Synek ma prawie 16 miesięcy. Od jakiegoś tygodnia zaczął mnie gryźć. Zawsze tak samo - ssie normalnie, a na koniec nagle dziab, puszcza sutek i się cieszy

Jakby chciał mi powiedzieć "mamo, już się najadłem". Nie gryzie jakoś super mocno, ale nie jest to przyjemne. Karmienie zaczęło być stresujące. Dziś nawet w nocy po karmieniu na śpiocha dziabnął, do tej pory było tak tylko w dzień.
Nie wiem, co jest grane. Zawsze po takiej akcji robię smutną minę, mówię, że to boli i że nie wolno gryźć. Ale nie wiem, czy on coś z tego rozumie... Czy to minie? Jak sobie radzić?