Niestety, wszystko wskazuje na to, że i mnie nie ominie ta "przyjemność"... :
((
Dzisiaj zaczęłam 14 tc. I martwię się bardzo, bo moja szyjka coś za bardzo
się przejęła przyszłym (dopiero kwietniowym!) porodem i zaczęła się skracać.
Zaniepokoiło mnie kilka sygnałów - duży nacisk na pęcherz, ciągnący ból w
podbrzuszu i w dole pleców, twardnienie brzucha - i kilka dni temu, gdy
naprawdę źle się czułam, poszłam do przychodni do gina, tak interwencyjnie,
bo mój lekarz był akurat niedostępny. Miła pani doktor zbadała mnie i zrobiła
nawet usg i co się okazało?
Że mam tak obniżoną szyjkę macicy, że praktycznie zaczyna się u ujścia
pochwy. Jest rozwarcie zewnętrzne na palec, ujście wewnętrzne na szczęście
zamknięte. Szyjka jest rozpulchniona i w części pochwowej ma najwyżej 1 cm
długości!

( Nie wiem, jak długa jest cała szyjka, razem z jej wewnętrzną
częścią, ale 1 cm w pochwie to chyba bardzo mało?... W każdym razie pani
doktor zaleciła mi przyspieszyć wizytę u swojego lekarza (idę za 4 dni) i
prorokowała założenie szwu lub pessaru.
Dlatego mam kilka pytań do dziewczyn z podobnym problemem.
Jak to wyglądało u Was? Jaką długość i ew. rozwarcie miała szyjka w chwili
zakładania szwu?
W którym tygodniu ciąży wtedy byłyście?
Czy przed założeniem szwu robi się jakieś badania?
Jak długo leży się w szpitalu?
Czy potem do końca ciąży trzeba leżeć albo są jakieś inne przeciwwskazania do
prowadzenia normalnego trybu życia? (o seksie już wiem, że nie wolno, ale my
i tak w celibacie...)
Jak wygląda sam zabieg i jakie jest po nim samopoczucie?
Czy miałyście jakieś powikłania w związku z założonym szwem?
No i przede wszystkim - jeśli rozwiązanie już za Wami - w którym tygodniu
odbył się poród?
Martwię się bardzo

( Mam 16-miesięczną córeczkę i niestety nie mogę w 100%
wyeliminować wysiłku, bo czasami trzeba ją np. podnieść, a to na pewno źle
wpływa na szyjkę macicy. Staram się jak najwięcej leżeć, chyba nie obejdzie
się bez niani dla małej...