27.10.05, 15:07
poprzeni mój wątek zginął śmiercią naturalną... ale chciałam zapytać czy ktoś
z Was drodzy forumowicze wyleczył nerwicę lękową lekami homeopatycznymi- czy
jest to możliwe???
Obserwuj wątek
    • kama58 Re: nerwica 27.10.05, 15:53
      i82 napisał:

      > poprzeni mój wątek zginął śmiercią naturalną... ale chciałam zapytać czy ktoś
      > z Was drodzy forumowicze wyleczył nerwicę lękową lekami homeopatycznymi- czy
      > jest to możliwe???

      Fachowcy odpowiedzą, że tak. Niektórzy znają to też ponoć z autopsji. Ostatnio
      niejaka lucyna_n próbowała (chociaż nie wiem czy dokładnie o tę przypadłość
      chodziło) i chyba trochę zniechęciła się; szkoda że zniknęła z forum
      • tom_j23 Re: nerwica 28.10.05, 23:24

        kama58 napisała:

        > Fachowcy odpowiedzą, że tak. Niektórzy znają to też ponoć z autopsji.
        > Ostatnio niejaka lucyna_n próbowała

        Nie jestem fachowcem, ale trochę wątpię w homeopatię na tym polu. W czasie,
        kiedy Lucyna walczyła pisałem o zmianie trybu życia, diecie, itp. i dostało mi
        się, że niby nie rozumiem problemu i lekceważę go. Otóż nie jest tak. Sam
        doświadczyłem (może nie nerwicy lękowej), ale delikatnie to nazywając -
        "długotrwałego obniżenia nastroju".
        I próbowałem wtedy homeopatii ze skutkiem mizernym. Zgłębiłem w tym okresie
        trochę literatury na ten temat i doszedłem do wniosku (co nie jest oczywiście
        żadnym odkryciem), że za taki stan odpowiedzialna jest podświadomość, a
        precyzyjniej rzecz ujmująć pewien tor, na który myślenie człowieka zostaje
        zepchnięte. Ten tor - schemat myślowy (pamięć, odruchy) jest zakodowany w
        podświadomości i należy go zmienić.
        Pytanie - jak homeopatia miałaby to zrobić? - Jak homeopatia miałaby wykasować
        stare wzorce zachowania i utworzyć nowe? Mamy tu do czynienia z bardzo
        skomplikowanym interfejsem. Wzrok, słuch, węch, itd. dostarczają mózgowi
        bodźców. Bodźce te są przetwarzane na jakieś dane i gdzieś gromadzone (nie
        wiemy jak i gdzie). Jedyny sposób jaki widzę na "naprawienie" myśli - to
        ponowne ich pobranie przez świadomość, ponowne ich przetworzenie i ponowne
        zapisanie w postaci "naprawionej". Nie wydaje mi się, aby lek homeo był w
        stanie zrobić to bezpośrednio - bez aktywnego udziału mózgu (czyli bez aktywnej
        pracy świadomości).
        Tak więc - moim zdaniem - lek homeo może co najwyżej pomóc nam, natomiast całą
        pracę i tak musi wykonać nasz mózg świadomie przez nas do tej pracy zmuszany.
        Istotna w terapii jest zmiana toru, po którym podąża nasza podświadomość i
        sprzyjają temu wszelkie działania niezgodne z naszym dotychczasowym trybem
        życia. A więc zmiana rozkładu dnia, zmiana diety, itp. powodują przełamywanie
        schematów zakodowanych w podświadomości i ułatwiają tworzenie nowych wzorców
        działania. W literaturze spotkałem się z takim sformułowaniem,
        że "podświadomości trzeba zaimponować". Kiedy swoim świadomym działaniem wstaję
        o szóstej rano i wychodzę na mróz, żeby pobiegać, to świadomość "imponuje
        podświadomości". W tym momencie pokazujemy i ustalamy, kto tu rządzi.

        Dobra, a teraz możecie mnie skrytykować :-).

        Stefan
        • i82 Re: nerwica 29.10.05, 14:25
          uważam, że za to co napisałaś nie powinieneś zostać skrytykowany.. powiem
          więcej powinieneś zostać pochwalony i nagrodzony ;). ja rozumiem wszystko...
          zmiana myślenia,a w konsekwencji życia.. niestety nie jest to takie proste i
          łatwe na jakie może wyglądać... podnosić sie i upadać... dlatego szukam czegoś,
          co mogłoby pomóc w tym i przygasić napady lęku jakie toważyszą mi każdego dnia
          • tom_j23 Re: nerwica 29.10.05, 20:20
            i82 napisał:

            > zmiana myślenia,a w konsekwencji życia.. niestety nie jest to takie proste i
            > łatwe na jakie może wyglądać...

            Nie jest łatwe, to prawda. Ale nie jesteś sama. Wielu ludzi od wielu lat ma
            podobne problemy. I w związku z tym powstaje wiele systemów filozoficzno-
            psychologicznych mających na celu pomoc w osiągnięciu celu. Moim zdaniem da się
            wyciągnąć esencję z tych systemów i ująć ją w trzech punktach:

            1. Należy podnosić fizyczną "siłę życiową". Stan depresyjny z reguły powoduje
            utratę apetytu oraz zmniejsza aktywność człowieka, co w konsekwencji powoduje
            dalsze "zapętlanie" i dalszą utratę siły życiowej. Aby temu zapobiegać należy
            przede wszystkim zwrócić uwagę na dwie sprawy:
            - odżywianie (właściwa dieta - nie chodzi o dietę w sensie "odchudzania", ale
            właściwa ze względu na podniesienie sprawności organizmu, w tym procesów
            myślowych).
            - dotlenienie organizmu (koniecznie pełne, głębokie oddychanie przeponowe). To
            jest naprawdę bardzo ważne. W sieci znajdziesz mnóstwo informacji na ten temat,
            np.:
            zdrowie.5ksiag.pl/oddychanie._jak_pomoc_swojemu_zdrowiu.htm
            www.studentnews.pl/serwis.php?s=169&pok=4644
            www.lideria.pl/sklep/opis?nr=67985&id=12QCNYkZsqlxB
            2. Walka ze stresem. Tu w różnych systemach są różne recepty. Ja to
            nazywam "wrzucaniem na luz", ale - to właśnie za to określenie dostało mi się
            najbardziej :-). Moje "wrzucanie na luz" polega na przyjęciu totalnej
            postawy "wybaczania". Wybaczam (a przynajmniej staram się wybaczyć) wszystko i
            wszystkim tak szybko, jak to tylko możliwe. Wybaczam samochodowi, że rano nie
            odpalił, studentom - że się nie uczą, sobie - że na kogoś nawarczałem, itd.
            Wybacz też swojej podświadomości, że robi Ci kłopoty. Po prostu - zaraz po
            stresującej sytuacji - powiedz sobie w myśli lub jeśli możesz - na
            głos "wybaczam Ci to". Spróbuj - może ta metoda Ci się uda.

            3. Tzw. "pozytywne" myślenie. Na ten temat napisano góry książek. Do klasyki
            można zaliczyć Murphy'ego:
            ksiegarnia.wysylkowa.pl/index.php?c=8&nr=308460&l=2
            Tak książka jest też do pobrania z sieci, ale trzeba się logować i musiałbym Ci
            wytłumaczyć, jak ją pobrać. Jeśli jesteś zainteresowana - to opiszę Ci
            procedurę.


            Spróbuj wprowadzić w życie te elementy. Czym ryzykujesz próbując?


            Stefan

            PS. Przepraszam za ten niehomeopatyczny wywód, ale czuję się w obowiązku
            wytłumaczyć, co miałem na myśli pisząc wcześniej (w innym wątku) o diecie,
            sporcie, "wrzucaniu na luz", itd. Wcześniej nie rozwinąłem tego i zostałem
            chyba źle zrozumiany przez niektórych forumowiczów.


            • kama58 Re: nerwica - "wrzucić na luz"? 30.10.05, 00:27
              tom_j23 napisał:

              > > zmiana myślenia,a w konsekwencji życia.. niestety nie jest to takie prost
              > e i łatwe na jakie może wyglądać...

              Poszukujący chcieliby mieć pewność, że homeopatia im w tym pomoże.

              > 2. Walka ze stresem. Tu w różnych systemach są różne recepty. Ja to
              > nazywam "wrzucaniem na luz", ale - to właśnie za to określenie dostało mi się
              > najbardziej :-). Moje "wrzucanie na luz" polega na przyjęciu totalnej
              > postawy "wybaczania".

              Dopiero teraz doczytałam Twoją definicję. Ja "wrzucanie na luz" rozumiem inaczej.

              >Wybaczam (a przynajmniej staram się wybaczyć) wszystko i
              > wszystkim tak szybko, jak to tylko możliwe. Wybaczam samochodowi, że rano nie
              > odpalił, studentom - że się nie uczą, sobie - że na kogoś nawarczałem, itd.

              Oczywiście, że jest to chwalebne, a brak umiejętności w tym zakresie wzmaga
              negatywne emocje i stres. Jednak - co może trudno Ci sobie wyobrazić - są osoby
              dla których takie zachowania są prawie naturalne, a mimo to cierpią na rożne
              dolegliwości natury psychicznej.

              > Wybacz też swojej podświadomości, że robi Ci kłopoty. Po prostu - zaraz po
              > stresującej sytuacji - powiedz sobie w myśli lub jeśli możesz - na
              > głos "wybaczam Ci to". Spróbuj - może ta metoda Ci się uda.

              Potęga podwiadomości - dla jednych droga do zwycięstwa, dla drugich - do klęski.

              > 3. Tzw. "pozytywne" myślenie. Na ten temat napisano góry książek.

              Napisano również wiele o złym wpływie takiej postawy. I znowu, proszę, nie
              odbierz tego tak, że a priori krytykuję ten nurt. Wręcz przeciwnie.

              > Spróbuj wprowadzić w życie te elementy. Czym ryzykujesz próbując?
              Nie odpowiem za autorkę. Ale wbrew pozorom, ryzyko istnieje, jak przy każdej
              terapii:)

              > "wrzucaniu na luz", itd. Wcześniej nie rozwinąłem tego i zostałem
              > chyba źle zrozumiany przez niektórych forumowiczów.

              Po części - tak.


              • tom_j23 Re: nerwica - "wrzucić na luz"? 30.10.05, 00:49
                kama58 napisała:


                > > "wrzucaniu na luz", itd. Wcześniej nie rozwinąłem tego i zostałem
                > > chyba źle zrozumiany przez niektórych forumowiczów.
                >
                > Po części - tak.


                Tak naprawdę - to w tym "luzie" chodzi o to, żeby się "nie przejmować". Myślę,
                że w pierwszym przybliżeniu tak to rozumieją wszyscy. Ale co to znaczy "nie
                przejmować się". Tzn. żeby zdarzenia zewnętrzne nas nie stresowały (to jest
                chyba meritum sprawy). Jak to zrobić - to już jest kwestia techniki. Można
                założyć, że się będzie miało do spraw stresujących tzw. "zwis" (sorki, za
                wyrażenie). I oczywiście wielu ludzi tak nie potrafi (ja też nie) i tak w
                zasadzie się nie da, bo jak można np. mieć do własnego niesfornego
                dziecka "zwis"? Więc można próbować to obejść na różne sposoby, np.
                przez "wybaczanie", albo inne techniki (odliczanie, medytacje, itp.).
                Moje listy i tak są długie (za długie), więc trudno tak wszystko roztrząsać.
                Czasem rzucam temat i jeśli jest zainteresowanie - to go rozwijam. W tym
                wypadku - temat się rozwinął, ale nie w tę stronę co trzeba :-).



                Stefan

                • kama58 Re: nerwica - "wrzucić na luz"? 30.10.05, 01:09
                  tom_j23 napisał:
                  > Tak naprawdę - to w tym "luzie" chodzi o to, żeby się "nie przejmować". Myślę,
                  > że w pierwszym przybliżeniu tak to rozumieją wszyscy.

                  Tak właśnie.

                  >Ale co to znaczy "nie
                  > przejmować się". Tzn. żeby zdarzenia zewnętrzne nas nie stresowały (to jest
                  > chyba meritum sprawy). Jak to zrobić - to już jest kwestia techniki.

                  Załóżmy, że od roku jesteś bezrobotny, tudzież udaje Ci się załapać pracę na
                  czarno za 500 zł, na utrzymaniu masz dzieci, nad Tobą komornik. Jaką technikę
                  proponujesz?

                  > Można
                  > założyć, że się będzie miało do spraw stresujących tzw. "zwis" (sorki, za
                  > wyrażenie).

                  Masz przewlekle chore dziecko, czarne wizje leczenia (brak środków, mozliwości,
                  itp.), pod opieką schorowanych rodziców, którym brak na lekarstwa, męża/zonę
                  schizofrenika i .. z uśmiechem na twarzy trenujesz "zwis":)

                  >I oczywiście wielu ludzi tak nie potrafi (ja też nie) i tak w
                  > zasadzie się nie da,

                  Tak, wielu ludzi nie potrafi poradzić sobie z życiem i ani "zwis", ani "luz"
                  pewnych spraw nie rozwiąże.

                  > bo jak można np. mieć do własnego niesfornego
                  > dziecka "zwis"?

                  Skoro do tego to sprowadzasz, widocznie w życiu nie zetknąłeś się z poważnymi
                  problemami.

                  >Więc można próbować to obejść na różne sposoby, np.
                  > przez "wybaczanie", albo inne techniki (odliczanie, medytacje, itp.).

                  Nie, nie zawsze można!!!
                  • tom_j23 Re: nerwica - "wrzucić na luz"? 30.10.05, 01:25
                    kama58 napisała:

                    > Załóżmy, że od roku jesteś bezrobotny, tudzież udaje Ci się załapać pracę na
                    > czarno za 500 zł, na utrzymaniu masz dzieci, nad Tobą komornik. Jaką technikę
                    > proponujesz?

                    Dwie sprawy - po pierwsze scenariuszy mogą być tysiące i nie da się udzielić
                    odpowiedzi jednej uniwersalnej pasującej do wszystkich. Dla różnych scenariuszy
                    mogą być słuszne inne techniki, a one wszystkie sprowadzają się do "nie
                    przejmuj się", czyli kolokwialnego "luzu".

                    Po drugie - ta konkretnie przedstawiona przez Ciebie sytuacja. Hm - za mało
                    danych. Czemu jesteś bezrobotny? Masz złe kwalifikacje? Masz pecha? Masz "zły"
                    charakter i nie możesz "zagrzać" miejsca w pracy? Masz inne schorzenia
                    (fizyczne) i dlatego nie możesz pracować?
                    Poza tym - chyba Twoje przykłady nie są dobre. Depresje chyba najczęściej mają
                    inne powody.

                    > > bo jak można np. mieć do własnego niesfornego
                    > > dziecka "zwis"?
                    >
                    > Skoro do tego to sprowadzasz, widocznie w życiu nie zetknąłeś się z poważnymi
                    > problemami.

                    Znowu dwie sprawy - po pierwsze "niesforne dziecko" - to bardzo poważny
                    problem. Po drugie - to był przykład.


                    > >Więc można próbować to obejść na różne sposoby, np.
                    > > przez "wybaczanie", albo inne techniki (odliczanie, medytacje, itp.).
                    >
                    > Nie, nie zawsze można!!!

                    I znowu dwie sprawy :-). Nie zawsze się uda, ale zawsze można przynajmniej
                    próbować (aby zminimalizować straty). I po drugie - nie znasz konkretnego
                    przypadku. To czy można, czy nie musi ocenić pytający.


                    Stefan


                    • kama58 depresja 30.10.05, 10:49
                      tom_j23 napisał:
                      > mogą być słuszne inne techniki, a one wszystkie sprowadzają się do "nie
                      > przejmuj się", czyli kolokwialnego "luzu".

                      Swego czasu sąsiadowałam z meżczyzną, którego dopadała okresowo ciężka postać
                      depresji. I tak wkoło ...dziesiąt lat. Może w wolnej chwili opiszę coś więcej,
                      aby uzmysłowić Ci pewne sprawy. Wierz mi jednak, że powyższe Twe słowa w
                      kontekście tej sytuacji to niczym czarny humor, albo dolewanie oliwy do ognia:(
                      • tom_j23 Re: depresja 30.10.05, 11:31
                        kama58 napisała:

                        > Wierz mi jednak, że powyższe Twe słowa w
                        > kontekście tej sytuacji to niczym czarny humor,
                        > albo dolewanie oliwy do ognia:(


                        Nie chcę dolewać oliwy do ognia. Spójrz na to inaczej. Nie znasz pytającego,
                        nie znasz sytuacji, ale widzisz list. Czy tego chcesz, czy nie - dokonujesz
                        pewnej analizy. Wszystko jest ważne: i nick i sposób formułowania myśli przez
                        pytającego i Twoje dotychczasowe doświadczenia i to co do tej pory przeczytałaś
                        i pewnie wiele innych spraw, z których nie zdajemy sobie sprawy (domniemany
                        wiek, domniemana przyczyna - czytasz to między wierszami). I z tego wszystkiego
                        wyłania Ci się obraz pytającego. Inaczej odpowiesz, jeśli list zaczyna się np.
                        tak: "Dzień dobry! Mam problem...", a inaczej, jeśli np. tak: "Heja - jestem
                        panikara...". Starasz się dostosować sformułowania w odpowiedzi do domniemanego
                        stylu odbiorcy. Tu oczywiście jest ryzyko, bo możesz źle ten styl wyczuć. Jest
                        też inne niebezpieczeńswo, że inni - będąc w podobne sytuacji wezmą odpowiedź
                        do siebie - ale to jest błąd - list jest kierowany nie do nich.
                        Przedstawiasz różne czarne scenariusze - brak pracy, trójka chorych dzieci,
                        sąsiad z nawrotową depresją - czy sądzisz, że w każdej z tych sytuacji moja
                        odpowiedź byłaby taka sama? A wracając do tego newralgicznego wątku - przejrzyj
                        go jeszcze raz - i zobacz w jakim kontekście pojawiło się owo nieszczęsne
                        słowo - "luz".


                        Stefan

        • kama58 Re: nerwica 29.10.05, 16:27
          tom_j23 napisał:

          > Nie jestem fachowcem, ale trochę wątpię w homeopatię na tym polu.

          Ja generalnie wątpię w homeopatię na 2 polach (pomijam oczywiście grupę schorzeń
          nie do wyleczenia ze wzgledów oczywistych): 1. kiedy mamy do czynienia z ludźmi
          niewrażliwymi na lek, 2.kiedy choroba charakteryzuje się b. dużą zmiennością
          objawów i trudno wtedy wyciągać na bieżąco wnioski odnośnie reakcji na lek.

          > W czasie,
          > kiedy Lucyna walczyła pisałem o zmianie trybu życia, diecie, itp. i dostało mi
          > się, że niby nie rozumiem problemu i lekceważę go.

          I słusznie Ci się dostało:) Gdyby każdą dolegliwość psychiczną (ogólnie rzecz
          nazywając) dałoby się wyleczyć metodami proponowanymi przez Ciebie, po co w
          ogóle byłyby jakiekolwiek leki?

          > Sam
          > doświadczyłem (może nie nerwicy lękowej), ale delikatnie to nazywając -
          > "długotrwałego obniżenia nastroju".

          Problem chyba w tym, że każdy człowiek podczas udzielania rad ma tendencję do
          odnoszenia się do własnych doświadczeń.

          > I próbowałem wtedy homeopatii ze skutkiem mizernym.
          I chyba nie Ty jeden.

          > Zgłębiłem w tym okresie
          > trochę literatury na ten temat i doszedłem do wniosku (co nie jest oczywiście
          > żadnym odkryciem), że za taki stan odpowiedzialna jest podświadomość, a
          > precyzyjniej rzecz ujmująć pewien tor, na który myślenie człowieka zostaje
          > zepchnięte. Ten tor - schemat myślowy (pamięć, odruchy) jest zakodowany w
          > podświadomości i należy go zmienić.

          Uświadomienie sobie pewnych zależności, powiązań, przyczyn, to dopiero pierwszy
          krok, który wcale nie musi gwarantować wyleczenia.


          > pracę i tak musi wykonać nasz mózg świadomie przez nas do tej pracy zmuszany.
          > Istotna w terapii jest zmiana toru, po którym podąża nasza podświadomość i
          > sprzyjają temu wszelkie działania niezgodne z naszym dotychczasowym trybem
          > życia. A więc zmiana rozkładu dnia, zmiana diety, itp. powodują przełamywanie
          > schematów zakodowanych w podświadomości i ułatwiają tworzenie nowych wzorców
          > działania. W literaturze spotkałem się z takim sformułowaniem,
          > że "podświadomości trzeba zaimponować". Kiedy swoim świadomym działaniem
          wstaję o szóstej rano i wychodzę na mróz, żeby pobiegać, to świadomość "imponuje
          > podświadomości". W tym momencie pokazujemy i ustalamy, kto tu rządzi.
          > Dobra, a teraz możecie mnie skrytykować :-).

          Chwała Bogu, że nie jesteś lekarzem, co oczywiście nie oznacza, że Twoje
          spostrzeżenia nie będą przydatne dla określonej grupy cierpiących :)
          • tom_j23 Re: nerwica 29.10.05, 20:40
            kama58 napisała:

            >
            > I słusznie Ci się dostało:) Gdyby każdą dolegliwość psychiczną (ogólnie rzecz
            > nazywając) dałoby się wyleczyć metodami proponowanymi przez Ciebie, po co w
            > ogóle byłyby jakiekolwiek leki?

            Nie napisałem, że każdą. Może zrobiłem błąd, że nie wyjaśniłem precyzyjniej, co
            mam np. na myśli pisząc "wrzucanie na luz". Zrobiłem to w innym liście w tym
            wątku. Trochę mam opory przed pisaniem nie na temat (homeopatii), ale co tam -
            w końcu chodzi o zdrowie.

            Natomiast - co do leczenia dolegliwości psychicznych za pomocą leków - to
            wydaje mi się, że poza ewidentnymi problemami organicznymi (np. guz, wylew,
            ucisk, itp.), które w konsekwencji mogą prowadzić do dolegliwości psychicznych,
            nie ma leków, które leczyłyby "chore" myśli. Ale - może się mylę. Może
            homeopatia?

            > Problem chyba w tym, że każdy człowiek podczas udzielania rad ma tendencję do
            > odnoszenia się do własnych doświadczeń.

            Tak jest - ale czy to jest problem? Chyba właśnie forum rządzi się takimi
            prawami, że ktoś ma problem i pyta, a kto inny przez to przeszedł i odpowiada,
            jak się z problemem rozprawił.


            > Chwała Bogu, że nie jesteś lekarzem

            Może masz rację, kto to wie :-).


            Stefan

            • kama58 mędrca szkiełka i oko? 29.10.05, 23:18
              tom_j23 napisał:
              > Nie napisałem, że każdą. Może zrobiłem błąd, że nie wyjaśniłem precyzyjniej,
              co mam np. na myśli pisząc "wrzucanie na luz".

              Powiedz np matce 3 chorych dzieci, bez pracy, z długami, nerwicą, mężem
              alkoholikiem aby wrzuciła na luz..., albo ...

              > Natomiast - co do leczenia dolegliwości psychicznych za pomocą leków - to
              > wydaje mi się, że poza ewidentnymi problemami organicznymi (np. guz, wylew,
              > ucisk, itp.), które w konsekwencji mogą prowadzić do dolegliwości
              >psychicznych, nie ma leków, które leczyłyby "chore" myśli.

              Czy leczą? Tutaj pewnie i specjaliści nie są jednomyślni, pomijając oczywiste
              przypadki, których wyleczyć się nie da. Z całą pewnością potrafią natomiast
              przerwać błędne koło, czy przetrwać, kiedy nie da się "wrzucić na luz". Mam
              wątpliwości (nie pewność!), czy homeopatia może tu byc konkurencją.

              > Tak jest - ale czy to jest problem? Chyba właśnie forum rządzi się takimi
              > prawami, że ktoś ma problem i pyta, a kto inny przez to przeszedł i odpowiada,
              > jak się z problemem rozprawił.

              I tak i nie. Dopóki jest to na poziomie dzielenia się doświadczeniami, to jest
              to ogromnie przydatne. Wszak ludzie są różni, w odmiennych sytuacjach
              życiowych; każdy ma mozliwość z takich relacji wyciągnąć własne wnioski. Gorzej
              natomiast gdy na podstawie swoich przeżyć usiłuje się generalizować.

              Ja jedynie zastanawiam się, na ile realnie można utrafić z lekiem i robić
              pacjentowi nadzieję, jeśli ze względu na ambiwalencję nie można oprzeć się na
              aktualnych objawach (samopoczuciu pacjenta) w odniesieniu do przyjmowanego leku.
              Przypadek lucyny_n zainteresował mnie szczególnie z 2 powodów: ogromna
              wrażliwość na lek (siła sugestii?) oraz fakt, że homeopatą był psychiatra.
              • tom_j23 Re: mędrca szkiełka i oko? 29.10.05, 23:46
                kama58 napisała:

                >
                > Powiedz np matce 3 chorych dzieci, bez pracy, z długami, nerwicą, mężem
                > alkoholikiem aby wrzuciła na luz..., albo ...

                Albo? - co innego możesz poradzić? Przypisać lek? Wysłać do lekarza (za co?)?
                Albo zrobić wywiad na forum (aby poznać sytuację)? Można też milczeć. Można
                też "wrzucić na luz" i w takiej sytuacji i kto wie, czy to nie jest dobre
                rozwiązanie. Oczywiście - można się z tym zgadzać lub nie, ale - jak pisałem w
                innym wątku - to osoba pytająca powinna ocenić odpowiedź (bo to ona wie, na ile
                to może mieć do niej zastosowanie). Tymczasem larum podniesione przez osoby
                stojące obok i (być może) oceniające sprawę ze swojej perspektywy, która może
                być różna od perspektywy osoby pytającej wcale osobie pytającej nie służy (bo
                zamyka dyskusję, która mogłaby w kolejnych odpowiedziach innych osób przynieść
                rozwiązanie). Tak więc apeluję o zachowanie dystansu.
                Ponadto - skąd wiesz że 3 chorych dzieci, itd. A może pracoholizm, kariera,
                itp.? Nie wiemy. Dlatego moim zdaniem można radzić różne rzeczy, a pytający
                może wybrać tę odpowiedź, która do niego najbardziej pasuje.


                > > Tak jest - ale czy to jest problem? Chyba właśnie forum rządzi się takimi
                > > prawami, że ktoś ma problem i pyta, a kto inny przez to przeszedł
                > > i odpowiada, jak się z problemem rozprawił.

                > I tak i nie. Dopóki jest to na poziomie dzielenia się doświadczeniami, to jest
                > to ogromnie przydatne. Wszak ludzie są różni, w odmiennych sytuacjach
                > życiowych; każdy ma mozliwość z takich relacji wyciągnąć własne wnioski.
                > Gorzej natomiast gdy na podstawie swoich przeżyć usiłuje się generalizować.

                Większość porad na forum polega na tym, że zakładamy, że byliśmy lub
                widzieliśmy jakąś sytuację i w niej porada się sprawdziła, więc zakładamy, że u
                kogoś też pomoże. Rzadko znamy pełny obraz sytuacji. Tak po prostu działa
                forum. I osoby pytające (mam nadzieję) zdają sobie z tego sprawę.


                Stefan



                • kama58 Re: mędrca szkiełka i oko? 30.10.05, 00:06
                  Stefan, pamiętam ten wątek, kiedy na Ciebie naskoczono. I może forma tego nie
                  była zbyt odpowiednia, ale słusznie Ci się oberwało (w tym wątku dałeś
                  przyzwolenie:)

                  tom_j23 napisał:

                  > Albo?
                  Można naprawdę przytoczyć wiele sytuacji z życia wziętych, tylko po co?

                  > - co innego możesz poradzić?
                  Nie da się nic poradzić UNIWERSALNEGO, oprócz sloganów.

                  >Przypisać lek?
                  Czasami jest niezbędny. I powracamy do meritum. Czy wtedy homeopatia staje na
                  wysokości zadania?

                  >Wysłać do lekarza (za co?)?
                  Jeszcze co poniektórzy lekarze bezpłatnie przyjmują ...

                  > Albo zrobić wywiad na forum (aby poznać sytuację)?
                  Jeżeli osoba ma ochotę, to sama pisze.

                  >Można też milczeć. Można
                  > też "wrzucić na luz" i w takiej sytuacji i kto wie, czy to nie jest dobre
                  > rozwiązanie.

                  Właśnie o to mi chodzi: kto wie? Ani Ty, ani ja.

                  > Oczywiście - można się z tym zgadzać lub nie, ale - jak pisałem w
                  > innym wątku - to osoba pytająca powinna ocenić odpowiedź

                  Początkowo tego nie pisałeś, Twe stwierdzenia były w formie faktów oczywistych.
                  Ja wcale nie neguję, że odpuszczenie sobie pewnych spraw, uświadomienie związków
                  przyczynowo-skutkowych jest złe same w sobie.

                  > Tak więc apeluję o zachowanie dystansu.
                  Do wszystkich, bez wyjątku, oczywiście ?

                  > Ponadto - skąd wiesz że 3 chorych dzieci, itd.
                  Nie wiem, jest wiele sytuacji zarówno życiowych, jak i zdrowotnych, kiedy nie da
                  wrzucić się na luz.

                  >A może pracoholizm, kariera,
                  > itp.? Nie wiemy. Dlatego moim zdaniem można radzić różne rzeczy, a pytający
                  > może wybrać tę odpowiedź, która do niego najbardziej pasuje.

                  Całkowicie się z Tobą zgadzam. Jedna uwaga: czasami po prostu trudno jest samemu
                  ocenić wydźwięk własnych słów:)
                  • tom_j23 Re: mędrca szkiełka i oko? 30.10.05, 00:29
                    kama58 napisała:

                    > > - co innego możesz poradzić?
                    > Nie da się nic poradzić UNIWERSALNEGO, oprócz sloganów.

                    Dokładnie, ale często pytający chce po prostu zainteresowania.


                    > >Przypisać lek?
                    > Czasami jest niezbędny. I powracamy do meritum. Czy wtedy homeopatia staje na
                    > wysokości zadania?

                    Tego nie wiem. Najgorsze jest to, że nawet gdybym wiedział - to w takiej
                    sytuacji (bez wywiadu i na dodatek w sferze psychiki) - to byłoby bardzo
                    karkołomne posunięcie.


                    > Początkowo tego nie pisałeś, Twe stwierdzenia były w formie faktów
                    oczywistych.

                    Hm - to jest kwestia odbioru z jednej strony - a formułowania myśli z drugiej
                    (mojej). Wiesz - ja jestem zawodowym wykładowcą. Moim zawodem jest nauczanie. I
                    robię to już na tyle długo, że weszło mi to w krew. Musicie brać na to
                    poprawkę :-).
                    Student nie może mieć wątpliwości, czy to co mówię, jest słuszne, czy nie. Stąd
                    dobór pewnych słów, ale - staram się kiedy tylko o tym pamiętam dodawać na
                    forum formułkę "moim zdaniem" (chyba, że cytuję).


                    > > Tak więc apeluję o zachowanie dystansu.
                    > Do wszystkich, bez wyjątku, oczywiście ?

                    Oczywiście, że apeluję do wszystkich (jeśli masz na myśli mnie - to oczywiście -
                    do siebie też). Rozumiem też (jak kiedyś napisałaś), że nikt nie jest idealny.
                    Oczywiście - można też i do mnie apelować o różne rzeczy (na przykład, żebym
                    się powstrzymał od komentarza), ale nie musi to być w żadną stronę złośliwe.

                    Cieszę się, że możemy tak sobie pogadać.


                    Stefan

                    PS. Do i82 - sorki, że w Twoim wątku tak sobie dyskutujemy troszkę nie na
                    temat. Tak nam się nazbierało parę spraw :-).

                    • kama58 Re: mędrca szkiełka i oko? 30.10.05, 00:43
                      tom_j23 napisał:
                      > Dokładnie, ale często pytający chce po prostu zainteresowania.

                      Tak właśnie, a nie morałów.

                      > Tego nie wiem.
                      Uważam, że w pewnym sensie to toto-lotek (leczenie homeo)

                      > Wiesz - ja jestem zawodowym wykładowcą. Moim zawodem jest nauczanie. I
                      > robię to już na tyle długo, że weszło mi to w krew.

                      Wiesz, same wykłady wychodzą Ci świetnie:)

                      > Oczywiście - można też i do mnie apelować o różne rzeczy (na przykład, żebym
                      > się powstrzymał od komentarza)

                      To byłaby strata niepowetowana:)

                      > ale nie musi to być w żadną stronę złośliwe.

                      Uważasz, że z mojej strony jest?

                      > PS. Do i82 - sorki, że w Twoim wątku tak sobie dyskutujemy troszkę nie na
                      > temat. Tak nam się nazbierało parę spraw :-).

                      Dokładnie. Ale ogólnie o samym leczeniu nerwicy homeopatycznie chyba niewiele
                      jest już do dodania - to tak gwoli usprawiedliwienia:)
                      • tom_j23 Re: mędrca szkiełka i oko? 30.10.05, 00:54
                        kama58 napisała:

                        >
                        > > ale nie musi to być w żadną stronę złośliwe.
                        >
                        > Uważasz, że z mojej strony jest?

                        Skądże! Wtedy po prostu tak od słowa do słowa dyskusja poszła w złą stronę, ale
                        Ty (z tego co pamiętam) nie brałaś akurat w niej udziału, choć widzę, że
                        śledziłaś ją, bo się orientujesz w sprawie.


                        Stefan
                        • kama58 Re: mędrca szkiełka i oko? 30.10.05, 01:10
                          tom_j23 napisał:
                          > Ty (z tego co pamiętam) nie brałaś akurat w niej udziału, choć widzę, że
                          > śledziłaś ją, bo się orientujesz w sprawie.

                          Tak.
                  • tom_j23 Re: mędrca szkiełka i oko? 30.10.05, 01:53
                    kama58 napisała:

                    > Jedna uwaga: czasami po prostu trudno jest samemu
                    > ocenić wydźwięk własnych słów:)

                    No tak - to jest forum. Tu się pisze, a twarzy się nie widzi i głosu nie
                    słyszy. Dostajesz uśmieszek - i nie wiesz, czy to drwina, czy gest pojednania?
                    a może przyjaźni i dobrej woli? a może jeszcze czego innego? :-).

                    Dodałbym - że to chyba trudniej jest ocenić odbiorcy właściwą intencję nadawcy.


                    Stefan

                    • kama58 Re: mędrca szkiełka i oko? 30.10.05, 10:29
                      tom_j23 napisał:
                      > Dodałbym - że to chyba trudniej jest ocenić odbiorcy właściwą intencję nadawcy.

                      Ja akurat w Twoje dobre intencje wierzę:)
              • i82 Re: mędrca szkiełka i oko? 30.10.05, 09:17
                > Przypadek lucyny_n zainteresował mnie szczególnie z 2 powodów: ogromna
                > wrażliwość na lek (siła sugestii?) oraz fakt, że homeopatą był psychiatra.

                mój homeodok też jest psychiatrą i wogóle ma jeszcze parę specjalizacji.. więc
                zawsze mam jakąś alternatywę.. ja jednak chciałabym pozostać na lekach
                homeopatycznych
                • kama58 a co mówi lekarz? 30.10.05, 14:49
                  i82 napisał:
                  > mój homeodok też jest psychiatrą i wogóle ma jeszcze parę specjalizacji.. więc
                  > zawsze mam jakąś alternatywę..

                  Jak on(a) zapatruje się na leczenie Twoich dolegliwości homeo, jakie ma sukcesy
                  u innych, czy mozna liczyć na jego szczere odpowiedzi?
                  • i82 Re: a co mówi lekarz? 30.10.05, 15:19
                    hmm nie wiem sama.. opowiadał mi o podobnym przypadku który wyleczył za pomocą
                    gelsemium... trochę o zasadach, na jakich działają leki homeopatyczne...
                    pochwalał to, że nie decyduje się na dalsze leczneie konwencjonalne
                    (antydepresanty i benzo)... ogólnie przemiłe wrażenie odniosłam...
        • very_martini Re: nerwica 29.10.05, 17:47
          Ja nie skrytykuję, bo rozumowanie jak najbardziej poprawne, alem na własne oczy
          widziała ludzi wyciągniętych z pomocą kulek z ciężkich, trwających miesiącami,
          depresji. Co prawda nerwica jest czymś zupełnie innym, ale też wyleczalnym -
          kiedyś pisała tu jedna dziewczyna, która rozpoczęła leczenie i już po kilku
          tygodniach zdecydowała się wreszcie zajść w planowaną ciążę. Tylko u niej była
          to homeo połączona z tym, o czym pisał Stefan - dieta, zmiana trybu życia, bo
          jej homeopata jest z wykształcenia psychoterapeutą. Obecnie w trakcie terapii
          jest jeszcze na forum Czarna Rebeka i Balbina. Obie do przodu:)

          16%VOL
          22%VAT
          • tom_j23 Re: nerwica 29.10.05, 20:46
            very_martini napisała:

            > Tylko u niej była
            > to homeo połączona z tym, o czym pisał Stefan - dieta, zmiana trybu życia, bo
            > jej homeopata jest z wykształcenia psychoterapeutą.

            No właśnie - homeopata jest w dobrej sytuacji - lepszej niż lekarz klasyczny.
            Homeopata z natury rzeczy przeprowadza długi wywiad, a więc jest tu już element
            psychoterapii. Jeśli do tego dorzuci kilka zaleceń dotyczących trybu życia w
            ogóle, to ma dużo większe szanse na sukces niż lekarz klasyczny (choć może się
            zdarzyć klasyczny, który też poświęci czas i ukierunkuje pacjenta). W każdym
            razie - moim zdaniem - w leczeniu tego typu dolegliwości - jak w żadnych innych
            ważne jest kompleksowe podejście do problemu (a nie tylko sam lek i czekamy co
            będzie).


            Stefan

    • i82 Re: nerwica 27.10.05, 20:56
      hmm... faktycznie szkoda . może dowiedziałabym się czegoś ciekawego....
      • very_martini Re: nerwica 28.10.05, 21:14
        Lucyna zażyczyła sobie wykasowania swoich postów, co też uczyniliśmy. To było
        jakieś 3 tygodnie po rozpoczęciu leczenia, które przebiegało jak pijana
        sinusoida - raz było super, raz dramatycznie źle. Trzeba się z tym liczyć. Jeśli
        trafisz na dobrego doka, to bilans na pewno będzie dodatni, choć nikt nie jest w
        stanie powiedzieć, po jakim czasie.

        16%VOL
        22%VAT
        • ebab miałam nerwicę lękową 31.10.05, 23:25
          odpowiadając na pytanie , no może nie sciśle , bo nie dotyczy to homeopatii ale
          nerwicy lękowej , powiem tak , mialam potworną nerwicę lękową , nie będę tutaj
          na forum jej opisywac , trafiłam na dwa miesiące na oddział nerwic i bez
          żadnych lekow za pomocą tylko i wyłącznie psychoterapii wyleczyłam się z niej
          ostatecznie. Było to 13 lat temu kiedy o homeopatii nie wiedziałam kompletnie
          nic , więc nie mogę odpowiedzieć na drugą częśc pytania . Ale wyleczyłąm się z
          nerwicy lękowej - ostatecznie .

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka