aankaa
19.02.08, 18:17
aborcja na życzenie, w każdym gabinecie ale latka już nie te, więc
decyduję się "zapuścić" :) ciążę. Całe szczęście, że rodzina
lekarska -> na podstawie kwituszka wystawionego przez ...
zakaźnika ... zostaję zapisana (na prowadzenie ciąży, poród) do
_kliniki_
ciąża to pasmo załatwiania różnych świstułek, dzięki którym mogę
kupić tzw. wyprawkę, (rzadko) wykorzystywania tego stanu żeby
zrealizować kartkę na mięso ale i chomikowanie kartkowego proszku,
zbieranie $ na późniejsze wydatki (nieoceniony Penaten, jakieś
pudry, zasypki, tzw "suche" pieluchy. Nie pampersy. Tym owijało się
odwłok młodego przed zapakowaniem do zwykłej tetrowej)
po porodzie - 2 tygodnie leżenia bykiem w szpitalu (wtedy nikt nie
liczył osobo/dniówko/łóżka szpitalnego), żeby matka odpoczęła (!!
tak, to był argument pediatry) bo jeszcze się w życiu narobi :)
mleko na kartki, wystarczy uśmiech do (kolejnego zaprzyjaźnionego
lekarza) pediatry i mam recepty na humanę w aptece, za grosze a nie
za $ z pewexu. Jak wyrosły z humany trzeba było kombinować kolejne
zaświadczenia (mleka kartkowego wystarczało na ok. 1,5-2 tygodnie) i
był dodatkowy przydział. Całe szczęście, że "świat" zaopatrywał nas
w mleko puszkowe (nasze, tzw niebieskie, nadawało się do...)
w sklepach pojawia się amerykański żółty ser (topiony ?) w blokach.
Do kupienia tylko na książeczkę zdrowia dziecka. Dziecko nie było
tego w stanie zjeść ale dorośli, a i owszem :) dość pikantny był.
Obdarowywani rewanżowali się paczkami (od krewnych i znajomych)
pełnych dziecięcych utensyliów, o których można było w książce dr
Spocka przeczytać
uczciwie powiem, tylko _kilka_ razy zdarzyło mi się (jak już dziecki
były na świecie), że przechodząc koło sklepu (akurat rzucili szynkę)
wpadłam na szatański pomysł, pomknęłam do domu, chwyciłam dziecko z
łóżka i śmignęłam po ostatnie plasterki. Oczywiście wbijając się bez
kolejki.
tv nadaje 1 i 2 program, pierwszy kolorowy pojawia się jak mają
około 5 lat. Oglądają dobranocki, z rzadka nadawane są filmy dla
dzieci. Ratują nas przyrodnicze. Czas "trzeba" zapełnić grami
planszowymi (pamiętacie grzybobranie ?:), pchełkami, bierkami,
lepieniem modeli z tektury czy plastiku, uprawianiem sportów
(dostosowanych do wieku)
z ubraniami totalna klęska :(
Dobrze, że matula nauczyli posługiwania się igłą, nitką, drutami czy
szydełkiem :) W czasie parkowych posiadówek dziergam, fastryguję to,
co powycinałam w domu (żeby przejechać na maszynie po powrocie).
Jakoś nie mogłam się przekonać do używanych
co jakiś czas wpada nieoceniona Babcia z naręczem przetworów. Te
soczki, dżemy, zupki, wekowane obiadki....<mlask>
pierwszy komputer pojawił się gdy mieli ok. 12 lat, internet kilka
lat później
po latach (fajnych) przyszła pora na studniówkę. Wzruszyłam się jak
mnie zaprosili (a nie tylko odwiezienie pod hotel). Gdy tańczyli
poloneza miałam lekko :) ściśnięte gardło. Jak poprosili żebym
została na walca - łzy ciekły mi po policzkach
wyrośli zdrowi, niealergiczni, komunikatywni, wiedzący co to
szacunek w stosunku do starszych (również nauczycieli w szkole).
Wolny czas (a mało go mają - studia, praca) spędząją uprawiając
(mniej lub bardziej wyczynowo) sport. Nie wstydzą się okazywania
uczuć czy emocji (ot, taki przykład: zaliczyli egzamin na prawo
jazdy - po kolei zostałam przez nich podniesiona, zakręcona wokół
osi, wycałowana na oczach reszty kursantów)
i powiem Wam, że nie zamieniłabym się z żadną "aktualną" matką, co
to ma słoiczki na każdy miesiąc życia, pampersy z tysiąca firm, w
setkach rodzajów/wzorów/przedziałów wiekowych. Proszkami/płynami/ i
całą resztą ułatwiającą życie na każdym kroku