22.09.08, 12:33
Robiłam porządki w rodzinnych zbiorach książkowych i trafiłam na "Encyklopedię zdrowia" wydaną przez PWN w 1967 roku. Z ciekawością rzuciłam się do lektury kilku stron o karmieniu piersią. I Was też zachęcam. Oto linki do tekstu i fotek:

www.fothost.pl/upload/08/39/6c53e28d.jpg
www.fothost.pl/upload/08/39/bcd1b561.jpg
www.fothost.pl/upload/08/39/c3988250.jpg
www.fothost.pl/upload/08/39/14c4f2f1.jpg

Jakie odczucia i komentarze?
Pozdrawiam smile
Obserwuj wątek
    • jagandra Re: Rok 1967 22.09.08, 13:39
      Bardzo dołujące jak dla mnie sad Obmywanie piersi roztworem kwasu bornego, maseczka na twarzy, karmienie z zegarkiem w ręku, koszmar.
      • abiela Re: Rok 1967 22.09.08, 13:47
        Ale tez dużo prawdziwych faktów o tworzeniu się mleka, jego
        składnikach odźywczych, mleku sztucznym. Reszta straszna.
        • jagandra Re: Rok 1967 22.09.08, 13:58
          Ech ale takie przemieszanie prawdy z nieprawdą jest właśnie szczególnie niebezpieczne, bo łatwo uwierzyć. Jeszcze ta bezduszna fachowość bijąca i z tekstu i ze zdjęć. Aż się odechciewa mieć dziecko.
    • jola_ep Re: Rok 1967 22.09.08, 14:32
      Moja mama w tych czasach karmiła mnie piersią smile

      Z jej opowieści: "kazali karmić co trzy godziny, ale ty chciałaś co dwie, więc
      tak karmiłam". Przypominam sobie też, jak cała rodzina patrzyła ze zgrozą i
      takim lekkim pukaniem się w głowę, gdy moja ciocia usiłowała karmić swoje
      pierwsze dziecko co trzy godziny. Następne dzieci karmiła już od początku według
      ich żądania smile

      "Kazali wprowadzić w czwartym miesiącu soczek, ale ty nie chciałaś, więc nie
      dawałam" smile

      I moje ulubione. Jak moja mama tuż po urodzeniu mojego starszego brata (pierwsze
      dziecko) zachorowała na grypę. Miejscowy starszawy felczer (bo na wsi nawet
      lekarza nie było) powiedział: "wie pani, lekarze każą w takim przypadku odstawić
      od piersi, ale z mojego doświadczenia wynika, że jak pani odstawi, to dziecko
      zachoruje, a jak nie odstawi to może nie zachoruje".
      Podsumowując: nauki "autorytetów" swoją drogą, a królowało wsłuchanie się w
      potrzeby swojego dziecka i wieloletnie doświadczenie smile)

      Pozdrawiam
      Jola
      • abiela Re: Rok 1967 22.09.08, 14:53
        Jolu to chwała Twojej mamie. Moja wspomina, że połóżna KAZAŁA co 3
        godziny, a jak jej opowiedziała, że ja tak o pierś płaczę, to jej
        pozwoliła co 2,5 w wyjątkowych sytuacjach. Jednym słowem słuchała
        autorytetów, a i ta ksiązka chyba u nas w domu była. Ech...
    • kukulka11 Re: Rok 1967 22.09.08, 20:44
      najpierw sie usmiałam, a potem mi sie zrobiło żal. siebie samej tez, bo pewnie
      potwornie płakałam, jak mi dawli jeśc co 3 a potem co 4h. moje dziecko do dzis
      tyle nie wytrzyma bez jedzenia, choc ma prawie rok i je duzo pokarmow stałych
    • kukulka11 Re: Rok 1967 22.09.08, 20:55
      a te zasady higieny koszmar
    • mruwa9 to jeszcze nic 22.09.08, 23:17
      gdybyscie zajrzaly do podrecznikow z ginekologii i poloznictwa z
      konca laty 80. i poczatku 90. ubieglego wieku...nie pamietam
      autorow , ale teksty byly w tym stylu (cytuje z pamieci): Rodzaca,
      po przybyciu na izbe przyjec, powinna byc przebrana w szpitalna
      koszule, nalezy dokladnie ogolic owlosnienie lonowe, oraz wykonac
      lewatywe. I zasadniczo nie powinna otrzymywac niczego do jedzenia
      ani picia. Dalej na modle owczesnej mody polozniczej ( o
      koniecznosci rutynowego nacinania krocza, podawania oksytocyny,
      pozycji lezacej podczas porodu itd itp).
      • kukulka11 Re: to jeszcze nic 23.09.08, 08:07
        ale przeciez tak sie dzis praktykuje na porodowkach
        • abiela Re: to jeszcze nic 23.09.08, 11:32
          kukulka11 napisała:

          > ale przeciez tak sie dzis praktykuje na porodowkach

          No właśnie.
    • emiliah Re: Rok 1967 23.09.08, 08:05
      "zapalenie sutka wskutek wtargnięcia zarazków (niedostateczne przestrzeganie
      higieny)" jak to brzmi, brrr. I niby tak miało się wydarzyć jeśli się nie umyję
      kwasem bornym??? Dobrze wnioskuję?
      Okropieństwo.
    • fizula Re: Owoce takich rad 23.09.08, 10:36
      Skutki tych zaleceń pięknie zebrane są tutaj (postępowanie mamy Joli
      chyba raczej było wyjątkowe w tamtych czasach, skoro już w szpitalu
      uczyli karmienia z zegarkiem w ręku):
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=570&w=80761949
      • jola_ep Re: Owoce takich rad 23.09.08, 12:45
        >postępowanie mamy Joli
        > chyba raczej było wyjątkowe w tamtych czasach

        Bo moja mama ze wsi smile (choć inteligencja, bo nauczycielka wink )
        W moich rodzinnych stronach tradycyjnie karmi się długo (np. wśród moich
        koleżanek normą jest karmienie w drugim roku życia dziecka), często śpi się z
        dziećmi. (oczywiście są wyjątki)

        Na tej zabitej dechami wsi nowinki przebijały się z trudem wink (pod postacią
        poradnika gospodyni). A porad w sprawie karmienia udzielał fleczer - i jak
        pokazuje mój przykład - robił to bardzo fachowo.


        Oddzielenie dzieci od matek i karmienie na godziny w szpitalu miałam jeszcze po
        urodzeniu mojego pierwszego dziecka (kilkanaście lat temu), choć wiele
        opisywanych tu praktyk położniczych dla odmiany nie miało u mnie zastosowania
        (ani lewatywy, ani cięcia z automatu, ani kroplówki z oksytocyny)

        Jeśli chodzi o pomoc w szpitalu udzielaną w związku z karmieniem piersią, to i
        potem było średnio dobrze. Niby promowano karmienie piersią, dzieci były przy
        matkach, ale np. pan pediatra na obchodzie ogłaszał grobowym tonem, że dzieci
        spadają na wadze (przecież to normalne!) i jak będą dalej spadać, i przekroczą
        dopuszczalne minimum, to on je do kroplówki podłączy. Po tym to niemal wszystkie
        mamy rzuciły się z prośbą o butelkę do dokarmiania sad (z moim wyjątkiem - ja
        ryczałam mamie w telefon, bo mleka nie miałam, młody wisiał non-stop i po
        wizycie pana lekarza zaczęłam mieć wątpliwości - na szczęście mama mnie
        pocieszała: że to normalne, że u niej też itd. itp.)

        Przy pierwszym dziecku nawet jak dokarmiali butelką, to przynajmniej o tym nie
        mówili. Więc wychodząc matka była przekonana, że jest w stanie wykarmić swoje
        dziecko....

        Pozdrawiam
        Jola
    • agmani Re: Rok 1967 23.09.08, 10:39
      Jezuuuuuuuuuuuuuuuuuu!!!
      Ale po zdjeciach rozpoznalam, ze moja babcia chyba ma te ksiazke...ciekawe, czy
      moja mama sie bardzo wczytala, kiedy pryszlam na swiat?
    • krystynacr Re: Rok 1967 23.09.08, 13:09
      Włos mi się zjeżył na głowie, ale przecież ja też tak byłam traktowana. Mama
      powiedziała mi kiedyś, że gdy ja tak strasznie płakałam, że chcę jeść, a to
      jeszcze nie była pora, to czasem się z wyrzutami sumienia łamała ... Horror.
      Co ciekawsze mama zauważyła, że ja postępuję z Juniorem inaczej, ale uważa, że
      robię źle. Tak jej się te zasady (i inne dotyczące wychowania) wdrukowały ...
    • jakw Re: Rok 1967 23.09.08, 13:41
      Znam tę encyklopedię. Ostatnio wpadła mi w ręce na działce. Bardzo
      mi się podobała. To karmienie tylko i wyłącznie 1 piersią, 3-4
      godzinne przerwy, dezynfekowanie piersi przed, "odstrzykiwanie"
      mleka przed (może stąd mity o "przypalonym mleku", przykrywanie
      piersi po itd.
      Ale, niestety, te zasady chyba tak zostały wbite do głowy naszym
      mamom czy teściowym, że ze świecą szukać takich, które są w stanie
      pomóc młodym pokoleniom w karmieniu piersią.
    • jagandra Re: Rok 1967 23.09.08, 14:59
      To wszystko znaczy też tyle, że relacje większości naszych matek z naszymi babciami musiały być złe.
      Ostatnio zapytałam moją mamę, czy babcia karmiła piersią - mama nawet tego nie wiedziała. Babcia nie pomagała jej przy opiece nade mną i bratem, bo bała się wziąć na ręce dziecko niezawiniete w becik.
      Więc jeśli kobieta nie ma matki (w sensie emocjonalnym), to ufa autorytetom, bo komu innemu? Nauczyć się ufać sobie bez matki i wbrew autorytetom jest bardzo trudno. My mamy łatwiej, bo nam się zaleca karmienie na żądanie itp., autorytety stały się trochę mądrzejsze i trochę mniej przemądrzałe.
      I do tego przekonanie, że mleko sztuczne jest lepsze i dla lepszych kobiet, bo piersią karmią przecież kobiety ze wsi (tak mówiła moja mama) - lek dla zakompleksionych kobiet aspirujących do czegoś lepszego albo raczej "lepszego".
      I tak mieliśmy z bratem dużo szczęścia, bo mama nas karmiła swoim odciągniętym mlekiem, mnie pół roku, brata 3 miesiące. Ściągała zawsze za dużo pokarmu, bo ściągała do końca według tego, co kazali. Brat urodził się niedożywiony z powodu niewydolności łożyska i dlatego lekarz zarządził, że ma jeść kiedy chce, i tyle ile chce. Moi rodzice często powtarzali to zdanie jako dowód na to, jak bardzo był chudy! Mimo to zalecenie było dla nich nie do zaakceptowania, bo przecież mama by się wykończyła, bo przecież brat miałby kłopoty z brzuszkiem, bo przecież trzeba mu żołądek naregulować, więc po konsultacji z innym lekarzem mama karmiła go co 2 godziny. Gdy płakał z głodu, kołysała go, by jakoś dotrzymał do pory następnego karmienia.
    • basiak36 Re: Rok 1967 23.09.08, 21:37
      U mnie tak samo, mama tez karmila co kilka godzin, no i dlugo nie karmilasmile
      Jak sie moj synek urodzil i przyjechala w odwiedziny to pierwsze co chciala
      zrobic to ustawic mu godziny karmien. Teraz juz tyle jej wytlumaczylam ze przy
      coreczce nic nie mowila, a nawet wszedzie glosi jesli jakies jej kolezanki cos
      mowia o wnukach, ze male dzieci musza ssac kiedy chca.

      Przodkowie wiedzieli najlepiej, pakowali dzieci w chusty i jadly kiedy chcialy.
      Ale cywilizacja swoje zrobila i teraz mamy smoczki i radyjka z nagraniem bicia
      serca mamy i odlosow z brzucha zeby dziecko grzecznie spalo samo.
    • kejzi-mejzi Re: Rok 1967 24.09.08, 00:10
      Straszne. Ze mną było tak (jestem rocznik 75): Kiedy w szpitalu mama dostawała
      mnie na karmienie to ja sobie smacznie spałam i za chiny nie chciałam się
      obudzić. Więc z karmienia nici. A panie pielęgniarki przynosiły dzieci tylko w
      określonych porach i jak któreś nie jadło to już drugiej szansy niestety nie
      dostawało sad. Więc pewnie mnie dokarmiano. W domu już jadłam, tyko, ze podobno
      co zdałam to zwymiotowałam, tak więc mama wpadła na świetny pomysł, że będzie
      odciągała mleko żeby widziec ile wypijam. Odciągała ręcznie do szklanki, potem
      mleko gotowała, żeby nie było zarazków. Antybiotyk po raz pierwszy dostałam jak
      miałam dwa tygodnie, w ogóle ciągle chorowałam. Pokarmu odciągnać się za dużo
      nie dało, więc leciała Humana z Peweksu, z tym, że mam nie gotowała jej na
      wodzie, ale za radą babci na kleiku z kaszy jęczmiennej. Od 3 miesiąca życia
      dostawałam po trochu surowego soku z marchwi. Zupki mama przyprawiała solą i
      pewnie czymś jeszcze. Strasznie nimi plułam i nie chciałam jeść, ale wpychano mi
      na siłę. Teraz mama nie może przeboleć, że mój syn w wielu ośmiu miesięcy jest
      tylko na cycu i jedynie czasem czegoś innego próbuje. Tylko, że ciągle powtarza,
      jakie to niesamowite, że jeszcze nie miał kataru. Pewnie , że niesamowite, cud
      natury po prostu. Na-tu-ry.
    • ja27-09 Re: Rok 1967 24.09.08, 12:19
      Ja mam taką książkę od mojej mamy pt. "Zdrowie Kobiety", rok wyd. 1974.
      Państwowy Zakład Wydawnictw Lekarskich, pod red. prof. dr I. Roszkowskiego.
      Znaczy się poważna pozycja. Znajdują się w niej różne wiadomości przydatne
      młodej kobiecie np. Higiena współżycia seksualnego czy Niepłodność i choroby
      kobiece. Jest również rozdział poświęcony karmieniu i odżywianiu niemowląt i
      można znaleźć tam rewelacje podobne do tych cytowanych powyżej. Mnie zachwycił
      rozdział o porodzie, gdzie zamieszczone są "mądrości" cyt.:
      - W niektórych sytuacjach rodzina nie tylko nie może pomóc, ale przeciwnie -
      może zaszkodzić. Tylko fachowy i zdyscyplinowany personel odpowiednio
      zorganizowanej instytucji może dać maksimym bezpieczeństwa matce i dziecku. Jak
      to się ma do dzisiejszych porodów rodzinyych i coraz bardziej popularnych
      porodów w domu?
      - a to jeszcze lepsze: Przekroczywszy próg izby przyjęć ciężarna jest pod opieką
      szpitala. Od tego momentu musi ona poddać się rygorom i zasadom szpitalnym i
      przestrzegać regulaminu. Podstawowe elementy każdej organizacji to dyscyplina i
      koleżeństwo. Rodząca stała się członkiem tej organizacji, jej postępowanie i
      zachowanie musi być takie, by ułatwiało personelowi pracę. Do personelu, który
      pracuje z dużym poświęceniem, powinna ustosunkować się życzliwie i z całym
      zaufaniem wykonywać polecenia. I tak dalej w tym tonie. Jednym słowem pacjentka
      powinna być niewidzialna i bezwonna, coby nie przeszkadzać personelowi.
      Podejrzewam, że niewiele się zmieniło w naszych porodówkach, z moich obserwacji
      sądząc.

      Oby takie lektury były pochowane w antykwariatach i traktowane jedynie jako
      ciekawostka.
      • aldonakatarzyna Re: Rok 1967 30.09.08, 08:45
        To ja tez optymistycznie opowiem ze mnie w tych czasach nakazala mojej mamie
        karmic piersia wlasnie babcia, a wtedy butelka byla w modzie

        powiedziala mojej mamie ze jej pokarm jest niepowtarzalny i ze nie bede chorowac
        wiec mama posluchala i bylam karmiona 14 miesiecy czyli dlugo jak na tamte
        czasy, a podczas kontroli lekarze ponoc robili oczy czym jestem karmiona, bo
        wszystkie dzieci byly karmione butelka
        moja mama takze wspierala i wspiera mnie w karmieniu naturalnym i to chyba tak
        przechodzi z pokolenia na pokoleniesmile))
        • jola-kropek Re: Rok 1967 01.10.08, 20:41
          moja mama dala sie propagandzie i karmila mnie moze jakies 3
          tygodnie... potem od razu kaszki i mleko w niebieskich workach... a
          ja mialam kolki do 8mego miesiaca... babcia niby probowala ja
          przekonac, ale ze stosunki miedzy nimi nie byly najlepsze, to
          skonczylo sie to jak sie skonczylo.
        • monicus Re: Rok 1967 02.10.08, 21:09
          napewno przechodzi. moja babcia moja mame naprostowala od razu po wyjsciu ze
          szpitala "piersia nie przekarmisz", ja patrzylam jak bracia ciagna i nie
          wyobrazalam sobie innego karmienia dzieci. i juz mam nadzieje, ze uda mi sie
          wpoic moim dzieciom to samo podejscie smile
    • monicus Re: Rok 1967 02.10.08, 21:21
      ja tu na tym forum juz pisalam, o mojej cioci-lekarzu ktora obowiazkowo
      stosowala sie do zalecen i jej syn mial krzywice smile
      osobiscie uwazam, ze wysyp celiakii, krzywicy, alergii, cukrzycy to wynik
      podawania mieszanek. i teraz to juz idzie w dziedziczenie, bo to przecie dzieci
      tych dzieci butelkowych.
      chyba juz jestem cyckowa faszystka
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka