Dodaj do ulubionych

...być czy mieć ?...

10.02.05, 10:59


.....w moim środowisku ....specjalnie teraz to temat gorący .....
porównując architekturę Holandii ,>Hiszpanii>Austrii i Polski
wypadamy „tragicznie /źle/”
.....z jednej strony architekt studiujący filozofię Deridy by
mieć „podbudowę” dla swych dekonstruktywistycznych kompozycji brył budynku /
bez zleceń / - z drugiej architekt / może też bez talentu i chęci/ pracujący
pod dyktando mającego marne poczucie estetyki klienta /dużo zleceń/... -
opis jest prymitywnie uproszczony ..ale../wymogi forum/

.............jak sądzicie - czy człowiek ma prawo budować dom którego
widok powoduje u sąsiada i innych odbiorców frustrację i wprowadza go w
poważny stres.
........czy jest możliwe zastosowanie kryterium „przyzwoitości” -
przyzwoitego poziomu ?

pozdrawiam i zapraszam ....

ps. temat nie nowy ..może jednak
Obserwuj wątek
    • oldpiernik Re: ...być czy mieć ?... 10.02.05, 11:43
      Mistrz Piotr i Mistrz Jan ze starego wiersza?

      W branży motoryzacyjnej jest nie inaczej.
      Klient stawia niedorzeczne wymagania, tudzież "genialne" pomysły, bo ma
      pieniądze. Marny inżynierzyna na etacie ma wyjście honorowe lub pragmatyczne.
      Rodzinę na utrzymaniu też ma.

      Temat nie do przemilczenia.

      Tutaj, na forum, pozwalam sobie bywać.
      W biurze, mam robotę.

      Czy jestem hipokrytą?

      OLDWAHACZ
      • jaro_ss Re: ...być czy mieć ?... 10.02.05, 13:56
        A ja sobie powiem z pozycji klienta, chociaż więcej jestem niż mam, że pomimo
        że słucham rad, to wolę mieć po swojemu.... tak jak sobie wymyślę, architekta i
        inżyniera potrzebuję, bo nie mam jego uprawnień, a czasem i wiedzy.

        Tak sobie przypominam, że jak mój tato sobie domek projektował, to jako
        zapalony hobbysta, tak wszystko rozrysował, że architekt mu tylko pieczątkę
        przybił...

        Zakończę maksymą: aby być, naprzód jednak trzeba coś mieć....
        • malvvina Re: ...być czy mieć ?... 10.02.05, 17:57
          ale co ?

          > Zakończę maksymą: aby być, naprzód jednak trzeba coś mieć....
          • jul.s Re: ...być czy mieć ?...do jaro 11.02.05, 08:21

            -piszesz-
            > Tak sobie przypominam, że jak mój tato sobie domek projektował, to jako
            zapalony hobbysta, tak wszystko rozrysował, że architekt mu tylko pieczątkę
            przybił...

            ....odpowiem w dwu wersjach :

            1 - spokojnie -
            - projektowanie swojego domu tata poprzedził latami "domowych" studiów
            historii architektury , kompozycji , norm i przeanalizował setki dobrych
            projektów - praktycznie stał się architektem -/architekt to niekoniecznie ten
            który ma dyplom !/

            2.-mniej spokojnie -
            - w czasie gdy tata projektował dom wykonał dla sąsiadów kilka operacji
            wszczepienia "bajpasów" i nauczył grać na fortepianie młodego Zimermana

            .......pozdrawiam ...
            • jaro_ss Re: ...być czy mieć ?...do jaro 11.02.05, 11:22
              Wesoło......
              Mamy z tatą pewne przygotowanie inżynierskie, i rzeczywiście jesteśmy do
              pewnego stopnia "kombajnami".... Tato co nieco studiował i nawet jakiś ładny
              popularnie szanowany tytułek ma na koncie.... fakt, obłożył się książkami i tak
              się w tym zapomniał, że jego studenci mieli pretenjsje, że im budownictwo
              wykłada, a nie to co ma w programie....

              Może nie jest to arcydzieło arhitektury, ale jest nawet całkiem funkcjonalne,
              jak o mnie chodzi, to na wakacyjną posiadówkę i na postój podczas przejazdów
              przez Polskę mi wystarcza.... Za to nieopodal jest domek pewnego Prokuratura,
              rzeczywiście jest na co popatrzeć...

              Nie wiem jak się to ma do ogólnych koncepcji urbanistycznych, ale czasem warto
              coś zrobić własnymi rękoma, bo cieszy....

              Ale tyle kasy co ten prokurator to ani ja ani tato nie ma.... Komuna
              zdeklasowała nasze zawody.... Poza tym cenimy sobie spokój ....

              Teraz będę rozbudowywał swój domek i zobaczymy, mam pewne koncepcje...

              Co do medycyny, to pewnie jakbym postudiował, to bym i mógł te bypasy robić,
              siostra akurat jest chirurgiem. Zimmermana nie uczyłem grać, ale grałem i na
              fortepianie i organach, znam się na emisji głosu, liznąłem trochę muzyki
              wokalnej, komponuje piosenki, i może teraz już się starzeję, ale gdybym mógł
              pomażyć i mógłbym przeżyć życie na nowo, to chciałbym mieć na tyle bogatego
              tatusia, żeby tylko studiować tak parę fakultetów równolegle, lub po kolei,
              niestety musiałem sobie znaleźć pracę, i tak mam nieźle....
              • scand Re: ...być czy mieć ?...do jaro 11.02.05, 12:04
                > Ale tyle kasy co ten prokurator to ani ja ani tato nie ma.... Komuna
                > zdeklasowała nasze zawody.... Poza tym cenimy sobie spokój ....

                Środki które pozwalają na wybudowanie domu to deklasacja ? To, co nią nie
                jest ? Zbudowanie pałacu na wielohektrowej posiadłości ? wink
                • jaro_ss Re: ...być czy mieć ?...do jaro 11.02.05, 13:26
                  tzn Moje i Taty.... właśnie o te środki chodzi, kiedyś inżynier, to był ktoś,
                  dzisiaj uczelnie produkują ich masowo, i przyznam się, że nie narzekam na
                  młodszych kolegów, ale poziom kształcenia uczelni jednak spada.....

                  Jesteśmy "wielkoprzemysłową klasą robotniczą", a nasze funkcje podstawowe w
                  procesie produkcji sprowadzają się do roli jaką w domowych instalacjach
                  spełniają hydraulicy.... Tylko, że wymagają od nas dyplomów, zatwierdzeń,
                  uprawnień i takich tam.....

                  I po co to komu, prestiż spadł, a ja i tak umiem o wiele więcej niż potrzeba,
                  aby się w pracy utrzymać, tylko czasem sprawiam kłopoty, bo mam jakieś nowe
                  pomysły .... :o)
                  • scand Re: ...być czy mieć ?...do jaro 11.02.05, 15:24
                    Hydraulicy jednak rzadko posługują się komputerem więc może jeszcze coś różni
                    od nich inżynierów smile
                    • jul.s Re: ...być czy mieć ?... 12.02.05, 13:55

                      ......... wydaje się że w naszej kulturze leży ciężka wada – brak
                      szacunku dla profesjonalisty
                      , w Polsce profesor wyższej uczelni od konstrukcji lotniczych zaprojektuje
                      dom , prawnik położy płytki w łazience , aktor jest „znanym”fotografikiem ,
                      śpiewak operowy malarzem – to z rzadka jest możliwe i daje przyzwoity
                      efekt .......
                      .................gorzej gdy inwestor - facet z kasą jest przekonany że „on
                      wie lepiej” - taki odrzuca gruntowną wiedzę ,znajduje „architekta” / są tacy
                      którzy – „najpierw mieć a potem być” / do podpisywania swoich „wypocin” i
                      nasz kochany kraj jest zapaskudzony „gargamelami” ,”koszmarkami” i wielkimi
                      pretensjonalnymi obiektami „dużej” architektury ......
                      .........generalnie nie myślimy o przybliżeniu „facetom z kasą” i innym
                      wyznawcom -”pop-sztuki” że może być inaczej .
                      ....estetyka , zapełnianie przestrzeni z głową - to
                      niepotrzebna „historia” .........

                      .......pozdrowienia .....

    • oldpiernik Re: ...być czy mieć ?... 12.02.05, 14:13
      Zatem....
      Zdecydowanie być. Mało tego, jeszcze być sobą. ;0)
      I mieć na to środki.. hehehe

      Jako nieprofesjonalny uczestnik filozoficznej, bądź co bądź, kawiarenki, muszę
      zastrzec, że posiadam w obfitości, szacunek dla profesjonalizmu.

      OLDPRYWATNIE :0)
      • jul.s Re: ...być czy mieć ?... 13.02.05, 09:50

        .........i jeszcze do tego być młodym , pięknym i zdrowym
        i jeszcze do tego miec kogoś "drogiego"

        ........dobrej niedzieli....
        • witekjs Re: ...być czy mieć ?... 13.02.05, 11:24
          Za komuny uczono nas, że trzeba być i nie pieniadze decydują o tym, co w życiu
          najważniejsze...
          Jednocześnie, mieszkali oni w domach naszych wysiedlonych dziadków, dzieci
          uczyły się w dobrych szkołach, na wakacje wyjeżdżały do Arteku, na Krym.
          Studia i stypendia podyplomowe za granicą, również były bynajmniej nie dla
          zdolnych, chłopskich i robotniczych dzieci...
          Wielu z nas, jako dorastający młodzi ludzie, było w stanie uwierzyć, że nie
          pieniądze decydują o tym kim jesteś.
          Z czasem okazało sie, że bez pieniędzy i/lub układów
          /=pieniedzy, możliwości, władzy/ jednak "nie jesteś"...
          Pozostaje wiedza, w tym o tym, że nie jest pewne twoje jutro.

          Witek
          • jul.s Re: ...być czy mieć ?... 13.02.05, 13:34

            ........pozostaje jeszcze pytanie - jak się kryć przed kolegami i jak pokonać
            pieprzonego kaca , który cię dopada po zaprojektowaniu miernego "dzieła" -
            podyktowanego przez /dobrze płacącego/ faceta z kasą......

            ....pozdrawiam ,dziękuję za wsparcie ,granice "przyzwoitości" muszę sobie
            wyznaczyć sam ....
            - czasami męczony niealkoholowym kacem julek -
            • kamfora Re: ...być czy mieć ?... 13.02.05, 13:55
              jul.s napisał:

              > ........pozostaje jeszcze pytanie - jak się kryć przed kolegami i jak pokonać
              > pieprzonego kaca , który cię dopada po zaprojektowaniu miernego "dzieła" -
              > podyktowanego przez /dobrze płacącego/ faceta z kasą......

              Odpowiedź (jak na wszystko wink jest w Biblii.
              Po pierwsze:
              Pierwsze przykazanie Dekalogu: Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną
              Czyli: pieniądz też nie może być bogiem.
              Po drugie: Ewangeliczne nawoływanie Chrystusa o przedkładanie
              zasad nad osobami(nawet najbliższymi), czyli na przykład
              nie usprawiedliwianie kradzieży, zabójstwa, kłamstwa - koniecznością
              zapewnienia sobie/rodzinie odpowiedniego standardu życia/a nawet życia w ogóle.

              A ponieważ to powyższe jest bardzo trudne i raczej w sferze celu do którego
              powinno się dążyć - to mamy coś takiego jak akceptacja swojej ułomności/
              niedoskonałości/upadków. Pogodzenie się z ciągłymi upadkami nie oznacza jednak
              przecież zamiany chodzenia na czołganie się (w celu uniknięcia kolejnych
              upadków), tylko na podnoszeniu się (nawet przy wtórze śmiechu i nawet gdy
              warunkiem powstania jest prośba o czyjąś pomocną dłoń).

              Uff...chyba zagmatwałam jeszcze bardziej smile
    • calculemus Re: ...być czy mieć ?... 13.02.05, 20:14
      Oczywiście, że może, przeciez skoro tenże budynek jest budowany na czyjes
      zlecienie to znaczy, że podoba się dla własciciela a inni moga tylko
      zaakceptowac jego wybór, wyrocznia jest tu własciciel, takie jest moje zdanie.
      • jaro_ss Re: ...być czy mieć ?... 14.02.05, 06:34
        No, życie takie jest....
        Ale wrócę jeszcze do Taty, prokuratora i takich tam...
        Otóż - my "tam" byliśmy "od zawsze", natomiast niedawno okazało się, że jest to
        najdroższa ziemia pod zabudowę jednorodzinną w mieście. Domek pana Pro... jest
        piękny, stylem przypomina założenia Instytutu Japońskiego w Krakowie... te same
        faliste linie, wkomponowane w pagórkowaty krajobraz, front jest nieco wyżej, z
        tyłu w zagłębieniu odkrywa się niższa kondygnacja. Stanowi to rzeczywiście
        daleko posuniętą sztukę w porównaniu do nawet innych domów z "wypasem", gdzie
        jedyną ozdobą są takie wieżyczki, niczym z amerykańskiej bajki o
        średniowiecznych zamkach....

        Inaczej rzecz biorąc - aby móc zaistnieć, trzeba narzód mieć finanse i
        odpowiedni gust. Niektórym brak finansów na "ekstrawagancje", wygrywa ten
        architekt, który dobrze trafi.....

        A tak na marginesie - znacie seminarium Zmartwychwstańców projektowane przez
        Kozłowskiego? Mógł sobie gość poszaleć - i te takie symboliczne instalacje
        architektoniczne - ściana milczenia, wisząca kolumna, otwarta kopuła....

        Co do fachowości - a Pmiętacie Brunella i Stevensona - projektują prawie
        wszystko: tunele, mosty, kolej parowozy, wagony, statki... napędy do nich...

        To dzisiaj ta specjalizacja rodzi nisze.... i głównie chodzi o to, żeby innych
        i nowych do korytka nie dopuścić....
    • oldpiernik Re: ...być czy mieć ?... 14.02.05, 06:49
      nieco inna beczka
      miecia czy bycia ;0)

      zachowanie równowagi pomiędzy posiadaniem/zdobywaniem (fajny wynalazek, ten
      ukośnik) dóbr, pozwalających zapewnić spadkobiercom kodu genetycznego dobre
      warunki na starcie, a utrzymaniem z tymiż spadkobiecami bliskiego kontaktu
      emocjonalnego

      w skrócie
      jechać na kontrakt za wielkie pieniądze z ograniczeniem kontaktu z potomstwem
      czy za bardzo niewielkie pieniądze mieć szansę wytłumaczyć dziatwie (za pomocą
      stałego kontaktu, a jakże), że nie może mieć TAKICH warunków, bo...

      skrót nie bardzo wyszedł
      ten temat ćwiczymy na organiźmie własnej rodziny
      teoria i praktyka w trakcie prób

      OLDKRÓLIK
      • jul.s Re: ...być czy mieć ?...do calculemusa.. 14.02.05, 10:52
        -piszesz-
        > skoro tenże budynek jest budowany na czyjes
        zlecienie to znaczy, że podoba się dla własciciela a inni moga tylko
        zaakceptowac jego wybór, wyrocznia jest tu własciciel, takie jest moje zdanie

        .........i tu absolutnie nie ma zgody ..- pisałem o tym wczesniej ..- takie
        rozumowanie prowadzi do tego ze Polska jest "smutną prowincją architektury
        europejskiej"

        ....pozdrawiam...
        • jaro_ss Re: ...być czy mieć ?...do calculemusa.. 14.02.05, 11:08
          Jest chyba jeszcze Wydział Architektury i też ma chyba coś do powiedzenia -
          jeśli to w jakimś mieście, jak na prowincji miasta - to niech mu bedzie.....
          • jul.s Re: ...być czy mieć ?...do calculemusa.. 14.02.05, 11:25
            jaro_ss napisał:

            > Jest chyba jeszcze Wydział Architektury i też ma chyba coś do powiedzenia -
            > jeśli to w jakimś mieście, jak na prowincji miasta - to niech mu bedzie.....

            ......prawo budowlane składa całą odpowiedzialność za projekt na "twórcę" - o
            formie architektonicznej decyduje tylko projektant /inwestor nie ma formalnie
            nic do powiedzenia /- /są jeszcze plany miejscowe które bardzo ogólnie
            narzucają forme w danym obszarze/

            ...dużo słońca..
      • jul.s Re: ...być czy mieć ?..do oldpiernika 14.02.05, 11:18

        .....szukam nauk / potwierdzenia moich zyciowych zasad też / i tłumacze Twoją
        wykładnię ---
      • kamfora Warunki konieczne do szczęścia :-) 14.02.05, 21:42
        oldpiernik napisał:

        > skrót nie bardzo wyszedł

        Skrót wyszedł bezbłędnie smile


        Oczywiście: "każdy musi odnaleźć swoją własną odpowiedź" ale
        moim zdaniem NIC nie zastąpi kontaktu/obecności.
        Zawsze przecież będą jakieś "TAKIE warunki, których nie można bo..."
        i zawsze w wyniku porównywania się z innymi
        znajdziemy takich, którym będziemy mogli pozazdrościć i takich,
        przy których poczujemy się "wybrańcami losu"...
        • jaro_ss Re: Warunki konieczne do szczęścia :-) 15.02.05, 05:54
          Ja nie mam za bardzo wyboru, naprzód trzeba zapewnić to i owo rodzinie...
          A tak swoją drogą, to odnoszę wrażenie że w pewnych dziedzinach
          przedsiębiorczości bronią się rękami i nogami przed tym, co można nazwać
          postępem.....
          • kamfora Re: Warunki konieczne do szczęścia :-) 15.02.05, 07:22
            jaro_ss napisał:

            > A tak swoją drogą, to odnoszę wrażenie że w pewnych dziedzinach
            > przedsiębiorczości bronią się rękami i nogami przed tym, co można nazwać
            > postępem.....

            A co można (a czego nie można ) nazwać POSTĘPEM? wink
            • jul.s Re: Warunki konieczne do szczęścia :-) 15.02.05, 10:26

              .....nie jestem pewien czy o tym samym mówimy ale ....

              - średni ludzie wolą "zgraną płytę" - tak jak w muzyce prosty ,pop-temat który
              powtarza się w stu wcześniejszych kompozycjach - na szansę na "popularność"
              czyli dalej kasę - i robią takie przeboje bardzo średni twórcy /bez nazwisk/

              - tak i w architekturze łatwiej o kasę z "wtórnymi tworami"

              "POSTĘP" - przełamywanie barier , stawanie na wyższe stopnie zawsze spotyka
              się z odporem tz. opinii społecznej -też "rynku" - i tu potrzebny
              jest "mecenas" - teraz "sponsor" ----
              • jaro_ss Re: Warunki konieczne do szczęścia :-) 15.02.05, 12:28
                Postęw w ogóle to temat na nowy temat...

                A mnie konkretnie chodzi o postęp w organizacji produkcji, wdrażaniu nowych
                technologii i tak dalej.
                • kamfora Re: Warunki konieczne do szczęścia :-) 15.02.05, 19:47
                  jaro_ss napisał:

                  > A mnie konkretnie chodzi o postęp w organizacji produkcji, wdrażaniu nowych
                  > technologii i tak dalej.

                  A jak się to ma do:
                  >>A tak swoją drogą, to odnoszę wrażenie że w pewnych dziedzinach
                  przedsiębiorczości bronią się rękami i nogami przed tym, co można nazwać
                  postępem.<< ?? smile

                  Tak już jest, że postęp w jednej dziedzinie powoduje regres w innej.
                  Zależy więc wszystko od tego, co dla kogo jest ważniejsze.
                  (Próbowałam to ująć matematycznie, ale po kilku próbach postanowiłam sobie
                  - i Wam - darować wink
                  Jedno jest pewne: nie tyle jest ważny dla danego człowieka postęp między
                  epokami( w danej dziedzinie) , ale między poszczególnymi etapami jego własnego
                  życia.

                  W jednej zaś (najważniejszej) dziedzinie postęp jest niemożliwy - i to
                  zarówno brak go na przestrzeni wieków jak i w czasie trwania jednostkowego
                  życia. Chodzi mi o postęp w umiejętności dokonywania wyboru między dobrem a
                  złem. Postęp w moralności.
                  W każdej chwili każdy człowiek jest skazany na dokonywanie takiego wyboru i
                  ilość dokonanych w przeszłości wyborów dobra wcale nie determinuje kolejnego
                  wyboru dobra ani nie czyni tego kolejnego wyboru łatwiejszym.

                  Biegnąc w jadącym ekspresie od ostatniego wagonu do elektrowozu nie dotrzemy
                  z Poznania do Warszawy szybciej niż ci, którzy wygodnie siedzą w tym ostatnim
                  wagonie smile)
                  • jaro_ss Re: Warunki konieczne do szczęścia :-) 16.02.05, 06:41
                    Teoretycznie, bo potem musimy wrócić do ruchomych schodów gdzieś pomiędzy tyłem
                    a środkiem składu ;o)


                    Postęp moralny, to jedno, a osiągnięcie czegoś to drugie, dlamnie osiągnięcie
                    czegoś moralnymi metodami, to miara moich życiowych dokonań. Jeśli uda mi się
                    wprowadzić to co zamyślam, co będzie miarą postępu technicznego w mojej
                    specjalności - to będzie mój sukces i to moralny też, bo solidnośc w pracy tak
                    postrzegam.... Jeśli skończy się na drobiazgach, to będę przynajmniej miał
                    satysfakcję, że te drobiazgi robiłem, "od ręki", a dla innych to był szczyt ich
                    możliwości.... Jakby nie było, to próbowałem....
                  • jul.s Re: Warunki konieczne do szczęścia :-) 16.02.05, 11:10

                    .......będę bliżej o długość pociągu !!!!!....
                    • oldpiernik Re: Warunki konieczne do szczęścia :-) 16.02.05, 14:17
                      jeśli celem była lokomotywa, na pewno ;0)
    • oldpiernik Re: ...być czy mieć ?... 16.02.05, 08:53
      Wracając do środowiska pracy.
      Kiedy umawiają się dwie strony, dochodzi do porozumienia.
      To jest miejsce specyficznej równowagi pomiędzy być i mieć.
      Próbując dotrzymać warunków tej umowy każda ze stron jest.
      Po realizacji umowy, każda ze stron potencjalnie może mieć.
      Jednak, aby zachować tę równowagę, potrzebne jest wzajemne zaufanie.

      W ludnym, przenikniętym wieloma zależnościami społeczeństwie, podpieramy
      potrzebę zaufania, gromadząc świadectwa, dyplomy, certyfikaty.
      Czy posiadanie składu tychże, istotnie czyni godnym zaufania?

      OLDZZAWODEM
      • kamfora papierki z pieczątkami 17.02.05, 20:49
        oldpiernik napisał:

        > W ludnym, przenikniętym wieloma zależnościami społeczeństwie, podpieramy
        > potrzebę zaufania, gromadząc świadectwa, dyplomy, certyfikaty.
        > Czy posiadanie składu tychże, istotnie czyni godnym zaufania?

        Odpowiedź może być tylko jedna: absolutnie nie czyni.
        Co więcej : system prawny - jakikolwiek byłby dobry - zawsze będzie działał
        ex post, czyli już po wyjściu na jaw, że ktoś używał jakiegoś "papiórka
        z pieczątką" , który mu się nie należał.

        Kiedyś oglądałam reportaż o pracy konserwatorów Manhattan Bridge. Praca na
        wysokości - docierali tam tylko ci pracownicy i tylko oni mogli zaświadczyć,
        że pracę wykonali uczciwie. Jakimi papierami winni się okazać ludzie, od
        których oczekuje się przede wszystkim uczciwości?

        I tak mi się mocno zdaje, że wszelkie zaświadczenia, wszelkie umowy, dyplomy
        certyfikaty i inne tego typu nic nie są warte, jeśli została zerwana umowa
        najważniejsza, umowa bez papierka ale dająca największą i jedyną gwarancję.
        Umowa między człowiekiem i Bogiem.

        • jul.s Re: papierki z pieczątkami 18.02.05, 10:36

          ......dlaczego nasze rozmowy mają być "oderwane od życia" -

          ...po to się tworzy "procedury" - "procedura zaczyna pełnić rolę boga" ====>
          patrz "Bruksela"
          - by zabezpieczyć się przed - "jedynym uczciwym człowiekiem jest pies" ,
          i przed nieuctwem / uprawnienia , akredytacje , specjalizacje , matura i
          dyplom/

          ......właśnie - rozmowy o ideach - czy tutaj można rozmawiać tylko o ideach bez
          analizy jak się mają do życia /bez jakiejkolwiek kpiny!!/ - to mnie gryzie -
          patrz rozmowa - socjalizm idea-> socjalizm realny-> stalin -aliende ====>
          aliende z góry skazany na przegraną

          .....julek..





          • kamfora Re: papierki z pieczątkami 18.02.05, 22:27
            jul.s napisał:

            > ......dlaczego nasze rozmowy mają być "oderwane od życia" -

            Rozmowy tzw "życiowe" dotyczą konkretnych rozwiązań konkretnych problemów.
            Przeważnie są to "co byś zrobił(a) na moim miejscu?" "ja bym..."
            "dlaczego?" bo tak uważam za słuszne"

            Dobrze jest czasem oderwać się od konkretów i pokusić się o jakieś
            ogólniejsze sformułowania z argumentacją również sięgającą nieco dalej niż
            "bo tak".

            Oczywiście - bez popadania w skrajność wink
            • jul.s Re: papierki z pieczątkami 20.02.05, 12:47

              > Dobrze jest czasem oderwać się od konkretów i pokusić się o jakieś
              > ogólniejsze sformułowania z argumentacją również sięgającą nieco dalej niż
              > "bo tak".

              ."..dobrze jest czasem.." --i brzmi po ludzku bo już zaczynałem się bać że nie
              jestem człowiekiem
              ..... czyli - szczęście - satysfakcja etyczna ,intelektualna jest równie
              ważna jak i ta - "człowiek jest tym co je " /przecież ja tego nie wymyśliłem/

              - "bo tak" - nie "bo tak" !! - tylko- sądzę że życie zweryfikowało tę idee
              i nie należy trwać przy niej i ewentualnie argumentować /jak ktoś pisał/ -nie
              te probówki i odczynniki /

              .....dzięki ....pozdrawiam ..
          • oldpiernik Re: papierki z pieczątkami 21.02.05, 12:29
            To właśnie o tym chciałem.
            Papierki z pieczątkami potrzebne są, bo "słowo" ulega dewaluacji.
            Zastanawiam się nad dewaluacją "papierków z pieczątkami".
            Krok dalej.
            Powszechna anonimowość w coraz liczniejszych populacjach zmusza do
            zaufania "nieznajomym", legitymującym się "papierkiem z pieczątką".
            Jeszcze dalej.
            Ufamy procedurom, czy ludziom?
            Jak dalece ufamy?

            Umowa pisemna zawarta między dwojgiem ludzi w świetle prawa zakłada "dobrą
            wolę" obu stron. Gwarancje?

            Zbyt dużo wątków, przepraszam.

            OLDPRZYTKANY
    • lo_ntek Re: ...być czy mieć ?... 22.02.05, 13:55
      Architektura jest sztuką użytkową i jako taka staje się „Sztuką” (jakie to
      zużyte słowo)z woli przypadku lub sponsora (znam przypadki” sztuki „przez
      koligacje rodzinne [nie mylić z genetyką]). Jeśli więc chcemy wyjść poza
      użytkowość trzeba „coś” mieć choćby szczęście (niektórzy mówią że wytrwałość w
      oderwaniu od rzeczywistości i zdrowie do tego by je znosić –jednym słowem
      poświęcenie i konsekwencję)
      Oczywiście trzeba być zawsze przygotowanym na ten szczęśliwy traf (można by
      również zabiegać o ten „traf” co jednak trochę kłóci się z zupełnym
      oddaniem „sztuce”wink
      Ale chciałam spytać o coś innego. Zainteresowała mnie raczej uwaga dotycząca
      zastosowań sposobów i taktyk tropienia zachodniej metafizyki J.Derridy do
      pracy projektowej w architekturze.( no właśnie napisało mi się jak temat pracy
      magisterskiej) i chętnie bym poznała więcej szczegółów .

      pozd zdrapka
      • jul.s Re: ...być czy mieć ?... 23.02.05, 13:39

        ..zastrzeżenia : nie jestem ani wielkim architektem ani filozofem /tym
        bardziej /

        ...napisałem o Derridzie zestawiając marnego architekta i dobrego który
        szuka "kontekstu" w filozofi .....dekonstruktywizm funkcjonuje i tu i tu i
        sądzę o ile nie jest to mistyfikacja że wielcy architekci dekonstruktywiści
        mogą studiować Derridę by szukać uzasadnień dla niezrozumiałych bądz co bądz
        kompozycji

        - Ponieważ by zrozumieć tego filozofa trzeba znać sądzę całą filozofię -
        /trzeba być filozofem "wyuczonym" -/ .... - to widzę że powoływanie się na
        Derridę może byc udziałem ludzi duzego formatu i nie jest to powszechne dla
        dużej rzeszy architektów.

        - wobec powyższego ze względu na mój poziom nie jestem w stanie Ci pomóc -

        - pozdrawiam -

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka