ktostam111 14.12.06, 13:07 CZy ktos spotkał się z tym terminem? Czy znacie może jakieś grupy wsparcia w Warszawie, lub wiecie gdzie można iść na terapię aby pomóc sobie poradzić z toksycznym uczuciem? Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
ktostam111 Re: Kochać za bardzo 14.12.06, 15:09 A czy może jest ktoś na forum kogo dotyczy lub dotyczył ten problem. chciałabym prosic o wszelkie rady jak sobie pomóc. Odpowiedz Link Zgłoś
myszabrum Re: Kochać za bardzo 14.12.06, 15:42 Opisz szerzej swoją sytuację, pewnie ktoś wytropi w Twojej historii jakieś odniesienia do swojego życia. Np. żony alkoholików. A radzić każdy może :). Ale generalnie, mimo mylącej nazwy "Uzależnienia", jest to forum "alkoholowe" i osoby uzależnione od telewizji, seksu, wyrywania włosów itp. nie znajdują tu wiele dla siebie. Odpowiedz Link Zgłoś
zyg_zyg_zyg Re: Kochać za bardzo 14.12.06, 17:11 ... i "papierosowe". najczesciej i najglosniej :-)odzywaja sie alkoholicy. ale nigdy nie wiadomo, kto tu jeszcze przychodzi i czyta - moze sie znajda "uzaleznieni od czegos innego" i smialo podziela swoim doswiadczeniem? Odpowiedz Link Zgłoś
ktostam111 Re: Kochać za bardzo 14.12.06, 18:39 Chodzi dokładnie o uzależnienie jakąś osobą. Od rozstania minęły dwa lata. I nie było dnia, ba nawet chwili żebym nie myślała, analizowała, zaprzeczala, ze to się wogóle stało. Powoli zdaję sobie sprawe, że jestem uzależniona, i pewnie byłam tylko nie czułam tego dopóki miałam tą osobę. Czytałam trochę na ten temat, ostatnio książkę: "Kobiety które kochaja za bardzo" Robin Norwood. Stad tytuł wątku. I mam wrażenie, ze sporo moge odnieść do siebie. Chociaż mój związek nie był tak skrajny. Teraz ciężko mi ocenić nawet jak to bylo naprawdę. Czy miałam rację, czy po prostu czepiałam się. Problem polegał na tym, że ja nie umiałam wymagać, czułam wyrzuty za każdym razem gdy o cos prosiłam. Zreszta tak mam w stosunku do wszystkich. No a on się burmuszył. Zwykle starałam się radzić sobie sama, a w pozostałych przypadkach gdy wiedziałam że sama sobie z czymś nie poradzę z uczuciem upokorzenia (nie wiem juz nawet czy uzasadnionym) poddawałam się marudzeniu i dąsom. Ale to juz chyba ne tym teraz problem. To że nie będiemy już razem to wiem. Jak teraz poczuć się znowu w rzeczywistości a nie jak we snie. Jak prezstać myślec o tym co sie stało? Jak przestać uważać że jest jedyną osobą na świecie którą potrafię kochać? że jest najlepszą rzeczą jaką mogłam mieć i staciłam. Dwa lata żałoby to chyba nie jest normalne. Odpowiedz Link Zgłoś
ktostam111 Re: Kochać za bardzo 14.12.06, 18:47 Pewnie nic, ale "zrobiłam" z naszego związku coś bardzo wyjątkowego w moich oczach, starając się ze wszystkich sił. I może dlatego mi tak szkoda. Po za tym zanim zaczelismy byc razem byliśmy przyjaciółmi. I wydaje mi się ze w wielu rzeczach byliśmy bardzo zgodni. No i chyba bardzo imponował mi. Być może nie oceniałam go obiektywnie. Odpowiedz Link Zgłoś
ktostam111 Re: Kochać za bardzo 14.12.06, 18:55 Inteligencją (b dobrze programował), siłą, posiadaniem swojego zdania (często niebanalnego i widac, że przemyślanego) na tematy na które zwykle się nie zastanawiamy. to chyba najważniejsze. Odpowiedz Link Zgłoś
myszabrum Re: Kochać za bardzo 14.12.06, 19:03 Na takie rzeczy dobrze robi terapia wstrząsowa. Idź do niego (zadzwoń) i powiedz mu to, co napisałaś tutaj. Ze szczegółami. Rozwiń temat. Mozesz przyjść narąbana i zrobić awanturę. Wtedy on najprawdopodobniej bardzo brutalnie Ci odpowie, jakie miejsce zajmujesz w jego życiu i co sobie możesz zrobić z tą miłością. I gdzie on Cię ma. To powinno wystarczyć, żebyś "przetrzeźwiała". Odpowiedz Link Zgłoś
ktostam111 Re: Kochać za bardzo 14.12.06, 19:08 :) sama bym lepiej nie doradziła:) Ze on mi tak powie to ja już wiem teraz. Po prostu jest z kimś już dość dlugo. W zasadzie zaraz po naszym rozstaniu zaczeli byc razem. Kop by mi sie przydal. Albo zakochanie sie w kimś. Ale jakoś strachliwie teraz do tego podchodze :( Odpowiedz Link Zgłoś
myszabrum Re: Kochać za bardzo 14.12.06, 19:39 To może namówisz go na zwierzenia, jak mu z aktualną laską dobrze? Jest taki człowiek z mojej przeszłości... jak mnie bierze, to wchodzę na jego stronę internetową (ma rodzinny biznes). Czytam sobie wpisy od wdzięcznych klientów dla miłych PAŃSTWA IKSIŃSKICH, fotki oglądam... i zaraz jakoś na ziemię wracam :). Odpowiedz Link Zgłoś
aaugustw Re: Kochać za bardzo 14.12.06, 20:00 myszabrum napisała: > Jest taki człowiek z mojej przeszłości... jak mnie bierze, to wchodzę na jego... > ... i zaraz jakoś na ziemię wracam :). __________________________________________________________________________. Myszabrum tak ladnie usmiechnela sie do mnie, (w innym temacie), ze musze ja teraz ja sprowadzic na ziemie i powiem wszystkim mezczyznom, jaki jest naprawde ten kobiecy ideal meskosci. On jest trywialnie prosty: zeby umial rozebrac i zeby mogl ubrac...! A... ;-)) Odpowiedz Link Zgłoś
ktostam111 Re: Kochać za bardzo 15.12.06, 10:14 Chyba mu dobrze. Bezpośredniego kontaktu nie mam, ale związał sie z naszą wspólną koleżanką ze studiów, więc dochodzą mnie sluchy co u nich. No i chyba niestety są szczęśliwi. Ale nie chodzi o to że ja się jeszcze łudzę. Podejrzewam, ze nawet jakby sie rozstali to i tak by do mnie nie wrócił. ja po prostu nie wiem jak wybić sobie z głowy że to był "ten jedyny" i że to ja zniszczyłam nasz związek swoją chorą miłościa. Odpowiedz Link Zgłoś
halberek Re: Kochać za bardzo 15.12.06, 10:27 mnie się ta rada myszy bardzo podoba. ale zawsze możesz pójść przecież do psychologa, czy na terapię. wątpię że zniszczyłaś związek swoją chorą miłością, wydaje mi się natomiast, że chętnie wskakujesz w poczucie winy. a ono ci jest przecież niepotrzebne. Odpowiedz Link Zgłoś
ktostam111 Re: Kochać za bardzo 15.12.06, 11:36 u psychologa bylam kilka razy, bo po pol roku po rozstaniu wpadlam w depresje. Ale mi samej bylo ciezko ocenic to co sie stalo, wiec nawet nie wiem czy obiektywnie przedstawilam fakty. Pani psycholog zwróciła mi uwagę, ze może mi się podobało kierowanie związkiem i bycie wybawicielką. Ale ja już sie wcześniej nad tym zastanawiałam.I chyba mi sie rzeczywiście podobało, ale świadomie się nie decydowałam na tę rolę. Po prostu nie mogłam patrzeć jak mu jest przykro kiedy coś sie sypie. Jesli chodzi o branie winy na siebie to wiem, ze to mój odwieczny problem, jak i to że nie umiem odmawiać. To sie chyba nazywa fachowo brak asertywności. No i nie wiem, czy po prostu czekać? Czy można sobie jakoś pomócw zapominaniu? Odpowiedz Link Zgłoś
izabellam Re: Kochać za bardzo 15.12.06, 22:46 nie pomoge Ci w problemie.Niestety mam podobny, a moze jeszcze wiekszy. Osoba z ktora bylam jest potworem.Zdradzala mnie,upokarzala a ja nie potrafilam odejsc. Odchodzilam, ale mijal czas, i wracalam. Niestety jestem osoba,ktora ma wielki dar poswiecania sie dla drugiej osoby, jednak nigdy nie otrzymalam nic w zamian. To ja zawsze staralam sie. Minelo kilka lat i nie potrafie sie z nikim zwiazac,caly czas jest ta osoba,pomimo,ze wyrzadzila mi tyle krzywdy.Najgorsze jest to,ze on co jakis czas dzwoni,pisze i w dalszym ciagu ciagnie sie to pieklo.Sama sobie robie krzywde,jestem na krawedzi wytrzymalosci.To jest chyba uzaleznienie Odpowiedz Link Zgłoś
aaugustw Re: Kochać za bardzo 16.12.06, 13:09 izabellam napisała: > Osoba z ktora bylam jest potworem.Zdradzala mnie,upokarzala a ja nie potrafilam odejsc. Odchodzilam, ale mijal czas, i wracalam. - - - - - - - - - - Czyli, jak to mowia; "lubilas ten sport". ________________________________________. izabellam napisała dalej: Niestety jestem osoba,ktora ma wielki dar poswiecania sie dla drugiej osoby, jednak nigdy nie otrzymalam nic w zamian. - - - - - - - - - Tego nie moge zrozumiec; "nigdy nie otrzymywalam nic w zamian"(!?). Jak to przeciez idac do niego automatycznie chcialas tego, na co potem narzekasz, tlumaczac sie swoim wielkim darem poswiecania sie...! (czlowiek to taka istota, ze wszystko umie wytlumaczyc). ___________________________________________________________________. izabellam napisała dalej: > To ja zawsze staralam sie. Minelo kilka lat i nie potrafie sie z nikim > zwiazac,caly czas jest ta osoba,pomimo,ze wyrzadzila mi tyle rzywdy.Najgorsze > jest to,ze on co jakis czas dzwoni,pisze i w dalszym ciagu ciagnie sie to > pieklo.... - - - - - - - "Bo do tanga trzeba dwojga...!" ;-)) A... Ps. mnie pomaga zawsze pokora i ta szczera prawda o samym sobie. Kim jestem? - Dlaczego zwalam wine na innych? (itp...) ;-)) Odpowiedz Link Zgłoś
aaugustw Re: Kochać za bardzo 14.12.06, 17:54 ktostam111 napisała: > CZy ktos spotkał się z tym terminem? _______________________________________. Nie. Z takim terminem sie nie spotkalem. Uwazam, ze nie mozna "kochac za bardzo". Slyszalem natomiast:"kochac chorobliwie" A... Odpowiedz Link Zgłoś
fazi-gdynia Re: Kochać za bardzo 15.12.06, 22:40 Proponuję książkę Robin Norwood pt. "Kobiety, które kochają za bardzo i ciągle liczą, że on się zmieni." Odpowiedz Link Zgłoś
fazi-gdynia Re: Kochać za bardzo 15.12.06, 22:42 Dopiero doczytałem, że już przeczytałaś tę książkę :-) Odpowiedz Link Zgłoś
baasil Re: Kochać za bardzo 16.12.06, 17:17 polecam "Żal po stracie"Anny Dodziuk-wyd.Instytut Psychologii Zdrowia (cieniutka,ale bardzo treściwa książeczka)a 2 lata,to rzeczywiście ciut przydługi okres opłakiwania straty.może jeszcze "Wstyd" tej samej autorki. Odpowiedz Link Zgłoś
bloomoo Re: Kochać za bardzo 18.12.06, 09:12 myszabrum bardzo dobrze radzi!! tylko terapia wstrzasowa..mowisz ze sie boisz? to jest tak samo jako z alkoholikiem ktory ma pojsc na terapie badz do AA i musi dotrzec do niego ze juz wiecej ani kropelki...to jest uzaleznienie i to chore,co prawda zwiazane z psychika(alkoholizm tez hmmm..ale paraleli)wiec wydaje mi sie ze taki wstrza o jakim pisze myszabrum by Ci sie naprawde przydal..niewazne jak wyjdziesz z twarza lub bez..bedziesz po i tyle..no chyba ze Twoja psychika jest na tyle chora ze jak go zobaczysz to jeszcze bardziej bedziesz zalowac ze odszedl..?:((( Odpowiedz Link Zgłoś
niedzwiedziopies Re: Kochać za bardzo 18.12.06, 21:05 Bardzo dobrze znam ten problem lecz z drugiej strony płci. (jeden z jego aspektów opisuję w osobnym wątku). Generalnie problem nie posiada formalnego rozwiazania (może się mylę?) ale wymaga raczej rozpatrzenia możliwości projekcji własnych cech na te druga osobę i potrzeby kwestionowania jej prawdziwej - nie wyidealizowanej - natury. Ktoś dobrze napisał, że skuteczna jest "terapia wstrząsowa' tyle tylko że z zazaczeniem metod łagodzenia jej skutków. Otóż metody te nie mogą Cię zniszczyć - nie wolno Ci do tego dopuścić. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś