ogolone_jajka
10.10.04, 01:06
Jest u nas w pracy nawiedzony. Nawiedziło go kilka lat temu. Nie wiem dokładnie kiedy. Gdy z nim współpracowałem jakieś 10 lat temu, to był normalny, nie zdradzał żadnych objawów. Potem mu się przestawiło. Wszystkich swoich podwładnych zmusza do długich dyskusji na tematy religijne. Daje książki do czytania i każe streszczać. Generalnie trudno mu odmówić ze względu na stosunki w pracy (nie będę wchodził w szczegóły z wielu powodów). Było kilku, którzy chcieli się postawić - ot normalni ludzie, niewierzący. I tu dopiero mieli przesrane. Gość ma kuuuupę czasu i zobaczywszy tych niewiernych poznał swoją MISJĘ. Jest nią nawracanie niewierzących. Nęka ich teraz cały czas. Gdy cokolwiek od niego potrzebują (a ze względu na stosunki w pracy często tak bywa) muszą zdawać egzaminy ze znajomości Biblii i innych temu podobnych publikacji. Wszelka dyskusja jest podobno niemożliwa - gość wie najlepiej. Każda próba zanegowania jakiegoś twierdzenia o bogu kończy się półgodzinną litanią wymieszaną z cytowaniami Biblii. Wszyscy nowi nauczyli się już przytakiwać. Aha, był jeszcze jeden koleś, który zawzięcie zbierał reklamówki burdeli (te wtykane za wycieraczki). Wszyscy mu je znosiliśmy, a jego kolekcja rosła w imponującym tempie. Niestety ów nawiedzony postawił sobie także za cel zlikwidowanie ulotek (w sumie nie mogę powiedzieć, że nie popieram - toż to śmiecenie i nakłanianie do cudzołóstwa - choć także zmniejszanie bezrobocia). Ale nie dość, że on chce zlikwidować ulotki za wycieraczkami, to jeszcze chciałby żeby kolega z pracy ich nie zbierał!!! No bo to demoralizuje pracowników! Fakt, czasami oglądamy jego zbiory (szczególnie interesująca jest ewolucja ulotek danej agencji - widać wyraźny wzrost jakości ulotek - czy za tym idzie kasa??). W każdym razie nawiedzony spowodował, że mało kto już znosi koledze te ulotki - ludzie się po prosu go boją. Ja olewam i czasem ulotkę jakąś przyniosę (b. rzadko jeżdżę autem do pracy), ale pracujemy w innych działach i nie ma (już) między nami zależności zawodowej, więc gość nie ma na mnie wpływu (gdyby nie goście z innych działów, w ogóle bym nie wiedział, że nawiedzony jest nawiedzony).
No, taką to historię chciałem wam opowiedzieć.