Dodaj do ulubionych

Góralszczyzna

27.12.03, 20:30
Poprzedni odcinek na temat góralszczyzny zakończyłem na sukcesach
Żywiecczyzny na polu kultywowania tradycji góralskich w okresie
międzywojennym. Wojna i okupacja 1939 - 1945 sparaliżowała wszelką działalność
regionalną, gospodarczą, kulturalną i turystyczną. Ziemia żywiecka włączona
została do Rzeszy, a ludność z połowy wsi żywieckich została wysiedlona do
Generalnej Guberni, a wszyscy zdolni do pracy ze wsi pozostałych, zostali
wywiezieni na przymusowe roboty w głąb Rzeszy.
Na Podhalu, miał jednak miejsce incydent, o którym warto przypomnieć przy
omawianiu spraw góralskich Podhala. Z inicjatywy volksdeutschów: dra Henryka
Szatkowskiego, wysokiego urzędnika w Ministerstwie Komunikacji, orędownika
budowy kolejki na Kasprowy Wierch, zakopiańskiego działacza sportowego i
turystycznego, Witalisa Wiedera (reichsdeutsch), kapitana rezerwy WP, Wacława
Krzeptowskiego, przedwojennego prezesa Stronnictwa Ludowego w Nowym Targu i
Józefa Cukra, prezesa Związku Górali, powstała myśl powołania na Podhalu
państwa góralskiego, współpracującego z Niemcami - Goralenvolk. Akcja ta
spotkała się z poparciem i zachętą Niemców dążących do rozbicia jedności
narodowej Polaków, m. in. przez wyodrębnienie narodowości góralskiej, której
pochodzenie - jak dowodził Krzeptowski - miało być germańskie, a zatem bliższe
Niemcom niż Polakom. W listopadzie 1939 r. Wacław Krzeptowski i Józef Cukier
udali się na Wawel gdzie złożyli wizytę gubernatorowi GG Hansowi Frankowi.
Kilka dni później Hans Frank rewizytował "przywódców góralskich" w Zakopanem.
Po wizycie Hansa Franka w Zakopanem aktywiści Goralenvolku reaktywowali
zawieszoną działalność Związku Górali. Spis ludności powiatu nowotarskiego z
1940 roku wykazał, że tylko 18% ludności objętego akcją terenu, zadeklarowało
się jako "górale". Tylko w Zakopanem, Kościelisku, Nowym Targu i Szczawnicy,
odsetek ten był większy. W 1942 roku powstał Komitet Góralski, na czele z
Wacławem Krzeptowskim, który to Komitet miał być namiastką przyszłego rządu
"państwa góralskiego".
Akcja góralska załamała się z końcem 1943 roku. Pod wpływem tamtejszego ruchu
oporu, Krzeptowski porzucił Komitet i ofiarowaną mu przez Niemców trafikę i
uciekł w góry. Wieder i Szatkowski uciekli z Niemcami w 1945 roku.
W grudniu 1944 roku przybył na Podhale oddział partyzancki AK dowodzony przez
ppor. Studzińskiego "Kurzawy" w celu wykonania wyroku na przywódcy
"Goralenvolku" - Wacławie Krzeptowskim. Zakopiańska placówka AK zlokalizowała
dom na Krzeptówkach, w którym ukrywał się były Goralenfürer, po opuszczeniu
szałasu na Stołach.
20 stycznia 1945 roku chłopcy "Kurzawy" wyciągnęli go z kryjówki i powiesili,
przy drodze, na konarze drzewa stojącego na jego parceli.
Osobny i mało znany rozdział w dziejach góralszczyzny stanowią losy górali
czadeckich. Kto był bardziej dociekliwym i uważnym uczestnikiem tegorocznego
Festiwalu Górali Polskich, ten zauważył, że w amfiteatrze pod Grojcem
występował zespół "Dolina Nowego Sołońca" ze Złotnika koło Żar na Dolnym
Śląsku, a po estradzie paradował kierownik tego zespołu Wiktor Bryjak, którego
fotografię zamieściłem w części pierwszej artykułu "Góralszczyzna". Skąd
górale na Dolnym Śląsku? Opowiem w wielkim skrócie. Bardziej dociekliwych
odsyłam do artykułu Romana Chowańca w XIX numerze "Karty Groni". W XVI wieku z
powodu prześladowań ekonomicznych i religijnych, ludność Śląska Cieszyńskiego
nie poddająca się reformacji oraz chłopi pańszczyźniani z Żywieckiego udawali
się na rubieże państwa polskiego - dawnego Śląska Cieszyńskiego, które
graniczyło z Węgrami. 400 lat temu na teren dzisiejszego powiatu Czadca, w
dolinie Kisucy w Słowacji, napływali górale - osadnicy z Cieszyńskiego i
Żywieckiego. Około roku 1800, w 13 gminach okręgu czadeckiego zamieszkiwało
około 40 000 górali polskich.
W XIX wieku na skutek głodu, biedy, waśni etnicznych i innych klęsk górale
czadeccy zaczęli emigrować na wschód Karpat do Bukowiny Rumuńskiej (stolica
Czerniowce), intensywnie kolonizowanej przez cesarzy austriackich, przez
element nie tylko polski. Wszyscy otrzymywali wolność - co było magnesem
przyciągającym coraz to nowych osadników. Z historii wiemy, że znalazł tu
także schronienie przywódca rebelii chłopskiej z roku 1846 Jakub Szela. Polscy
górale czadeccy zajmowali tam zwarte obszary i zakładali całe wsie polskie.
Między innymi powstała wieś Nowe Sołońce, Plesza, Pojana i inne. Przez cały
prawie wiek XIX z okręgu czadeckiego na Bukowinę napływali nowi osadnicy. W
okresie międzywojennym Polonia Rumuńska liczyła 80 000 osób. Pod względem
narodowościowym i kulturowym izolowali się od Słowaków, Węgrów, Niemców,
Rumunów i innych.
Obserwuj wątek
    • labant Re: Góralszczyzna 27.12.03, 20:31
      Aż do II wojny światowej zachowali oni język, gwarę, folklor, zwyczaje i
      obyczaje również rodem z żywieckiego. Po II wojnie światowej część Bukowiny
      znalazła się w ZSRR, część w Rumunii. Prawa narodowościowe nie były tam
      respektowane. Los dla emigracji polskiej nie był tu łaskawy. Dlatego gdy
      nadarzyła się okazja wyjazdu, w latach 1945 - 46, część byłych emigrantów
      polskich z Bukowiny postanowiła wrócić do stron ojczystych. Ale los spłatał im
      kolejnego figla, zamiast w czadeckie, cieszyńskie czy żywieckie znaleźli się na
      Ziemiach Odzyskanych w rejonie Żar, Żagania, Nowej Soli, Dzierżoniowa i innych,
      gdzie nie mając innego wyboru, osiedlili się w zwartych grupach. Kontynuują oni
      tradycje regionalne i folklor swoich ojców, dziadów i pradziadów. Od kilkunastu
      już lat zespoły folklorystyczne górali czadeckich zapraszane są do udziału w
      Festiwalu Górali Polskich, Tygodnia Kultury Beskidzkiej. Osiągają sukcesy i
      kwalifikują się do Festiwalu Ziem Górskich w Zakopanem.
      W górach Beskidu Niskiego, od zachodnich krańców Bieszczad po rzekę Poprad w
      sądeckim mieszkali Łemkowie. Górale łemkowscy korzeniami tkwią w osadnictwie
      wołoskim wieku XIV. Na słabe na tym obszarze osadnictwo polskie, rozwijające się
      głównie w dolinach rzecznych oraz grupy pasterskie wołoskie w XV i XVI wieku
      napłynęła fala osadnictwa ruskiego, wyznania grecko-katolickiego i prawosławnego
      posługująca się językiem ukraińskim z licznymi cechami własnymi.
      W roku 1918, gdy ogłoszono powstanie Samodzielnej Republiki Ukraińskiej, w jej
      skład weszła także Łemkowszczyzna. W okresie międzywojennym, gdy cerkiew grecko-
      katolicka zaczęła propagować idee ukraińskie rząd polski i władze kościoła
      rzymsko-katolickiego starały się złagodzić panujące nastroje proukraińskie m.
      in. poprzez wprowadzenie do szkół języka łemkowskiego, książek i prasy łemkowskiej.
      W czasie II wojny światowej Ukraińcy poszli na współpracę z Niemcami, licząc na
      ich zwycięstwo i powstanie własnego państwa ukraińskiego. Niemcy uważali ich
      jako sprzymierzeńców. Tak też traktowali Łemków. Dla podkreślenia odrębności
      tych ostatnich od Polaków powołali do życia "Lemkover Genossenschatswerband" -
      Związek Łemków. Gdy zadeklarowali się jako Ukraińcy, zwalniano ich z
      kontyngentów, nie wywożono na roboty przymusowe i zwalniano z obozów jenieckich.
      Część Łemków walczyła też w polskim i radzieckim ruchu oporu.
      Pod koniec wojny Łemkowszczyzna znalazła się w polu działania Ukraińskiej
      Powstańczej Armii (UPA). Zbrojny ruch ukraiński popierali nacjonalistycznie
      nastawieni księża grecko-katoliccy. W obliczu przeciągających się walk i
      działalności terrorystycznej, po zamordowaniu gen. Karola Świerczewskiego w
      marcu 1947 roku, strona polska podjęła akcję pod kryptonimem "Wisła", której
      celem było całkowite zlikwidowanie UPA. Ówczesne władze polskie potraktowały
      Łemków w całości jako banderowców, bandytów, wrogów ustroju i władzy ludowej.
      Zmusiły ich do wyjazdu i rozproszenia się po Ziemiach Odzyskanych. Takie
      działania wpłynęły na to, że spora część Łemków poczuła silniejsze związki z
      narodem ukraińskim. Była to trzecia z kolei akcja przesiedleńcza na tym terenie:
      pierwsza miała miejsce w 1940 roku i wynikała z porozumienia Niemiec i Związku
      Radzieckiego, druga w latach 1944 - 46 na podstawie umowy Polski z Ukraińską SRR
      o wzajemnej wymianie ludności.
      • labant Re: Góralszczyzna 27.12.03, 20:32
        Na terenach opuszczonych przez Łemków próbowano osiedlać repatriantów ze
        Związku Radzieckiego. Nowe osadnictwo rozwijało się jednak bardzo opornie. Po
        roku 1956 Łemkowie uzyskali możliwość powrotu na ziemie ojczyste i obejmowania
        gospodarstw dotąd nie zajętych przez osadników polskich. Wielu Łemków
        skorzystało wówczas z możliwości powrotu, wielu pozostaje nadal w województwach
        zachodnich.
        Dzieje polityczne, kulturę materialną i duchową Łemków, z punktu widzenia
        etnograficznego, badał i opisał zmarły niedawno Roman Reinfuss. Z badań tych
        wynika, że była to grupa etniczna uboga, zajmująca się rolnictwem, pasterstwem,
        pracą w lesie, produkująca wyroby z drewna, lnu i wełny. Strój Łemków jest
        znacznie uboższy od stroju górali podhalańskich i cieszyńskich. Nie wytworzyli
        oni też tak bogatej jak inni górale kultury w postaci pieśni i tańca. Na uwagę
        zasługują budzące podziw piękne drewniane cerkwie, często zabite deskami z
        powodu braku wiernych lub przerobione na świątynie katolickie.
        W ostatniej dekadzie ubiegłego stulecia, Łemkowie zamieszkujący swoje strony
        rodzinne, jak również ci rozrzuceni po całej Polsce i poza jej granicami,
        zaczynają się organizować i sięgać do korzeni. Wyrazem tego był m.in.
        zorganizowany w sierpniu br. w Mokrem koło Sanoka festiwal folkloru
        łemkowskiego, gdzie prezentowały swój dorobek liczne zespoły łemkowskie.
        Na wschód od Łemków, już poza granicami naszego państwa mieszkali Bojkowie i
        Hucułowie. O tych ostatnich wiemy sporo choćby z popularnej pieśni biesiadnej
        "Czerwony pas". Bo Hucuł nosił szeroki czerwony pas i topór co błyszczał z dala,
        a zamieszkiwali tereny nad szumiącym Prutem i Czeremoszem. Stolicą Huculszczyzny
        była Kołomyja. W okresie międzywojennym były to ulubione tereny dla
        organizowania obozów letnich przez żywieckich harcerzy. Komendant takiego obozu
        z roku 1937 w miejscowości Jaremcze, Zdzisław Kabała tak opisuje tamte strony:
        Jaremcze położone w cudnej dolinie Prutu o dobrych warunkach klimatycznych.
        Letniska wybitnie żydowskie. Jeżeli chodzi o turystykę to pasmo Czarnohory
        dostarcza niezapomnianych emocji. W Jaremczu znajduje się słynny wiadukt
        kolejowy na Prucie. Trafiliśmy na wystawę łowiecką i wyrobów huculskich.
        Oglądamy Kamień Dobosza rozbójnika na miarę tatrzańskiego Janosika. Kamień
        olbrzymi miał sam przynieść. Obok wybito tunel kolejowy. Prut posiada dwa małe
        wodospady. Huculi barwnie ubrani w swych nieodstępnych kożuszkach w szerokich
        pasach sprzedają wyroby z drewna, wyszywanki i wyroby artystyczne ale drogie.
        Trzeba się targować. Ludność przychylnie nastawiona do harcerzy. Ogniska mają
        powodzenie u letników.
        [...] Szliśmy cały czas cudnym przełomem rzeki, co za bogactwo widoków,
        malowniczość dzikich ustroni pierwoboru niezgłębionego. Wokół dzikość pierwotna
        bierze za włóczęgowskie serce, ryje głęboki niezatarty ślad. Wesołe strumyki
        płyną gwarliwie wśród skał i lasów. Patrzyłem na bujną florę, na kwiaty,
        pachnące zioła, na wiekowe drzewa powalone wichrami z Czarnohory i Hawerli.
        Czasem zawieruszył się w powietrzu olbrzymi jastrząb, pan tych połaci. Czasem
        przeleciał czarny kruk szybując ostro w kierunku "Martwej Góry" - Jawornika, nad
        kwiatem zaważył się czarny motyl, a wszystko zamykała błękitna kopuła niebios".


        Tekst: Hieronim Woźniak
        • ciupazka Re: Góralszczyzna 28.12.03, 11:47


          goral.prv.pl/
          • ciupazka Re: Góralszczyzna 30.08.04, 09:15
            ciupazka napisała:

            >
            >
            > goral.prv.pl/

            Cudny tyn tekst i na casie...:

            Niniejszy tekst został nagrany w 1972 r w Bukowinie Tatrzańskiej przez Józefa
            Bubaka podczas "Sabałowych Bajań" (coroczego konkursu gawędziarzy ludowych).
            Autorem spianego poniżej opowiadania jest Józef Pitoń z Zakopanego, który za
            jego wygłoszenie zajął pierwsze miejsce we wspomnianym konkursie.



            Moji ślicni, sami o tym dobrze wiycie kielo to w Zakopanym, na Podholu w
            ostatnik casak wyzmiyniało.
            Downiyj, kie sie siuhaj zalycoł ku dziewcynie, to musioł z jednego wiyrchu na
            drugi śpiywać. A dzisiok? Ka byś nosa nie wsturził, ka byś nogom nie postompiły
            to narodu a narodu. Do auta kolyjka, do kolyjki kolyjka, w karcmie kolyjka, w
            kościele ..., no w kościele moze krapecke mniyjso, ale niedługo dojdzie do
            tego, bedziecie, co i na drugi świat tyz bedzie kolyjka, bo mareście porzondek
            musi być. Jak się juz komus, wiycie, zicie uprzikszi, a baba go juz dozre do
            sićkik regimentów, no to wtedyj nic nie bedzie miol do roboty, ba pódzie do
            urzyndu, tam sie piknie zgłosi no i powiy, wiycie, co jo juz tego zicia mom po
            tela, biercie mie tam juz kany na tyn drugi świat. No to go juz, wiycie, zaroz
            w ksiązkak piyknie zapisom, zaroz mu pedzom na pocontku tak mniyj wiyncyj kie
            to bedzie, ci w tym piyńciorocnim planie, ci dopiyro w drugiym. No to se bedzie
            mok spokojnie du domu przyiś, wrócić sie a potem przijdzie urzyndowe pismo, no
            i wtedy mu juz napisom kiedy sie mo zgłosić. No to bedzie mioł, wiycie, cas
            jakos i porciska lepse na zadek wciongnońć i kufisko troske odropać i z
            kolegami sie pozegnać, e, i wypić tam jedyn albo dwa śpocki, no ji doceko sie.
            Tak bedzie na pewno, bo porzondek musi być. Świynty Pieter tez juz z downa
            walci o to, coby to sobote po połedniu i niedziele mioł wolnom.
            A naraziy to ci turyści, wyicie, i ci ludzie chodzom po tym świecie i po tyk
            holak jak błyndne owce, roz som tu, roz som tam. Jedyn idzie w góre, drugi
            dołu, trzeci w lewo, cworty w prawo, ale jo, wiycie, sićkik byk ik tam
            podzielił na takie dwie maści, na tyk prowdziwyk, porzonnyk i tyk postrochańców.
            Prowdziwy turysta to taki co se do Zakopanego przijedzie na miesionc abo i na
            dwa. Zaś nie sićka mogom na dwa miesionce przyjechać, bo zodyn minister, ani
            zodyn dyrektor, ani kierownik nie przyijedzie, bo on casu ni mo, on produkcjom,
            on ma plan, on mo robote, a co innego robotnik, on choć som nie przujedzie to
            tu zafse jakisi delagat ne jego miejsce trafi.
            No i taki porzonny turysta, Panie świynty, siedzi se piyknie w domie wcasowym,
            o dziewiontej rano se wstanie, na śniodanko se zje jajecnicke z dziesiyńciu
            jaecek na spyrecce, wiycie, potem jesce na pół godziny musi stanonć przed
            lustrym, co by pyndroki pwoypucować na nosie, włosecek wiycie przygłaskuje na
            głowie, jak go jesce mo. Potym zaś wciongo powietrze, coby brzuch ku
            grzbietówce prziciongnońć, a potym jesce wiycie pociongnie krowot do góry, co
            mu zaroz kark ześtywnieje, ocy mu na wiyrk wyjdom.
            A panie, he, panie to lo nik to pół godziny mało, ba przinojmniyj przed tym
            lustrym trza godzine, bo z tej strony trza poprawić, to zaś z tej strony,
            wyicie. To trza sie przipotrzić z boku jako tam linijo idzie, no to zaś wyicie
            to hurdu burdo na głowie z włsoami robiom to z tej strony, to z drugiej strony.
            No potem zaś sie temi fukockami fukajom, fukajom po głowie. Jak juz kazdo
            ofukano, jak pscoła w ulu, no to wtedyj porzonny turysta i porzonno turystka
            bierom sie zwiydzać.
            O, idom choćka, do Dolinki Biołego, do Strązyskiej. Hej, casym to wom powiym ze
            i na Nosol wyjdom. A jak przudzie piykno pogoda, o to jus syćka jednom hurmom
            lecom pod Gubałówke. Panie bierom torby, do tyk torbów maścidła, olyjki,
            jakiesi krymy, jakiesi wiycie gaciynta, ta wyńdzidła sićkie. Lecom tam wartko
            pod tom kolyjke i stojom choćkie i tak padnie co trza i póltorej godziny stoć
            zanim sie do kolyjki dostanie. Jakbyś namyśloł i poseł na nogak to byś za
            dwadziescia minut, ale to by było nie po pańsku. No jak wyjadom na góre,
            lezocki pryńdziutko bierom, kozdo sie wysmaruje i potym lezom na tym lezoku.
            Lezi tak, co nie rusi ani rynkom, ani nogom, ani palcym nawet w nodze i tak
            wiycie nieroz potrafi calućki dziyń przelezeć. O, kiebyś tak której pezdioł w
            domu, coby piyńć minut stanyna spokojnie i nic nie godoła, to by ci zaroz
            pazurami ocy wydropała. Pedziałaby, ze jes dziś równouprawnienie, ze dwoniyj
            było mozna kobiyte prześladować, a dziś juz ńy.
            A potem kie jus trza z tego lezoka, he, Jezus maryjo! zadek biylucki, tu zaś z
            przodu kozdo cyrwiyniucko jak rak. E, kiebyś sie takom stretnon, wyicie tak,
            tak przi zmroku w lesie, to byś cisto piyknie piynty potraciył, telo bys
            uciekoł, a to pote byś juz do końca zicio na sićkie bogi przisiongoł ześ
            jancikrysta widzioł. No a potem po obiedzie, zaś krapecke trza legnońć. No jak
            sie tak juz prześpiom, przelezom po połedniu zaś sie zajońć sprawami
            kulturalnemi, przecie cłek nie ino zije tym chlebym i tom kiełbasom, ba przecie
            i kulturom tyz. No to trza iś do jednej kawiarnie do drugiej, do trzeciej, bo
            trza za znajomy=emi obgodać: kto z kim, a kany, a jako, a kie, a kielo razi. O,
            takich rzeci nie wolno odkłodoć na drugi dziyń, bo by sie zobacyło no i co
            pote. No wiecór kozdy zaś sie sykuje, bo zaś trzeba i cosi poderwać. No to trza
            sie wybrać na bol, a i z drugiej strony trza z kiesonki tyk piniyndzi upuscić,
            bo jak bys piniondze, nie daj Boze, do domu prziwióz, e, bracie to juz na drugi
            rok ci na pół obetnom. No bo ci powiedzom, ho, o trzeciyj nad raniym porzonny
            turysta i porzonno turystka piyknie, grzecnie sie wracajom do domu wczasowego.
            tak wyj robiom porzonni turyści prowdziwi.
            A co robiom postrochańce? Hej, ci wom powiym to do dnia, jesce kohut nie
            zapieje, to juz som na nogak i od rania do noci, do pólnoci goniom. Roz som na
            Gubałówce, za piyńć minut juz som na Giewońcie. Patrzoj potym juz som przi
            Morskiym Oku, a po połedniu juz som w Chochołowskiej, i to jesce kieby sami,
            ale kozdy dźiwgo na grzibiecie plecocisko, worcisko okropne. O, w tym plecoku,
            wom powiym, sićko tam jes. Na spodku buty, potem na tym chlyb, bułki, potem na
            tym zaś jesce śkarpetki, trampki. W jednym trampku masło, w drugiym trampku
            syr. Ny ji potem, potem juz jesce owiązane do kupy kosulom flanelowom, bo w
            plecoku porzondek musi być. No ji na wiyrchu jesce na tym plecocisku wisom
            gorcki, wiycie, rondle, pokrywki, jakiesi patelnie. Jak idom to ino sićko
            zbyrci.
            No ji roz sie tak przitrefiyło, ze taci wyj postruchańcy wpadli do wsi. A mój
            dziadek se przi chałpie siedzioł i cosik se ta dłuboł jaze wiycie wjechali cało
            tako heruzijo. Ej, wyobziyrali sie na sićkie strony, bo widocnie zabłońdzyli,
            bo nie wiedzieli ka dalyj. Ale jedyn dopatrzył dziadka, bo prziskocył do niego,
            godo: Oh, gazdo, gazdo, daleko tu jesce do Poronina? E, dyć niedaleko. No a kaz
            wy to tag lecicie, ci sie poli, ci wojna? A niy, niy, ale my zbiyromy punkty.
            No za ile my tam mozemy do tego Poronina zojść, za kwadrans? E, nie zojdziecie.
            No a za pół godziny? O, za półgodziny tyz niy. O, no bo wy przecie ponowie
            idziecie w drugom strone.

            tekst: "400 lat dziejów Zakopanego", fotografie: archiwum ( link wysyj)

            • ciupazka Re: Góralszczyzna 14.06.05, 19:55
              Ha, jutro posiady, związane z tym tematem zaś u nos i o konferencji
              ftoro była na tyn temat w Krakowie, N.Targu i na Bukowinie. Na scęście momy
              kasete, to pokozemy! I jesce roz o nos!


              goral.prv.pl/
              • ciupazka Re: Góralszczyzna 14.06.05, 20:08
                Temat z konferencji m.in.:

                www.almanachmuszyny.pl/index.php?p=ref_gory
                • ciupazka Re: Góralszczyzna 15.06.05, 07:52
                  Język, edukacja regionalna u nos trza pedzieć, ze kwitnie i barz za to
                  dziękujymy syćkim, ftorzy o to dbajom.

                  Edukacja kojarzy się ze szkołą, nauczaniem. W przypadku języka ma wymiar
                  podwójny. Obejmuje zgodnie z tradycją dydaktyczną oraz w myśl obowiązującej
                  Podstawy Programowej dwa składniki: naukę o języku oraz doskonalenie jego
                  użyć w czterech najważniejszych obszarach językowej aktywności człowieka,
                  czyli rozwijanie umiejętności:

                  a) w mówieniu
                  b) w słuchaniu
                  c) w czytaniu
                  d) w pisaniu

                  Służy temu gramatyka i ortografia, wiedza o języku, o odmianach regionalnych,
                  dialektologia. Konieczna jest edukacja regionalna ucznia z jego
                  najbliższym środowiskiem, z własną tzw. małą ojczyzną. Jest to konieczne
                  w kształtowaniu jego świadomości. Świadomość dziedziczenia określonej
                  tradycji, określonej spuścizny intelektualnej i materialnej, oraz
                  przynależności etnicznej. Język jest nośnikiem kultury oraz składnikiem
                  kultury. Dlatego kształcenie w tym aspekcie jest koniecznością i nakazem
                  chwili. Poprawność terytorialna mowy(gwary) najbliższego środowiska musi
                  dawać znać o sobie na najwcześniejszym etapie kształcenia i to się robi
                  organizując konkursy dla dzieci i młodzieży w gwarze. Aspekt poznawczy(
                  dialektologia) robi się na szczeblu licealnym.

                  Mają co robić naukowcy, dialektolodzy, nauczyciele. A czy coś się w tym
                  zakresie robi? Świadectwem , że tak jest i że jest , to była ta
                  Konferencja: ”Góralszczyzna, góralszczyzna…”.

                  Reforma oświaty zapoczątkowana w 1999 r otwarła okno na zagadnienia związane
                  z kulturą i tradycją regionalną. W nowej koncepcji kształcenia projekt
                  wychowania patriotycznego zarysowuje treści programowe wielu przedmiotów
                  nauczania oraz ścieżek edukacyjnych. Wynika z nich, że bezpośrednie,
                  kulturowe, przyrodnicze, geograficzne i społeczne otoczenie człowieka należy
                  uznać za nośnik wartości, które domagają się odkrycia, by w konsekwencji
                  mogły stać się budulcem filozofii życiowej współczesnego człowieka
                  ( E. Mikoś. M. Feiner, Zmiany w sposobach myślenia w szkole., „Polonistyka”
                  4/2002,s.208-213..

                  Odpowiedzialność za realizację treści ścieżek edukacyjnych spoczywa na
                  nauczycielach wszystkich przedmiotów.
                  Na terenie Podtatrza organizuje się wiele konkursów recytatorsko-
                  gawędziarskich oraz literackich, których podstawę stanowi twórczość poetów i
                  gawędziarzy regionalnych..
                  Pracę z tekstami utrudnia fakt, że każdy poeta , czy gawędziarz stosował
                  swój zapis i niekoniecznie te same zjawiska odbierał i opisywał identycznie.

                  Studentom II roku PPWSZ (Podhalańska Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa ) w Nowym
                  Targu na zajęciach z metodyki nauczania języka polskiego polecono przygotować
                  konspekty z materiałów pisanych gwarą i językiem literackim wg
                  następujących wytycznych:

                  1. Miejsce, w którym żyjemy
                  2. Moja rodzina i inni mieszkańcy regionu
                  3. Dziedzictwo kulturowe regionu
                  4. Teraźniejszość i przyszłość regionu, w którym mieszkam.


                  Celem było:

                  Rozbudzenie zainteresowań kulturą swojego regionu, budzenie wobec

                  Poznanie literatury regionalnej

                  Rozpoznawanie stylizacji i określenie jej funkcji

                  Kształtowanie systemu wartości etycznych, estetycznych i duchowych

                  Uświadamianie wartości słownictwa gwarowego, budzenie szacunku wobec gwary

                  Kształtowanie umiejętności posługiwania się gwarą i ogólnopolską odmianą
                  języka w różnych sytuacjach

                  Polecano napisanie tego samego tematu gawędy różnym osobom. Temat: „Jako
                  Marysi sybe ukradli.” I co się okazało?
                  Kozdy z ucniów inacyj to opisoł – patrz: "EDUKACJA REGIONALNA NA PODTATRZU.
                  Ścieżki i manowce". Zeszyt Naukowy Podhalańskiej Państwowej Wyższej Szkoły
                  Zawodowej w Nowym Targu. Nowy Targ 2004.


                  Tekst gawędy i jej tytuły były różne:

                  Jako Marysi sybe w aucie ukradło

                  Jako to blondynce sybe ukradli

                  Jak Marysi sybe ukradło

                  Jako Marynie sybe w aucie ukradło

                  Jaśkowa baba

                  Biała Maryna

                  Mój zorobek

                  Babska odmiana

                  Fajne te opowiadania, nei nie dziwota, ze naukowcy majom rpbote ś nimi ,
                  hehe... Hale cy Górola to obchodzi? Haj!

                  • ciupazka Re: Góralszczyzna 15.06.05, 13:28
                    Tekst gwarowy z Zakopanego
                    Dwie maści turystów


                    Niniejszy tekst został nagrany w 1972 r w Bukowinie Tatrzańskiej przez Józefa
                    Bubaka podczas "Sabałowych Bajań" (coroczego konkursu gawędziarzy ludowych).
                    Autorem spianego poniżej opowiadania jest Józef Pitoń z Zakopanego, który za
                    jego wygłoszenie zajął pierwsze miejsce we wspomnianym konkursie.



                    Moji ślicni, sami o tym dobrze wiycie kielo to w Zakopanym, na Podholu w
                    ostatnik casak wyzmiyniało.
                    Dowiyj, kie sie siuhaj zalycoł ku dziewcynie, to musioł z jednego wiyrchu na
                    drugi śpiywać. A dzisiok? Ka byś nosa nie wsturził, ka byś nogom nie postompiły
                    to narodu a narodu. Do auta kolyjka, do kolyjki kolyjka, w karcmie kolyjka, w
                    kościele ..., no w kościele moze krapecke mniyjso, ale niedługo dojdzie do
                    tego, bedziecie, co i na drugi świat tyz bedzie kolyjka, bo mareście porzondek
                    musi być. Jak się juz komus, wiycie, zicie uprzikszi, a baba go juz dozre do
                    sićkik regimentów, no to wtedyj nic nie bedzie miol do roboty, ba pódzie do
                    urzyndu, tam sie piknie zgłosi no i powiy, wiycie, co jo juz tego zicia mom po
                    tela, biercie mie tam juz kany na tyn drugi świat. No to go juz, wiycie, zaroz
                    w ksiązkak piyknie zapisom, zaroz mu pedzom na pocontku tak mniyj wiyncyj kie
                    to bedzie, ci w tym piyńciorocnim planie, ci dopiyro w drugiym. No to se bedzie
                    mok spokojnie du domu przyiś, wrócić sie a potem przijdzie urzyndowe pismo, no
                    i wtedy mu juz napisom kiedy sie mo zgłosić. No to bedzie mioł, wiycie, cas
                    jakos i porciska lepse na zadek wciongnońć i kufisko troske odropać i z
                    kolegami sie pozegnać, e, i wypić tam jedyn albo dwa śpocki, no ji doceko sie.
                    Tak bedzie na pewno, bo porzondek musi być. Świynty Pieter tez juz z downa
                    walci o to, coby to sobote po połedniu i niedziele mioł wolnom.
                    A naraziy to ci turyści, wyicie, i ci ludzie chodzom po tym świecie i po tyk
                    holak jak błyndne owce, roz som tu, roz som tam. Jedyn idzie w góre, drugi
                    dołu, trzeci w lewo, cworty w prawo, ale jo, wiycie, sićkik byk ik tam
                    podzielił na takie dwie maści, na tyk prowdziwyk, porzonnyk i tyk postrochańców.
                    Prowdziwy turysta to taki co se do Zakopanego przijedzie na miesionc abo i na
                    dwa. Zaś nie sićka mogom na dwa miesionce przyjechać, bo zodyn minister, ani
                    zodyn dyrektor, ani kierownik nie przyijedzie, bo on casu ni mo, on produkcjom,
                    on ma plan, on mo robote, a co innego robotnik, on choć som nie przujedzie to
                    tu zafse jakisi delagat ne jego miejsce trafi.
                    No i taki porzonny turysta, Panie świynty, siedzi se piyknie w domie wcasowym,
                    o dziewiontej rano se wstanie, na śniodanko se zje jajecnicke z dziesiyńciu
                    jaecek na spyrecce, wiycie, potem jesce na pół godziny musi stanonć przed
                    lustrym, co by pyndroki pwoypucować na nosie, włosecek wiycie przygłaskuje na
                    głowie, jak go jesce mo. Potym zaś wciongo powietrze, coby brzuch ku
                    grzbietówce prziciongnońć, a potym jesce wiycie pociongnie krowot do góry, co
                    mu zaroz kark ześtywnieje, ocy mu na wiyrk wyjdom.
                    A panie, he, panie to lo nik to pół godziny mało, ba przinojmniyj przed tym
                    lustrym trza godzine, bo z tej strony trza poprawić, to zaś z tej strony,
                    wyicie. To trza sie przipotrzić z boku jako tam linijo idzie, no to zaś wyicie
                    to hurdu burdo na głowie z włsoami robiom to z tej strony, to z drugiej strony.
                    No potem zaś sie temi fukockami fukajom, fukajom po głowie. Jak juz kazdo
                    ofukano, jak pscoła w ulu, no to wtedyj porzonny turysta i porzonno turystka
                    bierom sie zwiydzać.
                    O, idom choćka, do Dolinki Biołego, do Strązyskiej. Hej, casym to wom powiym ze
                    i na Nosol wyjdom. A jak przudzie piykno pogoda, o to jus syćka jednom hurmom
                    lecom pod Gubałówke. Panie bierom torby, do tyk torbów maścidła, olyjki,
                    jakiesi krymy, jakiesi wiycie gaciynta, ta wyńdzidła sićkie. Lecom tam wartko
                    pod tom kolyjke i stojom choćkie i tak padnie co trza i póltorej godziny stoć
                    zanim sie do kolyjki dostanie. Jakbyś namyśloł i poseł na nogak to byś za
                    dwadziescia minut, ale to by było nie po pańsku. No jak wyjadom na góre,
                    lezocki pryńdziutko bierom, kozdo sie wysmaruje i potym lezom na tym lezoku.
                    Lezi tak, co nie rusi ani rynkom, ani nogom, ani palcym nawet w nodze i tak
                    wiycie nieroz potrafi calućki dziyń przelezeć. O, kiebyś tak której pezdioł w
                    domu, coby piyńć minut stanyna spokojnie i nic nie godoła, to by ci zaroz
                    pazurami ocy wydropała. Pedziałaby, ze jes dziś równouprawnienie, ze dwoniyj
                    było mozna kobiyte prześladować, a dziś juz ńy.
                    A potem kie jus trza z tego lezoka, he, Jezus maryjo! zadek biylucki, tu zaś z
                    przodu kozdo cyrwiyniucko jak rak. E, kiebyś sie takom stretnon, wyicie tak,
                    tak przi zmroku w lesie, to byś cisto piyknie piynty potraciył, telo bys
                    uciekoł, a to pote byś juz do końca zicio na sićkie bogi przisiongoł ześ
                    jancikrysta widzioł. No a potem po obiedzie, zaś krapecke trza legnońć. No jak
                    sie tak juz prześpiom, przelezom po połedniu zaś sie zajońć sprawami
                    kulturalnemi, przecie cłek nie ino zije tym chlebym i tom kiełbasom, ba przecie
                    i kulturom tyz. No to trza iś do jednej kawiarnie do drugiej, do trzeciej, bo
                    trza za znajomy=emi obgodać: kto z kim, a kany, a jako, a kie, a kielo razi. O,
                    takich rzeci nie wolno odkłodoć na drugi dziyń, bo by sie zobacyło no i co
                    pote. No wiecór kozdy zaś sie sykuje, bo zaś trzeba i cosi poderwać. No to trza
                    sie wybrać na bol, a i z drugiej strony trza z kiesonki tyk piniyndzi upuscić,
                    bo jak bys piniondze, nie daj Boze, do domu prziwióz, e, bracie to juz na drugi
                    rok ci na pół obetnom. No bo ci powiedzom, ho, o trzeciyj nad raniym porzonny
                    turysta i porzonno turystka piyknie, grzecnie sie wracajom do domu wczasowego.
                    tak wyj robiom porzonni turyści prowdziwi.
                    A co robiom postrochańce? Hej, ci wom powiym to do dnia, jesce kohut nie
                    zapieje, to juz som na nogak i od rania do noci, do pólnoci goniom. Roz som na
                    Gubałówce, za piyńć minut juz som na Giewońcie. Patrzoj potym juz som przi
                    Morskiym Oku, a po połedniu juz som w Chochołowskiej, i to jesce kieby sami,
                    ale kozdy dźiwgo na grzibiecie plecocisko, worcisko okropne. O, w tym plecoku,
                    wom powiym, sićko tam jes. Na spodku buty, potem na tym chlyb, bułki, potem na
                    tym zaś jesce śkarpetki, trampki. W jednym trampku masło, w drugiym trampku
                    syr. Ny ji potem, potem juz jesce owiązane do kupy kosulom flanelowom, bo w
                    plecoku porzondek musi być. No ji na wiyrchu jesce na tym plecocisku wisom
                    gorcki, wiycie, rondle, pokrywki, jakiesi patelnie. Jak idom to ino sićko
                    zbyrci.
                    No ji roz sie tak przitrefiyło, ze taci wyj postruchańcy wpadli do wsi. A mój
                    dziadek se przi chałpie siedzioł i cosik se ta dłuboł jaze wiycie wjechali cało
                    tako heruzijo. Ej, wyobziyrali sie na sićkie strony, bo widocnie zabłońdzyli,
                    bo nie wiedzieli ka dalyj. Ale jedyn dopatrzył dziadka, bo prziskocył do niego,
                    godo: Oh, gazdo, gazdo, daleko tu jesce do Poronina? E, dyć niedaleko. No a kaz
                    wy to tag lecicie, ci sie poli, ci wojna? A niy, niy, ale my zbiyromy punkty.
                    No za ile my tam mozemy do tego Poronina zojść, za kwadrans? E, nie zojdziecie.
                    No a za pół godziny? O, za półgodziny tyz niy. O, no bo wy przecie ponowie
                    idziecie w drugom strone.

                    tekst: "400 lat dziejów Zakopanego", fotografie: archiwum



                    • Gość: Ciupazka Re: Góralszczyzna - Kuchta Zygmunt ... IP: *.it-net.pl 15.06.05, 15:42
                      Z Bukowiny Tatrzańskiej - nagroda ministra kultury, szefa bukowiańskiego
                      Centrum Kultury, piyknie mu gratulujymy!!!

                      Został laureatem dorocznej Nagrody Ministra Kultury w 2005 roku.
                      Nagrody te przyznawane są w uznaniu całokształtu działalności lub za wybitne
                      osiągnięcia w danym roku w dziedzinie: twórczości artystycznej, upowszechniania
                      i ochrony dóbr kultury o znaczeniu ogólnokrajowym lub międzynarodowym.

                      W tym roku uznanie u ministra Waldemara Dąbrowskiego razem z innymi znanymi
                      postaciami, między innymi Magdaleną Abakanowicz, Jerzym Hoffmanem i Jerzym
                      Maksymiukiem, znalazł również podhalański twórca ludowy i działający w
                      Bukowinie animator kultury.

                      Zygmunt Kuchta wyróżniony w ten sposób został w dziedzinie twórczości ludowej.
                      Nagrodę odebrał podczas uroczystości na Zamku Królewskim w Warszawie. Artysta
                      wykonuje na co dzień meble podhalańskie, instrumenty muzyczne, wyroby ze skóry
                      i metalu. Jego prace znajdują się w Muzeum Instrumentów Ludowych w Szydłowcu, w
                      Muzeum Etnograficznym w Warszawie oraz w Muzeum Tatrzańskim i w kolekcjach
                      prywatnych.

                      • ciupazka Re:Góralszczyzna - Materiały z Konferencji. 2004 17.10.05, 21:23
                        Ukazały się materiały z Międzynarodowej Konferencji ( 21-24.X.2004. Kraków -
                        Nowy Targ - Bukowina) - "Góry i góralszczyzna". Dokument ( 4 pozycje) powstał
                        przy wsparciu finansowym Unii Europejskiej. Wyłączna odpowiedzialność za treść
                        w/w dokumentow ponosi PPWSZ w Nowym Targu i w żadnym razie nie może ona być
                        utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Unii Europejskiej. Nowy Targ 2005.

                        1. Literatura i język
                        2. Historia
                        3. Kultura i przyroda
                        4. Wybrane materialy(Hory a gorali v dejinach a kulture polsko-słowenskeho
                        pohranicia). Zainteresowanych tam odsyłamy: Nowy Targ, ul. Kokoszków 71,
                        34-400 Nowy Targ.

                        p.s.

                        Otrzymałam, dziękuję.
                        Telo.Pozdr.
                        • Gość: Ciupazka Re:Góralszczyzna - IP: *.it-net.pl 03.12.05, 13:31
                          Tu wydziwiajom na temat góralszczyznt, Ci co sie "nobarzyj znajom", hehe...:


                          www.bozym.com/tatry_bb/viewtopic.php?t=57&postdays=0&postorder=asc&start=20


                          Nei, kozdy temat dobry...
                          • Gość: Ciupazka Re: >>> Góralszczyzna >>>> IP: *.it-net.pl 03.12.05, 13:53
                            Wyssajom, to sie znacy, wycycajom z nos syćko? Jee, nie domy sie! Haj!


                            pepperoni.fm.pl/zbooy/gory/biblio/index.html?pg=7&srch=

                            Uwazujcie syćka, cobyście sie casami górolami i górolscyznom nie udowiyli,
                            hehe...
                          • ciupazka Re:Góralszczyzna - 03.12.05, 14:18
                            Gość portalu: Ciupazka napisał(a):

                            > Tu wydziwiajom na temat góralszczyznt, Ci co sie "nobarzyj znajom", hehe...:
                            >
                            >
                            > www.bozym.com/tatry_bb/viewtopic.php?t=57&postdays=0&postorder=asc&start=20
                            >
                            >
                            > Nei, kozdy temat dobry...
                            ]
                            A moze by tak syrzyj i pod te tematy, he?

                            Dział ogólny

                            Bibliografie. Czasopisma. Prace ogólne dotyczące całego regionu. Poszczególne
                            okręgi i miejscowości. Biografie i sylwetki. Pamiętniki i wspomnienia.

                            II. Środowisko geograficzne.
                            Kartografia. Geografia. Geologia. Surowce balneologiczne. Klimatologia.
                            Roślinność. Zwierzęta. Ochrona przyrody. Rezerwaty. Krajoznawstwo. Turystyka.

                            III. Historia
                            Opracowania ogólne. Archeologia. Historia. Źródła. Dokumenty.

                            IV. Etnografia
                            /Muzyka. Taniec. Stroje ludowe. Zwyczaje, obrzędy, wierzenia. Kultura
                            materialna. Budownictwo ludowe.

                            V. Zagadnienia gospodarcze

                            VI. Zagadnienia polityczno-społeczne
                            Wydarzenia polityczne po 1945 roku. Organizacje społeczne.

                            VII. Służba zdrowia. Lecznictwo uzdrowiskowe

                            VIII. Kultura. Nauka. Oświata
                            Kultura. Towarzystwa kulturalne. Nauka. Oświata. Muzea. Sport. Fundusz
                            Stypendialny.

                            IX. Językoznawstwo

                            X. Literatura piękna
                            Opracowania. Utwory poetyckie. Utwory prozatorskie. Reportaże. Legendy.
                            Podania.

                            XI. Sztuka
                            Zabytki. Architektura. Rzeźba. Cmentarze. Muzyka.

                            XII. Kościół
                            Historia. Kościół - współczesność.

                            Tak mi sie widzi, abo mi sie ino zdaje, ze juz duzo o tym napisane jest,
                            hale jesce cosi kansi byłoby i co uzupełnić napisać, he? I pod te tematy
                            a nie o syćkim i o nicym, drodzy , kochani cepry, niepilce i "znawcy" .
                            Nei, hale piyrse trza se pocytać... a nie ino podscekiwać, haj!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka