Dodaj do ulubionych

Jutro minie rok, kiedy wyszłam ze szpitala i rok..

15.09.06, 20:02

Obserwuj wątek
    • drozdilla Re: Jutro minie rok, kiedy wyszłam ze szpitala i 15.09.06, 22:05
      ...(*)
    • edyta7705 Re: Jutro minie rok, kiedy wyszłam ze szpitala i 15.09.06, 22:16
      Bądź silna dla siebie, Twojego męża, synka i Kochanego Aniołka.
      (***)
    • danusia1958 Re: Jutro minie rok, kiedy wyszłam ze szpitala i 15.09.06, 22:19
      ( ***** ) Dla Dawidka
    • monikarz Re: Jutro minie rok, kiedy wyszłam ze szpitala i 16.09.06, 08:22
      nie potrafię odpowiedzieć na pytanie dlaczego. Sama sobie je zadaję

      (*) dla naszych Aniołków
      • joanna238 Re: Jutro minie rok, kiedy wyszłam ze szpitala i 16.09.06, 10:00
        Wiem jak Ci ciężko,niedługo minie rok jak nie ma mojej córeczki mimo
        upływającego czasu nie jest wcale lżej, ani odrobinkę.

        (*)(*)(*)ala Dawidka
        Mama aniołka Juleńki
    • johana19 Re: Jutro minie rok, kiedy wyszłam ze szpitala i 16.09.06, 10:13
      (*) dla małego Aniołka - Dawidka ...

      Asia mama LENY
    • magapi Re: Jutro minie rok, kiedy wyszłam ze szpitala i 16.09.06, 11:20
      Tęsknota jest pewnie naszym przeznaczeniem...jakimi matkami byłybyśmy,gdybyśmy
      nie tęskniły.Na szczęście masz jeszcze ziemskie dziecko-wiem co mówię,sama
      jestem w takiej sytuacji.I cały czas zastanawiam się,czy nie spróbować raz
      jeszcze...Małgosia
      • mamadawida2 Re: Małgosiu 16.09.06, 12:14
        Spróbowac raz jeszcze - oto jest pytanie?
        Jest tyle wskazan co i przeciwskazan. Tylu lekarzy ile odpowiedzi. Jedni
        mówią "juz można bo minął rok od cc". Inni mówią " jeszcze nie, bo to dopiero
        rok od cc". Czyli chciałabym ale sie boje. Ale tak naprawdę, co ma sie stac to
        się stanie, prawda? tylko jeśli cos sie znowu stanie, to czy ja to przeżyję, bo
        rok temu z trudem mnie uratowali? Kto wtedy wychowa moje 13 letnie dziecko i
        małe maleństwo , jesli urodzę. To są pytania na które same musimy sobie
        odpowiedzieć. Są trudne, bo tak naprawdę, obarczają nas odpowiedzialnościa za
        to co moze się stać. Jeśli wszystko bedzie dobrze lekarze powiedza; " no cóż,
        mówiełem, że wszystko bedzie dobrze". Jesli co s stanie powiedzą; " mówiłem ,
        żeby jeszcze poczekac.
        Takie jest życie, pełne niespodzianek. W każdym razie ja od śmierci Dawida
        przetsałam cokolwiek planować. BYłam kiedyś uporządkowanym managerem, z
        kalendarzem, usmiechem na ustach. Wszytsko poukładane, zaplanowane. Ale śmiersc
        Dawida dała mi tak wile do myslenia, że doszłam do wnioskuy, że plany są nic
        nie warte. Ktos za nas zrobił juz plan i tak naprawdę nie bardzo mamy wpływ na
        to co ma się stać. Nie mamy wpływu na to ilu Aniołków ma mieszkać w niebie a
        ulu z Rodzicami tu na ziemi. Wiec po co planowac?
        Ale z drugiej strony popadam w jeszcze większą skrajność, bo przestałam
        planować cokolwiek i często jest tak, ze nie chce mi się robić nic. Bo nie
        wiedze sensu. Wiem to depresja. Mam nawet skierowanie do psychologa ale... no
        własnie jeszcze tam nie byłam chociaz wiem ze jest coraz gorzej.
        Ze mną jest tak. Mam duzo energii, same pozytywne mysli, że wszystko będzie
        dobrze, a za chwile jestem na samym dnie, ze nic - dosłownie nic- juz mi się w
        życiu nie uda, że to wszystko to moja wina . I tak to ze mną jest. I jak tu
        zajść w ciążę w takim stanie.
        Są dni kiedy nie płaczę, nie jest mi smutno, a na drugi dzień ryczę jak bóbr,
        denerwuje mnie nawet najmniejszy problem, jestem zła i niedobra dla swoich
        najbliższych. To jakas paranoja.
        W kazdym razie dziękuję za słowa otuchy. Sama wiesz, że są dni, że takie słowa
        pomagają otulic naszą duszę i zakrwawione serce. A są dni, kiedy i słowa nie
        pomagają bo ... bo po prostu jest tak źle że nie pomagają.
        Może to chaotyczne co napisałam ale wierzę że dobrnęłaś do końca tego listu.
        pozdrawiam
        • magapi Re: Mamo dawidka 16.09.06, 13:19
          Przeczytałam Twój list uważnie i oczywiście w każdym słowie widzę siebie,swój
          dom,swoje problemy.Widzę,jak raz jest nieźle i nagle przychodzą chwile
          okropne...powiem ci coś,o czym być może jeszcze nie wiesz-ja odnalazłam spkój w
          Bogu.Nie,nie jestem jakąś fanatyczka,dewotką...po prostu na swój sposób
          rozmawiam z bogiem,modle się i czekam...i jest mi jakoś lżej,choć nie sądziłam
          ,że tak może być.Zwykle dobijały mnie sprawy dnia codziennego,problemy w
          pracy.dziś mam inne wartości,nie jest łatwo...ale daje radę...Tobie tez tego życzę

          A jeśli chodzi o kolejną próbę-uwierz,warto!Jeśli bedziesz gotowa-stanie
          się.Pozdrawiam!...Małgosia
          • mamadawida2 Re: Do Magapi 17.09.06, 12:45
            Wiesz Małgosiu...

            Dziekuję Ci za kolejne słowa otuchy.
            Ja podobnie jak Ty mam takie dni, że rozmawiam z Bogiem. Modlę się, chociaż
            trochę nieudacznie. Zwłaszcza kiedy czasami idę ulicą, zamykam sie w sobie i
            myslę. W milczeniu rozmawiam z Bogiem . Ale złapałam się na tym , że ( może to
            głupie ale tak jest) rozmawiam z Nim w myslach za posrednictwem Dawidka. Mówię
            mu, że jest tak blisko Boga, że jest tak blisko Matki Bożej i prosze aby
            wyprosil dla swoich rodziców i braciszka spokój ducha. Bo tak naprawdę tego
            najbardziej mi brak. wewnętrznego spokoju. Bo... kiedy jestem tak bardzo
            rozbita wewnętrznie nie radzę sobie z codziennymi problemami. Kazdy nawet
            najmniejszy problem jest dla mnie katastrofą, wpadam w panikę, zwłaszcza rano,
            wieczorem to mija i rano jest podobnie. Kiedy rano dopada mnie jakieś
            niepowodzenie, to przypominaja mi się kolejne problemy. I jak je wszystkie
            dodam do sibie to jest juz koniec. Zadnych pozytywnych myśli, po prostu
            wszystko jest u mnie na nie. Nic się nie uda, tego się nie da zrobić, tamto się
            juz skończy tragicznie. Rozumiesz? sama się nakręcam, ale to jest jakos
            niezalezne ode mnie. Czasami zastanawima się ile jeszcze jestem w stanie zniść.
            Myślę, że ni gorszego niż smierc własnego dziecka nie może mnie spotkać. I ze
            wszystko co sie teraz przytrafia to po prostu problemy dnia codziennego, które
            można prędzej czy pózniej rozwiązać. Tak myślę przez chwile. A potem znowu się
            nakrecam negatywnie. I tak mijają dni. To tak jakby były we mnie 2 osoby.
            jedna, która widzi wszystko w ciemnych barwach, która żyje tylko problemami,
            dla której wszystko jest końcem świata. I druga która mówi, " Słuchaj co
            jeszcze gorszego może cię spotkać niż smierc Dawida?. Weź się w garsc, to tylko
            codzienne problemy, które jutro miną . "
            Ale nie panuję nad ty Małgosiu, jestem po prostu strzępkiem nerwów. Mam
            momenty , że czuję wręcz że Dawidek nade mna czuwa, ale to trwa chwilkę.
            A potem.... ( patrz wyżej. I tak w kółko.
            Czy my jestesmy nienormalne? Czy po prostu jesteśmy kobietami, które maja
            serce, które maja emocje i dlatego reagujemy tak a nie inaczej.?

            Nie potrafie sobie na to odpowiedzieć.
            Pozdrawiam
            • magapi Re: Do Magapi 17.09.06, 21:01
              Jesteśmy całkowicie normalne i co więcej mamy prawo do zwariowanych emocji.Nikt
              nie ma prawa nas oceniać.Trzymaj się dzielnie...jeszcze się odezwę...
    • srubka_87 Re: Jutro minie rok, kiedy wyszłam ze szpitala i 16.09.06, 11:49
      moze jeszcze kiedys sie spotkacie [*]
    • egafokus Re: Jutro minie rok, kiedy wyszłam ze szpitala i 16.09.06, 18:58
      dla Dawidka [*]
      i duzo sily dla jego rodzicow
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka