Dodaj do ulubionych

Problem moralny.

28.11.05, 14:14
Ciągle mam takie dylematy.
Na ulicy w zimnie siedzą ludie , żebracy. Zaczepiają mnie na ulicy. Ja
nigdy nie daję pieniędzy . Dam grajkowi ulicznemu , dzieciom sprzedjącym swoje
wyroby na cel charytawny ale nie komuś proszącemu o wsparcie na ulicy.
Ostatnio w centrum Oslo widziałam scenę która mnie poruszyła. Dziewczyna,
młoda , wyglądająca na Pakistankę klecała na ulicy z kubkiem na pieniądze.
Nie dałam Jej pieniędzy ale zauwżyąłm młodziutka dziewczynę która weszła do
pobliskiego sklepu i wyszła z kubkiem ciepłej kawy i jakims ciepłym jedzeniem.
Widac było wdzięczność ze strony tej proszącej.
Ja następnym razem zrobię to samo.
Moja Bratowa w PL nie daje pieniędzy ale kupuje proszącym jedzenie.

A z zupełnie innej parafii ale podobnej. Co sądzicie o akcjach charytatywnych
typu: umierające dziecko potrzeebuje 100 000 dolarów na operację?
Mi się serce kroi ale czy mogę pomóc wszystkim ... i kogo wybrać ?
Kran
Obserwuj wątek
    • nocny.lot Re: Problem moralny. 28.11.05, 14:29
      Kranie, mysle, ze kazdy, kto umie jeszcze cokolwiek poczuc... Wiadomo.
      A jednak od zawsze uwazam, ze filantropia (wielka i mala) jest tylko doraznym rozwiazaniem,
      paliatywem, plastrem na gleboka rane.
      Wiem, slowo rewolucja jest przysypane zuzlem historycznym, takze - gdy mowa o rewolucji
      sumienia.
      Bardzo mnie ciekawi to, kiedy do swiadomosci ogolu dotrze, ze Karol Wojtyla byl socjalista.
      • viki2lav Re: Problem moralny. 28.11.05, 14:43
        ja jestem za takim pomaganiem "tu i teraz" oraz "bez posrednika", tak jak ta
        dziewczyna, zalatwila sprawe najwazniejsza, glodu, dachu nad glowa nie
        wyczaruje nikt /chyba.../ zrobila to co mogla. i to jest najwazniejsze.
        • blaubeeree Re: Problem moralny. 28.11.05, 14:53
          viki2lav napisała:

          > ja jestem za takim pomaganiem "tu i teraz" oraz "bez posrednika", tak jak ta
          > dziewczyna, zalatwila sprawe najwazniejsza, glodu, dachu nad glowa nie
          > wyczaruje nikt /chyba.../ zrobila to co mogla. i to jest najwazniejsze.

          Tylko ze czasami Ci proszacy nie chca ani bulki ani nic cieplego..tylko
          pieniadze a wtedy robie sie baardzo zla i obiecuje sobie,ze juz nigdy wiecej..
          smutne to,niby chce sie pomoc a osoby te "niby" glodne nie chca nic do jedzenia..
          • kociaszek Re: Problem moralny. 28.11.05, 15:31
            wiesz kran, ja zazwyczaj nie wspomagam osob mlodych i w sile wieku.
            w choroby nie wierze, wole wplacic bezposrednio na charytatywna fundacje.
            Grajkom na ulicy jak ladnie graja wrzucam pieniazek.
            Starszym osobom rowniez.
            I niezmiennie ludziom, ktorzy zebrza razem z psami, daje z nadzieja, ze cos skapnie i dla psiny.
            • kociaszek Re: Problem moralny. 28.11.05, 15:31
              i dziciom jesli prosza o jedzenie...
          • triskell Re: Problem moralny. 28.11.05, 17:29
            blaubeeree napisała:
            > Tylko ze czasami Ci proszacy nie chca ani bulki ani nic cieplego..tylko
            > pieniadze a wtedy robie sie baardzo zla i obiecuje sobie,ze juz nigdy wiecej..
            > smutne to,niby chce sie pomoc a osoby te "niby" glodne nie chca nic do jedzenia
            > ..

            Wiesz, długie lata temu usłyszałam historię, która chyba trwale ukształtowała
            mój pogląd na tą sprawę. Do mojej Babci, która już od 30 lat nie żyje a wtedy
            była emerytką, zadzwoniła kiedyś do drzwi Cyganka. Opowiedziała bardzo
            wzruszająco o głodzie i prosiła o pieniadze na bułkę. Babcia była dzień przed
            dostaniem emerytury i po prostu tych pieniędzy nie miała. Ale przygotowała
            kobiecie bułkę z "okładem". Po paru godzinach zastała bułkę i jej zawartość
            rozsmarowaną na drzwiach do swojego mieszkania.

            Oczywiście, że to pojedynczy przypadek, ale jakoś tak zawsze, gdy ktoś prosi
            mnie o pieniądze "na jedzenie", przypomina mi się ta historia. I już
            wielokrotnie szłam z taką osobą do najbliższego sklepu i kupowałam bułkę, coś do
            picia, itp. Na szczęście jak do tej pory trafiałam na osoby, którym to wyjście
            chyba odpowiadało.

            Buskerom wrzucę pieniążka jeśli to, co grają mi się podoba. Uważam to, co robią
            za pewnego rodzaju pracę i jeśli jest dobra, to moim zdaniem zasługuje na
            zapłatę. We Wrocławiu stała czasami (nie wiem, czy jeszcze stoi, bo w tym roku
            się na nią nie natknęłam) kobieta śpiewająca arie sopranem, jej na przykład
            często coś wrzuciłam. Natomiast ktoś rzępolący na gitarze i fałszujący
            "Przeżyyyyyyj to sam" pieniędzy ode mnie nie dostanie.
    • wiedzma30 Re: Problem moralny. 28.11.05, 16:34
      Ja poznalam osobe, ktora przez rok mieszkala na ulicy. Oczywiscie wypytywalismy
      sie o rozne sprawy.
      To czym moge sie podzielic - ponoc 95% z osob mieszkajacych na ulicy mieszka
      tam z wlasnego wyboru. Nie chce pomocy od miasta (no, oprocz jedzenia -
      przynajmniej tutaj miasto zywi takich ludzi), tak jest im dobrze - nie musza
      sie martwic o nic, przestrzegac zasad (nie chca isc do schronisk, bo tam trzeba
      je porzestrzegac), a ludzie zawsze rzuca jakis grosz... Jedynie malenka czesc
      tych osob jest bezdomna nie z wlasnego "widizmisie" tylko z powodu
      jakichs "zawirowan" w zyciu, ale tacy ludzie korzystaja z pomocy, ida do
      schronisk, staraja sie odbic i wrocic do zycia.
      To byloby tyle w skrocie...

      Jak mieszkalam we Lwowie, to tam zebraly tlumy cyganskich dzieci... U mnie w
      miescie zreszta tez... Ale to juz inny rodzaj zebractwa - rodzice, mezowie
      wystawiaja na ulice dzieci, zony, a pozniej przyjezdzaja po nie jakims fajnym
      autkiem... I po co im pracowac?..

      We Lwowie przed koncem miesiaca wychodzily na ulice babcie, dziadkowie...
      Strasznie to bylo przykre. Byli czysto ubrani. Widac bylo, ze bylo im wstyd,
      ale napewno brakowalo im pieniazkow na przezycie do konca miesiaca... Nigdy nie
      bylo ich widac caly miesciac, tylko pod koniec... Jedna babcie to chyba
      zapamietam na zawsze...
    • mon101 Re: Problem moralny. 28.11.05, 17:24
      Pamietam kiedy w Warszawie pelno bylo na chodnilach Rumunek z niemowlakami, to
      tez kupowalm czesto picie i owoce. Teraz nie daje pieniedzy do reki, bo
      najczesciej nie ida one na jedzenie tylko do posrednikow wykorzystujacych
      biednych ludzi. Daje jednak co miesiac pieniadze na Czerwony Krzyz, ktorego
      jestem czlonkiem (biernym, czyli tylko daje pieniadze), Jestm tez "fadder" w
      SOS wioskach (SOS Kinderdorf), nie dla specjalnego dziecka tylko dla wioski.
      Mam zaufanie do tych dwoch organizacji.
      • triskell Re: Problem moralny. 28.11.05, 17:35
        Nie wiem, czy to było przyklejane w całej Polsce, czy tylko we Wrocławiu, ale we
        wrocławskich autobusach swego czasu były nalepki z ręką wrzucającą pieniążek do
        dziurawego kapelusza, nawołujące do tego właśnie, żeby jeśli się daje, dawać
        organizacjom (takim jak Caritas czy Czerwony Krzyż), które najlepiej
        zagospodarują te pieniądze.

        Zgadzam się też z tym, co ktoś napisał powyżej, że często homelessness to styl
        życia wybrany świadomie. Poznałam kilku tutejszych mieszkańców ulicy i wiem, że
        w ich przypadku jest to kwestia _wyboru_ takiego a nie innego stylu życia i że
        pomoc była im przez miasto oferowana. Choć gdy na dworze jest tak potwornie
        zimno, jak teraz, to trudno nie myśleć o nich z odrobiną współczucia, nawet
        wiedząc, że sami to wybrali.
        • tamsin Re: Problem moralny. 28.11.05, 17:42
          przypominialo mi sie jak juz niezyjacy Peter Jennings (popularny tutaj
          dziennikarz) kupil zupe dla bezdomnego. Zaniosl mu ja, a zamiast podzieki,
          bezdomny mu na to, ze za duzo soli ma i on zjesc jej nie moze, bo mu cisnienie
          podskoczy. Nie wiem czy Jennings'owi podskoczylo cisnienie jak musial zabrac te
          zupe smile)
          Z wlasnego podworka, idziemy z kolezanka centrum Bostonu, a tam wiadomo grupki
          bezdomnych sie ustawiaja o ustalonych porach albo pod sklepem alkoholowym albo
          pod stolowka dla bezdomnych. Przejsc sie kolo nich nie da, bo zagradzaja caly
          chodnik, a przejsc na druga strone ulicy tez ciezko bo samochody jezdza. Wiec
          zastanawiam sie jak my przez ten tlum bezdomnych ale bardzo zaczepiajacych,
          przejdziemy, gdy moja kolezanka wyjela pelna garsc drobniakow i...sezamie
          otworz sie - tlum sie rozstapil...Bylam pelna podziwu dla jej stylu
          nawigacyjnego smile)
        • elagrubabela Re: Problem moralny. 28.11.05, 17:50
          Daje gdy moge i bardzo staram sie nie oceniac. Najlatwiej przychodzi mi dawac
          starym pijakom, zniszczonym narkomanom, spitym na umor Natives czyli tym
          wszystkim, ktorzy juz sie raczej nie wydobeda ze swojego dna. I mysle czasem,
          ze jezeli moj dolar czy dwa pomoze Im kupic butelke taniego alkoholu i da Im
          choc 5 minut szczescia to co wiecej trzeba? Trudniej jest mi dawac mlodym,
          wygladajacym na zdrowych, ze zwierzetami czy z dziecmi. To sa moim zdaniem Ci,
          ktorzy jeszcze maja szanse dla siebie, bo sa instytucje, ktore Im chetnie
          pomoga a i o motywacje latwiej gdy sie ma psa czy dziecko. Najmniej chetnie
          daje grajkom, mimom i innym performers - mam poczucie, ze wymuszaja na mnie
          zaplate za usluge (przedstawienie), o ktore wcale nie prosze. Ale generalnie
          daje chociaz odkad uzywam debit w placeniu coraz rzadziej mam odpowiednia ilosc
          drobnych przy sobie. Tak wiec to nie jest dla mnie dylemat moralny tylko
          praktyczny brak gotowki, ktory mnie czasem powstrzymuje.
          Elka
    • sylwek07 Re: Problem moralny. 28.11.05, 17:42
      wiedzma30 wiesz kto teraz prosi o pomoc we Lwowie ,starsi ludzie Polskiego
      pochodzenia ktorzy nie maja za co zyc a do Polski nie moga przyjechac..
      • wiedzma30 Re: Problem moralny. 28.11.05, 17:59
        Sorry, ale to co mowisz, to chyba lekka przesada... sprawdzales im dokumenty?..

        A starsi ludzie ukrainskiego czy rosyjskiego pochodzenia, ktorzy nie maja za co
        zyc, to niby skad maja brac?!
        • sylwek07 Re: Problem moralny. 28.11.05, 21:59
          wiedzma30 napisała:

          > Sorry, ale to co mowisz, to chyba lekka przesada... sprawdzales im
          dokumenty?..
          >
          > A starsi ludzie ukrainskiego czy rosyjskiego pochodzenia, ktorzy nie maja za
          co
          >
          > zyc, to niby skad maja brac?!
          ---------------------------------------------------------
          jeden starszy Pan sam pokazywal ze byl w Polskiej Armii

          • wiedzma30 Re: Problem moralny. 28.11.05, 22:12
            Jeden, to nie oznacza ze wszyscy....
      • wiedzma30 Re: Problem moralny. 28.11.05, 18:05
        A po drugie - po co ci ludzie mieliby przyjezdzac do Polski? Kto mialby sie
        nimi zajac? Przeciez tam sie urodzili i wychowali, tam zyli ich przodkowie...
        Napewmo nie pojechaliby... Tego niestety nie zmienisz...
        To samo mozesz powiedziec o Ukraincach z Polski - moga jechac na Ukraine, ale
        po co? Tutaj (w PL) sie urodzili, wychowali, tutaj zyli ich przodkowie i
        pomimo, ze sa Ukraincami ich - ze tak powiem - ziemia jest Polska, a nie
        Ukraina.
        Taka sama sytuacja jest z Polakami z Ukrainy... Wiem, teraz (i od kilkunastu
        lat) wielu chcialoby przyjechac do PL, ale ze wzgledow czysto ekonomicznych, bo
        na Ukrainie z praca jest jeszcze gorzej niz w PL...
        • gherarddottir Re: Problem moralny. 28.11.05, 19:36
          Generalnie raczej nie daje pieniadzy nikomu.
          Jestemw Warszawie taka jedna kobieta ktora tam na Starowce urzeduje od wielu
          lat (moze i ze 20 stu) narkomanow nawet nie na glodzie rozpoznaje na km moze
          dlatego ze kilka lat pracowalam leczac ich w osrodku zamknietym i prowadzac
          wieczorne z nimi zajecia. Oni musza siegnac swojego dna, ale niech siegaja go
          bez mojego wsparcia.
          Starszym osoba jest mi ciezko nie dac paru monet, ale z drugiej strony mam w
          pamieci podobna historie, ktora zdarzyla sie Triskell babci - moja mam dala
          jedzenie,a potem znalazla je na chodniku rzucone wsrod smieci.
          Generalnie jednak mam pewne morlane dylematy czy dawac te pieniadze czy ich nie
          dawac?
          W Oslo narkomani sprzedaja za jakies pare koron na ulicach taki magazyn o tym
          co dzieje sie w Oslo - podobno te pieniadze ida na pomoc dla nich. Czasami
          kupuje.
          • blaubeeree Re: Problem moralny. 28.11.05, 19:38
            gherarddottir napisała:

            > W Oslo narkomani sprzedaja za jakies pare koron na ulicach taki magazyn o tym
            > co dzieje sie w Oslo - podobno te pieniadze ida na pomoc dla nich. Czasami
            > kupuje.
            >
            To samo w Wiedniu,jest gazeta,sprzedajacy to bezdomni,kosztuje 2 € a z tego 1€
            idzie dla sprzedajacego...
          • gherarddottir Re: Problem moralny. 28.11.05, 19:46
            o rany jakies kurcze znowu bledy ortograficzne robiesad (jak zwykle zresztasad(
    • h2so43 Re: Problem moralny. 28.11.05, 19:50
      Ja w zasadzie nie daję pieniędzy żebrakom. Tak się składa, ze wśród ludzi mi
      znanych są osoby w bardzo trudnej sytuacji i jednej z tych osób w sposób ciągły
      pomagam. Innym raczej sporadycznie. Znam ich, wiem, że bez mojej pomocy będzie
      im trudno przeżyć i nie ma znaczenia, że niekiedy ktoś sobie sam ten
      los "załatwił". Nie, nie przelewa mi sie i nie daję pieniędzy z nadmiaru - po
      prostu dzielę się, dla spokoju własnego sumienia. Jesli ja tego nie zrobię, to
      nie zrobi nikt, chociaż rzecz się dzieje w zamożnej okolicy. Wspomagam tez
      corocznie Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy Jurka Owsiaka. Natomiast
      rumuńskie Cyganki wysiadujące ongiś z niemowlętami przy piersi w skwarze
      słońca, w oparach topniejącego asfaltu i w chmurach spalin w najruchliwszych
      miejscach Warszawy powodowały we mnie początkowo poczucie winy, a potem złość,
      bo co to za matka, która własne dziecko trzyma w tych warunkach? Te Cyganki
      specjalnie się rozmnażały, zeby wzbudzać litość. Potem małe Cyganiątka
      zaczepiały ludzi na ulicy, szarpały za rekaw, zabiegały drogę i tu już nastąpił
      kres mojej tolerancji. Na szczęście władze wydaliły tych ludzi tam, skąd
      przyszli. Kiedy czytam teraz o politycznej poprawności, o tolerancji, to mam
      mieszane uczucia. We Francji nazwano by mnie rasistką. Ja tymczasem strasznie
      nie lubię, jak ktoś szarpie mnie za rękaw i jęczy: daj złoty, złoty, złoty!
      Och, zboczyłam z tematu!
    • kasiasmom Re: Problem moralny. 28.11.05, 20:22
      Daje czasami zebrakom na ulicy, bo wiem, ze system swiadczen socjalnych tu w
      Meksyku jest nieistniejacy...I sporo mnie kosztowalo wyrobienie
      sobie "stwardnialego serca" , bylo to jednak niezbedne, bo nie jestem w stanie
      dac mniej wiecej dziesieciu ludziom, ktorych spotykam prawie codzien na mej
      drodze - daje na cele charytatywne w kosciele, daje sie uzywane ubrania, co
      miesiac sa zbiorki zywnosci dla potrzebujacych... Ale z zasady nie daje tym,
      ktorzy myja ci na ulicy szyby samochodowe, czy tego chcesz, czy nie! (No, moze
      czasami dzieciom). Niektorzy sa tak natretni, ze mowienie "nie" i krecenie
      przeczaco glowa nie dzialaja (bo jak mam kalifornijskie tablice rejestracyjne,
      to na pewno mi sie przelewa!) i czasami jestem zmuszona wlaczyc wycieraczki, by
      do nich dotarlo. Rowniez moja corka musiala zaadoptowac ten system, zwlaszcza,
      gdy jechala w towarzystwie swych bladych kolezanek smile
      • monika_a_b Re: Problem moralny. 28.11.05, 23:26
        Kasiasmom, a czy widziałaś film "El crimen del Padre Amaro"? Niesamowity...
        Mój mąż też jest Meksykańczykiem, więc znam troszkę te meksykańskie realia... Z
        drugiej zaś strony wiem, że niektórym ludziom łatwiej jest wyciągnąć rękę
        aniżeli poszukać pracy... Naśladują po prostu to, co widzą naokoło...
        W Seattle działa projekt "Tent city", gdzie bezdomni uczą się powolutku powrotu
        do normalności... Żebrakom na ulicy nic nie daję, gdyż większość z nich
        przeznacza te pieniądze na alkohol lub narkotyki, a ja z tymi rzeczami nie chcę
        mieć nic do czynienia... Irytują mnie młodzi, których w lato było wielu na
        ulicach, buntujący się przeciw ustalonym prawom czy czemukolowiek, co sobie
        ubzdurali... I żebrzącym... Najchętniej poucinałabym im palce, bo to wstyd być
        młodym, w kwiecie wieku i pełni sił do pracy, i siedzieć z wyciągniętym
        łapskiem... Bezczelność... Ja w tym kraju nie mam nawet pozwolenia na pracę,
        przez co moje dotychczasowe poszukiwania spalają na panewce... Bezsilność...
        Jedyne osoby, które coś ode mnie dostają, to różnego rodzaju artyści - bo oni
        coś z siebie dają w zamian za te parę groszy...
        • kasiasmom Re: Problem moralny. 29.11.05, 00:11
          Nie mialam okazji go zobaczyc, ale jesli go polecasz, to sprobuje wypozyczyc z
          tutejszego Blockbuster...Bedac nastolatka jeszcze (strasznie dawno temu)
          ogladalam "Dzieci Sancheza" - gdziezby mi sie wtedy snilo, ze te realia kiedys
          z bliska obejrze sad Masz zupelna racje, zwlaszcza w krajach, gdzie istnieje
          jaka taka opieka socjalna, nie ma przewaznie powodu by zebrano na ulicach -
          mysle ze wiekszosci tych ludzi niestety odpowiada zycie z dnia na dzien, bez
          obowiazkow...
          Mam nadzieje, ze znajdziesz jednak jakas prace. Jak z tym twoim projektem
          tlumaczen? Trzymaj sie dzielnie!
          Ania
          • monika_a_b Re: Problem moralny. 29.11.05, 01:00
            Film polecam, ale przetrzegam, że jest na mocne nerwy... Moim zdaniem
            znakomicie ukazuje "chorobę narodową Meksykańczyków": hypokrezję... Oraz
            korupcyjność...
            A oglądałaś "Amores perros"? Też polecam... wink Mnie strasznie śmieszą te
            meksykańskie wyrażenia i ta intonacja głosu... wink Pomimo, że film wcale nie
            jest śmieszny... Ale ja mam trochę inne podejście do języka... Ciekawi mnie i
            inspiruje... Najbardziej lubię hiszpański z Argentyny - co ja mówię,
            uwielbiam! wink))
            A w ogóle Gael Garcia (głowny aktor w tym filmie) jest niesamowity! Taki młody
            i tak utalentowany! Widziałam go w "El crimen...", ostatnim filmie Almodovara
            oraz we filmie argentyńskim "Diarios de las motocicletas" (coś w tym rodzaju)-
            za każdym razem mówił albo hiszpańskim z Meksyku, albo z Hiszpanii, albo z
            Argentyny... Z intonacją itp... Niesamowity! wink
            Tłumaczenia jak dotychczas nie wypaliły, ale dziękuję za pamięć... wink Napisałam
            troszkę o sobie na wątku Szklanego Paciorka, mam nadzieję, że nie wyszło mi to
            zbyt pesymistycznie... wink Moja dopiero co poznana koleżanka też ma na imię
            Ania, hehe... smile Jak dotyczchas wszystkie przeze mnie poznane Anie są bardzo
            miłymi i empatycznymi osóbkami... wink))
            • kasiasmom Re: Problem moralny. 29.11.05, 01:26
              Aniu, zazdroszcze Ci znajomosci tak wielu jezykow, zwlaszcza tych odmian
              hiszpanskiego - ja znam tylko te Meksykanska, moze niezbyt doskonale pod
              wzgledem gramatyki, ale za to z akcentem - Meksykanie mi mowia, ze "tengo
              acento de chilanga" smile
              Wlasnie doczytalam Twoj post do Paciorka - rozumiem, jak strasznie ciezko jest
              Ci byc bez pracy, ale nie bedzie to chyba trwalo wiecznie? Czy wiesz choc w
              przyblizeniu, czy i kiedy to pozwolenie masz szanse dostac? (nie chce byc
              wscibska, bron Boze, ale jeslibys miala widok na to w jakiejs okreslonej
              przyszlosci, latwiej byloby Ci skoncentrowac sie na jakims doksztalcaniu, ktore
              mogloby uwydatnic twoja versatility - przepraszam bardzo, ale slowo mi z glowy
              wylecialo). Na razie pociesz sie tym, ze masz czas rozszerzac jeszcze bardziej
              swoje (juz i tak szerokie) horyzonty - o czym np taki przecietny zjadacz
              chleba, jak ja, z nosem "to the grinding stone" moze tylko pomarzyc smile
              • monika_a_b Re: Problem moralny. 30.11.05, 02:01
                No to gratuluję ci akcentu! wink)) Mnie też się czasami pytają z jakiego stanu
                Meksyku pochodzę... wink))) Aż wstyd się przyznać, ale do tej pory jeszcze nie
                dotarłam nawet do granicy z Meksykiem... sad Ale co nie było, to jeszcze
                będzie! smile))
                Jeśli zaś chodzi o "ten stan", to też mam nadzieję, że kiedyś się skończy...
                Staram się o tym już nie myśleć... Mam wizę TD, a więc marne szanse na zmiany...
                A gdzie ty w zasadzie mieszkasz? Mój mąż pochodzi z Chihuahua, ale urodził się
                w DF...
            • ania_2000 Re: Problem moralny. 29.11.05, 02:17
              Hej Monika - ciesze sie, ze jestessmile dlugo do nas nie zagladalas...
              • monika_a_b Re: Problem moralny. 30.11.05, 01:55
                Dziękuję Aniu... wink Byłam ostatnio trochę zajęta, no i mała przerwa od laptopu
                też się przydaje od czasu do czasu... wink A co tam u ciebie nowego?
            • triskell Amores Perros i inne filmy 29.11.05, 04:06
              monika_a_b napisała:
              > A oglądałaś "Amores perros"? Też polecam... wink

              Ojej, Moniko, na to _musiałam_ odpowiedzieć smile. Amores Perros to jeden z moich
              ulubionych filmów!!! Co prawda ten drugi jest akurat po angielsku, ale czy
              widziałaś może film tego samego reżysera (którego imion i nazwiska chyba nigdy
              nie zapamiętam... Alejandro... No tego ;-P), pt. "21 Grams"? Pomimo, że jest po
              angielsku, więc może dla Ciebie tym samym mniej atrakcyjny, bo nie ma akcentu i
              temu podobnych atrakcji, _bardzo_ go polecam, jeśli nie widziałaś. Kran mi
              świadkiem, że ja już na Bisie kiedyś o obu tych filmach trąbiłam, a tu trzeba
              było tutaj napisać big_grin

              Almodovara też bardzo, bardzo lubię, zwłaszcza ostatnie filmy, choć te
              wcześniejsze też. Że też my się wcześniej na ten temat nigdy nie zgadałyśmy!

              A wczoraj obejrzeliśmy inny hiszpańskojęzyczny film, "Abre los ojos" Alejandro
              Amenabara (tego, który reżyserował "W stronę morza" czy "The Others"). Podobno
              amerykański remake tego filmu (noszący tytuł Vanilla Sky i zawierający w sobie
              Toma Cruise) jest beznadziejny (nie widziałam, ale tak twierdzi mój mąż),
              oryginał mi się podobał, może nie tyle sama akcja, trochę naciągana, co sposób
              filmowania, kolory, prowadzenie kamery... ja na to zawsze jestem "pies" i zawsze
              jest to dla mnie w filmie ważniejsze od samej akcji ;-P No i ten jest po
              hiszpańsku smile
              • samo Re: Amores Perros i inne filmy 29.11.05, 16:29
                Yhhh, Triniu, co ty mowisz... Amores Perros,21 grams,Almodovar... Moje
                favorites! Jak ja moge ciebie nie lubic, jak ja cie lubie coraz bardziej!
                A w sprawie Vanilla Sky zgadzam sie z twoim mezem. Chala.
                • gherarddottir Re: Amores Perros i inne filmy 29.11.05, 16:37
                  21 gramow wlasnie obejrzalam wczoraj po raz kolejny o potwierdzam - cud nie
                  film, znaczy b mi sie podoba rowniezsmile




                  _______________________________________________________
                  Aby pozyskać sobie ludzi, należy ich uważać za takich, za jakich oni sami się
                  uważają. (William Faulkner)
                  • triskell Re: Amores Perros i inne filmy 29.11.05, 18:17
                    No kochane Samo i Gherarddottir, mam Was ochotę wyściskać!!! Czy wiecie, ze
                    oprócz mojego męża, który film oglądał razem ze mną i podziela moje zdanie na
                    jego temat, jesteście _pierwszymi_ znanymi mi osobami, które rozumieją i
                    podzielają mój zachwyt nad "21 Grams"??? Dla nas był to jeden z tych filmów, o
                    których rozmawialiśmy jeszcze wiele tygodni po ich obejrzeniu, ciągle
                    stwierdzając coś nowego. A dla mnie filmy dzielą się własnie na takie, które
                    oglądamy i stwierdzamy "fajny film", po czym zapominamy o nich, oraz na takie,
                    które prowokują nas do dłuuuugich dyskusji.

                    A żebyscie zobaczyły, jak ja po obejrzeniu tego filmu oglądałam ze wszystkich
                    stron i "ważyłam" na dłoni torebkę herbaty, żeby się przekonać, ile to jest tak
                    ok. 20 gram ;-P
                    • gherarddottir Re: Amores Perros i inne filmy 30.11.05, 01:21
                      Triskell milo mi bardzosmile) dawno mnie nikt oprocz meza nie wysciskiwalsmile
                      Dolicz do listy tych, ktorych chcesz sciskac z powodu filmu 21 gramow takze
                      wlasnie mojego M. Jemu ten film tez bardzo sie podobasmile



                      _______________________________________________________________________________
                      Aby pozyskać sobie ludzi, należy ich uważać za takich, za jakich oni sami się
                      uważają. (William Faulkner)
                      • triskell Re: Amores Perros i inne filmy 30.11.05, 02:14
                        gherarddottir napisała:
                        > Dolicz do listy tych, ktorych chcesz sciskac z powodu filmu 21 gramow takze
                        > wlasnie mojego M. Jemu ten film tez bardzo sie podobasmile

                        No to przekaż mu mocne wyściski ode mnie smile
                    • monika_a_b Re: Amores Perros i inne filmy 30.11.05, 01:54
                      Nie, 21 gram jeszcze nie widziałam, ale zdaje mi się, że mój mąż ma ten film na
                      DVD... Zaitrygowałyście mnie, dziewczyny, a więc w najbliższym czasie mam
                      zamiar obejrzeć... wink
                      A czy któraś z was widziała "Y tu mamá también"... Polecam, daje dużo do
                      myślenia...
                      Triniu, ja uwielbiam ten film "El mar adentro"... I nie tylko za godną
                      polecenia fabułę, lecz również za pokazane tu dość znane mi strony... Tak mi
                      czasem tęskno do dziczy i surowości plaż północy Hiszpanii (chociaż film
                      kręcony był w Galicji, ale to bardzo podobny krajobraz), Asturii... wink Ślicznie
                      tam jest...
                      • triskell Re: Amores Perros i inne filmy 30.11.05, 02:20
                        monika_a_b napisała:
                        > A czy któraś z was widziała "Y tu mamá también"... Polecam, daje dużo do
                        > myślenia...

                        Kurcze, wydaje mi się, że jest to jeden z tych filmów, które udało nam się
                        ściągnąć ale ciągle nie udało nam sie do nich znaleźć napisów... Ja sama już się
                        czasem gubię w tym, co mamy. W każdym razie nie widziałam na pewno (jak już i w
                        tym, co oglądałam a czego nie, zacznę się gubić, to proszę mi preparaty z gingko
                        zacząć wysyłać ;-P)

                        > Triniu, ja uwielbiam ten film "El mar adentro"...

                        Ja też, choć musze przyznać, że bardzo mnie on zdołował (oczywiście nie chodzi o
                        to, jak zakończył się dla głównego bohatera, ale o ostatnią scenę... właśnie,
                        pamiętasz może, jak nazywa się ta aktorka, która grała Julię, bo ostatnio ktoś
                        mnie spytał o najładniejszą moim zdaniem aktorkę, a ona moim zdaniem jest
                        prześliczna?)

                        Moniczko, już się nie mogę doczekać przyszłego tygodnia big_grin
                        • gherarddottir Re: filmy - odpowiedz dla Triskell 30.11.05, 04:15
                          siem wtracem smile)))
                          ta aktorka nazywa sie Belén Rueda - z tego co wiemsmilepozdrawiam, "mam dzis nocna
                          zmiane" to znaczy nie spiesmile
                          • triskell Re: filmy - odpowiedz dla Triskell 30.11.05, 04:38
                            Dzięki smile
                        • monika_a_b Re: Amores Perros i inne filmy 30.11.05, 19:11
                          No to może urządzimy sobie popołudnie/wieczorek filmowy? Myslę, że najbardziej
                          pasowałoby mi w czwartek - co ty na to?
                          Ja też nie pamitam, jakie filmy my mamy na stanie, chyba powinna zrobić mały
                          przegląd... wink Czy ten preparat z gingko coś daje? Może i ja bym go
                          potrzebowała? tongue_out
                          W "El mar adentro" - chodzi ci o ostatnią scenę z życia bohatera, czy o tę
                          Julię (a może o tę reporterkę)? Jeśli dobrze sobie przypominam, to ona była
                          chora na stwardnienie rozsiane (chyba), w każdym razie nie chciała stać się
                          ciężarem dla swego męża, ale nie liczyła się z jego wielką miłością do niej...
                          W Hiszpanii dużo kobiet jest zależnych pod wieloma względami od mężczyzn
                          (sytuacja dużo gorsza niż w Polsce, poza tym często się słyszy o
                          maltretowaniach) - te młodsze, którym udało się zrobić karierę przesadzają ze
                          swoją niezależnością (aby nie upodabniać się do swoich matek), nie biorąc pod
                          uwagę, że troska mężczyzny o kobietę może wynikać z jego miłości, a nie chęci
                          zdominowania jej...
                          • triskell Moniczko - spotkanie 01.12.05, 11:35
                            Moniczko, dopiero teraz zobaczyłam tego posta, mam nadzieję, że dostałaś w
                            miedzyczasie mojego maila z dziś rano, w którym piszę, że właśnie czwartek
                            najmniej, bo w fitness klubie wyznaczyli mi na 12-13 spotkanie z personal
                            trainer - em. A jak w pozostałe dni? Bo w czwartek dopiero przed 14 dotrę do
                            domu (zanim się przebiorę i przyjadę tutaj godzina prawie minie). No chyba żeby
                            to faktycznie było popołudnie/wieczorek. Z tym, że w czwartek mój mąż pracuje, a
                            w piątek lub sobotę mógłby dołączyć. Jak wolisz. smile Daj znać smile
    • greeneyes27 Re: Problem moralny. 29.11.05, 05:11
      Tylko w Polsce zdarzalo mi sie, ze ktos na ulicy podchodzil do mnie i prosil
      wprost o pieniadze. Zawsze proponuje, ze jak jest glodny, to moge kupic cos do
      jedzenia. No i pare razy okazalo sie, ze nie chcieli np. bulki, tylko
      pieniadze... Oczywiscie nie dalam. Raz zaczepilo mnie dziecko z prosba o
      zlotowke...na loda. Tez odmowilam - dziecko nie bylo glodne, bulki nie chcialo.
      Daje czasami pieniadze ulicznym muzykantom.
      • kast Re: Problem moralny. 29.11.05, 10:55
        W Warszawie co krok napotykalam kogos kto zbiera na "bulke,mleko,itp.). Na
        Chmielnej zawsze stali mlodzi ludzie,ktorze zbierali na żyrafę wink Ale zdarza
        sie tez,ze grupka ludzi gra,spiewa i maja tabliczke "zbieramy na piwo". Ja
        generalnie pieniazkow nie daje, choc pare razy sie przelamalam. Najgorsza
        forma, jak dla mnie, jest wykorzystywanie dzieci do takich celow. Wchodzi do
        tramwaju mloda dziewczyna (przewaznie Rumunka) z malenstwem na reku i prosi o
        kase na bulke dla dziecka. Dwa razy zauwazylam, ze ktos wyjal bulke/kanapke z
        torby i dal - raz bulka wyladowala w koszu zaraz po wyjsciu z tramwaju, drugi
        raz bulke zjadla "Mama".
    • cuciolo Re: Problem moralny. 29.11.05, 18:41
      Mialam podobny dylemat co h2so43
      W kolejce ktora jezdze czasem do centrum Rzymu bywaja Cyganie. Sa to sa. Ale sa
      tez grajkowie akordeonisci ktorzy po pieniadze niestety wysylaja swoje dzieci.
      Albo te matki lezace pod moim sklepem z maluchami na reku. Albo dzieci rozne:
      najczesciej arabskie wysylane w spiekote na wloskie plaze i handlujace roznymi
      drobiazgami.
      Moze i jestem rasistka ale noz mi sie w kieszeni otwiera kiedy widze te dzieci
      tak wyzyskiwane. Pieniadze daje roznym ludziom w Polsce, najczesciej grajkom na
      ulicy ale jakos tu we Wloszech nie umiem.
      Moja ciotka raz w Toruniu zebrzacej Rumunce, a sama zamozna nie jest, kupila
      parowki i bulke ktore ta na Jej oczach wyrzucila na ulice.
      • annah11 Re: Problem moralny. 30.11.05, 08:53
        A wiesz czemu wyrzucila to jedzenie, bo ona musi pieniadze przyniesc swojemu
        mezczyznie, ktory zbiera je dla siebie. To bardzo czesto jest tak. Dzieci
        zebrzace, ale wcale nie biedne, bo starsi sie nad dzieckiem predzej ulituja-taka
        jest prawda.
    • sabba Re: Problem moralny. 30.11.05, 09:43
      a ja sobie mysle: dlaczego mamy takie opory przed daniem komus pieniedzy? bo
      chcemy zeby ten ktos wydal nie na wodke czy na inne niepotrzebne w naszych
      oczach rzeczy? czy sami tez nie wyrzucamy kasy w bloto kupujac kolejna durperele
      ktorej wcale nie potrzebujemy? czemu nie mozemy po prostu dac te pieniadze panu
      co sie kiwa na roku bez domyslania sie a po co mu i na co mu. i czy on je dobrze
      spozytkuje. A niech kupi sobie ta wodke, jak go pali. a niech mu. po prostu raz
      dac, naprawde bezinetesownie i koniec.
      • monika_a_b Re: Problem moralny. 30.11.05, 18:58
        Ponieważ mamy sumienie i nie chcemy na nim mieć życia innych... Ponieważ znamy
        konsekwencje alkoholizmu oraz narkomaństwa... Ponieważ wolimy wesprzeć osoby,
        które chcą wyjść z tego świństwa, aniżeli pozwalać pogrążać się im jeszcze
        bardziej...

        czy sami tez nie wyrzucamy kasy w bloto kupujac kolejna durperele
        > ktorej wcale nie potrzebujemy?

        Być może, ale za te duperele płacimy własnoręcznie zarobionymi pieniędzmi...

        Nie rozumiem twojej postawy... Czy aby naprawdę jesteś taka "bezinteresowna"?
        Proszę o wytłumaczenie... I mam pytanie do ciebie: czy osobie o samobójczych
        skłonnościach, będącej w dołku, podasz nóż, nie zastanawiając się do czego jej
        on może być potrzebny? Czy raczej pomocną rękę?
        • gherarddottir Re: Problem moralny. 01.12.05, 00:37
          Monika bardzo dobrze to ujelassmilePozdrawiam

          _______________________________________________________
          Aby pozyskać sobie ludzi, należy ich uważać za takich, za jakich oni sami się
          uważają. (William Faulkner)
          • klaryska Re: Problem moralny. 01.12.05, 18:12
            systemy socjalne nie bardzo dzialaja. czasem kupuje situation (pismo wydawane
            przez bezdomnych w Szwecji). Ale jak mam to daje pieniadze na ulicy roznym
            grajkom itd. nie daje w metrze. Ostatnio najbardziej szmatlawo sie poczulam jak
            dalam 1 zl dziadkowi zebrzacemu kolo kasy biletowej w Gdansku. Tak bardzo mi
            dziekowal a 1 zl to 2 sek. Kupilam tez obiad dzieciakowi na stacji kolejowej w
            Gliwicach. Wsrod nas oprocz narkomanow, zoorganizowanych grup sa ludzie biedni.
            I w Szwecji tez sa.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka