Dodaj do ulubionych

Kto lepszy czyli mżonki alko o wyższości nad nieal

14.02.10, 14:46
Lektura ostatnich postów zrodziła we mnie pytanie :
Po co alkoholik albo alkoholiczka chce koniecznie udowodniać nie -
alko : kto lepszy jako człowiek i kto bardziej uduchowiony ???

Po co kopać się z koniem albo udowadniać rybie że ona gorzej
pływa ???

No właśnie po co ?

Przecież to walka na zupełnie innych płaszczyznach i generalnie
rzecz biorąc stojący na nich nigdy nie wejdą na tę samą płaszczyznę

i nigdy nie osiągną jakiegokolwiek porozumienia

to oczywista oczywistośc

ale niestety wszelkie terapie i przesłania aowskich guru prowadzą do
wyniesienia niepijącego alko pod niebiosa i podniesienia egoizmu do
cnoty a duchowości alko do Parnasu co prowadzi za chwilę do
zatracenia poczucia rzeczywistości przez alko i narcystycznego
uczucia pt. WIELKI JESTEM i padajcie na kolana wszyscy maluccy tego
świata ..

i o ile w gronie alko to być może i trzeźwy alko " wielki jest " ale
wśród niealko jest tylko jednym z wielu a jego przymioty ducha
oparte na nie-piciu alkoholu nikogo nie interesują ani nie obchodzą .

Tu jest real świat i inne wartości wiodą prym a nie to czy pijesz
czy nie - albo to , że uważasz się za uduchowionego bardziej niż
inni ...

Nikogo to nie obchodzi a niezrozumiałe przeze mnie domaganie się
uznania przez nie-alko i domaganie się wyniesienia na wyżyny i
podkreślania własnych cnót i przewag prowadzi w końcu do scysji , w
której to duchowośc alko pryska jak bańka mydlana ..

I niepowodzenie trzeźwienia gotowe - a po co było wdawać się w
pojedynek jeden na jeden kto tu lepszy ??

Po co ??

pzdr deoand

Obserwuj wątek
    • pierzchnia Re:Nomen Omen 14.02.10, 15:30
      Ten, kto chce się ratować szuka solidnego oparcia,które da mu nadzieję na powrót
      do normalnego życia.
      Dlatego pomoc powinna być fachowa,oparta na wieloletnim doświadczeniu, w pracy z
      ludźmi uzależnionymi.
      To fajnie, że są tacy, których wystarczy popchnąć i pomachać ręką na pożegnanie,
      ale większość do nich nie należy.
      Najszlachetniejsi pozostają we Wspólnotach dla innych- przeszli proces do końca
      i na dobrą sprawę, nie potrzebują podparcia.
      • aaugustw Re:Nomen Omen 14.02.10, 16:02
        pierzchnia napisał:
        > Ten, kto chce się ratować szuka solidnego oparcia,które da mu
        nadzieję na powrót do normalnego życia.
        > Dlatego pomoc powinna być fachowa,oparta na wieloletnim
        doświadczeniu, w pracy z ludźmi uzależnionymi.
        > To fajnie, że są tacy, których wystarczy popchnąć i pomachać ręką
        na pożegnanie, ale większość do nich nie należy.
        > Najszlachetniejsi pozostają we Wspólnotach dla innych- przeszli
        proces do końca i na dobrą sprawę, nie potrzebują podparcia.
        _________________________________________________.
        Bardzo dojrzale slowa - Pierzchnia...!
        Kiedys moi dzisiejsi przyjaciele znalezli dla mnie czas, kiedy
        ich potrzebowalem...!
        Dlaczego dzisiaj ja mialbym byc inny...? - Czulbym sie
        niewdziecznikiem, ktory za darmo pozabieral co potrzebowal,
        a potem poszedl w dluga, jak to robi jeden z naszych tutaj,
        tyrajacy wsrod bialych niedzwiedzi i udajacy bogacza na Florydzie...!
        Ja sluze innym (za darmo!), wcale nie do przesady, ani nie
        codziennie... - W realu srednio 2x w tygodniu. A kto mysli, ze
        alkoholik w AA robi kariere - myli sie bardzo. W AA nnajwiekszym
        dobrem jest anonimowosc... - Nasze zasady zawsze stoja przed
        osobistymi ambicjami... - (Trad. XII)
        W AA nie ma wspinania sie na szczyty, jest tylko schodzenie do
        pokory, (ktora nb. na terapiach jest dalej zabijana, windujac chore
        Ego pod niebiosy). Na samym szczycie siedza ci, ktorzy siedza na
        Mityngu AA. To jest wspolnota amatorow. Profesjonalistami bylismy
        tylko w piciu... Nie jestesmy misjonarzami, ani bracmi w wierze, jak
        to ktos ladnie napisal...!
        A...
    • tenjaras Re: Kto lepszy czyli mżonki alko o wyższości nad 14.02.10, 17:33
      Deo, nie prowokuj, to będzie ci oszczędzone ;-)

      Jesteś zwykłym człowiekiem determinowanym rzeczami zwykłymi. Alkoholicy
      determinowani są rzeczami niezwykłymi - wyższymi. Chcesz tego czy nie. Otarliśmy
      się o śmierć, wyzbyliśmy lęków o przyszłość, rozumiemy rolę i obecność Boga w
      naszym życiu (każdy sobie sam decyduje co jest jego Siłą Wyższą, dla mnie to
      Bóg). Pozostajemy egocentrykami, ale większość z nas "oswaja" tą cechę i wyzbywa
      się egoizmu. Nasza przeszłość przynosi pożytek nie tylko nam, ale przede
      wszystkim ludziom, którzy potrzebują ratunku w alkoholiźmie. Metody, przy
      których Ty pracujesz nie przynoszą, jak sam na to wskazujesz, najciekawszych
      efektów.

      Jednak tu nie chodzi o wyższość nad wszystkimi ludźmi, a nad tymi, którzy się
      próbują, mimo, że z góry są skazani na niepowodzenie. Mierz siły na zamiary, a
      sam zobaczysz ile Ci będzie wygodniej w życiu.
      • pierzchnia Re:Chłopak z marcepana 14.02.10, 19:58
        Zaśpiewajmy pieśń o słodkim Deonadzie,
        który lubi trzymać nogi, w marmoladzie.

        Bo tak bywa, że gdy ktoś jest pełen złości,
        woli cukier od miłości.
        • deoand Re:Chłopak z marcepana 14.02.10, 20:44
          Ooooo jakby mi się trafiła wolna miłośc jak choćby naszej koleżance
          es, to kto wie czy bym i z cukru nie zrezygnował !
          • e4ska Re:Chłopak z marcepana 15.02.10, 15:10
            Deo.
            Nie tyle wolna - co rozwolniona.

            Wiłtualna słaczka miłosna.

            ;-)))
    • ela_102 Fakty zamiast "pierdu pierdu" 14.02.10, 21:22
      Po co alkoholik albo alkoholiczka chce koniecznie udowodniać nie -
      alko : kto lepszy jako człowiek i kto bardziej uduchowiony ??? Po co kopać się z
      koniem albo udowadniać rybie że ona gorzej
      pływa ?? No właśnie po co ? Przecież to walka na zupełnie innych płaszczyznach i
      generalnie rzecz biorąc stojący na nich nigdy nie wejdą na tę samą płaszczyznę


      Istnieje niezliczona ilość alkoholików, którzy zdobyli sławę w czasie czynnym
      choroby.
      Ta lista dowodzi, że osoby nadużywające alkoholu mogą mieć bardzo udane życie i
      pozostawić znaczący ślad na świecie.
      Spójrzmy prawdzie w oczy, każdy na tej liście jest z pewnością znanym ALKOHOLIKIEM.
      Nieznani są alkoholikami w każdej dziedzinie życia. Alkoholizm wykazał, że
      dotknie ludzi z każdego środowiska.

      Oto lista NIEKTÓRYCH znanych alkoholików:

      Ulysses Grant - 18-ty prezydent USA.
      Został usunięty z wojska ze względu na poważny problem z piciem. Po powrocie do
      wojska poprowadzi na północ do zwycięstwa w wojnie domowej. Wkrótce potem
      zostaje PREZYDENTEM. Jego picie było na tyle poważne, że zbankrutował i mial
      problemy finasowe po zakończeniu kadencji.

      Drew Barrymore - aktorka, zdobyła sławę zanim stała się nastolatką. Słynna też
      jest jej walka z alkoholem i narkotykami. Poszła na REHAB w wieku 13 lat.

      John Lucas - Profesjonalny zawodnik NBA.
      Wypadł ze sportu zawodowego ze względu na alkohol i narkotyki. Członek AA.
      Otworzył klinikę dla sportowców zawodowych którzy mają problem z narkotykami i
      alkoholem.

      Bill Wilson - Najbardziej znany alkoholik. Założyciel AA, pomógł MILIONOM ludzi
      stać się trzeźwymi.

      Eric Clapton - Ten słynny muzyk stworzył kilka zespołów w ciągu wielu lat
      kariery jako gitarzysta elektryczny. Odkąd jest czysty i trzeźwy prowadzi
      CENTRUM ODNOWY alkoholików i narkomanów.

      Ernest Hemingway - pisarz.
      William Faulkner, Jack London.

      Aleksander Wielki - słynny strateg i geniusz wojskowy. Dobrze znany z tego, że
      jako jeden z pierwszych w historii ludzkości publicznie przyznał się do alkoholizmu.

      sensem robienia takich list jest uświadomienie, że każdy człowiek, nawet ten
      walczący z uzależnieniem może stać się sławny.
      Uzależnienie nie musi wyrzucić NIKOGO poza margines jakikolwiek.
      Porównaj swoje DEO miejsce na świecie do kogokolwiek z tej listy.
      Kim ty jesteś wobec tych ludzi?

      Nikogo to nie obchodzi a niezrozumiałe przeze mnie domaganie się
      uznania przez nie-alko i domaganie się wyniesienia na wyżyny i
      podkreślania własnych cnót i przewag prowadzi w końcu do scysji , w
      której to duchowośc alko pryska jak bańka mydlana ..


      uważasz obronę przed atakującym chamem za brak duchowości?
      Dla mnie to DOWÓD na jej rozwój, wszak z szacunku do siebie samego będę kiedyś
      rozliczana przede wszystkim. Szacunek wobec drugiego człowieka u osób
      uduchowianych przejawia się mówieniem mu prawdy i wskazywaniem jak bardzo
      krzywdzi siebie samego pogardzając innymi.
      Jak strasznie się myli i błądzi. Jak okrutnie niszczy wszelkie dobro podarowane
      mu ZA DARMO przez Boga, które w dodatku nie jest jego własnością.

      Kiedyś przyjdzie Ci za to zapłacić Deo :-)
      • sabinac-0 Re: Fakty zamiast "pierdu pierdu" 14.02.10, 21:36
        Tym, co czlowieka wywyzsza nie jest nalog, lecz akt walki i pokonania nalogu,
        wzbogacajacy o doswiadczenie, ktorego nie mieli inni.
        Cos jak syn marnotrawny - zostal wywyzszony nad swego brata, ktory byl porzadnym
        czlowiekiem, ale nigdy nie przeszedl proby.

        • deoand Re: Fakty zamiast "pierdu pierdu" 14.02.10, 22:16
          Alkoholików było na świecie wielu i również jest paru na forum
          chocby twój brat w nałogu wolf czy nawet beka do których nie
          zauważyłam abyś wykazała jakieś pozytywne uczucia - więc są lepsi i
          gorsi i uduchowiona ela jednych darzy sympatia i klasyfikuje ichto
          ONI a drudzy alko to smieci ???

          Ciekawa mentalnosc i ciekawe uduchowienie ...

          do sabinac .. no niby zgoda - walczył jak lew zginąl jak mucha ...

          a widziałaś Ty alkoholika , który pokonał nałog ???

          a jeśli tak to przepraszam co rozumiesz pokonac nałog - nie pić
          czy móc zacząć pić alkohol okazyjnie tak jak sie piło lata wstecz
          gdy o pojęciu alkoholiz nie słyszało się w ogóle ??

          pzdr deoand
          • ela_102 Re: Fakty zamiast "pierdu pierdu" 14.02.10, 22:37
            twój brat w nałogu wolf czy nawet beka do których nie
            zauważyłam abyś wykazała jakieś pozytywne uczucia - więc są lepsi i
            gorsi i uduchowiona ela jednych darzy sympatia i klasyfikuje ichto
            ONI a drudzy alko to smieci ???


            Dla mnie każdy alkoholik to gość i ktoś bardzo wrażliwy, podkreślam to NAJCZĘŚCIEJ.
            To, że nie zauważasz czegoś (czytaj pozytywnych uczuć wobec alkoholików) wcale
            nie znaczy, że ich nie ma. Wielokrotnie tutaj, ostatnimi zwłaszcza czasy,
            udowodniałeś istnienie rzeczy których nie ma (np.OGRANICZONA ELA wyrzucona na
            margines społeczeństwa) możesz więc bez kłopotu działać w odwrotnym kierunku.
            Pisałam Ci już w innym wątku, że to co ma miejsce między alkoholikami, taki laik
            jak Ty nie jest w stanie ODCZYTAĆ właściwie.

            Ja rozumiem, że nie masz co zrobić z czasem i nawet z kim pogadać o sporcie,
            brak kumpla, czy coś takiego. Więc zapełniasz to forum przeznaczone dla osób
            którym bliski jest temat uzależnień postami i wątkami nie na temat. A nawet w
            wątkach na temat, piszesz nie na temat, bo tak naprawdę, jak się okazało, nie
            masz nic wartościowego do powiedzenia.
          • tenjaras Re: Fakty zamiast "pierdu pierdu" 14.02.10, 22:49
            deoand napisał:
            > co rozumiesz pokonac nałog - nie pić
            > czy móc zacząć pić alkohol okazyjnie tak jak sie piło lata wstecz
            > gdy o pojęciu alkoholiz nie słyszało się w ogóle ??

            Ciekawe...
            Teraz rozumiem z czego wynika Twój kompleks. Bardzo byś chciał, żeby norma
            stanowiła, że alkohol zawsze dobry jest. A tu kilku otrzeźwieńców pokazuje, że
            alkohol nie stanowi o normie, a raczej zaburza. Pewnie uczuleni na truskawki też
            w Twoim świecie to druga liga - oni nie jedzą nawet kiśli o smaku truskawek.
            Czemu? Przecież truskawki to norma.
    • beka.smiechu-w.sali.obok Re: Kto lepszy czyli mżonki alko o wyższości nad 14.02.10, 22:10
      Ciekawe spostrzezenie, odwrotne do niegdys mojego.
      Ja zawsze mialem wrazenie, ze terapia jest opresyjna, tak samo 12 krokow. jak
      dawne chrzescijanstwo (albo obecne purytanskie amerykanskie)- czesto mowa o
      grzechu, naprawie moralnej itp. Wedlug mojego owczesnego rozeznania, produktem
      koncowym mial byc "nowonawrocony", z brzemieniem przeszlych win idacy przez
      swiat z misja naprawy. W wersji pozytywnej, taki troche buddysta, dobry,
      niegrozny, nieagresywny.
      Ale przez analogie do amerykanskiego chrzescijanstwa, cos w tym chyba jest, ze
      niektorzy ida krok dalej i zaczynaja myslec, ze posiedli jakies boskie
      wlasciwosci, wynoszace ich ponad smiertelnikow. Tak jak nie przymierzajac byly
      prezydent USA Bush. Poczucie dotkniecia absolutu, misji do wykonania i bycia
      czescia swiadomej elity.

      Chociaz jest sporo prawdy w tym, ze leczycy sie z nalogow maja do wykonania
      zadanie, ktore zwyklych osob z reguly nie dotyczy. Praca nad soba, wglad w
      siebie. Moze wiec jakis tam rodzaj wyzszej od przecietnej swiadomosci istnieje.
      Ale ja wiem, czy to jest lepsze?
      Ktos, kto mial szczescie od razu byc od razu niepokaleczony, tej pracy nie
      wykonal, ale wlasciwie to przeciez nie musial, dla niego naturalnym stanem jest
      stan, ktory alkoholik osiaga dopiero w efekcie ciezkiej pracy. Co jest lepsze?
      Nic chyba, po prostu jest to inne, ale czy lepsze czy gorsze?

      Z pewnoscia roznice widac bedzie miedzy dwiema osobami zrodlowo pokaleczonymi, z
      ktorych jedna wpadla w nalog a druga nie. Przyroda nie znosi prozni, wiec jeden
      okaleczony zacznie pic czy brac, a drugi bedzie kompensowal to inaczej-
      zlosliwoscia, wycofaniem, surowoscia moralna, fanatyzmem religijnym czy
      politycznym itd.
      No i tutaj mamy fakt oczywisty, ze w przypadku alkoholika czesto dochodzi do
      "nawrocenia" i pracy nad soba, natomiast w przypadku zlosliwca czy fanatyka nie
      ma takiego wymogu, wiec taki ktos cale zycie spedza w sposob niezdrowy, no ale
      przynajmniej ma aureole tego, co nie pije czy nie cpa, wiec nie widzi potrzeby
      zmian.

      Tutaj na pewno uzalezniony ma przewage, bo cos ze soba robi. A prawda jest taka,
      ze chyba jednak mniejszosc ludzi ma szczescie miec dobra konstrukcje psychiczna
      i szczesliwe dziecinstwo i zostaje czlowiekiem duzego formatu jakby z natury.
      Wiecej jest takich, co mniej lub bardziej maja jakies blizny na duszy.

      Wiec generalnie wychodzi na to, ze pracujacy nad soba uzalezniony ma wieksza niz
      przecietna swiadomosc. Ale zarazem, jesli ktos osiaga stan, w ktorym uwaza sie
      za lepszego od innych, nie jest to chyba dobrym efektem. Robi sie wtedy przerost
      formy nad trescia.
      • tenjaras Re: Kto lepszy czyli mżonki alko o wyższości nad 14.02.10, 22:50
        Przemyśl, beka, trzeźwość u alkoholika jak jazdę na nartach u osoby, która nie
        ma nóg.
        • beka.smiechu-w.sali.obok Re: Kto lepszy czyli mżonki alko o wyższości nad 15.02.10, 00:16
          Sluchaj. Kiedys, kiedy pilem i pierwszy raz przestalem, bylo to dla mnie
          niezwykle latwe. Nie bylem w jakims glebokim nalogu moze, ale bylem juz daleko
          poza faza picia towarzyskiego. Mialem i ciagi, i depresje, i obsesje picia, i
          ciezkie kace, i zawalanie spraw- wszystko, by zdiagnozowac alkoholizm. I pewnego
          dnia po prostu uznalem, ze mam dosyc. Bez detoksu, bez wielokrotnych prob, bez
          terapii ( na te poszedlem juz majac niemal 5 miesiecy stazu).
          Przestalem pic, czulem sie fajnie, nie brakowalo mi alkoholu, w zadnej formie.
          Potem terapia, ktorej poddalem sie calkowicie, bez elementu sprzeciwu, bowiem w
          ogole nie chcialem pic w tamtym czasie. Owszem, zakladalem od poczatku, ze nie
          zakladam abstynencji dozywotniej, ale to bardziej z powodow filozoficznych niz
          checi picia. Terapia odebrala mi sporo s tego komfortu, bowiem nagle mialem
          przyznawac sie, ze chce mi sie pic, a mi sie wcale nie chcialo. No ale coz, nie
          pasowalem do schematu, ze oto na terapie idzie ten, co musi, a nie ten co chce.
          Ale i tak to nawet nie zdolalo zachwiac mojej odpornosci na chec picia. Potem
          zaczely pojawiac sie kwestie ambicjonalne, wywolane terapia w duzym stopniu a w
          duzym toksycznym znajomym, ktory od grudnia moim znajomym juz nie jest.
          Tak czy owak pisze to po to, by wytlumaczyc, dlaczego w tamtym czasie nie
          docenialem tego, ze zaprzestanie picia to cos wielkiego. To byl swoisty
          egocentryzm, bo uznawalem, ze skoro mi tak latwo poszlo, to wszystkim powinno. A
          skoro latwo przyszlo, to niewielkie to osiagniecie tak naprawde. Dopiero
          pozniejszy powrot do picia i problemy z ponownym zaprzestaniem pokazaly mi, ze
          jednak owo moze byc duzym wysilkiem i w efekcie- sukcesem.
          Musialem sam doswiadczyc obsesji picia na wielka skale, przegranych dziesiatek
          walk i niespelnionych danych samemu sobie obietnic zaprzestania, by to docenic.

          Dzis wiem, ze wdepniecie w alkoholizm nastepuje powoli, a im dalej w las tym
          wiecej drzew. Wczesniej myslalem odwrotnie, ze skoro ja bez strat wielkich
          zdolalem tak latwo, to ktos kto ma realne straty musi miec nawet latwiej, bo
          przeciez ma wiecej obiektywnych powodow. Skoro ja przestalem wlasciwie bez
          znaczacych powodow (mysle o powaznych konsekwencjach) to ktos kto je ma powinien
          miec latwiej, bo ma wiekszy powod. Po prostu wtedy nie rozumialem alkoholizmu.
          Nawet uznalbym, ze nie bylem chyba naprawde alkoholikiem, formalnie kryteria
          spelnialem, ale to byly takie male pomruki. dopiero jak wypracowalem prawdziwe
          obsesje picia dostrzeglem, ze mozna pic wbrew wszelkiej logice.

          Dzis uwazam, ze kazdy kto wyszedl z nalogu, alkohol czy cokolwiek inne, nie
          wspomne o heroinie, to czlowiek wielkiej sily charakteru. Albo silnej woli,
          wbrew tezom lansowanym. Bo im silniejszy przeciwnik, tym wygrana wieksza.


          Wydaje mi sie, ze Deo jako niealkoholik na wie o czym mowi do konca. Niby
          walczyl z papierosami, ale to nie to samo.


          Natomiast przyznac musze mu racje, ze robienie z alkoholika bohatera na sile nie
          ma sensu. Bo jakkolwiek to jest bohaterstwo rzucic picie, to jednak wielu ludzi
          jest bohaterami na codzien w tej kwestii, ludzie zmagajacy sie z chorobami,
          smiercia bliskich, bieda itp. Wyroznianie alkoholikow dziala przeciw im samym.


        • deoand Re: Kto lepszy czyli mżonki alko o wyższości nad 15.02.10, 00:33
          Cytuję jaras

          Teraz rozumiem z czego wynika Twój kompleks. Bardzo byś chciał, żeby
          norma
          stanowiła, że alkohol zawsze dobry jest. A tu kilku otrzeźwieńców
          pokazuje, że
          alkohol nie stanowi o normie, a raczej zaburza. Pewnie uczuleni na
          truskawki też
          w Twoim świecie to druga liga - oni nie jedzą nawet kiśli o smaku
          truskawek.
          Czemu? Przecież truskawki to norma.

          Trudno to nazwać akurat moim kompleksem - jeśli już to komplex 99 %
          alkoholików , którzy chcieli by takiego lekarstwa które cofnie ich
          do tzw kontrolowanego picia ..
          ja nie mam przecie żadnego problemu więc trudno mówić o moim
          kompleksie choc rzeczywiście patrząc na wielu alko wewnętrznie
          współczuję im , że nie będą mogli powiedzmy napić się lampki
          szampana - oprócz eski -czy wypić z beką jakieś piwo ...

          i masz rację, rozmawiając sobie z trzeźwym powiedzmy przez miesiąc
          alko zastanawiam się jak długo gościu wytrzyma i kiedy mu się znudzi
          być trzeźwym ..
          oczywiście każdemu życzę jak najlepiej

          Niestety jaras normę wyznacza większość i póki co nie picie alkoholu
          nie jest normą obyczajowa tylko wręcz przeciwnie picie
          może kiedyś minie moda na picie tak jak i znacznie ograniczyła się
          moda na palenie ale póki co garsteczką niepijących jest kropla w
          morzu
          wypijanego alkoholu.

          Beka jest tu idealnym przykładem - norma obyczajową w Anglii wśród
          Polaków jest picie alkoholu i chcąc nie chcąc nasz beka dostosowuje
          się do tej normy wiedząc bo przecie był na jakieś tam terapii , że
          nie powiniem - ale imperatyw normy czyli picia jest silniejszy

          ideałem dla beki i nie tylko dla niego by było gdyby wynaleźli lek
          na kontrolowane picie ...

          Bo póki co abstynencja jest dla beki nieosiągalna i boi się jej jak
          diabel święconej wody

          pzdr deoand
          • beka.smiechu-w.sali.obok Re: Kto lepszy czyli mżonki alko o wyższości nad 15.02.10, 00:50
            Widzisz Deo, niestety mylisz sie calkowicie.
            Ja nigdy w zyciu nie doswiadczylem tego, co nazywa sie piciem kontrolowanym.
            Jakkolwiek kontrolowalem wiele lat swoje picie i nawet teraz je jakos tam
            kontroluje, bo musze pracowac, musze robic zakupy itd, ale ja od 1 kieliszka w
            zyciu pilem w sposob narkotyczny. Pilem dla efektu. Jesli sie kontrolowalem-
            lata temu czy ostatnio- to dlatego, ze taka byla potrzeba zewnetrzna. Nie dla
            siebie. Bo dla mnie od zawsze kazdy napoj alkoholowy ma tylko jedna zalete-
            alkohol w nim zawarty. Wlasciwie nigdy nie pilem towarzysko. Jesli pilem, to z
            presji- idziemy na piwo, ale nigdy nie lubilem smaku zadnego alkoholu. Lubilem
            dzialanie. Moglem pic nawet malo, np 1 piwo, ale nie dlatego, ze mi smakowalo,
            tylko ze konwencja wymagala wypicia go.
            Ale zawsze nawet po 1 piwie chcialo mi sie wiecej.


            Kompletnie nie rozumiem marzen wielu alkoholikow, by pic kontrolowanie, przez co
            roumiem picie w malych ilosciach i rzadko. Ja nigdy takiego picia nie lubilem.

            W ogole nie marze o tym, by pic kontrolowanie. Gdy chce pic to marze o tym, by
            moc wypic duzo ale bez konsekwencji. Ale nie o tym, zeby wypic 1 piwo. Bo to dla
            mnie zadna zabawa.

            Zawsze czulem tak, ze musze byc pijany albo trzezwy. Nigdy nie lubilem byc
            podpity. To zawsze bylo dla mni najgorsze polaczenie. Zachowuje swiadomosc i
            reakcje, a zarazem wiem, ze mi sie placze jezyk. nie dla mnie.
            Ja po prostu nie mam bladego pojecia jak to jest, ze wypije sie 2 piwa i jest
            sie szczesliwym,
            • deoand Re: Kto lepszy czyli mżonki alko o wyższości nad 15.02.10, 09:37
              No niech ci będzie beka to w końcu twoje picie
              ale może spróbujesz odpowiedzieć na pytanie co byś własnie TY BEKA zrobił aby
              przestać pić delikatnie mówiąc destrukcyjnie ...

              co ty bys zrobił i co musiałoby sie stac abys przestał pić - może to drugie jest
              nawet ważniejsze ???????

              pzdr deoand
              • beka.smiechu-w.sali.obok .... 15.02.10, 09:57
                co bym zrobil- wiele, gdybym wiedzial, ze zadziala. probowalem bowiem
                wszystkiego, moze za slabo. a co by sie musialo stac? chyba czekam na taki
                swoisty cud, jaki nastapil kilka lat temu,gdzie odechcialo mi sie pic po prostu
                na dobre, bez bolu. jakos bowiem nie widze siebie w procesie trzezwienia jako
                tej tzw orki, gdzie bede 3 lata cierpial i ryczal po nocach a po 3 sie lekko
                usmiechne. za malo wytrzymaly jestem na to. zreszta co tu mowic, wiekszosc
                ludzkosci by takiego procesu dobrowolnie nie podjela, dopiero jak naprawde musi,
                mi sie wydaje, ze nie musze, mam przeczucie, ze przyjdzie moment ze mi sie
                calkiem odechce, wybieram droge na skroty, wiem.
                • deoand Re: .... 15.02.10, 10:08
                  Jest to jakas logiczna odpowiedź .. oby .. tyle tylko , że troche to podobne do
                  mojego czekanie na objawienie sześciu numerów Lotka - jak na razie objawienia
                  nie było - plusem tego jest to , że nie gram w Lotto chyba , że skusi mnie jakas
                  super kumulacja wtedy próbuje oczywiście ze skutkiem wiadomym ... ale .... 40
                  mln jak kiedys było ,, trudno było czekac i nie wysłac ...

                  pzdr deoand
                  • beka.smiechu-w.sali.obok Re: .... 15.02.10, 10:23
                    No roznica jest taka, ze mi sie to zdarzylo, wiec juz raz w tego totka trafilem
                    szostke, wiec wiecej tu realizmu mniej zludzen chyba, chyba...
                    • aaugustw Re: .... 15.02.10, 10:35
                      beka.smiechu-w.sali.obok napisała:
                      > No roznica jest taka, ze mi sie to zdarzylo, wiec juz raz w tego
                      totka trafilem szostke, wiec wiecej tu realizmu mniej zludzen chyba,
                      chyba...
                      __________________________________.
                      Po dwa trafione w trzech polach...!
                      Po zapachu pitych przez ciebie trunkow poznaje.
                      (milionerze w UK, o 10:35 czasu warszawskiego).
                      A...
                • aaugustw Re: .... 15.02.10, 10:30
                  beka.smiechu-w.sali.obok napisała:
                  > co bym zrobil- wiele, gdybym wiedzial, ze zadziala...
                  ______________________________________________________.
                  O nie, beka... - Ty doskonale wiesz co dziala,
                  ale ty na razie nie dorosles do tego poziomu... -
                  Na razie to ty wolisz pic i dalej jajczyc...!
                  Takie samooszukiwanie sie wynika z twojej slabej wiary,
                  ktora proporcjonalna jest do twego uzaleznienia...
                  A...
                  • beka.smiechu-w.sali.obok Re: .... 15.02.10, 10:37
                    co dziala?

                    • aaugustw Re: .... 15.02.10, 10:51
                      beka.smiechu-w.sali.obok napisała:
                      > co dziala?
                      ________________________.
                      W co uwierzysz! (pisalem)
                      A...
                • ela_102 Re: .... 15.02.10, 11:16
                  jakos bowiem nie widze siebie w procesie trzezwienia jako
                  tej tzw orki, gdzie bede 3 lata cierpial i ryczal po nocach a po 3 sie lekko
                  usmiechne. za malo wytrzymaly jestem na to.


                  Cieszę się, że przynajmniej przyznajesz, że to dla twardzieli.
                  Taki twardziel potem niesiony 12 krokiem stara się przekazać innym jak dobrze
                  jest przez to przejść i że to jedyna droga do sukcesu i spełnienia w życiu
                  WŁASNYM. Taka postawa przez przez ludzi nie podejmujących tej walki, odczytywana
                  jest jako - chwalenie się bohaterstwem, lub stawianiem na piedestał - mylnie
                  zresztą.
                  Żaden alkoholik który przeszedł ten proces nie odczyta tego w taki sposób, a
                  jedynie potraktuje to ze zrozumieniem. Dlatego między innymi ela, jaras i august
                  się tutaj NIGDY nie spierają.

                  W alkoholizmie najgorsze są dwa aspekty - użalanie się nad sobą i swoim losem,
                  oraz PISANIE SCENARIUSZY z góry zakładające własną nie moc lub porażkę.
                  Determinacja z jaką niektórym przychodzi walczyć o szczęście też przez wielu
                  może być odczytywana mylnie, bo jako PRZYMUS, ale czy nim jest, to już inna sprawa.
                  Wchodzenie w proces zdrowienia musi wiązać się z jasnym określeniem celi do
                  których ten proces ma mnie doprowadzić. Trzeba też do nich dążyć, bez zbędnego
                  oglądania się na boki.
                  Ja cele które sobie wyznaczyłam osiągnęłam w czasie w którym Ty ROZWAŻAŁEŚ i
                  podważałeś sens trzeźwienia, stojąc jakby w miejscu lub cofając się. Teraz
                  przede mną kolejne cele, a przed Tobą?

                  dalej będziesz marnotrawił dany Ci czas i dane Ci życie?
                  ja jakby co IDĘ sobie spokojnie dalej....
                  • ela_102 i jeszcze jedno... 15.02.10, 11:26
                    , gdzie bede 3 lata cierpial i ryczal po nocach a po 3 sie lekko
                    usmiechne. za malo wytrzymaly jestem na to.


                    Myślałam, że tutaj piszesz o swoich OSTATNICH trzech latach życia.
                    Przynajmniej pasuje jak ulał, więc nie pisz, że mało wytrzymały jesteś ;-)
                    Więcej jednak energii i siły kosztowało i mnie urządzanie sobie piekła. To mogę
                    ocenić dopiero z perspektywy czasu...
                    Warto tę energię włożyć w odwrotne działania z jednego prostego powodu. Cel jak
                    się osiąga jest niewspółmiernie właściwszy naturze człowieka.
                    • beka.smiechu-w.sali.obok Re: i jeszcze jedno... 15.02.10, 12:04
                      ej tam, bez przesady, te 3 lata nie byly tragiczne, chociaz wiele razy mam zle
                      nastroje, alkohol na pewno nie wlywa dobrze, ale nastroj wynika z czego innego
                      niz picie z reguly. picie moze po prostu hamuje dzialanie, ale jak nie pilem tez
                      niewiele dzialalem. moze teraz mi sie uda lepiej?
                  • beka.smiechu-w.sali.obok Re: .... 15.02.10, 12:02
                    Widzisz Ela, Ty to widzisz jaka jedyna mozliwosc, bo ty tak mialas, to
                    egocentryzm, tymczasem sa na swiecie ludzie, ktorym trzezwosc przyszla latwo i
                    jak po masle, bez wieloletnich czyscow, nawet na tym forum takowi pisza i pisali.
                    wiec na co to cale bohaterstwo, ktore sobie przypisujesz, moze nawet slusznie,
                    skoro inni bez zadnych walk i padolow lez osiagneli mniej wiecej to samo?

                    szczerze wolalbym za 10 lat czy 20 nie miec nad glowa aureoli bohatera i
                    meczennika, a raczej wspomnienie latwego wytrzezwienia. po prostu do niczego nie
                    jest mi potrzebne meczenie sie i cierpienie jako sztuka dla sztuki, by dostac
                    sie do elity tych, co wygrali mordercza walke. ja wolalbym na skroty, po
                    ukwieconej lace a nie po ugorze z blota, i mam nadzieje, ze mi sie uda.

                    kazdy niech ma to co lubi.
                    • ela_102 Re: .... 15.02.10, 12:35
                      Adi, ale co widzę jako jedyną możliwość?
                      Jak dobrze wiesz, nie korzystałam TYLKO z jednej możliwości, ale co najmniej z
                      kilku jednocześnie, Więc o czym konkretnie piszesz?
                      Sami? sobie poradzili kto konkretnie ?
                      Często piszę, że trzeźwienie to bardzo indywidualna droga, którą można pokonać
                      przy wsparciu serdecznych ludzi, ale nie trzeba.
                      Po co miałabym siebie okradać z towarzystwa świetnych ludzi?
                      Ja mogłabym to robić tylko z jednego powodu - POCZUCIA BYCIA KIMŚ LEPSZYM.

                      szczerze wolalbym za 10 lat czy 20 nie miec nad glowa aureoli bohatera i
                      meczennika, a raczej wspomnienie latwego wytrzezwienia.


                      Tylko Ty lub ktoś inny może mi taką aureolę narysować, ja sama nie mam do tego
                      uprawnień, ani inklinacji. Czy zastanawiał Cię kiedyś fakt dlaczego, gdy
                      alkoholik, stara się pomóc drugiemu alkoholikowi, ten drugi odczytuje to w jakiś
                      zupełnie "pokraczny" sposób? oczywiście gdy nie jest jeszcze gotowy do zmian.
                      Dlaczego gdy Ochojska jedzie na Haiti przyjmowana jest z otwartymi rekami? przez
                      tamtejszych.
                      Ogromne znaczenie w odbiorze szlachetnych wobec alkoholika gestów ma jego
                      "iluzja i zaprzeczanie". Już Ci się włączyło - Bez przesady nie było tak
                      źle
                      choć było przecież.
                      Ja też gdy jechałam na odwyk po 12 dniach nie picia zaczęłam kombinować w stronę
                      pomyłki.
                      Jak ze mnie alkoholiczka?
                      Nie piję 12 dni i wcale mnie nie ciągnie?

                      tak działa umysł alkoholika.
                      Drugi alkoholik jest niezbędny, aby mu to pokazywać - paluchem dosłownie. Przez
                      te lata nie picia poznałam znacząco więcej historii alkoholowych niż Ty czytając
                      to forum. Ostatnio rozmawiałam z ks. pracującym jako kapelan szpitalny na odwyku
                      Fromborskim 29 lat.
                      Każdy kto chce sam i na skróty wraca ZAWSZE na detoks.
                      Lata jego obserwacji wskazują, że przy pomocy drugiego alkoholika ten powrót
                      znacznie się OPÓŹNIA.
                      Dlaczego więc alkoholik nie kieruje się tak jak inny pacjent (chorujący na raka
                      np.) rozsądkiem i tym co dla niego najlepsze?

                      Odpowiedź jest w jego głowie.
                      Ja byłam rozsądną alkoholiczką i bardzo dobrze na tym wyszłam, bez względu na
                      wrażenie jakie moja postać wywołuje w Twojej głowie.
          • tenjaras Re: Kto lepszy czyli mżonki alko o wyższości nad 15.02.10, 18:48
            Mam podobnie jak beka - nie rozumiem co to jest wypicie jednego, dwóch piw, czy
            kieliszeczka wina.

            Tak więc kiedyś piłem dużo i celowo. Przez głowę mi nie przechodziło, że to
            przyczyna popełnianych przeze mnie błędów. Myślałem, że jest odwrotnie. Świat i
            ludzie to zło, a mi biednemu przyszło jakoś sie ratować i znalazłem świetne
            rozwiązanie - byłem pijany.

            Teraz jestem trzeźwy. Widzę jak świat mi sprzyja. Ludzie są przyjaźni. A ja
            sobie radzę. Zachowuję całkowitą abstynencję i nie tylko stosunek do
            rzeczywistości mi się zmienił. Zrozumiałem dużo więcej z natury kontaktów z
            innymi ludźmi.

            Jeżeli jestem dla kogoś w jakiś sposób nieatrakcyjny lub budzę lęk, to wystarczy
            czymś zapośredniczyć kontakt. Np. poczęstować szlugiem, albo gichnąć po jednym.
            I na drugą nóżkę. Tak samo to działało w drugą stronę. Kiedyś bałem się ludzi,
            więc z nimi piłem.

            Teraz tego nie potrzebuję. Nie boję się ludzi, a ci którzy się mnie boją muszą
            sobie z tym poradzić sami. Nie gichnę z nikim dla przełamania lodów. Albo coś
            robimy razem, albo nie.

            Ciekawostka moich obserwacji polega na tym, że kiedy piłem, byłem święcie
            przekonany, że większość ludzi stosuje alkohol w towarzyskich spotkaniach. Teraz
            jak nie piję jakoś to się nie potwierdza. Zdecydowana większość ludzi jakich
            spotykam, pije tyle alkoholu, że nie ma o czym wspominać. Podejrzewam też, że
            świat nie podjął abstynencji razem ze mną. Nie pisałbym o tym, gdybym tego nie
            zaobserwował.

            Być może z takim postrzeganiem rzeczywistości należę do mniejszości. Jeśli o
            mnie chodzi to nie ma sprawy, dobrze mi z tym. Przeważnie w życiu byłem szarą
            masą o bardzo powszechnym i miernym podejściu do życia, choć uważałem, że jest
            inaczej. Ta mniejszość, do której należę naprawdę mnie nie zawodzi. A skoro się
            utrzymuję wśród takich, to mój wizerunek na tym nie traci.
    • aaugustw Pijany ten swiat...!? 15.02.10, 10:50
      mandusia22 napisała:
      > Najlepsza i najskuteczniejsza współpraca z grupą
      www.sigmapro7.org sprawdź sa m nie czekaj
      ________________________________________________.
      Nastepni, ktorzy cwaniactwem chca zyc na friko... -
      Czyli na koszt innych (tej masy durniow)...
      Co za dzien dzisiaj: Ledwo sie obudzilem i juz w
      wiadomosciach uslyszalem kolejna "bombe" z Brukseli...
      Tym razem o Grecji, a raczej o ich kryminalnych politykach,
      ktorzy latami falszowali dane i zyli na koszt Europy...!
      Dobre sobie... Jeden z naszych powiedzial: "Jak ja mam
      wytlumaczyc tym paru milionom bezrobotnym, ktorzy nie
      otrzymaja centa podwyzki, ze w Grecji idzie sie na rente
      majac 63 lata...!? ;-)
      A...
      Ps. Moderatorzy usuncie te zlodziejska reklame...!
    • pierzchnia Re: Kto lepszy czyli mżonki alko o wyższości nad 15.02.10, 12:07
      Sporo ty opisów...
      Moim zdaniem,Beka, brak Tobie prawdziwej motywacji, przy której i ból nie straszny.
      Poza tym ,prawie nikt na tym forum ,nie przedstawia
      mechanizmów/sposobów/ujarzmiania bestii.
      Dla przykładu można ukazać jeden ze szczebli radża jogi,który stanowi o PRAKTYCE!

      Jama, co można przetłumaczyć jako „oczyszczanie” obejmuje pięć zakazów biernych.
      Zakazy te to:

      1) Nie zabijać 2) Nie kłamać 3) Nie kraść 4) Żyć wstrzemięźliwie 5) Nie
      przywiązywać się emocjonalnie

      Zakazy te, pilnie praktykowane, mają na celu uchronienie ucznia przed nawykiem
      popadania w utarte błędne wzorce postępowania, myślenia jak i odczuwania. Należy
      bowiem pamiętać, że wszelkie wskazania Radża Jogi odnoszą się przede wszystkim
      do pracy na poziomie mentalnym jak i uczuciowym. Nie należy rozumieć wskazań
      Jamy w znaczeniu tylko dosłownym. Dla przykładu podam, że kłamanie to także
      zatajanie informacji, które mogły by pomóc drugiemu człowiekowi, to także nie
      prostowanie czyich oszczerstw , wiedząc że są to oszczerstwa itd.
      • beka.smiechu-w.sali.obok Re: Kto lepszy czyli mżonki alko o wyższości nad 15.02.10, 12:22
        Nie chodzi mi tutaj o kwestionowanie oczywistosci, ze trzezwienie moglo byc dla
        wielu osob ciezkie, pelne bolu. Natomiast dochodzi tu do pewnego dziwnego
        przesuniecia. To, ze dla Eli czy Jarka byla to orka po betonie, teraz staje sie
        "programem trzezwienia" i wrecz obowiazkiem, jakis absurd.
        Wychodzi na to, ze jak nie wyrywam sobie wlosow i nie gryze koldry to nie
        trzezwieje wlasciwie, ze cos ze mna nie tak, ze cos mnie omija?

        Rozumiem, jesli ktos przezyl ten bol, ale ja uwazam, ze zwyczajnym zachowaniem w
        tej sytuacji byloby powiedziec "zycze ci, aby ci to przyszlo latwiej niz mnie,
        mnie to bolalo i cierpialem, musisz sie liczyc z tym, ze moze byc trudno, ale
        zycze ci zeby poszlo jak najlatwiej". tymczasem tu jest inaczej- jakas wrecz
        zawisc, ja cierpialam to ty tez masz cierpiec, jak to, ze co my orka po betonie
        a ty po lace z kwiatami- o nie, tak nie bedzie.


        a co w tym zlego, ze wolalbym latwo? licze, ze moze byc trudno, co mnie moze
        powstrzymuje, ale wolalbym latwo. kazdy wolalbym latwo, czy to pijane myslenie?
        • ela_102 Re: Kto lepszy czyli mżonki alko o wyższości nad 15.02.10, 12:45
          Pijane jest to, jak odczytujesz trzeźwych ludzi.
          W dodatku ja wiem, że nie może być inaczej.
          sama tak miałam przecież.
          Pijane jest też stawianie warunków, lub pouczanie innych co powinni zrobić, aby
          mi pomóc - To jest PRAWDZIWY ABSURD(!)
          Poza tym Adi możesz mi wierzyć, i pisałam to już wyżej.
          Zdecydowanie więcej energii i cierpienia kosztowało mnie trwanie przy swoim
          pijanym myśleniu, niż jakiekolwiek działania przeciwne.
          • beka.smiechu-w.sali.obok Re: Kto lepszy czyli mżonki alko o wyższości nad 15.02.10, 12:57
            Nie kwestionuje niczego co tutaj teraz piszesz. Mowilem tylko o tym, ze wolalbym
            mniej bolu niz wiecej, nazwalem to na skroty. Bo co to znaczy nie na skroty a na
            skroty?
            Jezeli mialem kiedys tak latwo przestac pic, to znaczy, ze zle sie stalo? nie,
            chcialbym tak miec znowu a nie mam jakos. to przeciez nie wyklucza dalszej pracy
            nad soba, bo moze byc tak, ze nie musi mi sie chciec pic, ale nadal mam
            swiadomosc nierozwiazanych problemow.
            i nad tym pracowac.
            nie rozumiem natomiast tego, czemu mialbym wrecz nastawiac sie na bol i
            cierpienie, mowia ze cierpienie uszlachetnia, do pewnego stopnia pewnie tak, ale
            i tak jest w zyciu go dosyc, po co go szukac na sile.

            ale tak wlasciwie, to na czym polega to cierpienie i orka po betonie? bo mowimy
            chyba o 2 rzeczach. jedna to jest obsesja i glod alkoholowy, wywolujace
            cierpienie, i ja o tym mowie. tego bym chcial sie pozbyc na skroty.
            a o czym mowisz ela, czy o tym samym? co ma sprawiac bol i meki?
            zajrzenie w siebie zapewne.
            • ela_102 Re: Kto lepszy czyli mżonki alko o wyższości nad 15.02.10, 13:14
              Adi :-)
              Zrozumienie głodu alkoholowego, psychologia nawrotu, sposoby radzenia sobie z
              jednym i drugim - na to są bardzo konkretne i proste wskazówki dostępne w necie.
              To co w Twoim przypadku będzie wywoływało głody i nawroty to już bardzo osobiste
              przeżycia, przez które warto przejść z terapeutą.
              Dlaczego warto?
              Dlatego, że przypomina to "rozbrajanie bomb" - wiadomo rozbrojona nie narobi
              huku, a w przypadku alkoholika nie stanie się przyczyną powrotu do picia. To
              jest dość trudne, ale ulga jaką się przeżywa po każdej akcji saperskiej jest nie
              współmierna do tych trudów.

              Każdy ma swoje bomby, swoją ścieżkę, swoją ich ilość do rozbrojenia.
              Inni alkoholicy są w tej sytuacji po to, aby móc się tym podzielić. bo nikt inny
              nie jest w stanie tego zrozumieć ;-)
            • tenjaras Re: Kto lepszy czyli mżonki alko o wyższości nad 15.02.10, 19:10
              Beka, właśnie w tym problem, że nie zauważasz o co tu biega. To trzeźwienie
              zwane inaczej kacem powoduje, że "wyrywamy sobie włosy z głowy i gryziemy
              kołdrę". Trzeźwienie związane z terapią ogranicza ten ból, a metody preferowane
              przez deo wręcz zerują. To czego nie da się uniknąć to cierpienie innej natury
              niż fizyczne. Przychodzi dlatego, że już nie zatruwamy sobie umysłu i nie
              znieczulamy odczuwania. Stąd potrzeba kogoś, kto to zrozumie. Jak sam wiesz
              można to wyłączyć farmakologicznie, ale jak sam doświadczyłeś, nie daje to
              żadnego rozwiązania. Zrozumienie u drugiego człowieka i jego wsparcie przywraca
              wiarę we własne siły, które właśnie wtedy tak bardzo słabną. Nie ma to jednak
              nic wspólnego z siłą woli. Siła woli to zabobon. Chodzi o przywrócenie wiary w
              umiejętność dokonywania wyborów, które nie tylko nie szkodzą, ale i dają
              pozytywne efekty.
        • pierzchnia Re: Kto lepszy czyli mżonki alko o wyższości nad 15.02.10, 12:52
          Ja mogę jedynie przedstawić mój punkt widzenia.

          Tutaj nie trzeba kombinować,wyobrażać sobie-tutaj trzeba wyjść na spotkanie.
          Przestajesz pić i coś się zaczyna dziać...
          Niczego nie zakładam-ja tylko obserwuję:
          "Moje samopoczucie jest bardzo złe,aktywność spadła prawie do
          zera,depresja/wciąż obserwuję/co jest dalej?
          Dopadło mnie osłabienie-przypatruję się temu,pozostaję niewzruszony-po trzech
          dniach mija.
          Później mam jeszcze jedno spotkanie-to coś wie,że mnie nie złamie i odchodzi."
          • beka.smiechu-w.sali.obok Re: Kto lepszy czyli mżonki alko o wyższości nad 15.02.10, 13:03
            Tak, rozumiem.
            Chyba wyszlo nieporozumienie male teraz tak patrze, bo ja pisalem o samym
            zjawisku glodu/obsesji alkoholowej w kontekscie cierpienia i drogi na skroty, a
            nie o zmianach w sobie itp.
            Te oczywiscie moga bolec, ale chwilowa, tu widze role terapeuty czy prowadzacego,
            • pierzchnia Re: Kto lepszy czyli mżonki alko o wyższości nad 15.02.10, 13:22
              Dla mnie istnieją tylko dwie drogi:
              -Wspólnota
              -Przejście

              Zakładam,że ludzie są różni i dlatego to, co jest dobre dla mnie, nie musi być
              dobre dla Ciebie.
              Podpieranie się wielkimi nazwiskami alkoholików uważam za kolejny obłęd ponieważ
              nie istnieje jakaś stała zależna.
            • ela_102 Re: Kto lepszy czyli mżonki alko o wyższości nad 15.02.10, 13:41
              Adi a już tak na koniec dzisiejszego dnia, bo obowiązki mnie wzywają.
              Jak zapadnie w Tobie rzeczywiście konkretna decyzja, będziesz wiedział co robić.
              Za abstynencją muszą iść jakieś konkretne zmiany, bo samo nie picie (nawet
              długie) nie stanie się powodem przyszłych zmian. Doświadczałaś już tego
              przecież. Aby się cokolwiek zmieniło musi być AKCJA, działanie, nie może być
              inaczej.
              Bez alkoholu jesteś wciąż taki sam. Z tymi samymi kłopotami, problemami. Twoje
              myśli wciąż krążąc po tych samych ścieżkach doprowadzają Cię do tych samych
              wniosków, których tym razem nie chcesz zapijać. Nie ma tu żadnych zmian.
              Bez alkoholu + konkretne działania dla zmiany = nowe.
              • pierzchnia Re: Kto lepszy czyli mżonki alko o wyższości nad 15.02.10, 14:33
                ela_102 napisała:

                > Adi a już tak na koniec dzisiejszego dnia, bo obowiązki mnie wzywają.
                > Jak zapadnie w Tobie rzeczywiście konkretna decyzja, będziesz wiedział co robić
                > .
                > Za abstynencją muszą iść jakieś konkretne zmiany, bo samo nie picie (nawet
                > długie) nie stanie się powodem przyszłych zmian. Doświadczałaś już tego
                > przecież. Aby się cokolwiek zmieniło musi być AKCJA, działanie, nie może być
                > inaczej.
                > Bez alkoholu jesteś wciąż taki sam. Z tymi samymi kłopotami, problemami. Twoje
                > myśli wciąż krążąc po tych samych ścieżkach doprowadzają Cię do tych samych
                > wniosków, których tym razem nie chcesz zapijać. Nie ma tu żadnych zmian.
                > Bez alkoholu + konkretne działania dla zmiany = nowe.

                Bez alkoholu nie jest już taki sam ponieważ nie jest nawalony.
                Oczywiście rozwój nie zamyka się na samej wstrzemięźliwości, ale już sama
                decyzja o zaprzestaniu picia świadczy o chęci dokonania zmian.
                Nikt nie ma monopolu na leczenie uzależnień -odpowiedzi są, w nas.
                www.youtube.com/watch?v=OjEVufkz01g


                • tenjaras Re: Kto lepszy czyli mżonki alko o wyższości nad 15.02.10, 19:19
                  Nikt nie ma monopolu, ponieważ nikt o zdrowych zmysłach go sobie nie przypisze,
                  tak jak nie przypisze 100% skuteczności w wychodzeniu z nałogu.

                  Myślę, że rozwój nie tylko nie zamyka się na samej wstrzemięźliwości, ale nawet
                  nie musi otwierać. Zmiany nie przychodzą automatycznie, same z siebie.
                  Abstynencja nie jest świadectwem woli zmian. Jest czymś w rodzaju papieru, na
                  którym można narysować jakiś krajobraz, ale papier nie gwarantuje, że powstanie
                  rysunek.
      • aaugustw Re: Kto lepszy czyli mżonki alko o wyższości nad 15.02.10, 13:20
        pierzchnia napisał:
        > Sporo ty opisów...
        > Moim zdaniem,Beka, brak Tobie prawdziwej motywacji, przy której i
        ból nie straszny.
        > Poza tym ,prawie nikt na tym forum ,nie przedstawia
        > mechanizmów/sposobów/ujarzmiania bestii.
        > Dla przykładu można ukazać jeden ze szczebli radża jogi,który
        stanowi o PRAKTYCE!
        > Jama, co można przetłumaczyć jako „oczyszczanie” obejmuje pięć zaka
        > zów biernych.
        > Zakazy te to:
        > 1) Nie zabijać 2) Nie kłamać 3) Nie kraść 4) Żyć wstrzemięźliwie
        5) Nie przywiązywać się emocjonalnie
        __________________________________________.
        W Chrzescijanstwie masz to bardziej szczegolowo ujete,
        bo az w 10 Przykazaniach, a jednak katolicy, ksieza, etc... pija...!
        A...
        • deoand Re: Kto lepszy czyli mżonki alko o wyższości nad 15.02.10, 13:37
          Cytuję ela 102:
          Ostatnio rozmawiałam z ks. pracującym jako kapelan szpitalny na odwyku
          Fromborskim 29 lat.
          Każdy kto chce sam i na skróty wraca ZAWSZE na detoks.

          Dzisus Ela Ty naprawde ku mojemu zaskoczeniu naprawdę mądrzejesz i rozwijasz się .
          Jesteś juz jak widać tylko o krok od mojej maksymy / mojej zaznaczam /
          CUDÓW NIE MA . WARS WITA WAS . DETOKS CZEKA NA WAS !!!

          Jeszcze pare dyskusji ze mna pt.- who is who i naprawde zostaniesz mądra kobietą
          a że alkoholiczką to trudno - w końcu nikt sie ciebie o to nie pyta

          pzdr deoand
          • ela_102 Re: Kto lepszy czyli mżonki alko o wyższości nad 15.02.10, 13:46
            Dzisus Ela Ty naprawde ku mojemu zaskoczeniu naprawdę mądrzejesz i rozwijasz
            się .


            co za błyskawiczne tempo w dodatku.
            Wczoraj bez mózg, dzisiaj mądra i rozwinięta.
            A nie przyszło Ci do głowy, że w wyniku mojego pisania i modlitw Twój mózg
            zaczął odbierać bodźce właściwiej? być może uważniej.

            Widzisz każdy alkoholik potrafi kogoś przeprosić gdy przegina.
            Deo - cham Nie(!)
          • e4ska Re: Kto lepszy czyli mżonki alko o wyższości nad 15.02.10, 14:34
            Ela 102. Każdy kto chce sam i na skróty wraca ZAWSZE na detoks.

            Deo: Jesteś juz jak widać tylko o krok od mojej maksymy / mojej zaznaczam /
            > CUDÓW NIE MA . WARS WITA WAS . DETOKS CZEKA NA WAS !!!


            Eska: "Każdy, kto nie umie drogą naturalną i spontaniczną wyjść z nałogu
            pijaństwa, kto komplikuje nieskomplikowane, szuka dziury w całym, wydobywa igłę
            ze stogu siana, wspiera się gromadką czy terapeutycznymi bajerami, kto małpuje
            cudze aowskie czy terapeutyczne drogi - ten albo teatrum ucieszne ze swojego
            życia robi, albo wpada w nowe uzależnienia, albo pić nie przestaje, albo wraca
            na detoks via policja i areszt... "


            Już ja wolę swoje ćwierćpijaństwo niż najlepszej jakości alkoholizm.

            Zupełnie mi ono wystarcza. Nie determinuje moich zachowań czy poglądów, nie
            zmusza do "pracy nad sobą" - czyli nie przeszkadza w pracy, nie zmusza do pokory
            ani do łez, za to pozwala od prawdziwych alkoholików trzymać się z daleka.

            Rodzina nie musi wysłuchiwać parabol martyrologicznych, wspierać, pocieszać czy
            rozumieć. Nikt mnie nie musi podziwiać.

            W ogóle ani ja nic nie muszę, ani ktoś nic nie musi w mojej ćwierćpijackiej
            przestrzeni.

            Nie wiem, co to dzienniczek głodu, nawroty przewroty i wywroty, sfer sobie nie
            odbudowuję, nie bywam na pogrzebach "jednego z naszych"...

            Na detoksie czy w psychiatryku nie leżałam, więc nie mam do czego wracać.

            Zdrufki :-)



            • ela_102 Re: Kto lepszy czyli mżonki alko o wyższości nad 15.02.10, 15:04
              Eska :-)
              Zacytowane przez Ciebie i Deo zdanie, nie jest MOIM.
              To zdanie kapelana.
              On ocierał się przez 29 lat o takich ciągle wracających do szpitala i wysnuł
              taki, a ni inny wniosek. Ja nie należę do osób które będą podważać czyjeś
              konkretne doświadczenia w temacie.
              Ja sama na detoksie nie byłam więc też nie ma do czego wracać ;-)
              A ilu z alkoholików na detoks nie trafiło tego przecież nikt nie bada.
              Na terapię też już nie mam po co wracać, bo niby czego nowego mogłabym się tam
              dowiedzieć.

              Są prymusy po prostu i ja do nich należę ;-)
              nawet gdy piłam, robiłam to najlepiej jak tylko można :-)

              W AA poznałam ludzi, tak jak poznałam ich w LO.
              Jeśli umrze ktoś kogo znałam i lubiłam to idę na pogrzeb.
              Nic innego mną nie powoduje.
              • pierzchnia Re: Kto lepszy czyli mżonki alko o wyższości nad 15.02.10, 15:38
                Spotkałem ostatnio na spacerze pewnego Pana z psem-opowiedział mi część swojej
                historii.
                Nie pije półtora roku-jest w AA /skoczył z okna,ale uratowała go miękka ziemia/.
                Zauważyłem, że miał, w oczach jakąś radość,jasność/nie potrafię tego opisać/.

                Ja nie potępiam kogoś, kto pije w sposób kontrolowany, ale coś wynika z
                czegoś-jaki masz cel?
                Nie mam nawrotów choć wiem, że jeszcze nie osiągnąłem celu, który sobie założyłem.
                Dla mnie najważniejsze jest wyjście z bagna i wejście do świata ludzi trzeźwych.
                • e4ska Re: Kto lepszy czyli mżonki alko o wyższości nad 15.02.10, 16:26
                  Ja nie potępiam kogoś, kto pije w sposób kontrolowany, ale coś wynika z
                  > czegoś-jaki masz cel?


                  Nie wiem właściwie, na czym polega picie kontrolowane, Pierzchnio.
                  Znam termin, czytałam króciutkie artykuliki, są książki - tych nie czytałam w
                  ogóle, bo nie mój interes.

                  Nie jest dla mnie złamaniem abstynencji znieczulenie u stomatologa, zażywanie
                  lekarstw (syropów) w chorobie, zjadanie czekoladek z likworami alkoholowymi. W
                  90 procentach na imprezach, na jakich bywam, nie piję nic. Na to jestem
                  nastawiona. A jeśli piję, to w ilościach minimalnych, np. lampka wina na kilka
                  godzin.

                  Uważam siebie za abstynentkę, bo są to śladowe ilości.

                  coś wynika z
                  > czegoś-jaki masz cel?

                  Nie mam żadnego celu i nic z czegoś nie wynika. Tzn. mam cele takie, jak każda
                  żywa istota: muszę przetrwać jak najdłużej i odczuwać przyjemność z istnienia.
                  spożywanie syropu podczas choroby nie jest przyjemnością samą w sobie, podobnie
                  dentystyczne znieczulenie - ale jest konieczne i gwarantuje przyjemność w
                  późniejszym czasie.

                  Czekoladki i wino są smaczne.

                  Odczuwanie głodu alkoholowego to całkiem inna sprawa i nie ma mowy, abym sobie z
                  tego powodu wypiła łyżkę syropu na kaszel. To bzdura. Wtedy potrzebuje się
                  flaszki konkretnej, a nie ziółek.

                  Zresztą picie kontrolowane, do którego przygotowuje się alkoholików, podkreślam:
                  ALKOHOLIKÓW - to jest rodzaj terapii, metoda leczenia alkoholizmu, a nie
                  leczenie ćwierćpijaństwa.

                  Ćwierćpijaństwo polega na samodzielnym wyjściu z pijaństwa - bez cudzej pomocy i
                  naśladowania alkoholików, którzy korzystają z terapii czy AA.
                  .................................................
                  Elu, ja wiem... chodzi o to, że prawdy kapelana i Deo, a także twoje i Jarasa
                  prawdy nie dotyczą wszystkich, którzy mieli tzw. problemy alkoholowe.
                  • pierzchnia Re: Kto lepszy czyli mżonki alko o wyższości nad 15.02.10, 18:37
                    "Nie mam żadnego celu i nic z czegoś nie wynika."
                    Zawsze coś z czegoś wynika ponieważ nie żyjemy, w "próżni",ale nie o demagogię
                    tutaj chodzi.
                    Nie masz celu bo cel już osiągnęłaś-pijesz nie tak jak kiedyś.

                    Ja mogę sobie pozwolić na zażywanie np. Ziół szwedzkich i jakiś tam kropel
                    opartych na spirytusie.
                    Spotykam się z ludźmi, z którymi kiedyś ostro chlałem i nic się niezwykłego nie
                    dzieje.
                    Ale to nie wynika z ilorazu upadłości-stanowi o tym forma, którą obrałem na
                    przewodnika.
                    Oczywiście można założyć, że moja forumowa działalność mieści się, w
                    ćwierćpijackich przejawach,a kilkumiesięczne odtrucie to udar słoneczny.
                    Odczuwasz czasem głód?
                    Ja już nie odczuwam-w pale mi się nie mieści jak można odczuwać np. taki głód po
                    pięcioletniej abstynencji.
                    To nie jest ważne, że wypijasz tylko jeden kieliszek,ważna jest podświadoma
                    potrzeba.
                    Bądźmy szczerzy-kto pije alkohol dla walorów smakowych?
                    Taki słodziutki ten likierek, ale procenty przy okazji wchodzą do łeba i w
                    końcu już nie wiadomo, co naprawdę stanowiło o pokuszeniu.


                    • aaugustw Re: Kto lepszy czyli mżonki alko o wyższości nad 15.02.10, 18:55
                      pierzchnia napisał:
                      > To nie jest ważne, że wypijasz tylko jeden kieliszek,ważna jest
                      podświadoma potrzeba.
                      > Bądźmy szczerzy-kto pije alkohol dla walorów smakowych?
                      > Taki słodziutki ten likierek, ale procenty przy okazji wchodzą do
                      łeba i w końcu już nie wiadomo, co naprawdę stanowiło o pokuszeniu.
                      ________________________.
                      Ten maly diabelek za uchem...!
                      A... ;-)
                  • aaugustw Re: Kto lepszy czyli mżonki alko o wyższości nad 15.02.10, 18:47
                    e4ska napisała:
                    > Nie wiem właściwie, na czym polega picie kontrolowane...
                    - - - - - - - - - - - -
                    Sprobuje Ci to wyjasnic tak, jak ja to rozumiem...
                    Picie kontrolowane, to takie picie, ze kiedy (np.)
                    wiesz ze jutro musisz isc do pracy, dzisiaj bedziesz
                    pila w sposob ograniczony. A w sobote z kolei potrafisz dac
                    sobie tak "popalic", ze film sie zerwie, ale na drugi
                    dzien nie chcesz wiecej tego "swinstwa" widziec..!
                    U alokoholika istnieje tylko ten pierwszy kieliszek...
                    U niego nie ma ostatniego...
                    ________________________________________________.
                    e4ska napisała na koniec:
                    > Zresztą picie kontrolowane, do którego przygotowuje się
                    alkoholików, podkreślam: ALKOHOLIKÓW - to jest rodzaj terapii,
                    metoda leczenia alkoholizmu, a nie leczenie ćwierćpijaństwa...
                    - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                    Moze i sie ich przygotowuje...(!?), ale nigdy tak naprawde tego
                    sie nie przygotowalo...! - Te marginalne szkolki bazujace na
                    nieswiadomosci tej choroby, bazuja na wykorzystywaniu chorych
                    ludzi...
                    Gdyby byly one powazne, wtedy miliony alkoholikow, podkreslam:
                    ALKOHOLIKÓW ;-) pchalo by sie tam drzwiamii i oknami, a tak coz,
                    jakas parka na Florydzie, ktorej nie chcialo sie robic w tym sloncu
                    poludnia wymyslila ten rodzaj "leczenia" i srednio nawet zarabia.
                    Jak zwykle powstaly za tym inne szkolki, o innym profilu mowiace o
                    kontrolowanym piciu, ktore potrafia wykazac sie nawet sukcesami, gdy
                    przybedzie do nich taka beka, jedna z druga...!
                    Ale gdzie im do uleczenia alkoholika - Eska...!?
                    Raz alkoholik, zawsze alkoholik...!
                    (alkoholik = nie kontrolnyj!) ;-)
                    A...
                  • ela_102 Re: Kto lepszy czyli mżonki alko o wyższości nad 15.02.10, 20:02
                    Elu, ja wiem... chodzi o to, że prawdy kapelana i Deo, a także twoje i Jarasa
                    prawdy nie dotyczą wszystkich, którzy mieli tzw. problemy alkoholowe.


                    Oczywiście, że tak. Moja historia, czy jarasa to zupełnie dwie różne historie
                    choć ze wspólnym elementem - ALKOHOLEM.
                    Twoja jest inna, inna jest mojej Mamy i zupełnie inna mojego brata.
                    Dawno temu ktoś mądry - makler wraz doktorem medycyny - po wieloletnich próbach
                    porzucenia alkoholu, trzeba dodać próbach nieskutecznych, odkrył, że rozmowa
                    alkoholików ze sobą powoduje spory spadek napięcia i głodu alkoholowego, a w
                    konsekwencji POTRZEBY napicia. Ile alkoholików tyle PRAWD. Tyle, że bardzo dużo
                    podobnych przeżyć związanych z samym piciem.
                    Jedyne co mogę to opowiadać własną, bo być może jedno zdanie z tej historii jest
                    w stanie komuś pomóc.
                    Wiem, że pomaga, doświadczam tego codziennie.

                    Moja Matulka nie pije i nie przyznaje się żeby kiedykolwiek piła.
                    Taka jest jej historia.
                    Dzięki wielu rozmowom z innymi alkoholikami zaakceptowałam i jej historię. Dla
                    mnie najważniejsze, że żyje i że potrafimy gadać ze sobą jak matka z córką. W
                    sumie nie wyobrażam jej sobie ani na detoksie, ani w psychiatryku ani na grupie
                    AA. Nie spotkałam w takich miejscach kobiet w jej wieku.
                    Mój brat nie pije 19 lat z małymi wpadkami.
                    Gdyby skorzystał z kilku podpowiedzi pewnie miałby łatwiej, ale nie chce, też to
                    akceptuję.
                    Akceptuję i Twoją drogą i drogę pierzchni. Nie zadajecie pytać, co zrobić. Adi
                    pyta, dlatego mu przybliżam swoją drogą, bo bardzo bym chciała aby i jemu się udało.

                    Cała filozofia prawd :-)
                    • pierzchnia Re: Kto lepszy czyli mżonki alko o wyższości nad 15.02.10, 20:09
                      I bardzo dobrze!
                    • e4ska Re: Kto lepszy czyli mżonki alko o wyższości nad 15.02.10, 20:54
                      Elu, bardzo mnie cieszy to, o czym napisałaś.

                      Nie jest bowiem zamiarem moim atakować czy wyśmiewać wspólnotę AA. Przekonałam
                      się do wspólnoty, wiem, że dla wielu wielu alkoholików jest to sposób nie tylko
                      na zachowanie zdrowia i życia, ale też na tzw. dobrostan - modne słowo, ale
                      właściwe.

                      Uważam też, że głupotą jest rezygnować z AA, kiedy ma się do tego predyspozycje,
                      np. potrzebę mówienia o swoim nałogu, o zmianie, o sukcesach uzyskiwanych dzięki
                      trzeźwieniu, wreszcie ma się potrzebę pomocy innym zgodnie z "regulaminem".

                      Człowiek udręczony nałogiem, szczególnie ten mający za sobą kilkanaście czy
                      kilkadziesiąt lat picia, nie dysponuje wieloma możliwościami zaadaptowania się
                      do całkiem mu obcego niewygodnego świata... Widzi, że inni popędzili daleko, a
                      on? I wtedy potrzebny jest azyl, potrzebny jest spokój i odzyskiwanie równowagi,
                      przekonanie się do pewnych wartości, potrzebna jest bliskość drugiego człowieka.
                      Ten, kto lata strawił na knajpianych pogaduszkach - jakże jemu ciasno zamknąć
                      się w domu? Internet, telefon - to za mało. Trzeba iść do ludzi.

                      Apogeum mojego nałogu trwało krótko, chociaż niedobre, niebezpieczne okresy
                      pijackie zdarzały mi się gdzieś tak około 3 do 5 lat. Umiałam jednak hamować i
                      jakoś prosperowałam. Tak więc w moim przypadku mogę sobie pozwolić na
                      kontynuację dotychczasowych dawnych obyczajów - jest mi ze sobą i innymi dobrze,
                      czuję się spokojnie, bezpiecznie, jestem szczęśliwa, choć bywam czasem
                      zmartwiona, smutna i zła. Ale tak to już jest i nie da się cały czas rozkoszować
                      tym, co nam dane.

                      A ciekawe jest to, że dzisiaj myślałam o naszych wpisach, kiedy robiłam
                      zakupy... I przyszła mi na myśl twoja mama. Że jest ona typową ćwierćpijaczką. I
                      że było ci trudno zrozumieć jej postawę, pogodzić się z tym, że nie chce
                      leczenia czy mityngów. Co zrobić? Trzeba przyjąć, że tacy ludzie po prostu
                      istnieją.

                      Zmieniłaś się, Elu, bardzo. Tak mi się wydaje.

                      zdrufki ;-)
                      • aaugustw Re: Kto lepszy czyli mżonki alko o wyższości nad 15.02.10, 21:25
                        e4ska napisała:
                        > ... Zmieniłaś się, Elu, bardzo. Tak mi się wydaje.
                        ___________________________________________________.
                        A bo tylko ona... - Eska, ja przy Tobie (i nie tylko)
                        takze sie zmienilem...!
                        Zmieniam sie na dobre, inaczej nie bylbym tutaj...!
                        A... ;-)
                      • ela_102 Re: Kto lepszy czyli mżonki alko o wyższości nad 16.02.10, 10:34
                        Iże było ci trudno zrozumieć jej postawę, pogodzić się z tym, że nie chce
                        leczenia czy mityngów. Co zrobić? Trzeba przyjąć, że tacy ludzie po prostu
                        istnieją.


                        fajnie, że myślisz o mojej Mamie przy zakupach, ot tak sobie, bo to bardzo fajna
                        kobieta i zasługuje na uwagę :-)))))
                        Jednak tutaj muszę sprostować ja nie miałam kłopotów ze zrozumieniem jej
                        postawy. Nawet nie chciałabym aby spędzała czas na terapii i mityngach. Jej
                        wystarczyło wrócić do siebie. Mi w sumie też, ale ja mam jeszcze silnie
                        rozbudowaną potrzebę pomagania i życia we wspólnotach z innymi ludźmi. I zawsze
                        tak ze mną było. Oprócz AA należę przecież od lat 17 do innej Wspólnoty - "Wiara
                        i Światło", a jako młoda dziewczyna łaziłam po domach dziecka i udzielałam się w
                        wielu wolontariatach. Taki typ SPOŁECZNIKA.

                        Wracając od Mamy.
                        Nie mogłam zaakceptować nie tyle jej postawy, co swojej przeszłości pozbawionej
                        wszystkich tych elementów których jej nie przyznawanie się do picia pozbawiało.
                        Rozumiesz?
                        Okazało się, że jej wypieranie ze świadomości wielu faktów czyni moje
                        wspomnienia (prawdziwe) nierealnymi, ot jak choćby zajmowanie się domem w sposób
                        dorosły od 12 roku życia, przygotowywanie Świąt i wiele wiele innych.

                        No ale i z tym sobie poradziłam Eska :-)))))))
                        Odkąd nie ma we mnie usilnej potrzeby odkłamywania jej życia, to i ona sama
                        potrafi coś prawdziwego bąknąć, ot choćby ostatnio, ze śmiechem, że gotować to
                        ona nie potrafiła no i nie lubiła ;-)
                        Za to w pracy IDEALNY nauczyciel, pedagog.
                        Ostatni wzruszyłam się bardzo, bo odwiedziły ją dwie koleżanki, dużo młodsze,
                        które też ostatnio przeszły już na emeryturę z TORTEM.
                        Pamiętają, wspominają i to jest naprawdę piękne.

                        To tyle gwoli wyjaśnienia, wiadomo, że DDA ma trochę więcej spraw z którymi
                        trzeba się uporać, aby nie zionąć złością i agresją...
                        Być może taka nastąpiła we mnie tutaj zmiana :-)
          • aaugustw Re: Kto lepszy czyli mżonki alko o wyższości nad 15.02.10, 15:43
            deoand napisał:
            > Jesteś juz jak widać tylko o krok od mojej maksymy / mojej
            zaznaczam /
            > CUDÓW NIE MA . WARS WITA WAS . DETOKS CZEKA NA WAS !!!
            _____________________________________________________.
            Dumnie wypowiadasz powyzsze slowa, ktore tu podkreslasz
            jako swoja maksyme i myslisz, ze odkryles Ameryke, bo
            tyle tam stoi wiezowcow...
            Widzisz deo, ty jestes juz na pewnym etapie rozwoju o
            alkoholizmie, ale bardzo duzo ci jeszcze brakuje... -
            To o czym ty piszesz dot. fazy czynnej pijaka... - to
            tylko faza przejsciowa do trzezwosci... - Tam stoisz...!
            Co chce przekazac...!?
            Zebys nie powtarzal tych slow wsrod trzezwych alkoholikow,
            bo sie tylko osmieszysz, zamiast podkreslac swoja wyzszosc..! :-(
            Moze te (moje) slowa - moje doswiadczenie - popchna cie dalej...(!?):
            Pamietam jakby to bylo wczoraj, kiedy opuszczalem moja
            pierwsza odtrutke... - Lekarz stacjonarny zapytal mnie z
            usmiechem: "Kiedy sie znowu zobaczymy?" - Odpowiedzialem mu z
            najwieksza powaga: "Ja juz nigdy tu nie wroce...!"
            Poszedlem potem na terapie i na tym zakonczylem swa "edukacje".
            Po uplywie 5,5 roku znowu tam bylem... - Do tej pory wszystko
            niby sie zgadza z TWOJA "maksyma"... - Ale to nie koniec...!
            To najwazniejsze nastepuje teraz...!
            A to opisuje nam Ela na 102 w ten sposob, (cyt.):
            > "Za abstynencją muszą iść jakieś konkretne zmiany, bo samo nie
            picie (nawet długie) nie stanie się powodem przyszłych zmian.2 <
            (ktore spowoduja, ze w tym WARSIE nie trzeba juz tam ladowac... -
            To "cus" znalazlem we Wspolnocie AA - moj przyp.)
            A...
            Ps. Jak tam te zlote medale olimpijskie sie czuja...!? ;-)
            • deoand Re: Kto lepszy czyli mżonki alko o wyższości nad 15.02.10, 21:20

              Cytat august
              Lekarz stacjonarny zapytal mnie z
              usmiechem: "Kiedy sie znowu zobaczymy?" - Odpowiedzialem mu z
              najwieksza powaga: "Ja juz nigdy tu nie wroce...!"
              Poszedlem potem na terapie i na tym zakonczylem swa "edukacje".
              Po uplywie 5,5 roku znowu tam bylem... - Do tej pory wszystko
              niby sie zgadza z TWOJA "maksyma"... - Ale to nie koniec...!
              To najwazniejsze nastepuje teraz...!
              A to opisuje nam Ela na 102 w ten sposob, (cyt.):
              > "Za abstynencją muszą iść jakieś konkretne zmiany, bo samo nie
              picie (nawet długie) nie stanie się powodem przyszłych zmian.2 <

              August - przecie ci napisałem , że ja zawsze mam racje i mówię prawde jeśli
              chodzi a alkoholików ...

              i wróciłes tak jak ci powiedziano czyli tak jak ja mówię ..
              Koniec kropka i każde twoje następne słowo o AA i zmianach będzie może i piękne
              ale ważne tylko do następnego zapicia i tyle .

              co do eli a jakie to konkretne zmiany ma na myśli ela pokazując na siebie ..
              przecież w dyskusji ze mna ela wtedy gdy spotyka zdanie niezgodne ze swoim robi
              to co każdy człowiek atakuje oponenta ad personam starając sie udowodnic , że
              oponent jest głupi itp.. Typowe
              zachowanie dla każdego i alko i nie alko ...

              więc w czym widzisz te KONKRETNE ZMIANY

              No nie rozsmieszaj mnie - napisz chocby jedną zmianę u siebie a nie tylko
              bełkot ... zmieniłem sie w AA .

              To , że jesteś w AA to pewno i prawda skoro sam tak piszesz ale że zmieniłes się
              ... to że utrzymujesz alstynencje pewno tak ale gdzie te dalsze zmiany ???

              TYlko konkrety a nie ideologiczny bełkocik - który ja tez znam i potrafie mówic

              A tak naprawde to co taki świeżak ma robic - chodzić na miting co tydzień -
              odbębni te dwie godziny tak jak msze i pójdzie do domu i co znowu na msze za
              tydzień - no pójdzie jak przyjdzie dostanie wałkiem od żony jeśli ją jeszcze ma
              , że znowu się gdzieś szlaja a w domu tyle samo robi co wtedy gdy pił .. itd ...

              No szlak go trafia

              Faktycznie ciężka jest dola alkoholika !!!

              a z dużego gadania wyszło to co u Justyny czyli dupa !!!
              • aaugustw Do deo... i tylko deo...!! 15.02.10, 21:30
                Deo, Tys sie udal mamie...!
                A... ;-)
                Ps. Twoje przewidywania sa tak trafne, jak te z p. Kowalczyk...
                U ciebie chyba juz po zawodach...(!?) :-(
                • deoand Re: Do deo... i tylko deo...!! 15.02.10, 21:41
                  Nie bełkocz august tylko odpowiedz prosze konkretnie o tej zmianie bo to
                  naprawdę szalenie mnie interesuje jako chocby materiał pogladowy ...

                  Co do Kowalczyk to jestem oczywiście wściekły i tyle ...ze sprintu chyba tez nic
                  choc iskierka nadziei sie tli więc został tylko bieg na 30 km i cos co
                  nazywaja biegiem łaczonym ??..

                  i tak to z górmego C zejdze tak jak w tytule mojego tematu na to , żeby choc
                  jeden braz ???

                  ale serce nadal mówi złoto !!

                  • aaugustw Re: Do deo... i tylko deo...!! 16.02.10, 10:15
                    deoand napisał:
                    > Nie bełkocz august tylko odpowiedz prosze konkretnie o tej zmianie
                    bo to naprawdę szalenie mnie interesuje jako chocby materiał
                    pogladowy ...
                    - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                    Nie odpisywalem wczoraj, bo ogladalem "Olimpiade"...
                    Teraz mam czas i zastanawiam sie wlasnie, jak slepemu
                    opisac kolor niebieski...!? :-o
                    Nie musze chyba podkreslac deo, ze na mysli mam ciebie...! :-(
                    Czy mozna opisac duchowosc, milosc, uczucia ktore sa
                    w nas i ktore podlegaja stalym przemianom w kierunku
                    dobra, ktore zmieniaja sie w nas samych pod wplywem
                    przerabiania duchowego Programu AA...!?
                    Czy moze gluchoniemy zrozumiec tego ktory zaczyna widziec cos,
                    czego wczesniej nie widzial... - Odczuwac to, czego wczesniej
                    nie czul i robic to, czego wczesniej nie potrafil...(!?).
                    Czy mozna w koncu opisac komus te tajemnice, ktorej on ani nikt z
                    ludzi zwietrzyc nie potrafi...!?
                    Ja moge tylko wyjawic sobie, drugiemu czlowiekowi i Bogu jakkolwiek
                    Go pojmuje swoje tajemnice i uwolnic sie od poczucia winy. Moge
                    naprawde zmienic swoje myslenie, a jezeli zmienie swoje myslenie, to
                    moge takze zmienic siebie. "Moje mysli stwarzaja moja przyszlosc. To
                    kim bede jutro, zalezy od tego, co dzisiaj mysle."
                    To przebudzenie duchowe jest odkrywaniem siebie i nowych drog,
                    porzucajac te stare, ktore (do)prowadzily nas do katastrofy...
                    (najkrotsza droga do swojego wnetrza jest sluzba na zewnatrz!).
                    ________________________________________________.
                    deoand napisał dalej (do A...):
                    > Co do Kowalczyk to jestem oczywiście wściekły i tyle ...
                    - - - - - - - - - - - - - - - - -
                    Duze oczekiwania przynosza duze rozczarowania...
                    (tego mozna sie w AA takze nauczyc...!)
                    A...
              • ela_102 Re: Kto lepszy czyli mżonki alko o wyższości nad 16.02.10, 10:43
                co do eli a jakie to konkretne zmiany ma na myśli ela pokazując na siebie
                ..przecież w dyskusji ze mna ela wtedy gdy spotyka zdanie niezgodne ze swoim
                robi to co każdy człowiek atakuje oponenta ad personam starając sie udowodnic ,
                że oponent jest głupi


                Jaka dyskusja?
                Jaki oponent?

                Chamstwo i nie wiedza, nic więcej.
                TY nie wyrażasz zdania, tylko piszesz KŁAMSTWA na temat choroby.
                Ja nie muszę wykazywać, że jesteś głupi, bo głupi jesteś i już(!)
                Sam to najlepiej tutaj wykazujesz.
                Ja tylko prostuje brednie które świergolisz, na bardzo istotne tematy, aby inni
                się w tych mitach i stereotypach nie pogubili.

                Piszesz bełkocik, czytasz bełkocik, bo masz w głowie bełkocik - choćby tam
                prawdy najprawdziwsze były napisane.
                • pierzchnia Re:Pić albo nie pić 16.02.10, 12:46
                  To nie takie proste-Deo.
                  Gdyby cała ta sztuka, w niepiciu polegała na opanowaniu ,jednej z cech
                  motorycznych, to po ulicach chodzili by sami nawróceni.
                  To kuszenie polega na dawno poznanym mechanizmie-przynależysz do świata
                  określonych fluidów/wibracji/i kiedy napotykasz ich przejawy od razu czujesz się
                  jak u siebie.
                  Rozwój duchowy człowieka polega na wznoszeniu się ku światom subtelniejszym,
                  gdzie dawne upodobania już z nimi nie współbrzmią.



                • deoand Re: Kto lepszy czyli mżonki alko o wyższości nad 16.02.10, 12:53
                  Ela
                  Z uporem maniaczki usiłujesz udowodnic swoja wyższośc alkoholiczki
                  nade mna nie -alko ... Jest to niewykonalne bo dla mnie możesz co
                  najwyżej czołgać sie u moich stóp jako coś na pewno niższego w
                  rozwoju moralno -inetelektalnym ode mnie a i ja moge czolgać sie u
                  twoich stóp wg twoich kryteriów wartosci ...

                  i sa to stanowiska nie do pogodzenia ... więc po co do tego wracasz
                  Daruja sobie obrażanie mnie bo twoje " epitety " spływaja po mnie
                  jak woda po kaczce ze wzgledów oczywistych .. Ja też umiem po
                  wilkowemu napisac co myśle o takich hobietach jak ty nawet jeśli
                  oczywiscie ty znasz ten język o wiele lepiej .. ale dla higieny
                  psychicznej własnej ... mogę sobie powilkować !!!

                  Co do augusta ... oczywiście , że o konkret trudno ale w twojej
                  odpowiedzi jest coś co właśnie nazywamy czy ty nazywasz
                  uduchowieniem .. i zgoda ... Tak jak trudno opisać kolory tak i
                  trudno opisać miłosc czy chocby wiatr .. ktos tu chyba nawet na
                  forum napisał wiatr nie widac ale czuć i prawda ...

                  ale to jest auguście to cos co ja nazywam nawiedzeniem - trzeźwościa
                  i nie tylko .. pewien trans ... tyle tylko że jak z miłoscią -
                  fascynacja trwa troche a potem często nie mówię że zawsze czar
                  pryska a po 50 -tce to z reguły czar pryska i szuka sie nowej
                  miłosci co co choc to nieco dziwne ale alkoholik akurat wraca do
                  starej kochanki czyli wódeczki

                  Swoją droga ciekawe jest , że sposób myślenia beki / w końcu
                  zdeklarownego alkoholika / zarówno jesli chodzi o swiatopoglad
                  ogólny jest w gruncie rzeczy zblizony do swiatopogladu mojego
                  niealko a nie twojego alko ...

                  Brak tego pierwiaska mistycznego czyli nawiedzenia ..

                  tyle tylko , zeby nowicjusze osiągneli stan najwyższego uduchowienia
                  to potrzebni są charyzmatyczni kapłani czyli guru alkoholowi .. a
                  troche guru jednak brakuje a i wiernych też nie za wielu choc byc
                  powinni .

                  oczywiście nie pisze o Licheniu czy Jasnej Górze gdzie spotykaja sie
                  tysiące alko ale to co innego

                  pzdr deoand
                  • ela_102 Re: Kto lepszy czyli mżonki alko o wyższości nad 16.02.10, 13:02
                    więc po co do tego wracasz

                    no widzisz, nawet tutaj kłamstwo.
                    To Ty z uporem maniaka, w każdym swoim poście rozważasz swoją nade mną wyższość,
                    schodząc do poziomu chama. Ja tylko rzeczy po imieniu nazywam i zgodnie z prawdą.
                    Pisałam ci już, przestań pisać na mój temat swoje poematy i zajmij się lepiej
                    czymś co przyniosłoby Ci korzyść.
                    Moje zdanie jest takie, że nie masz NIC do powiedzenia w tematach mnie
                    interesujących i albo się z tym pogodzisz, albo nie.
                    Unikaj mojego imienia, a sprawy same się wyciszą.

                    Reszty już nie przeczytałam, szkoda mojego czasu.
                  • tenjaras Re: Kto lepszy czyli mżonki alko o wyższości nad 16.02.10, 13:52
                    deoand napisał:
                    > Swoją droga ciekawe jest , że sposób myślenia beki / w końcu
                    > zdeklarownego alkoholika / zarówno jesli chodzi o swiatopoglad
                    > ogólny jest w gruncie rzeczy zblizony do swiatopogladu mojego
                    > niealko a nie twojego alko ...
                    >
                    > Brak tego pierwiaska mistycznego czyli nawiedzenia ..

                    Przede wszystkim to jest wiele wyjaśniające.

                    To forum ma taką swoją specyfikę. Polemika zawsze następuje pomiędzy tymi,
                    którzy pogrążają się w swego rodzaju degrengoladzie, a tymi, którzy swoją
                    postawą życiową wskazują odwrotne cele.

                    Warto brać prostą naukę jaka wynika z tego forum: kto przeciw trzeźwym, ten
                    przeciw sobie.
                  • aaugustw Re: Kto lepszy czyli mżonki alko o wyższości nad 16.02.10, 20:45
                    deoand napisał:
                    > Co do augusta ... oczywiście , że o konkret trudno ale w twojej
                    > odpowiedzi jest coś co właśnie nazywamy czy ty nazywasz
                    > uduchowieniem .. i zgoda ... Tak jak trudno opisać kolory tak i
                    > trudno opisać miłosc czy chocby wiatr ..
                    > ale to jest auguście to cos co ja nazywam nawiedzeniem -
                    trzeźwościa i nie tylko .. pewien trans ... tyle tylko że jak z
                    miłoscią - fascynacja trwa troche a potem często nie mówię że zawsze
                    czar pryska a po 50 -tce to z reguły ...
                    _________________________________________________.
                    Czyli wszystko gra...! - Ty jestes na takim etapie
                    rozwoju duchowego (czyt. po swojemu; "nawiedzenia")
                    i odczuwania milosci (czyt. po swojemu; rozumienia)
                    jej jak kwiatki na drzewie, ale nie wiesz o tym, ze
                    nie wszystkie kwiatki zmrożą swoje życie, zwiędną i
                    spadna na ziemie nie wydajac żadnego owocu...!
                    Podobnie jak z tymi kwiatami, tak samo jest z miloscia
                    po 50 -tce, ale do tego owocu trzeba dojrzec...! ;-)
                    _______________________________________________.
                    deoand napisał dalej:
                    > Swoją droga ciekawe jest , że sposób myślenia beki...
                    ...zblizony do swiatopogladu mojego niealko a nie twojego alko ...
                    - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                    Potwierdzasz tym tylko jego i swoj niedorozwoj (nie, nie umyslowy) -
                    duchowy...!
                    A co przypomina czlowiek, ktory nie wierzy, pisalem juz o tej
                    faunie...! ;-)
                    A... ;-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka