Dodaj do ulubionych

Dorosłe Dziecko Alkoholika prosi o pomoc!!

15.02.13, 22:43
Mój tata pije odkąd pamiętam, moje dzieciństwo było pełne awantur rodziców, tata używał przemocy psychicznej, często wybijał szyby i samookaleczał się. Mam przez to wszystko depresje:( Próby leczenia nie przynosiły efektu. Gdy miałam 16 lat rodzice rozwiedli się i tata się wyprowadził, a my wreszcie z mamą i bratem zaczęliśmy normalnie funkcjonować. Sąd ograniczył mu widywanie się z nami do 1 razu w miesiącu i ustanowił alimenty.
Minęło kilka lat a tata nadal pije (teraz nawet częściej), często dzwoni do mnie pijany lub przyjeżdża. Nie uważa się za alkoholika tylko za pracoholika, nie chce iść na leczenie, bo nie widzi problemu. Z dnia na dzień niszczy się co raz bardziej.
Nie jest nigdzie zameldowany, mieszka w swoim domu rodzinnym, który jest własnością jego siostry, więc niedługo może trafić na bruk. Pracuje, ale może stracić pracę jak stawi się tam pijany.
Nie wiem co mam robić: jak mam mu pomóc? Słyszałam, że jako jego dziecko w przyszłości będę musiała zapewnić mu mieszkanie i płacić alimenty, czy to prawda?

Obserwuj wątek
    • bananarama-live Re: Dorosłe Dziecko Alkoholika prosi o pomoc!! 16.02.13, 04:20
      Chcesz pomóc, czy boisz się cegły?
      • tiger_88 Re: Dorosłe Dziecko Alkoholika prosi o pomoc!! 16.02.13, 08:07
        Przede wszystkim chce pomóc...
        • aaugustw Re: Dorosłe Dziecko Alkoholika prosi o pomoc!! 16.02.13, 16:30
          tiger_88 napisał(a):
          > Przede wszystkim chce pomóc...
          ___________________________________________________________.
          Czyli inaczej mowiac: Chcesz go zmienic...!
          Jak Ty to sobie wyobrazasz...!? (zastanow sie, prosze nad tym pytaniem).
          Pomysl o sobie, bo sama widzisz ze nie potrafisz sobie na razie pomoc, np:
          cierpisz, ale sluchasz jego pijanego belkotu, bo nie potrafisz sie zmienic i trzasnac sluchawka...!
          Zrob to co proponuje Tobie Zahir, wtedy masz male szanse, aby sobie pomóc...!
          A...
          • tiger_88 Re: Dorosłe Dziecko Alkoholika prosi o pomoc!! 16.02.13, 22:12
            Ostatnio gadał mi straszne głupoty (np. chce kierować moim życiem, bo już dla mnie coś zaplanował, oczywiście coś zupełnie bez sensu, a jak ja się mu sprzeciwiam, to oczywiście się wyżywa) i się rozłączyłam i na razie nie odbieram od niego telefonów. Strasznie się załamałam, codziennie płacze, ta sytuacja mnie przerasta.
            • aaugustw Re: Dorosłe Dziecko Alkoholika prosi o pomoc!! 17.02.13, 11:55
              tiger_88 napisał(a):
              > ... Strasznie się załamałam, codziennie płacze, ta sytuacja mnie przerasta.
              _____________________________________________________________.
              Sama nie jestes w stanie sobie pomoc...!
              Pojdz na spotkania Al-Anon, albo DDA (dla osob wspoluzaleznionych, albo
              dzieci alkoholikow).
              Nikt (a przynajmniej ja) nie bedzie Ci wspolczul, bo to jest przytakiwaniem
              choremu i upewnianianiem go w swej chorobie. Cos takiego moze prowadzic
              do depresji a nawet do popelniania glupstw...
              A...
              • tiger_88 Re: Dorosłe Dziecko Alkoholika prosi o pomoc!! 17.02.13, 17:35
                Nie prosiłam o współczucie, ale o rady. Terapii raczej nie potrzebuje, bo mam faceta, który mnie wspiera.
                • aaugustw Re: Dorosłe Dziecko Alkoholika prosi o pomoc!! 17.02.13, 19:55
                  tiger_88 napisał(a):
                  > Nie prosiłam o współczucie, ale o rady. Terapii raczej nie potrzebuje, bo mam faceta, który mnie wspiera.
                  _________________________________________________.
                  No tak, nie prosisz o wspolczucie tylko o rady, bo zbyt mocno
                  koncentrujesz sie na sprawach materialnych i swojej koszuli,
                  anizeli zdrowiu ojca...
                  A tak nawiasem mowiac; Gdybym ja mial faceta, ktory by mnie
                  wspieral, nie przychodzilbym tutaj na to Forum...! :-(
                  Powiem ci cos w sekrecie: Przy takim nastawieniu nawet z dwoma
                  facetami nie dasz sobie rady z tym problemem...!
                  A...
    • pierzchnia Re: Dorosłe Dziecko Alkoholika prosi o pomoc!! 16.02.13, 05:15
      Każdy człowiek, pozbawiony miłości, choruje.
      Być może Twój ojciec również pochodzi z domu dysfunkcyjnego i przeniósł nieświadomie tę dysfunkcję na własną rodzinę.
      Pewnie mu bardzo zależy na kontakcie z Tobą, ale ponieważ jest zaburzony, od lat przez alkohol, nie potrafi normalnie reagować.
      Może wykorzystaj te uczucia i daj mu do zrozumienia, że dopóki nie podejmie leczenia kontakty z Tobą będą ograniczone do minimum.
      Powinien mieć świadomość, że to nie jest wymierzone przeciw niemu / na zasadzie stawiania warunków / ale dlatego, że komuś zależy na tym by wyzdrowiał.
      Tu trzeba być konsekwentnym - tym bardziej, że zrobisz to również dla siebie.


      • tiger_88 Re: Dorosłe Dziecko Alkoholika prosi o pomoc!! 16.02.13, 08:02
        Ale co zrobić by zobaczył problem, on się nie przyznaje do tego, że jest alkoholikiem. Twierdzi, że alkohol pomaga mu zasnąć i jest jak środek przeciwbólowy. Tyle razy była mowa o leczeniu, prosiliśmy go my i jego rodzice. Nawet separacja ani rozwód rodziców nie pomogły.
        Jak dzwoni do mnie po alkoholu, może gadać bez końca. Strasznie mnie rani, gada głupoty, przeklina, a ja mam wtedy wielkiego doła i wali mi się cały świat.
        Przez to wszystko ani razu nie miałam alkoholu w ustach i boje się wszystkich pijanych ludzi (nawet tych po piwie).
        • pierzchnia Re: Dorosłe Dziecko Alkoholika prosi o pomoc!! 16.02.13, 23:11

          Ja też znam te uczucie.
          Obcy człowiek nie potrafiłby go wywołać i całe nieszczęście polega na tym, że jakiekolwiek byśmy podjęli działanie, zmierzające do uwolnienia nas od tego, zawsze pozostanie pewien wyrzut sumienia - to stanowi właśnie tę pułapkę.
          Zwróć uwagę, że w prawdziwej miłości człowiek całkowicie zatraca swoje JA, ale to nie znaczy, że staje się nieszczęśliwy.
          Tutaj chodzi o coś innego.
          Każde dziecko ma swoją potrzebę spełnienia, ale, w tym wypadku, nie może jej zrealizować ponieważ rodzic, który powinien być tego głównym elementem, staje się toksyczny - poprzez swoje zaburzenie.
          To uczucia są środowiskiem, które rozprzestrzenia te chore sygnały - bez nich nie byłoby o czym rozmawiać.
          Zwycięstwem jest kochać i być całkowicie odpornym na te zranienia.
    • 7zahir Pomyśl o sobie. 16.02.13, 12:16
      Wybierz się na mityng DDA - tam dowiesz się wszystkiego:
      www.dda.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=77&Itemid=53
      Możesz porozmawiać też na czacie:
      forum.gazeta.pl/forum/w,176,83726447,136404437,Re_DDA_czat.html
      lub na forum:
      forum.gazeta.pl/forum/f,25314,DDA.html
      Poczytaj też tu:
      piekniezyc.republika.pl/
      • grazkavita Re: Pomyśl o sobie. 16.02.13, 18:32
        Piszesz , że jesteś dzieckiem, ale ile masz lat? To prawda, że ojciec dzwoni do Ciebie bo potrzebuje Twojego wsparcia, ale nie powinnaś się wdawać w rozmowy z nim kiedy jest pijany.Zapowiedzieć Mu , że miło by było z nim porozmawiać , ale wtedy gdy jest trzeźwy. Tylko tak możesz mu pomóc:wymagając od niego trzeźwości...Jeśli mu zależy to będzie się starał mieć Twoje wymagania na uwadze....Możesz mu powiedzieć , że myślisz o nim i tęsknisz za trzeźwym dobrym tatą, a nie za pijanym awanturnikiem...
        • tiger_88 Re: Pomyśl o sobie. 16.02.13, 22:06
          Napisałam, że jestem Dorosłym Dzieckiem Alkoholika; mam 21 lat. Robiłam już tak jak napisałaś, ale nie przyniosło to efektów :(
          • e4ska Re: Pomyśl o sobie. 17.02.13, 09:49
            Ależ TO przyniosło efekty. Efektem jest twój wpis, który świadczy o specyficznym ukierunkowaniu. Są na forach wpisy DDA i o DDA: "leczeni" mają paskudne problemy, rozchwiani psychicznie, naciągani na spore wydatki, o złych relacjach małżeńskich, itp.

            Czy nie należałoby zapomnieć o serwowanym na wszelkiego rodzaju spotkaniach systemie poglądów o alkoholizmie i jego skutkach i zacząć samodzielne myślenie?

            W pierwszym poście wspominasz, ze ojciec ma za sobą "próby leczenia". Co rozumiesz przez wyrażenie "próby leczenia"? Jak ojciec wyjaśnia swoją niechęć wobec leczenia? Jakie są jego argumenty? Pytałaś, co się mu w leczeniu nie podobało?

            Zgodnie z wiedzą przekazywaną na terapiach o śmiertelnej chorobie - alkoholizmie , nieleczony alkoholizm prowadzi do śmierci. Nie masz więc potrzeby martwić się o jakieś alimenty. No chyba że sama nie wierzysz w podstawową oczywistość ;-)
            • zdzislaw50 Re: Pomyśl o sobie. 17.02.13, 11:49
              Zgodnie z wiedzą przekazywaną na terapiach o śmiertelnej chorobie - alkoholizmi
              > e , nieleczony alkoholizm prowadzi do śmierci. Nie masz więc potrzeby martwić s
              > ię o jakieś alimenty. No chyba że sama nie wierzysz w podstawową oczywistość

              Ale zdarzają się przypadki przeżycia i wtedy taki "tatuś' , kiedy już wszystko przechla przyjdzie trzeźwy do córki z wyrokiem sądu , ze należy mu się opieka bo on jest stary, chory i bezradny i wtedy będzie musiała się nim zająć. Ja osobiście znam taki przypadek, niestety. Trudno coś poradzić , ja zerwałbym wszelkie kontakty w ramach pomocy alkoholikowi.
              • aaugustw Re: Pomyśl o sobie. 17.02.13, 12:00
                zdzislaw50 napisał:

                > Zgodnie z wiedzą przekazywaną na terapiach o śmiertelnej chorobie - alkoholizmi
                > > e , nieleczony alkoholizm prowadzi do śmierci. Nie masz więc potrzeby mar
                > twić się o jakieś alimenty. No chyba że sama nie wierzysz w podstawową oczywistość
                - - - - - - - - - - - -
                > Ale zdarzają się przypadki przeżycia i wtedy taki "tatuś' , kiedy już wszystko
                > przechla przyjdzie trzeźwy do córki z wyrokiem sądu , ze należy mu się opieka
                > bo on jest stary, chory i bezradny i wtedy będzie musiała się nim zająć. Ja os
                > obiście znam taki przypadek, niestety. Trudno coś poradzić , ja zerwałbym wszel
                > kie kontakty w ramach pomocy alkoholikowi.
                _______________________________________.
                No wlasnie, a do tego z pomoca prawnika zdobyc
                swistek, ze "za dlugi ojca nie odpowiadasz...!"
                jako zabezpieczenie siebie na przyszlosc...
                A...
                • e4ska Re: Pomyśl o sobie. 17.02.13, 13:18
                  No i nareszcie pojawiły się konkretne wypowiedzi.
                  Nie wiem, jak to jest w praktyce, ale też słyszałam o takich wypadkach. Tyle że jeśli ojciec do tej pory jednak pracował, to powinien mieć za sobą wymagany czas na jakąś tam rentkę czy emeryturę.

                  Inna sprawa - grożą nam tak niskie świadczenia emerytalne, że opieka dziecka nad rodzicem może być konieczna. Obecne pokolenie całkiem się rozbestwiło. Uważa się dość powszechnie, że rodzicom od dziecka nic się nie należy, że wszystko musi zapewnić państwo. Starzy dziadkowie oddają większą część emerytury na synów i córki. Babcia jako niekończąca się skarbonka... Jednak generacja zasobnych w emerytury powoli się kończy i prawdopodobnie przewidywane emerytury nie starczą babci nie tylko na finansowanie zachciewajek wnukowskich, ale w ogóle nie starczą jej na życie.

                  To, co przez całe stulecia było naturalne, szanowane, przestrzegane, dzisiaj jest odbierane jako sądowa niesprawiedliwość. A jeśli córka będzie musiała rodzica nakarmić? Przeprać coś? A co z tymi starymi, którzy nigdy nie pili, a nie odłożyli sobie zasobów finansowych?

                  No i telefoniczne kontakty... Z niektórych wypowiedzi, wiernych linii terapeutycznej, wynika: póki nadużywasz, nie istniejesz dla mnie - to jest propozycja, aby ci nadużywający byli martwi za życia. A może telefonują tylko wtedy, gdy są pijani? A może ich pretensje czy w ogóle potrzeba rozmowy nie jest jakąś tam
                  "pijaną potrzebą"?

                  Bardzo dużo zależy od charakteru ludzkiego, od systemu wartości, od warunków, w jakich się żyje. Tutaj trzeba samemu myśleć, bo nie ma rady doskonałej. Postępuj zgodnie ze swoim sumieniem. I nic ponadto.
                  • aaugustw Re: Pomyśl o sobie. 17.02.13, 14:18
                    e4ska napisała:
                    > No i nareszcie pojawiły się konkretne wypowiedzi.
                    > Nie wiem, jak to jest w praktyce, ale też słyszałam o takich wypadkach. Tyle że
                    > jeśli ojciec do tej pory jednak pracował, to powinien mieć za sobą wymagany cz
                    > as na jakąś tam rentkę czy emeryturę...
                    __________________________________________________.
                    Jestesmy we wspolnej Europie, wiec powiem jak to jest u nas:
                    W przypadku kiedy wymagaja opieki zdrowotnej, (nawet wtedy kiedy
                    nie troszczyli sie o swoje dzieci z powodu choroby...!), rodzice muszą
                    wpierw wykorzystac własne dochody i majatek. Małżonkowie są
                    wzajemnie zobowiązani do wspierania sie, więc np. jezeli tylko ojciec
                    mieszka w domu opieki, pierwszeństwo opieki spoczywa na matce,
                    a jezeli to nie wystarcza w gre dopiero wchodza dzieci...!
                    A...
                    • tiger_88 Re: Pomyśl o sobie. 17.02.13, 17:29
                      Raczej jak rodzice są po rozwodzie, to matka nie będzie musiała mu pomagać...
                  • wiesj23 Re: Pomyśl o sobie. 17.02.13, 21:14
                    > Bardzo dużo zależy od charakteru ludzkiego, od systemu wartości, od warunków, w
                    > jakich się żyje. Tutaj trzeba samemu myśleć, bo nie ma rady doskonałej. Postę
                    > puj zgodnie ze swoim sumieniem. I nic ponadto.
                    ale też racjonalnie
                    bo sęp na chacie odbije się nie tylko na tobie
                    wykorzysta każdą możliwość by żyć i pić
                    • aaugustw Re: Pomyśl o sobie. 17.02.13, 21:58
                      wiesj23 napisał:
                      > > Bardzo dużo zależy od charakteru ludzkiego, od systemu wartości, od warunków,
                      w jakich się żyje. Tutaj trzeba samemu myśleć, bo nie ma rady doskonałej.
                      Postępuj zgodnie ze swoim sumieniem. I nic ponadto. ale też racjonalnie
                      bo sęp na chacie odbije się nie tylko na tobie wykorzysta każdą możliwość by żyć i pić
                      _______________________________________________________.
                      Gdyby te rady byly takie proste, jak napisane nie byloby wogole tych
                      problemow, ale one sa blichtrem oslepiajacym drugiego... - Ten "sep"
                      nie wie ze jest sepem i mysli ze kocha i chce dobrze a jednak krzywdzi,
                      choc nie wie o tym...
                      A ten ktory mysli, ze wie o wszystkim i chce pomoc - nie wie nic i takze
                      krzywdzi, choc takze nieswiadomie...
                      Ale pomoc nikt nie pozwoli sobie, bo kazdy z nich nie chce oddac swego
                      zadufanego, chorego EGO...
                      Dobranoc: A...
                      • wiesj23 Re: Pomyśl o sobie. 17.02.13, 23:03
                        >Ten "sep"
                        > nie wie ze jest sepem i mysli ze kocha i chce dobrze a jednak krzywdzi,
                        > choc nie wie o tym...
                        co cię ta rusza gdy pojawia się temat złego ojca
                        czy to że wlazł i zlazł daje mu prawo do stawienia wymagań.Przez 21 lat miał wszystko w d...
                        coś na ten temat wiem.Od ojca b.rzadko usłyszałem coś miłego,a na starość bzdurne wymagania.
                        Ile dzieci wychowuje się bez pomocy ojca?Mają osiągnięcia.I później pojawia się sęp i za "wlazł i zlazł" myśli dalej żyć na sępa.
                        Może parę kobiet-matek się wypowie?
                        > Gdyby te rady byly takie proste,
                        "nic się nie kończy prostym tak lub nie"
                        > Gdyby te rady byly takie proste, jak napisane nie byloby wogole tych
                        > problemow, ale one sa blichtrem oslepiajacym drugiego...
                        a na przyszłość używaj słów których znasz znaczenie a nie się nimi baw i myśl jaki to jesteś błyskotliwy

                        prostotę świata trafnie zdiagnozowała eska
                        niektóre wnuki modlą się o dlugowiecznośc babci .......emerytury
                        a niektórzy rodzice żyją na kalekim dziecku
                        • aaugustw Re: Pomyśl o sobie. 18.02.13, 10:45
                          wiesj23 napisał (do A...):
                          > ...co cię ta rusza gdy pojawia się temat złego ojca
                          > czy to że wlazł i zlazł daje mu prawo do stawienia wymagań...
                          - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                          Pytasz, wiec odpowiadam:
                          Cos ty sobie wymyslił; "zły ojciec"...?
                          Skąd ty to wiesz, ze to zły ojciec...!?
                          W calym moim zyciu nie spotkalem jeszcze zlego, chorego alkoholika...!
                          A co mna "rusza" to ci teraz powiem; rusza mnie mocno pruderia i
                          zaklamanie pomieszane z glupota udajacą madrą sowę - bez przerobienia
                          swojego "zadania domowego"...!
                          Jakie on stawia wymagania...!? - Kto ci to powiedzial...?
                          On chce "dobra" swojej corki... - On chce jej "pomoc"...!
                          Nie widzisz tego, ze on jest niezalezny od nikogo (jeszcze)...
                          _________________________.
                          wiesj23 napisał (do A...) dalej:
                          > ... Przez 21 lat miał wszystko w d...
                          > coś na ten temat wiem.Od ojca b.rzadko usłyszałem coś miłego,a na starość bzdur
                          > ne wymagania.
                          - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                          Zmieniasz temat... - Zaloz nowy watek...! (nie mieszaj w jednym garnku dwoch zup)
                          _________________________.
                          wiesj23 napisał (do A...) dalej:
                          > ... a na przyszłość używaj słów których znasz znaczenie a nie się nimi baw i myśl j
                          > aki to jesteś błyskotliwy
                          - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                          ;-) Dobre...! Facet nie zna co to slowo "blichtr" uzyte przeze mnie i sie stawia...! ;-)
                          Ale mam fajny dzisiaj humor, wiec tlumacze:
                          Blichtr to (cyt. wg. Google); powierzchowna wspaniałość lub świetność, której nie
                          odpowiada wewnętrzna wartość...
                          Czyli to jest to cus co ty napisales w poprzednich radach dla autorki tego watku - kapito...?
                          A...
                    • pierzchnia Re: Pomyśl o sobie. 17.02.13, 22:11
                      Eska, przynajmniej, dopuszcza myśl, że tzw. alkoholik jest przede wszystkim człowiekiem, którego reakcje nie muszą wynikać z permanentnego upojenia.
                      Być może nie chodzi tutaj o pomoc, dla ojca, tylko o pozbycie się balastu.
                      To tak jak z tymi po wylewach, których najlepiej oddać do SIÓSTR.
                      • grazkavita Ważna jest tutaj hierarhia 18.02.13, 11:29
                        Najpierw zasady i honor(dla chrześcijan Bóg) , potem Ty jako dziecko, porem rodzice i cała reszta rodziny. Przeto nie możesz nie dbać o siebie, ale trzeba tez pomyśleć o innych rzeczach, o godnym życiu, o zabezpieczeniu własnego losu i o tym, że któregoś dnia między Tobą , a twoimi zasadami pokaże się ktoś kto będzie ważniejszy od Ciebie i rodziny (tej obecnej):Twój przyszły mąż.Jednak nawet on nie będzie ważniejszy od Boga (jakkolwiek go rozumiesz). Pamiętaj przeto, że ojciec jest bardzo ważny dla ciebie, ale nie będziesz mu mogła pomóc jeżeli nie zadbasz o swoja duszę i wsparcie duchowe, a także o zabezpieczenie swego bytu.Troszcząc się o swoja wiarę i o swój byt troszczysz się równocześnie o jego...
                        • aaugustw Re: Ważna jest tutaj hierarhia 18.02.13, 12:55
                          grazkavita napisała:
                          > Najpierw zasady i honor(dla chrześcijan Bóg)...
                          __________________________________________________________.
                          Sa poruszane tematy, na ktore lubie sie powolac a potem mowic o tym,
                          jak ja to widze, jako ten ktory byl chorym romantykiem a dzisiaj uwaza
                          sie za realiste zyciowego...!
                          Otoz tam gdzie wchodza w rachube pieniadze, nie wchodzi Bog w rachube...
                          Najpierw sa Ustawy i Przepisy UE, a wiec biorac przypadek najgorszy dzieci
                          sa pociagniete do odpowiedzialnosci i do pomocy chorym rodzicom i musza bulic...
                          Natomiast w przypadku dobrowolnej checi udzielenia pomocy rodzicowi w jego
                          chorobie alkoholowej, najpierw wchodzi w rachube Sila Wyzsza lub Bog,
                          jakkolwiek Go kto pojmuje, ale nie dotyczy to tylko "chrześcijan", jak nam tu
                          pisze Grazka lecz dotyczy to wszystkich ludzi na tej kuli ziemskiej...!
                          Aby to pojac, trzeba zwrocic sie (wspol)uzaleznionemu do innych trzezwych
                          alkoholikow i trzezwych juz na sucho osob wspoluzaleznionych, ktore wczesniej
                          juz daly sobie z tym rade...
                          A...
                          • pierzchnia Re: Ważna jest tutaj hierarhia 18.02.13, 19:40
                            Gdy nie ma miłości, to te wszystkie dobre rady, wsadźcie sobie w tyłek.
                            • aaugustw Ważna jest tylko Milosc... 18.02.13, 20:25
                              pierzchnia napisał:
                              > Gdy nie ma miłości, to te wszystkie dobre rady, wsadźcie sobie w tyłek.
                              ___________________________________________________________.
                              "Mozesz oddac wszystkie swoje dobra, by pomoc biednym, i wydac swoje
                              cialo na spalenie, a nie miec absolutnie milosci.
                              Zachowaj swoje dobra, a odrzuc swoje Ja. Nie pal ciala; spal swoje ego.
                              A milosc wyplynie sama." - Przyjaciel.
                              Dobranoc: A...
                            • grazkavita Re: Ważna jest tutaj hierarhia 18.02.13, 20:28
                              Gdy nie ma miłości jest przykazanie "szanuj ojca swego i matkę swoją!" Miłość to nie tylko uczucie, to również akt woli inaczej nigdy byś nie pokochał swoich wrogów i nie byłbyś w stanie ich sobie zjednać. Auguście nie deprawuj dzieci! Porządek jest taki od lat i nie kłóci się on z obowiązkiem alimentacyjnym wobec kogokolwiek., bo Bóg nakazuje człowiekowi być dojrzałym, świadomym obowiązków. "Ponieważ ludzie, zarządzenia, wydarzenia narzucają ci z zewnątrz, wszystko, co przeżywasz jest tresurą, może nawet niewolnictwem. Jeśli świadomie się decydujesz na działanie albo jeżeli świadomie przyjmujesz to, które ci się proponuje lub narzuca, działasz jak człowiek. Tylko czyny ludzkie sprawiają, że wzrastasz, rozwijasz się, stajesz się bardziej człowiekiem." Zapłacić alimenty to pikuś, jeśli masz pieniądze to 15 minut i przelew gotowy. Tylko, że rodzina potrzebuje nie czas jakościowy, a ilościowy. Potrzebuje ojciec i matka żeby z nimi pobyć, porozmawiać , nakłonić do słusznej sprawy... To właśnie miałam na myśli, że dziecko ma się przejmować rodzicami i być z nimi wtedy gdy jest samo zaopatrzone i gdy jest w zgodzie ze swoimi Bogiem. Inaczej ono przepadnie , a wraz z nim i rodzice...
                              • andalus Re: Ważna jest tutaj hierarhia 19.02.13, 12:14
                                może się tak zdarzyć, że ojciec przyjdzie do ciebie po alimenty. I może to zrobić w majestacie prawa. Wiem,że rodzicom nalezy pomagać ale... bez przesady. Nikt nie jest obligowany pomagać finasowo czynnem alkoholikowi. Zapytaj mamą o orzeczenie rozwodu. Jeśli było orzeczenie o winie ojca, to w tym przypadku raczej nie musisz się martwić ew. alimentami.
                                Ja przestałam widzieć w moim alkoholiku człowieka i męża. Gdybym tego nie zrobiła nie miałabym szans na zrobienie niektórych kroków.
                                -
                              • aaugustw Re: Ważna jest tutaj hierarhia 19.02.13, 12:51
                                grazkavita napisała:
                                > Gdy nie ma miłości jest przykazanie "szanuj ojca swego i matkę swoją!"..
                                ______________________________.
                                Nie wiem Grazka w jakim Ty swiecie jeszcze zyjesz, ale dla mnie Kosciol
                                ma wiele jeszcze do skorygowania (u siebie...!).
                                Przeczytaj sobie, np. to:
                                dominikanie.pl/polecamy_x/polecamy_1/news_id,1883,czcij_syna_swego_i_corke_swoja.html
                                Czy jestem szczesliwa...?
                                O krzywdzie wyrządzonej przez rodziców nie wolno mówić. Można o niej wspomnieć tylko wtedy, gdy jest związana z przemocą fizyczną, czasem z alkoholem. Rodziców nie wolno krytykować. Ta społeczna zasada podtrzymywana jest przez Kościół, który zbyt rzadko przypomina sobie słowa Jezusa: „przyszedłem poróżnić syna z ojcem a córkę z matką”.

                                Dróg nie ma, ale iść trzeba.
                                Idziesz, oglądasz się za siebie
                                I widzisz, że wydeptałeś ścieżkę.

                                Kiedy widziałyśmy się ostatnio, zadałaś mi pytanie, czy jestem zadowolona z mojego życia. Czy można być zadowoloną – zabrzmiało w tle – gdy twoje życie jest niespełnione, bo brakuje w nim miłości, tej miłości, o której marzy się, będąc młodą dziewczyną, miłości, która jedyna przynosi spełnienie. „Tak” – powiedziałam ci wtedy, ale pytanie zostało we mnie i zabrzmiało ponownie, gdy wracałam pociągiem do domu. Tak, jestem szczęśliwa, codziennie dziękuję za moje życie Bogu, choć wygląda ono zupełnie inaczej, niż projektowałam je przed laty. Dziękuję każdego dnia, mimo że jest samotne, że gdy otwieram drzwi mego domu, nikt za nimi nie czeka, że nie mam prawa do nikogo i nikt nie ma prawa do mnie, że nigdzie nie przynależę.

                                Niezdolni do małżeństwa
                                Od kilku lat towarzyszy mi zdanie Jezusa, wypowiedziane w Ewangelii według Mateusza – o tych, którzy są niezdolni do małżeństwa, ponieważ ludzie ich takimi uczynili. Jezus mówi o tym, odpowiadając na pytanie faryzeuszy o rozwody. Najpierw podkreśla nierozerwalność związku mężczyzny i kobiety, potem – gdy jego rozmówcy dochodzą do wniosku, że w tej sytuacji nie warto się żenić – stwierdza, że nie wszyscy to rozumieją. Wtedy padają te zdania – o ludziach niezdolnych do małżeństwa z trzech przyczyn: bo z łona matki takimi wyszli, bo sami siebie uczynili takimi dla królestwa, i tych, którym zrobili to inni. Kto? Na to pytanie Jezus nie odpowiada. Na to pytanie nie odpowiada także Kościół hierarchiczny. Na to pytanie muszą sobie odpowiedzieć ci, którzy w pewnym momencie swojego życia dojrzewają do odkrycia, że ich samotność nie jest efektem życiowego pecha, pomyłek, złych wyborów, ale raczej niezdolności do dojrzałego powierzenia się drugiemu człowiekowi. Ci, którzy nie dają się zwieść ckliwej opowieści o powołaniu do życia w samotności. Nie wierzę w takie powołanie, nie można mieć powołania do kalectwa, można najwyżej nauczyć się z nim żyć. Można szukać protez, można ćwiczyć, aby usprawnić swoją niedoskonałość, można szukać opiekuna, można się załamać, stoczyć, zniszczyć nawet to, co się posiada (temu, kto nie ma, zabiorą i to, co ma), można zaufać szarlatanom, można…

                                Zamknięta w bólu
                                Najpierw próbujesz, jak każda nastolatka liczysz na spotkanie kogoś stworzonego dla ciebie, najpierw wierzysz, że dane ci będzie doświadczenie najgłębszego związku z drugim człowiekiem, choć już wtedy czujesz niepokój, że coś ci nie wyjdzie, więc budujesz swoją niezależność i samodzielność. Potem dowiesz się od katolickich fachowców od małżeństwa, że to dlatego nie udaje ci się wyjść za mąż, że to twoja wina, bo radzisz sobie w życiu. Budujesz swoją samodzielność, bo wiesz, że musisz liczyć na siebie, że nikomu nie możesz do końca zaufać, takie jest twoje doświadczenie wyniesione z domu. Masz do tego świetną podbudowę – przecież Kościół uczy, że człowiek jest niedoskonały i liczyć można tylko na Boga. Doświadczenia uczą cię, że tak jest, po każdym rozstaniu, po każdej śmierci miłości zamykasz się w swoim samotnym bólu coraz bardziej. Zaczynasz twierdzić, że właśnie tak jest świetnie, że o to ci chodzi, że samotność ma tyle zalet. Czasami już po pierwszej klęsce nie jesteś w stanie otworzyć się znowu.

                                Z czasem zaczną się wokół ciebie pojawiać mężczyźni nieszczęśliwi w swoich związkach, niezrozumiani, zaniedbani, niekochani. Potem ci, którzy rozstali się z matkami swoich dzieci. Cały czas masz szansę trafić na uwodziciela, faceta w typie oszusta matrymonialnego, który znakomicie wie, której struny dotknąć w twoim sercu, aby dalej wszystko potoczyło się samo. Z czasem narasta w tobie poczucie samotności i pragnienie zaspokojenia staje się niemal nie do opanowania. Wtedy przychodzi kryzys – angażujesz się w związek, który przynosi żal, łzy i rozpacz. Zamykasz oczy na rzeczywistość, odsuwasz ostrzegawcze sygnały, tłumaczysz – tego cię nauczono w domu – wszystko tłumaczysz na korzyść obiektu swoich uczuć, a na własną niekorzyść. Tak bardzo chcesz wierzyć, że w końcu dopłynęłaś do portu, że próbujesz zrozumieć nieuczciwości, niewierności, brak zaangażowania. Widzisz też na swoje nieszczęście rzeczy, których nie ma – widzisz wielką miłość. I możesz zostać w tym punkcie, twórczo stosując wszystkie taktyki, których cię nauczono, powtarzając słowa o krzyżu, który każdy musi dźwigać, o życiu, które jest cierpieniem, możesz z lękiem (bo jak można kwestionować wolę Bożą?) zadawać sobie pytanie, dlaczego ty, dlaczego spotkało to ciebie. Możesz także iść dalej. Możesz wrócić do słów Jezusa, o ludziach, którzy są niezdolni do małżeństwa, bo inni ich takimi uczynili.

                                Zaczynasz wtedy rozumieć, że nie chodzi tylko o trwałą miłość i małżeństwo, że twoja niezdolność budowania dotyczy także zwyczajnych więzi z ludźmi. Widzisz, że nieodstępujący cię lęk jest murem, zza którego inni nie widzą prawdziwej ciebie, a ty widzisz tylko fragmenty świata, że nie potrafisz przyjąć pochwały, życzliwości, że ustawiasz się w pozycji petenta albo dyktatora, a nie partnera. Odkrywasz, że wyrządzono ci krzywdę na początku twojego życia. Odkrywasz, jeśli jesteś zdolna porzucić wtłaczaną przez Ojczyznę i Kościół zasadę, że rodzina to zawsze coś wspaniałego, że rodzice to cudowni ludzie, a nad matkę nie ma w twym życiu nikogo. Odkrywasz, jeśli zdobędziesz się na odwagę zakwestionowania prawd ogólnych, które mają zastosowanie w idealnym świecie, gdzie dzieci nie są zdradzane przez swoich rodziców.

                                Człowiek – a nie rodzina – jest drogą Kościoła
                                Ubóstwienie rodziny, tak częste w Kościele hierarchicznym i jego wyznawcach, narusza pierwsze przykazanie. Każą ci wierzyć w nieprawdę – w to, że rodzina jest tworem doskonałym. Używają przeciwko tobie jak miecza przykazania o czci rodziców, a zapominają powiedzieć matkom i ojcom, że na tę cześć nie trzeba zasłużyć tylko wtedy, gdy jest się Bogiem. Nie dają ci szansy na prawdziwą dojrzałość, traktując cię jak dziecko, które potrzebuje przewodnika, któremu nie wolno zabrać wiary w rodziców. Dziecko potrzebuje jednak wiary w Boga – wiary dojrzewającej wraz z nim, a nie zdziecinniałej, wiary, która wobec kochającego Boga potrafi zauważyć i wybaczyć grzechy rodziców i wyrządzone przez nich krzywdy. Uwierzenie w Bożą miłość może stać się fundamentem dla kogoś obciążonego poczuciem winy za zło dziejące się w rodzinie, dla kogoś, kogo nie kochano wystarczająco, nie nauczono dbać o siebie, a jedynie zabiegać o dobre samopoczucie rodziców. Wiara, że Bóg mnie kocha, może zastąpić poczucie, że jest się beznadziejnym, do niczego, że niczego się nie umie i nie będzie umieć. Stanięcie w obecności Boga może pozwolić zweryfikować nieprawdziwe przekonanie, że dziecko może być odpowiedzialne za swoich rodziców i winne ich niepowodzeń. Bóg przywraca właściwy porządek, w którym to najpierw rodzice mają obowiązki wobec swych dzieci, zbudowania w nich poczucia wartości, wiary w siebie i swoje działania, to rodzice mają być oparciem dla swoich dzieci, a nie od
    • tiger_88 Re: Dorosłe Dziecko Alkoholika prosi o pomoc!! 19.02.13, 12:14
      Gwoli ścisłości mój tata nie jest potworem. Jak jest trzeźwy to można z nim normalnie pogadać i jest super. Są i były też dobre chwile, które są przyćmiewane przez te złe, pewnie dlatego, że było ich strasznie dużo i ja jako dziecko strasznie przeżywałam kłótnie rodziców. To była dla mnie tragedia.
      Ostatnio tata co raz częściej nadużywa alkoholu, zwłaszcza po pracy, jak on to mówi, żeby odpocząć i móc zasnąć, on nad tym nie panuje, sięga po kolejne butelki, a po alkoholu gada głupoty i robi się agresywny. Ale do pracy nigdy nie pojedzie pijany.
      Czasem mówi (oczywiście jak jest pijany), że nadal kocha moją mamę, ale ona jest już w innym związku. A tata ma niby od kilku lat jakąś przyjaciółkę (z mężem i dziećmi). Wiem, że jego życie nie jest usłane różami i najwygodniej topić mu smutki w butelce wódki.

      Ostatnio córka jego siostry napisała mojemu bratu na facebooku: zabieraj tego pijaka z mojego domu!!! To dom rodzinny, który moja babcia przepisała na swoją córkę, a mój tata nic nie dostał i pewnie wkrótce nie będzie miał gdzie mieszkać. Liczy, że będzie mieszkał ze mną, ale ja po ślubie mam mieszkać w domu mojego lubego w pokoju 12m2... Więc stąd ten mój niepokój o moje obowiązki wobec niego. Nie chciałabym znów znosić tego wszystkiego i znów mieszkać z alkoholikiem, chcę żeby mój tata już nie pił...
      • grazkavita Re: Dorosłe Dziecko Alkoholika prosi o pomoc!! 19.02.13, 12:30
        Tiger ty jesteś dzieckiem i krzywdę robisz ojcu mysląc teraz o zapewnieniu mu przyszłości. To on ma Tobie zapewnić przyszłość. Powinien cię wspierać finansowo i ty powinnaś go o to prosić. Jak będziesz go prosić o wsparcie, to będzie czuł wyrzuty sumienia dobitniej. Może zrozumie, ze są inne cele jak alkohol np. dobro córki...
      • satoja Re: Dorosłe Dziecko Alkoholika prosi o pomoc!! 19.02.13, 12:38
        Pijaka każdy będzie chciał się pozbyć z domu i podrzucić innemu naiwnemu. Nie daj się wrobić w przygarnięcie ojca do siebie. Ojciec jest dorosły i sam za siebie odpowiada. To, że chce pić i wywalac kasę na wódę zamiast odkładać na niezależne mieszkanie - to jest JEGO WYBÓR. I nie łudź sie, że przestanie pić dla Ciebie, albo bo Ty chcesz i prosisz..
        On takie życie wybrał, że WOLI picie niż normalne życie bez picia. Cała reszta, że to przez żonę która odeszła, że to przez samotność, że przez coś tam lub kogoś tam - to są typowe wymówki alkoholika, mające zdjąć z niego odpowiedzialność, przerzucić na kogoś innego i zyskać współczucie otoczenia, zmanipulować otoczenie by się ono zajmowało jego sprawami (mieszkaniowymi, finansowymi, zdrowotnymi,itd).
        Jak widać, Ty się ciągle nabierasz na smętne historyjki i manipulacje alkoholika, a ojciec czuje, że jesteś miękka i skłonna mu ulec więc będzie nadal próbował uwiesić się na Tobie.
        Powiedz ojcu bez ogródek przy najbliższej okazji, że nie może liczyć na mieszkanie u Ciebie, musi sobie radzić sam i sam jak najszybciej zadbać o to, żeby miał gdzie mieszkać i żeby go z obecnego mieszkania nie wywalono. Niech przestanie pić, niech idzie na terapię, do Mops, do ośrodków uzależnień - niech ON SAM stara się zerwać z nałogiem. Bo nikt tego za niego nie zrobi. To mu powiedz jasno i wprost. Pokaż drogę i powiedz, że tylko w ten sposób możesz mu pomóc -pokazując adresy gdzie są fachowcy od uzależnień.
        A nie dawaj się mu ciągle wkręcać w zapewnianie mu wygody i komfortu picia...
        Jego życie - jego wybór. Jak ON NIE BĘDZIE CHCIAŁ to pić nie przestanie nigdy, choćbyś mu pałac i mercedesa pod nos podsunęła i choćbyć całe swoje życie poświęciła pilnowaniu by nie pił..
        TY ZAJMIJ się SOBĄ - bo współuzależnienie może zniszczyć życie Twoje i Twoje małżeństwo... Nad sobą pracuj, nie nad zatwardziałym alkoholikiem który wódę kocha ponad wszystko.
        • aaugustw Re: Dorosłe Dziecko Alkoholika prosi o pomoc!! 19.02.13, 13:01
          satoja napisała:
          > Pijaka każdy będzie chciał się pozbyć z domu i podrzucić innemu naiwnemu...
          > ... To, że chce pić i wywalac kasę na wódę zamiast odkładać na niez
          > ależne mieszkanie - to jest JEGO WYBÓR. I nie łudź sie, że przestanie pić dla
          > Ciebie, albo bo Ty chcesz i prosisz..
          > On takie życie wybrał, że WOLI picie niż normalne życie bez picia...
          >... Cała reszta, że to przez żonę która odeszła, że to przez... to są typowe
          wymówki alkoholika, mające zdjąć z niego odpowiedzialność, przerzucić na
          kogoś innego i zyskać współczucie otoczenia, zmanipulować oto
          > czenie by się ono zajmowało jego sprawami (mieszkaniowymi, finansowymi, zdrowot
          > nymi,itd)...
          _______________________________________________________________.
          Czego ty sie tak podniecasz...!? - Gdzie zrozumienie dla chorego czlowieka...!?
          Widze tu nie przerobione zadanie domowe...! - Do tego stopnia, ze na koncu
          zaczynasz gadac same glupoty, np. o tym zajmowaniu sie jego sprawami...!
          A...
          • satoja Re: Dorosłe Dziecko Alkoholika prosi o pomoc!! 19.02.13, 13:29
            Zrozumienie to mam dla chorych którzy chcą się leczyć lub coś robią z zabezpieczeniem siebie i otoczenia przed skutkami swojej choroby :). Nie dla tych których celem jest pogrążanie się w chorobie i zrobią wiele byle robaka ciągle zalewać.
            Do tego - chorobę leczy się u lekarza. Jeśli chory nie ma zamiaru się leczyć to sam wybiera i otoczenie(tu-córka) nie jest za niego odpowiedzialna.
            On rujnuje tym swoje zdrowie i sytuację życiową, a narzekaniam na swój los wymaga od otoczenia zajmowania się jego sprawami materialnymi i wpędza w poczucie winy (skąd strach autorki, że ojciec-pijak jej się do mieszkania wprosi? raczej nie z powietrza)
            A gdzie Ty jakie podniecenie widzisz? Czy podnieca Cię sam fakt, że ktoś pisze wprost iż pijącego pijaka można z czystym sumieniem posłać na drzewo i odesłać do odpowiedzialności za jego czyny - a nie przygarniać pod swój dach i pozwolić alkoholowi zniszczyć następne pokolenie?
            Ja go rozumiem, że WOLI WÓDĘ od normalnego życia, niektórzy tak maja i nic tego nie zmieni. Ale córka ma prawo żyć inaczej i ma pełne prawo nie brać sobie na grzbiet odpowiedzialności za wygodne pijane życia ojca który zakochał się w alkoholu bardziej niż kimkolwiek/czymkolwiek innym. Jako niepijąca nie myślę komu się zwalić na głowę by mi dał gratis mieszkanie- ale o tym by na swoje mieszkanie zarobić. Czy pijacy zwolnieni są z tego? Należy im się mieszkanie gratis dlatego że piją? Owszem, to państwo rozpieszcza alkoholików - mają pierwszeństwo przed chorymi na raka itd, no ale państwo czerpie kasę z akcyzy od alkoholu więc to transakcja wiązana.
            Tylko córka musi zrozumieć, że ona sama jest wolną osobą. Ma prawo odmówić oczekiwaniom ojca (np co do mieszkania). I tę wolność wyboru musi też dać ojcu. Nie myśleć o nim jak o kimś kogo oczekiwania ona musi spełniać bez gadania.
            Jesli on zechce przepić swoje życie to nic ani nikt go nie powstrzyma. Córka musi się nauczyć asertywnego stawiania granic alkoholikowi i ...sobie. Swojemu skupianiu się na problemach ojca zamiast na problemie swoim - skrzywdzonego dorosłego dziecka z toksycznego alkoholowego związku rodziców, dziecka które nie dostało miłości, wsparcia, poczucia bezpieczeństwa - a jedynie problemu za dorosłe do jej ówczesnego wieku.
            Tak najlepiej dla córki by było wyjechać gdzieś dalej by swoje nowe zdrowe granice potrafiła ustalić, poukładać siebie i zburzyć stare wzorce relacji międzyludzkich. I uważnie patrzeć na swój własny związek - bo niestety- nieprzerobione DDA kończy się związkiem z kolejnym alkoholikiem..

            • aaugustw Re: Dorosłe Dziecko Alkoholika prosi o pomoc!! 19.02.13, 13:50
              satoja napisała:
              > ... Do tego ...(tu-córka) nie jest za niego odpowiedzialna.
              - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
              Do czasu, kiedy nie bedzie leczony przez panstwo...
              ____________________________________________.
              satoja napisała dalej:
              > On rujnuje tym swoje zdrowie i sytuację życiową, a narzekaniam na swój los wym
              > aga od otoczenia zajmowania się jego sprawami materialnymi i wpędza w poczucie
              > winy (skąd strach autorki, że ojciec-pijak jej się do mieszkania wprosi?...)
              - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
              Dlaczego, jak myslisz, on to robi...!? - Odpowiem:
              Bo jest CHORY...! I nie robi tego z premedytacja...!
              A z tym chorym strachem corka sama musi dac sobie rade w grupie z innymi...!
              ____________________________________________.
              satoja napisała dalej:
              > Ja go rozumiem, że WOLI WÓDĘ od normalnego życia, niektórzy tak maja i nic tego
              > nie zmieni. Ale córka ma prawo żyć inaczej i ma pełne prawo nie brać sobie na
              > grzbiet odpowiedzialności za wygodne pijane życia ojca...
              - - - - - - - - - - - - - - - - - -
              Tu mowimy juz jednym prawie jezykiem...!
              Oboje maja to prawo wyboru...!!
              (tylko chorzy nie...!!)
              A...
              • satoja Re: Dorosłe Dziecko Alkoholika prosi o pomoc!! 20.02.13, 14:02
                W tym przypadku choruje cała rodzina. Nie tylko ojciec jest chory, schorowane emocje ma również córka, zafiksowane wokół alkoholu i braku bezpieczeństwa .
                I nie tylko alkoholik ma prawo do taryfy ulgowej "bo jest chory". Emocje jakie po dzieciństwie z pijanymi rodzicami zostają w dziecku toczą organizm latami albo i całe życie.
                Córka dla własnego dobra powinna zafundować sobie terapię dla współuzależnionych.
                Bo choroba niektóre sprawy tłumaczy, ale ich nie usprawiedliwia. Bycie DDA tłumaczy niektóre zachowania -ale nikt normalny nie będzie znosił na dłuższą metę jazd jakie chore emocje wywołują w związku..
                Ojciec wybrał picie i mu z tym lepiej, niż z nie-piciem. Może się leczyć lub nie. Wybrał to co dla niego łatwiejsze. Nie jest dzieckiem, to dorosły facet, lat zapewne +/-45. Wie gdzie dyżuruje lekarz, wie jakie ma możliwości wyboru, może do informacji dotrzeć bez trudu. Gdyby chciał.
                Córka ma te 20 lat, i to jeszcze prawie-dziecko, z emocjami poharatanymi przez sytuację. I to ona musi się "odpępowić" od ojca i mu pozwolić żyć jak on chce. Mimo presji otoczenia "bierz sobie pijaka na grzbiet bo to twój ojciec". I sama może powiedzieć "nie, ja tak nie chcę, mnie to nie odpowiada, wybieram inaczej". Ale żeby móc to powiedzieć - musi sama siebie uleczyć najlepiej na terapii. Bo inaczej straci wieeele lat na miotanie się między nienawiścią do ojca a poczuciem winy, że go zostawia.

                Obserwuję taką sytuację: starsi ludzie- rodzeństwo mieszka ze sobą od lat. Oboje schorowani, on z powodu picia, ona(wdowa) z powodu ciężkiej pracy całe życie i utrzymywania całego domu, siebie i brata trutnia-alkoholika. Oboje mają porównywalną kasę on rentę i zasiłki, ona emeryturę. Ich kuzynka odwiedzająca ich czasem zaczęła im "pomagać". Daje pieniądze alkoholikowi "bo on nie ma!", wozi go do mops po dary, załatwia mu dodatkowy węgiel z gminy, podrzuca mu jedzenie.. i czuje się dumna bo mu pomaga.. - a on, co się da, wymienia na flaszkę i znowu "nie ma"...w międzyczasie siostrze z nim mieszkającej urządzi pijacką awanturę. Kuzynka wozi go do lekarza, bo on chory i taki biedny... Do tego prawi kazania jego siostrze, że czemu o niego nie dba i mu kasy nie daje, że jak ona może nie podstawiać mu wszystkiego pod nos, obiadów co dzień nie gotować... Tejże siostrze, która zdrowotnie i finansowo nie ma lepiej od alkoholika - nie należy się nic, nic materialnego bo "ona przecież ma" (ma, bo nie przepiła), a nawet się nie należy współczucie kuzynki.. Bo "chory" i biedny jest tylko alkoholik. Jemu się należy, a jeśli jest facetem to w większości babskich głów naszego zapitego społeczeństwa - należy mu się tym bardziej i bezdyskusyjnie.
                I to jest smutne, bo ten schemat widzę w bardzo wielu relacjach. Pijany (ojciec/mąż/syn) -> więc ze wszystkiego jest usprawiedliwiony + należy mu się opieka i utrzymanie. I kobiety ten schemat przekazują z pokolenia na pokolenie.
                I zapętlenie się w nim może autorkę wątku sprowadzić na manowce i dołożyć wiele cierpienia w życiu. Bo presja (szczególnie współuzależnionych kobiet z poprzedniego pokolenia) jest niebywale silna i będzie dziewczynę w ten model zapędzać: bycia sponsorką i służącą jakiegoś uzależnionego faceta. Strach autorki tam ma korzenie, że ona wobec ojca ma tylko powinności, że ona "musi" , nawet jeśli on jeszcze nie powiedział że chce.... Jej zniewolenie, brak świadomości, że oprócz obowiązków ma również prawa, jej poczucie winy są tak silne-że destrukcyjne.
                Pora się wyzwolić. Autorko - na terapię proszę.


                • aaugustw Re: Dorosłe Dziecko Alkoholika prosi o pomoc!! 20.02.13, 14:50
                  satoja napisała:
                  > ... Pora się wyzwolić. Autorko - na terapię proszę.
                  - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                  tiger napisala:
                  Terapii raczej nie potrzebuje, bo mam faceta, który mnie wspiera.
                  ____________________________________________________.
                  "Przemowil dziad o obrazu, a obraz na to ani razu...!" :-(
                  A... ;-)
                  • satoja Re: Dorosłe Dziecko Alkoholika prosi o pomoc!! 20.02.13, 15:31
                    No tak, nie doczytałam..

                    Jako, że żyję ździebko dłużej niż autorka - to bym się jej radziła przyjrzeć dlaczego z całej puli różnych facetów wybrała właśnie takiego a nie innego. Co takiego w nim ją przyciąga, jaka jest jego rodzina.
                    Bo realia są takie, że jeśli ona ma pokręcone i niewyleczone emocje - to wybrała sobie partnera tez z niezaleczonymi problemami z samym sobą.... i oboje mogą się wzajemnie negatywnie nakręcać.
                    A już stwierdzenie "nie potrzebuję terapii bo mam faceta" to porażka na całej linii.... Mamy 100% kandydatkę do toksycznego związku.
                    • aaugustw Re: Dorosłe Dziecko Alkoholika prosi o pomoc!! 20.02.13, 15:37
                      satoja napisała:
                      > ... to bym się jej radziła przyjrzeć dlaczego z całej puli różnych facetów
                      wybrała właśnie takiego a nie innego. Co takiego w nim ją przyciąga, jaka
                      jest jego rodzina.
                      > Bo realia są takie, że jeśli ona ma pokręcone i niewyleczone emocje - to
                      wybrała sobie partnera tez z niezaleczonymi problemami z samym sobą....
                      i oboje mogą się wzajemnie negatywnie nakręcać...
                      _________________________________________________.
                      Z "dwoch nieszczesc" nigdy nie powstanie jedno szczescie...! :-(
                      A...
                    • aaugustw Re: Dorosłe Dziecko Alkoholika prosi o pomoc!! 20.02.13, 15:45
                      satoja napisała:
                      > Jako, że żyję ździebko dłużej niż autorka - to bym się jej radziła przyjrzeć d
                      > laczego z całej puli różnych facetów wybrała właśnie takiego a nie innego...
                      _______________________________________________________________.
                      To nie jest dzielem przypadku, ze wybiera sie takiego a nie innego... - Kazdy z
                      nas idzie na latwizne i wybiera takie schematy, jakie sa mu znane z domu...!
                      Innych nie zna... - Innych sie boi...
                      A...
                      • satoja Re: Dorosłe Dziecko Alkoholika prosi o pomoc!! 20.02.13, 16:11
                        Co więcej, nawet mając już wiedzę, że się takim wkodowanym z wychowania schematom podlega, a schematy te są destrukcyjne- często woli się nadal wybierać wg tych schematów niż poszukać solidnej terapii i przestawić swoje myślenie i wybory na inne tory. "Łatwiej" jest żyć chodząc po złych-ale znanych ścieżkach. Łatwiej jest wiązać się z kolejnymi zaburzonymi partnerami z którymi się będzie odtwarzać destrukcyjny wzorzec z domu rodzinnego, niż zauważyć zalety kogoś niezaburzonego kto może jest tuż obok.
                        To nie jest prawda, że "dziewczyny lubią niegrzecznych chłopców". Po prostu tak wiele z nich miało zaburzony przykład relacji małżeńskich w rodzinie, że tylko popaprańcy się im jawią jako atrakcyjni i w takich się zadurzają... Tak samo panowie.. wybierają wg własnych dysfunkcji wyniesionych z rodzinnych domów..by je kontynuować a nie leczyć..
                        W znajomej rodzinie: dziadek alkoholik, matka DDA+ojciec despota, ich syn alkoholik, drugi syn w związku z jak się okazało niedawno-kryptoalkoholiczką, córka w związku z -myślała że wesołym chłopakiem- a okazało się że alkoholikiem.... Przypadek? Jasne, że nie... :(

      • aaugustw Re: Dorosłe Dziecko Alkoholika prosi o pomoc!! 19.02.13, 13:07
        tiger_88 napisał(a):
        > ... Liczy, że będzie mieszkał ze mną, ale ja po ślubie mam mieszkać w domu mo
        > jego lubego w pokoju 12m2... Więc stąd ten mój niepokój o moje obowiązki wobec
        > niego. Nie chciałabym znów znosić tego wszystkiego i znów mieszkać z alkoholiki
        > em, chcę żeby mój tata już nie pił...
        ________________________________________________________________.
        Dziewczyno, dlaczego nie chcesz sobie pozwolic pomoc u innych w Al-Anon...!?
        Przeciez to chore co tu piszesz... - Ty martwisz sie juz na zapas co bedzie...! :-(
        Nie slyszalas tego powiedzenia, ze kiedy ty planujesz Bog sie smieje...!?
        Poza tym: Dlaczego nie powiesz mu o swoim chlopaku i o tym, ze sie do niego
        przeprowadzasz...!? - Kto cie zmusi do tego, zeby mieszkac razem czynnym chorym
        alkoholikiem..? - Nikt, tylko Twoja choroba wspoluzaleznienia od takiego chorego...!
        Zrob cos z soba, ale nie rob (na milosc Boska) nic z ojcem...!
        A...
      • pierzchnia Tiger 19.02.13, 22:48
        Bez względu na to, co by się ze mną stało, nigdy nie poproszę o pomoc mojej córki.
        Powód jest jeden - kocham Ją.
        • aaugustw Re: Tiger 19.02.13, 23:00
          pierzchnia napisał:
          > Bez względu na to, co by się ze mną stało, nigdy nie poproszę o pomoc mojej córki.
          > Powód jest jeden - kocham Ją.
          ____________________________________________________.
          Taka to juz zdrowa zasada zyciowa, przelewajacej sie fonntanny;
          Rodzice pomagaja dzieciom, ale nie odwrotnie, bo wtedy byloby
          nie normalne - chore...!
          A...
          • pierzchnia Re: Tiger 20.02.13, 13:24
            Dla mnie - świadome wystąpienie o alimenty, które obciążą dziecko, jest jednoznaczne ze śmiercią moralną.

            Z moich życiowych doświadczeń wynika, że najbardziej ludzcy są ludzie prości -
            po wielu chatach łaziłem i swoje wiem.
            Staruszek jest często zbytecznym balastem dla swojej rodziny - choć był wspaniałym rodzicem, a później troszczył się o swoje wnuki.
            Dlatego nie dziwię się, że wiele osób boi się starości.

            • satoja Re: Tiger 20.02.13, 15:19
              Realnie - czy w ramach rodziny mamy prawo oczekiwać, że jeśli ten drugi ma więcej - to ma obowiązkowo nam dać? Mam brata który zarabia bardzo dużo. To jego kasa, i nic mi do niej. Ja żyję na takiej stopie na jaką sobie zapracowałam własnymi rękami i własnymi życiowymi wyborami. Jeśli zechce mi zrobić prezent i coś podarować to co innego, ale nie wyciągnę do niego ręki po pieniadze dlatego,że on je zgromadził a ja nie.
              Równolegle -moi rodzice utrzymywali nas na tyle na ile mogli a byli bardzo pracowici choć niezamożni(nie pili, nie wydawali na hazard, itd), teraz im to zwracam w różnych formach, zaś oni-już staruszkowie,nadal próbują zaoszczędzone kilka stówek ("bo nam już niepotrzebne")wcisnąć w prezencie tej córce która specjalnie przyjeżdża by im w czymś pomóc. Gdy zachowana jest zasada wzajemności to wszystko się odbywa naturalnie. Lata i pokolenia się zmieniają. Gdy w rodzinie są nałogi, to już tego nie ma bo zawsze rodzi się poczucie krzywdy i niesprawiedliwości. Gdy jeden daje a drugi głównie bierze. Jeden pracuje drugi korzysta z owoców.

              I ta śmierć moralna o której mówisz, nie wszyscy mają tak rozwinięta świadomość lub chęci by rozumowac w tych kategoriach.
              Gdy o alimenty od dorosłych dzieci wnosi facet, który całe życie pił, mieszkanie dostał od państwa, nigdy nie pracował, żona i dzieci po nim długi płaciły, a i podejrzenie było że jedno z dzieci molestował - to do jakiej moralności można się odwoływać jesli tam nie ma nic..

              Dawniej rodziny żyły blisko siebie i często wielopokoleniowo w jednym domu lub sąsiedztwie. Teraz się wiele zmieniło, większość rodzin rozjechała się po Polsce lub świecie, więzi się pozrywały lub z powodu odległości stały się jedynie wirtualne. A młodzi zajęci zarabianiem by się utrzymać na powierzchni zwyczajnie nie mają czasu, nie tylko dla staruszków, także dla własnych dzieci oddanych opiekunkom i świetlicom.
        • satoja Re: Tiger 20.02.13, 13:24
          Pierzchnia, ależ nie ma problemu o poproszenie córki o pomoc przez ojca.
          Pytanie tylko : o pomoc w czym?
          Bo jeśli realnie chodzi o pomoc w ułatwieniu dalszego picia i wyłożenia na to środków przez córkę - to żadna to "pomoc". Tylko sępiarstwo lub szantaż emocjonalny na dziecku, by skłonić go do zapewnienia komfortu picia.
          Ale jeśli prośba o wsparcie gdy alkoholik nie pije, leczy się, pracuje nad sobą, staje na własne nogi - to nie problem. O ile córka nie jest zraniona tak bardzo przeszłością, że boi się nawet odnowienia kontaktu z alkoholikiem - to może nawet doceni, że ojciec ją o wsparcie prosi i mimo wszystko traktuje jak rodzinę. Nie tylko wtedy gdy potrzebuje kasy na alkohol lub długi poalkoholowe, ale wtedy gdy stara się nie pić.


          • pierzchnia Re: Tiger 20.02.13, 17:01
            W moim przypadku, taka pomoc, to tylko hipotetyczne założenie - wyraziłem swoje zdanie na ten temat i tyle...
            Dla DDA sprawa nie jest taka oczywista, ze względu na straty, których odrobić się już nie da.
            Nagle człowiek uświadamia sobie / najczęściej około czterdziestki / że gdyby nie ten syndrom to mógłby wieść dostatnie życie, a tak szansa została zmarnowana.
            Najgorsze jest to, że nie wiadomo kogo tu ukarać bo taka dysfunkcja, niczym trąd, przechodzi z pokolenia na pokolenie i potrafi o sobie przypomnieć, w najmniej oczekiwanym momencie.

            Niektóre wybory podejmuje się irracjonalnie ponieważ sytuacja bywa irracjonalna, a wtedy wszystko traci sens i nie można znaleźć właściwego rozwiązania.
            W takim przypadku najważniejsze jest to, co ma się w swoim sercu.

            Często odnosiłem wrażenie, przeglądając różne wpisy na forum uzależnień, że czegoś mi w nich brakuje.
            Pisano o wszywkach, terapiach, 12 krokach, ale nikt nie wspominał o miłości, o której tak pięknie powiedział Wiesiek Jindraczek:
            " Narkomania zaczyna się w domu... ,najczęściej narkomanem staje się ktoś, kto choruje na brak miłości..."

            Dla mnie alkoholizm to nie jest tylko uzależnienie od alkoholu.
            Jedni wynoszą wszystko z domu, by mieć na alkohol, a inni normalnie pracują choć codziennie po robocie wypijają kilka piwek.
            U niektórych trudno dopatrzyć się powodu picia i wtedy na myśl przychodzi mi tylko jedno słowo - OPĘTANIE.
            • aaugustw Re: Tiger 20.02.13, 19:47
              pierzchnia napisał:
              > ... Często odnosiłem wrażenie, przeglądając różne wpisy na forum uzależnień,
              że czegoś mi w nich brakuje.
              > Pisano o wszywkach, terapiach, 12 krokach, ale nikt nie wspominał o miłości...
              ________________________________________________________.
              Bo gdybys znal 12 Krokow AA (nie mowiac juz o praktykowaniu jego)
              nie pisalbys w ten sposob...!
              Sam dr. Bob (wspolzalozyciel AA) wyrazil sie o naszym Programie w
              ten sposob, ze mozna go ujac w dwoch slowach: Milosc i sluzba...!
              A...
              • pierzchnia Re: Tiger 21.02.13, 07:19
                Miłość działa także poprzez ludzi.

                Na to forum wchodziło już wiele pokrzywdzonych żon i dzieci, ale nigdy się jakoś nie zdarzyło, by odezwał się mąż i ojciec, którego ciężkie przeżycia doprowadziły do nałogu.
                Nagminnie spotykałem takich w knajpach i na wernisażach, gdzie przychodzili się napić za darmo by na chwilę zapomnieć o swoim bólu.
                Później umierali - najczęściej zimą.
                Pewnie ten mój jeden znajomy też by zaczął pić gdybym mu powiedział, co robi jego żona podczas jego nieobecności, ale takich rzeczy się przecież nie mówi - niech tyra dalej na rodzinę...



                • satoja Re: Tiger 21.02.13, 11:26
                  hola hola. Napisałeś tak, jakby jedynym sposobem na rozwiązywanie problemów, i jedyną dostępną możliwością by sobie "radzić" z ciężkim życiem - było upijanie się. Przeciez to absurd.
                  Ja też w życiu miałam różne niełatwe przypadki. i wiem, że jeszcze wiele niełatwych przyjdzie. Gdybym po każdym problemie, po każdej informacji, że facet mnie podle oszukał, że wszystko co sobie w życiu oszukałam to fikcja, po każdej informacji że znajomy dostał podwyżkę a ja nie, po każdej wizycie u lekarza że podły los dał mi jakąś chorobę a sąsiadowi nie, itd itp - gdybym przy każdym problemie sięgała po flaszkę jako po najlepsze antidotum na bolączki - to bym niechybnie była alkoholiczkę.
                  To, że często panowie wybierają flaszkę zamiast rozwiązania problemów - to ich wybór pójścia na łatwiznę.
                  A zapewniam Cię, że to co panowie opowiadają w barach - to tylko część "prawdy" o ich życiu, związku, wyborach... Za dużo się napatrzyłam na panów którzy po rozwodzie -z obopólnego puszczania się i nielojalności - oczerniali żony jako jedyne winne. Panowie którzy zapominali o dzieciach po rozwodach, nie chceili płacić alimentów, ani się dziećmi zajmować. Oczekiwali tylko by byłe żony i dzieci były nadal im posłuszne - a jeśli nie są posłuszne, i to one nie zabiegaja o ojca, to i kontaktów z nimi ojciec nie będzie utrzymywał...
                  Dlaczego Twój znajomy by miał zacząć pić? Przeciez mógł zebrać dowody, powołać Cię na świadka, rozwieść się z winy żony. I żyć długo i szczęśliwie z inną uczciwą osobą. Albo uznać, że żonie wybacza i przymyka oko na jej zdrady bo i tak ją kocha.
                  Czy wszystkie zdradzane kobiety są usprawiedliwione z picia ? No panowie opanujcie się.
                  Mam koleżankę która pije. Truje w kółko że pije "przez męża". Bo mąż nieczuły, bo się nią nie zajmuje, bo za mało seksu a ona ma potrzeby, itd. Ale rozwodzić się nie zamierza bo..... jej wygodnie w tym małżeństwie być, mieć pozycję, dobry status. Gdy mąz straci cierpliwość do jej picia - to ona popłynie, wyląduje w barze i będzie wciskać innym popijającym smętne kwiatki o tym jakiego złego miała męża i że "przez niego" się rozpiła. Tymczasem - znam jej rodzinę- jej siostra też lubi wypić mimo braku męża, jej ojciec za kołnierz nie wylewał, dziadek ze strony ojca tak samo... Więc alkoholizm w rodzinie był wcześniej i sposób rozwiązywania problemów (nic nie zmieniamy, ale chętnie chlamy i swoją miłośc do alkoholu usprawiedliwiamy problemami i innych za swój alkoholizm obwiniamy) wkodowany był już wcześniej... Dziewczyna popijała już przed ślubem, lecz wtedy to było w ramach studenckich imprez, więc niedostrzegalne. Wybrała sobie faceta ze skłonnością do współuzależnień i zaczęła pić na całego bo on jej nie jest w stanie powstrzymać.
                  To, że w Polsce pokutuje taki model życia - jak przychodzą problemy, to obowiązkowo trzeba się uchlać i użalać nad sobą - to tylko o narodowej głupocie i chętnie wybieranej pozie ofiary świadczy... cudzej ofiary, by samemu za siebie odpowiedzialności nie brac..
                  To nie "ciężkie życie" doprowadza do nałogu. Do nałogu doprowadzają osobiste predyspozycje, skłonności rodzinne, wkodowany model rozwiązywania problemów, niedojrzałość osobista i ... dostępność używek oraz przyzwolenie społeczne na chlanie już bardzo młodych osób.


                  • pierzchnia Re: Tiger 21.02.13, 14:38
                    Ja nie napisałem, w swoim poprzednim poście, o złym lub dobrym rozwiązywaniu problemów, bo to przejaw racjonalności.
                    Lekarz również zapisuje różne znieczulacze swoim pacjentom ponieważ zwyczajnie nie dają rady - masz gotową receptę dla każdego, bez względu na okoliczności?
                    Marek Edelman powiedział kiedyś, że ci, którzy przeżyli piekło Holokaustu, funkcjonują, ale ze złamanym kręgosłupem.
                    Tobie się chyba wydaje, że człowiek jest jak maszyna - wystarczy dokręcić śrubkę i dolać oleju...
                    To prawda, że alkoholizm funkcjonuje od pokoleń, ale w rodzinach istnieje jeszcze wiele innych dysfunkcji, które nie są zakrapiane gorzałą.
                    Samo uświadomienie sobie tego mechanizmu nie koniecznie musi stanowić przyczynek do jego rozwiązania.
                    Co zaproponujesz, dajmy na to, alkoholikowi, który stracił wszystko i jest bezdomny?
                    Ma na trzeźwo spoglądać na swój przegrany żywot?
                    Zgodzę się z Tobą, że niektórym ludziom wystarczy pewna korekta, ale tutaj do głosu dochodzi jeszcze wiele innych czynników.
                    Niektóre dziury są zbyt wielkie, by można je załatać Twoim sposobem.
                    • satoja Re: Tiger 21.02.13, 15:50
                      > Ma na trzeźwo spoglądać na swój przegrany żywot?

                      cały czas przywołujesz schemat "muszę pić bo mam brzydką przeszłość"

                      czy jesteś świadomy ile pieniędzy ludzie wydają na papierosy w takim osiedlowym kiosku? dzień w dzień przychodzą tacy, których ponoć nie stać na chleb, mają mieszkanie kwaterunkowe(czyli nie muszą tyrać na kredyt mieszkaniowy jak "normalny" śmiertelnik), dotacje z opieki społecznej więc opłaty zrobione, obiady z opieki, higieny utrzymywać nie trzeba w tym środowisku, itd. A stać ich dzień w dzień kupić paczkę papierosów i flaszkę. jak nie mają gotówki to gdzieś wyżebrzą, zawsze ktoś się zlituje.
                      Ilość kasy jaką ci "najbiedniejsi" przepuszczają przez palce, przepijają, przepalają - może zdumiewać kogoś kto zaczyna to liczyć. Tym bardziej, gdy wiem, że ci "biedni" spłodzili wcześniej trójkę, czwórkę dzieci i zostawili je na wychowanie żonie która chodzi do pracy i z zarobionego tysiaka i zasiłków musi sama dzieci wychować. I realnie na osobę ma mniej pieniędzy niż ten "biedny" alkoholik. Bo na ogół on jest zwolniony nawet z alimentacji na dzieci bo przecież "nie ma"...
                      Masz działające ręce? nogi? nie jesteś leżącym kaleką? możesz zarabiać. wystarczy, że przestaniesz wydawać na używki to może się okazać że stać cię na wynajem pokoju i niezamożne ale godne życie.
                      Dla bezdomnych są ośrodki pomocowe- jeśli zdecydują się nie pić.
                      Nawet nieuzależnionych nie stać na mieszkania. Wszyscy mają siedzieć i jęczeć z założonymi rękami, że im nikt mieszkania nie dał w prezencie więc oni nic nie będą robić?
                      Moi znajomi - para małżeńska z dwójką małych dzieci - kupili przed laty mieszkanie na kredyt. Zainwestowali w nie całe swoje oszczędności życia, plus pożyczki od rodziców plus wielki kredyt w banku. Okazało się, że developer był oszustem i mieszkań nigdy nie wybudowano. Po 10latach procesów odzyskali 2 % wpłaconych środków. Stracili wszystko i dodatkowo zostali z kredytem do spłaty. Wg Twojej logiki powinni chlać na umór przez kilka pokoleń i rozkładać ręce. Obowiązkowo.

                      Ktoś kto WOLI użalać się nad sobą i tkwić w pozie ofiary - nie zawsze robi to z faktycznej bezradności. Dla wielu to sposób na życie- tak żyć mu łatwiej, tak ma kumpli do kieliszka, tak ma zasiłki i usprawiedliwienie "piję więc nic nie mogę ani nic nie muszę". Trzeźwiejąc - musiałby wziąć odpowiedzialność za siebie, za rodziną, za zarabianie, za utrzymanie - zobaczyłby, że normalne niepijane życie jest często cholernie trudne. Więc lepiej odpłynąć w uzależnienie i się z codziennej mordęgi wypisać.

                      Co zaproponujesz Otylii Jędrzejczak która spowodowała wypadek w którym zginął jej ukochany brat? Co zaproponujesz innym, którym umarły dzieci, stracili majątki, których oszukano, których zniszczył aparat urzędniczy tego państwa, których niesłusznie wsadzono do więzienia? co zaproponesz mążowi "Chustki" zmarłej na raka? Co mojej kuzynce której powiesił się mąż? Co innej znajomej molestowanej przez ojca i oddanej przez matkę na wychowanie do zakonnic by w domu nie przeszkadzała?
                      Wg Ciebie oni powinni patrzeć tylko w przeszłość i...pić. Bo kiedyś mieli a teraz nie mają. Bo przecież za dużo stracili by był sens się w życiu wysilać na trzeźwe życie.

                      To nie tak, że jak miałeś milion i go przepiłeś, to jak ktoś ci nie zwróci tego miliona, żeby było tak jak przed piciem , to nie ma sensu już nic robić, nie ma sensu wracać do życia i niepicia...... To nie tak.
                      Życie nie polega na patrzeniu w przeszłość i do przeszłości równaniu, wzdychaniu kiedyś byłem kimś a teraz jestem nikim. Cały czas jest się tym samym człowiekiem który kieruje swoim życiem jak uważa za stosowne, przyjmuje lub odrzuca szanse, stara się przeczekać lub lubi się pogrążać w porażkach. Tam można patrzeć tylko po to, żeby przeanalizować co się zrobiło źle a co dobrze i więcej tych samych błędów nie popełniać.
                      Czy żywot jest przegrany bo straciło się majątek? Czasem nastolatkowie się czują przegrani, choć jeszcze się tego majątku nie dorobili. Ktoś inny ma kasę ale nie udało mu sie założyć rodziny i też się przegrany czuje. itd itp
                      Kwestia indywidualnego poczucia wartości, indywidualnych predyspozycji i chęci by w problemach tkwić lub je rozwiązywać, stanów depresyjnych i ucieczki od życia, strachu przed życiem. Gra w "tak-ale". Niby mógłbym coś zmienić - ale przecież nie mogę! Dopóki ktoś gra w "tak-ale" to nie załata żadnej z dziur, bo energię całą straci na udowadnianie, że ich załatać nie może..
                      Wiele osób wokoło funkcjonuje ze złamanym kręgosłupem w jakiejś sferze życia. Jedni zaliczaja depresję, inni nagle szybko posiwieli... Wystarczy się rozejrzeć. Co nie znaczy, że od razu uciekają w uzależnienia. A mogli by przecież.... Można by uciec od okrucieństw świata i od ciężaru codziennego życia - w nałogi, w choroby psychiczne, a nawet do zakonu-co niektórzy robią. To swoisty indywidualny wybór.
                      Jeśli ktoś WOLI pić i wydać na to wszelkie środki - to nawet jak temu bezdomnemu dam nowy dom to i tak go przepije... a za parę lat przyjdzie"patrz, jestem bezdomny, wszystko przepiłem, nie jestem w stanie na trzeźwo tego znieść!".
                      Pisałeś wcześniej o braku miłości jako powodzie problemów, a i owszem, ale też zwróć uwagę na miłość do samego siebie. Bo na ogół od innych się oczekuje by mnie kochali, a nie widzi się tego, że ja sam siebie nic a nic nie kocham i traktuję sam siebie bardzo źle i się nisko cenię.... dzień w dzień utwierdzam się w tym że jestem przegrany, że nic mnie nie czeka, itd. Dając sobie samemu taką zmasowaną dawkę potępienia - trudno się odbić od jakiegokolwiek dna, i trudno chcieć cokolwiek w życiu zmienić. Czasem pomoże pomoc kogoś z zewnątrz, a często nie-bo ktoś nie chce zmiany lub nie jest na nią gotowy.
                      • pierzchnia Re: Tiger 22.02.13, 00:39
                        Dla Ciebie wszystko jest kwestią wyboru, a zatem, kierując się taką logiką, trzeba odrzucić pojęcie choroby - alkoholizmu, depresji...
                        " Ilość kasy jaką ci "najbiedniejsi" przepuszczają przez palce, przepijają, przep
                        alają - może zdumiewać kogoś kto zaczyna to liczyć."
                        Ty zapewne to policzyłaś.
                        Ja natomiast codziennie widzę, w jakich warunkach żyją ci "bogacze" - pchając przed sobą te swoje dziecięce wózki.

                        > Moi znajomi - para małżeńska z dwójką małych dzieci - kupili przed laty mieszka
                        > nie na kredyt. Zainwestowali w nie całe swoje oszczędności życia, plus pożyczki
                        > od rodziców plus wielki kredyt w banku. Okazało się, że developer był oszuste
                        > m i mieszkań nigdy nie wybudowano. Po 10latach procesów odzyskali 2 % wpłaconyc
                        > h środków. Stracili wszystko i dodatkowo zostali z kredytem do spłaty. Wg Tw
                        > ojej logiki powinni chlać na umór przez kilka pokoleń i rozkładać ręce. Obowią
                        > zkowo."

                        Uważasz, że nie istnieje granica wytrzymałości?
                        Człowiek, który zaznał w swoim życiu wielu krzywd, nie koniecznie musi zacząć pić - w najlepszym wypadku stanie się zgorzkniały albo zacznie fiksować.
                        Chcę przez to powiedzieć, że nie ma nic za darmo.

                        Nie pytaj mnie, co ja zaproponuję tym wszystkim ludziom, których wymieniłaś, bo to ja zadałem Tobie te pytanie.

                        Żeby działać trzeba mieć motywację, a jest nią najczęściej walka o byt.
                        Jednak to nie oznacza, że, ci radzący sobie, są zdrowi - w gruncie rzeczy cechuje ich wielka rozpacz.
                        Zatracenie chęci działania może mieć inną przyczynę niż uzależnienie - / w imię czego?/
                        Pewnego dnia się przekonujesz, że to, o co tak bardzo walczyłaś, było widziane w fałszywym świetle, a wtedy dalsza walka staje się bezsensowna.
                        Tak też bywa z różnymi pasjami, których koniec ląduje na śmietniku.




                        • satoja Re: Tiger 22.02.13, 11:27
                          > Żeby działać trzeba mieć motywację, a jest nią najczęściej walka o byt.
                          > Jednak to nie oznacza, że, ci radzący sobie, są zdrowi - w gruncie rzeczy cechu
                          > je ich wielka rozpacz.
                          > Zatracenie chęci działania może mieć inną przyczynę niż uzależnienie - / w imię
                          > czego?/
                          > Pewnego dnia się przekonujesz, że to, o co tak bardzo walczyłaś, było widziane
                          > w fałszywym świetle, a wtedy dalsza walka staje się bezsensowna.
                          > Tak też bywa z różnymi pasjami, których koniec ląduje na śmietniku.


                          No ale o czym Ty mówisz. Przecież tak wygląda życie, z potknięć i powstań, ze smutków i radości, z sukcesów i rozczarowań. I trzeba się pogodzić z tym, że nic nie jest dane "na zawsze". Jedyne co mi się nie podoba w Twojej opowieści to to że "walczysz". I tylko przez walkę widzisz sens życia. A po cholerą walczyć? Spokój wewnętrzny uzyska się wtedy, gdy się przestanie walczyć a po prostu pozwoli się zdarzeniom przez siebie przepływać i pogodzi się z tym kim się jest, bez porównań z innymi. Oszacuje się swoje możliwości i potrzeby i funkcjonuje w świecie na swoją miarę bez pretensji do świata, ze inni to mają lepiej. A to co się zdarza przyjmuje jako dar lub próbę do przerobienia problemu. Jeśli ktoś się zapętli w nacisku "ja muszę..." a nie "ja chcę i wybieram" to zawsze na końcu zostanie znerwicowany frustrat. Równie dobrze może się wypiąć na wyścig finansowy, zostać węglarzem w bieszczadach, zamieszkać w leśniczówce i czuć się szczęśliwy. Bo każdy MA wybór co ze swoim życiem robi. Także ten, który zachoruje. Mam znajomą która urodziła się bez ręki. kończyła studia, założyła udaną rodzinę, pracuje. Jest to jedna z najpogodniejszych osób jakie znam . A mogła się skupić na swoim kalectwie i użalać się nad swoim losem.

                          Wcześniej pisałeś o znajomym który tyra na dom a jego żona się puszcza. A zastanowiłeś się po co on się tak skupia na tyraniu? co tym sobie rekompensuje? Może gdyby mniej tyrał a więcej bywał w domu z żoną, więcej z nią rozmawiał, budował więzi a nie tylko materię, to i ona by nie miała ochoty się puszczać a jeszcze sama zaczęła fundusze dokładać do wspólnoty rodzinnej? Bo każdy MA wybór. Wybór typu "ja się poświęcę żeby żona dobrze miała" - jest wyborem do dupy. Bo nie buduje więzi tylko zależność i jest prosta droga do rozczarowania. Tak jak rozczarowują się kobiety które "poświęcają" się dla domu i dzieci, rezygnują z siebie, z pracy, z rozwoju, stają się zaniedbanymi robotami domowymi do całodobowej obsługi dzieci i męża zwolnionego z wszelkich obowiązków oprócz pracy - a potem rozpaczają, że mąż odchodzi do kochanki, że zdradza, że nie kocha, że nie pożąda, nie szanuje.
                          Początkiem zbudowania prawidłowej relacji jest szacunek do samego siebie.
                          Założenie że małżeństwo lub inna relacja jest dane na zawsze to fikcja.
                          Także pasje się zmieniają, i wcale nie lądują na śmietniku tak jak to określasz, bo zostają wrażenia i przeżycia. Wymyślanie na siłę celu by mieć chęć działania - to problemy z poczuciem własnej wartości. Bo wystarczy żyć i coś robić dlatego, że się tu i teraz to lubi i uważa się, że dla siebie samego warto.
                          A jeśli się oczekuje, że się będzie leżeć do góry brzuchem a manna z nieba sama spłynie....a jak nie spłynie to znaczy, że świat i ludzie podli są bo MNIE nie dają, więc trzeba siedzieć nadal nic nie robić i narzekać.... To terapia się kłania. I magnez łykaj, o tej porze roku to podstawa.

                          • pierzchnia Re: Tiger 22.02.13, 14:13
                            Ja nie wierzę w wolny wybór.
                            Wielokrotnie miałem sny prorocze, które urzeczywistniały się po wielu latach , bo nawet gdy bardzo się starałem to i tak nie osiągałem celu - kiedy indziej wszystko szło jak po maśle.
                            Istnieją pewne połączenia, których człowiek sobie nie uświadamia i między innymi dlatego niektórzy spotykają w swoim życiu osoby, które wcześniej widzieli we śnie.
                            To, że ktoś ma werwę do działania o niczym nie świadczy - to też zostało wcześniej zapisane.

                            Pewne wartości się dla mnie zdewaluowały.
                            Zbyt długo żyję na tym świecie żeby zdradę tłumaczyć brakiem zainteresowania ze strony współpartnera.
                            Zresztą to nie ja bywałem zdradzany.
                            Dla jasności - nie jestem typem dziwkarza, ale potrafię wyobrazić sobie intensywność emocji, jakie towarzyszą zdobywcy na "polowaniu".
                            Osobiście to wolę wyjść z psem na dwór.

                            > Początkiem zbudowania prawidłowej relacji jest szacunek do samego siebie.
                            > Założenie że małżeństwo lub inna relacja jest dane na zawsze to fikcja.

                            Nie jesteśmy wieczni, ale mimo wszystko miło popatrzeć na staruszków trzymających się za ręce.
                            Małżeństwo z miłością nie ma nic wspólnego, bo miłości hodować się nie da, chociaż istnieją czasem takie związki.
                            Kobieta szuka najczęściej w mężczyźnie oparcia i pewnie dlatego, moja niedoszła żona, zwykła mówić:
                            "Mężczyzna nie musi być piękny..."
                            Dla mnie małżeństwo jest związkiem sakramentalnym i bardzo poważnie podchodziłem do tego, ale z pewnych względów nie powiodło mi się.
                            Pozostał ból i poczucie jakby mnie ktoś z czegoś okradł.

                            Może Cię to zdziwi, ale ja lubię pracować i z wielu moich działań czerpię ogromną satysfakcję.
                            Musi być tylko spełniony pewien warunek - całkowity brak alkoholu.
                            Wystarczą dwa piwa i gnuśnieję.

                            Bardzo dokładnie przeglądam Twoje wpisy i odnoszę wrażenie, że skądś znam ten styl - jest bardzo podobny do tego jakim posługiwała się moja niedoszła żona.
                            Gabrielo, to Ty?

                            • aaugustw Re: Tiger 22.02.13, 14:50
                              pierzchnia napisał:
                              > Ja nie wierzę w wolny wybór.
                              > Wielokrotnie miałem sny prorocze, które urzeczywistniały się po wielu latach...
                              _________________________________________________________________.
                              Pierzchnia w tych dwoch zdaniach mozna sie juz pogubic...!
                              Z jednej strony; nie wierzysz w wolny wybór...!
                              Nikt nawet nie powinien w to wierzyc, bo nikt z nas nie jest Bogiem...
                              Co do spelniania sie snow "proroczych", wybacz ze nie zabiore w tym
                              temacie glosu, bo nie chce Cie urazic...!
                              Moje sny i moje roszczenia spelnily sie dopiero wtedy, jak ruszylem
                              4-ema literami i poszedlem na Mityng AA, bo Bog za mnie nie chcial
                              tam isc...! :-(
                              A... ;-)
                              • pierzchnia Re: Tiger 22.02.13, 15:21
                                Wytłumaczę to może na przykładzie.

                                Św.Piotr został poinformowany przez Jezusa, że po trzykroć się Go zaprze i chociaż
                                o tym wiedział nie potrafił już tego zmienić.
                                Z tego jasno wynika, że nie miał żadnego wyboru.
                                Natomiast zauważyłem i to jest zbieżne z Twoim poglądem, że otwarcie się na Boga
                                potrafi diametralnie odmienić ludzki los.
                                Chociaż nie wiadomo czy i to nie było wcześniej zapisane.

                                " W 1972 roku, jako młoda dziewczyna odwiedziłam jasnowidza Józefa Mustafę Marcinkowskiego. Z namowy koleżanki, bo ponoć trafnie bardzo przepowiadał, kiedy która z nas wyjdzie za mąż. Po raz pierwszy w życiu zobaczyłam inne karty od tych, które znałam – to był Tarot. Traktowałam tę wizytę lekko, tak sobie przyszłam z ciekawości i nie wiedziałam, że jego wróżba będzie miała wpływ na moje życie. Przyjmował w ciemnym pokoju, przy starym biurku, na którym rozłożył te karty – czytamy w artykule Eddy’ego Kozaka, opublikowanym na stronie www.wieczorslaski.pl. Ta kobieta była u niego w 1972 r. Przepowiedział mi, że moim życiem rządzą czwórki, wyjdę za mąż za cztery lata, będę miała w życiu jednego męża i dwoje dzieci, które jednak będą mówiły innymi językami niż mój. Wyjadę też z Polski, czy tego chcę, czy nie. Powiedział też, że będę miała w życiu taki okres, cztery lata, gdy nie będę wiedziała, czy jestem sama, panna, mężatka, wdowa – wspominała po latach. W jakiś czas potem na wakacjach w Wiśle poznała Ślązaka z Bytomia. W rok po ślubie mąż zadecydował, że wyjadą do Niemiec. Mają dwoje dzieci, które nie znają języka polskiego, przez cztery lata mąż miał kochankę i prowadził podwójne życie. Spełniło się wszystko, co jej przepowiedział Akhara Mustafa."
                                • aaugustw Re: Tiger 22.02.13, 16:35
                                  pierzchnia napisał:
                                  > Wytłumaczę to może na przykładzie.
                                  > Św.Piotr został poinformowany przez Jezusa, że po trzykroć się Go zaprze i choc
                                  > iaż o tym wiedział nie potrafił już tego zmienić. Z tego jasno wynika, że nie miał
                                  > żadnego wyboru...
                                  - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                                  Mogl to zmienic, gdyby powiedzial zolnierzom rzymskim prawde, ze zna Jezusa,
                                  ale on nie mial wtedy jeszcze silnej wiary, a co za tym idzie - odwagi o czym
                                  doskonale wiedzial Jezus...
                                  ________________________________.
                                  pierzchnia napisał dalej:
                                  > ... " W 1972 roku, jako młoda dziewczyna odwiedziłam jasnowidza...
                                  Powiedział też, że będę miała w życiu taki okres, cztery lata, gdy nie
                                  będę wiedziała, czy jestem sama, panna, mężatka, wdowa...
                                  - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                                  Z tymi przepowiedniami bylbym ostrozniejszy (czyt. trzezwiejszy),
                                  bo tak na dobra sprawe to powyzsza ta wyrocznia pasuje do kazdej
                                  mezatki, a jak bym sie uparl to i ja znajde taki okres w zyciu, ze
                                  bedzie to i do mnie pasowalo...! ;-)
                                  Choc musze przyznac, ze kiedy bylem bardzo mlodym, przedszkolnym
                                  dzieciakiem cyganka powiedziala rodzicom o mnie cos takiego, ze
                                  bede sie topil, ale sie nie utopie i ze bede ksiedzem, ale takim nie
                                  prawdziwym... - Tyle z tego pamietam przez mgle... - Nic z tego wtedy
                                  nie rozumielismy...
                                  Do mnie to pasuje, ale do kazdego innego z pewnoscia tez...(!?).
                                  A...
                            • satoja Re: Tiger 22.02.13, 23:26
                              W pewnym wieku przychodzi refleksja, że ku.... inni mają trwałe rodziny, domy, blabla itd, a samemu mimo wysiłku wszystko jakoś przez palce przeciekło i to nie tak miało być..zupełnie nie taak...
                              W tych ładnych cudzych obrazkach często więcej pozorów jednak i pozowania do zdjęć... średniostatystycznie. wystarczy bliżej się przyjrzeć że rzadko gdzie sielanka, częściej układ. Nie każdy się nadaje do małżeństwa, dla niektórych -nakarmionych fatalnym wzorcem rodziny- lepiej by było go nie zawierać bo włączają się destrukcyjne mechanizmy i się wchodzi w konflikt i zwyczajnie cierpi. Kwestia pogodzenia się z tym "czego się zmienić nie może" a zmienianie tam, gdzie się może i chce, gdzie ma się siły i odwagę..

                              Heh, ja mam tak, że w obcym mieście zaczepia mnie listonosz i chce wręczyć listy do kogoś, widać wyglądam jak średniostatystyczna "znajoma". Ale, zeby w necie też, to już przesada :D :P Nie jestem Gabrielą :D . Ale w sumie zabawne, bo chwilę wcześniej też mi się zacząłeś kojarzyć z moim ostatnim byłym-niedoszłym. Zawsze w zimie łapał etapy depresyjnego użalania się nad swoim życiem - a prawdę mówiąc mieszał w swoim życiu głupio "na własne życzenie" , dążąc do przyzwoitości popełniał czyny nie zawsze przyzwoite. On nie był alkoholikiem, choć normalny też nie:P i nie wiem co teraz robi. Niemniej -mimo ogromnego zawodu dużo się przy nim nauczyłam o sobie samej i musiałam przewartościować i urealnić założenia co do swojego życia , pogodzić się że moje "oczywiste oczywistości" są palcem na wodzie pisane i do życia realnego nie do końca przystają. Więc mogłam wkurzać się że mi kawałek życia spieprzył, zostać w żalu, ale jak to moja znajoma stwierdziła "ciesz się, z tego co było, coś się zdarzyło -przecież mogło ci się w życiu nic nie trafić, nikogo nie spotkać do związku, nic intensywnego nie przeżyć" bo i takie znajome ma że wiecznie tkwią w miejscu i"czekają na Godota.. odrzucając każdą okazję do zmiany.
                              Ważne nie żyć wbrew sobie ale też nie zamykac się w sztywnych ramkach zasad narzuconych przez społeczeństwo, znaleźć jakąś działkę gdzie się człowiek spełnia i z której czerpie energię gdy się wypala. Umrzeć zawsze się zdąży a może jeszcze coś ciekawego się w życiu zdarzy.
                              Ja np miałam wtłoczone w głowę że małżeństwa są monogamiczne, że to świętość i oczywistość. Tak mi mama kodowała wychowaniem i dopiero po latach wyszło na wierzch, ze sama była zdradzana przez ojca, więc kodowała mi swoje żale, pobożna życzenia i niedostatki a nie realny obraz świata i naukę na rozsądne życie.
                              A ten staruszek ze staruszką za ręce się trzymający to może się poznali rok wcześniej w sanatorium i temu im tak ładnie razem. Choć nawet mam takich wujków , parę 85latków którzy dawno temu się pobrali wbrew woli rodziców i od zera dorabiali, ciotunia zawsze rządziła wujkiem a jemu to odpowiadało, teraz on po drugim zawale już, ale leci z ciotunią na wakacje za granicę bo ciotunia chce.. Mam nadzieję, że go ciotunia nie wykończy całkiem tym jej imprezowym stylem życia, bo wujaszek fajny a ciotuni pół rodziny nie cierpi że wścibska i despotka;)
                              W każdym razie- co do snów proroczych to miałam taki w noworoczną noc, jakiś koszmar ze znajomym w roli głównej , no i niedługo później znajomy zachował się koszmarnie i wiem że to potrwa jeszcze że to nie koniec wszak sen był noworoczny to na cały rok. A będąc małym dzieckiem miałam wróżbę że zostanę zakonnicą, zaś będąc nastolatką znajoma "z darem" przepowiedziała mi dwóch mężów a pierwszy z nich tragicznie umrze zas w "późniejszym wieku"będę szczęśliwa bardzo. To nie wiem w co wierzyć. Więc gdy pierwszy narzeczony się trafił uprawiający sporty ekstremalne to trochę łyso mi było, że umrze przede mną ale skoro tak ma być to cóż.. . Odeszłam od niego z innych powodów, i kto wie, czy w tej czasoprzestrzeni tą decyzją mu życia nie uratowałam ;) jak i następnym? A teraz sama nie wiem nie wiem, czy ten "późniejszy wiek" w którym mam być bardzo szczęśliwa to już? czy jeszcze muszę poczekać :P.





                              • pierzchnia Re: Tiger 23.02.13, 08:28
                                satoja napisała:

                                " W tych ładnych cudzych obrazkach często więcej pozorów jednak..."

                                Kamień mi z serca spadł, bo największą zemstą jest sukces.

                                "Nie każdy się nadaje do małżeństwa, dla niektórych -
                                nakarmionych fatalnym wzorcem rodziny- lepiej by było go nie zawierać."

                                Każdy człowiek jest skażony, a na syndromy jest lekarstwo - terapia.
                                Z jednej strony piszesz o dysfunkcji, którą się przejęło i która stanowi przeszkodę do zbudowania tzw. normalnej rodziny, a z drugiej - "Twoje" wzorcowe małżeństwa kończą się po paru latach.
                                Z tego jasno wynika, że czegoś w nich brakuje - pomimo właściwego zespolenia.
                                Nie masz już złudzeń, " a skoro czegoś nie ma to chociaż urozmaićmy sobie życie..."

                                " Ja np miałam wtłoczone w głowę że małżeństwa są monogamiczne, że to świętość i oczywistość"> oczywistość.

                                Dla katolika to oczywista oczywistość, w końcu chodzi tutaj o sakrament, wyjątkowość.
                                Jednak, jak sama to potwierdzasz, małżeństwo chrześcijańskie nie jest antidotum na pożądanie.
                                Pewnie wielu ludzi było wychowanych według tego przykazania - ja zresztą też.
                                Jednak, w zderzeniu z realnym światem, okazuje się, że takich ludzi jest po prostu bardzo mało - niewielu wznosi dziś mur oddzielający ich od ciała, bo to jest straszliwe prawo.
                                Chodzi tu oczywiście o czystość, która otwiera bramę do Chrystusa.
                                Kaspar Hauser twierdził, że gdy w końcu zaczął jeść mięso to koty przestały się do niego łasić.

                                Ja się nie nie użalam nad sobą tylko tęsknię za czymś do czego nie mam już dostępu.
                                Kompletnie do mnie nie przemawia etos pracy bo jakoś nie potrafię uwierzyć ludziom, którzy twierdzą, że do szczęścia można dojść poprzez ciężką harówkę.
                                Miłości hodować się nie da i mądrze mi kiedyś powiedziała pewna staruszka:
                                " Miłość to łaska..."

                                Teraz muszę zejść na ziemię bo oberwałem z trzech artykułów i grozi mi Sąd Grodzki - tak to już jest gdy baba założy mundur i trafi na pierzchnię.










                                • aaugustw Re: Tiger 23.02.13, 13:00
                                  pierzchnia napisał:

                                  > satoja napisała:
                                  > " W tych ładnych cudzych obrazkach często więcej pozorów jednak..."
                                  - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                                  • satoja Re: Tiger 23.02.13, 15:51
                                    nie chodzi o "doszukiwanie się nieładności", ale o sprzeciw jeśli gloryfikuje się "obrazki" nie znając bliżej faktów i smęci się "a bo ja to nie mam takiego jak oni szczęścia".
                                    jestem przeciwko zachwycaniu się i sądzeniu po zewnętrznych pozorach bo kilkakrotnie już się przekonałam, że te "ładne obrazki"mogą być tylko pod publikę by "rodzina" nie spadła z piedestału, a bardzo dużo brudu jest zamiecione pod dywan. Niektórzy mocno dbaja o opinię i z czterech ścian nic się nie wymyka, choć tam uzależnienia, przemoc i awantury.
                                    Więc obrazek na zewnątrz może być ładny, ale gdy się zobaczy środek to zdarza się, że juz się wie, że samemu by się tak wcale nie chciało żyć.
                                    Mój znajomy często mówi "Tyyy to masz fajne życie a ja nie"... nożż ku......, nóż się w kieszeni otwiera jak się takie rzeczy słyszy. Ja mam życie, on ma życie - co se z nim zrobi to bedzie miał i tyle filozofii. Można patrzeć na to życie że jest do połowy puste, albo że jest do połowy pełne. To jest wybór.

                                    To, że komuś się zdarzyła trwała miłość w małżeństwie, i sam był na tyle dojrzały z domu by to docenić i przenieśc przez lata - to tylko się cieszyć. że komuś dzieci niepopaprane z tego wyjdą i to te dzieci staną na drodze moich, super :D. Po co zazdrościć? Coś mi z tego przyjdzie oprócz frustracji? Strata energii.

                                    Autorytet cioci podważają kuzynki którym ona chce życiem dyrygowac i po kątach ustawiać a one bidule za mało asertywne by jej się łaskawie odczepić kazać :P Ja tam ciotunię lubię, tym bardziej że na codzień mam jej niewiele a jej nakazy co mam w życiu robić przyjmuję z wielkim uśmiechem:D A z dwojga małżeństw wujków: dyrygująca i dynamiczna ciotunia z dostosowującym się mężem, na końcu życia są szczęśliwsi od drugiej pary skupionej większośc życia na pretensjach do siebie i udowadnianiu które z nich jest tym gorszym w małżenstwie i wyszukiwaniu "tych innych" którzy "nie-wiadomo-czemu"(tiaa) mają "lepiej".

                                    To co Pierzchnia wspomniał o małżeństwie, o podejściu katolickim i "oczywistościach" - dużo tu do korekty i do wgłębienia się w temat bardziej niż tylko wyobrażeniem "ludowego" katolicyzmu. Bóg ma być miłością stał się formalnością. Za sto lat biskupi zniosą celibat bo i tak go wielu nie przestrzega, za 150 rozwód kościelny nie będzie się sztucznie nazywał "unieważnieniem" itd itp. Pomieszanie praw boskich i ludzkich kościelnym hierarchom nie wyszło. A ludzie łapią się w pułapkę - mam ślub, więc już się starać nie muszę o drugą osobę bo jest na mnie do śmierci skazana, mam cię na własność.

                                    • pierzchnia Re: Tiger 23.02.13, 18:50
                                      Te wszystkie te kwestie religijne, o których wspomnieliśmy, są bardzo dokładnie omówione, w książkach np. F.Mauriaca i nic nowego nasze dysputy do tego nie wniosą.
                                      " Kościół umiera, ale Kościół wciąż żyje..."
                                      Kiedyś spotkałem na ulicy kumpla z podstawówki, który na temat chrześcijaństwa powiedział krótko:
                                      " To wszystko jest cholernie nudne."
                                      Pewnie przez tą nudę ludzie poszukują odpowiedzi, w narkotykach i przy użyciu innych metod, ale jak się później okazuje - wielkie obietnice zamieniają się w piekło i eksperymentatorzy lądują na śmietniku.
                                      Temat jest o tyle ciekawy, że tzw. nawróceni zachowują się tak jakby im ktoś zbił szybę, przez którą wcześniej patrzyli na świat.
                                      " Jak ja mogłem wcześniej tak myśleć?"
                                      Tych zmian nie dokonał psycholog tylko Coś do czego nie ma się na co dzień dostępu.
                                      Człowiek, który zajmował się np. okultyzmem wie, że pewne wtajemniczenia odbywają się podczas snu i często jest tak, że "pacjent" niczego nie pamięta.
                                      Później przychodzi miłość, ale zastaje już zajęte miejsce.



                                      • aaugustw Re: Tiger 23.02.13, 19:30
                                        pierzchnia napisał:
                                        > ... " Kościół umiera, ale Kościół wciąż żyje..."
                                        ______________________________________.
                                        Jako instytucja, ale nie jego wartosci duchowe !
                                        A...
                                        • pierzchnia Re: Tiger 24.02.13, 10:59
                                          To, że w Kościele będzie się działo źle zostało już zapowiedziano dawno temu.
                                          Jednak gdyby Kościół był martwy, jak stwierdziłeś, nie byłoby nawróceń i uzdrowień.
                                          Dotyczy to po prostu sfery, której nie można " dotknąć" naszymi zmysłami - ten narkoman z Medjugorie jest tego najlepszym przykładem.
                                          Wspomniałem wczoraj o wtajemniczeniach okultystycznych, które mają miejsce podczas snu - Kościół również działa w sferze niewidzialnej bo Kościół to nie tylko ludzie.
                                          • aaugustw Re: Tiger 24.02.13, 11:30
                                            pierzchnia napisał:
                                            > ... Kościół również działa w sferze niewidzialnej bo Kościół to nie tylko ludzie.
                                            _______________________________________________________________.
                                            Nad tym zdaniem zastanowilem sie glebiej, bo zawsze "gadalem", ze Kosciol to
                                            ludzie i dodawalem do wyrazu "ludzie"; "wspolnota grzesznikow", ale dopiero
                                            teraz kiedy uzyles tego zdania; "Kościół to nie tylko ludzie", musialem sie glebiej
                                            nad tym zastanowic, oczywiscie w pierwszym odruchu pomyslalem; jak to obalic,
                                            ale Ty masz racje: Kosciol jako tylko ludzie, moze byc brany pod uwage jako jedynie
                                            organizacja, ale Kosciol jako opoka na i w ktorej Sw. Piotr z innymi niesli ten
                                            apostolat, to przeslanie innym, za tym kryje sie juz cos o wiele, wiele wiecej...!
                                            (a moze i kryje sie za tym wszystko...!?).
                                            A...
                                    • aaugustw Re: Tiger 23.02.13, 19:26
                                      satoja napisała:
                                      > nie chodzi o "doszukiwanie się nieładności", ale o...
                                      ___________________________________________.
                                      Przyznac musze, ze taki i moj jest ten kat widzenia...!
                                      A... ;-)
                                    • aaugustw Re: Tiger 23.02.13, 19:35
                                      satoja napisała:
                                      > Za sto lat biskupi zniosą celibat bo i tak go wielu nie przestrzega...
                                      _________________________________.
                                      Mowi jeden mlody ksiezulek do drugiego:
                                      Ciekawe czy doczekamy sie celibatu..?
                                      Na to ten drugi:
                                      My to chyba nie, ale nasze dzieci tak...
                                      A...
                        • aaugustw Re: Tiger 22.02.13, 11:35
                          pierzchnia napisał:
                          > ... Nie pytaj mnie, co ja zaproponuję tym wszystkim ludziom,
                          których wymieniłaś, bo to ja zadałem Tobie te pytanie...
                          ___________________________________________________.
                          Bardzo pesymistycznie napisales swoj list - Pierzchnia...!
                          Przy takim nastawieniu i niewierze w moznosc poprawy swego
                          losu pozostaje jeszcze jedno wyjscie; oczekiwac na przebudzenie
                          duchowe i rzucic sie w ten wir...!
                          A...
                          • satoja Re: Tiger 22.02.13, 12:59
                            Podczas tego oczekiwania łykać codziennie magnez B6 (4,5 zł za 60tabletek to nie majątek), zrobić badania krwi (za darmo od lekarza) , jesli kobieta -to bym radziła zbadac czy z tarczycą wszystko dobrze bo ona nieźle huśta nastrojami i chęcią do życia, u panów może też ona, to lekarz podpowie.
                            Oczywiście jeśli się CHCE jakichś zmian. Bo jeśli się nie chce, to naprawdę nikt nie zabrania nic z sobą nie robić a narzekać że jest źle. To też jakaś opcja na życie. Całkiem nierzadka.

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka