Dodaj do ulubionych

lekturka na wolną chwilę;)

27.07.09, 19:32
Pisanie pojawia się w moim życiu jako sposób na to "coś" co w duszy gra, a trudno to "coś" wyrazić, namalować, etc. Jak wspomniałam w jednym z postów, sentymentalna istota ze mnie, a bagaż ostatnich miesięcy nastraja wyjątkowo mocno do wyrażania czegoś WIĘCEJ. Zerknijcie proszę Mamy w wolnej chwili, poczytajcie, oceńcie.
Dziękuję i pozdrawiam serdecznie z Południa!


Kasandra odczuwała przyjemne dla stanu ducha zadowolenie z całej wykonanej ostatnio pracy. Bardzo trudno było jej znieść stan rzeczy, kiedy miotała się pośród swoich obowiązków, a rezultaty jej starań były minimalne (w myśl surowego samosądu obywatelki „K” zdarzało się to dość często). Dzisiaj jednak, w ten deszczowy i pachnący lasem, piątkowy wieczór, czuła, że wszystko jest na swoim miejscu. Może zatem spokojnie przysiąść na werandzie i przeczytać kolejny tomik poezji Hilarowej. Był to tzw. błogostan - chwile rzadkie ale jakże budujące.
27 V 2009

Sentymentalne podróże przybrały ostatnio na sile.Pojedyncze wyprawy do Starego Miasta przywołały szereg wspomnień o tych wszystkich drogach, które ostatecznie doprowadziły Kasandrę do obecnego etapu życia. Do niecodziennych spotkań z Mateuszem, którego dobry duch zawsze pozostawiał w jej sercu pozytywne wibracje, a wyśmienite pierogi na długo syciły żołądek; do zasiedzenia i nadmiaru zadumy pośród pieluch, kaszek i tysiąca wydeptanych kroków na płytach chodnikowych. Kasandra lubiła swoje życie, chociaż etapy, kiedy ją nie rozpieszczało bywały nader uciążliwe. Te duchowe wyprawy pozwalały na nowo spojrzeć na to, co już jest i konfrontować ze światem oczekiwań sprzed lat – nie tyle wczenej dorosłości, co dzieciństwa pachnącego lasem, wyprawami na szczyty górskie, ale również bolesnym niepokojem. Ten właśnie niepokój nie pozwalał Kasandrze trwać w cichej cierpliwości. Była zachłanna nie tylko podróży sentymentalnych. Była zachłanna na wolnośc, którą niosą podróże autentyczne.
16 VI 2009

Niebo pachniało jeszcze drzewami. W uszach ciągle słychać było szum rzeki… Takie chwile zawsze przynosiły przyjemnośc oderwania się od codziennych zobowiązań (a ich siła rosła ostatnio gwałtownie). Ciśnienie, jakie Kasandrze udzielało się w tym stanie nieczęsto owocowało hospitalizacjami w sąsiednim szpitalu, ale dopiero w te wakacyjne dni miarka się przechyliła na niekorzyść dziewczyny. Cała przygoda zajęła wprawdzie jeden dzień w napiętym grafiku ostatnich tygodni, ale stała się punktem kluczowym dla dokonania radykalnych rozwiązań.
Zmęczenie rzadko kiedy bywało bodżcem motywującym w jej niedługim życiorysie, dlatego tuż po wyjściu z oddziału zdecydowała zrobić sobie wolne i po prostu spakowała plecak. Na szczęście najbliższe dni miała spędzić bez najbliższych, ale i tak wybrała zmiane otoczenia w celu (jak się zdaje) lepszego oderwania się od „ciśnienia codzienności”. Uświadomiła sobie właśnie, że ta praca, która tak sumiennie wykonuje przez 5 dni w tygodniu, nigdy nie spóźniając się na określoną godzinę, nie daje tak oczekiwanej satysfakcji. To przykra nieco refleksja, zważywszy na fakt, że starała się o nowe stanowisko przez kilka długich miesięcy, a arkusze i plany dla kierownictwa tworzyła często zarywając noce i weekendy. Hmmm. Czy jest zbyt surowa określając siebie „głupią”? Nie, prawdopodobnie nie. Lubiała powierzone zadania wykonywać z oddaniem, praca „po łebkach” pozostawiała uczucie niedosytu.
Taaak. To już koniec na dzisiaj z tym smutnym rozmyślaniem. Dzisiaj wieczorem miała przecież koncentrować się na dobrych stronach układu. W myśl planu rozpisanego jeszcze w autobusie tak własnie mialo być. Bo dobre strony medalu mają okreslać nowe horyzonty. Siły. Wiary. I pewności siebie. Że żyjąc tutaj nie starci cennego czasu.
9 VII 2009

Cierpienie. Mocno doskwierało w jej duszy. Nawet pies spoglądał z zadumą w oczach i prośbą o więcej uwagi. Lista skarg na siebie samą rosła każdego dnia bardziej. To smutne zjawisko w obliczu tylu zadań i obowiązków, które tak sumiennie starała się objąć swoim umysłem, sercem i parą pracowitych rąk. Przestała się cieszyć zwyczajną codziennością, bo tak jakoś myśli biegały wobec nadmiaru Pracy. I dopiero płaczące dzieci przynagliły do tego, żeby się zatrzymać i zastanowić.
Nad czym? … etapy życia wyznaczaja coś więcej z naszej tutaj obecności. Są te łatwiejsze, które jak ogień palą duszę radością, emocjami uniesienia i zaspokojenia na spełnienie. No i te trudy. Bolesne chwile wyrzeczeń i ograniczenia, chociaż perspektywa ostatecznego końca jest już tak bliska. Tak dawno nie była u Mateusza. Zaczynała łączyć brak czasu na cokolwiek z tęsknotą za jego wspierającą obecnością, filiżanką kawy z ekspresu. Tego popołudnia dzieciątko spało bardzo spokojnie, można by rzec, że wytrwale, w ciszy wspierało ten trudny proces twórczego spalania się. Jeszcze tylko ten jeden rok. Tylko ten jeden wycięty z kalendarza.
21 VII 2009

To wszystko było takie takie proste, normalne… Posiedzieć razem przy ognisku, pobiegać z dzieciakami po trawie, aż do złapania zadyszki  Chwile, które kryły w sobie magiczny urok, były czasami takie zwyczajne. Ciepłe gesty ze strony męża czy bliskich sercu czyniły zwyczajną codzienność bogatszą w te małe szczęścia i znowu napawały radością. Dziewczynie jej pokroju takie rzeczy nie przychodziły z łatwością, a jednak pokora życiowa, ktorej w ostatnich latach zbierała liczne lekcje, dawały o sobie znać. To także był powod do zadowolenia. Bo prosta prawda o bogactwie codziennego doświadczenia nabrała w końcu namaclanych kształtów. I to był powód do zadowolenia.
24 VII 2009
Obserwuj wątek
    • nata76 Re: lekturka na wolną chwilę;) 31.07.09, 05:45
      masz wiecej do czytania? jakas strone z tekstami? chetnie jeszcze
      poczytam.
      • pola468 Re: lekturka na wolną chwilę;) 05.08.09, 19:26
        Kochana, napiszę na priva, bo z moim dostępem do sieci nie ma na
        razie takiej opcji. Dziękuję za uwagę, pozdrsmile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka