Dodaj do ulubionych

Boże Narodzenie w PRL-u

17.12.06, 13:15
przynajmniej dla mnie bardzo siermiężne. Cząstka pomarańczy i kostka
czekolady i to bynajmniej nie z pwowodu diety lecz z powodu braków w
sklepach)).Braku finasów też((.
Zawsze ubolewałam nad brakiem ładnego papieru do pakowania siermiężnych
prezentów, który by je trochę ozdobił.Itp.itd.
Obserwuj wątek
    • luccio1 Re: Boże Narodzenie w PRL-u 17.12.06, 14:01
      Nie mogę narzekać. Dzięki staraniom Rodziców było wszystko, co być powinno -
      przynajmniej z punktu widzenia dziecka.
      Było więc drzewko - zawsze prawdziwa jodła, nawet wtedy, kiedy za jodełki
      milicja goniła; były na tym drzewku prawdziwe świeczki, zawsze gdzieś tam w
      jakimś sklepie znalezione (jeśli nie w drogerii, to w papierniczym!); ba, mało
      tego: drzewko było jadalne - wisiały na nim cukierki, a cały Adwent to była
      zabawa w obwijanie cukierków różnokolorową bibułą marszczoną ("gufrowaną") i
      przywiązywanie do nich nitek.
      Na Wigilię były wszystkie podstawowe potrawy: barszcz czerwony z uszkami
      (właśnie po II wojnie światowej odbył zwycięski pochód ze Lwowa poprzez całą
      Polskę), gotowana kiszona kapusta z grochem łupanym na pół, karp smażony z
      ziemniakami i sałatką z czerwonej kapusty (przyprawioną cytryną), kompot ze
      śliwek suszonych i jabłek-renet szarych, w końcu ciasta: makowiec i piernik-
      przekładaniec z czterema warstwami (z nich dwie to różne konfitury, drugie
      dwie - różne masy).
      Było śpiewanie kolęd przy zapalonych świeczkach na drzewku, była też muzyka
      mechaniczna: płyta kolędowa z nagraniem chóru męskiego z towarzyszeniem
      organów, wykonanym w r. 1956 w warszawskiej katedrze św. Jana tuż po jej
      odbudowie i ponownej konsekracji).
      Święty Mikołaj przynosił, tak jak chciałem, dwie płaskie baterie potrzebne mi
      do zabaw z latarkami (świecenie w ciemnym pokoju, w którym byłem sam); Aniołek
      bywał hojniejszy: a to komplet kolejki PIKO, a to projektor BAJKA...
      Ogólnie: Boże Narodzenie przyćmiewało wszystkie złe strony tamtych czasów. W te
      dni bardzo długo udawało mi się ich nie dostrzegać i myśleć, że wszystko jest w
      porządku.
      Natomiast ostatnio, gdy przeglądałem dzienniki prowadzone dzień po dniu, jakie
      zostały mi po Tacie, zauważyłem wpis w dzień Wigilii r. 1956: "Kazanie
      Kardynała zdenerwowało mnie" (chodziło o wypowiedź ks. Prymasa Wyszyńskiego,
      podaną wówczas przez radio, aby w "wyborach" w styczniu 1957 głosować bez
      skreśleń, popierając w ten sposób Gomułkę).
    • tamsin Re: Boże Narodzenie w PRL-u 17.12.06, 16:23
      pamietam z przygotowan na Boze Narodzenie: obowiazkowy skok do DDR po "lepsze"
      prezenty, przyparawy, pomarancze i inne owoce, niedostepne w PRL-u. Pamietam
      tez, ze w poranki byly upragnione kreskowki o kaczorze Donaldzie. Z prezentwo
      pamieta bajki "trojwymiarowe", otwieralo sie kazda strone i stawal palac i
      rozne postacie z bajki, ktorymi mozna bylo poruszac dla lepszego efektu.
      • meduza7 Re: Boże Narodzenie w PRL-u 17.12.06, 21:43
        A ja pamiętam:
        a. najpierw komunikaty w Dzienniku telewizyjnym, że statki z cytrusami "już
        płyną", "już zawinęły do portu",
        b. kilometrowe kolejki po kilo zielonych kubańskich ponoć pomarańczy,
        zapakowanych w torebkę z szarego papieru,
        c. klejenie łańcuchów z kolorowego papieru na lekcjach pracy-techniki oraz
        wykonywanie innych zabawek, m.in. bombek z wydmuszek,
        Suuuuper były święta.
    • ampolion Re: Boże Narodzenie w PRL-u 18.12.06, 01:56
      Zabrakło ojca gdy miałem 14, zmarł nagle w pracy. Żeby Swieta były Swiętami
      potrzebna jest Rodzina, bez ojca już jej nie ma. Przestalismy obchodzić
      swiątecznie.
    • maary5 Re: Boże Narodzenie w PRL-u 18.12.06, 08:32
      Moje wspomnienia bożonarodzeniowe to przede wszystkim śnieg-białe świeta,a
      wcześnie adwent.U nas w domu zbierali sie koledzy i koleżnki mojego starszego
      rodzeńswtwa i odbywała sie produkcja zabawek na cholinkę (żywą oczywiście).Na
      wyścigi robiliśmy gwiadki-paski kupowało się w papierniczym sklepie,gdzie
      również kupowało się bibułę karbowana na łańcuchy,i taką cienką bibułkę w
      arkuszach,chyba po 5 gr.były,i główki aniołków mniejsze i większe.Jaka to była
      rozterka co kupić za otrzymana od Mamy złotówkę,ile się mały człowiek
      nazastanawiał w tym sklepie.Z bibuły lub celofanu robiło sie jeżyki,strasznie
      pracochłonne to było ale jak ładnie potem takie kule na choince wyglądły :) I
      jeszcze baletnice z kartonu z głowkami owych aniołków i spódniczkach z bibuły
      posypanej tłuczona bombką bo brokat nie był dostępny.I oczywiście
      łańcuchy,pajace a wydmuszek(nawet poświęcałam się wypić surowe jajko żeby takąż
      mieć),pawie oczka z kolorowego papieru.Takie przygotowania to była ogromna
      frajda bo już wtedy zaczynały sie Swięta.Teraz jest wszystko gotowe,w jednym
      markecie kupisz wszystko,od karpia po gwiazdki na choinkę,nie ma tego
      oczekiwania i tej magii ŚWIĄT,a szkoda.Moja Babcia dla wszystkich wnucząt miała
      paczki naSwięta-orzechy laskowe,których nie mozna było jeść w sezonie i
      cierpliwie doczekiwały Swiąt,i takie czerwone jabłuszka na choinkę i cukierki w
      różnokolorowych złotkach.Straszna uciecha była.Za oknem dziś szaro i
      smutno,pozostają piękne biało- magiczne wspomnienia-Wesołych Świąt Wam życzę.
      • horpyna4 Re: Boże Narodzenie w PRL-u 18.12.06, 10:57
        O tak, robienie ozdób to było to. Domki z pudełek od zapałek, pajace z
        wydmuszków (głowa w stożkowatej czapce, od spodu kryza z bibułki). Jeżyki były
        bardzo pracochłonne, każdy taki bibułkowy szpic przed sklejeniem zwijało się na
        stożkowato zatemperowanym ołówku. Błyszczące łańcuchy robiło się ze "sreberek"
        od cukierków, pamiętam, że klej do tego nazywał się bodajże "cristal-cement", za
        pisownię nie ręczę. No i klasyczne "ludowe" łańcuchy, w których papierowe
        harmonijki były przedzielane kawałkami słomy, czasem można jeszcze takie wyroby
        oglądać w muzeach etnograficznych.
    • luccio1 Re: Boże Narodzenie w PRL-u 18.12.06, 17:35
      Są wspomnienia nie zależące od ustroju i byłyby prawdopodobnie takie same,
      gdyby Rzeczpospolita trwała dalej. Do takich należy wszystko, co wiąże się ze
      śpiewaniem kolęd przy świeczkach (a przecież po to się świeczki zapala). Paląca
      sie świeczka na drzewku wywołuje z pamięci słuchowej kolędę: "O mili
      Królowie...", albo "A cóż z tą Dzieciną będziem czynili", albo "Przybieżeli
      Aniołkowie jak ptaszkowie z Nieba...", albo "Ach ubogi Żłobie..." - przy
      którejś z tych kolęd przysunąłem drewnianego cepeliowskiego ptaka tak blisko
      świeczki (dobiegającej już swego kresu), że upaliłem mu dziób (ten ptak do dziś
      jest na moim drzewku). A cóż powiedzieć o dopalaniu świeczek do końca, do
      momentu, gdy wewnątrz lichtarzyka tli się delikatny błękitny płomyczek i za
      chwilę zgaśnie?
      Był taki moment, (rok 1960) kiedy Tato próbował samodzielnie zestawić komplet
      lampek elektrycznych z żaróweczkami 14 V (były tam różności: grzybki,
      latarenki, świecówki czerwone, świecówki zielone, świecówki fioletowe...) - tak
      jakos wyszło, że zawsze świecił na ręku, na drzewku nigdy nie chciał, zawsze
      gdzieś rwał się styk w połączeniu szeregowym. W końcu Tato dał za wygraną i
      kupił (dostał jakimś cudem) komplet łączony równolegle, z transformatorem - i
      ten służył następne 20 lat. Zawsze jednak, nawet mając lampki elektryczne,
      mieliśmy równocześnie prawdziwe świeczki: naśpiewanie kolęd elektryczność się
      wyłączało, a świeczki zapalało.
    • mjermak Re: Boże Narodzenie w PRL-u 20.12.06, 17:33
      A pamietacie hit lat 80tych czyli ruskie lampki co mozna bylo ustawic tak,ze
      migaly na choince i kolorowe byly bardziej niz te nasze?
      I w ogole to oczarowanie sztucznymi choinkami, co to kazdy ja chcial miec a
      wygladaly one pozal sie Boze jak szkielety jakies.
      • horpyna4 Re: Boże Narodzenie w PRL-u 20.12.06, 18:06
        W moim rodzinnym domu lampki były bardzo wcześnie, jeszcze w pierwszej połowie
        lat 50-tych. Pewnie chodziło o bezpieczeństwo, bo wciąż słyszało się o
        zapłonięciu choinki, czy firanek. Na szczęście w tamtych czasach nie było
        sztucznych choinek, a i firanki były z bawełny, więc pożary wtedy bywały
        "klasyczne", bez chmury trujących gazów. A co do ówczesnych lampek, to nie byłam
        wtedy w stanie, jako dziecko, ocenić niebezpieczeństwa związanego z nimi. Otóż
        były dwie końcówki osobno wtykane do gniazdka. I jeszcze do tego miały tendencję
        do wypadania z tegoż gniazdka. Jak sobie uświadamiam, że nikt (w tym dwójka
        małych dzieci) nie uległ porażeniu, to aż trudno mi w to uwierzyć. Dopiero dużo
        później pojawiły się wtyczki, które umożliwiały rozdzielenie końców tego całego
        ciągu lampek bez możliwości dotknięcia jednego końca, podczas gdy drugi tkwił w
        gniazdku.
        • luccio1 Re: Boże Narodzenie w PRL-u 20.12.06, 22:42
          Gdzieś słyszałem, że elektryczne lampki na drzewko są pomysłem zrodzonym pod
          okupacją niemiecką: długa godzina policyjna a więc wymuszony czas wolny
          (przynajmniej wolny dla niektórych), mnóstwo materiałów, których nie można
          zużyć do wszelkiego majsterkowania przy radiach - w tym cienki kabelek w
          ciemnozielonym oplocie jedwabnym, żaróweczki radioskalowe, których na razie nie
          ma do czego użyć, podobnie "bezrobotny" transformator... tylko skombinować
          oprawki do żaróweczek i komplet gotowy!
          Świeczek swoją drogą już wówczas brakowało.
        • luccio1 Re: Boże Narodzenie w PRL-u 20.12.06, 22:48
          www.iisg.nl/~landsberger/vis.html
          Pod tym linkiem będzie - w ramach "socjalizmu o specyfice chińskiej" - piękny
          plakat BHP-owski nt. wkładania samych przewodów do gniazdka - tylko trzeba
          zejść trochę niżej.
          • horpyna4 Re: Boże Narodzenie w PRL-u 21.12.06, 09:56
            Dobre! W ogóle wszystkie plakaty prześliczne i w odpowiednim stylu...
            A do lampek nie był potrzebny żaden transformator, wystarczyło połączyć w szereg
            16 żaróweczek 14 V. No i oczywiście był cyrk, jak któraś wysiadła. No, a po
            latach, jak ktoś to już słusznie zauważył, kruszyły się kabelki i można było
            cholery dostać, jak działające przed przypięciem do choinki lampki przestawały
            świecić po przypięciu. A nie w każdym domu była lutownica, żeby kapnąć w
            nadkruszone miejsce przy samej oprawce.
            • luccio1 Re: Boże Narodzenie w PRL-u 21.12.06, 12:38
              www.iisg.nl/~landsberger/
              To jest link do całej strony poświęconej komunie po chińsku - w obrazkach.
              Można na tych przykładach prześledzić całą ikonografię komunistyczną - wszystko
              cudownie proste, wyłożone łopatą na stół...
              A komplet choinkowy z transformatorem był lepszy - spalona lub nie kontaktująca
              żarówka była ciemna, reszta się świeciła.
        • luccio1 Re: Boże Narodzenie w PRL-u 21.12.06, 12:55
          horpyna4 napisała:

          > W moim rodzinnym domu lampki były bardzo wcześnie, jeszcze w pierwszej
          > połowie lat 50-tych. Pewnie chodziło o bezpieczeństwo, bo wciąż słyszało się
          > o zapłonięciu choinki, czy firanek.
          To była cała propaganda, sterowana rozmyślnie. Mówiono o pożarach, nagłaśniając
          każdy przypadek - zmierzając do jednego jedynego wniosku: skasować świeczki,
          dać lampki elektryczne. Tymczasem można było przecież poprowadzić wnioskowanie
          w innym kierunku - przypominając podstawowe zasady obchodzenia się ze
          świeczkami na drzewku (mają stać pionowo; ozdoby tak wieszać, aby w zasięgu
          płomienia nie znalazła się żadna bibułka, papier, wata - także biorąc pod
          uwagę, że mogłaby się zając płomieniem "przekierowanym" nieoczekiwanie w bok;
          gałązki, wypadające bezpośrednio nad świeczką, należy zaraz po ubraniu drzewka
          powycinać - i użyć gdzie indziej, choćby dać na talerzyk pod opłatek; kiedy
          świeczki się palą, nie wolno otwierać okien i robić w ten sposób przeciągu, nie
          wolno dzieciom wówczas ganiać się wokół drzewka; kiedy rodzina śpiewa kolędy
          przy drzewku oświetlonym świeczkami, jeden cały czas stoi przy drzewku i
          obserwuje, co się dzieje, gotów do zadmuchnięcia bądź zatłuczenia rękoma
          płomienia pojawiającego się w miejscu nieoczekiwanym - no i rzecz oczywista:
          kiedy drzewko stoi w kącie pokoju przy oknie, świeczki mogą być tylko po
          stronie wolnej, "patrzącej" na pokój, a nie w kącie przy firance!).
          No ale: wraz z odejściem świeczek i wejściem lampek zwyczaj wspólnego śpiewania
          kolęd (jeszcze w moim domu rodzinnym działo się to co wieczór aż do 2 lutego
          włącznie) mocno podupadł - a o to chodziło!
          • nolwen58 Re: Boże Narodzenie w PRL-u 25.12.06, 13:50
            Ja pamietam zywa choinke do sufitu, ubrana w ozdoby pieczolowicie
            zabezpieczanei w robione nowe, umieszczanie lichtarzykow na swieczki , zimne
            ognie - wszystko to bylo zapalane po kolacji i odpakowaniu prezentow- to byl
            widok!, swiatlo zgzszone i tylko choinka jarzaca sie swiatlem.No i w
            pozniejszych latach , byla obowiazkowo zywa choinka tylko z swiatlami
            elektrycznymi i ja w roli zaopatrzeniowca rodzinnego wystawalam w kolejkach za
            miesem , wedlina , gazetamii innymi rzeczami. Mimo to wspominam Swieta jako cos
            wspanialego!
            • luccio1 Re: Boże Narodzenie w PRL-u 25.12.06, 15:58
              "Zimne ognie" niestety nie były zimne, wprost przeciwnie - gorące. Kilka razy
              od ogni zaczęło się palić drzewko - wobec tego od czasów, gdy zacząłem chodzić
              do szkoły, pamiętam, że ogni na drzewku już nie było - świeczki natomiast były
              nieprzerwanie, są też dzisiaj.
    • aankaa z obserwacji dziecka: 26.12.06, 22:06
      komunikaty o statku z cytrusami
      zapach pasty do podłogi
      przeglądanie ozdóbek i (nerwowe) dorabianie nowych

      rodzice pewnie mieli większe problemy, typu zdobycie żarcia

      aelle napisała:
      > Zawsze ubolewałam nad brakiem ładnego papieru do pakowania siermiężnych
      > prezentów, który by je trochę ozdobił

      od jakiegoś czasu stosuję powrót do "natury" - prezenty pakowane do kartonowych
      pudeł, wypełnionych trocinami (jeśli miejsce zostaje), owiniętych konopnym
      sznurem
      ekologicznie ;) tuż po świętach mamy świetną rozpałkę na ognisko
      • luccio1 Re: z obserwacji dziecka: 28.12.06, 11:54
        A ja pamiętam dziecięcą przeróbkę kolędy:
        "...Maryja Panna, Maryja Panna Dzieciątko p a s t u j e..."
        (co to znaczy, pastować podłoge parkietową, było już wiadomo;
        że "piastować" znaczy tyle, co troszczyć się o kogoś, opiekować się kimś -
        jeszcze nie).
    • mila9910 Re: Boże Narodzenie w PRL-u 30.12.06, 14:59
      a ja za zapach pomarańczy w tamtych czasach też wiele bym dała, a nie to co
      teraz(chyba tak nie pachną te dzisiejsze). No i prezenty, które zdobywane były z
      nie lada wysiłkiem, ale zawsze bardzo cieszyły.
    • luccio1 Re: Boże Narodzenie w PRL-u 02.01.07, 21:17
      Pamiętam doskonale nastrój świąteczny, trwający cały styczeń i opadający
      bardzo, bardzo powoli, tak że Boże Narodzenie ciągnęło się aż do 2 lutego -
      Matki Boskiej Gromnicznej. Pamiętam w ten dzień marsz z kościoła z zapaloną
      gromnicą i pilnowanie jej, aby nie zgasła, potem zapalanie świeczek na drzewku
      płomieniem gromnicy na ostatnie kolędy - aż do najbliższej Wigilii.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka