marka33
16.09.14, 10:29
Kolejny temat o paleniu, ale miło by było gdyby ktoś pochwalił a i na duchu podtrzymał.
Palę 27 lat, ostatnie lata to 3 paczki na 2 dni. Poważniejszych dolegliwości brak. Rok temu nie paliłem 3 mies, po tym jak przez 2 tyg, dzień i noc miałem ciągły kaszel. Główna myśl to rak krtani. Okazało się, że to zwykły refluks, który stopniowo podrażniał gardełko. Przeszło jak rzuciłem fajki. Niestety, szukałem tylko pretekstu żeby zapalić. 2-3 buchy gdzieś od kogoś i po zawodach. Nie wierzę w żadne dzienne limity. Też sobie takie zakładałem i dalej paliłem po 30 szt dziennie.
Rzuciłem 2 tyg temu. Ot tak, koleżanka z pracy zaproponowała. Myślę, czemu nie. Wstałem rano w poniedziałek i postanowiełm. Ona pali dalej...
U mnie najgorszy jest/był pierwszy dzień. Jak minie, już jest łatwiej. Wiem, że dalej nie będzie łatwo, bo widzę, że nie jest. Są dni piekne, ale i są paskudne-jak dziś.
Padła mi grzałka w elektryku, od nikoretki bolą mnie już zęby.
Drze mnie w gardle, to nie nikotyna, ale brak tego uderzenia w gardło i w płuca.
Widzę, że trzeba podejść do tematu radykalniej-odstawić gumy, odstawić elektryka. Na zawsze.
Elektryk nie pozwala zapomnieć o papierosach, ciągle podtrzymuje chęć palenia i jaką taką namiastkę daje. Z drugiej strony to kolejne uzależnienie-moje znajome małżeństwo nie pali już 2 lata, ale za to 2 lata ciągają elektryczne. To tak jakby alkoholik rzucał picie i wspomagał się 3% piwem-może mało trafne porównanie, ale takie mi przyszło do głowy.
Pamiętam, jak kiedys się zastanawiałem jak to będzie gdy rzucę palenie. Najgorsza była jedna myśl-życie traciło dla mnie sens! Sama myśl o rzucaniu dołowała mnie jak diabli. Serio. Tak własnie myślałem. Nie wyobrażałem sobie egzystencji bez 3 papierosow z rana do kawy, bez 2 w drodze do pracy, bez 15 podczas imprezy.
Makabra, że tak własnie myślałem.
Jaką mam motywację? Ano kilka, ale chyba najważniejsza to chęć udowodnienia coś sobie. Że potrafię, że dam radę. Przecież tylu ciężkich palaczy rzuciło. W czym jestem gorszy? Cieszę się choćby tym, że już po kilku dniach zniknęła zadyszka po wejściu na 3 piętro. Cieszę się, że ludzie nie myślą o mnie z obrzydzeniem gdy wchodzę do sklepu bądź gdy z kimś rozmawiam fejs tu fejs. Moja teściowa wieeele lat temu jak rzuciła palenia, powiedziała sobie tylko jedno-takie gó... nie będzie mną rządziło. Coś w tym jest.
Uwielbiałem palić, były takie dni, że wręcz kochałem, nie mogłem się fajkami nażreć.
Nie wiem czy dam radę, liczę na siebie bardzo, chociaż ssie w gardle jak sk..yn.
Podczas abstynencji nikotynowej kilka razy piłem piwo, raz połóweczkę z kolegą. O dziwo, mniej mnie ciągnęło do zapalenia niż za dnia, a szczególnie rano.
Nie żrę, po kilku dniach "małegojedzenia" cieszyłem się, że czuję się lżej. Jem więcej warzyw, owoców. Coś przestawiło mi sie we łbie. Znów zacząłem chodzić na tenis stołowy. Abstynent nigdy, przenigdy nie zrozumie nałogowca. Na nic zdaje się gadanie rodziny, mało tego-wiele razy prosił mnie o to mój 8-letni teraz syn. Jednym uchem wpadało, drugim wypadało.
Jest ciężko, ale z drugiej strony przecież jest lepiej! Do jasnej cholery-po 27 latach jarania, nie palę już 2 tygodnie!
Ileż bym dał za to, żeby cofnąć czas i nie zacząć z chodzic z chłopakami w internacie do kibla pociągać. Echh...Głupia gadka, ale tak się to we łbie plącze.
Trzymajcie kciuki ;-)