04.11.12, 17:46
pamiętem jak w czasach kartkowych kwitła wymiana "coś za coś"
Moja mama paliła lepsze papierosy więc kartki na fajki wymianiała z dalszą powinowatą pracującą w biurze mleczarni na masło. Ojciec kartki na benzynę dawał koledze który zaopatrywał nas kilka razy w roku w "pół cielaka od teścia"
Babka - niepaląca abstynentka wykupywała zawsze kartki na wódkę i papierochy. Miała potem te luksusy dla węglarza, kominiarza, krawca, hydraulika. Zresztą z domu też pamiętam fachowców otrzymujących wynagrodzenie w płynnej walucie.
Wujek pracował w księgarni, a za encyklopedię też można było cuda załatwić.
I tak sobię myślę że dziś jest łatwiej - ale o ileż kiedyś było ciekawiej
Obserwuj wątek
    • ewa9717 Re: wzmiana 05.11.12, 11:28
      W pewnym momencie sypialnia moich rodziców mogła smiało konkurować z nieźle zaopatrzoną meliną (skrzętnie wykupowane kartkowe przydziały na 4 domowe sztuki), ale gdy w jakoś na początku stanu wojennego wyprowadziłam się do własnego lokum, wszystkie zapasy się przydały na fachowców, za pieniądze żaden nawet nie chciał palcem ruszyć, zaś wóda i papierosy (na 3 sztuki, bo ja wtedy jako jedyna z rodziny paliłam, a mama w ramach walki z nałogiem położyła areszt na resztę rodzinnych przydziałów) działały chyba lepiej niż zapłata w dolarach ;)
      • kusama Re: wzmiana 05.11.12, 20:12
        Na początku 80 roku: moja teściowa wytrzasnęła skądś niepocięte papierosy, Sporty chyba, bo nie miały filtrów. Takie papierochy długości ok metra. A że było tego cały worek, to długi czas dopłacała nimi rozmaitym fachowcom od prac różnych i różnistych. I obydwie strony były wielce zadowolone.

        pzdr
        • balamuk Re: wzmiana 05.11.12, 21:48
          Gdzieś na początku lat 80. u mnie też się pojawiły niecięte, nie był to worek, tylko wielkie pudło. Tatuś już wtedy nie palił. ja jeszcze nie paliłam, palący brat był na swoim i - oczywiście - skorzystali fachowcy.
        • beata_ Re: wymiana 06.11.12, 19:46
          Też kojarzę takie długie... o ile pamiętam dostałyśmy z mamą raz od sąsiada, niepalącego żołnierza zawodowego. Jakoś tak było, że wojsko dostawało papierosy poza kartkami, ale co ciekawe NIE CAŁE wojsko! Mój brat - oficer już wówczas - nie dostawał, a sąsiad (sierżant) tak. Zwykle dostawał takie wynalazki jak DS-y albańskie - świństwo niepomierne, ale paliłam dzielnie :-)
          • aga-kosa Re: wymiana 06.11.12, 21:13
            W Świdnicy stacjonowało wojsko rosyjskie. Była to prokuratura Północnych Wojsk Układu Warszawskiego - tak to się jakoś nazywało. Poznałam żonę jednego z prokuratorów. Ludzie, szło się najpierw na "prochodną" potem do prokuratury i dostawało się ochronę. Z takim żołnierzem po wszystkich sklepach w " Czerwonym Miasteczku".
            Tam chyba całe RWPG sprowadzało towary.
            Kiedyś z synem tak kupowaliśmy potrzebne produkty, że zabrakło nam na bilet na autobus i trzeba było poyżczyć od ludzia na przystanku. ;)) aga
            • beata_ Re: wymiana 07.11.12, 00:37
              Aż takich przeżyć nie miałam :-))
              Ale pamiętam też, że jakoś tak później niż początek lat 80-tych, na tzw. fortach w Warszawie (na Bemowie - bo były i są różne) można było w sklepie wojskowym kupić różne rzeczy - nie spożywcze akurat i nie spożywczopochodne, tylko wszelka "przemysłówka". Cały dowcip polegał na tym, że Warszawa o tym nie wiedziała - tylko ci, co mieszkali w okolicy i mieli znajomych w wojsku.
    • matylda1001 Re: wzmiana 07.11.12, 13:58
      Z kartkami na mięso to było różnie, niby wszędzie były takie same, ale na te dodatkowe odcinki w różnych częściach kraju sprzedawali inne, dodatkowe produkty. Mój mąż bywał wtedy w Gdańsku i jako bystry chłopak, zaobserwował, że pani w mięsnym jest szczęśliwą posiadaczką wielkiego pudła samych środków kartek, za które w Gdańsku nie było nic (po odcięciu kuponów mięsnych, pani je wyrzucała) a u nas można było za to wykupić... PAPIEROSY, ALKOHOL, CZEKOLADĘ, KAWĘ, KAKAO... Poprosił o trochę tej "makulatury" a pani, zadowolona, że nie będzie musiała iśc z tym do śmietnika, przesypała mu zawartośc pudła do torby. Wystarczyło tego dla wszystkich znajomych, przyjaciół, dla całej rodziny, a i fachowcy dużo skorzystali. Co ciekawe (a świadczy o zupełnym braku panowania nad tymi kartkami) nikt w sklepach nie zwracał uwagi na pieczątki zakładów pracy, widoczne właśnie na tym środkowym odcinku. Raz tylko musiałam udawać żonę marynarza, bo pani przeczytała na pieczątce Polskie Linie Oceaniczne...no cóż, mąż w rejsie, a ja u mamusi :)


Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka