godiva1
29.03.12, 19:52
Bardzo przepraszam jesli watek jest nieodpowiedni do dyskusji tutaj, ale chodzi za mna rozmowa z kolega z pracy i moj liberalny mozg nie jest w stanie sobie poradzic z jego argumentami.
Pare lat temu burzliwa dyskusje wywolala ksiazke "Bell Curve" ktore autor podsumowal rozmaite badania dotyczace roznic inteligencji miedzy rasami i wedlug ktorego rasa czarna ma nizsze IQ statystycznie znaczaco. Od tego czasu temat raz na jakis czas sie pojawia, krytycy wskazuja ze trudno jest oddzielic wplyw warunkow ekonomicznych w badaniach, ze pojecie rasy jest malo scisle, ze IQ nie jest miara scisla, ze badania czesto pokazuja sprzeczne ze soba wyniki, ale generalnie jest wystarczajaco duzo dowodow na roznice w IQ miedzy rasami, ze nie mozna twierdzic ze tych roznic nie ma. Temat naturalnie jest delikatny i dialog miedzy dwiema stronami nie istnieje. Tych ktorzy sie wypowiadaja bez przemyslenia (jak np. James Watson) sa generalnie strofowani.
I ja teraz sie z tym mecze, bo to sie zupelnie nie zgadza z moim (politycznie poprawnym) przekonaniem, ze tak byc nie moze. Ale z drugiej strony nie chce byc jak ci, ktorzy zaprzeczaja teorii ewolucji bo im nie pasuje do swiatopogladu, i nie sa w stanie pogodzic sie z odkryciami nauki, no wiec co? Myslicie, ze jest sens sie nad tym zastanawiac czy po prostu przyjac, ze nalezy zostac agnostykiem w tej sprawie?