwsza wychowawczynie była wspaniała, macierzyńska, kochana, do niedawna jeszcze przychodziła na nasze spotkania klasowe. Ale jak ktoś rozrabiał, to obrywał linijką po łapach. Biedne te dzieciaki z ADHD, wtedy niezdefiniowanym i nierozpoznanym.
        • horpyna4 Re: jak to w szkole bylo 12.04.12, 15:29
          W tamtych czasach nie tylko ADHD nie było rozpoznawane, ale również dysleksja i dysgrafia. Z drugiej strony odnoszę wrażenie, że obecnie przegina się pałę w drugą stronę.
          • belfegorek Re: jak to w szkole bylo 12.04.12, 22:30
            Ja to co prawda z tych młodszych bo podstawówkę w 89 zaczynałem, ale pamiętam uroczystość patrona szkoły Janka Krasickiego. W przedszkolu zaś, jako najgrzeczniejszy chłopak, chodziłem z Panią i koleżanką po okolicznych zakładach pracy, składając życzenia z okazji pierwszego maja. Dyrektor każdego z zakładów podejmował nas herbatą i pączkiem. Po trzecim zakładzie nie mogłem już patrzeć na pączki....
            • sarah_black38 Re: jak to w szkole bylo 15.04.12, 19:22
              Rok 1975 - początek podstawówki. Granatowy fartuszek , biały kołnierzyk, juniorki , tekturowy brązowy plecak ...Elementarz Falskiego - wtedy została dokonana zmiana elementarza, bo pamiętam moja mama musiała kupić drugi - z dziewczynką i chłopcem na okładce :)

              A może ktoś pamięta taką książkę - były to jakieś wypisy do historii, opowiadania o dawnych dziejach. Jedno z nich było o podpłomykach, które na śniadanie jadł chłopiec ... pamiętam niewiele, ale teraz można kupić elementarz Falskiego to i tę książkę pewnie też ... tylko tytuł wyleciał z pamięci.
              • lustroo Re: jak to w szkole bylo 15.04.12, 19:53
                Ja też 75 i też Falski był już nowy i rodzice musieli mi kupić, chociaż w domu był stary. Książkę do historii pamiętam była chyba w V klasie tytułu też nie pamiętam może Legendy.
                • sarah_black38 Re: jak to w szkole bylo 15.04.12, 22:16
                  Mogłaby być to jakaś IV- V klasa. Te opowiadania szły przez epoki historyczne. Były o życiu zwykłych ludzi na tle wydarzeń historycznych. Może i ,,Legendy" , nie pamiętam ... a może autor pozostał komuś w pamięci? Kiedyś nie było tak dużo podręczników jak teraz. W każdym razie dzięki :)
              • momas Re: jak to w szkole bylo 15.04.12, 22:15
                tytulu nie pamietam, ale pamietam, jak wyglądala...
                Zdaje sie, ze jakbym u rodzicow w domu dobrze poszukala, to bym ja zanlazla...
                • sarah_black38 Re: jak to w szkole bylo 15.04.12, 22:24
                  momas napisała:

                  > tytulu nie pamietam, ale pamietam, jak wyglądala...
                  > Zdaje sie, ze jakbym u rodzicow w domu dobrze poszukala, to bym ja zanlazla...

                  Gdybyś mogła to byłabym bardzo wdzięczna. Pamiętam ten dzień, w którym moja mama kupiła mi tę książkę ... to jakby wczoraj się wydarzyło :)
                  • zas_ale_pyra Re: jak to w szkole bylo 15.04.12, 23:03
                    Może to były "Bursztyny" Zofii Kossak?
                    Cociaż chyba nie, nie pamiętam tam nic o chłopcu jedzącym podpłomyki. Zresztą chyba ta książka weszła dużo później do szkół. Może ok roku 2000?
                  • baas1 Re: jak to w szkole bylo 18.04.12, 23:41
                    Pamietam chyba tę książkę, własnie jakoś w IV klasie z niej korzystałam. Coś tam było o obronie Legnicy, gdzie dzieci były wzięte na zakładników, a potem legniczanie mieli do nich strzelać z łuków - pamiętam, straszne wrażenie to na mnie zrobiło. Tudzież było o Grunwaldzie i z koleżanką, pod wpływem "Czterech Pancernych" rozmyślałyśmy jakby to było, gdybyśmy tam z czołgiem wyjechały- oczywiście po polskiej stronie. Rocznik rozpoczęcia szkoły 1974 - jeszcze zielony Falski, a potem jakieś do polskiego czytanki o nazwie, której nie pamietam, okładka chyba ciemnoniebieska. W pierwszej klasie codziennie 3 lekcje, także w soboty. Fartuszki z białymi kołnierzykami, a potem chyba w drugiej klasie wymyślono, że każda klasa ma mieć inny kołnierzyk. Nam wymyślono białe w czerwone groszki. Nikt nie pytał, czy matka umie szyć. Moja umiała, a materiał był dostępny w jedynym w mieście sklepie z materiałami.
                    • a_weasley Re: jak to w szkole bylo 12.07.12, 21:46
                      Baas1 napisała:

                      > Coś tam było o obronie Legnicy,

                      Nie Legnicy, tylko Głogowa. Skrócony fragment "Psiego Pola" Bunscha.
              • beata_ A nie o to przypadkiem chodzi? 28.06.12, 22:48
                sarah_black38 napisała:

                [...]
                > A może ktoś pamięta taką książkę - były to jakieś wypisy do historii, opowiadan
                > ia o dawnych dziejach. Jedno z nich było o podpłomykach, które na śniadanie jad
                > ł chłopiec ... pamiętam niewiele, ale teraz można kupić elementarz Falskiego to
                > i tę książkę pewnie też ... tylko tytuł wyleciał z pamięci.

                www.book.hipopotamstudio.pl/?p=1849
                Miałam taką, tyle że okładkę miała żółto-czarną i bardziej w stylu drzeworytowym :-)
                Do szkoły startowałam w 1966 i idąc moim trybem historię miałam dopiero w piątej klasie... chyba... Wydaje mi się, że do IV klasy mieliśmy jedną "panią", a od V już różnych nauczycieli od różnych przedmiotów i inną wychowawczynię. Dopiero po jakimś czasie weszła chyba moda na nauczycieli klas I-III i od czwartej coś tam się zmieniało. I tak mi po głowie chodzi, że ta zmiana weszła jeszcze za mojej bytności w podstawówce, czyli przed 1972 rokiem.
                Mawiało się, że V klasa to wielki szok dla uczniów... tak jak panowało przekonanie o szoku licealnym. Prawdę mówiąc nie odczułam wcale a wcale ani jednego, ani drugiego :-))
              • a_weasley Wstęp do nauki historii 12.07.12, 21:06
                Sarah_black38 napisała:

                > A może ktoś pamięta taką książkę - były to jakieś wypisy do historii, opowiadan
                > ia o dawnych dziejach.

                Książka (o niedorzecznym formacie, między A5 a A4, co bardzo utrudniało pakowanie tornistra) nazywała się "Opowiadania z naszej przeszłości" i była wyborem ze zbioru "Przez stulecia". Przerabiało się toto w IV klasie na polskim.
                Z wyjątkiem tekstów bolszewickich (Waryński, GL, Świerczewski) kapitalna rzecz.
        • a_weasley Jak nie było ADHD, jak było? 12.07.12, 20:58
          Aqua48 napisała:

          > Ale jak ktoś rozrabiał, to obrywał linijką po łapach. Biedne te dzieciaki z ADHD,
          > wtedy niezdefiniowanym i nierozpoznanym.

          Tam niezdefiniowanym. ADHD było znane i bywało diagnozowane, tyle że nie nazywało się ADHD, tylko nadpobudliwość psychoruchowa, sam miałem (podobnie jak nie było wtedy choroby afektywnej dwubiegunowej, tylko psychoza maniakalno-depresyjna). Tyle, że primo - obecnie ADHD diagnozuje się lekką ręką, także w przypadkach rozpoznawanych wtedy jako "żywy chłopak" i "rozwydrzony smarkacz", secundo - nie do pomyślenia było, żeby szczaw terroryzował całą klasę, a rodzice dodatkowo nauczycieli, "bo on ma ADHD".
          Nawiasem mówiąc o dysleksji i dysgrafii uczono moją śp. babcię w seminarium nauczycielskim. Po niemiecku, bo to było sto lat temu.
    • trevistas Re: jak to w szkole bylo 23.04.12, 01:30
      Tarcze byly koloru ciemnoniebieskiego dla szkol podstawowych;
      amarantowego jakby dla liceow i technikow i zielonego dla zsadniczych szkol zawodowych.
      • ewa9717 Re: jak to w szkole bylo 23.04.12, 09:58
        Licealne - czerwone, pipidówkowe technikum ekonomiczne miało na pewno zielone.
    • matylda1001 Re: jak to w szkole bylo 29.06.12, 03:13
      1. Może to była trzecia, a może czwarta klasa... byłam dyżurną, a zadaniem dyżurnej było pilnowanie klasowej gąbki i kredy. Do dziś nie domyślam się dlaczego trzeba było te bezcenne akcesoria zabierać z klasy na przerwę, na noc do domu, i pilnować jak oka w głowie :) No i zdarzyło się, że tę gąbkę zgubiłam. Rany boskie! jaka to była afera. Przez całą lekcję stałam pod tablicą a pani mordowała mnie dochodzeniem gdzie się ta nieszczęsna gąbka podziała. Przedstawiała mnie klasie jako przykład braku odpowiedzialności, jako szkodnika, przez którego ona nie może prowadzić lekcji. W końcu pani oświadczyła, że się na mnie ZAWIODŁA. Przy tym wszystkim premia w postaci trzech "łap" drewnianym piórnikiem, moim własnym, takim z góralem, to już był niegodny uwagi drobiazg.
      2. Druga klasa bo pamiętam, że tuż przed komunią. Uczył się ze mną chłopak o niespotykanym wtedy imieniu Alojzy. Już przez to imię był naznaczony w sensie negatywnym. No i razu pewnego Alek podchodzi do stolika pani - pani odsyła go do ławki nie wysłuchawszy. Za kilka minut Alek znowu próbuje z podobnym rezultatem. Tym razem pani śmieje się i mówi "zobaczcie dzieci, znowu Alojzy K...ca głowę zawraca" Klasa ryczy ze śmiechu, Alek wraca na miejsce i zaczyna plakać, pod jego ławką rośnie kałuża... posiusiał się, bo pani nie chciała wysłuchać jego prośby o możliwość wyjścia do ubikacji.
      3. W piątej klasie pani od polskiego zrobiła z kilku osób, między innymi ze mnie, konfidentów. Podzieliła klasę na sześć grup (rzędami), wyznaczyła grupowych, którzy przed lekcją mieli za zadanie sprawdzanie prac domowych. To znaczy mieliśmy sprawdzać, czy praca jest w zeszycie. Jeśli ktoś nie miał pracy, należało uprzejmie donieść, jeśli się zataiło, grupowy dostawał ndst. Strasznie trudny to był wybór, ale teraz, po latach, mój stosunek do tzw. TW, tych wszystkich "Bolków" i innych "Lolków", jest pełen zrozumienia, współczucia i tolerancji.
      4. Matematyki uczył dyrektor, który zawsze nosił przy sobie pęk kluczy na wielkim, metalowym kółku. Sale lekcyjne były duże i jak ktoś tam na końcu gadał, to pan dyrektor miał sympatyczny zwyczaj rzucania w tego kogoś tym pękiem kluczy. Pewnego razu nie trafił w delikwenta ale w okno. Wybił szybę. Potem musieliśmy się na tę szybę złożyć, całą klasą, solidarnie.
      5. Kolega miał okrągłą, pucołowatą twarz. Naprawdę źle wyglądał w króciutkich włoskach, takich, jakie wtedy powinni nosić uczniowie. Miał trochę dłuższe i od kilku dni wychowawczyni wyganiała go do fryzjera. Gdzieś tak po czterech dniach przyszła do szkoły z maszynką do golenia i wygoliła koledze "ścieżkę" na głowie, od czoła az do szyi!
      Zapewniam Was, że to nie była szkoła w "poprawczaku" :) i myśle sobie, że cokolwiek mówi się o obecnej szkole, to gdyby teraz jakiś nauczyciel odważył się stosowac przemoc wobec uczniów, to dostałby kopala w dupala.

      • ewa9717 Re: jak to w szkole bylo 29.06.12, 09:17
        Nie pierwszy raz, czytając wypowiedzi o szkole i nauczycielach, myślę sobie, że te moje pipidówkowe uniwersytety to były jakieś wzorcowe chyba! Zdarzały się jakieś tam durnoctwa, brał człowiek w łapy, stał w kącie, a nawet zostawał w kozie, ale i było za co, oj, było ;) A tak w ogóle, i w podstawówce, i w liceum lubiliśmy się klasowo i trzeba przyznać, ze choć bywały chwile grozy, lubiliśmy się spotykać w szkole ;)
        • artjomka Re: jak to w szkole bylo 29.06.12, 11:17
          Wiesz Ewa - tak sobie mysle, ze chyba to te czasy, w ktorych pobieralismy nauki, byly dla nas takie laskawe.
          Nauczyciel - obojetnie, czy dawal na lape linijka, czy rzucal przedmiotami rozmaitymi w uczniow - byl autorytetem. A nam uczniom nie wpadlo do glowy go otwarcie krytykowac.
          Ze nie wszyscy baliprzykladami pedagoga - i tu mam na mysli sily pedagogiczen typu Ptica od rosyjskiego, czy miernota od spiewu - ale nie podwazalo sie ich pozycji. I moze nawet rodzice po wywiadowkach wyrabiali sobie zdanie o tym czy innym nauczycielu - nie krytykowali go przy nas dzieciach w domu.
          Czy to bylo dobre, czy zle - oto jest pytanie.
          Ale musze powiedziec, ze "podwaliny" do zycia byly raczej dobre.
          Pozdrawiam
          • matylda1001 Re: jak to w szkole bylo 01.07.12, 13:31
            artjomka napisał:

            >I moze nawet rodzice po wywiadowkach wyrabiali sobie zdanie o tym czy innym nauczycielu - nie krytykowali go przy nas dzieciach w domu.
            Czy to bylo dobre, czy zle - oto jest pytanie.<

            Trudno powiedzieć. To był taki element zwartego frontu dorosłych przeciwko dzieciom :)
            Obowiązywał niepisany regulamin w dwóch punktach:
            1. Dorosły ma zawsze rację
            2. Jeżeli dorosły nie ma racji - patrz punkt 1.
            Było to dobre, bo dzieciak znał swoje miejsce w szeregu. Złe było dlatego, że tak, jak dziś, wtedy też świat był pełen ludzi złych. Bywali bezwzględni nauczyciele i bezwzględni rodzice, a także pedofile, wobec których dziecko zawsze było na pozycji przegranej.


      • a_weasley Coś za coś? 12.07.12, 20:50
        Matylda1001 napisała:

        > cokolwiek mówi się o obecnej szkole, to gdyby teraz jakiś nauczyciel
        > odważył się stosowac przemoc wobec uczniów, to dostałby kopala w dupala.

        Też jak gdzie... natomiast wtedy niewątpliwie dostałby we wzmiankowaną rzyć porządnie uczeń, któremu przyszłoby do głowy stosować przemoc wobec nauczyciela. A i przemoc wobec kolegów i napastowanie koleżanek oznaczała trochę co innego niż dziś.
        Nauczyciel nie musiał stosować przemocy. Wystarczyła uwaga w dzienniczku, a w poważniejszych sprawach wezwanie rodziców do szkoły. Resztę załatwiali rodzice, którzy w tamtych czasach nie miewali problemów z asertywnością wobec dziecka.
        • tamsin Re: Coś za coś? 13.07.12, 00:06
          Pamietam rodzicow rozprawiajacych sie z nieposlusznymi dziecmi i pamietam te uwagi w dzinniczku i moja kolezanke, ktora miala czerwone pregi na udach na drugi dzien. Wstydzila sie rozebrac do wf-u a na basenie te pregi byly jeszcze bardziej widoczne. To nie byl odosobniony wypadek, kolezanka z pietra nizej rowniez systematycznie dostawala lanie, najczesciej za to ze przynosila slabe oceny, moze ten pas mial jej pomoc w matematyce, no sama nie wiem, matka pediatra, na sto procent wiedzila jak pomoc dziecku..
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka