26.10.06, 18:16
Żebyście nie narzekali, że brak wątków. Jakie wpadki miała Rowling w swoich
ksiażkach? I nie chodzi mi o takie rzeczy, jak to, że czarodzieje używają
zegarków, ale nie palą papierosów, tylko raczej o rzeczy w rodzaju, że czyjś
wiek się nie zgadza, albo coś nie działało w części pierwszej a w czwartej działa.
Osobiście mi nie przychodzą do głowy takie rzeczy w tej chwili, ale może wam?
Obserwuj wątek
    • eeela Re: Wpadki. 27.10.06, 19:27
      Ja zauwazylam jedna w ostatnim tomie, i po prostu nie daje mi spokoju. Harry i
      Ron zdobyli po 7 OWLs (przepraszam, znow nie pamietam). Hermiona zdobyla ich 12.
      Jak to mozliwe, skoro po trzecim roku rzucila Muggle Studies i Divination?
      Powinna miec tylko 10! 12 jest wszystkich przedmiotow w szkole:
      Astronomy
      Charms
      Defense Against the Dark Arts
      Herbology
      History of Magic
      Potions
      Transfiguration

      A na trzecim roku dochodza:

      Ancient Runes
      Arithmancy
      Care of Magical Creatures
      Divination
      Muggle Studies

      No nie ma sily, Hermiona nie moze miec 12!
      • ewengarda Re: Wpadki. 28.10.06, 20:50
        eeela napisała:

        >
        > No nie ma sily, Hermiona nie moze miec 12!
        >
        Percy mial 12, to Hermiona tym bardziej:-) Moze maja jeszcze jakies inne
        przedmioty, o ktorych JKR nie wspomina.
      • ilianna Re: Wpadki. 29.10.06, 10:47
        A gdzieś było napisane, że ona zdobyła 12??? Mi się zawsze wydawało, że 10.
        Rowling chyba pisząc o Percym (że miał 12), nie wiedziała jeszcze dokładnie,
        ile tych przedmiotów wymyśli. Bo jednak genialna Hermiona nie powinna mieć ich
        mniej niż Percy. Swoją drogą, skoro Hermiona, żeby chodzić na wszystkie
        przedmioty (jeszcze z mugolznastwem i wróżbiarstwem) potrzebowała zmieniacza
        czasu, to chyba Percy też by go potrzebował, prawda? I wszyscy inni, którzy te
        12 sumów zdobyli.

        Mi rzuciło się jeszcze w oczy coś takiego. W pierwszym tomie, podczas ceremonii
        przydziału, uczniowie wyczytywani są alfabetycznie: Parkinson Pansy, siostry
        Patil, Perks Sally Anna i Potter Harry.
        Taka sama zasada (alfabetyczna) obowiązuje przy wywoływaniu na egzamin
        praktyczny z zaklęć (sumy). I tam już idzie tak: Parkinson, Patil, Patil,
        Potter. Sally Anne Perks rozpłynęła się w powietrzu :). Zapewne Rowling po
        prostu o niej zapomniała. Głupi i bez znaczenia błąd, ale jakoś od razu mnie to
        uderzyło, jak czytałam ZF :).
        • ewengarda Re: Wpadki. 29.10.06, 17:51

          > Sally Anne Perks rozpłynęła się w powietrzu :).

          Hm, czytajac Twojego posta przyszlo mi cos innegoi do glowy - co roku uczniowie
          pisza egzaminy koncowe. Co sie dzieje z tymi, ktorzy ich nie zalicza? Powtarzaja
          rok? Moze cos takiego spotkalo SA Perks - z takim imieniem mnie to nie dziwi
          (przepraszam z gory za uprzedzenia rodem z ametykanskich filmow, ale tam poanny
          o tak pretensjonalnych, podwojnych imionach, z reguly sa glupawe)
          • ilianna Re: Wpadki. 29.10.06, 21:51
            Hmm... coś mi świta z tymi egzaminami. Jest jakaś postać w HP - Montague chyba
            (jakiś koleś ze Slytherinu na pewno), który dwa razy był na siódmym roku. I
            ktoś w jakimś wywiadzie zapytał o to Rowling. Odpowiedziała, że wyjścia są dwa.
            Albo ona się pomyliła i po prostu zapomniała, że facet powinnien skończyć już
            szkołę. Albo koleś nie zdał egzaminów i powtarzał rok. A że ona woli myśleć, że
            się zbyt często nie myli, to Montague oblał egzaminy :).
            Czyli: jak ktoś nie zda, to powtarza rok.
            A z podwójnymi imionami mam takie same skojarzenia :). I to nawet nie tylko z
            amerykańskich filmów. Z życia w Polsce też :).
    • waldemar_batura Re: Wpadki. 15.11.06, 09:34
      1) Nie zgadzają się lata, w których dzieją się książki (inne daty wychodzą z
      rocznicy śmierci Prawie-Bezgłowego Nicka, a inne z innych wyliczeń).
      2) W 1. tomie Hagrid mówi, że James Potter był prefektem naczelnym, a w 5.
      wychodzi, że nie był nawet prefektem - prefektem był Lupin.
      3) Całe podejście Dumbledore'a i Hermiony do zdrady Kreachera (to wszystko wina
      Syriusza!) to dla mnie jedna wielka wpadka - ale niech będzie, że nie ewidentna
      niezgodność. ;-)

      Można by jeszcze dodać liczne rysy w całej konstrukcji magicznego świata (np.
      jeśli czarodzieje potrafią z powietrza wyciągać jedzenie i napoje, to nawet
      Weasleyowie nie powinni być tacy biedni, bo odpada poważna pozycja w budżecie
      ;-)), ale po co? Lepiej nie psuć baśniowej magii.
      • tonks666 Re: Wpadki. 17.11.06, 18:09
        waldemar_batura napisał:

        > 3) Całe podejście Dumbledore'a i Hermiony do zdrady Kreachera (to wszystko
        wina
        >
        > Syriusza!) to dla mnie jedna wielka wpadka - ale niech będzie, że nie
        ewidentna
        >
        > niezgodność. ;-)



        Chyba powinnam zacząć brać lecytynkę, ale oświeć mnie, kto to był ten
        Kreacher?? jakoś nie mogę sobie przypomnieć taj postaci^^"
        • olbrachta Re: Wpadki. 18.11.06, 14:40
          Stworek, tonks :)
        • tonks666 Re: Wpadki. 19.11.06, 18:41
          aaa.. aha^^" cóż, nie sięgnęłam po Harrego w oryginale i stąd braki:)
      • kora3 Jeszcze inne 30.11.06, 13:45
        waldemar_batura napisał:


        > Można by jeszcze dodać liczne rysy w całej konstrukcji magicznego świata (np.
        > jeśli czarodzieje potrafią z powietrza wyciągać jedzenie i napoje, to nawet
        > Weasleyowie nie powinni być tacy biedni, bo odpada poważna pozycja w budżecie
        > ;-)), ale po co? Lepiej nie psuć baśniowej magii.

        Wiesz .. w sumie to w zasadzie nie jest powiedziane wprost, ze potrafią żarcie
        i napoje wyciągać z powietrza. Fakt, ze cos się pojawia z machnięciem rozdzki
        nie oznacza samo przez się,ze wzieło sie z powietrza. Przyznam, ze wyobrazałam
        sobie to tak, że czarodziej jest w stanie przywołać/wyczarować jedzenie, czy
        napoje, ale takie, które fizycznie posiada np. w swojej piwnicy.
        To założenie zburzyło mi :) zdarzenie podczas stypy po Aragogu :) Harry chce
        spoić Slughorna (czy jak sie tam on pisał) i napełnia opróznione butelki
        winem ...za pomocą jakiegoś zaklęcia, ale tak czy owak ...z powietrza :)

        Z tej samej czesci - całkowicie niezrozumiałe jest po co Slughorn idzie do
        zamku zmioenić krawat na mniej krzykliwy? Czyżby nie mógł go zaczarowac?
        W IV cześci zdaje się jest opis rozpaczliwych prób Rona, kiedy usiłował
        zaczarowac swą szatę wyjściową, by lepiej wygladała. To wskazuje na fakt, ze
        ubrania DA sie zaczarować (w przypadku RW z nedznym skutkiem) :) Ale znów fakt,
        ze nawet przebieraj sie za mugoli (HP i CO)czarodzieje kupują mugolskie
        ubrania. Kupują też szaty, zatem moze to oznaczać, ze albo zcarowanie ubrań nie
        jest przyjete, albo jest po prostu bardzo trudne albo nie wiem co ...

        Dziwne jest też, ze Slughorn idzie także po butelkę wina :) Fakt, ze kaze po
        próbie przypadkowego otrucia Rona sprawdzać kazda butelke swojemu skrzatowi
        domowemu, ale przecież mógł przywołać skrzata z butelką po prostu.
        • waldemar_batura Re: Jeszcze inne 04.12.06, 18:50
          kora3 napisała:

          > waldemar_batura napisał:
          >
          >
          > > Można by jeszcze dodać liczne rysy w całej konstrukcji magicznego świata
          > (np.
          > > jeśli czarodzieje potrafią z powietrza wyciągać jedzenie i napoje, to naw
          > et
          > > Weasleyowie nie powinni być tacy biedni, bo odpada poważna pozycja w budż
          > ecie
          > > ;-)), ale po co? Lepiej nie psuć baśniowej magii.
          >
          > Wiesz .. w sumie to w zasadzie nie jest powiedziane wprost, ze potrafią
          żarcie
          > i napoje wyciągać z powietrza. Fakt, ze cos się pojawia z machnięciem rozdzki
          > nie oznacza samo przez się,ze wzieło sie z powietrza. Przyznam, ze
          wyobrazałam
          > sobie to tak, że czarodziej jest w stanie przywołać/wyczarować jedzenie, czy
          > napoje, ale takie, które fizycznie posiada np. w swojej piwnicy.
          > To założenie zburzyło mi :) zdarzenie podczas stypy po Aragogu :) Harry chce
          > spoić Slughorna (czy jak sie tam on pisał) i napełnia opróznione butelki
          > winem ...za pomocą jakiegoś zaklęcia, ale tak czy owak ...z powietrza :)

          No właśnie. ;-)
      • a_weasley Re: Wpadki. 02.12.06, 16:36
        waldemar_batura napisał:

        > 2) W 1. tomie Hagrid mówi, że James Potter był prefektem naczelnym, a w 5.
        > wychodzi, że nie był nawet prefektem - prefektem był Lupin.

        No i co?
        Prefektem naczelnym (Head Boy) był James, a prefektem domu (Prefect) Lupin.
        • waldemar_batura Re: Wpadki. 04.12.06, 18:54
          > waldemar_batura napisał:
          >
          > > 2) W 1. tomie Hagrid mówi, że James Potter był prefektem naczelnym, a w 5
          > .
          > > wychodzi, że nie był nawet prefektem - prefektem był Lupin.
          >
          > No i co?
          > Prefektem naczelnym (Head Boy) był James, a prefektem domu (Prefect) Lupin.
          >

          A jakim cudem można by zostać prefektem naczelnym nie będąc
          przedtem "zwyczajnym"? Nie mówię nawet, że istniał taki formalny wymóg, bo tego
          wprost nie powiedziano (choć samo się nasuwa), ale o logice całej sytuacji;
          James miałby być zbyt niesforny na prefekta w Gryffindorze, a tu nagle robi się
          go naczelnym? James i Sirius z młodych lat byli porównywani do Freda i
          George'a - wyobrażasz sobie bliźniaków jako prefektów? Sami odrzucali taką myśl
          ze zgrozą! ;-)
          • minerwamcg Re: Wpadki. 05.12.06, 18:29
            Mogę to sobie doskonale wyobrazić. Nigdy nie byłam przewodniczącą klasy, co nie
            przeszkodziło mi w ósmej klasie być przewodniczącą samorządu szkolnego.
            • waldemar_batura Re: Wpadki. 06.12.06, 15:11
              W szkołach angielskich jest nieco inaczej, ale przede wszystkim nie
              odpowiedziałaś na ten, najważniejszy fragment:

              ale o logice całej sytuacji;
              James miałby być zbyt niesforny na prefekta w Gryffindorze, a tu nagle robi się
              go naczelnym? James i Sirius z młodych lat byli porównywani do Freda i
              George'a - wyobrażasz sobie bliźniaków jako prefektów? Sami odrzucali taką myśl
              ze zgrozą! ;-)
              • a_weasley Re: Wpadki. 01.02.07, 17:51
                waldemar_batura napisał:

                > W szkołach angielskich jest nieco inaczej,

                Nie musi być tak samo w mugolskich i w czarodziejskich.

                > James miałby być zbyt niesforny na prefekta w Gryffindorze,

                W piątej klasie.

                > a tu nagle robi się go naczelnym?

                W siódmej klasie.
                • waldemar_batura Re: Wpadki. 02.02.07, 22:16
                  a_weasley napisał:

                  > waldemar_batura napisał:
                  >
                  > > W szkołach angielskich jest nieco inaczej,
                  >
                  > Nie musi być tak samo w mugolskich i w czarodziejskich.

                  To tylko Twoje spekulacje, nie mające żadnego poparcia w książkach, które
                  wskazują na fundamentalne podobieństwa (np. system z małą i dużą maturą), a nie
                  różnice.

                  > > James miałby być zbyt niesforny na prefekta w Gryffindorze,
                  >
                  > W piątej klasie.
                  >
                  > > a tu nagle robi się go naczelnym?
                  >
                  > W siódmej klasie.

                  Znów spekulacje. Tak nagle przeszedłby uzasadniającą aż tak duży skok przemianę
                  osobowości? I naprawdę nie było żadnych innych kandydatów, którzy w dodatku
                  zasługiwali na tytuł CAŁĄ szkolną karierą? A gdyby James kiedykolwiek był
                  prefektem, Syriusz raczej by nie powiedział, że nikt przy zdrowych zmysłach nie
                  uczyniłby go nim. ;-) Chwytasz się słomki, jak powiedzieliby teraz w "HP",
                  próbując naciąganiem faktów usprawiedliwić ewidentne wpadki Rowling.
                  • a_weasley Wizja Jamesa - od ściany do ściany 31.03.07, 10:51
                    waldemar_batura napisał:

                    > Znów spekulacje. Tak nagle przeszedłby uzasadniającą aż tak duży
                    > skok przemianę osobowości? I naprawdę nie było żadnych innych kandydatów,
                    > którzy w dodatku zasługiwali na tytuł CAŁĄ szkolną karierą?

                    > Chwytasz się słomki, jak powiedzieliby teraz w "HP",
                    > próbując naciąganiem faktów usprawiedliwić ewidentne wpadki Rowling.

                    Ależ ja doskonale wiem, że to jest wpadka. I nawet mam swoją koncepcję, skąd się
                    wzięła.
                    Wczesny HP, do trzeciego, powiedzmy wpół do czwartego tomu, opiera się na
                    jednoznaczności. Nora była ubogim lecz ciepłym domem kochającej się rodziny,
                    Dumbledore mądrym magiem, James Potter bohaterem (z chlubną przeszłością szkolną
                    hultaja wprawdzie, ale świetnego ucznia, prefekta naczelnego i championa
                    sportowego), a Harry początkującym bohaterem. Potem zaś autorka zaczęła się
                    pakować w niejednoznaczności. Dlatego w VI tomie Boże Narodzenie w Norze jest
                    kompletną żenadą, a w V tomie bohaterski James zostaje pokazany jako młody chuligan.
                    Sądząc z tego, jak po macoszemu jest w V filmie (wg <a
                    href="http://twoj.net/index.php?showtopic=22115">relacji z pokazu</a>)
                    potraktowane Najgorsze Wspomnienie, autorka (która wszak ma wpływ na kształt
                    filmu) na podstawie komunikatów zwrotnych uznała, że udało jej się za dobrze.
                    Ciekawe więc, jaką woltę, jeśli chodzi o Jamesa, wykona w VII tomie.
                    • a_weasley Relacja z pokazu - poprawiony link 31.03.07, 10:58
                      Relacja z pokazu V filmu
      • absurdello Z tym jedzeniem to chyba jest inna sprawa ... 02.02.07, 23:34
        oni nie wyczarowują tego znikąd, dany przedmiot skądś znika i pojawia się w
        miejscu żądanym, więc jakby wszyscy tak ściągali to by był zamiąch :)
        • kora3 haha też nam sie tak zdawało, ale :) 03.02.07, 17:16
          absurdello napisał:

          > oni nie wyczarowują tego znikąd, dany przedmiot skądś znika i pojawia się w
          > miejscu żądanym, więc jakby wszyscy tak ściągali to by był zamiąch :)

          w "kięciu półkrwi" harry wyczarowuje wino za pomoca zaklecia .. harry nie ma
          swojego wina :) wychodzi wiec na to, ze wyczarował je z ...powietrza ...
          Rozwazałam też mozliwosc, ze danym zakleciem da się po prostu "kupić" żarcie,
          albo jakiś przedmiot .. to znaczy sprawić by pojawil się np. w domu ze sklepu a
          z banky Grinngotta samoczynnie poierane są pieniązde i przekazywane na stosik
          sprzedawcy, ale niestety - gdyby tak byóo nie potrzeba byłoby chodzić na Pokatna
          na zakupy ...
    • tuppence82 Re: Wpadki. 28.11.06, 19:29
      Te stworzenia, które ciągną powozy ze stacji w Hogsmade (?) do Hogwartu. Pod
      koniec 4 części Harry ich nie widzi, a na początku 5 już tak.
      • ewengarda Re: Wpadki. 28.11.06, 20:13
        tuppence82 napisała:

        > Te stworzenia, które ciągną powozy ze stacji w Hogsmade (?) do Hogwartu. Pod
        > koniec 4 części Harry ich nie widzi, a na początku 5 już tak.

        Zaczal je widziec po smierci Cedrika, ktorej byl swiadkiem.
        • kora3 Re: Wpadki. 29.11.06, 15:17
          Cześć :) Przepraszam, ze się wtrącę:)
          Bardzo lubię HP :)
          Ale co do tych stworzeń to powinien je widzieć od początku, był świadkiem
          śmierci swoich rodziców. No chyba, ze przyjmiemy założenie, ze trzeba być
          świadomym świadkiem, a nie np. niemowlakiem, żeby je widziec
        • tuppence82 Re: Wpadki. 02.12.06, 19:08
          Chodziło mi o to, że Harry ich nie widział po śmierci Cedrika (scena kiedy
          uczniowie wracają do Londynu była po trzecim zadaniu). W piątej części jest już
          normalnie.
          I jak już ktoś powiedział Harry powinien widzieć "testrale"(?) już wcześniej,
          był świadkiem śmierci swoich rodziców.
    • trkv Re: Wpadki. 29.11.06, 16:22
      JKR w którymś wywiadzie mówiła, że Harry powinien zacząć widzieć testrale w 4
      tomie, ale zaczął je widzieć w 5, żeby 4 tom nie kończył się taką wielką
      (kolejną!) niewiadomą.
      • ewengarda Re: Wpadki. 04.12.06, 21:11
        co do tego widzenia testrali po smierci rodzicow - zgineli, kiedy mial 15
        miesiecy, ojciec poza jego pokoikiem, wiec odpada. Co do mamy - jako dziecko w
        tym wieku pewnie lezal w lozeczku niemowlecym, zabudowanym po bokach, wiec
        prawdopodobnie, nawet nieswiadomie, nie widzial - ale to oczywiscie spekulacje.
        Co do koncowki czwartego tomu - nigdzie nie jest wprost wspomniane, ze NIE
        WIDZIAL istot ciagnacych powozy, sa tylko one wspomn iane, bez wchodzenia w
        szczegoly.
        Zreszta mam wrazenie, ze po tak ciezkim przezyciu, czlowiek moglby przeovczyc
        testrale.
        • trosca Re: Wpadki. 07.12.06, 12:37
          A mi nie pasuje jeszcze kwestia Syriusza.Biedak musiał się ukrywać przez cały V tom, żeby nikt go nie poznał.Pozwolił sobie tylko na wycieczkę na dworzec, po przemiania w psa, co i tak było ryzykowne bo było już wiadome, że jest animagiem.No i po jakiego grzyba Syriusz się tak męczył i narażał? Czy nie mógł chlupnąć sobie eliksiru wielosokowego i czasem gdzieś się pojawić np. jako Tonks, lub ktokolwiek inny?Wtedy na pewno nikt by go nie rozpoznał, tak jak nikt się nie zorientował w przypadku fałszywego Szalonookiego.
          • kora3 A moze ...??? O eliksirze jest przez cały TOM ! 07.12.06, 13:07
            Rzeczywiscie !!!!

            Mało tego! Twoja uwaga nasunęła mi nastepne skojarzenie...

            Wszyscy zauważamy, ze w przygodach Harrego autorka zawsze niemal wiąze pewnein
            powtarzający sie szczegół z danego tomu z rozwojem wydarzeń. W ostatnim tomie
            powtarza sie sprawa zaklęc niewerbalnych i ... eliksiru wielosokowego! Pojawił
            się na pierwszej bodaj lekcji Slughorna i ... wykorzystuje go malfoy, by
            zamieniac Goyla i Crabba w inne dzieci, by nie budzili ocywistych skojarzeń z
            nim czatując pod Pokojem Życzeń ...

            tu pojwia sie wątpliwosc...Malfoy musiał ukraśc eliksir co wcale nie było
            trudne, ale dorośli ( i nie tylko patrz. Hermiona) czarodzieje mogli go uwarzyć
            przecież. Czemu śmierciozercy i malfoy nie unieszkodliwili profesotrów wczesniej
            zmieniajac sie w kogos z nich zamiast toczyc zajadlą walkę ? Przecież WESZLI do
            szkoły pzrez szafki .. w pokoju życzeń mogli pozamieniac się w uczniow,
            profesorów .. kogo chcieli :)

            Kolejna sprawa to już tu podnoszona .. temat eliksiru sie pijawia przez cały
            tom, a Dumbledorre nie zachowuje sie "po swojemu" ...Moze to wskazówka, ze to
            nie on jest tym, który rusza z harrym po horkruksa...Ciało D jest zawinięte, NIE
            widać kto jest trupem.
            Przypomnijmy wszelako, że matka młodego Barta C. wypila eliksir wielosokowy i
            jako Bart umarla w azkanbanie. Pochowano ja jako barta ! A to znaczy, ze ciało
            nieboszczyka, który uległ przemianie w kogoś innego po wypiciu elisiru
            wielosokowego nie zmienia się po smierci natychmiast we włsciwe, inaczej
            zauwazonoby, ze matka podszywała się pod Barta. To by tłumaczyło, czemu
            ewentualny falszywy d nie zmienił sie w prawdziwą osobę po smierci ...

            Czy ten, któryu złożył przysięge wieczystą i zabil Dumbledorra to aby prawdziwy
            Snape???

            Odpowiedzi moze być wiele ..
            • algod Re: wpadki 18.01.07, 10:44
              A mnie najbardziej dziwi konstrukcja czwartego tomu. Po co męczyć się
              miesiącami z przepychaniem Harry'ego przez turniej trójmagiczny tylko po to,
              żeby wziął do ręki puchar zamieniony w świstoklika, skoro najwyraźniej można w
              tego ostatniego zamienić cokolwiek, co sie ma pod ręką? Prościej byłoby
              zaproponować naszemu bohaterowi herbatkę w świstoklikowej filiżance:)
              Aż się dziwię, że ktoś z redaktorów nie zasugerował autorce wprowadzenia
              jakichś ograniczeń w tworzeniu świstoklików, co uprawdopodobniłoby całą tę
              zabawę z turniejem.
              • lavender14 Re: wpadki 18.01.07, 15:26
                To by nie było takie proste. Szybko by zauważyli nieobecność Herry'ego, a tak,
                przecież kto wie kiedy wróci, co sie z nim dzieje? No i książka trwałaby wtedy
                kilkadziesiąt stron, bo po co czytać o tym, że idą na lekcje, obiad, lekcje,
                spanie itp. We wszystkich tomach na początku tomu dzieje sie coś, co ma duży
                związek z końcem, a na końcu każdego tomu dzieje sie coś wielkiego.
              • kora3 no niby tak ... 18.01.07, 15:27
                tyle, że gdyby Harry ni stąd ni zowąd zniknał na pewno podniósłby się raban ...
                i ktos w końcu doszedłby do tego, ze ostatnim z którym go widziano był A. Moody
                ( a raczej niby - Moody, bo B. crouch)...chodziło wszak o to, by HArry nie
                zginął przed oddaniem krwi dla Voldiego, ale potem pewnie by go nie
                oszczedzono, a wiec moznaby udawać,z e zginał w ttm.
                • algod Re: no niby tak ... 18.01.07, 17:21
                  Myślę, że raban podniósłby się także, gdyby Harry zniknął na dobre w
                  labiryncie. Nie jest przecież prawdopodobne, aby go wtedy nie szukano, nie
                  dociekano, co się z nim stało i jak zginął. Śmierć w trakcie konkursu
                  organizowanego przez szkołę nawet wymaga szczególnie starannego śledztwa.
                  Przecież "Prorok codzienny" zaraz by napisał, że to wszystko wina karygodnej
                  głupoty i niefrasobliwości organizatorów.
                  Może trwałoby kilka godzin, nim zaczęliby szukać zawodników. W normalnych
                  okolicznościach też jednak trwa zwykle kilka godzin, nim otoczenie zacznie się
                  serio denerwować czyjąś nieobecnością.
                  A co do tego, że śledztwo szybko doprowadziłoby do Moody'ego, gdyby zrobił to
                  inaczej niż w ramach konkursu, to zdaje mi się, że pomagając Harry'emu przez
                  rok Moody zostawił za sobą więcej śladów niż gdyby go raz po cichu zwabił w
                  ciemny kąt i poprosił o podanie czy potrzymanie jakiegoś przedmiotu.
                  Nie przekonuje mnie też to, co napisała Lavender - pewnie, że chcemy, żeby w
                  tego rodzaju książce działo się coś ciekawego i niezwykłego, ale to nie znaczy,
                  że nie ma to być dobrze uzasadnione.
                  • kora3 Re: no niby tak ... 19.01.07, 23:38
                    algod napisała:

                    > Myślę, że raban podniósłby się także, gdyby Harry zniknął na dobre w
                    > labiryncie. Nie jest przecież prawdopodobne, aby go wtedy nie szukano, nie
                    > dociekano, co się z nim stało i jak zginął. Śmierć w trakcie konkursu
                    > organizowanego przez szkołę nawet wymaga szczególnie starannego śledztwa.
                    > Przecież "Prorok codzienny" zaraz by napisał, że to wszystko wina karygodnej
                    > głupoty i niefrasobliwości organizatorów.

                    No i co ?
                    Po smierci Harrego nie mialoby juz takiego znaczenia co sobie tam napisze PC -
                    nie byłoby juz swoistej "tarczy" na V....
                    Harry nie musial podczas turnieju znikac :) byl w labiryncie - pewnie po jakimś
                    czasie jak zauwayleś zaczeto by szukac zawodników ...Krum byl pod dzialaniem
                    Impreriusa - chcial rzucic Crucio na Cedrika przecież - latwo byłoby
                    upozorowac,ze to on zabil Harego. Ciało Pottera po wszystki odesłaliby
                    świstoklikiem do labiryntu.
                    Fler odpadla na poczatku niczego nie widziala, Krum pod dzialaniem Impreriusa
                    unieszkodliwia Diggorego Crucio,z cmenatzra wraca ciało Harrego przywiwane do
                    swistoklika - falszywy Moody je odwiązuje, przemieszcza w kierunku Kruma
                    modyfikuje mu pamić i ...po wszystkim.
                    Crouch śmiga do gabinetu. Zabija prawdziwego Moodego - nie jest już potrzebny.
                    transmutuje jego cialo w cokolwiek, albo i nie ...moze masakuje, zeby nie było
                    widać śladow ze przebywal tyle cxzasu zakmniety w kufrze.. Sam robi zamieszanie
                    wychodzi poza teren i teleportuje sie.
                    Robia sledztwo i co?
                    krum móiw, ze bardzo chcial wygrać i dlatego rzucil zajklecie na Cedrika, ale
                    nadszedl Harry i Krum go zabił. Pozostaje tajemnicza smierć Moddego , tylko
                    ...Ale zawsze mozna było rzucić podejrzenie na Karkrowa ...był smkerciozercą ,
                    moody go złapał, teraz sie spotkali a Moody wyraźnie spzryjał Harremu w turnieju ...
                    V nienawidzi Karkarowa za zdradę, chetniue widzialby go na mękach w Azkabanie ...
                    A cialo by juz mial i pozbyl się Harrego BEZ podejrzeń, ze to on go porwal i do
                    czegos potrzebował ...
                    • noida Re: no niby tak ... 01.02.07, 13:41
                      Hihi, to prawie alternatywna powieść :)
            • karola227 Re: A moze ...??? O eliksirze jest przez cały TOM 03.05.07, 21:51
              co do tego że ciało nie przemienia się z powrotem po śmierci (chodzi mi o
              eliksir wielosokowy) nie moge się zgodzić Ponieważ nie jest powiedzane kogo
              chowali dementorzy a ponieważ sami są ślepi nie mogą tego wiedzieć!:)Ponadto
              było wspomniene w trzecim tomie że na pogrzeb nikt nie przyszedł nawet rodzina
              • kora3 no fakt ... 07.05.07, 22:09
                Ale nigdzie też nie jest powiedziane, że w azkabanie poza dementorami, nie ma
                innej administracji ...
                Swoją drogą to też ciekawe - przecież Azkaban wizytowali rozmaici oficjele -
                choćby Knot - dlaczego demetorzy ich nie atakowali, przecież sa slepi, wiec nie
                wiedzieli kim jest odwiedzający.
                Musi istnieć jakiś sposob porozumiewania sie z nimi, przekazywania zaleceń
                ministerstwa. Sam patronus to obrona, ale przeciekz jakos musiano przekazywać im
                informacje.
                Tym bardziej zaskakujace, ze mieli oni m.in. SZUKAC Syriusza. jak mieli go
                szukać, skoro nie widzieli wcale i nie wiedzieli, jak takowy Syriusz moze
                wygladać?
        • a_weasley Re: Wpadki. 02.02.07, 14:00
          ewengarda napisała:

          > Co do koncowki czwartego tomu - nigdzie nie jest wprost wspomniane, ze NIE
          > WIDZIAL istot ciagnacych powozy,

          W zasadzie tak, jako że po pożegnaniu gości mamy od razu scenę w pociągu.
          Natomiast w V tomie Harry jest na widok testrali ciężko zaszokowany i dopytuje
          się, co to jest.

          > Zreszta mam wrazenie, ze po tak ciezkim przezyciu, czlowiek moglby przeovczyc
          > testrale.

          Z równym powodzeniem mogłabyś wsiadając do taksówki na postoju przeoczyć, że
          jest zaczepiona do traktora.
    • kora3 wpadka, nie - wpadka, ale zastanawiajace :) 18.01.07, 16:34
      mianowicie - przysięga wieczysta.
      niewiele o niej wiadomo poza paroma rzeczami typu, ze umiera sie jesli się jej
      nie dotrzyma i potrzebny jest świadek.
      nie wiadomo wszelako, czy umiera się nie dotrzymawszy jej świadomie (dokonujac
      wyboru o niedotrzymaniu), czy tez także nie dotrzymując nieświadomie (w
      przypadku Snape'a mogło być przecież tak, ze nie wiedzialby co sie dzieje na
      wieży, a skoro tak nie mógłby pomoc Malfoyowi, albo np. dumbledor mógł być
      fałszywy itede.)

      w kazdym razie z tego co mówił Ron przysięga wieczysta musi być rodzajem
      jakiejs starożytnej magii i wg mnie wiele wskazuje na to, ze nie mzona jej
      zdjac (choc to nie pewnik). tak mi sie zdaje po opowiesci rona, który był dla
      żartu nagabywany o złozenie takowej jednemu z bliźniaków (drugi miał byc
      świadkiem), chyba fredowi, gdy był maly ...

      przeciez wiadomo, ze małe dziecko nie jest w stanie swiadomie złozyć takiej
      przysięgi, nie myśli o konsekwencjach - a jednak nie ma granicy wieku od której
      mozna ją składać. poza tym zdaje mi się, ze nie moąna jej zneutralizować, uznac
      za nieyła i zdjac z delikwenta (na to wskazuje choćby nazwa - wieczysta),
      dlatego tak sie wsciekł ojciec rona, jak przyłapał na tym bliźniaków.

      ciekawe czy takowe przysięgi wykozrystywano na slubach zcaridziejów?;P, bo
      jakoś głucho tam o rozwodach, no, ale np. paru mezów matki Zabiniego umarło w
      tajemniczy sposób ...zostawiając jej majątek. :)
    • antubis Re: Wpadki. 19.01.07, 20:00
      nie do konca tez rozumiem rozwoj zdarzen w HPiZF Harry dziwi sie, dlaczego
      Voldemort nie moze sam sobie zabrac tej przepowiedni, no co ktos odpowiada mu,
      ze V. nie moze tak po prostu zjawic sie w Ministerstwie choc mogli sie tam
      dostac smierciozercy i czekac na uczniow, ktorych tez nie powinno tam byc Poza
      tym wyglada na to, ze nikt nie pilnuje Ministerstwa po godzinach, chyba ze
      Rowling po prostu nie opisala walki smierciozercow z jakims portierem;) A
      Voldemort i tak sie w koncu zjawia, wiec dlaczego nie mogl przyjsc wczesniej,
      zabrac co chcial i po prostu zniknac Po co bylo to cale zamieszanie se snami
      Harrego itd.?
      • aniela_jasmin Re: Wpadki. 21.01.07, 12:01
        Nawiązując do tezy Anubisy...
        Zaczynając od najprostszego pytania... Ministerstwo było chronione - przecież
        śmierciożercy pozamykali urzędników (w tym Knota) z pewnoscią to pamietasz...
        Teraz drugie pytanie... Może być pare wyjaśnień. Przecież niewymowni kryjąc
        przepowiednie, mmogli zabezpieczyć ją tak, aby Voldemort także nie mógł jej
        wziąść (mimo że go dotyczyła). Przecież urzędnicy nie interesowali by się
        prawem Voldzia do usłyszeniem przepowiedni o sobie. Wręcz przeciwnie, kryli by
        tę groźną broń najbardziej jak się da.
        Następny powód: urzędnicy mogli widzieć smierciożerów i to nie znaczyłoby
        jeszcze że Voldzio się odrodził. Natomiast raczej nie mogliby już temu
        zaprzeczać, gdy go zobaczyli. To też mógł być powód dla którego T.M.Ridley nie
        chciał pokaszywać się w ministerstwie.

        A dlaczego Voldziu i tak się zjawia? Ponieważ wściekłość na Pottera (który
        kolejny raz niweczy mu plany) zaślepia go i przepędza zdrowy rozsądek.

        Mam inne pytanie, jak myślicie, dlaczego Voldemort traci czas na złapanie Belli
        i dopiero się teleportuje (przecież w tym czasie Dumbledore mógł go dopaść)
        czyżby to było ukazanie jakichś uczuć?
        • goury Re: Wpadki ( do anieli_jasmin) 23.01.07, 00:51
          Nigdzie nie było napisane, że Śmiercożercy kogokolwiek pozamykali ( jeśli
          twierdzisz, że jest inaczej, to podaj numer strony ). Wyglądało raczej na to,
          że Knot i inni aurorzy zostali sprowadzeni na miejsce pojedynku ( przez
          ożywione figury z fontanny ) z własnych domów ( Knot miał na sobie piżamę z
          palem zarzuconym na wierzch) . Fakt jest faktem - Ministerstwo zupełnie nie
          było chronione. ( Harry mógł sobie tam wejść i jeszcze dostał od budki
          telefonicznej plakietkę z napisem: misja ratunkowa.
          To potężny absurd a szkoda bo ogólnie to książka jest świetna.
    • aniela_jasmin NIe za dużo tych uczniów? 21.01.07, 11:42
      Nie wiem czy w innych wątkach ktoś nie poruszył tego tematu, ale liczba
      hogwardzkich uczniów z pewnością się nie zgadza. Policzmy, do każdego z domu
      trafia mniej więcej tyle samo studentów.Czyli tak: na roku Harrego: 5 chłopców
      i 3 dziewczyny. A więc na całą wierzę Gryfindoru przypada ok. 7*8= 56 uczniów.
      Tak więc mniej więcej tyle powinno być wychowanków Slytherinu, a przecież
      Rowling wspominała podczas opisu meczu quiditha o ok.200 kibicach ślizgonów.
      Coś się nie zgadza
      Do tego biorąc pod uwagę że są cztery domy: 4*56=224. 224?!? Przecież Rowling
      często sugerowała liczbe hogwartczyków na ok 1000!!
      • kora3 Re: NIe za dużo tych uczniów? 21.01.07, 17:04
        Hmmm ....
        po pierwsze nie wiemy, czy do wszystkich domów trafia co roku taka sama mniej
        wiecej liczba uczniów,, W końcu to zależy od predyspozji danego kandydata do
        domu - prawda?
        Tez sie nad tym zastanawiałam - przecież mogłoby byc tak, ze do jednego domu
        trafia w roku wiecej uczniow niż do pozostalych.
        Jednoczesnie nie jestem przekonana ilu tak naprawde trafiło do Gryfindoru wraz z
        Harrym w jego klasie wystepują Seamus, Dean, Nevill, Ron, Hermiona, Parvati,
        Lavender i on - ósemka :) te postaci przewijają sie przez wszystkie tomy, ale
        nie wiemy czy to sa jedyni uczniowe w klasie Gryfonów na roku Harrego. Z jednej
        strony - wychodzi na to, ze tak, bo JKR dba o szczegły, wie wspomniala by o
        innych uczniach, ale pewnosci nie ma.
        • ewengarda Re: NIe za dużo tych uczniów? 23.01.07, 18:14
          zgadzam sie z wypowiedzia kory3 na temat liczby uczniow - nigdzie nie jest
          napisane, ze wymienieni z nazwiska gryfoni-rowiesnicy Trojcy, to caly zaciag
          Gryffindoru w tym roku.

          Dodam tez, ze skoro to tiara przydzialu decyduje o tym, kto gdzie pasuje, to
          przeciez nie oznacza, ze ogolna liczba pierwszoklasistow jest dzielona
          rokrocznie rowno przez cztery - moze byc chyba tak, ze jednego roku do jakiegos
          domu trafi kilkudziesieciu uczniow, a do innego tylko pare glow, czyz nie?
          Nigdzie w koncu nie ma mowy o jakis limitach czy parytetach, jedynym wymienianym
          czynnikiem decydujacym o przydziale do domu jest suwerenny wybor starej czapki.
          • noida Re: NIe za dużo tych uczniów? 01.02.07, 13:37
            Ona kiedyś pisała o tym, że wymyśliła ponad 40 (chyba 46) uczniów, którzy razem
            z Harrym przybyli do Hogwartu. To by znaczyło, że mogło ich trafić po 12 do
            każdego domu, gdyby się to rozkładało równo. To by znaczyło, że w szkole jest w
            sumie trochę ponad 300 uczniów, czyli 200 miłośników Slytherinu to raczej
            niemożliwe :)
      • a_weasley Re: NIe za dużo tych uczniów? 19.03.07, 14:25
        aniela_jasmin napisała:

        > Nie wiem czy w innych wątkach ktoś nie poruszył tego tematu, ale liczba
        > hogwardzkich uczniów z pewnością się nie zgadza. Policzmy, do każdego z domu
        > trafia mniej więcej tyle samo studentów.

        Studentów tam nie ma wcale. Studenci nie mają 11 lat. Po polsku dziecko idące do
        szkoły to jest uczeń.

        > Czyli tak: na roku Harrego: 5 chłopców i 3 dziewczyny.

        I tu błąd w założeniu. Tyle osób znamy. Równocześnie spójrz chociażby, jaki tłum
        w VI tomie startuje do drużyny.
        W wielu miejscach mamy sceny, z których wynika, że uczniów jest dużo.

        > Rowling często sugerowała liczbe hogwartczyków na ok 1000!!

        I tak ta szkoła funkcjonuje.
        Autorka zresztą nieraz wspominała, że "matematyka nie jest jej mocną stroną".
        Gubi się przy tak prostych sprawach jak wiek Weasleyów.
    • kora3 Mapa Hunctwotów- wpadka w IV tomie? 01.02.07, 12:21

      • kora3 Re: Mapa Hunctwotów- wpadka w IV tomie?:) 01.02.07, 12:34
        Sorry za wczesnie mi sie nacisneło :)

        Czytam znów Czarę i tak mi się nasunęło :)

        Harry dostrzega B. Croucha jr ( ale myśli, ze to stary B. Crouch) podczas swego
        powrotu z łazienki prefektów z jajem.
        W rzeczywistosci jest to jak wiemy młody Crouch, ale udający A. Moody'ego. Mapa
        pokazuje zatem prawdziwe osoby - logiczne.

        Jak to sie stało, że Harry mając stały dostęp do mapy wczesniej nie zauwazył,
        ze A. Moody cały zcas przebywa w swym pokoju?

        Musiał Moodego (prawdziwego widziec na mapie tym bardziej, ze stale wychodzac
        gdzieś niekoniecznie w "grzecznym" celu sprawdzał mapę) - założmy, ze ok -
        rzucał okiem i widzial prawdziwego Moodego siedzącego w swoim pokoju w kufrze.
        Ale jak to się słao, ze falszywy Moody, czyli młodfy B. Crouch NIGDY nie był w
        tym czasie w tym (niby - swoim) pokoju?


        Crouch jr nie miał pojecia o mapie i jej własciwosciach dopóki nie znalazł jej,
        kiedy Harry ugrzązł w stopniu podczas powrotu z łazienki prefektow i upuścił
        ją. Dopiero w rozmowie z Harrym dowiedział się jak to działa, wykliuczone wiec
        by wczesniej pilnował się, żeby nie byc w pokoju razem z prawdziwym Moodym ..
        Zreszta hmmm chyba nie dało się tego uniknać ...

        jestem w stanie pojąc, ze Harry nie dostrzegałby kropeczki młodego Croucha na
        mapie w tłumie - po prostu jej nie szukał, nie spodziewał sie Croucha - wiec
        spoko , nie widział go po prostu w tlumie. Ale jalk wyłaził gdzieś na pewno
        rzucał okiem na pokoje nauczycieli - czemu więc wcześniej nie zobaczył młodego
        Croucha?

        a moze coś przeoczyłam , jak myślicie ?
        • trosca Re: Mapa Hunctwotów- wpadka w IV tomie?:) 10.03.07, 12:00
          Chyba masz rację, faktycznie powinien był go dostrzec.A mi przyszła do głowy jeszcze jedna niezgodność.W 1 tomie, Hermiona w pociągu chwali się że uczyła się już w domu kilku zaklęć - przecież nie powinna zabierać się za to poza szkołą.
          • kora3 Re: Mapa Hunctwotów- wpadka w IV tomie?:) 15.03.07, 21:36
            trosca napisała:

            > Chyba masz rację, faktycznie powinien był go dostrzec.A mi przyszła do głowy je
            > szcze jedna niezgodność.W 1 tomie, Hermiona w pociągu chwali się że uczyła się
            > już w domu kilku zaklęć - przecież nie powinna zabierać się za to poza szkołą.

            hmmmm masz rację, ale moze ona ćwiczyła bez rózdżki np. tylko wymowe, ruch reką
            potrzebny do prawidlowego zaklęcia, ale bez efektu .. Inna sparwa, ze mówila, iż
            te zaklęcia działały ( w pociągu w pierwszym tomie taka gadkę miała), a wiec
            musiała jakoś to sparwdzić ...

            Inna sprawa, ze przecież wszystkie dzieci magiczne , przed pójściem do szkoły
            zdradzają uzdolnie ia magiczne. takze te dzieci, które nieświadome swej
            magicznosci mieszkają wsród mugoli, jak harry, czy hermiona .. One też czynia
            przecież czary de facto siłą woli, ale bez swiadomosci czarowania (szyba która
            zniknęła, odrośniecie włosów harrego, skok na dach szkoły, gdy uciekal przed
            dudleyem). Te zachowania, bez użycia rózdzki chyba nie podpadają pod stricto
            czary....Tak czy owak tpo dośc dziwne, ze cwiczyła zaklecia w neimagicznym
            swiecie ...
            • nemo88 Re: Zmiana płci? 16.03.07, 20:07
              Mi się wydaję, że Hermiona ćwwicząć zaklęcia na wakacjach nie należała jeszcze
              do swiata czarodziei... Poprostu wstąpiła w niego gdy była już w szkole. Przed
              tem nie mogła być sądzona przez ministerstwo, a po za tym to chyba Hogwart
              odpowiada za uczniów a skoro jeszcze nie odbyła się ceromonia przydziału...

              Mnie natomiast ciekawi inna rzecz. W trzeciej czesci przygód Harrego jest pani
              profesor Vector i Sinistra. Natomiast w czwartej jest pan Profesor Vector. Ale
              nie jest to błąd pani Rowling tylko tłumacza. ogólnie w HP jest wiele
              sprzecznosci (np. łazienki, biblioteka, gabinety leżą na innych piętrach niż
              wczećniej- czy to sprawa magiczna?) ale są to błedy nie godne uwagi.

              ps, Ja zawsze sobie myslalam dlaczego Harry na meczu Quidicha nie wyciągnie
              różdżki i nie przywała poprostu znicza. Wiem, że to głupie, ale jakie proste...
              • kora3 Re: Zmiana płci? 17.03.07, 19:47
                nemo88 napisał:


                >
                > ps, Ja zawsze sobie myslalam dlaczego Harry na meczu Quidicha nie wyciągnie
                > różdżki i nie przywała poprostu znicza. Wiem, że to głupie, ale jakie proste...

                To akurat jest dośc oczywiste :)
                Wszelkie czary majace na celu uzyskanie zwyciestwa w nieszlachetny sposób , jak
                elisir szczescia, przywolywanie znicza - sa nielegalne.

                Mnie bardziej interesuje, jak to się stało, ze podczas meczu, gdy tłuczki
                zaatakowały harrego widzieli to wszyscy tylko nie sędzia :) Tym bardziej,z e
                ktoś przecież komentuje mecz ...
                Zwazywszy na to, że owszem obserwuje się kafla i poczynania z nim, ale tłuczki
                normalne niezaczarowane na uganianie się za jednym zawodnikiem na ogół są w
                pobliżu graczy kaflem przecież. A ich nie było dłuższy zcas, uganiały sie
                harrym, a sedzia niczego nie widział ?:)
                Ciekawi mnie też, jak to sie stało, ze Zgredek nie został ukarany za legumine,
                zabblokowanie wejscia na peron, tłuczki?
                Ok Harry na niego nie zakablował, ale nie było żadnego dochodzenia dlaczego
                zablokowało sie wejscie na peron? Dlaczego tłuczki chciały usiec Harrego?
                Przecież chodziło o POTTERA! powqinno sie zbadać skad blokada i tłuczki to mogła
                być robota jakiegoś smierciozercy, albo i samego V:) No chyba, ze Zgredek po
                prostu przyznał sie Dumbiemu :)
        • meduza7 Re: Mapa Hunctwotów- wpadka w IV tomie?:) 29.03.07, 08:37
          Mnie się wydaje, że kufer Moody'ego wytwarzał taką jakby "inną przestrzeń" - w
          końcu po jego otwarciu schodzą do całego, dużego pomieszczenia i tam dopiero
          znajdują Moody'ego. Możliwe, że byl poza zasięgiem mapy.
          • kora3 Re: Mapa Hunctwotów- wpadka w IV tomie?:) 29.03.07, 15:47
            meduza7 napisała:

            > Mnie się wydaje, że kufer Moody'ego wytwarzał taką jakby "inną przestrzeń" - w
            > końcu po jego otwarciu schodzą do całego, dużego pomieszczenia i tam dopiero
            > znajdują Moody'ego. Możliwe, że byl poza zasięgiem mapy.

            całkiem dobra mysl!
            To wyjasnia czemu Harry nie widział go stale w pokoju:)
            Ale nadal nie wyjasnia dlaczego nie zobaczył w tym pokoju młodego Ceoucha
            wczesniej. Nalogikę, jak chciał psocić to pierwsze co, to sprawdzał gdzie są
            nauczycoele, a najpierw mogli być w swoicjh pokojach.

            Nieobecnosc jest wytłumaczalna, bo przecież nauczyciele w ogóe mogli opuszczać
            szkołę, ale że tez nigdy Crouch nie był w nibyswoim pokoju, gdy Harry sprawdzał
            mapę ?
            • ewengarda Re: Mapa Hunctwotów- wpadka w IV tomie?:) 29.03.07, 16:09
              Crouch senior sie platal po szkole ze wzgledu na Turniej, wiec moze po prostu
              Harry nawet jak to kiedys przypadkiem zauwazyl, to nie wywolalo to jego
              zdziwienia, bo po prostu nie zwracal uwagi na tych, ktorzy siedza w gabinetach,
              a raczej na tych co chodza w okolicach miejsc w kotrych on sie przemieszczal.
              • meduza7 Jeszcze o jedzeniu 29.03.07, 23:40
                Też się zastanawialam, dlaczego pani Weasley gotuje, zamiast po prostu
                wyczarować co trzeba i stworzyłam sobie teorię taką (opartą rownież nieco
                na "Czarnoksiężniku z Archipelagu", a konkretnie na pewnej rozmowie Geda z
                Arhą). Jedzenie zapewne można wyczarować, ale takie wyczarowane jest iluzją -
                może mieć smak i zapach, ale nie napełni żołądka. Aby zatem faktycznie się
                najeść, trzeba mieć przynajmniej te podstawowe produkty, a za pomocą czarów
                można danie co najwyżej "dosmaczyć". Była taka scena, kiedy pani Weasley
                zaczarowała kartofle, żeby same się obierały, a potem mieszała potrawę różdżką,
                z której tryskał sos. No właśnie - ziemniaki są rzeczywiste, a sos to tylko
                dodatek, który wprawdzie nadaje smak potrawie, ale nie jest konieczny.
                Nie pamiętam, jak to dokładnie było z winem na stypie - czy Harry napełniał
                pustą butelkę - w takim razie musiałby faktycznie "stwarzać z niczego", czy też
                butelka była tylko częściowo opróżniona, wówczas mógłby używać jakiegoś
                zaklęcia rośnięcia czy mnożenia i sprawiać, że pozostała resztka odnawiała się.
                Jeśli natomiast stwarzał wino zaklęciem, czy Slughorn móglby się nim upić? No
                cóż, pijany byl już wcześniej, prawdziwym winem, potem być może wystarczal mu
                sam smak i zapach, żeby podtrzymać na jakiś czas stan upojenia.
                No i na pewno jedzenie można ściągać z innych miejsc - w taki sposób przecież
                wędruje z hogwarckiej kuchni na stoły.
                • watanabe.miharu jedzenie iluzji 31.03.07, 01:36
                  Podobnie jest w "Wiedźminie". Jest tam opis uczty czarodziejów, wszędzie pełno
                  pięknych potraw, ale część z nich to iluzja. Jedzenie potraw-iluzji jest uważane
                  za przejaw nieokrzesania i braku kultury:)) No i też najeść się tym nie można.

                  Za to ciekawi mnie, dlaczego tak rzadko w HP wykorzystywana jest transmutacja.
                  Przemienić sobie jednym machnięciem różdżki ogryzek w piękne jabłko i już:)
                  Chyba że takie "transmutnięte" jabłko tez nie nadaje się do spożycia..

                  A co do tego wyczarowywania potraw w HP, to pamiętam dobrze, bo czytałam o tym
                  kilka dni temu. Skrzaty przygotowują potrawy na dole w kuchni, gdzie stoły są
                  ustawione dokładnie jak te na piętrze powyżej, i w odpowiednim momencie jadło
                  jest "teleportowane" z kuchni na stoły w jadalni. Realne, istniejace jadło. Tak
                  to jest;)
              • kora3 Re: Mapa Hunctwotów- wpadka w IV tomie?:) 31.03.07, 15:23
                ewengarda napisała:

                > Crouch senior sie platal po szkole ze wzgledu na Turniej, wiec moze po prostu
                > Harry nawet jak to kiedys przypadkiem zauwazyl, to nie wywolalo to jego
                > zdziwienia, bo po prostu nie zwracal uwagi na tych, ktorzy siedza w gabinetach,
                > a raczej na tych co chodza w okolicach miejsc w kotrych on sie przemieszczal.
                >

                to dobre wytłumaczenie, aczkolwiek, na logikę najpierw "kukałby" po gabinetach
                psorków, bpo jest łatwiej zobaczyć, czy ktoś jest u siebie, niż od rtazu szukac
                go na korytarzach, prawda?
                Kilkakrotnie jest wspomniane, ze widział Snapea, czy Dumbiego w ich gabinetach:)
    • dominika.domi Znowu wpadka liczbowa 30.03.07, 22:13
      Nie przeglądałam tego wątku, więc może to już się pojawiło.

      W HP i Czara Ognia czytamy: "Jeszcze nigdy nie mieli nauczyciela obrony przed
      czarna magią, który by wytrzymał dłużej niż trzy semestry"(str. 188, sama góra)
      Przepraszam bardzo, który wytrzymał TRZY semestry??? Byli rok, bo taką klątwę
      rzucił na szkołę Voldemort, o czym czytamy w Księciu Półkrwim. Sam Dumbledore
      mówi, że Tom na pewno starał się o posadę nauczyciela obrony, bo od tego czasu
      nie udało mu się utrzymać profesora od tego przedmiotu DŁUŻEJ NIŻ ROK. A może
      rok szkolny trwa trzy semestry??? :D Zdecydowanie wpadka.
      • trosca Re: Znowu wpadka liczbowa 31.03.07, 11:44
        Też zwróciłam na to uwagę, ale tak naprawdę to nie wiem jak to wygląda w Anglii i może oni dzielą sobie rok szkolny na 3 semestry...Jeżeli ktoś tutaj się zna na systemie edukacyjnym na Wyspach, to bardzo proszę o wyjaśnienie:)
        • meduza7 Re: Znowu wpadka liczbowa 31.03.07, 18:36
          A może to są trymestry? Tak mi się skojarzyło, bo kiedyś uczyłam się
          angielskiego w szkole, która miała właśnie taki system.
        • karola227 Re: Znowu wpadka liczbowa 03.05.07, 21:57
          a może Quiller uczył wcześniej czyli więcej niż dwa semestry?
      • a_weasley Pozorna wpadka 09.05.07, 00:18
        dominika.domi napisała:

        > Przepraszam bardzo, który wytrzymał TRZY semestry???

        Żaden. Ale jeżeli wszyscy wymiękali po DWÓCH, to znaczy, że tym bardziej żaden
        nie wytrzymał dłużej niż trzy.
    • dirgone Pensive 12.04.07, 15:51
      Nie pamiętam, jak to po polsku jest. Czytam teraz angielskie The Goblet of Fire,
      kiedy to Harry pierwszy raz widzi Pensive w pokoju Dumbledora (to naczynie ze
      wspomnieniami). I tak się zastanawiam - jeśli każdy czarodziej może coś takiego
      mieć i "pokazać" swoje wspomnienia innym, to dlaczego nie nauczono tego Harrego,
      kiedy straszliwie chciał innym udowodnić, że coś widział?
      W trzeciej części on, Ron i Hermiona widzieli Wormtaila, który uciekł - gdyby
      pokazali innym to wspomnienie, Syriusz byłby oczyszczony z zarzutów
      najprawdopodobniej i nie musiałby się ukrywać.
      A już podzielenie się wspomnieniem z końca czwartej części powinno być
      obowiązkowe! Dumbledore się denerwował, że głupcy nie chcą uwierzyć w powrót
      Voldemorta, a przecież dosyć łatwo mógł to właśnie udowodnić.
      • kora3 mysloodsiewnia :) 13.04.07, 09:32
        fakt, słuszne spostrzeżenie :)
        Ciekawe jest też to, że w zasadzie w przygodach HP mowa chyba TYLKO o
        myśloodsiewni dumbiego .... Sądząc po historii ze wspomnieniem Slughorna należy
        przypuszczac, ze czarodziej może jedynie sam odddać dobrowolnie swoje
        wspomnienie, nie mozna mu go jakoś zabrać. Jednoczesnie istnieje przecież
        sztuka wdzierania sie w cudze mysli.
    • kora3 veritaserum, mysloodsiewnia, oklumencja zm. czasu 13.04.07, 10:04
      czasu ...

      nie ukrywam, ze do zebrania tych niezrozumiałych calkowicie neijasnosci nachnął
      mnie wpis dotyczący mysloodsiewni.

      niespójne jest pare spraw:)
      głownie dotyczacyxh smierciożerców po upadku Voldiego:)
      nie jest dla mnie zrozumiałe, dlaczego ministerstwo miało problem z ustaleniem
      kto naprawde był pod działaniem impreriusa i dlatego służył Voldiemu, a kto
      czynił to z własnej woli.
      czy nie mozna było:
      1- podać takowemu veritaserum, czyli eliksiru prawdy, zeby prawde te wyśpiewał?
      2- wyciągnąc jego prawdziwych wspomnień do jakiejs mysloodsiewni?

      Jedyne co tłumaczyłoby takie niedopatrzenia to:
      a) mozliwosc zneutralizowania veritaserum - owszem zapene niewyklucvzone, ze
      mozliwa, ale wszak w miare łatwa do wyeliminowania
      b) niemoznosc niedobrowolnego pobrania wspomnień. Ale tu też sprawa łatwa -
      jeśli ktos nie chce oddac wspomnień znaczy, ze przyznaje się do dobrowolnej
      współpracy z Voldim :) taki rodzaj "lustracji" :)

      kolejna sprawa to oklumencja (chyba tak zw2ała sie umiejetnosc wdzierania sie w
      cudze myśli) - też mozna było jej użyć, acz przed nią faktycznie mozna sie
      obronic.

      Najbardziej wszelako rozwala mnie sprawa ze zmieniaczami czasu.
      podobno takie to niebezpieczne, a pozwolili na to uczennicy 3 klasy -
      Hermionie :)
      astanawiam się czemu wobec tego nie zaryzykowano jednak i nie cofnięto się w
      czasie przed smierc Potterów, by namierzyć i zabić Voldiego?
      • meduza7 Re: veritaserum, mysloodsiewnia, oklumencja zm. c 15.04.07, 15:08
        No właśnie, zmieniacz czasu. Ponieważ czarodzieje wiedzą, że takie rzeczy
        istnieją i znają ich możliwości, bezsensowny jest argument Dumbiego "przecież
        nie mógł być w dwóch miejscach naraz". Niemożliwe też wydaje mi się, żeby
        Hermiona zdolna była przez cały rok ukrywać fakt, że jednak bywała w dwóch
        miejscach naraz. Poza tym: nikt mógł nie wiedzieć o pelerynie Harry'ego czy
        Mapie Huncwotów, ale zmieniacz został oficjalnie wypożyczony z ministerstwa, a
        takie rzeczy pozostawiają ślady. Chyba, że Dumbledore załatwił to jakoś
        nieoficjalnie, swoimi kanałami...
        Z rzeczy, które mnie nieodmiennie irytują: w pierwszej części trójka
        jedenastolatków jest w stanie pokonać zaklęcia przygotowane przez grono
        dorosłych, wykształconych czarodziejów, którzy w dodatku, wiedząc o jak wysoką
        stawkę toczy się gra, podobno starali się z całych sił. Z wszystkich tych
        zabezpieczeń na dobrą sprawę tylko zwierciadło rzeczywiście spełniało swoją
        rolę.
        • mrowka75 Re: veritaserum, mysloodsiewnia, oklumencja zm. c 16.04.07, 21:27
          Tak sobie myśłę,ż epowodem jest pewnie fakt,że autorka na poczatku nie
          wiedziala ile czasu i w która stronę jej powieść się potoczy. Wyjasnianie
          wszystkich kwestii związanych z treścią spowodowałoby,że jej kolejne książki
          małyby po 2001 stron, w których główne wątki treść poszłaby na zatracenie,
          przez wyjasnianie pobocznych kwestii. :)
    • dirgone Syriusz 16.04.07, 14:24
      Właśnie sobie czytam Zakon Feniksa :)
      Syriusz jest animagiem - przybiera postać psa. Właśnie jestem w miejscu, w
      którym mówi Harremu, że chciałby się z nim zobaczyć w Hogsmeade, ale jest to
      zbyt ryzykowne, bo jako pies zwraca zbyt dużą uwagę, poza tym Malfoy
      najprawdopodobniej już wie, że to on.
      Ja ogólnie nie rozumiem całej tej sprawy z bycia animagiem. Z jednej strony
      trudno się tego nauczyć i trzeba się rejestrować, a z drugiej Moody jednym
      machnięciem różdżki zamienił Malfoya we fretkę. Poza tym w którejś części
      pojawiają się Canary cakes czy jakoś tak - ciastka, po których zjedzeniu na
      chwilę człowiek zamienia się w kanarka (możliwe, że coś pokręciłam, bo dobrze
      nie pamiętam). No i jeszcze jest eliksir wielosokowy - Syriusz mógłby się w ten
      sposób zamienić w kogo by tylko chciał.
      Wiem, ze ta książka rządzi się własnymi prawami i że się czepiam, ale od tego
      jest ten wątek :)
      • anqouleme Re: Syriusz 16.04.07, 17:54
        Syriusz sam z siebie nauczył się zmieniać w zwierze. Nie potrzebuje różdzki ani
        eliksiru wielosokowego-zresztą on nie słuzy do transmutacji w zwierzeta.
        Różnica pomiedzy animagiem Syriuszem a Malfojem tchórzofretką polega na tym,że
        Moody uzył zaklęcia i różdzki i z pewnościa świadamie była to tchórzofretka a
        nie miś koala.
        • meduza7 Re: Syriusz 16.04.07, 22:43
          A swoją drogą, odkąd tylko pojawiła się wzmianka o animagach i obowiązku ich
          rejestracji, zaraz okazało się, że istnieje mnóstwo niezarejestrowanych:
          Syriusz, Glizdogon, Rita Skeeter... Wydaje się, że czarodzieje nie traktują
          zbytnio serio prawa obowiązującego w ich świecie ;)
        • dirgone Re: Syriusz 17.04.07, 10:58
          :)
          Może nie dokładnie wyraziłam się, o co mi chodzi. Jeśli obecność Syriusza jako
          psa była już podejrzana (Malfoy), to dlaczego nie mógł się pojawić w jakiejś
          innej postaci? Przecież jest własnie mnóstwo możliwości, żeby to zrobić.
    • kinekkinek Re: Wpadki. 16.04.07, 22:48
      Wpadki znadują sie w tłuamczeniach, ale mozę ktoś ma to szczęście
      czytać "Harrego Pottera " w orginale.
    • karola227 Re: Wpadki. 03.05.07, 22:03
      nie zgadza się też fakt z datą urodzin hermiony tzn w trzecim tomie było że ma
      urodziny gdzieś we wrześniu a potem w szóstym tomie zdaje egzamin z
      teleportacji nie będąc jeszcze pełnoletnią. Może coś nakręciłam ale chyba tak
      jest
      • noida Re: Wpadki. 04.05.07, 14:09
        Nie można zdawać z teleportacji nie będąc pełnoletnim, zdaje mi się. Ci, co
        zdawali, byli już pełnoletni, a Hermiona ma urodziny we wrześniu i jest zdaje
        się od nich wszystkich prawie rok starsza.
        • karola227 Re: Wpadki. 04.05.07, 22:24
          hmm dziwne ja jakoś też mam urodziny we wrześniu ale to nie znaczy że kończe 18
          lat rok wcześniej tylko pare miesięcy później w następnej klasie czy nie?
          hermiona nie może być o rok starsza bo nie chodziłaby z nimi do klasy ( patrz
          na rok kalendarzowy a nie szkolny)
          • dominika.domi Re: Wpadki. 05.05.07, 12:44
            Harry urodził się 31 lipca 1980 roku
            Hermiona chyba 19 września, ale na pewno 1979 roku
            • kora3 to miałoby sens .... 07.05.07, 10:09
              Jeśli założyć, ze trzeba miec skończone 11 lat, zeby iśc do Hogwartu. I tak
              Harry ma skończone w roku, gdy w ogóle kończy 11 lat, czyli w lipcu 1980, a
              Hermiona nie miałaby skończonych 11, bo jest urodzona we wrześniu.
              Prawdopodobna jest wiec wersja, ze Hermiona jest rocznikowo starsza o rok.
              • noida Re: to miałoby sens .... 07.05.07, 15:45
                Nie wiem, czy to ma sens, chyba raczej powinno być na odwrót?
                Ale Harry nie może zdawać egzaminu na teleportację, bo ma urodziny dopiero w
                lipcu. Gdyby był urodzony w tym samym roku co Hermiona, to byłby od niej
                starszy. Tymczasem Hermiona, urodzona we wrześniu, może zdawać egzamin, a Harry
                nie. Hermiona jest na pewno starsza rocznikowo. Dlaczego tak jest, nie wiem, ale
                na pewno tak jest.
                • kora3 no toz piszę:) 07.05.07, 22:03
                  noida napisała:

                  > Nie wiem, czy to ma sens, chyba raczej powinno być na odwrót?
                  > Ale Harry nie może zdawać egzaminu na teleportację, bo ma urodziny dopiero w
                  > lipcu. Gdyby był urodzony w tym samym roku co Hermiona, to byłby od niej
                  > starszy. Tymczasem Hermiona, urodzona we wrześniu, może zdawać egzamin, a Harry
                  > nie. Hermiona jest na pewno starsza rocznikowo. Dlaczego tak jest, nie wiem, al
                  > e
                  > na pewno tak jest.
                  >
                  przecie, ze Hermiona jest starsza:)

                  chyba sie nie zrozumilyśmy:) Ktoś wspomniał, ze bez sensu jest by Hermiona z
                  1979 r była w jednej klasie z Harrym z 1980r.
                  Moim zdaniem to ma szanse mieć sens. Np. w sytuacji, kiedy do Horwartu mogą
                  wstąpic uczniowie mający w dniu 1 wrzesnia skończone 11 lat. Harry jest z lipca,
                  wiec ma skończone PRZED 1. wrzesnia, podobnie, jak marcowy Ron:) Hermiona, jako
                  "wrzesniówka" w poprzednim roku NIE MIAŁA przed 1 wrzesnia 11 lat skończonych i
                  dlatego "załapała" sie na następny zaciąg :) czyli de facto z ludźmi młodszymi
                  niemal o rok. To musiałoby dotyczyć wszystkich uczniów urodzonych PO 1.
                  wrzesnia. Po prostu mógł nie liczyc sie rocznik, rok ukończenia 11 lat, ale
                  faktyczne ukończenie ...
                  • noida Re: no toz piszę:) 08.05.07, 10:11
                    Aha, w sensie, że się nie załapała rok wcześniej i dlatego musiała iść do szkoły
                    rok później? Już rozumiem. Rzeczywiście ma to pewien sens :)
    • dominika.domi U pani Rowling wystąpił poważny problem z... datą! 05.05.07, 12:59
      Proszę, bardzo wielka wpadka:

      Z daty śmierci Prawiebezgłowego Nicka wnioskujemy, że w drugiej klasie
      Harry'ego był rok 1992/1993, zgadza się???
      No właśnie.
      Czyli w czwartej klasie, w listopadie jest rok 1994, prawda??
      Teraz zajrzyjcie na stronę 296 czwartego tomu i przeczytajcie
      fragment "Pierwsze zadanie czeka was dwudziestego czwartego listopada".
      Przeczytane?
      Teraz przewróćcie kartki na stronę 355 i przeczytajcie to "Hermionę bardzo
      zaniepokoiło to, co Syriusz mówił o Karkarowie, ale uznała, że smoki są
      pilniejszym problemem.
      - Skupmy się na zachowaniu cię przy życiu do wtorkowego wieczoru"
      Czyli wnioskujemy z tego, że zadanie odbywało się we wtorek, bo przeciez na
      stronie 365 czytamy, że lekcje przerwano w południe, dzięki czemu wiemy, ze
      zadanie było po południu.
      Czyli już wiemy, że w magicznym świecie pierwsze zadanie odbyło się 24
      listopada 1994 roku,we wtorek.
      Właśnie, w magicznym, bo gdy zajrzymy do naszego kalendarza, to doskonale
      wiemy, że 24 listopada 1994 roku był w czwartek.
      I co wy na to???
      Bo przecież po co Hermiona chciałaby się skupić do zachowania Harry'ego przy
      życiu do 22 listopada, dwa dni przed zadaniem???
      • noida Re: U pani Rowling wystąpił poważny problem z... 07.05.07, 16:10
        Hehe, a początek roku w Hogwarcie ZAWSZE wypada w poniedziałek, chociaż to
        oczywiste, że co roku jest kiedy indziej w prawdziwym świecie ;)
        • papryczka_ag Re: U pani Rowling wystąpił poważny problem z... 08.05.07, 10:50
          A może to pomyłka głupia w tłumaczeniu? Thursday Tuesday?
          Sprawdzi ktoś w oryginale?
          • a_weasley Re: U pani Rowling wystąpił poważny problem z... 09.05.07, 00:21
            papryczka_ag napisała:

            > A może to pomyłka głupia w tłumaczeniu? Thursday Tuesday?
            > Sprawdzi ktoś w oryginale?

            Można sprawdzać, ale tak samo ma się sprawa z 11 urodzinami Harry'ego, które
            wypadają we wtorek, podczas gdy 31 lipca 1991 r. (na który wskazuje data śmierci
            Prawie Bezgłowego Nicka) był środą. I tutaj już żaden Thursday nie pomoże.
            Rowling po prostu gubi się w najprostszych rachunkach.
            • papryczka_ag Re: U pani Rowling wystąpił poważny problem z... 09.05.07, 09:17
              Może i tak. Przyznam, że aż tak sie głupot i wpadek nie doszukuję bo nie widzę
              w tym sensu :))
              • noida Re: U pani Rowling wystąpił poważny problem z... 09.05.07, 15:53
                Właśnie, jak trzeba wymyślić wielopoziomową fabułę, to nie ma żadnej różnicy,
                czy to wtorek czy czwartek. Poza tym mam wrażenie, że te lata to są takie
                półoficjalne, więc jeśli nie zgadzają się z oficjalnym kalendarzem, to naprawdę
                nie jest wieli problem.
                • a_weasley Re: U pani Rowling wystąpił poważny problem z... 10.05.07, 16:59
                  noida napisała:

                  > Właśnie, jak trzeba wymyślić wielopoziomową fabułę, to nie ma żadnej różnicy,
                  > czy to wtorek czy czwartek.

                  Tak czy owak jest to niechlujstwo.

                  > Poza tym mam wrażenie, że te lata to są takie półoficjalne,

                  Co to są, do jasnej polędwicy, lata półoficjalne? Coś wskazuje, że czarodzieje
                  używają innego kalendarza?
                  Czy może innej arytmetyki, w której 1492 + 500 = 1991?
                  • noida Re: U pani Rowling wystąpił poważny problem z... 11.05.07, 20:36
                    Niech będzie, że niechlujstwo.
                    Półoficjalne są dlatego, że w żadnej książce nie ma słowa o tym, w jakim roku
                    się rozgrywa. Wiemy to z innych źródeł- ze strony autorki, wywiadów, stron
                    fanowskich itp. Więc można zakładać, że lata nie są najistotniejsze i w tym
                    wypadku zamiana wtorku z czwartkiem wydaje się średnim przewinieniem.
                    Przynajmniej mnie.
        • pavvka Re: U pani Rowling wystąpił poważny problem z... 10.05.07, 09:46
          noida napisała:

          > Hehe, a początek roku w Hogwarcie ZAWSZE wypada w poniedziałek, chociaż to
          > oczywiste, że co roku jest kiedy indziej w prawdziwym świecie ;)
          >
          Zależy o jakim prawdziwym świecie mówisz. W Polsce zawsze przypada 1 września
          (chyba że to weekend), w W. Brytanii data jest ruchoma, ale jest to zawsze
          poniedziałek.
    • skrewdriver38 Re: WIEK DUMBLEDORA 11.05.07, 18:21
      W 1 tomie pisze ze Dumbledore wraz z Flamelem stworzyli kamien filozoficzny z
      tym ze flamel obchodzi swoje szescset ktores urodziny to jak niby dumbledore
      mogl miec tyle lat?? Chyba jeden z najwiekszych bledow w HP :)
      • trosca Re: WIEK DUMBLEDORA 03.06.07, 15:32
        Kurcze, faktycznie.Zupełnie nie zwróciłam na to uwagi, a jak teraz o tym przeczytałam, to jest to takie oczywiste.
    • jean.grey1 Re: Wpadki. 11.05.07, 18:56
      A mnia najbardziej dziwi w jaki sposób Syriusz uciekł z Azkabanu. W końcu leży
      na środku Morza Północnego, więc niby jak przepłynął morze o tak lodowatej
      wodzie? Poza tym dlaczego nikt wcześniej z miego nie uciekł? Przecieżnie tylko
      Syriusz jest animagiem, na pewno byli więżniowie którzy umieli zamieniać się w
      mrówki, czy ptaki, a wtedy mogliby spokojnie dać noge.
      • skrewdriver38 Re: Wpadki. 18.05.07, 15:03
        TAK TYLKO ZE ON OPISYWAL ZE AZKABAN GO NIE MOGL WYKONCZYC (bo czul ze jest niewinny)
      • jean.grey1 Re: Wpadki. 23.05.07, 20:02
        No to jest też kolejna nieścisłość: kiedy Hagrid przebywał w Azkabanie też był
        niewinny, aczkolwiek nie przeszkadzało mu to wariować przez dementorów. W
        Azkabanie nie przebywają wyłącznie słusznie skazani więźniowie (np. Morfin,
        Mrużka), więc dlaczego tylko Syriusz wykazał tę "odporność"?
        • a_weasley Re: Wpadki. 24.05.07, 08:15
          jean.grey1 napisała:

          > No to jest też kolejna nieścisłość: kiedy Hagrid przebywał w Azkabanie też był
          > niewinny, aczkolwiek nie przeszkadzało mu to wariować przez dementorów. W
          > Azkabanie nie przebywają wyłącznie słusznie skazani więźniowie (np. Morfin,
          > Mrużka), więc dlaczego tylko Syriusz wykazał tę "odporność"?

          Morfin był przeświadczony, że jest winien, OIP.
          A dlaczego Syriusz tak, a Hagrid nie? Odporność psychiczna nie jest tym, za co
          Hagrida cenimy najbardziej, to było widać nieraz. Widno Syriusz odporniejszy.
    • chanele Re: Wpadki. 23.05.07, 20:29
      Zgadzam się z jean.grey1.
      Myślę, że właśnie ucieczka i pobyt Syriusza w Azkabannie budzi najwięcej moich
      wątpliwości.
      • meduza7 Re: Wpadki. 24.05.07, 23:17
        Z tego, co pamiętam, Syriusz trzymał się obsesyjnie myśli o Peterze, a ponieważ
        nie była to szczęśliwa myśl, dementorzy nie mogli mu jej odebrać i dzięki temu
        zachował jasność umysłu.
      • aurelia_aurita Re: Wpadki. 27.05.07, 00:10
        hmm... a dla mnie - wręcz przeciwnie :) w to akurat mogę uwierzyc :)
    • jean.grey1 Re: Wpadki. 25.05.07, 17:01
      Tak mi teraz wpadło do głowy, czy w 5 części Voldemort nie mógł wypić eliksiru
      wielosokowego i zamienić się w dowolną osobę, po czy ze spokojem pójść do
      Departamentu Tajemnic, wziąść przepowiednie i dać nogę?
      Myślę, że aurorzy od razu ne zorientowaliby sięże to on.
      Ale tak samo mogło byś z Syriuszem. Jakby zamieniłby się np. w Tonks, mógłby
      odprowadziś Harry'ego na dworzec, a nie ryzykować i zamieniać się w psa...
      • meduza7 Re: Wpadki. 26.05.07, 00:38
        Cholerny eliksir. I po co J.R. w ogóle go wymyślała? Teraz każdy
        kombinuje "przecież X mógł wypić eliksir i zamienić się w Y".
        Powinna była wprowadzić jakieś ograniczenia jego używalności (tak jak wiemy
        np., że nie można za jego pomocą zmienić się w zwierzę) lub osiągalności (coś
        tam było, chyba, że trzeba pić go co godzinę).
        • aurelia_aurita Re: Wpadki. 27.05.07, 00:13
          przyznam szczerze, że liczę na to, że w końcu wyjdą na jaw jakieś ograniczenia w
          stosowaniu tego eliksiru...
          tak jak powinny wyjść na jaw ograniczenia w stosowaniu zmieniacza czasu,
          myślodsiewni itd...
          bo inaczej - to wszystko się kupy nie trzyma ... :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka