Dodaj do ulubionych

Mój brak pokory

29.07.06, 19:51
Ostatnio próbowałem iść na mityng.
Tak naszła mnie ochota, dawno nie byem.
Wybrałem tzw. spikerski.

Wszedłem i ujrzałem gościa, którego znałem już wcześniej.
Stara praga, meliny, picie od dziecka.

Wyszedłem.
Uznałem, ze nic tu po mnie.

Zastanawiam sie, czy to jest bak pokory.
I to nie ironia i nie prowokacja.

Czy pokora polega na sluchaniu czegos, co mnie w ogóle nie obchodzi i nie dotyczy?
Czy zachowalem sie- w mysl Aowskich zasad- niepokornie?
Obserwuj wątek
    • 7zahir Re: Mój brak pokory 29.07.06, 20:35
      Ty decydujesz o wyborze mityngu
      i nikt Ci tego nie ma za złe.
      Ja też nie przepadam za spikerkami
      i po prostu na nie nie chodzę.
    • rauchen Re: Mój brak pokory 30.07.06, 20:07
      > Wszedłem i ujrzałem gościa, którego znałem już wcześniej.
      > Stara praga, meliny, picie od dziecka.
      >
      > Wyszedłem.
      > Uznałem, ze nic tu po mnie.


      Addi, karmiony w dziecinstwie tzw srebrna lyzeczka, uznal, ze nic tu po nim,
      inteligentnym, przystojnym, wyksztalconym i...i tylko z problemami.
      Pewnie sobie tak addi pomyslal: Moja silo wyzsza, spraw tak, by wszystkie moje
      problemy przeniosly sie na stara prage, wsrod melin, gdzie sie pije od dziecka,
      bo to nie jest sprawiedliwe ze przytrafily sie akurat mnie, przeciez ja nie ze
      starej pragi!!!!
      • addicted1 Re: Mój brak pokory 31.07.06, 15:23

        Och Rauchen. jak mi Ciebie brakowało!
        Tej zgryzliwosci, tej pasji w zwalczaniu wszystkiego co powiem ( to taka pijacka
        manipulacja!).


        rozumiem, że wg. Ciebie powinienem posłuchać tego Pana?



        Przypisujesz mi srebrne łyżeczki i kawiory, a to bzdura.
        Mi chodzi o to, że mnie po prostu NIE INTERESUJE słuchanie człowieka który 30
        lat pił w melinach z podobnymi sobie a potem przeczytał pierwsze w zyciu 2
        książki- Wielką Księgę i 12 kroków.
        Czy jeżeli nie chcę go słuchać to gardzę nim?

        Wg. mnie nie, po prostu z poznawczego punktu widzenia jest to dla mnie czas
        niemal stracony. Niemal, bo jakis tam pozytek to bede mial i ze sluchania
        moherowego bereta na falach RM.
        Czy to co napisałem to brak pokory?
        Powinienem słuchac kazdego kto mi się nawinie?
        Rauchen?
        Przekonałas mnie.
        Chyba pójdę na mecz Legii na sektor Zylety i posłucham pseudokibiców, to trochę
        poćwiczę pokorę.
        To będzie lekcja pokory nr 1.


        Poza tym jesteś niekulturalna, bo wyśmiewasz moje problemy, kpisz sobie po prostu.
        "Och, jak Panicz wykształcony, jaki och i ach, a tu bęc, pojawiły się lęki".
        Zgadza się, pojawiły się. I co?
        Mam się zrzec praw obvywatelkskich?
        Mam mniejsze prawo do krytyki, niezgody, decydowania?


        Tak rozumuje z Twoich postów.
        Ze jako "ten z problemami" musze zamknąć japę bo nie mam prawa głosu.
        Nie godzę się na to.

        • rauchen Re: Mój brak pokory 31.07.06, 17:35
          gospodyni domowa, ktora sie rozpila bo miala nudne zycie wychowujac dwojke
          dzieci, piorac, gotujac i sprzatajac ratowala sie flaszka, tez by cie pewnie
          nie zainteresowala, bo co niby ty masz wspolnego z gospodynia domowa...i
          jeszcze pewnie wiele innych osob z roznych dzielnic, z roznych miast, i o
          roznych profesjach..pewnie przynajmniej powinien to byc jakis wlasciciel banku,
          po kilku fakultetach, z kupa kasy, itp.

          ciekawe czy zainteresowalby cie medalista olimpijski, ktory w przerwach
          pomiedzy zgrupowaniami pijal wlasnie na takich melinach, az wszystko przepil.
          Nie sadze zeby on przeczytal w zyciu wiecej niz dwie ksiazki. Ostatecznie
          ratowal sie jakas niby praca na budowie gdzies za granica, zostawiajac zone i
          czworke dzieci w pokoiku u jej rodzicow. Dalszego potoczenia sie spraw nie znam.

          Co to tego, jaki ty wyksztalcony, to sam sie gdzies tu tym chwaliles, na tym
          watku mysle ze wlasnie pogardziles ludzkim przypadkiem, okazujac przede
          wszystkim mysle ze brak szacunku wylacznie do samego siebie.
          I chyba bardziej jest to przyklad na nadmiar pychy z twojej strony, anizeli
          braku pokory, a wysluchanie tego co ma do powiedzenia meliniarz na temat
          swojego alkoholizmu, moze daloby ci troche do myslenia na temat wdziecznosci za
          to, co zostalo ci oszczedzone.

          W mysl pewnej modlitwy:
          "Dziekuje Ci, Panie Boze, za wszystko, co mi dales, dziekuje Ci za wszystko co
          mi zabrales, i dziekuje ci za wszystko, czego mi oszczedziles"
          Moze przede wszystkim zrozumialbys zwlaszcza to, czego ci oszczedzil.
          • janulodz Re: Mój brak pokory 31.07.06, 18:38
            A ja podziwiam gościa , który pił od dziecka, dorastał w mrokach praskich melin i po kilkudziesieciu latach z tego szamba wyszedł i jeszcze odważył się publicznie wystąpić i o tym opowiedzieć. Na pewno nie czytał Millera, może nawet nie skończył szkoły podstawowej, ale chciał się zwycięstwem nad swoją słabościa z kimś podzielić.
            • rauchen Re: Mój brak pokory 31.07.06, 20:24
              ano byl, janu, taki Miller (pewnie nie o tego ci chodzi :)))))),
              ktory to powiedzial ze niewazne jak facet zaczyna, tylko jak konczy.
              I sie addi pewnie tym tak zasugerowal, ze tak sie addi swietnie zapowiadal
              (przystojny, inteligentny, wyksztalcony - nawet na stypendium!!!),
              a tu nagle przyszlo mu meliniarza wysluchiwac.
              Niech addi lepiej uwaza, bo i jego helikopter moze zaryc o glebe na jakiejs
              melinie
              :))))))
            • kfesta Re: Mój brak pokory 31.07.06, 21:11
              Janu, ja tez go w pewnym sensie podziwiam, ale nie musze go sluchac.
              Wolna wola.On moze mówić, a ja go moge nie sluchac. Czyz nie?
              Problem nie jest w tym gosciu, problem jest we mnie, ze za bardzo kiedys wzialem
              do serca slowa o "pokorze" i uslyszalem, ze musze sluchac kazdego alkoholika, bo
              on mnie czegos nauczy itp. A moja doba nie trwa 120 godzin tylko 24 i szkoda mi
              czasu na pewne rzeczy.
              stad moze za ostro sie z tym teraz rozprawiam.

              Ja nie mam nic przeciwko niemu, moze sie zagalopowalem tak go brzydko
              charakteryzujac. Czesto uzywam jako srodka sytlistycznego skrajnych sformulowan,
              by uwypuklic pewne rzeczy.

              A Rauchen- znowu mnie wysmiewa.
              Ja jeszcze droga Rauchen nie skonczylem, wiec nie pisz mi porownan do
              powiedzonek expremiera betoniastego.
              To jest trochę perfidne. Ja jak nie chcialem goscia sluchac to wyszedlem. A
              moglem zostac, wysluchac i sie posmiac z niego troche. I uderzyc go wlasna bronia.
              Tylko to bardzo chamskie.
              Jezeli sie z czegos zwierzam to nie wypada mnie potem tym atakowac.

              • rauchen Re: Mój brak pokory 31.07.06, 21:24
                droga kfesto,
                jest takie powiedzenie,
                ze szybciej wyjdzie cham na ludzi,
                niz chamstwo z czlowieka,
                i pewnie to bardzo ma zastosowanie do ciebie.

                Ponadto bardzo ciekawymi oznakami chamstwa wykazalas, sie droga kfesto,
                nie po raz pierwszy:
                np tak jak w stosunku do dziewczyn z "z getta", czyli alkoholiczek lub DDA,
                tak jakby to byly osoby nie zaslugujace na milosc ani nie potrafiace kochac,
                choc wlasciwej znalesc nie potrafisz (jestes kfesto lesbijka??? :))))))),
                no i teraz, w stosunku do meliniarza, bo twoj swiatopoglad chyba nie dopuszcza
                mozliwosci by meliniarz mogl wyjsc z aktywnego alkoholizmu.
                Obawiasz sie kwesto zaniku srodowiska melinarskiego na starej pradze i picia od
                dziecinstwa, skoro teraz kazdy meliniarz bedzie trzezwial i mial swoja historie
                zarowno picia jak i trzezwienia????
                • addicted1 Nieporozumienie 01.08.06, 15:16
                  Przyznaje, chyba rzeczywiscie wyrazam się niejasno, bo jestem opaczie rozumiany
                  przez Ciebie rauchen.
                  1. Odnosnie dziewczyny z DDA- nigdy nie uwazalem, ze taka osoba jest gorsza albo
                  nie zasluguje na milosc. Chodzilo mi tylko o to: czy alkoholika zaakceptuje
                  osoba inna niz DDA czy AA? To, ze zaakceptuje dziewczyna z DDA czy AA to nie
                  jest zadne osiagniecie i pocieszenie, bo taka osoba zna problem, samej jej on
                  dotyczy, wiec ma duzo wieksza tolerancje. Ale co z innymi, ktore nie maja takiej
                  wiedzy i rozeznania?
                  I o to chodzilo w tym "getcie".Chodzilo o realne szanse wyjscia poza getto a nie
                  o watosciowanie. Bo kazde getto, nawet najpiekniejsze, to getto.

                  2. droga kfesto,
                  > jest takie powiedzenie,
                  > ze szybciej wyjdzie cham na ludzi,
                  > niz chamstwo z czlowieka,
                  > i pewnie to bardzo ma zastosowanie do ciebie.

                  Tzn, chamstwo ze mnie wychodzi wolno?
                  Czy ja jestem tym chamem, ktory szybko wyjdzie na ludzi?
                  Nie rozumiem.

                  3. Nie pogardzam ludźmi ze starej Pragi. Nie pogardzam ludźmi niewykształconymi.
                  To bzdura. Nie chwaliłem się swoim wykształceniem, bo uważam je za raczej
                  kiepskie. Jestem z robotniczej rodziny. Zawsze starałem się bronić słabszych.
                  Nienawidzę wszelkiej dyskryminacji, jakichkolwiek izmów.

                  4. Jestem mezczyzna.

                  • addicted1 Do Rauchen 01.08.06, 15:34
                    Radzę Ci Rauchen przesledzic ten wątek od początku.
                    W swoim pierwszym poscie nie zawarlem zadnej wartosciujacej opinii.
                    Zadnej pogardy, chamstwa itp.
                    Potem Ty zaczelas wysmiewac mnie i tworzyc jakas opozycje ja- tamten facet.
                    Ze on taki fajny szczery prawdziwy mezczyzna a ja zarozumialec bez osiągnięć.
                    Przyznaję, dałem się wciągnąć w taki tok myslenia, ze w drugim poscie wyrazilem
                    sie lekceważąco o tym facecie. Może niepotrzebnie.

                    Nie mam nic do praskich żuli.
                    Co więcej, ja nie mam nic do praskich żuli PIJąCYCH.


                    Ja po prostu nie muszę ich słuchać, z nimi się kumplowac, uczyć się od nich
                    zycia. Kropka.
                    Nie czuje potrzeby poznawania takich zyciorysów, bo już kilka poznałem i mam
                    ogląd. Po co mam słuchac w nieskonczonosc?
                    Nie musze sluchac by zobaczyc co zostalo mi oszczedzone, bo wystarczy isc na
                    dworzec kolejowy. Tam jest lepsza przestroga.


                    Ten wątek napisałem po wpływem emocji, które pojawiły się u mnie w momencie
                    wyjscia z tego mityngu. Wynikaly one z tego, ze czulem wewnetrzny dysonans.
                    Zarazem nie mialem ochoty sluchac nie interesujacej mnie spikerki, z drugiej bił
                    mnie po sumienieniu ten slyszany nakaz "pokory" i moze ze robie zle.

                    Napisalem to tutaj.
                    Ty rauchen odezwalas sie dokladnie glosem tego mojego Aowskiego "sumienia",
                    ktore mnie meczy i dlatego zaczalem sie denerwowac.
                    Bo z Twoich słów wywnioskowaem jasno, że ja powinienem wysluchac tej spikerki i
                    ze nie wysluchujac jej okazalem brak pokory, a jeszcze to uzasadniajac okazalem
                    sie chamem.
                    Bo nie padlem na kolana przed jakims trzezwiejącym alkoholikiem.




                    • rauchen Re: Do Rauchen 01.08.06, 16:23
                      jesli nie chcesz czytac opinni na swoj temat,
                      zadajac w tym wlasnie celu pytania,
                      to proponuje zaczac pisac dziennik do szuflady,
                      nie na forum publicznym.
                • kfesta Proszę 01.08.06, 16:01

                  > droga kfesto,
                  > jest takie powiedzenie,
                  > ze szybciej wyjdzie cham na ludzi,
                  > niz chamstwo z czlowieka,
                  > i pewnie to bardzo ma zastosowanie do ciebie.

                  Bardzo proszę konkretnie, cytując, gdzie jest owo chamstwo.
            • kylly Re: Mój brak pokory 31.07.06, 21:26
              janulodz napisał:

              > A ja podziwiam gościa , który pił od dziecka, dorastał w mrokach praskich
              melin
              > i po kilkudziesieciu latach z tego szamba wyszedł i jeszcze odważył się public
              > znie wystąpić i o tym opowiedzieć. Na pewno nie czytał Millera, może nawet
              nie
              > skończył szkoły podstawowej, ale chciał się zwycięstwem nad swoją słabościa z
              > kimś podzielić.


              hmmm no własnie toczka w toczkę to właśnie chciałem napisać....
              pozdrawiam
          • kfesta Re: Mój brak pokory 31.07.06, 21:14
            o to tego, jaki ty wyksztalcony, to sam sie gdzies tu tym chwaliles, na tym
            watku mysle ze wlasnie pogardziles ludzkim przypadkiem, okazujac przede
            wszystkim mysle ze brak szacunku wylacznie do samego siebie.
            I chyba bardziej jest to przyklad na nadmiar pychy z twojej strony, anizeli
            braku pokory, a wysluchanie tego co ma do powiedzenia meliniarz na temat
            swojego alkoholizmu, moze daloby ci troche do myslenia na temat wdziecznosci za
            to, co zostalo ci oszczedzone.


            Nie chwialilem sie tym raczej, moze tylko wspominalem z frustracja.

            Ja napisalem, ze nie gardze tym facetem.

            Rauchen
            Czy ty ogladasz wszystkie filmy ktore leca w telewizji?
            Nie? Wybierasz? No nie zartuj!
            A wiec ponizasz tych rezyserów, ktorzy nakrecili film, a ty ich nie ogladasz.

            Gardzisz nimi.

            A powaznie- czy to pogarda, gdy nie chce kogos sluchac albo mnie nie interesuje?
            Kazdy ma swoje hobby.
            Tak, zainteresowalby mnie medalista olimpijski.
            Tak, nie zainteresowalaby mnie gospodyni.
            I co z tego?
            • rauchen Re: Mój brak pokory 31.07.06, 21:27
              tyle ze ty poszedles na meeting AA, a nie na wieczorek literacki wybranego
              poety.
              Zaskoczylo cie to ze spikerem byl...o zgrozo...ALKOHOLIK?????
            • rauchen Re: Mój brak pokory 31.07.06, 22:39
              i jeszcze co do wyboru filmow:
              ja zazwyczaj staralam miec cos w stylu canal+, hbo, teraz prime.
              Wlaczalam czesto tv dla towarzystwa, jak sie uczylam, filmy sobie lecialy.
              I wiem jedno: tylko dzieki temu ze czasami sobie tak rzucilam okiem na jakis
              film, na ktory normalnie nawet by mi do glowy nie przyszlo zeby obejrzec,
              obejrzalam kilka filmow, ktore moge nazwac filmami mojego zycia, a ktore potem
              potrafilam ogladac po kilkanascie razy, ba, za kazdym razem jak lecialy
              powtorki.
    • kfesta A moze z innej strony? 31.07.06, 21:22
      Ja podziwiam goscia, ktory z niczego zbudował ogolnopolska stacje radiową,
      telewizję i gazetę. Który wsadzil ludzi do rządu i ma pod bronią 5 mln. emerytów.

      Naprawde.

      Swoja droga ciekawe. Jak ktos przestaje pic po 1 dzwonku to nie budzi podziwu. A
      jak pije 40 lat i wtedy- to na kolana.
      Dziwne to dla mnie.

      I jeszcze raz Rauchen: nie odbierzesz mi dobrego samopoczucia i nie zakneblujesz
      mi ust.
      • rauchen Re: A moze z innej strony? 31.07.06, 21:33
        Swoja droga ciekawe. Jak ktos przestaje pic po 1 dzwonku to nie budzi podziwu.
        > A
        > jak pije 40 lat i wtedy- to na kolana.
        > Dziwne to dla mnie.

        zasluguje na podziw i uznanie jesli przestaje pic po pierwszym dzwonku, o ile
        potrafi uszanowac siebie samego za cos takiego, a jednoczesnie okazac
        wdziecznosc wobec czegos, co mu na to pozwolilo, dwa, okazac szacunek dla tych
        ktorzy nie mieli tego szczescia, a nie wykazywac sie ignorancja i, jakby nie
        bylo chamstwem.
        • robert0204 Re: A moze z innej strony? 01.08.06, 00:31
          [IMG]www.danasoft.com/sig/kliknijmnie.jpg[/IMG]
          • robert0204 Re: A moze z innej strony? 01.08.06, 00:32
            www.danasoft.com/sig/kliknijmnie.jpg[/IMG]
        • addicted1 Re: A moze z innej strony? 01.08.06, 15:49
          zasluguje na podziw i uznanie jesli przestaje pic po pierwszym dzwonku, o ile
          > potrafi uszanowac siebie samego za cos takiego, a jednoczesnie okazac
          > wdziecznosc wobec czegos, co mu na to pozwolilo, dwa, okazac szacunek dla tych
          > ktorzy nie mieli tego szczescia, a nie wykazywac sie ignorancja i, jakby nie
          > bylo chamstwem.

          "cos mi pozwoliło wytrzezwiec", "cos mi zostalo oszczedzone", "ktorzy nie mieli
          tego szczescia".
          twoje wypowiedzi Rauchen wskazuja na to, ze wg. Ciebie trzezwienie to kwestia
          szczescia i daru z nieba a nie wlasnego wyboru i determinacji.
          Ja uwazam troche inaczej.
          Uwazam, ze wiele zalezy od okolicznosci, ale tez wiele od czlowieka. Gdzies tak
          50/50.
          Moze wlasnie dlatego roznimy sie w podejsciu do kogos kto pił 30 lat.



          • rauchen Re: A moze z innej strony? 01.08.06, 16:33
            wiesz co addi,
            moze ty wypytaj sie tu na forum wpierw dokladnie ludzi piszacych, alkoholikow,
            ktorzy ci odpisuja, ile pili, jak pili, do jakiego stanu sie doprowadzili, ile
            ksiazek w zyciu przeczytali i czy czasem nie sa z pragi starej, bo po co masz
            przez niewiedze czytac jakiegos kogos kto pil lat 30, skoro ty juz znasz takie
            przypadki - kilka, wiec nie interesuje cie juz wiecej to co to taki 30 lat
            pijacy ma do powiedzenia, bo ty to juz wszystko wiesz, i jak juz masz takiego
            czytac co ma do powiedzenia, to ty wolisz przejsc sie na dworzec popatrzec.
            • drak02 Re: A moze z innej strony? 01.08.06, 17:16
              rauchen napisała:

              > wiesz co addi,
              > moze ty wypytaj sie tu na forum wpierw dokladnie ludzi piszacych,
              alkoholikow,
              > ktorzy ci odpisuja, ile pili, jak pili, do jakiego stanu sie doprowadzili,
              ile
              > ksiazek w zyciu przeczytali i czy czasem nie sa z pragi starej, bo po co masz
              > przez niewiedze czytac jakiegos kogos kto pil lat 30, skoro ty juz znasz
              takie
              > przypadki - kilka, wiec nie interesuje cie juz wiecej to co to taki 30 lat
              > pijacy ma do powiedzenia, bo ty to juz wszystko wiesz, i jak juz masz takiego
              > czytac co ma do powiedzenia, to ty wolisz przejsc sie na dworzec popatrzec.

              Ja mieszkam na starej Pragie i piłem 30 lat ("zaczonłem" pić już w
              przedszkolu). Uważaj Addi, tutaj jesteś spalony , nie pokazuj się na tym brzegu
              Wisły:)
              A tak poważnie, to każdy ma poniekąd rację. Alkoholicy których znam to wrażliwi
              ludzie o niskim poczuciu własne wartości. Zanim wpadli w szpony nałogu byłi
              również wrażliwi i ich niska samoocena sprzyjała rozwojowi alkoholizmu.
              Niepijący alkoholik w dalszym ciągu ma podobne problemy. Do tego dochodzi
              jeszcze dodatkowo samoswiadomośc swojego uzaleznienia co wcale nie jest
              budujące.
              Mozemy się pocieszać jacy to jesteśmy teraz dobrzy, niepijacy, uczciwi i wogóle
              zupełnie nowi. A rzeczywistosci gdzieś tam głeboko twkią dawne problemy i
              kompleksy. Czujemy psychiczny dyskompfort wynikajacy z poczucia pwenej
              odrębności. NIby jesteśmy normalni ale jednak jacyś ułomni - wszak jesteśmy
              alkoholikami. Stąd to nasze rozpaczliwe szukanie swoich dobrych stron ,
              porównywanie się i udawdnianie że są przeciez gorsi od nas. Pocieszamy się że
              jacyś znani ludzie maja ten sam problem , ale to dosyć marne pocieszenie.
              Znajdujemy zrowumienie we własnym gronie i czasem wsród najblizszych. Dla
              innych jesteśmy w pewnym sensie ułomni - i to czasem nas gryzie.
              Myslę , nawet jeżeli jesteśmy pogodzeni z własnym uzaleznieniem nie do końca
              potrafimy radzić sobie z obciążeniem psychicznym które większosc z nas
              świadomie lub podświadomie odczuwa. Nie wiem ile trzeba czasu aby poczuć się
              zupełnie normalnie (jeżeli kiedykolwiek taki czas nastapi).
            • kfesta Re: A moze z innej strony? 02.08.06, 14:30
              Masz skłonność do interpretowania moich wypowiedzi w bardzo określony sposób.

              wiec nie interesuje cie juz wiecej to co to taki 30 lat
              > pijacy ma do powiedzenia, bo ty to juz wszystko wiesz, i jak juz masz takiego
              > czytac co ma do powiedzenia, to ty wolisz przejsc sie na dworzec popatrzec.

              To jest niby żart, który wypacza moje słowa.
              czy ja napisałem, ze wszystko wiem?

              Kreujesz mnie w tens sposób na zarozumialca pełnego pogardy dla innych osób i na
              dodatek chama.
              W Twoim slowniku widocznie jezeli czegos nie chce sluchac i nie zachwycam sie to
              znaczy ze tym pogardzam.

              Czern i biel. Tak widzisz swiat. Zerojedynkowo.




              Pozwol, ze to ja bede decydowal czyje wypowiedzi czytam i kogo słucham.
              Mam prawo byc niekonsekwentny i czytac na forum wypowiedzi osob ktore pily 60
              lat i sa zlodziejami, a moge nie chciec sluchac spikerek 30 letnich meliniarzy.
              Moja sprawa.


              Nie napisałem nigdzie, ze nie chce zeby ktos mi odpisywal krytycznie-
              skrytykowalem Cie za to, ze nie podejmujesz merytorycznej dyskusji a zamiast
              tego drwisz ze mnie. Ja pisalem o konkretnym wydarzeniu a Ty w kółko kpiny z
              mojej osoby.



              • addicted1 Kafejka- inny login 02.08.06, 14:31
                Masz skłonność do interpretowania moich wypowiedzi w bardzo określony sposób.

                wiec nie interesuje cie juz wiecej to co to taki 30 lat
                > pijacy ma do powiedzenia, bo ty to juz wszystko wiesz, i jak juz masz takiego
                > czytac co ma do powiedzenia, to ty wolisz przejsc sie na dworzec popatrzec.

                To jest niby żart, który wypacza moje słowa.
                czy ja napisałem, ze wszystko wiem?

                Kreujesz mnie w tens sposób na zarozumialca pełnego pogardy dla innych osób i na
                dodatek chama.
                W Twoim slowniku widocznie jezeli czegos nie chce sluchac i nie zachwycam sie to
                znaczy ze tym pogardzam.

                Czern i biel. Tak widzisz swiat. Zerojedynkowo.




                Pozwol, ze to ja bede decydowal czyje wypowiedzi czytam i kogo słucham.
                Mam prawo byc niekonsekwentny i czytac na forum wypowiedzi osob ktore pily 60
                lat i sa zlodziejami, a moge nie chciec sluchac spikerek 30 letnich meliniarzy.
                Moja sprawa.


                Nie napisałem nigdzie, ze nie chce zeby ktos mi odpisywal krytycznie-
                skrytykowalem Cie za to, ze nie podejmujesz merytorycznej dyskusji a zamiast
                tego drwisz ze mnie. Ja pisalem o konkretnym wydarzeniu a Ty w kółko kpiny z
                mojej osoby.

                • addicted1 Re: Kafejka- inny login 02.08.06, 14:58
                  Wczoraj oglądałem po dlugim czasie Stowarzyszenie Umarlych Poetów.
                  Jak zawsze mocno mnie wzruszylo i ruszylo.

                  Zycie Ci Rauchen wiecej postawy w stylu glownego bohatera- Keatinga, więcej
                  samodzielnosci w mysleniu, a mniej bezkrytycznego powielania wzorów i konformizmu.
                  A takze wiecj spontanicznosci i nawet naiwnosci kosztem tego pewnego ale
                  przewidywalnego i nudnego skrajnego realizmu.


                  Chyba, ze naprawde uwazasz, ze przez fakt naduzywania alkoholu stracilas prawo
                  do samodzielnego myslenia a Twoje ewentuualne sądy i opinie jezeli nie zostana
                  zweryfikowane przez Terapeutów są bezwartosciowe- to rozumiem.


                  • drak02 Re: Kafejka- inny login 02.08.06, 15:16
                    addicted1 napisał:

                    > Wczoraj oglądałem po dlugim czasie Stowarzyszenie Umarlych Poetów.
                    > Jak zawsze mocno mnie wzruszylo i ruszylo.
                    >
                    > Zycie Ci Rauchen wiecej postawy w stylu glownego bohatera- Keatinga, więcej
                    > samodzielnosci w mysleniu, a mniej bezkrytycznego powielania wzorów i
                    konformiz
                    > mu.
                    > A takze wiecj spontanicznosci i nawet naiwnosci kosztem tego pewnego ale
                    > przewidywalnego i nudnego skrajnego realizmu.
                    >
                    >
                    > Chyba, ze naprawde uwazasz, ze przez fakt naduzywania alkoholu stracilas prawo
                    > do samodzielnego myslenia a Twoje ewentuualne sądy i opinie jezeli nie zostana
                    > zweryfikowane przez Terapeutów są bezwartosciowe- to rozumiem.
                    >
                    >

                    Nie chcę sięwtracać w wymianę waszych myśli, ale z boku wyglada to troche tak ,
                    jakbyście nadawali na różnych falach.
                    Rachen koncentruje się tylko i wyłacznie na aspekcie uzaleznienia od alkoholu a
                    Addi natomiast rozmyśla ogólnie o egzystencjonalnych problemach osoby
                    uzaleznionej.
                    Addi , ktoś kto bardzo dużo w życiu stracił przez alkohol i boleśnie
                    doświadczył pijanego życia dmucha na zimne. Chroni swoje trzeźwości za wszelkoą
                    cenę i na każdy aspekt życia patrzy z perpektywy swojego uzależnienia.
                    W jakimś sensie rozumiem zarówno Ciebie jak i Rauchen ale różni was
                    prawdopodobnie życiowe doswiadczenie.
                    Ja nie mogę sobie pozowlić na wątpliwości i zbyt daleko idacą dowolność
                    pojmowania mojego alkoholizmu. W innych apsektach życia jestem bardzo
                    elastyczny, tolerancyjny, otwarty. Natomiast swoje uzaleznienie traktuję bardzo
                    serio i trzymam się mocno sprawdzonych (dla mnie) metod , mam zbyt dużo do
                    stracenia.

                    • addicted1 Do Drak02 02.08.06, 15:43
                      Zgadzam się z Twoim wywodem w całości, ale muszę mieć ale:)
                      Otóż na mityngach AA nie mówi się tylko o uzależnieniu. A nawet więcej- rzadko
                      jest to taka praktyczna dyskusja o metodach. Większość osób, które słyszałem, w
                      mniejszym lub większym stopniu "filozofowały".
                      I swiadomie lub nie probowaly te swoja filozofie sprzedac.

                      Tak więc teoretycznie ide na mityng walczyc z uzaleznieniem, ale w praktyce
                      dotykam tam wszelkich aspektow mojego zycia. Milosci, pracy, celu, wiary i
                      religii, hobby, rodziny.

                      Stad mój "bunt" preciw wysłuchiwaniu kazdego alkoholika ktory sie nawinie w imie
                      "pokory". Bo gdyby on mówił tylko o uzaleznieniu- ok. ale on mi sprzedaje
                      wiedzę jak życ i co myslec.

                      A wybacz, ale ja wole się uczyć od ludzi którzy więcej wiedzą ode mnie, i to
                      najlepiej o wiele.
                      To nie jest pogarda, jezeli nie chce tracic godziny na sluchanie interpretacji
                      12 krokow i wielkiej ksiegi w wykonaniu czlowieka, ktory nigdy nic nie czytal i
                      niczym sie nie interesowal.



                      Poza tym jest takie powiedzenie "z kim sie zadajesz takim sam sie stajesz".
                      Ma to zreszta psychologiczne uzasadnienie.
                      Ja się zwyczajnie boje, ze po wysluchaniu 100 razy przewodnikow zyciowych z
                      ubogim zyciorysem przejme elementy takiej strategii zyciowej.

                      • addicted1 Znowu ja 02.08.06, 16:00

                        Nasuwa mi się taka myśl: " koleś niewiele umie, niewiele wie, cale zycie pił i
                        bił a pcha się do udzielania rad i mądrzy się. Czy to dopiero nie jest pycha i
                        zarozumialosc?".

                        I zgoda. Tylko wyjasniam: ta mysl pojawila sie pod wplywem silnych emocji, zlych.
                        Takie nakrecenie sie w szukaniu argumentow.
                        Wiec na chlodno musze dodac:
                        Te slowa wbrew pozorom nie tycza sie tego nieszczęśnika, którego spikerkę miałem
                        okazję opuscic. tak z automatu o nim pomyslalem, ale po namysle uznalem, ze o
                        ile moj wywó jest sluszny, to nie moge oceniac tak tamtego faceta. byloby to
                        naduzyciem.
                        To jest wiec finalnie mysl ogolna.

                      • drak02 Re: Do Drak02 02.08.06, 16:05
                        addicted1 napisał:

                        > Zgadzam się z Twoim wywodem w całości, ale muszę mieć ale:)
                        > Otóż na mityngach AA nie mówi się tylko o uzależnieniu. A nawet więcej- rzadko
                        > jest to taka praktyczna dyskusja o metodach. Większość osób, które słyszałem,
                        w
                        > mniejszym lub większym stopniu "filozofowały".
                        > I swiadomie lub nie probowaly te swoja filozofie sprzedac.
                        >
                        > Tak więc teoretycznie ide na mityng walczyc z uzaleznieniem, ale w praktyce
                        > dotykam tam wszelkich aspektow mojego zycia. Milosci, pracy, celu, wiary i
                        > religii, hobby, rodziny.
                        >
                        > Stad mój "bunt" preciw wysłuchiwaniu kazdego alkoholika ktory sie nawinie w
                        imi
                        > e
                        > "pokory". Bo gdyby on mówił tylko o uzaleznieniu- ok. ale on mi sprzedaje
                        > wiedzę jak życ i co myslec.
                        >
                        > A wybacz, ale ja wole się uczyć od ludzi którzy więcej wiedzą ode mnie, i to
                        > najlepiej o wiele.
                        > To nie jest pogarda, jezeli nie chce tracic godziny na sluchanie interpretacji
                        > 12 krokow i wielkiej ksiegi w wykonaniu czlowieka, ktory nigdy nic nie czytal
                        i
                        > niczym sie nie interesowal.
                        >
                        >
                        >
                        > Poza tym jest takie powiedzenie "z kim sie zadajesz takim sam sie stajesz".
                        > Ma to zreszta psychologiczne uzasadnienie.
                        > Ja się zwyczajnie boje, ze po wysluchaniu 100 razy przewodnikow zyciowych z
                        > ubogim zyciorysem przejme elementy takiej strategii zyciowej.
                        >

                        Ja niestety nie mam zbyt dużego doświadczenia jeżeli chodzi o spotkania AA,
                        bywam bardzo nieregularnie i nie udzielam się. KOncentrowałem się głownie na
                        sychoterapii i ciągle utrzymuję regularny kontakt z poradnią.
                        Bedąc na spotkaniach AA , nie brałem wszsytkiego do siebie tak jak leci.
                        Zdarzają się tam gaduły (samotni ludzie dla których AA to jedyna forma kontaktu
                        z innymi ludźmi) , przyznaję że nie zawsze potrafiłem się skoncentrowac na
                        wszytskich wypowiedziach. Ale zwykle z tych różnych monologów potrafiłem coś
                        znaleźć dla siebie. Takie spotkania przypominaja mi że jeste alkoholikiem.
                        Pokora w moim rozumieniu to pewien dystans , pobłażliwość, nie przezywanie
                        wszystkiego osobiście. Dystans do siebie samego. To unikanie pochopnego
                        oceniania innych. Bywało tak że któryś z uczestników czasem gadał kompletnie od
                        rzeczy co wywoływało we mnie irytację. Ale równoczesnie myslałem sobie, że moze
                        dla tej osoby jest ważne aby wygadać się i wyrzucić z siebie jakieś istotne dla
                        niego problemy. Nie musimy w 100 % utażsamiac się z każdym alkoholikiem - to
                        byłoby kompletnie bez sensu. Ale w każdym znajdziemy jakąs cząstkę siebie
                        samego. Nigdy nie traktowałem spotkań jako wykład na którym nagle ktoś mnie
                        oświeci.
                        Natomiast przyznaję się szczerze że nigdy nie potrafiłem skupić się (i w
                        dalszym ciągu mam z tym spore problemy) na aspekcie duchowym tych spotkań.
                        Jestem ateistą i nie potrafię sobie nijak wyobrazić siłę wyższą (jakkolwiek
                        rozumianą), To jest moja pięta Achillesa, kompletnie nie docierają do mnie
                        modlitwy i rozważania duchowe. Wiem że dla innych jest to bardzo ważne i
                        kluczowe. Dlatego tak wielką wagę przykładałem do psychoterapii , jakoś
                        bardziej do mnie przemawiają nauki psychologiczne, biochemia uzaleznienia itp.
                        Tak mam i tyle , ważne że traktuję swoje trzeźwienie bardzo serio.
                        • addicted1 Re: Do Drak02 02.08.06, 21:00
                          Pokora w moim rozumieniu to pewien dystans , pobłażliwość, nie przezywanie
                          wszystkiego osobiście. Dystans do siebie samego. To unikanie pochopnego
                          oceniania innych.

                          Przyznaje, ze podoba mi sie to zespolenie pokory z dystansem. Mi tego czasem
                          brakuje. Aczkolwiek gdy mowie o dystansie, to mowi mi sie, ze nie traktuje
                          powaznie trzezwienia:)

                          Ja raczej nie mam w zwyczaju pochopnego oceniania. A gdy zdarzy mi sie taka
                          ocena to nie tkwie w niej uparcie. Potrafie zmienic zdanie.

                          Czasem szufladkuje pewne rzeczy i stad czasem pochopnie oceniam. jestem dosyc
                          "skomplikowany" wiec jakies szuflady musze miec.

                          Poza tym, co tu będe ukrywał, jestem trochę cięty na terapeutów i na AA.
                          Kto czytał moje posty ten wie dlaczego.
                          Mozna to interpretowac jako objaw niepogodzenia sie z alkoholizmem, mozna jako
                          jakis kompleks wrecz.
                          Ale ja prosciej powiem, ze to wynika z tego, ze w moim przekonaniu mnie
                          pochopnie oceniono i zaszufladkowano na terapii.

                          Czyli brak pokory terapeutów mnie irytuje. ( fajnysz szyk zdania:))

                          A na mityngach lubię słuchać czasem kompletnego nawet bredzenia, nie przeszkadza
                          mi to dopóty, dopoki ktos nie daje mi do zrozumienia, ze mowi o mnie albo ze wie
                          lepiej ode mnie.

                          Czyli reasumujac razi mnie brak pokory i obluda niektorych terapeutow i
                          niektorych aowcow, ktorzy wiedza op mnie wiecej niz ja sam, co jest dla mnie
                          racjonalnie nie do wytlumaczenia.
                          JA znam siebie 30 lat, oni kilka tygodni.








                  • addicted1 Definicje 02.08.06, 15:32

                    Pokora.


                    Slownik Onet:
                    "poczucie własnej małości, niższości w stosunku do kogoś, czegoś; brak buntu,
                    uległość wobec przeciwności, przykrych doświadczeń"

                    Wg Wp.pl

                    "pokora, cnota etyczna stanowiąca złoty środek między pychą a pogardą wobec
                    samego siebie, czyli fałszywą pokorą; jest prawdziwym poznaniem samego siebie i
                    bezinteresownym szacunkiem dla rzeczywistości".

                    Interia:

                    " SYNONIM: skromność, bezpretensjonalność, cichość (serca), prostota
                    (ducha/serca), nieśmiałość, umiar, umiarkowanie, wstydliwość ♦ potulność,
                    uległość, uniżenie, uniżoność


                    Rozmaicie.

                    Jak na wszystko można spojrzec z wielu stron.

                    Czy ktos, kto odmawia randki z przypadkowa osoba, jest pyszny?
                    Czy ktoś kto idzie na taką randkę jest pokorny?

                    Czy profesor ekonomii, który nie chce rozmawiac o inflacji z wiejskim przygłupem
                    jest niepokorny? Czy to nie pogarda?

                    Czy wewnętrzna zgoda na słabo płatną prace to pokora?

                    Czy promowanie własnej osoby na wysokie stanowisko to pycha?

                    I tak dalej.


                    Do czego zmierzam...
                    Nie wiem.








                    • rauchen Re: Definicje 02.08.06, 17:15
                      zmierzasz jak zwykle do tego samego, czyli do tak zawiklania tematu, zeby potem
                      stwierdzic, ze nie wyraziles sie jasno, i dlatego ktos cie opacznie zrozumial,
                      ale to nie byl twoj cel zeby napisac opacznie, tylko opacznie napisales, i to
                      wina czytajacego, ze cie opacznie zrozumial, bo przeciez ty nie miales zamiaru
                      opacznie napisac, tylko tak opacznie napisales.....

                      moze ty addi zatrudnij sekretarke i dyktuj jej to co zamierzasz wyrazic, bo
                      moze po prostu twoje palce w klawiature uderzaja z zupelna niezgodnoscia z tym,
                      co chcesz wyrazic.


                      Pisz addi konkretnie, bedziesz mial konkretniejsze odpowiedzi,
                      a ty bardziej sie skupiasz na opisywaniu zawiklosci ktore masz sam z soba.
                      Mysle ze bardziej by ci pomogla rozmowa z kims bezposrednio na te tematy ktore
                      poruszasz, niz opisywanie ich na forum.
                      Juz ci kiedys napisalam, ze jesli twoj problem siega dalej niz tylko alkohol,
                      sprobuj znalesc kogos, kto cie naprostuje w tej rozwleklosci, w jakiej
                      siedzisz. Bo wg mnie, to czego ci potrzeba, to spokoj, a spokoj osiagniesz
                      dopiero w momencie gdy dojdziesz do prostoty, prostych spraw, a nie
                      skaplikowanych. Czyli siurek, paciurek i spac, a nie rozbijanie tych spraw na
                      czesci pierwsze, bo to zeby sie dowiedziec dlaczego tak, a czy nie moze byc
                      inaczej, czy mozna kolejnosc zmienic, i czy wtedy bedzie lepiej moze.
                      • addicted1 Re: Definicje 02.08.06, 20:52
                        Fakt, czesto kręcę i komplikuję, to wynika z duzej części z tego, ze na wiele
                        spraw nie mam wyrobionego zdania albo moje zdanie sie zmienia.( nie jestem takim
                        pyszałkiem, za jakiego mnie masz).
                        Stad moze czasem pisze niejednoznacznie a czasem nawet sobie zaprzeczam.
                        Dla mnie bowiem nie chodzi o to, by poznac, ale by poznawac:)


                        Poza tym ktos tu trafnie odgadl, ze ja troche polemizuje dla samej polemiki
                        czasem, lubie dyskutowac a po to jest chyba forum?
                        Wierz mi, ze probuje pewne rzeczy upraszczac, nie zawsze mi wychodzi, tez
                        dlatego, bo obawiam sie podswiadomie, ze jak uproszcze za bardzo to wejdzie mi
                        to w nawyk, a ja oglnie nie lubie upraszczania.

                        No i cos, o czym mowilem- pisze z reguly dosyc szybko, na zywiol, na goraco, co
                        z glowy.
    • hawronia czym jest pokora 02.08.06, 08:07
      "Pokora pozwala z wyrozumiałością wejrzeć w siebie i przyjąć niepokojąca
      mieszankę swoich cnót i wad, siły i słabości, porażek i zwycięstw.
      Cnota pokory
      Pokora to rozpoznawanie swoich rzeczywistych potrzeb i naturalna tendencja do
      tego, aby nie brać ani więcej ani mniej niż jest to konieczne. Zdolność dawania
      też będzie we właściwych proporcjach do potrzeb innych. Osoba dobrze znająca
      swoje potrzeby będzie umiała pomóc innym właśnie tyle, ile trzeba. Pokora to
      też umiejętność przyjmowania z wdzięcznością obiektywnych relacji z innymi
      ludźmi bez nawykowego wywyższania się
      Pokora jest wyleczona dumą. Ktos, kto ma cnotę pokory zna swoja wartość i
      dlatego nie musi stale szukać potwierdzenia. Prawdziwa pokora oparta jest na
      realistycznej ocenie samego siebie i zdrowym poczuciu własnej wartości...."
      "Enneagram" Helen Palmer
      • baasil Re: czym jest pokora 03.08.06, 09:53
        pycha poprzedza upadek
        • addicted1 Re: czym jest pokora 03.08.06, 16:32
          baasil napisał:

          > pycha poprzedza upadek

          Zgadzam się.
          W wielu sytuacjach.
          I niezaleznie od osobym, która ma pyche.
    • monika139 Re: Mój brak pokory 04.08.06, 16:01
      Witam,
      Musze Cie rozczarowac, to nie jest brak pokory, to jest typowe u wszystkich
      alkocholikow myslenie - ja jestem "lepszy" alkocholik. Mysle, ze to jest objaw
      niedoleczenia. Znam alkocholikow, ktorzy mysla,ze sa "lepsi" niz narkomani,
      narkomanow, ktorzy mysla sa "lepsi" od heroinistow bo sa na amfie i odwrotnie.
      Zaloze sie, ze piszesz tu tak czesto, bo uwazasz, ze na tym forum sa "lepsi"
      uzaleznieni (umieja pisac i maja dostep do internetu) Nie martw sie, ludzie
      generalnie lubia sie czuc lepsi od innych, mysle ze to ich dowartosciowuje
      (smutne ale prawdziwe). Osobiscie mam wiecej szacunku do tego faceta, ktorego
      nie jestes w stanie sluchac, niz do tzw. lepszych uzaleznionych, chocby
      dlatego, ze w jego sytuacji wyjscie z gowna musialo byc znacznie trudniejsze.
      • addicted1 sama sie zaklasyfikowałam... 04.08.06, 16:13
        Chyba nie za wiele wiesz o alkoholikach,
        chyba więcej o alkocholikach.

        Nie jestem lepszy od innych
        nie jestem też gorszy.
        Jestem lepszy w pewnych dziedzinach a gorszy w innych.
        Niesczęsny spiker moze nie czytal książek, ale potrafi naprawić kran.
        Ja znam książki a nie umiem trzymać klucza żabki.

        Ja go nie będę uczył hydrauliki, chyba że się kiedyś nauczę.

        On mnie nie bedzie uczyl filozofii życia, chyba że parę rzeczy przeczyta.
        Gdzie tu pycha?

        Zreszta, nie chce juz pisac o tym facecie, ja juz chce dac mu spokoj.
        • magtomal Re: sama sie zaklasyfikowałam... 04.08.06, 16:44
          >On mnie nie bedzie uczyl filozofii życia, chyba że parę rzeczy przeczyta.
          > Gdzie tu pycha?

          Zapewniam Cię, że jest wielu prostych ludzi, którzy nie czytają, a ich mądrość
          życiowa jest powalająca. I jest wielu oczytanych, z tytułami naukowymi, którzy
          są prymitywnymi chamami. Nie oceniaj ludzi po tutułach naukowych ani po liczbie
          przeczytanych książek!
          • rauchen Re: sama sie zaklasyfikowałam... 04.08.06, 18:55
            mysle addi ze te twoje przyczepienie sie do tych, co w zyciu dwie ksiazki
            przeczytali, jest wywyzszaniem sie.
            Rownie dobrze mozna o tobie napisac, ze naczytales sie ich w zyciu tyle, az ci
            sie w glowie poprzewracalo - i wlasciwie tez takie wrazenie mozna faktycznie
            odniesc.
            Pocieszyloby cie to, gdyby ktos, wchodzac na twoj meeting spikerski, wlasciwie
            zrezygnowal, bo by stwierdzil ze "znow ten nadenty bufon bedzie streszczal
            kolejna ksiazke".
            • addicted1 Re: sama sie zaklasyfikowałam... 04.08.06, 20:31
              rauchen napisała:

              > mysle addi ze te twoje przyczepienie sie do tych, co w zyciu dwie ksiazki
              > przeczytali, jest wywyzszaniem sie.
              > Rownie dobrze mozna o tobie napisac, ze naczytales sie ich w zyciu tyle, az
              ci
              > sie w glowie poprzewracalo - i wlasciwie tez takie wrazenie mozna faktycznie
              > odniesc.
              > Pocieszyloby cie to, gdyby ktos, wchodzac na twoj meeting spikerski,
              wlasciwie
              > zrezygnowal, bo by stwierdzil ze "znow ten nadenty bufon bedzie streszczal
              > kolejna ksiazke".


              Szczerze?
              Nie obrazilbym sie.
              takie sa fakty.
              Gorzej, gdyby mnie zobaczyl i powiedzial "wychodze, bo tu siedzi jakis palant,
              co pewnie w zyciu 2 ksiazki przeczytał":)


          • addicted1 Re: sama sie zaklasyfikowałam... 04.08.06, 20:29
            magtomal napisała:

            > >On mnie nie bedzie uczyl filozofii życia, chyba że parę rzeczy przeczyta.
            > > Gdzie tu pycha?
            >
            > Zapewniam Cię, że jest wielu prostych ludzi, którzy nie czytają, a ich
            mądrość
            > życiowa jest powalająca. I jest wielu oczytanych, z tytułami naukowymi,
            którzy
            > są prymitywnymi chamami. Nie oceniaj ludzi po tutułach naukowych ani po
            liczbie
            >
            > przeczytanych książek!


            Naprawdę mam jakis problem z oddawaniem tego co mysle, bo musze przyznac ze
            zgadzam sie z tym co piszesz.
            Ja nie oceniam po tytulach naukowych ani po ilosci "zaliczonych" ksiazek.
            Nie cierpie snobow i zawsze ich tępię.
            Mądrosc zyciowa "prostych" ludzi moze nie bierze sie z ksiazek, ale skads musi
            sie brac.


            Ja krytykuję raczej postawe życiową, polegająca na braku zainteresowan, na
            takim prymitywizmie- najesc sie, nachlac, rozmnozyc i spac.

            Na poczatku pochopnie przypisalem temu gosciowi te cechy, w tej chwili mowimy o
            nim dalej tylko symbolicznie mam nadzieje, bo chce juz mu osobiscie dac spokoj.
            Symbolem jest dla mnie taki prymitywny menel, znam takich z podwórka bardzo
            dobrze, i niekt mnie nie przekona, że oni noszą jakies ukryte "mądrości".
            Taki filmowy Eddie to wyjatek od reguly.


            I o to mi chodzi. Dla mnie mądry jest podwrórkowy gaduła, który dużo dyskutuje,
            a głupi jakis zakuty łeb na uczelnianym wikcie na uczelni.
            Nie ma reguly.

            Chodzi o postawe, a nie o tytuly, liczby i wpolczynniki.
            • rauchen Re: sama sie zaklasyfikowałam... 04.08.06, 20:35
              ty addi to pewnie masz renthgena w oczach, i po rzuceniu jednego spojrzenia juz
              wiesz, kto jaki jest, lacznie z jego przyszloscia i przeszloscia.
              Tak, tak, pielegnuj ta ceche, jest bardzo wartosciowa.
              • addicted1 Re: sama sie zaklasyfikowałam... 04.08.06, 20:40
                Nie Rauchen, to nie tak.
                Staram się nie szufladkowac ludzi na podstawie koloru skóry, narodowosci czy
                płci, czyli takich cech "niezaleznych".
                Jednoczesnie aby łatwiej się poruszac w swiecie jak kazdy Tworze sobie we lbie
                pewne schematy i stereotypy, majac swiadomosc, ze cos przez to trace, ale i cos
                zyskuje- mysle ze wiecej.

                Inaczej tracilbym pieniadze na plyty kupione w mysl "nieznane moze cioekawe"
                stad moje slowa do Ciebie nt ogladania filmow- dokonujesz jakiejs wstepnej
                selekcji na podstawie np. nazwiska aktora, kraju produkcji itp, bo nie masz
                czasu ogladac wszystkiego.
                Takim sposobem mozesz lubiac kino dunskie stracic fajny film szwedzki, ale nie
                spedzasz dni na ogladaniu kina z Norwegii, a zaoszcedzony czas mozesz poswiecic
                na ulubione kino dunskie:)

                Zreszta to zlozona sprawa.
                Pewne stereotypy ma kazdy, nawet Ty, bez przerwy zarzucajac mi chę picia, choc
                przeciez niewiele o mnie wiesz:)
                • rauchen Re: sama sie zaklasyfikowałam... 04.08.06, 21:15
                  ja ci nie zarzucam checi picia, tylko proponuje ci zebys sie napil, i
                  skonfrontowal swoje wrazenia po piciu z tymi ktore masz teraz.
                  Pamiec ludzka jest zludna, jest nawet tak ze pewne wydarzenia i przezycia,
                  ktore nie pasuja w autobiografii, mozna usunac, wytrzec z pamieci. Bo nie
                  pasuja, sa niewygodne, psuja mi wizerunek.
                  Gdy czytam ciebie, to zazwyczaj sie z czegos tlumaczysz. A to z tego, a to z
                  tamtego, bo to bo siamto. A to jestes lepszy, a to znow wcale nie czujesz sie
                  lepszy, a to kiedys zamierzasz sie pic, a to znow, ze nie za bardzo, a to to ze
                  menele czytaja 2 ksiazki w zyciu,a to znowu ze nie wszyscy. I tak w kolko.
                  Wg mnie to nie prowadzi do niczego.
                  Alkoholizmu wg mnie nie sprowadza do okreslenia jako choroby smiertelnej
                  dlatego, ze w kazdym przypadku prowadzi do smierci, ale dlatego ze prowadzi, i
                  nie jednego juz doprowadzila.
                  Bo tu w jakims sensie chodzi wlasnie o prostote.
                  jest wiele takich krotkich sloganow, uzywanych przez trzezwych alkoholikow,
                  ktore czasem moga wydawac sie niezrozumiale, za proste, dla niektorych za
                  glupie. Ale te slogany to czasami cala ksiazka, ujeta w jednym zdaniu. Taka
                  prosciej sie ze soba nosi, i szybciej przeczytac, niz wertowac cala ksiege.
                  I latwiej przekazac. I latwiej uzyc, gdy przyjdzie potrzeba.

                  • addicted1 Re: sama sie zaklasyfikowałam... 05.08.06, 12:48
                    Odpowiedzialem na ta chcec picia w innym watku.


                    to jestes lepszy, a to znow wcale nie czujesz sie
                    > lepszy, a to kiedys zamierzasz sie pic, a to znow, ze nie za bardzo, a to to
                    zemenele czytaja 2 ksiazki w zyciu,a to znowu ze nie wszyscy. I tak w kolko.

                    Rzeczywiscie, pewnie duzo sie tlumacze. Jestem zbyt malo pewny siebie i czesto
                    troche sie probuje wycofac z tego co pisze, a troche tez modyfikuje opinie pod
                    wplywem czyichs wpisow.

                    ALe Ty tez trochę moje posty wypaczasz.
                    Wyciagasz zdania z kontekstu.

                    Nie wierze, ze gdziekolwiek napisalem ze jestem lepszy od innych.
                    Moglem napsiac takie zdanie nieuwaznie, ale zapewne kontekst byl inny.

                    Moglem napisac, ze jestem lepszy w danym obszarze zycia od kogos konretnie czy
                    od jakiejs grupy- ze jak mialem dobre oceny to bylem lepszym uczniem a jak nie
                    bilem po wypiciu to czuje sie niesprawiedliwe, gdy jestem traktowany tak samo
                    jak ten ktory bil
                    To naturalny ludzki odruch.
                    A nie ze jestem lepszy w ogole.
                    Czy jedno drugiemu zaprzecza?

                    Ja pisalem wiele razy, ze nie wiem, czy bede pil. Nie wiem i tyle. Dla lepszego
                    samopoczucia zakladam, ze kiedys moze bede- bo nie lubie zakazow. ale to nie
                    znaczy ze na pewno. Natomiast teraz nie pije i nie chce pic, bo wiem, ze zle by
                    sito dla mnie skonczylo.
                    Czy jedno drugiemu zaprzecza?

                    Napisalem, ze zaszufladkowalem goscia ze to pewnie prostak, ale wiem, ze to
                    szufladka i nie musialem miec racji.

                    Gdzie tu sprzecznosc?

                    Ale dzieki, bo mam nauczke- postaram sie zwrocic uwage na uczenie sie bardziej
                    precyzyjnego i jednoznacznego wyrazania.
                    Wiem, ze mam z tym problem.

            • gooch do Addiego 04.08.06, 23:07
              On mnie nie bedzie uczyl filozofii życia, chyba że parę rzeczy przec
              > zyta.

              Kiedy tak mówisz, zakładasz, że celem mówiącego jest nauczyć cię czegoś. Być
              może on chciał opowiedzieć jak sprawy wyglądają z jego perspektywy i tyle. Poza
              tym, nawet jeśli ktoś próbuje Cię do czegoś przekonać, to po prostu możesz
              uznać, że się nie zgadzasz. Nie masz pojęcia, jak wygląda świat z perspektywy
              tego menela. Być może to, o czym mówi, w jego kategoriach jest świadectwem
              wielkiej zmiany. A może małej. Ale oceniasz go z własnej i uznajesz, że nie
              zasługuje, żebyś go wysłuchał. Nie musisz słuchać, jeśli nie chcesz, ale nie
              umniejszaj menela z tego powodu.

              Ja krytykuję raczej postawe życiową, polegająca na braku zainteresowan, na
              > takim prymitywizmie- najesc sie, nachlac, rozmnozyc i spac.

              ludzie, którzy tak żyją nie robią Ci żadnej krzywdy. Omija ich za to wiele
              doświadczeń, które pewnie nie ominęły Ciebie. I właściwie można im współczuć.
              Ale po co się wywyższać?

              Inna rzecz - czy ty Addi zadecydowałes o tym, że masz takie a nie inne
              zainteresowania? Albo że jesteś (mniej czy bardziej :-)) sprawny intelektualnie?
              A myślisz że oni decydowali o tym, w jakim środowisku przyjdzie sie im wychować?
              Zanim jesteśmy w stanie wybierać i decydować przydarza sie nam wiele rzeczy,
              które nas kształtują. Ja sie zastanawiam: czy gdybyś dał komuś wybór - będziesz
              prymitywny albo nie będziesz prymitywny - to co taki menel by wybrał?

              chce juz mu osobiscie dac spokoj.
              > Symbolem jest dla mnie taki prymitywny menel, znam takich z podwórka bardzo
              > dobrze, i niekt mnie nie przekona, że oni noszą jakies ukryte "mądrości".
              > Taki filmowy Eddie to wyjatek od reguly.

              Nie istnieją symboliczni ludzie. Tylko ci realni z osobistą historią. Mówisz, że
              znasz ich bardzo dobrze. To znaczy że wiesz, co ich ukształtowało, wiesz jak
              myślą, wiesz, czego sie boją, wiesz co to dla nich znaczy kochać kogoś? Czy
              tylko negatywnie ich oceniasz na podstawie tego, co widziałeś?

              Dla mnie pokora, to uznanie, że być może nie byłbym lepszym człowiekiem, gdybym
              urodził sie w tego kogoś miejsce. Uznanie, że za mało wiem o danym człowieku,
              żeby uzać się za lepszego niż on.
              • addicted1 Re: do Addiego 05.08.06, 13:06
                Kiedy tak mówisz, zakładasz, że celem mówiącego jest nauczyć cię czegoś. Być
                > może on chciał opowiedzieć jak sprawy wyglądają z jego perspektywy i tyle. Poza
                > tym, nawet jeśli ktoś próbuje Cię do czegoś przekonać, to po prostu możesz
                > uznać, że się nie zgadzasz. Nie masz pojęcia, jak wygląda świat z perspektywy
                > tego menela. Być może to, o czym mówi, w jego kategoriach jest świadectwem
                > wielkiej zmiany. A może małej. Ale oceniasz go z własnej i uznajesz, że nie
                > zasługuje, żebyś go wysłuchał. Nie musisz słuchać, jeśli nie chcesz, ale nie
                > umniejszaj menela z tego powodu.


                moze i mial cos ciekawego do powiedzenia, nie wiem, po prostu nie mialem ochoty
                go sluchac i tyle, a jakis Aowski glos wewnetrzny mi mówił, że musze go sluchac,
                i to mnie zirytowalo.
                Ile razy mam to powtarzac.




                udzie, którzy tak żyją nie robią Ci żadnej krzywdy. Omija ich za to wiele
                > doświadczeń, które pewnie nie ominęły Ciebie. I właściwie można im współczuć.
                > Ale po co się wywyższać?

                A czy ja im robie krzywde?
                Czy nasylam jakis Kaowców, zmuszam do czytania?
                Nie. A krytykowac mogę. POsTAWE zyciowa a nie osobe. postawe mozna zmienic i juz
                sie nie podlega krytyce.

                A myślisz że oni decydowali o tym, w jakim środowisku przyjdzie sie im wychować
                > ?
                > Zanim jesteśmy w stanie wybierać i decydować przydarza sie nam wiele rzeczy,
                > które nas kształtują. Ja sie zastanawiam: czy gdybyś dał komuś wybór - będziesz
                > prymitywny albo nie będziesz prymitywny - to co taki menel by wybrał?

                Ja mam tego swiadomosc.
                Ale mam tez pamięć.
                Meneli z osiedla.
                Jak mnie gnębili w dziecinstwie, wyzywali, bo sie za dobrze uczylem, bo mialem
                dlugie wlosy czy zle koszulki.
                Terroryzowali mnie i innych.

                Mój trochę szalony kolega kiedys stwierdzil, ze ich nikt nie rozumie.
                Postanowil sie z nimi zaprzyjaznic. Gdy w jego wlasnym domu za postawienie wódki
                podziękowali mu oklepaniem mordy i połamaniem mebli to stanął nogami na ziemi.

                Dla mnie pokora, to uznanie, że być może nie byłbym lepszym człowiekiem, gdybym
                > urodził sie w tego kogoś miejsce. Uznanie, że za mało wiem o danym człowieku,
                > żeby uzać się za lepszego niż on.

                To jest trochę relatywizm moralny.


                Mi wydawalo się, ze jak szukam, czytam, analizuje, jak zgłębiam to jestem
                pokorny. Bo jestem krytyczny wobec wlasnej wiedzy i dlatego szukam.

                A wychodzi na to, że po co?
                Po co sie uczyc i czytac?
                Przeciez ja jestem "mądry życiowo".



                • gooch Re: do Addiego 06.08.06, 00:01

                  > moze i mial cos ciekawego do powiedzenia, nie wiem, po prostu nie mialem ochoty
                  > go sluchac i tyle, a jakis Aowski glos wewnetrzny mi mówił, że musze go sluchac
                  > ,
                  > i to mnie zirytowalo.
                  > Ile razy mam to powtarzac.
                  >
                  Nie masz ochoty słuchać, to nie słuchaj. Ale ty robisz coś więcej: w zawoalowany
                  sposób umniejszasz wartość tego człowieka albo tego, co mówi.
                  Na kogo się zirytowałeś Addi? Na menela? Czy na to, że coś Ci mówi głos aowski?
                  Co menel ma do tego jakie głosy prowadzą w tobie dialog?

                  > udzie, którzy tak żyją nie robią Ci żadnej krzywdy. Omija ich za to wiele
                  > > doświadczeń, które pewnie nie ominęły Ciebie. I właściwie można im współc
                  > zuć.
                  > > Ale po co się wywyższać?
                  >
                  > A czy ja im robie krzywde?
                  > Czy nasylam jakis Kaowców, zmuszam do czytania?
                  > Nie. A krytykowac mogę. POsTAWE zyciowa a nie osobe. postawe mozna zmienic i ju
                  > z
                  > sie nie podlega krytyce.

                  dobra, powiem to inaczej: jaki to problem dla Ciebie, że jacyś ludzie są
                  prymitywni? Że żyją bezrefleksyjnie? Czy ciebie to w jakiś sposób boli?
                  I po co chcesz ich krytykować? Żeby poczuć sie lepszym niż oni? Bo chyba nie
                  myślisz, że zaczną być inni po tym, jak ich skrytykujesz?

                  zmiana postawy to nie jest prosta sprawa. Jakby była, to byś zmienił swoją na
                  taką, która by Cię mniej uwierała.
                  >

                  > Ja mam tego swiadomosc.
                  > Ale mam tez pamięć.
                  > Meneli z osiedla.
                  > Jak mnie gnębili w dziecinstwie, wyzywali, bo sie za dobrze uczylem, bo mialem
                  > dlugie wlosy czy zle koszulki.
                  > Terroryzowali mnie i innych.

                  przykro mi z tego powodu.
                  Kiedy jesteś czyjąś ofiarą, to nie zastanawiasz się nad tym, co się stało
                  twojemu prześladowcy, że stał sie prześladowcą. Ale już nie jesteś ofiarą?

                  Zresztą nie chodzi mi o to, że podli ludzie są tak naprawdę biedni, bo ktoś już
                  ich kiedyś skrzywdził, i że trzeba ich teraz zrozumieć i im wybaczyć.
                  >

                  > Dla mnie pokora, to uznanie, że być może nie byłbym lepszym człowiekiem, gdyby
                  > m
                  > > urodził sie w tego kogoś miejsce. Uznanie, że za mało wiem o danym człowi
                  > eku,
                  > > żeby uzać się za lepszego niż on.
                  >
                  > To jest trochę relatywizm moralny.
                  >
                  >Co masz na myśli?

                  > Mi wydawalo się, ze jak szukam, czytam, analizuje, jak zgłębiam to jestem
                  > pokorny. Bo jestem krytyczny wobec wlasnej wiedzy i dlatego szukam.

                  A jesteś pokorny? Mówisz: ja lubię dyskutować i polemizować, prowokuję różne
                  dyskusje na forum. Czytasz, analizujesz, zachowujesz dystans, szukasz. Krytyczny
                  stosunek do własnej wiedzy to nie to samo co pokora. Mam tu na myśli pokorę
                  wobec ludzi, nie wobec możliwości poznania. Pokora to też nie to samo, co
                  posłuszeństwo.
                  >
                  > A wychodzi na to, że po co?
                  > Po co sie uczyc i czytac?
                  > Przeciez ja jestem "mądry życiowo".

                  Jeśli piszesz poważnie, to przecież możesz zrezygnować ze zdobywania wiedzy i
                  pozostać przy mądrości życiowej. Naprawdę masz wątpliwości, czy warto?
                  >
                  >
                  >
                  • addicted1 Re: do Addiego 06.08.06, 20:47
                    Na kogo się zirytowałeś Addi? Na menela? Czy na to, że coś Ci mówi głos aowski?
                    > Co menel ma do tego jakie głosy prowadzą w tobie dialog?


                    Na siebie.
                    Pisalem juz, doszlo to w tej dyskusji do zdemonizowania tego goscia i to nie za
                    moja sprawa.

                    w zawoalowan
                    > y
                    > sposób umniejszasz wartość tego człowieka albo tego, co mówi.
                    nie, w zawoalowany sposob probuje powiedziec, ze bylem na kilku takich
                    spikierkach i dalsze chodzenie jest dla mnie NUDNE.

                    zmiana postawy to nie jest prosta sprawa. Jakby była, to byś zmienił swoją na
                    > taką, która by Cię mniej uwierała

                    Tak, przyjmuje ten argument.

                    Dla mnie pokora, to uznanie, że być może nie byłbym lepszym człowiekiem,
                    > gdyby
                    > > m
                    > > > urodził sie w tego kogoś miejsce. Uznanie, że za mało wiem o danym
                    > człowi
                    > > eku,
                    > > > żeby uzać się za lepszego niż on.
                    > >
                    > > To jest trochę relatywizm moralny.
                    > >
                    Tak moznaby zrownac Osame Ben Ladena z matka Teresą, bo nie wiadomo co by bylo
                    gdyby.
                    Ale to zlozone, wiem, dlatego napisalem "troche".

                    Mi wydawalo się, ze jak szukam, czytam, analizuje, jak zgłębiam to jestem
                    > > pokorny. Bo jestem krytyczny wobec wlasnej wiedzy i dlatego szukam.
                    >
                    > A jesteś pokorny? Mówisz: ja lubię dyskutować i polemizować, prowokuję różne
                    > dyskusje na forum. Czytasz, analizujesz, zachowujesz dystans, szukasz.
                    Krytyczn
                    > y
                    > stosunek do własnej wiedzy to nie to samo co pokora. Mam tu na myśli pokorę
                    > wobec ludzi, nie wobec możliwości poznania. Pokora to też nie to samo, co
                    > posłuszeństwo.
                    > >
                    > > A wychodzi na to, że po co?
                    > > Po co sie uczyc i czytac?
                    > > Przeciez ja jestem "mądry życiowo".
                    >
                    > Jeśli piszesz poważnie, to przecież możesz zrezygnować ze zdobywania wiedzy i
                    > pozostać przy mądrości życiowej. Naprawdę masz wątpliwości, czy warto?
                    > >
                    > >
                    To byla ironia.
                    Czy jestem pokorny?
                    Juz kiedys pisalem,ze mam z tym problem, bo wiem ze czesto nie jestem, ale tez
                    czesto jestem za bardzo,np. gdy w pracy nie ubiegalem sie o awans,bo uznalem ze
                    sie nie nadaje, a ubiegali sie ludzie z gorszymi kwalifikacjami.

                    Poza tym mam w sobie duzo krytycyzmu wobec "pokory" chyba dlatego, ze
                    wychowalem sie troche na etosie punk- rockowym, ktory zrodzil sie z buntu.
                    Gdyby punkowcy byli pokorni, to godzinami siedzieliby i wkuwali nuty, a tak
                    mielismy the clash.
                    • addicted1 Re: do Addiego 06.08.06, 20:50
                      nie moglem ukonczyc wymarzonych studiow bo mi
                      > rodzice nie chcieli ich oplacic

                      nie znam złożoności sytuacji, ale spytam tak: czy to, że rodzice nie chcieli
                      zapłacić uniemożliwiło Ci skończenie wymarzonych studiów?

                      To jets wlasnie zlozona sytuacja.
                      Bo mialem ultimatum- idziesz na studia tam i tam.
                      Niby moglem isc tam gdzie chcialem, ale bylem zalezny finansowo.
                      Niby moglem isc do pracy itp, ale bylem malo samodzielny w podejmowaniu
                      decyzji, balem sie.
        • monika139 Re: sama sie zaklasyfikowałam... 05.08.06, 17:14
          Widze, ze jestes szybki z klasyfikowaniem i dyskwalifikowaniem ludzi. Moze na
          drugi raz sprobuj posluchac tego faceta do konca i jednak sie czegos nauczysz.
          Nie sadz po pozorach, nie sadze, ze przeczytalm mniej ksiazek niz Ty (chociaz
          nie bede sie licytowac) ale nie czuje sie lepsza od tych nieczytajacych i nie
          oceniam ludzi przez ten pryzmat.
          Wiec gdzie mnie ten "alkocholik" klasyfikuje? Z tymi dolami spolecznymi co nie
          czytaja? Osobiscie w kazdej chwili wybieram te "doly" ponad snobami.
          Przynajmniej autentyczne i nic nie udaja. Acha, dla wyjasnienia - czytajac i
          piszac (od 20 lat po angielsku) zarabiam na zycie. Nie mieszkam w Polsce, po
          polsku czytam tylko to forum, bo malo na nim snobow (Twoje posty z reguly
          przeskakuje bo nudne); wiec mial mi sie prawo ten alkoholik pomylic? Przyznam
          piszac o tym pomyslalam i doszlam do wniosku, ze po polsku musi byc troche
          inachej. Miales problem ze zrozumieniem?
          • addicted1 Re: sama sie zaklasyfikowałam... 05.08.06, 20:45
            Nie, to byla taka zlosliwosc.Jesli urazilem przepraszam.

            Ja tez nie lubie snobow.
            Ale nie zgodze sie, ze snob= czytelnik ksiazek, mozna byc snobem z "dołów".
            Sa tacy, co przestali pic i juz z tego powodu szpanuja.
            Istnieje taki snobizm na nieczytanie ksiazek. Nie zyjesz w Polsce wiec nie
            wiesz, ale tu do wladzy doszli ludzie (Lepper), ktorzy zrobili kariere na
            wysmiewaniu tych co przeczytali wiecj niz 2 ksiazki.
            Kiedys mieszkalaem z pewnymi prostymi ludzmi, ktorzy byli snobami, smieli sie
            ze mnie, ze nie znam sie na samochodach, uwazali mnie za debila jajoglowego
            durnego teoretyka. To tez jest snobizm.
            Jakos zapadla w pamiec ta moja fraza o 2 przaeczytanych ksiazkach. Prostowalem,
            ale zrobie to ponownie. Chodzilo o symbol, o opstawe zyciowa a nie dokladnie o
            fakt czytania ksiazek.
            Dzieki za szczerosc, ze napisalas ze moje posty sa nudne.
            Nie jest to miłe ale doceniam.

            • addicted1 Zaciekawila mnie jedna rzecz 05.08.06, 21:00
              Gdy toczylem tu boje o to, ze na terapii traktuje się ludzi stereotypowo, ze od
              linijki, to podnosilo sie wielkie larum. Gdy upominalem sie o to, zeby
              traktowac ludzi indywidualnie, to bylem wysmiewany.
              Gdy ja zaklasyfikowalem goscia wedlug schematu i przyznalem, ze tak robie, to
              slysze krzyki, ze nie wolno szufladkowac, ze kazdy jest inny, ze pozory myla.

              Jest to jakas dziwna niekonsekwencja.

              Chyba ze chodzi o to, ze kazdy jest inny do momentu terapii, a potem wszyscy są
              tacy sami?
              nie rozumiem.

              druga rzecz.
              Gdy pozalilem sie terapeucie, ze nie moglem ukonczyc wymarzonych studiow bo mi
              rodzice nie chcieli ich oplacic (choc bylo ich stac), to terapeutka mnie
              wysmiala ze "bylem dorosly, sam decydowalem, a teraz zwalam na
              innych".Zlozonosc sytuacji to bylo moje pijane myslenie. Choc wtedy nie pilem.
              A gdy ja oburzam sie na kogos kto pil i nic nie robil ze soba, to dostaje
              opieprz, bo "nie rozumiem sytuacji, jestem niepokorny".
              znow nie rozumiem.

              Trzecia rzecz.
              Jest cos takiego jak poczucie sprawiedliwosci.
              Rauchen smiala sie, ze ja taki chuchany a zle skoncztylem a jakis meliniarz pil
              i skonczyl lepiej.
              Poza nonsesownoscia takiego podsumowania jest tu zawarta jakas
              niesprawiedliwosc.
              Tak, mam prawo czuc sie niesprawiedliwie potrktowany przez los, bo staralem
              sie, cos robilem a mam problemy i jeszcze musze uznawac sie za gorszego od
              goscia, ktory sobie bimbal a teraz jest Aowcem i ma byc moim wzorem.

              Czwarte.
              Ja bylem wychowany w rodzinie dosyc mocno dysfunkcyjnej.
              Bylem w dziecinstwie b czesto bity, straszony.Nigdy niemal nie dostawalem
              kieszonkowego, musialem przynosci same "5" ze szkoly ( nie bylo jeszcze "6"),
              za inna ocene byl opieprz lub bicie.
              I jakos nie wychodzilem na ulice bic ludzi, demolowac, krasc.
              Rozumiem sytuacje skrajne, ze przeciwnosci losu moga wyzwolic w czlowieku
              jakies zlo, ale nie tak, zeby usprawiedliwiac prymitywizm zlym dziecinstwem.

              Ja kiedy mowie ze nie mialem dziewczyny czy ze nie mam dobrej pracy i zale sie,
              to jest smiech, bo nieudacznik i niezdara.
              Gdy to samo mowi gosc z AA to jest bohaterem.
              Tylko dlatego, ze on akceptuje wszystko w mityngach a ja nie.
              Obłęd,.
              • magtomal Re: Zaciekawila mnie jedna rzecz 05.08.06, 22:08
                addicted1 napisał:

                > Gdy toczylem tu boje o to, ze na terapii traktuje się ludzi stereotypowo, ze
                od
                >
                > linijki, to podnosilo sie wielkie larum. Gdy upominalem sie o to, zeby
                > traktowac ludzi indywidualnie, to bylem wysmiewany.
                > Gdy ja zaklasyfikowalem goscia wedlug schematu i przyznalem, ze tak robie, to
                > slysze krzyki, ze nie wolno szufladkowac, ze kazdy jest inny, ze pozory myla.
                >
                > Jest to jakas dziwna niekonsekwencja.


                Ale to Ty jesteś niekonsekwentny - to Ty raz apelujesz o to by traktować ludzi
                (patrz:Ciebie) indywidualnie, a potem sam posługujesz się stereotypami!


                > Gdy pozalilem sie terapeucie, ze nie moglem ukonczyc wymarzonych studiow bo
                mi
                > rodzice nie chcieli ich oplacic (choc bylo ich stac), to terapeutka mnie
                > wysmiala ze "bylem dorosly, sam decydowalem, a teraz zwalam na
                > innych".Zlozonosc sytuacji to bylo moje pijane myslenie. Choc wtedy nie pilem.
                > A gdy ja oburzam sie na kogos kto pil i nic nie robil ze soba, to dostaje
                > opieprz, bo "nie rozumiem sytuacji, jestem niepokorny".
                > znow nie rozumiem.


                Czy Ty nie za bardzo użalasz się nad sobą, a winy swoich niepowodzeń szukasz
                nie w sobie, a na zewnątrz? Nie masz dziewczyny, bo...(a wcale jej nie
                szukasz), nie masz pracy, bo..., teraz dowiadujemy się, że nie skończyłeś
                studiów, bo winni są rodzice (a na dzienne nie było łaska?). Chłopie, to Twoje
                życie, walcz o nie, a nie czekaj aż ktoś Ci załatwi studia, pracę, a
                dziewczyny same zrobią cassting pt."Dziewczyna dla Addiego"


                > Tak, mam prawo czuc sie niesprawiedliwie potrktowany przez los, bo staralem
                > sie, cos robilem a mam problemy i jeszcze musze uznawac sie za gorszego od
                > goscia, ktory sobie bimbal a teraz jest Aowcem i ma byc moim wzorem.


                Ale, Addi: CO robiłeś? - bo o tym nie piszesz - wiecej piszesz o tym, czego NIE
                zrobiłeś.
                • addicted1 Re: Zaciekawila mnie jedna rzecz 06.08.06, 20:37
                  Ale to Ty jesteś niekonsekwentny - to Ty raz apelujesz o to by traktować ludzi
                  > (patrz:Ciebie) indywidualnie, a potem sam posługujesz się stereotypami!


                  Tak. Taka jest roznica, ze ja swoja szyflade stosuje w sytuacji malo waznej i
                  gdy dotyczy tomnie samego, a nie gdy wplywam na czyjes zycie.
                  Gdybym byl np. pracodawca, to musialbym te szuflady zamknac.

                  Czy Ty nie za bardzo użalasz się nad sobą, a winy swoich niepowodzeń szukasz
                  > nie w sobie, a na zewnątrz?

                  Teraz ja raczej przypominam swoje dawne zale.
                  Ja tak sie zalilem, ale m.ni. dzieki terapii i forum doszedlem do tego, ze to
                  jednak ja jestem odpowidialny za te porazki i mam pretensje dosiebie.
                  Tylko ze jak nabralem taiegoprzekonania i tak samo potraktowalem tego
                  przykladowego goscia- to slysze, ze jednak nie, ze to otoczenie.

                  a na dzienne nie było łaska
                  akurat bylem na dziennych

                  Ale, Addi: CO robiłeś? - bo o tym nie piszesz - wiecej piszesz o tym, czego NIE
                  >
                  > zrobiłeś.

                  uczylem sie, czytalem, chodzilem na mnostwo roznych spotkan.
                  Poza tym zaczalem szukac pomocy.
                • addicted1 Re: Zaciekawila mnie jedna rzecz 06.08.06, 20:38
                  Ale to Ty jesteś niekonsekwentny ...

                  Powinno byc wg mnie nie "ale to Ty" tylko "ty rowniez".
              • gooch Re: Zaciekawila mnie jedna rzecz 06.08.06, 00:57
                Gdy toczylem tu boje o to, ze na terapii traktuje się ludzi stereotypowo

                widzisz Addi, ja się nie zgadzam z tym, że na terapii wszystkich traktują tak
                jakby byli tacy sami. Możliwe jest, że Ciebie potraktowano źle.

                Chyba ze chodzi o to, ze kazdy jest inny do momentu terapii, a potem wszyscy są
                >
                > tacy sami?
                > nie rozumiem.

                Przecież wiesz, że ani przed terapią, ani po nie są tacy sami. Przecież ludzie,
                którzy chorują na zapalenie płuc też nie są tacy sami, a leczy sie ich w podobny
                sposób. Ale nie w identyczny - bo np trzeba dopasować dawke leku do wagi i stanu
                pacjenta.

                terapeutka mnie
                > wysmiala

                jeśli rzeczywiście Cię wyśmiała, to zachowała się nieprofesjonalnie, ale przede
                wszystkim okazała Ci brak szacunku.

                nie moglem ukonczyc wymarzonych studiow bo mi
                > rodzice nie chcieli ich oplacic

                nie znam złożoności sytuacji, ale spytam tak: czy to, że rodzice nie chcieli
                zapłacić uniemożliwiło Ci skończenie wymarzonych studiów?

                gdy ja oburzam sie na kogos kto pil i nic nie robil ze soba,

                chodzi właśnie o to, że Ty zajmujesz sie innymi. Porównujesz. A w terapii chodzi
                o zajęcie sie sobą. Być może gdyby ten ktoś poszedł do terapeutki i powiedział
                "nie mogłem nic zrobić, bo inni..." to ona by odpowiedziała "byłeś dorosły i sam
                decydowałeś."

                pijane myślenie to termin opisujący specyficzny sposób myślenia uzależnionych.
                Można utzrzymywać abstynencję i dalej myśleć w "pijany" sposób

                mam prawo czuc sie niesprawiedliwie potrktowany przez los, bo staralem
                > sie, cos robilem a mam problemy i jeszcze musze uznawac sie za gorszego od
                > goscia, ktory sobie bimbal a teraz jest Aowcem i ma byc moim wzorem.

                rozumiem poczucie niesprawiedliwości, ale czemu chcesz stawiać sobie tego
                "bimbającego" za wzór?

                I jakos nie wychodzilem na ulice bic ludzi, demolowac, krasc.
                > Rozumiem sytuacje skrajne, ze przeciwnosci losu moga wyzwolic w czlowieku
                > jakies zlo, ale nie tak, zeby usprawiedliwiac prymitywizm zlym dziecinstwem.

                nie mam zamiaru usprawiedliwiać, ale chciałabym lepiej zrozumieć. Mechanizmy
                obronne stosowane w dzieciństwie nie są kwestią świadomego wyboru. Nie wiadomo,
                dlaczego jedni ludzie doświadczający przemocy w rodzinie sami staja się
                prześladowcami, a inni nie są agresywni, ale dostają dajmy na to nerwicy
                natręctw. Mówisz: rozumiem sytuacje skrajne, ale tak naprawdę nie wszystkie
                sytuacje skrajne albo sytuacje skrajne w ogóle, tylko te, których ty
                doświadczyłeś. Wiesz, jak ty radziłeś sobie z tymi sytuacjami, co nie znaczy, że
                wszyscy inni radziliby sobie tak samo.
                Niezależnie od tego, jakie ktoś miał dzieciństwo, ludzie pozostają
                odpowiedzialni za to, co robią.

                Ja kiedy mowie ze nie mialem dziewczyny czy ze nie mam dobrej pracy i zale sie,
                >
                > to jest smiech, bo nieudacznik i niezdara.
                > Gdy to samo mowi gosc z AA to jest bohaterem.
                > Tylko dlatego, ze on akceptuje wszystko w mityngach a ja nie.

                Mnie wcale nie jest do śmiechu. I nie uważam, że jesteś nieudacznikiem.
                Rozumiem, że próbujesz sobie radzić najlepiej, jak potrafisz i że kosztuje Cię
                to wiele wysiłku.

                Addi, to ty w taki sposób oceniasz sytuację, że alkoholik jest bohaterem a ty
                nieudacznikiem. I irytujesz się. Teoretycznie mógłbyś ocenić sytuację w taki
                sposób: tylko ja wiem, ile trudu kosztowało mnie to czy tamto. Zasługuję na
                szacunek i uznanie we własnych oczach". Żeby czuć się dobrze nie musisz się
                porównywać z kimkolwiek.

    • jerzy30 po prostu spieprzyles ze strachu przed swoim 06.08.06, 19:07
      znajomym [i ze wstydu]
    • addicted1 Trochę się pożalę. 06.08.06, 21:01
      Zrobił mi siękompletny zamęt w głowie od tych dyskusji tutaj.
      Pisalem wczesniej, ze miesza mi sie we lbie od momentu, gdy zaczalem
      sie "terapeutyzowac".
      Tu chcialem sie naprostowac, ale wyszlo odwrotnie.

      Kiedys mialem w miare ustalony i spójny swiatopogląd, potrafilem szybko i
      konkretnie ocenic jakis czyn.
      Wierzylem w pewne rzeczy, idee, mialem marzenia.

      Uwazam, ze dobrej jakosci to bylo.
      Lepszej niz ten rozstroj teraz.

      Dzis mam w glowie mętlik i kompletny brak drogowskazów.
      We wszystkim dopatruje sie czy ja nie racjonalizuje, a co by bylo gdyby, a
      dlaczego tak, a czy ja dobrze mysle, a ze mam niskie poczucie wartosci, a to
      moze zle mysle, ale przeciez to poczucie jest zanizone, wiec moze jednak mam
      racje, a czy dobrze ze zmienilem zdanie? tak, jestem elastyczny, nie jestem
      niekonsekwetntny, a czy dobrze ze to napisale,, tak bo jestem szczery, nie bo
      oceniam, i tak w koło.

      Chyba zajmę się dyskusją o filmach i muzyce, to mi lepiej wychodzi.
      Chyba nie pasuje do tego forum, moze forum filozofia byloby lepsze.

      Mam juz dosc tego, łeb mi pęka od ciągłego zastanawiania się czy tak czy nie.

      Chyba sie
      zresetuje.
      • magtomal Re: Trochę się pożalę. 06.08.06, 21:21
        Taki mętlik i chaos może byś świetnym wyjściem do uporządkowania
        wszystkiego...Tylko logicznie i bez takich sprzeczności, jakie obserwujemy :)
        • jerzy30 addi - nie pekaj - takie dylematy jakie masz Ty 07.08.06, 19:36
          to ja przez 6 lat cwiczylem - ale wtedy nie bylo internetu - teraz to jest to
          znacznie przyspieszone - wyobraz sobie ze jestes [via internet i to forum] na
          nieustajacym mityngu AA - wiesz jakie to wazne i potrzebne i dla ciebie i dla
          mnie i dla wielu innych forumowiczow - z uwaga sledze twoje wypowiedzi -
          przypominaja mi cos
          • addicted1 Re: addi - nie pekaj - takie dylematy jakie masz 07.08.06, 21:14
            dziekuje za te slowa.

    • addicted1 Re: Mój brak pokory 06.08.06, 22:02
      Uderzyło mnie tu spostrzezenie ze ja czuje się gorszy od tego przysłowiowego
      meliniarza.
      cos w tym jest.
      Prawda , ze jednym z powodow, dla których nie chciałem zostac na tym mityngu,
      była obawa przed nuda.
      Ale moja nieproporcjonalna reakcja musi widac wynikac z jakiegos gleboko
      skrywanego poczucia niższości.
      Te ostre wypowiedzi „broniace” tego goscia podskornie odebrałem jako atak na
      siebie i jako dowód na to, ze jestem jednak od niego gorszy.
      Stad pewnie moje obronno- atakujaca postawa.
      Moje poczucie wartości- niskie- od pewnego czasu spadlo chyba do zera. To już
      nie tylko ze uświadomiłem sobie je, mi ono jeszcze spadlo, widac był podatny
      grunt.
      Naprawde czuje się gorszy- albo gorzej traktowany od najgorszego agresora.
      Gdybym się nie czul to niczego bym nie udowadnial, nie?

      Teraz już w ogloe zgłupiałem, niepokorny i z poczuciem niższości. Taki jestem
      widac. Na oko mi to się wyklucza, ale może nie?

      Niedobrze, jakos w taki sposob sie to u mnie nie objawialo, nigdy nie mialem
      sklonnosci do oceniania, potepiania czy ponizania.
      Cos sie zlego ze mna dzieje.


      dziekuje za ta uwage.

      Postaram się nad tym popracowac.



      Do Magtomal:
      Przeciez wlasnie pirze, ze mam zamęt.
      Z logicznym mysleniem nie mam problemow, tylko ze logika wymaga pewnych
      stalych, faktow, a gdy w moim odbiorze wszystko sie stalo wzgledne to nie moge
      logicznie byc logiczny:)

      Chyba zbyt pochopnie skasowalem swoje wartosci poprzednie i pojawil sie zamęt.
      nie wiem
      • janulodz Re: Mój brak pokory 06.08.06, 23:54
        Addi
        Krótko i węzłowato.
        Co Ty chcesz udowodnić.
        Jaki masz problem.
        Czego oczekujesz.

        Janu
        • addicted1 Re: Mój brak pokory 07.08.06, 21:13
          Addi
          > Krótko i węzłowato.
          > Co Ty chcesz udowodnić.
          > Jaki masz problem.
          > Czego oczekujesz.


          Po tych setkach wpisów mogę z całą pewnoscią odpowiedziec tylko jedno-
          nie wiem.

          Czy chcę coś udowodnić? Jezeli tak to moze sobie?
          ale nie wiem co.

          JA PO PROSTU JUŻ ZGŁUPIAŁEM.


        • addicted1 Re: Mój brak pokory 07.08.06, 21:21
          Jaki masz problem.


          Tak mysle sobie, ze mysle w dziecinny sposob, naiwny jakis.
          Jestem takim idealista, buduje oczekiwania wobec siebie i innych (terapii, tego
          forum, mityngów) max wysoko, a potem gdy nie sie spelniaja- obrazam
          sie,denerwuje, tlumacze przekonuje i finalnie odrzucam je.

          Mój problem o ktorym mowilem tu kiedys zamyka sie w jednym zdaniu.

          Chcialbym raz na zawsze przestac się bać, ze będą mi się trzęsły ręce.
          (I zeby w to miejsce nie wlazlo cos nowego).


          Jakbym to zalatwil to byloby ok.

          wydaje mi sie, ze ludzie moga odbierac ten problem jako bardzo smieszny, co
          mnie jeszcze bardziej zawstydza.
          wydaje mi sie ze nikt tego nie rozumie.
          A najgorsze ze ja tez nie.
          • addicted1 Re: Mój brak pokory 07.08.06, 21:23
            Nie chce Was juz anzudzac swoimi opowiesciami, ale przez ten problem zaczalem
            pic,przez ten zaczalem o sobie zle myslec, wycofywac sie i robic uniki, z czym
            mi bardzo zle.
            Od tego malego g. sie zaczelo i urosla góra.

            • addicted1 Ostatni 07.08.06, 21:32
              Narosle problemy zaczalem szeregowac, etykietkowac, porzadkowac, zbudowalem na
              tym cala filozofie, ale nie pomoglo mi to.

              TRzesace sie rece=> strach=> picie jako lek=> wstyd i strach=> poczucie
              przegranej i nizszosci=> proby rozwiazania=>> mętlik w głowie

              Takich schematow moglbym ze dwiescie wypicas, bo moze przed rękami jako
              przyczyne wychowanie, a moze to a moze tamto, a moze ten problem to wskazowka
              czegos, a moze tylko przykrywka.

              Nie wiem nic.
              Wiem tylko, że mnie to stresuje najmocniej ze wszystkiego.

              Znów namotałem.
              Kiedys tak nie motalem. Motalem, ale w granicach normy, wszyscy chwalili, ze
              widze rozne aspekty i jestem spostrzegawczy, teraz to sie zamienilo w taki
              kołowrót ze sam sie pogubilem i nikt nie wie o co chodzi.


              Ludzie pisza, ze nudze, ze jestem nielogiczny- co mnie mocno uderza, moja
              ambicje.
              Przez swoja nieprecyzyjnosc i motanie wychodze na snoba- kogos, kim nigdy nie
              chcialem byc.
              wychodze na manipulatora, na krętacza, na nudziarza.

              DLatego muszę się zresetowac.
              Popisac o czyms lzejszym, bez takich obciazen emocjonalnych, bez stresu, tam
              gdzie mam jakies drogowskazy i kierunki.
              Dziekuje
              • rauchen Re: Ostatni 07.08.06, 23:40
                gdzies addi pisales, ze tobie sila wyzsza nie potrzebna.
                Ja mam swoja sile wyzsza, znalazlam,
                ale gdzies tam w miedzyczasie znalazlam zupelnie tak oddzielnie od tego
                wszystkiego, wytlumaczenie dlaczego wlasciwie jest czlowiekowi ta sila wyzsza
                potrzebna.
                Gdzies juz kiedys o tym pisalam, czasami sobie taki program ogladalam tylem do
                telewizora, znaczy sluchalam, nazywa sie ten program "Dr Phil".
                On wlasnie tak pomaga w takich ludzkich dziwnych problemach.
                Jak pisze ogladalam go tylem do telewizora, czyli az tak bardzo sie w niego nie
                wmadlalam, ale to co w pewnym momencie zwrocilo moja uwage, to slowo KONTROLA.
                Kontrolowanie rzeczy, ludzi, samego siebie, wlasnych emocji.
                Tam byly rozne przypadki jakis tam ludzi,
                ale mniej wiecej:
                anoreksja - kontrola wagi, bulimia rowniez
                chorobliwa zazdrosc - kontrolowanie meza, sprawdzanie go,
                nadmierne balaganiarstwo - kontrola rzeczy, niczego nie wyrzucasz bo sie niby
                przyda, ale podswiadomie po prostu kontrolujesz posiadanie tych rzeczy
                alkoholizm, narkomania - kontrolowanie wlasnych uczuc za pomoca alkoholu,
                srodkow odurzajacych.
                Czyli wychodzi kontrola, kontrola, konrtola.
                Ty wlasciwie tez w jakis sposob nawet jesli nie pijesz, caly czas jakby starasz
                sie kontrolowac cos, ty musisz kontrolowac swoja wiedze, chcesz miec jak
                najwiecej informacji - i chyba dlatego ci nie wychodzi, bo jednak jest to
                chorobliwa kontrola.
                Teraz piszesz ze chcialbys kontrolowac swoje rece zeby ci sie nie trzesly - i
                moze tu glownie tez o to samo chodzi, ze tak bardzo chcesz to kontrolowac, ze
                ci nie wychodzi.
                I co wlasciwie co ma tu do tego owa Sila Wyzsza: mianowicie przekazujesz
                kontrole, w jakis sposob pozbywasz sie jej, uwalniasz sie od niej.
                Ktos inny, kto ma wladze wieksza od ciebie od tego momentu kontroluje twoje
                sprawy, a ty po prostu dzialasz, idziesz dalej, starajac sie isc w tym kierunku
                w ktorym probujesz wyczuc prowadzi cie ta twoja sila wyzsza.
                Bo to juz nie ty rzadzisz, i nie ty kontrolujesz.
                Niby jestes marionetka, pionkiem, moze ci sie tak wydawac, ale ta twoja sila
                wyzsza to sila tworzaca, dbajaca o ciebie, nie sila nafaszerowana nakazami i
                zakazami, jakie czasami mozna przypisywac religii.
                Kiedy wlasciwie ja odkrylam swoja Sile Wyzsza, pierwszym dosc istotnym uczuciem
                byla utrata poczucia samotnosci - nie jestem sama gdziekolwiek ide i z
                kimkolwiek rozmawiam, moge bronic wlasnych praw, bo mam obok siebie
                tajemniczego wspolnika, ktory stoi za mna i mnie wspiera.
                Ja jeszcze do kilka miesiecy wstecz bylam bardzo zamknieta w sobie, i czego jak
                czego, tego zawsze bylam pewna. Cos jednak tak sie zmienilo przez ostatnie
                miesiecy, ze mi ludzie sami mowia, ze ja sie cos zmienilam, rozgadalam, ja sama
                czasami nie poznaje, ze tak bardzo duzo czasami gadam, i chyba sie rozpaplalam.
                Ale ja mam ochote rozmawiac z ludzmi. I nie boje sie tego.
                A wiem, ze kiedys po jakiejkolwiek rozmowie, potem przez reszte dnia
                rozmyslalam nad tym co ja powiedzialam, co powinnam powiedziec, czego raczej
                nie powinnam, a ze to inaczej powinnam powiedziec, a i to dodac.
                Gdzies mi to rozpamietywanie ulecialo. Ja sie bardziej ciesze z tego ze mialam
                okazje z kims pogadac, anizeli po fakcie budowac chore scenariusze jak taka
                rozmowa powinna wygladac.

                Addi, nie chcesz sily wyzszej - wlasciwie mysle ze w tej sytuacji jest jeszcze
                inna opcja: zacznij opiekowac sie sam soba. Duzy, dorosly addi opiekuje sie
                malym, nieporadnym addim, zagubionym addim.
                Zagubiony Addi wie, ze zawsze moze liczyc na doroslego Addiego, maly nieporadny
                addi jest pod opieka doroslego Addiego, ktory za zadanie ma go chronic i
                uwolnic od uczucia samotnosci i nieporadnosci.
                Moim odwiecznym problemem bylo nielubienie chodzic spac, a co za tym idzie i
                klopoty ze spaniem, dziwne godziny chodzenia spac, dziwne godziny wstawiania,
                co za tym idzie liczne zaspania, niemoznosc zwleczenia sie z lozka i tak dalej
                i tak dalej. I mi wlasnie moja doktor powiedziala zeby wieczorem zaczac sie
                traktowac jak male dziecko, urzadzic rytualik chodzenia spac o tej samej porze,
                czyli mala rauchen o tej i o tej godzinie myje zabki, duza rauchen zaprowadza
                ja do lazienki, myje buzie, czesze wloski, ubiera w pizamke, i mala rauchen
                zaraz potem idzie do lozeczka, jak grzeczna dziewczynka.
                I odkad wlasnie w ten sposob zaczelam robic, po pewnym czasie tak sie stalo ze
                po prostu tak robie, bo sie przestawilam na taki tryb.
                Ale na poczatku sama dyskutowalam z lekarzem, ze mnie tak nie wyjdzie, bo ja
                to, bo ja siamto, bo ja nocny czlowiek jestem, taka natura nocnego marka. A ona
                dalej powtarzala rob tak jak ci mowie, i az ktoregos razu skapitulowalam,
                zaczelam tak robic i mam efekty. Nie klade sie o 2, 3 nad ranem, juz bez
                budzika wstaje mniej wiecej codziennie o tej samej porze. Jedna sprawa mojej
                rozlazlosci w jakis sposob zostala uregulowana.
                Dodatkowo ja mam i bulimie. Od momentu gdy zaczelam robic cos podobnego jak ze
                spaniem, ze duza rauchen karmi mala rachen zazwyczaj o tej samej porze, nie
                pozwala jej sie glodzic, ja nie pamietam juz prawie jak taki napad bulimi
                wyglada.
                Tylko co do palenia, na razie nie daje rady, ale moja lekarka powiedziala sama,
                zeby na sile sie teraz z paleniem nie rostawac, bo jestem w trakcie zalatwiania
                dosc powaznych spraw, i zeby nie przeladowac samej siebie dobrodziejstwami, bo
                moge przegiac, choc oczywiscie dobrze by bylo i nad tym popracowac.
                W sumie zrobilam i tak to o czym wciaz przypominaja AA: Chodzi o postep, nie
                doskonalosc.

                Choc oczywiscie tez nie jest tak, ze linnia postepu jest wzrastajaca, gdzies od
                czasu do czasu zdarzaja sie zawroty, ale mijaja i probuje dalej.

                I jeszcze takie jedno dosc pomocne stwierdzenie, sciagniete z AA:
                Nie martw sie o wczoraj ani o jutro, zyj dzisiaj, dzis wiele rzeczy mozesz, bo
                jestes w dzis;
                Dzisiaj to jest jutro o ktore martwilismy sie wczoraj,
                ja wciaz tak dzien w dzien jak sobie to zdanie przypominam w jakims dniu, gdy
                mialam cos waznego do zrobienia, i juz wczesniej zaczynalam sie martwic,
                i sama sie zdumiewam, ze faktycznie te zmarwienia z dnia poprzedniego dotyczace
                dzisiejszego byly zupelnie niepotrzebne: zrobilam tyle ile moglam, ile bylam w
                stanie, reszta czesto bywa poza zasiegiem mojego dzialania, podobnie jak pogoda
                i kierunek wiatru.

                I moze addi po prostu sprobuj przekazac kontrole gdzies wyzej,
                wszystkiego nie jestes w stanie kontrolowac,
                a moze wlasnie przez utrate tej kontroli, swoje zycie bedziesz mial we wlasnych
                rekach.

                • addicted1 Re: Ostatni 08.08.06, 19:41
                  Addi, nie chcesz sily wyzszej - wlasciwie mysle ze w tej sytuacji jest jeszcze
                  > inna opcja: zacznij opiekowac sie sam soba. Duzy, dorosly addi opiekuje sie
                  > malym, nieporadnym addim, zagubionym addim.
                  > Zagubiony Addi wie, ze zawsze moze liczyc na doroslego Addiego, maly
                  nieporadny
                  >


                  Dziekuje za ten pomysl. Brzmi interesujaco. Sprobuje tego.

                  A siła wyzsza- to nie jest raczej sprawa mojej chęci, moze czasem krytykuje
                  bigoterie, ale nie jestem wojujacym ateista ( a nawet w ogole nie jestem
                  ateista, bardziej agnostykiem).

                  wiara to jest coś co się ma lub nie.
                  Ludzie religijni nazywają to "łaską wiary".
                  J odczuwam po sobie brak tej łaski, za co oczywiscie nikogo nie obwiniam, po
                  prostu tak mam,
          • jerzy30 addi - rece to Ci sie zawsze [w pewnych 08.08.06, 09:21
            sytuacjach] beda trzesly - to u ludzi normalne - bo to sa emocje wyrazane przez
            latajace lapy - jak nie od gorzaly to od czegos innego - jak nie chcesz by ci
            sie trzesly od gorzaly to jedyna rada nie pic - na inne przyczyny latania rak
            nie masz wplywu - jestes istota zywa z krwi i kosci - i nie jestes robot
            mechaniczny - a co do tego spotkanego przez ciebie na mityngu kolege - tak jak
            napisalem - uciekles od wspomnien co cie z nim laczyly - od gorzaly [bo ci sie
            przypomniala] - moze byc w tym troche twojej zazdrosci - ze to on ze smietnika
            wstal i teraz jest trzezwy [a byl taaaaaaaaaki pijaczyna] - a ty masz dylematy -
            i dobrze ze masz - i sie z nimi na tym forum wyluszczaj - bo na tym m.in.
            polega terapia - wywalic z siebie swoje watpliwosci, rozterki - tego czasami
            sie nie da zrozumiec - bo to dziala niezaleznie od nas samych [ta terapia] - a
            nie ma problemow smiesznych w uzaleznieniach - kazdy jest wazny - a Twoj
            problem jest dla ciebie jnajwazmoejszy
            • addicted1 Re: addi - rece to Ci sie zawsze [w pewnych 08.08.06, 19:45
              jerzy30 napisał:

              >> napisalem - uciekles od wspomnien co cie z nim laczyly - od gorzaly [bo ci
              sie
              > przypomniala] - moze byc w tym troche twojej zazdrosci - ze to on ze
              smietnika
              > wstal i teraz jest trzezwy [a byl taaaaaaaaaki pijaczyna] - a ty masz
              dylematy
              > -
              > z ta zazdroscia to troche jest cos.
              a odnosnie z tymi wspomnieniami- nie przerazaja mnie wspomnienia samego picia,
              przeraz mnie moze podswiadomie wizja, ze kiedys moglbym sam tak skonczyc.


              Nie wspomnialem tu o czyms waznym- od kiedy zaczalem dojrzewac i jak zaczalem
              pic moja mama miala dziwne hobby- porownywala mnie do najgorszego "elementu" z
              osiedla- pijaków z zupelnego dna, takich ktorzy sie zapili itp. I dodatkowo
              ciagle powtarzala, ze tez tak skoncze.
              To dzialo sie juz wtedy, gdy pilem jeszcze po 2 piwa na wieczor raz w miesiacu.
              Dla mojej matki to juz bylo duzo i wytaczala takie armaty, ale to juz inn
              historia.
              • jerzy30 addi - to jesteśmy w domu - jak to sie mowi 08.08.06, 20:03
                byc moze to juz historia [jak cie mama porownywala do najgorszego pijaczyny i
                obwiesia i straszyla najgorszymi konsekwencjami - po prostu sie o ciebie bala]
                Dla ciebie jest to zapewne wciaz zywe - pamietasz o tym i zapewne bardzo cie to
                boli - mysle ze porozmawiaj o tym z mama - jak ona TERAZ cie widzi i dlaczego
                wtedy TAK mowila - taka rozmowa pomaga i uzdrawia - moze byc to BARDZO trudne i
                dla ciebie i dla twojej mamy - ale sproboj - a jak sie boisz to napisz w tej
                sprawie list do mamy [nie musisz go jej dawac] - przelanie mysli i uczuc na
                papier bardzo pomaga
                • addicted1 Re: addi - to jesteśmy w domu - jak to sie mowi 09.08.06, 16:06
                  Wiesz, dzis matka jeszcze sprytniej zrobila, bo powieziala, ze ja TAKI BYLEM i
                  nie jestem dopiero gdy przestalem pic.
                  Dyskusje z nia na ten temat nie maja zadnego sensu, ja juz je odstawilem na bok.

                  ALe pamiec o przeszlosci czasm sie odzywa, tak jak przy okazji tego menela.
                  Caly pic polegal na ym, ze matka porownywala mnie do nich, jakby wpychajac
                  miedzy nich, a oni tez mnie nie lubili, gnebili. Oni nie lubili moich dlugich
                  wlosow, ubran, sposobu bycia, tego ze nie smieje sie z ich durnych zartow (np.
                  nie smieszy mnie opowiastka, ze uderzali czyjas glowa o slup- autentyczne).
                  I ja bylem w takiej schizofrenicznej sytuacji, ze bylem porownywany do swoich
                  oprawcow, to duze slowo, ale niech tam.
                  Wiec musialem udowadniac ze nie jestem wielbłądem, ze nie jestem taki itp.
                  A to bylo jak pisalem jak pilem bardzo malo i rzado.

                  rozgadalem sie.
                • gooch Re: addi - to jesteśmy w domu - jak to sie mowi 10.08.06, 01:03
                  [jak cie mama porownywala do najgorszego pijaczyny i
                  > obwiesia i straszyla najgorszymi konsekwencjami - po prostu sie o ciebie bala]

                  zwróciłam uwagę na to zdanie, bo coś mi w nim zgrzyta

                  czy chcesz powiedzieć, że Addi powinien swoją mamę zrozumieć, bo on się bała?
                  Jeśli się bała - mogła o tym powiedzieć. Ona natomiast dawała Addiemu do
                  zrozumienia, że coś z nim nie w porządku. To jest tzw "niebranie
                  odpowiedzialności za swoje uczucia" :-). Może mama mogłaby zrozumieć żal Addiego?
                  • jerzy30 Re: addi - to jesteśmy w domu - jak to sie mowi 10.08.06, 13:20
                    tak bala sie o niego i jednoczesnie bala sie mu to powiedziec [tak czsami bywa]
                    bala sie powiedziec bo sie obawiala ze tego nie przyjmie - sie obrazi -
                    wysmieje - matki rzadko mowia ze sie boja o swoje dorosle dzieci - to niemeskie
                    • addicted1 Re: addi - to jesteśmy w domu - jak to sie mowi 10.08.06, 15:42
                      duje w smietniku, jezeli on w tym czasie pilnie sie uczy i czasem wyjdzie na piwo.
                      Taka metoda nie jest usprawiedliwiona, to tak jakby crce ktra lubi zakladac mini
                      mowic, ze zostanie prostytutka przu drodze Warszawa- Bialystok.

                      Ta przesada, to wyolbrzymianie, te ponizanie i z drugiej strony ta ciagla
                      koniecznosc udowadniania, ze nie jestem mordecra i zlodziejem sprawila, ze
                      jestem dzis PRZEWRAZLIWIONY na wszelkie straszenie, ostrzeganie, przesadzanie.
                      Dlatego tak mnie bolao, gdy na terapii Terapeuta zaczal mnie porownywac do
                      meliniarzy, ja wtedy przyjalem nieszczerze "pokorna" postawe i zgodzilem sie,
                      ale potem wyszlo i tak.
                      • addicted1 ucielo sie 10.08.06, 15:45
                        ucial sie tekst.

                        Pisalem, ze rozumiem ze matka sie bala, tylko domyslam sie, bo ona nigdy nie
                        mowi o uczuciach, a szczegolnie przykrych.
                        Ale to nie usprawiedliwia straszenie i takiego ponizania przez porownania do
                        najgorszych. i straszenia kogos, ze wyladuje w smietniku, jezeli on w tym
                        czasie pilnie sie uczy i czasem wyjdzie na piwo.
                        Taka metoda nie jest usprawiedliwiona, to tak jakby corce ktora lubi zakladac
                        mini mowic, ze zostanie prostytutka przy drodze Warszawa- Bialystok.

                        • aaugustw Re: ucielo sie 10.08.06, 17:22
                          A moze mama nie potrafila inaczej !?
                          Mnie tez straszono w dziecinstwie wszystkim mozliwym; kominiarzem, straszydlem,
                          itd... A najwiecej samym Bogiem, ktory wszystko widzial i zastepowal role
                          policjanta w wychowywaniu dzieci. Rodzice mieli kiedys o wiele wiecej trosk i
                          obowiazkow, zeby wychowac i nakarmic swoje dzieci, a co za tym idzie mieli malo
                          czasu na wychowywanie swoich dzieci. Dzisiaj stac rodzicow nawet na komputer i
                          przesiadywanie przed nim.
                          Pozdrawiam: A...
                          Ps. Ja pogodzilem sie juz z moja przeszloscia i przejalem dzis swoje obowiazki
                          za siebie. Przypomniala mi sie teraz jedna z moich pojednawczych rozmow z moimi
                          dziecmi, ktore poprosilem do wspolnego stolu "obrad" ;-)) Powiedzialem wtedy do
                          moich dwoch doroslych corek takie, m.in. slowa: "...jak kazdy rodzic, chcialem
                          dla Was dobrze i chcialem Was wychowac jak najlepiej. Zrobilem duzo dla Was
                          dobrego, ale tez i duzo zrobilem zlego... Dzis jestescie juz doroslymi osobami.
                          Za te rzeczy, ktore uwazacie jako zle - przepraszam Was. Dalej korygujcie je
                          juz same. Ja Wam pomoge tam, gdzie tylko bede mogl..."
                          • addicted1 Re: ucielo sie 10.08.06, 20:35
                            Ja staramn sie zamknac przeszlosc, nie rozgrzebywac, staram sie nawet na sile
                            wziac odpowiedzialnosc za siebie na zasadzie grubej kreski.
                            Mam duzo zalu jak zaczne o tym myslec, ale tez zaczynam rozumiec, ze ja sam
                            robie dla siebie, co zrobie tak bee mial.
                            Dotad tak naprawde zylem dla kogos- przede wszystkim dla matki.
                            Jest cos takiego jak osobowosc zalezna- i to ja troche jestem.

                            Dzis uwazam, ze mam prawo powiedziec"moja matka sie tu i tu pomylila" i na tym
                            skonczyc temat. Nie bede na sile usprawiedliwial czyichkolwiek bledow, ale nie
                            chce tez ich juz rozpamietywac.
                          • gooch niesamowite 10.08.06, 22:51
                            zastanawiam się, skąd ta potrzeba usprawiedliwiania rodziców
                            "nie mogła inaczej" - co to znaczy? Że nie można się powstrzymać od straszenia
                            własnego dziecka? Albo że nie można się powstrzymać przed ranieniem kogoś z
                            powodu własnego lęku?
                            Rodzice nie zawsze są w porządku. I jeśli nie są - to mogą sie do tego przyznać
                            i przeprosić. Chyba że ich obowiązują jakieś inne reguły?
                            • rauchen Re: niesamowite 10.08.06, 23:25
                              w rodzinach patologicznych pewne reguly rodzicow nie obowiazuja - tak by sie
                              chcialo powiedziec, bo probowac zrozumiec dzialania tych rodzicow,
                              typu "ale ona cie naprawde kochala, tylko wyrazic nie potrafila, dlatego cie
                              tylko krzywdzila", to zycia nie starczy zeby glowkowac co i jak mogloby miec na
                              to wplyw.
                              Ja mam osobiscie taka jedna nadzieje, ze to co bylo w moim domu, stosunek mojej
                              matki do nas, kiedys w koncu przerobie do konca nie muszac rozumiec tylko
                              akceptujac fakty takie jakie byly i staly sie przeszloscia, i sprawe zamkne na
                              wieki, i ze uda mi sie zanim ona umrze, bo o zmarlych nie powinno sie mowic zle.
                              • jerzy30 taaaaaaaaaaa - źródło naszych niepowodzeń 11.08.06, 10:36
                                - uzaleźniem - ma miejsce w naszym dziecinstwie - trzeba sie z tym rozliczyc -
                                co czsami zajmuje wiele lat - ale bez tego nie ma pogodnego zycia na trzezwo
                                [bez prochow]
                                • aaugustw Re: taaaaaaaaaaa - źródło naszych niepowodzeń 11.08.06, 11:31
                                  Jerzy30 napisal:
                                  > "...trzeba sie z tym rozliczyc - co czsami zajmuje wiele lat - ale bez tego
                                  nie ma pogodnego zycia na trzezwo [bez prochow]" <
                                  ______________________________________________________________________-
                                  Dlugo tez tak uwazalem, dopoki nie zetknalem sie z innymi szczesliwymi
                                  alkoholikami, ktorych spotkalem w AA przerabiajacych swoj duchowy Program...
                                  Pozdrawiam: A...
                                  • rauchen Re: taaaaaaaaaaa - źródło naszych niepowodzeń 11.08.06, 11:57
                                    w jakis sposob trzeba sie jednak z dziecinstwem rozliczyc.
                                    Nie kazdy pewnie alkoholik mial z rodzicami az taki problem, by to wplynelo na
                                    ich alkoholizm, ale ja pilam i za kazdym razem w piciu wracal gniew do matki.
                                    Za rzeczy odebrane, rzeczy nie dane.
                                    I nawet teraz, gdy jestem trzezwa, byla jakas dosc przykra sytuacja, ktora
                                    odebralam jak kopiowanie zachowan mojej matki.
                                    To nie jest mi do niczego potrzebne, i potrzebuje sie tego pozbyc, w takim
                                    sensie, ze sprawy uporzadkowac.
                                    To ze alkoholicy trzezwi potrafia byc ludzmi szczesliwymi, to rzecz pewna, ale
                                    ta radosc trzeba tez na czyms zbudowac, to musi byc szcera radosc a nie, jak to
                                    nazwe "szczesliwkowatosc". Za tym kryje sie praca. I mysle ze dziecinstwo
                                    stanowi wlasnie czesc tej pracy. A mysle ze nawet ogromna dla DDA i DDD.
                                    Bo jak powtorze za autorem pewnej ksiazki, to sa czesto ludzie nienarodzeni.
                                    W sensie fizycznym tak, w sensie emocjonalnym nie.
                                    • aaugustw Re: taaaaaaaaaaa - źródło naszych niepowodzeń 11.08.06, 12:49
                                      > „To ze alkoholicy trzezwi potrafia byc ludzmi szczesliwymi, to rzecz pewna,
                                      ale ta radosc trzeba tez na czyms zbudowac, to musi byc szcera radosc a nie,
                                      jak to nazwe "szczesliwkowatosc". Za tym kryje sie praca. I mysle ze
                                      dziecinstwo stanowi wlasnie czesc tej pracy. A mysle ze nawet ogromna dla DDA i
                                      DDD.“ <
                                      _____________________________________________________________________________.
                                      Nie znam problematyki DDA i DDD…
                                      Zameldowalem sie, aby podzielic sie swoim doswiadczeniem w poruszonym temacie.
                                      Kiedy czytam takie lub podobne slowa, zawsze doznaje uczucia wdziecznosci,
                                      ze trafilem w moim zyciu na ten prosty Program duchowy AA, ktory tylko wymaga
                                      jednej rzeczy, aby wprowadzic go w zycie!. Dzieki niemu ja jestem dzisiaj
                                      autentycznie szczesliwym alkoholikiem.
                                      Mnie tez pytano na terapii, dlaczego pije ? i kazano rozmyslac nad korzeniami
                                      mojej choroby. Lamalem sobie glowe i... nic z tego sie nie urodzilo!
                                      Dzis uwazam to dochodzenie do zrodel mojej choroby, za stracony czas ! W AA po
                                      prostu przyjalem fakt, ze ona, ta choroba jest – basta! Wystarczylo, ze
                                      szczerze przyznalem sie wobec siebie, ze jestem bezsilny wobec alkoholu i
                                      ze nie kieruje wlasnym zyciem !
                                      Tak zaczela sie potem moja duchowa przygoda, wedlug wyprobowanego juz (na
                                      alkoholikach) Programu AA ;-)) - To okazalo sie tym fundamentem mojej dzis
                                      radosci.
                                      Pozdrawiam: A…
                            • aaugustw Re: niesamowite 11.08.06, 10:01
                              "Goch" napisal:
                              > "...zastanawiam się, skąd ta potrzeba usprawiedliwiania rodziców
                              "nie mogła inaczej" - co to znaczy?..." <
                              _______________________________________________________________________-
                              To znaczy, ze dopoki nie pogodzisz sie z przeszloscia (czyt. rodzicami),
                              dopoty nie znajdziesz ani spokoju, ani swej drogi do szczesliwej trzezwosci,
                              wedlug otaczajacych nas norm moralnych, duchowych, itd...
                              Tu chodzi o Ciebie, o nikogo innego...
                              Pozdrawiam: August
                            • addicted1 Re: niesamowite 11.08.06, 13:05
                              zastanawiam się, skąd ta potrzeba usprawiedliwiania rodziców
                              > "nie mogła inaczej" - co to znaczy? Że nie można się powstrzymać od straszenia
                              > własnego dziecka? Albo że nie można się powstrzymać przed ranieniem kogoś z
                              > powodu własnego lęku?
                              > Rodzice nie zawsze są w porządku. I jeśli nie są - to mogą sie do tego
                              przyznać
                              > i przeprosić. Chyba że ich obowiązują jakieś inne reguły?

                              Lepiej bym tego nie ujął.
                              • addicted1 z rodzicami jest ten problem 11.08.06, 13:14
                                Ze jednoczesnie wnetrznosciami sie ich kocha i przez to jest sie slepym na to,
                                ze moga krzywdzic.
                                Ja do pewnego momentu obwinialem siebie, uznawalem, ze moja matka nie moze
                                robic rzeczy zlych dla mnie, ze nia ma takiej mozliwosci.

                                czesto te dzialania nie wynikaly ze zlej woli tylko z niewiedzy, wlasnej
                                slabosci.
                                Mi pomaga swiadomosc, ze moja matka zawsze byla i nadal jest osoba bardzo
                                nieszczesliwa, skomplikowana i poblokowana jeszcze bardziej niz ja.
                                Probowalem pytac ja dlaczego, ale ona na same takie pytanie reaguje strazna
                                zloscia i oburzeniem.

                                Problem jest we mnie.
                                Moze jest tak, ze kazdy rodzic w mniejszym czy wiekzym stopniu chce wplywac na
                                zycie dziecka, kontrolowac je, i tu byla tez moja wina, ze nie urwalem sie ze
                                sznurka, tylko to wisialo i wisi jesczez nade mna.

                                Dopiero niedawno zaczalem rozumiec, ze to, ze nie poslucham matki, ze zrobie po
                                swojemu nie jest krzywdzeniem matki.
                                to proste spostrzezenie zajelo mi prawie 30 lat.

                                Stad czesto pojawiaja sie zale- ze nie dali studiow jakie chcialem, ze nie
                                kupili gitary, ze sprzeciwiali sie moim zainteresowaniom itp, ale jak mawial
                                nasz brat w niedoli alkoholowej Olek K. czas wybrac przyszlosc.



                                • gooch Re: z rodzicami jest ten problem 11.08.06, 18:27
                                  Addi, wpadła Ci kiedyś w ręce jakaś ksiażka Alice Miller?
                                  Jeśli nie, to polecam. Pisze o tym, w jaki sposób rodzice używają swoich dzieci
                                  do zaspokajania własnych potrzeb pod szyldem "robię to tylko dla twojego dobra".
                                  Sporo dzięki niej mi się poukładało. Kolejna "Orzeźwiająca" lektura to
                                  "Toksyczni rodzice" Susan Forward.
                                  • addicted1 Re: z rodzicami jest ten problem 11.08.06, 20:29
                                    Az sie boje zajrzec:)
                                    tak, czuje to co piszesz.
                                    dzieki za rekomendacje
    • aaugustw Re: Mój brak pokory 08.08.06, 14:06
      Autor: addicted1
      Ostatnio próbowałem iść na mityng.
      Tak naszła mnie ochota, dawno nie byem.
      Wybrałem tzw. spikerski.
      Wszedłem i ujrzałem gościa, którego znałem już wcześniej.
      Stara praga, meliny, picie od dziecka.
      Wyszedłem. Uznałem, ze nic tu po mnie.
      Zastanawiam sie, czy to jest bak pokory.
      I to nie ironia i nie prowokacja.
      Czy pokora polega na sluchaniu czegos, co mnie w ogóle nie obchodzi i nie
      dotyczy?
      Czy zachowalem sie- w mysl Aowskich zasad- niepokornie?
      - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
      Z samej wypowiedzi odczytalem, ze bardziej wolisz spikerskie wypowiedzi
      alkoholikow, anizeli sam Program AA… Nie chodzisz czesto na Mityngi (jak sam
      piszesz), inaczej wiedzialbys, ze w AA nie ma zadnych regul ani zasad.
      Takze „pokora“ nie jest opisana w zadnej „ramce“!
      A na pytanie, ktore zadales, moge Tobie powiedziec co mowi aowska „Dezyderata“.
      Przytocze jej fragment:
      „…słuchaj też tego co mówią inni, nawet głupcy i ignoranci, oni też mają swą
      opowieść. Jeśli porównujesz się z innymi możesz stać się próżny i zgorzkniały…“.
      U siebie nazywam takie zachowania: Brak odwagi, dla pokory.
      Pozdrawiam: August, alkoholik

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka