e4ska
30.06.07, 00:13
Nie wchodzi mi na wątek Jarasowy (dziwne), to daję nówkę...
Koncepcja człowieka wedle wiernego ucznia szarlatanów...
Człowiek pokraka, dręczony koszmarami, walczący ustawicznie z bólem i wstydem,
rozdarty i bezbronny. Nieporadny głupiec. Kupa brudu, potu i łez.
Jaras, to ty? taki jesteś bez swoich pomagierów?
Czemu pytanie takie...
Spojrzałam jeszcze na post Jarasa, gdzie użalił się nad Eską... i muszę
przyznać, że mnie zadziwił.
Bo cóż ja czytam:
"nawet gdy wypłyniesz gdzieś na natury łonie, to tylko
> odpędzasz najtrudniejsze odczucia"
!!!!!!!!!
co odpędzam? Jakie najtrudniejsze?
Owszem, myślę o wielu rzeczach - o miłych i niemiłych też. O zarobkach. O
planach finansowych. O kolorze nowych zasłon. O pracy. O przeszłości. O
przyszłości. O zdrowiu i chorobie. Myślę sobie nawet o miłych forumowiczach - co
robią, jaki jest ich sposób myślenia - nawet sobie prowadzę niby-rozmowy - taka
ze mnie gaduła - mimo że milczę, a jednak - słyszę, prawie widzę:)
Smutne, że wyterapeutyzowany pokazowo facet nie rozumie, że być wśród zieleni to
nie dla jakiego odpędzania... to z miłości do świata... kiedy zdychałam z
przepicia, myślałam, że już nigdy nie zobaczę leśnej dróżki. A zobaczyłam:)
W nędzy salek mityngowych i cienkiej herbaty ostatniego sortu - nie ma piękna.
Przynajmniej niektórzy są ślepi - dla nich piękno to zbędne nic...
"odpędzasz najtrudniejsze odczucia, nie próbując doszukać się z czego się biorą
> i wciąż powracają"
Idiotyzm kompletny. Z czego się mają brać najtrudniejsze odczucia, skoro wcale
się nie biorą... w dodatku "wciąż powracają"... co to - sugestia jakiegoś
natręctwa myśli, gonitwy jakiej, intelektualnego i emocjonalnego w koło macieju?
heh... co trzymają w głowach "leczeni" przez terapeutów - rany rany rany hej:)))
Że tez im te łby nie eksplodują... cud.
"szydzisz, by przywrócić w sobie stan dobrego myślenia o sobie" ja wcale nie
szydzę, np. teraz piszę ze śmiertelną powagą. Niestety, ku zgrozie idoli
Jarasowych - cały czas dobrze myślę o sobie... co mam sobie przywracać? Ja
bardzo siebie lubię - trudno, taka moja natura plugawa:))) nigdy się ze sobą nie
nudzę - wiem, że Eska zawsze co wymyśli, żeby sie pośmiać... toteż i śmieję się
w polach swoich - na głos. Jak nikt nie słyszy, oczywiście:)
"wciąż bujasz między poczuciem żalu i
> wstydu, a co za tym idzie żyjesz negacją i koszmary powracają"
Jaras, to są chyba te słynne projekcje czy cóś:)
Jakiego, kura, żalu??? Pisałam wielokrotnie, i to bodajże do ciebie, że ja nie
przekreślam swojej przeszłości - nie żałuję, że piłam - gdybym miała jeszcze raz
przeżyć swoje życie, to też bym piła... nic bym nie zmieniała... picie dało mi
tyle dobrego - a teraz, kiedy nie piję - też mi dobrze - bo wszystko ma swój
porządek, także i nasze losy - układają się same, jeśli rozumiesz siebie... a
wstyd znoszę dobrze, bo sama przed sobą sie nie wstydzę... jestem kompletnie
bezwstydnym zwierzęciem. Wstyd pojawia sie w relacjach z innymi, nie ze sobą.
Nie robiłam jakichś głupstw straszliwych, miałam szczęście. Gdyby kto sie
dowiedział - a... to bym sie wstydziła. Nie biedę pić, żeby nie wyszło szydło z
worka - ale to nie najwalniejszy motyw mojej trzeźwości. Jestem za cwana, żeby
sobie popsuć szanse:)))
I nie mam żadnych koszmarów... jakie znów koszmary???
Pijaki trzeźwiejące - nie dajcie sobie wmawiać podobnych głupot! a jak już wam
wmówiono, to oświećcie mnie:
Co to jest, jakie są te KOSZMARY, które niby powinny wracać?
Bardzo proszę - co to takiego? Addi? Mysza? Zyg? Jaras? Szacki?
Bo nie wiem, czego mam sie bać????????
Zwłaszcza że jutro wyjeżdżam znów w swoje ukochane rodzinne strony, mogę sobie
myśleć w podróży...
heh, i tu mi się wyprostowało:)))
W ogóle -----
Moje życie jest jak sen. Niech trwa...:)