jan.kran
28.11.05, 14:14
Ciągle mam takie dylematy.
Na ulicy w zimnie siedzą ludie , żebracy. Zaczepiają mnie na ulicy. Ja
nigdy nie daję pieniędzy . Dam grajkowi ulicznemu , dzieciom sprzedjącym swoje
wyroby na cel charytawny ale nie komuś proszącemu o wsparcie na ulicy.
Ostatnio w centrum Oslo widziałam scenę która mnie poruszyła. Dziewczyna,
młoda , wyglądająca na Pakistankę klecała na ulicy z kubkiem na pieniądze.
Nie dałam Jej pieniędzy ale zauwżyąłm młodziutka dziewczynę która weszła do
pobliskiego sklepu i wyszła z kubkiem ciepłej kawy i jakims ciepłym jedzeniem.
Widac było wdzięczność ze strony tej proszącej.
Ja następnym razem zrobię to samo.
Moja Bratowa w PL nie daje pieniędzy ale kupuje proszącym jedzenie.
A z zupełnie innej parafii ale podobnej. Co sądzicie o akcjach charytatywnych
typu: umierające dziecko potrzeebuje 100 000 dolarów na operację?
Mi się serce kroi ale czy mogę pomóc wszystkim ... i kogo wybrać ?
Kran