nina_simone
22.06.13, 00:03
"Dorastaliście w latach sześćdziesiątych,siedemdziesiątych lub osiemdziesiątych? Jak, do cholery, udało się wam przeżyć?! Samochody nie miały pasów bezpieczeństwa ani zagłówków, ani poduszek powietrznych! Na tylnym siedzeniu było wesoło, a nie niebezpiecznie. Łóżeczka i zabawki były kolorowe i z pewnością polakierowane lakierami ołowiowymi. Niebezpieczne były puszki, drzwi samochodów. Butelki od lekarstw i środków czyszczących nie były zabezpieczone. Można było jeździć na rowerze bez kasku. Szkoła trwała do południa, a obiad jadło się w domu. Niektórzy nie byli dobrzy w nauce i czasami musieli powtarzać rok. Nikogo nie wysyłano do psychologa. Nikt nie był hiperaktywny ani dyslektyczny. Po prostu powtarzał rok i to była jego szansa. Wodę piło się z węża ogrodowego lub innych źródeł, a nie ze sterylnych butelek PET. Wcinaliśmy słodycze i pączki, piliśmy oranżadę z prawdziwym cukrem i nie mieliśmy problemów z nadwagą, bo ciągle byliśmy na dworze i byliśmy aktywni. Piliśmy całą paczką oranżadę z jednej butli i nikt z tego powodu nie umarł. Nie mieliśmy Playstation, Nintendo 64, X-Boxa, gier wideo, 99 kanałów w TV, DVD i wideo, Dolby Surround, komórek, komputerów ani chatroomów w internecie... lecz przyjaciół ! Mogliśmy wpadać do kolegów pieszo lub na rowerze, zapukać i zabrać ich na podwórko lub bawić się u nich, nie zastanawiając się, czy to wypada. Można się było bawić do upojenia, pod warunkiem powrotu do domu przed nocą. Nie było komórek... I nikt nie wiedział gdzie jesteśmy i co robimy! Nieprawdopodobne! Tam na zewnątrz, w tym okrutnym świecie! Całkiem bez opieki! Jak to było możliwe? Graliśmy w piłę na jedną bramę, a jeśli kogoś nie wybrano do drużyny, to się wypłakał i już. Nie był to koniec świata ani trauma. Mieliśmy poobcierane kolana i łokcie, złamane kości, czasem wybite zęby, ale nigdy nie podawano nikogo z tego powodu do sądu! Nikt nie był winien, tylko my sami. Nie baliśmy się deszczu, śniegu ani mrozu. Nikt nie miał alergii na kurz, trawę ani na krowie mleko. Mieliśmy wolność i wolny czas, klęski, sukcesy i zadania. I uczyliśmy się dawać sobie radę! Pytanie za 100 punktów brzmi: Jak udało się nam przeżyć? A przede wszystkim: Jak mogliśmy rozwijać naszą osobowość? Też jesteś z tej generacji? Przypomnij sobie, jak było. Pewnie, można powiedzieć, że żyliśmy w nudzie, ale...przecież byliśmy szczęśliwi! Czyż nie? Miłego dnia."
Byłam szczęśliwa! Nie do pomyślenia! Wyjeżdżałam na całe wakacje, do domu zaglądając tylko na jeden lub dwa dni w celu przeprana ciuchów i pokazania się rodzicom. Nigdy nie brałam od nich pieniędzy, na wakacje zarabiałam sama. Wychodziło się z domu na wiele, wiele godzin i zastanawiam się: jak mi się , do cholery, udało przeżyć i wyjść bez szwanku z różnych sytuacji?! Na przykład raz, jak tylko zrobiło się trochę cieplej( chyba w maju) urwaliśmy się ze szkoły i poszliśmy nad rzekę kąpać się w lodowatej wodzie. Albo podczas jednych wakacji ja i moja przyjaciółka zostałyśmy zatrudnione jako opiekunki podczas przwozu dzieci na kolonie. Skończyłyśmy po osiemnaście lat i byłyśmy bardzo nierozsądne. Dzieci co prawda dojechały bez szwanku lecz my obie korzystając z okazji, dałyśmy się poderwać dwóm miejscowym chłopakom. Poszłyśmy do domu jednego z nich, piłyśmy tam z nimi jakiś ohydny alkohol a potem nie pozwalając się rozdzielić, usnęłyśmy wtulone w siebie nawzajem z obawy przed gwałtem. Chłopaki byli niepocieszeni ale nc się nie stało. Co by było, gdybyśmy trafiły na agresywnych bandziorów? Wiele wieczorów podczas ferii kończyło się powrotem do domu nad ranem. Ależ mieliśmy swobodę!
Oczywiście popełniałam błędy ale konsekwencje ponosiłam sama. . Nikt za mnie nie świecił oczami.
Patrzę na mojego syna i wiem, że on jest szczęśliwy na swój młodzieńczy sposób. Nie jestem pewna czy podobałoby mu się w moich czasach. Ja jestem zachwycona wspomnieniami bo byłam młoda, bardzo młoda i taka beztroska! Szkoda, że czasu nie można wrócić, choć wtedy nie mogłam doczekać się dorosłości. Gdybym wiedziała co mnie czeka...