tak piszę będąc na fali przemyśleń po lekturze

najpierw chciałam na zamkniętym,ale przecież o normalnych rzeczach piszemy,to co się ukrywac

?
kojarzycie ten nurt,wychodzący z "podziemia",o odlukrowywaniu macierzyństwa?uświadamiający,że dzieci z reklamy pieluch są ewenementem a poród jednak może bolec,a połóg to nie fiołki i bita śmietana?

tak sobie od wczoraj przemyśliwam-kto był na tyle łatwowierny,że w coś takiego wierzył?
przeczytałam dopiero felieton Chylińskiej,od której się ten ruch podobno zaczął
kobieta.interia.pl/news-macierzynstwo-to-sciema,nId,398598
czy którejś z Was wydawało się kiedyś,że macierzyństwo,cała ta fizjologia ciąży,porodu i połogu to niekończąca się bajka i taniec z gwiazdami?

owszem,są porody bezbolesne,relaksujące i nic,tylko rodzic

ale w naszym,wielodzietnym gronie,pewnie można by je na palcach policzyc.
nie chodzi mi o to,żeby znowu narzekac,że strasznie,trudno i w ogóle tragedia.bo nie spodziewałam się zbytnich atrakcji

i owszem,jestem raz zmęczona i najchętniej bym cofnęła czas i się zabetonowała

a czasem to mam tyle siły i wiary,że mogłabym adoptowac kilkanaścioro

może u mnie ten dystans pochodzi z tego,że długo przed swoimi porodami miałam praktyki na oddziale poporodowym,który jednak działa antykoncepcyjnie

?
dlatego zakładam,po przydługim wstępie,wątek-czy fizjologia macierzyństwa Was zaskoczyła?zmasakrowała?przeorała jak nic dotąd?
mnie fizycznie-nie.psychicznie-ta pierwsza.człowiek jednak był przyzwyczajony do niezależności...to był mój problem-wiecznie czegoś chcący mały człowiek...