Dodaj do ulubionych

Do grgkh - do dyskusji

30.03.07, 00:49
Zbyszku

Pozwolę sobie wyciągnąć do nowego postu, pewną Twoją wypowiedz, która mnie
zainteresowała, oto fragment:

"Zmienność, a więc różnica wartości w dwóch kolejnych krokach, to upływ
czasu. I ta oś czasu rodzi nowe wielkości fizyczne, które
bez niej nie istnieją. Pamiętaj - zmienność jest różnicą. Gdy jest ona równa
zeru, to tak, jakby jej nie było, a więc pozornie
czas dla tej wielkości zatrzymuje się lub, w większych przedziałach, zwalnia."

Dość ciekawe stwierdzenie lecz jak sądzę, odnosisz je do ogólnego układu.
Nazywasz tą róznicę "upływe czasu". Problem w tym, że ten "upływ czasu" jest
inny dla układu ruchomego i spoczynkowego (teoria Alberta). Może posłużmy sie
tu nie czasem, a wymiarem liniowym, aby bardziej to wykazać. Lecisz w
rakiecie, jej wnętrze zmierzyłeś jak stała, posiadasz miarkę i zaczynasz
lecieć. Obojętnie jaką będziesz miał prędkość, np. 0,2c, 0,6c, 0,8c itd.
mierząc ją będziesz miał stale ten wymiar jaki zapisałes sobie jak rakieta
stała na ziemi. Inaczej jest to z układu spoczynkowego. Rakieta będzie stale
krótsza ze wzrostem prędkosci. To nie złudzenie optyczne, tak wynika ze
słynnych wzorów Alberta. Tak samo jest z masą, czasem, siłą, pracą, itd.
zależą one od prędkości. Ten "upływ czasu" jest tylko nazwą ogólną, a
precyzyjnie trzeba podać dla jakiej prędkości.
Słynny wzór Newtona F=ma jest uproszczony, w rozwinięciu Eisteina ma postać
ułamkową F=ma w liczniku, w mianowniku (1-V2/C2)do potęgi 3/2.
Nie wiem czy uwzględniasz przy swoich rozważaniach, przy kreowaniu dowodów na
nie istnienie Boga, tą teorię Alberta, bo jednak on na swój sposób wierzył w
jego istnienie. Jego słynna odpowiedz w dyskusji z Nielsem Bohrem - "Niels,
nie mogę uwierzyć, że Bóg gra w kosci!" czyli, że istnieje samoistna
przypadkowość.
Obserwuj wątek
    • grgkh Nic nie jest takie jak nam się wydaje 30.03.07, 03:49
      Jest środek nocy, a ja siedzę w pracy - do 6:00. sad

      Twoje pytanie dotyczy dokładnie modelu Wszechświata. Nie znam go, ale
      intuicyjnie, pi razy oko wyobrażam sobie go tak, jak próbowałem już Ci kiedyś
      opisywać.

      Jest macierz o pewnej liczbie wymiarów - może np. 11 (jedenastowymiarowa). Trzy
      wymiary są powiązane ze sobą tak, że tworzą przestrzeń (trójwymiar). Pozostałe
      też są związane jakimiś zależnościami, ale w inny sposób, innymi wzorami.
      Poszczególne wymiary macierzy zmieniają wartości swoich składników w taki
      sposób, że wspólczynnikiem koordynujacym mozliwośc przekazania zmiany jest
      zasięg widziany poprzez trzy wymiary przestrzeni. Może ten "zasięg" ma coś
      wspólnego ze stałą prędkości światła?

      Któryś z wymiarów mógłby kontrolować czy element jest masą, czy energią
      przechodząc między jakimiś dwiema wartościami...

      Podstawą zmienności są jakieś oscylacje o różnej amplitudzie. Ich wartość
      odpowiada masie lub ilości energii elementu.

      Wyobraź sobie takie synchronizujące się ze sobą elementy. Dopóki nie wyjdą poza
      pewien "zakres" różnic oscylacji mogą tworzyć obiekty "widziane" jako obiekty
      wyższego rzędu: struny -> kwarki -> cząstki elementarne -> itd. Cżąstki
      elementarne mają przecież określony dla swojego typu "czas życia", czy nie
      mógłby to być liczony ilością cykli wspólny, synchroniczny okres ich współpracy?

      Przekazywane od elementu do elementu oddziaływanie może się przenosić poprzez
      różne wymiary - kluczową rolę ogrywa pewngo rodzaju czwórwymiar, cztery
      podstawowe oddziaływania znane powszechnie z fizyki.

      A czas i ta zmienność... Nie wiem, co jeszcze więcej ponad to, co już wcześniej
      napisałem można by wymyślić. No, może taki uproszczony do dwóch wymiarów,
      modelowy przykład - falująca powierzchnia cieczy. We wszystkie strony przenoszą
      się (rozchodzą koliście) wzmocnienia i tłumienia. Jeśli któryś punkt przez
      pewien dłuższy czas wciąż pozostaje w minimalnie niezmiennym stanie wobec mocno
      zmieniającego się otoczenia, to jego wewnętrzne odczuwanie zmienności, a więc
      czas, zwalnia.

      I jeszcze ważna cecha tej macierzy w całości, a jest to cecha, którą można
      zauważyć zastanawiając się nad relacją naszej świadomości z otoczniem. My nie
      widzimy rzeczywistej materii, energii itd. Do naszych mózgów dociera
      informacja, że gdzieś tam jest materia lub energia. Gdzieś jest coś. To nasz
      mózg układa to po swojemu w globalnie uśrednione wizje przestrzeni z
      poukładnanymi w niej obiektami. Każdy pracujący mózg jest podmacierzą
      Wszechświata dzięki temu, że synchronicznie występują w nim fale o określonej,
      charakterystycznej częstotliwości pobudzonej strefy kory mózgowej z zapisanymi
      wzorcami pewnych pojęć, struktur... To myśli. Myśli nasze ale przecież także
      myśli Wszechświata "myślącego" naszymi mózgami.

      A wszystko wibracje, drgania - jak muzyka... smile Może kiedyś ją przetworzymy i
      usłyszymy. wink

      Do części wymiarów Wszechświata nie będziemy mieli bezpośredniego dostępu, bo
      tak jest zdefiniowana jego matematyczna struktura. Widzimy jedynie efekt
      przetwarzania się jakichś danych, czytany przez nas jako los. A losu nie ma,
      jest tylko niedostępność i dlatego żaden Bóg nie rzuca kostką do gry, by wybrać
      czy kot w pudle jest żywy czy martwy, albo czarny czy biały. Einstein nie
      wierzył w boską interwencję, w przypadek. Negował je szukając innego
      matematycznie wytłumaczenia i dodając Wszechświatowi ukrytych dla nas wymiarów.

      A te zakrzywienia przestrzeni, nierównomierność lokalnego upływu czasu, to
      złudzenia wynikające z niedoskonałości modelu świata w naszych mózgach.

      Nic nie jest takie jak nam się wydaje.
      • demaskator1950 Re: Nic nie jest takie jak nam się wydaje 30.03.07, 07:55
        grgkh napisał:"Jest środek nocy, a ja siedzę w pracy - do 6:00. sad"

        co Ty zbysiu cieciujesz????
        • grgkh Tak, cieciuję 30.03.07, 17:52
          wink
          • beretelwi Re: Tak, cieciuję 30.03.07, 17:54
            nie karmic trolla
      • kociak40 Re: Nic nie jest takie jak nam się wydaje 30.03.07, 23:10
        "Nic nie jest takie jak nam się wydaje." - grgkh

        To Twoje ostatnie zdanie i do tego zdania dołącze dowód.
        Co do całego tekstu, jest ciekawy i tu ja bym, raczej był zgodny,
        że na pewno coś wspólnego ma prędkość światła, w sensie, że jest
        to największa możliwa maksymalna prędkość. W przyrodzie nie istnieją
        oddziaływania natychmiastowe, czyli musi być jakaś maksymalna prędkość
        oddziaływania, a jest to prędkość oddziaływania elektromagnetycznego,
        a ona jest prędkością światła.
        Co do tego ostatniego Twojego stwierdzenia, może posłużyć przykład
        z teorii Einsteina.
        Siedzisz sobie w wagonie kolejowym, po środku tego wagonu jest żarówka, która
        cyklicznie się zapala i gaśnie. Jak zapali się, to otwierają się drzwi wagonu,
        przednie i tylne, jak zgaśnie to zamykają. Zaczynasz poruszać się tym wagonem i
        zawsze będziesz widział, że drzwi przednie i tylne otwierają się równocześnie,
        czyli czas, który upływa pomiędzy otwarciem się drzwi przednich i tylnych, jest
        równy zeru. Dla osoby na nasypie jest inaczej, czas upływający pomiędzy
        otwarciem się drzwi nie jest równy zeru i zależy od prędkości pociągu (a tu
        zakładamy np. 0,8c) i będzie widział, że drzwi tylne otworzyły się pierwsze,
        przednie później. Trochę trudno to zrozumieć, bo jesteśmy przyzwyczajeni do
        twierdzenia Newtona - "Interwały czasowe i przestrzenne są absolutne, a
        prędkość światła jest względna",
        Albert Eistein to zmienił - "Prędkość swiatła jest absolutna, a interwały
        czasowe i przestrzenne są wględne".
        Niestety, czas, masa, siła, praca itd. są zmienne i zależą od prędkości, a to
        trudno zrozumieć, zwłaszcza ten czas.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka