ciupazka
11.03.06, 15:13
Autor: Grażyna Starzak
Ceny atrakcyjnych nieruchomości w Zakopanem idą w miliony złotych. Mimo to
chętnych na domy, mieszkania i działki w stolicy Tatr przybywa już nie z roku
na rok, ale z miesiąca na miesiąc. Oprócz zamożnych Polaków, zakopiańskie
biura pośrednictwa nieruchomości coraz częściej odwiedzają mieszkańcy innych
krajów Unii Europejskiej. Wśród nich szczególnie dużo jest Brytyjczyków i...
Litwinów.
-Dysponują dużą gotówką, mają dobre rozeznanie na rynku nieruchomości, w
interesach są zdecydowani - tak o klientach z obcymi paszportami mówi Maria
Szkiłondź, właścicielka jednego z zakopiańskich biur pośrednictwa
nieruchomości. Kupują głównie apartamenty, ale moja rozmówczyni ma sygnały,
że są zainteresowani również działkami, na których chcieliby budować obiekty
komercyjne, służące zabawie i rozrywce.
Za metr kwadratowy mieszkania w budowanych właśnie zakopiańskich
apartamentowcach trzeba zapłacić od sześciu do dziesięciu tysięcy złotych. -
Jednak to bardzo dobra inwestycja. Ktoś, kto dziś kupi mieszkanie, płacąc
sześć tysięcy złotych za metr kwadratowy, za rok sprzeda je, inkasując kilka
tysięcy złotych więcej - wylicza Maria Szkiłondź.
W jej biurze często ostatnio goszczą mieszkańcy Wysp Brytyjskich. W ubiegłym
roku zawarli tutaj kilkanaście transakcji.
Popularność Zakopanego można także mierzyć, rosnącą z miesiąca na miesiąc,
liczbą odwiedzających strony internetowe, założone przez tamtejszych
pośredników i deweloperów. Odwiedzają je nie tylko Brytyjczycy, Belgowie,
Holendrzy, ale również obywatele Australii i... Azerbejdżanu.
Ogromne zainteresowanie Zakopanem wśród mieszkańców Wysp Brytyjskich znajduje
potwierdzenie również w oficjalnych statystykach. Wynika z nich, że co
czwarty obcokrajowiec, który w ubiegłym roku nabył nieruchomość w Polsce,
zainwestował swoje pieniądze właśnie pod Tatrami. Są to głównie Anglicy, ale
i mieszkańcy krajów Beneluksu. Stosunkowo mało znajduje się w tej grupie
Niemców, inwestujących głównie na Mazurach i blisko zachodniej granicy.
Najazd Brytyjczyków na Zakopane rozpoczął się już w 2004 roku. Od tego czasu
liczba wyspiarzy odwiedzających stolicę Tatr rośnie, co roku
ponadtrzykrotnie. W opinii zakopiańskich hotelarzy ma to ścisły związek z
działalnością tanich przewoźników lotniczych.
Jeden z klientów Marii Szkiłondź z Wielkiej Brytanii, mieszkający o godzinę
drogi od lotniska w Londynie, tłumaczył jej, że może dotrzeć do Zakopanego w
ciągu sześciu godzin od momentu opuszczenia domu. - Powiedział mi, że zaczyna
mu się już nawet opłacać przyjeżdżać do Zakopanego na weekendy! - mówi moja
rozmówczyni.
- Jeszcze rok temu nieruchomości w Zakopanem kupowali przede wszystkim
Brytyjczycy w jakiś sposób powiązani z Polską, na przykład małżeństwa
mieszane. Obecnie pod Tatry przybywa coraz więcej rdzennych Anglików, którym
Zakopane polecili znajomi, mający w Polsce swoje korzenie - twierdzi Janusz
Majcher, zakopiański radny, który wiele lat pracował w branży pośrednictwa
nieruchomościami i ma sporą wiedzę na ten temat.
Popyt na nieruchomości wśród mieszkańców Wysp Brytyjskich sprawił, że w
Zakopanem pojawiła się polsko-angielska spółka deweloperska, która będzie tam
budować duży apartamentowiec z mieszkaniami, przeznaczonymi do sprzedaży na
rynek brytyjski. Ceny przekroczą 10 tys. za metr kwadratowy, ale dla Anglików
nie są szokujące.
Zakopiańscy pośrednicy nieruchomości i deweloperzy cieszą się z wciąż
rosnącej popularności swojego miasta wśród mieszkańców krajów UE. Zgodnie
jednak twierdzą, że najlepszymi, dysponującymi największą gotówką, klientami
są obywatele Rosji, Ukrainy, Białorusi. Na razie nie jest ich wielu.
Przeszkodę stanowią skomplikowane bariery biurokratyczne. Kupno apartamentu
pod Tatrami przez obywatela Ukrainy niesie ze sobą sporo problemów. Aby
obywatele tych krajów mogli nabyć w naszym kraju nieruchomość, muszą uzyskać
specjalne zezwolenie ministra spraw wewnętrznych i administracji.
Zakopiańscy deweloperzy są przekonani, że gdy Ukraina stanie się członkiem
UE, nieruchomości pod Giewontem będą masowo wykupywane przez przybyszów zza
wschodniej granicy. Już dziś, odwiedzając turystycznie Zakopane, interesują
się oni nieruchomościami. W biurach niektórych zakopiańskich pośredników i
deweloperów można zobaczyć tablice reklamowe w języku rosyjskim. Od
pracowników wymaga się znajomości i angielskiego, i rosyjskiego.
Przybysze ze Wschodu mają mocne argumenty - duże pieniądze, a dysponując
gotówką łatwiej obejść przepisy. Zakładają więc na przykład spółki z
mieszanym kapitałem ukraińsko-polsko-niemieckim, albo po prostu, chcąc
przyspieszyć procedurę w MSWiA, dają łapówki. Można śmiało powiedzieć, że są
już wśród nich tacy, którzy kupują nieruchomości w celach spekulacyjnych.
Jedna z zamożnych Rosjanek kupiła w Zakopanem dom, aby po kilku miesiącach
odsprzedać go z dużym zyskiem.
Szukając dla siebie lokum w Polsce, niekoniecznie pod Tatrami, starają się o
kartę stałego pobytu, a w dalszej perspektywie - o obywatelstwo.
- To jednak prawdziwa droga przez mękę - zwierza się Jurij Zelcew z Mińska,
muzyk, który zaczynał jako grajek na krakowskim Rynku, a teraz pracuje w
orkiestrze dętej. Miał szczęście, bo posiadając legalną pracę, bez trudu
dostał kartę stałego pobytu, a w jesieni ubiegłego roku otrzymał polskie
obywatelstwo. Teraz ma zamiar wziąć kredyt i kupić kawalerkę w jednym z
krakowskich osiedli. Apartament w Zakopanem byłby szczytem jego marzeń. Na
razie mało realnym, ale w przyszłości, kto wie...
Obok Brytyjczyków, Holendrów, Belgów, Rosjan, Ukraińców, zakopiańskich
deweloperów coraz częściej odwiedzają też Litwini. W tym kraju tempo wzrostu
gospodarczego jest wyższe niż w Polsce, co przekłada się na wzrost stopy
życiowej mieszkańców. Coraz liczniejsza litewska klasa średnia zimowe wakacje
spędza najchętniej na górskich stokach Podhala i po drugiej stronie granicy,
na Słowacji.
Stasys, litewski przedsiębiorca, właściciel autokomisu w centrum Druskiennik,
pierwszy raz był w Polsce sześć lat temu. Tak mu się spodobało pod Tatrami,
że co roku przyjeżdża tu na narty. Już dawno wpadł na pomysł, aby kupić w
Zakopanem mały apartament. Zanim Polska i Litwa stały się członkami UE
przerażały go formalności. Teraz kupno nieruchomości w Polsce nie nastręcza
problemów. Stasys ma już na oku mieszkanie w apartamentowcu tuż przy wjeździe
do Zakopanego. Pomimo wysokiej ceny uważa, że to dobra inwestycja.
Rozgląda się też za jakąś działką na Podhalu. Litewski przedsiębiorca jest
doskonale zorientowany, jak wygląda rynek nieruchomości, nie tylko w Polsce,
również w innych europejskich krajach. Twierdzi, że zainteresowanie
cudzoziemców kupnem mieszkań, domów i działek w Polsce nie weszło jeszcze w
szczytową fazę. Statys opowiada, że jego partner w interesach, który w Polsce
był tylko raz, dziwi się, że kupuje nieruchomości akurat w naszym kraju.
Przecież w byłej NRD, na przykład w okolicach Magdeburga, a nawet Berlina,
jest taniej niż w Polsce. Jednak Stasys wie swoje. Poza tym, jak twierdzi,
nie wszystko można przeliczyć na pieniądze.
Klienci z obcymi paszportami są zainteresowani domami oraz działkami w
najbardziej atrakcyjnych rejonach Zakopanego. Nie zrażają ich niebotyczne
ceny, które biorą się m.in. stąd, że w stolicy Tatr nie ma zbyt wielu wolnych
terenów, przeznaczonych pod zabudowę. - Być może sytuacja się zmieni, gdy
powstanie nowy plan zagospodarowania przestrzennego Zakopanego, na który
wszyscy czekamy z niecierpliwością - mówi Janusz Majcher, a wtóruje mu Maria
Szkiłondź.
Chętni do zakupu nieruchomości pod Tatrami pytają przede wszystkim o oferty
ze ścisłego centrum. Zwykle pada nazwa Krupówki. Jednak jeśli chodzi o tę
jedną z najsłynniejszych ulic w Polsce, ruch w nieruchomościach jest bliski
zeru. Na Krupówkach są co prawda jeszcze do kupienia