19.10.05, 20:33
Nie wiem czy pojawil sie juz taki watek. Ale jak sobie radzicie na obczyznie
z rodzinami Waszych mezow, narzeczonych, partnerow? Jak zaakceptowac albo
zniesc zupelnie obcy swiat? I jak przy tym zachowac czastke siebie i nie dac
sie zwariowac
anka
Obserwuj wątek
    • wiedzma30 Re: tesciowe 19.10.05, 21:46
      Nasze sa daleeko smile)) Oprocz kuzynki mojej Mamy nie mamy tutaj nikogo
      bliskiego...

      P.S. Moj M czasami z wlasnej i nieprzymuszonej woli dzwoni do swojego - jak to
      mowi - "sloneczka"... smile))

      Sloneczko=tesciowa
      • viki2lav Re: tesciowe 19.10.05, 23:44
        u mnie tesciowa da sie lubic od slubu jeszcze bardziej mnie rozpieszcza, ma 2
        synow, jakos zawsze brakowalo jej dziewczyny w rodzinie wiec jest ok, pewnie
        ze sa zawsze jakies momenty, w ktorych potrafi mnie zdziwic, ale coz i tak
        jest the best!
    • syswia Re: tesciowe 19.10.05, 23:45
      smile Byl juz taki wateksmile ale dawno.
      Jak pisalam, z moja tesciowa sie dotarlysmysmile co nie bylo latwe, bo nalezymy
      nie tylko do innych generacji, ale i kompletnie roznych kultur, wyznajemy inne
      religie i mamy inna mentalnosc, a na dodatek obydwie nie nalezymy do
      najwylewniejszych (przynajmniej z pozoru).
      Udalo sie, mam bardzo dobry kontakt z tesciami, choc na poczatku byly problemy.
    • hannamay Re: tesciowe 20.10.05, 06:33
      to i ja dorzuce piec groszy o moich tesciach .. spotykam ich niestety tylko raz
      do roku i mardzo ich szanuje i kocham niczym swoich rodzicow. moja tesciowa to
      strasznie delikatna, lagodna i piekna osoba o wielkim sercu ( mozna moaj
      tesciowa zobaczyc wsrod zdjec "Nasza Ukochana Alexandra", a tesc to za swojego
      serce by oddal i do tego ma super poczucie humoru smile

      Ciesze sie ze pomimo takiej szalonej roznicy - i kulturowej i religijnej i
      mentalnej i jezykowej - rozumiemy sie i szanujemy bardzo mocno.

      Ostatnio widzielismy sie 4 tyg temu i do nastepnego razu musimy poczekac caly
      rok - ale jest telefon i komputer.. i chwala za to smile
      • cuciolo Re: tesciowe 20.10.05, 09:29
        Same pozytywne odpowiedzi. Niestety ja mieszkam we wloszech i moja tesciowa nie
        tylko jest troche niezrownowazona emocjonalnie choc dobry czlek, ale niestety
        bardzo zaborcza w stosunku do mojej corki a jej wnuczki.
        Wczoraj dostalam kolejny telefon z glupotami po ktorym klelam na czym swiat nie
        stoi. Potem nie bedac usatysfakcjonowana moja odpowiedzia zadzwonila do syna
        ktory w koncu ustawil sprawy jak nalezy. Stad moj post i szukanie jakiegos
        sposobu na akceptacje innego swiata
        • asia.sthm Re: tesciowe 20.10.05, 11:16
          Wspolczuje, wielka szkoda. Dobrze jednak ze masz oparcie w mezu.
          Dobre stosunki z tesciowa sa wiele warte.
          Ja mam najlepsza tesciowa pod sloncem i nic mnie nie kosztowalo ja pokochac.
          Wszystkie synowe - obecne i byle - ja kochaja i ona nas kocha.
          Wielki to luksus.
          Powodzenia smile))
          • cuciolo Re: tesciowe 20.10.05, 13:23
            Niestety dwie byle synowe ja nienawidza i maja sporo racji. Ja i obecna
            szwagierka, ktora jest 20 letnia smarkula, jakos to znosimy. Problem polega na
            tym ze chce sobie wypracowac jakas polityke, bo za nic w swiecie nie chce
            doprowadzic do tego zeby moj maz odszedl znowu z domu. W koncu to tez babcia
            dla mojej corki. Ale co tu kryc moja cierpliwosc zaczyna sie konczyc.
            I tak sobie myslalam ze moze ktos ma jakies rozwiazanie dla mnie albo przezywal
            jakies konflikty i podzieli sie swoim doswiadczeniem a co tu widze? istna
            sielanka w kontaktach. A ja mam 37 lat od 3 lat jestem we wloszech, usiluje
            szanowac tesciowa a ona za przeproszeniem mi sra na glowe. Eh chyba sie napije
            • jan.kran Re: tesciowe 20.10.05, 13:53
              Moja teściowa walnie przyłożyła się do rozpadu mojego małżeństwa.
              Najpierw tym jak wychowała swojego jedynaka a potem wieloletnim drążeniem i
              judzeniem.
              Chyba jedyny moment kiedy mogłam coś zadziałac to jej pierwsza wizyta w DE jak
              Młoda miał trzy miesiące.
              Trzeba było postawić granice , mąż był jeszcze młody i może by się dało coś
              zrobic, choć wątpię.
              O mojej tesciowej mogłabym pisać tomy ale po co ?
              Tylko mam jeden problem.
              Po naszym rozstaniu będąc w PL odwiedzałam teściów. Dzieci są u nich regularnie
              z Junior bardzo dużo bo mieszka tak jak ex jest w PL.
              Ponad rok temu teściowa zrobiła Młodej nieprzyjemny numer , nie po raz pierwszy.
              Jest po prostu wredna.
              Powiewedziałm że koniec , nie chcę jej więcej widzieć.
              Od tej pory nie byłam w PL ale wybieram się latem.
              Dzieci będą dziadków odwiedzać ja nie.
              Nie wiem co na to ex i teściowie ale muszę zamknąć ten rozdział.
              Kran.
              • cuciolo Re: tesciowe 20.10.05, 14:11
                I tu moj maz moze podac Ci reke. Nie zebym sie cieszyla choc mi jest z nIm
                dobrze, ale Jego matka razem z eks zona swoja glupota, egoizmem i uporem
                polozyly kreche na ich zwiazku. Teraz ja jestem z Nim, wiem ze musze chylic
                glowy, sluchac kretynstw, znosic osobe chora psychicznie, bo inaczej po prostu
                znowu sie urwie kontakt z domem rodzinnym. Chce tylko moc lepiej znosic Jej
                nachalnosc nawet na odleglosc. Niestety po ostatniej wizycie tydzien temu
                jeszcze mi nie przeszlo a o wczorajszym telefonie nie wspomne
                Zastanawiam sie czy znowu musi byc zadyma zeby sobie odpuscila szkolenie jak
                sie robi pranie, wieczne spazmy i nieustanne uwagi na temat mojego domu
                • asia.sthm Re: tesciowe 20.10.05, 14:23
                  Jesli jak mowisz tesciowa jest hmm..niestabilna psychicznie, ale masz ja na
                  znaczna odleglosc to jedynym sensownym rozwiazaniem wydaje mi sie odgrywanie
                  jakiegos teatralnego spektaklu.
                  Ustal z mezem zasady wizyt w domu tesciowej i jej wizyty u was. Krakowskim
                  targiem co druga z twoim udzialem, co druga bez twojego udzialu.
                  Raz w tygodniu albo co drugi tydzien wink wykonaj telefon do tesciowej i zadaj
                  jej za kazdym razem 100 pytan dotyczacych prowadzenia domu, prania, sprzatania,
                  wychowywania dzieci. Czego nie chcesz to nie sluchaj, a co ci wpadnie w ucho
                  mozesz przyjac lub odrzucic. Po prostu umecz ja zadawaniem pytan i rob swoje.

                  Najwazniejsze ze razem nie mieszkacie.
                  I tak wydaje mi sie, ze wloskie tesciowe sa ogolnie lepsze od polskich , ha ha
                  zaraz gromy sie na mnie posypia. wink
                  • cuciolo Re: tesciowe 20.10.05, 14:29
                    Nienawidze cwierkac przez telefon ale przyznam ze to dobry pomysl. Ona jest
                    mistrzynia sprzatania i ma pokojowke ktora sprzata codziennie i ona sprzata
                    codziennie po pokojowce. Taka gospodarska wazelinka czuje ze mi uratuje zycie
                    Maz mnie rozumie i stoi okoniem za mna. Dzieki
                    Niestety nie zdobede sie na teatralnosc jak moja mlodociana szwagierka:
                    jestescie dla mnie jak ojciec i matka
                    • monika_a_b Re: tesciowe 20.10.05, 18:33
                      Ach, te teściowe... sad(( Sporo mogłabym na ten temat napisać... Miałam dwie
                      super teściowe - i super teściów wink - w moich poprzednich związkach... Niestety
                      ich synalkowie nie byli tacy super... wink Teraz mam najwspanialszego pod słońcem
                      męża, za to jego rodzice, a szczególnie matka... sad(( Cóż, widocznie nie można
                      mieć wszystkiego... smile Na całe szczęście mieszkają wystarczająco daleko,
                      chociaż tyle...
                      Powiem w skrócie: po tym co mi w poprzednim roku zaserwowała najbliższa
                      rodzinka mojego męża straciłam dla nich cały szacunek należący się drugiej
                      osobie... Dla mnie stwierdzenie, że meksykańskie matki są bardzo zazdrosne o
                      swoich synów nie jest żadnym wytłumaczeniem ich absurdalnego zachowania.
                      W ubiegłym roku mieliśmy wziąć ślub w Niemczech, oczywiście wszystkimi sprawami
                      papierowymi musiałam zająć się ja, bo w końcu byłam na miejscu, i robiłam to
                      jak tylko mogłam najszybciej, pomimo że znajdowałam się w okresie najgorszej
                      nauki do egzaminów (Lehramt), przy czym też pracowałam o ile się dało... Matka
                      mojego męża chciała przyjechać na nasz ślub, czym byłam naprawdę ucieszona, w
                      innym razie nie było by nikogo z jego strony na ślubie... Moi rodzice
                      zaproponowali jej więc nocleg w ich domu oddalonym o pół godziny drogi
                      samochodem od mojego akademika (moja mama nawet myślała o kursie hiszpańskiego,
                      aby lepiej się obydwie porozumiały, bo teściowa uważała, że ona sobie sama nie
                      poradzi w Niemczech - pomimo znakomitej znajomości angielskiego-, wszędzie
                      musimy towarzyszyć, krok w krok...). Ona oczywiście odrzuciła propozycję,
                      bo "się wstydzi obcych (!) ludzi" i chciała spać w moim akademiku 17,5 m2,
                      razem z nami! Ja się na to oczywiście nie chciałam zgodzić. A ona tak zakręciła
                      swoim synem (co jakis czas tak nim manipulowała), że ten poprosił mnie o 2
                      tygodnie na przemyślenie naszego związku... To były dwa najgorsze tygodnie
                      mojego życia, na tydzień przed rozpoczęciem egzaminów... Do tego musiałam kuć
                      dzień i noc na te egzaminy, zdałam je nawet dobrze, chociaż nie wiem jakim
                      cudem... Dużo osób oblało... Z tłumaczenia na francuski (profesor psychopata) z
                      10 osób zdały tylko dwie (koleżanka i ja), podaje jako przykład... Reszta albo
                      nadrabiała ustnymi, albo startowała pół roku później w następnej turze
                      egzaminów... A mnie nie było stać na powtórki, więc robiłam co mogłam...
                      Chodziłam do psychologa, brałam proszki, nie spałam po nocach analizując każde
                      zdarzenie i szukając we wszystkim mojej winy... Po prostu nie wyrabiałam tych
                      wszystkich stresów: nie dość że miałam te cholerne egzaminy, to jeszcze mój
                      związek się sypał... Napisałam więc do teściowej długi mail, w którym prosiłam
                      ja o uwzględnienie sytuacji, stresów które przechodzę, przez co jestem nerwowa
                      i ją za to przepraszam, uwzględnienie naszej wzajemnej miłości... Prosiłam ją
                      też o zatroszczenie się o syna, o naiwności! Odpisała mi, ze powinnam pójść do
                      psychiatry (!!!), jeśli sobie nie radzę za stresem, bo JEJ syn zasługuje na
                      dobre życie etc. Ani jednego dobrego słowa w moją stronę... Bo JEJ syn na wiele
                      zasługuje... Owszem, ale co ze mną? Ja chyba też? Jego siostra (z którą ma
                      bardzo dobry kontakt) odpisała mi w trzech liniach, że jeśli go kocham to
                      powinnam mu pozwolić odejść (!), jeśli kocha, to wróci do mnie i będzie na
                      wieki mój, jeśli nie, to lepiej tak dla niego... Ani jednego dobrego słowa co
                      do mnie... Krzty zrozumienia mojej wyjątkowj sytucji... Pocieszenia... Nic...
                      Tak jak zawsze z ich strony góra lodu... Tyle razy próbowałam ich do mnie
                      przekonać, ale z marnym skutkiem... Robiłam co mogłam, gotowałam pyszności,
                      dzwoniłam na urodziny etc., ale nic... Na całe szczęście mój mąż otrząsł się z
                      nadmiaru rodzinnej miłości (istna telenowela, w której mi przypisano rolę tej
                      złej, która chce rodzinie odebrać syna i brata... brrr...), i od tego czasu nie
                      daje swojej matce sobą manipulować... Długo, bardzo długo dochodziłam do siebie
                      po tych wszystkich stresach... To było za dużo jak dla mnie...
                      Ślub wzięliśmy już w Seattle, bez obecności rodziców tak jego jak i moich - moi
                      to zrozumieli, po tym jak mnie widzieli w poprzednim roku... To nie byłam ja, a
                      jakis duch chyba... A jego rodzice - tak szybko bierzecie ślub? Czy aby niezbyt
                      pochopnie? Dodam, że zaręczeni byliśmy od 13. grudnia 2002 roku... Po naszym
                      ślubie NIKT z jego rodziny mi nie gratulował wejścia do rodziny, tak jak ja to
                      sobie mimo wszystko romantycznie wyobrażałam (oj durna, durna...)... Co gorsze,
                      rozmawiając z teściową w dniu ślubu kazała mi pozdrowić moją mamę w związku z
                      meksykańskim Dniem Matki przypadającym na następny dzień... Cóż, przynajmniej
                      nie uważa teraz moich rodziców za obcych... wink Teść po naszym ślubie
                      rozmawiając z moim mężem każe przekazać pozdrowienia dla mnie... Mój mąż
                      stwierził, że on po prostu się poddał... Ale pomimo tego, że mój mąż się śmieje
                      z co niektórych komentarzy itd., wiem że bardzo przez to cierpi.. I żal mi go,
                      ale cóż...
                      W tym roku po raz pierwszy teściowa zadzwoniła do mnie z gratulacjami na moje
                      urodziny... Biorę to za dobrą monetę, ale mam juz do niej zaufania... Przy
                      telefonie ćwierkam i wszystko jest cacy... Pomimo, że nienawidzę hipokryzji,
                      musiałam się jej nauczyć, inaczej wykończyłabym sie psychicznie... Hipokryzja
                      to choroba narodowa Meksyku, tak mi powiedzała koleżanka Meksykanka... Znasz
                      powiedzonko: jeśli wchodzisz między wrony musisz krakać tak jak one... Innego
                      wyjścia nie widzę...
                      Moja teściowa ostatnio próbowała ZABRONIĆ mojemu mężowi robienie prawa jazdy na
                      motocykl, jego wielkie marzenie... Krzyczała na niego przez telefon... Mój mąż
                      ma niesamowite pokłady cierpliwości, ale wtedy też mu poszły nerwy i powiedział
                      co nieco... Przykro mi, gdy widzę jak cierpi gdy rozmawia z rodzicami i ci
                      miedzy wierszami wypominają mu (ale nigdy dobitnie! tak tylko drążą skałę...
                      perfidia...), że mieszka tak daleko... A dwoje jego rodzeństwa mieszka pod
                      bokiem rodziców, więc rodzicom łatwiej jest kontrolowac ich życie... Ech,
                      smutno mi... Ale mimo tego cieszę się, że przynajmniej na początku naszego
                      małżeństwa możemy mieszkać daleko od teściów...
                      Sorry za taki długi post, tak jakoś zachciało mi się wyrzucic co nieco ze
                      mnie...
                      Cuciolo: moja rada jest taka jak i Asi.sthm: ćwierkaj przez telefon, a swoje
                      rób... I staraj się ograniczyć kontakt męża jak i twój z teściową... Wyjdzie
                      wam to na zdrowie... Ale broń Boże nie mów źle na matkę twego męża w jego
                      obecności... On i tak pewnie stoi między młotem i kowadłem... Czasami nawet
                      lepiej jest usprawiedliwić (tak, tak) przed twoim mężem jakąś głupotę twojej
                      teściowej np. a to zapomniała, a to ten wiek, a to ma za dużo stresów na
                      głowie... Staraj się tym nie przejmować, szkoda twego zdrowia...
                      Pozdrawiam bardzo sedecznie... smile
                      • cuciolo Re: tesciowe 20.10.05, 19:52
                        Postaram sie jak zwykle robic dobra mine do zlej gry zwlaszcza, ze jedziemy do
                        nich na wszystkich swietych. Zawsze sie miotam w moich doznaniach czy mam jej
                        dosc czy jej wspolczuje. Dzieki za wszystkie odpowiedzi
                        I ciesze sie ze wiekszosci uklada sie zycie z tesciami
                        anka
                    • syswia Re: tesciowe 20.10.05, 19:53
                      Ja tez nie cierpie cwierkac przez telefon i na poczatku, wierz mi, bylo bardzo
                      ciezko. Praca, ciezka praca to byla, ale i dobra moja i mojej tesciowej wola.
                      Moja tesciowa na poczatku nie chciala, aby jej syn sie ze mna ozenil. Wiercila
                      mu tak dlugo dziure w brzuchu "zeby sie zdecydowal", ze chlopina w koncu stanal
                      okoniem i pewnego pieknogo pololudnia oswiadczyl rodzicom, ze sie ze mna zeni i
                      podal date. Kto choc troche zna kulture poludniowo azjatycka, wie jak bardzo
                      obrazoburcze to bylo. Jak juz to przelknela, to zaczela go emocjonalnie
                      szantazowac, twierdzac, ze ja i on musimy zamieszkac z tesciami, bo "ona chce
                      mnie poznac". Kto zna choc troche tamtejsze zwyczaje, wie, ze w wielu
                      przypadkac oznacza to kompletna kontrole tesciowej nad synowa. Odmowilismy.
                      Tesciowa sie obrazila. Wyszlismy wczesniej z przyjecia po slubie cywilnym, zeby
                      uczcic samotnie te okazje. Wszyscy to zrozumieli, ona sie obrazila. Potem bylo
                      pare numerow z kulminacja jakies pol roku pozniej, kiedy ona zaczela planowac
                      inny termin mojego slubu katolickiego, ktory mial sie odbyc w Polsce. Itd itd,
                      moznaby wyliczac godzinami. Wiec nie od razu bylo cukierkowo. Bylo wiele rozmow
                      mojego meza z nia i moich prob zblizenia sie do niej. I sie oplacalo. Moja
                      tesciowa bardzo sie zmienila na plus (i wiele osob z boku to dostrzega) -
                      zrobila sie bardziej tolerancyjna. Ja tez sie zmienilam, bo rozumiem, z czego
                      wyplywaja jej racje i nauczylam sie troche manipulowac uzywajac jej wlasnych
                      argumentow. Do swojego sukcesu zaliczam fakt, ze przenigdy nie psioczylam
                      nieparlamentarnie na tesciowa w obecnosci meza i przenigdy nie dopuscilam do
                      otwartej konfrontacji miedzy mna a tesciowa. Zawsze posrednikiem byl moj maz.
                      • asia.sthm Re: tesciowe 20.10.05, 20:19
                        Syswia , opowiedz jak powiesilas sari w oknie - ja uwielbiam ten twoj pomysl i
                        wyrazy uznania od twojej tesciowej.
                        Buzka.
                        • monhann2 Re: tesciowe 20.10.05, 21:20
                          Syswia, ja tego jeszcze nie slyszalam. Opowiedz, please!!!!
                          • cuciolo Re: tesciowe 21.10.05, 08:25
                            No opowiedz Syswia. W trakcie jednej z mojej wizyt w polsce moj maz poprosil
                            swoja mame o uporzadkowanie recznikow w mojej szafie. A jakze uporzadkowala i
                            powiesila nam zaslonki. Zadyma byla ze hej po powrocie

                            • frankie36 Re: tesciowe 21.10.05, 17:09
                              Poczytacie o tym w watku do ktorego podalam link ponizejsmile))
                            • syswia Re: tesciowe 21.10.05, 19:31
                              No jest w linku ponizej.
                              Ja po prostu sobie wykombinowalam, ze jak ciagle bede sie jej pytac o glupoty,
                              to ona bedzie miala poczucie, ze licze sie z jej zdaniem i odpusci sprawy dla
                              mnie istotne (np jak termin mojego polskiego slubu... chociazby). Wiec czesto
                              pytam o kwestie dotyczace hinduskiego gotowania i ubioru (sari, kalwar kamiz-
                              y), w ktorych jest ekspertem. Ona ma ogromna radoche z tego, ze jest
                              autorytetem, a ja mam wolna reke w innych kwestiach. Na poczatku to bylo troche
                              jak odrabianie panszczyzny, ale potem zrobilo sie przyjemniej. Rezultat: moja
                              tesciowa chwali mnie publicznie za swietna kuchnie... ba, nawet sama do mnie
                              dzwoni, zeby sie poradzic; a nawet kupuje mi te stroje PO skonsultowaniu sie ze
                              mna w kwestii kroju i koloru (przedtem kupowala mi to co jej sie podobalo, a
                              jak latwo sobie wyobrazic gusta mamy inne (dla wyjasnienia: to tesciowej
                              obowiazek/taki zwyczaj/ zaopatrzyc synowa w garderobe, wiec nie jestem tu
                              niewdziecznica, co to tylko grymasi).
                              Wiec moja rada jest taka: pytac o pierdoly, sluchac, puszczac kolo ucha i robic
                              swoje. Np. w kwestii prawa na motocykl: wysluchac zdania tesciowej, powiedziec
                              jej ze absolutnie ma racje, ze to niebezpiecznie jest szybko jezdzic motocyklem
                              i przyrzec ze nie bedzie sie niebezpiecznie w ogole jezdzic, po czym zrobic
                              prawko i nic o tym nie wspominac... w koncu mieszka tak daleko... bedzie
                              wybebeszac Twojemu nezowi portfel po roku, zeby sprawdzic, czy ma to prawo?
                              Sprawa umrze smiercia naturalna i tyle.
                              Polecam takze od czasu do czasu zadzwonic w niezwykle pilnej kwestii: bulgoce
                              ci wlasnie cos tam meksykanskiego na kuchence, a ty nie masz pojecia jakie
                              najlepsze przyprawy dodac, a ona jest ekspertem... absolutnie nie dasz sobie
                              bez niej rady. Tydzien pozniej wykonac telefon "follow up" mowiac, ze po prostu
                              tak pysznego XXX meksykanskiego to jeszcze nigdy ci sie nie udalo ugotowac, a
                              to tylko dzieki niej...
                              i tak raz na dwa tygodnie ... tylko musisz byc kreatywna w wynajdywaniu
                              problemow, bo sie zorientujesmile))))
                              • asia.sthm Re: tesciowe 21.10.05, 20:02
                                Syswia, oglaszam cie Specjalistka od Dobrych Ukladow z Tesciowa - SODUT
                                smile)))))))
                                Medal ci sie nalezy.
                                • cuciolo Re: tesciowe 21.10.05, 23:45
                                  Gratulacje Syswia. Jestes mistrzynia Swiata w dyplomacji
                                  Moja tesciowa nie lubi gotowac ale za to dzielnie miotla i scierka macha. To
                                  jej pasja zyciowa-sprzatanie. To co mam sie Jej pytac jakiej scierki najlepiej
                                  uzywac do zmywania podlogi? Bo szkolenie na temat prania przescieradel i
                                  wieszakow na mokre rzeczy juz mi udzielila
                                  bardzo lol
                                  • asia.sthm Re: tesciowe 22.10.05, 00:09
                                    Kochana Anko, badz dyplomatka i naucz sie doceniac dobor najlepszej scierki
                                    dostepnej na rynku slonecznej Italii wink))
                                    Dyplomacja mozna wiele - spytaj madrych politykow.
                                    Jesli sie chlopa kocha to trzeba troche dla niego pocierpiec.
                                    Ja stawialabym na zaprzyjaznienie sie z jego matka.
                                    Jesli sie swojego chlopa nie kocha to wsio rawno, niech sie dzieje co chce.
                                    ( to ostatnie to glupi zart)
                                • syswia Re: tesciowe 22.10.05, 00:18
                                  He he he, dzieki.
                                  A medal to do reki, czy na szyje?smile)))
                                  • asia.sthm Re: tesciowe 22.10.05, 00:25
                                    Jeden to malo.
                                    Masz obydwa smile))

                                    a do golebnika to zajrzalas ?
                                    • syswia Re: tesciowe 22.10.05, 02:01
                                      A juz taksmile Sprawa zalatwionasmile
                                      Dzieki
    • frankie36 Re: tesciowe 21.10.05, 06:46
      O tesciowych pisalysmy jakis rok temu,podaje link do tamtego watku:

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16726&w=13656274&a=13656274
    • gosia_t Re: tesciowe 21.10.05, 08:04
      Moja tesciowa jest w porzadku. Nie trudno ja bylo pokochacsmile. I tesc tez jest
      dobry. Lubie do nich jezdzic i lubie kiedy nas odwiedzaja. Wiem, ze zawsze
      mozemy na nich liczyc i to jest bardzo wazne.
      • kasia157 Re: tesciowe 21.10.05, 10:17
        No wlasnie. My wogole nie mozemy liczyc na tesciow. Zyja swoim zyciem i mam
        wrazenie, ze malo co ich obchodzimy, choc pozory, ze jestesmy b. wazni lubia
        oczywiscie zachowac. Niewazne, ze ich nigdy nie ma jak sa potrzebni, jak
        przyjda urodziny to chocby sie palilo, walilo cala rodzina musi sie stawic w
        komplecie i udawac ze jestesmy bardzo zzyta, kochajaca sie rodzina.
        Moje stosunki z tesciowa sa poprawne, ale to wszystko co moge o nich
        powiedziec. Mysle, ze nas wlasnie podzielila roznica kulturowa, mentalna,
        pokoleniowa, jezykowa, religijna. Mysle, ze sie staralam przelamac ten mur
        pozorow, rozmawiac z nia szczerze i otwarcie, ale sie nie udalo. Teraz nasze
        kontakty ograniczaj sie do wymiany nic nieznaczacych zdan o pogodzie, dzieciach
        itp. Poddalam siesad
    • ulinha Re: tesciowe 22.10.05, 00:07
      Mnie niestety tesciow nie bedzie dane poznac... Mam za to "o-malo-co"
      szwagierki (tak sie chiba nazywa siostry meza...), ktore sa w wieku moich
      rodzicow. Jak na razie widze ze mnie zaakceptowaly, choc ich pierwszy komentarz
      byl: "fajna, ale dlaczego taka mloda..." na co ja odpalilam "shit happens"wink
      Sa bardzo mile i otwarte, choc widze ze najmlodszego brata chca traktowac
      po "matczynemu", wiec z miejsca awansowalabym na... trzy tesciowewink
      Wiem ze pewno jeszcze bede sie musiala wkupywac w "laski", ale jestem dobrej
      mysliwink i czekam niecierpliwie na dzien, kiedy bede mogla wreszcie sobie z
      nimi normalnie pogadac. Ale do tego potrzebny bedzie jezyk portugalski...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka