Dodaj do ulubionych

Ojciec uciekł, bo go przegoniła mama

01.12.07, 12:17
Wyborcza daje do pieca:
www.gazetawyborcza.pl/1,86545,4721711.html
Obserwuj wątek
    • sir.vimes Jakiś kretyn 01.12.07, 12:48
      Swoją drogą coś musi być mocno nie tak z mężem, którego żona musi szukać w
      dzieciach substytutu partnera...

      A co do spania z dzieckiem - jakby pan terapeuta choćby kilka razy, rozespany i
      przemęczony, wędrował po niemowlę do innego pokoju by je nakarmić, zrozumiałby o
      ile wygodniej (i bezpieczniej) jest położyć dziecko obok siebie - i po prostu
      wtykać mu pierś w usta, zamiast nosić po domu.
      Normalni męczyźni o to karmione niemowlę w swoim łóżku nie są zazdrośni. Zresztą
      normalny ojciec też ma ochotę dziecko przytulić, pogłaskać - więc kontakt
      fizyczny żony i dziecka nie wydaje mu sie podejrzany i nic mu nie "odbiera".
      • saszenka2 Re: Jakiś kretyn 01.12.07, 19:45
        sir.vimes napisała:

        > Swoją drogą coś musi być mocno nie tak z mężem, którego żona musi
        szukać w
        > dzieciach substytutu partnera...
        >
        > A co do spania z dzieckiem - jakby pan terapeuta choćby kilka
        razy, rozespany i
        > przemęczony, wędrował po niemowlę do innego pokoju by je nakarmić,
        zrozumiałby
        > o
        > ile wygodniej (i bezpieczniej) jest położyć dziecko obok siebie -
        i po prostu
        > wtykać mu pierś w usta, zamiast nosić po domu.
        > Normalni męczyźni o to karmione niemowlę w swoim łóżku nie są
        zazdrośni. Zreszt
        > ą
        > normalny ojciec też ma ochotę dziecko przytulić, pogłaskać - więc
        kontakt
        > fizyczny żony i dziecka nie wydaje mu sie podejrzany i nic mu
        nie "odbiera".
        Sir, trafiłaś w samo sedno. Ten pan plecie androny. Gdyby
        rzeczywiście matka szukała partnera w dziecku, to rzeczywiście z
        ojcem musiałoby być coś nie tak, musiałby istnieć jakiś konflikt w
        relacji z partnerką. Pewną analogię można odnaleźć w dzisiejszych
        listach w "Wysokich Obcasach". Wcześniej jedna z czytelniczek
        obwiniała kochankę za zdradę męża, pomijając jego winę, być może
        powinna także zastanowić się nad swoimi relacjami z partnerem, ale
        łatwiej jest zwalić winę wyłącznie na kochankę. Tu jest podobnie.
        Wszystkiemu winna jest kobieta. Czekać, aż przeczytam o pedofilii w
        wykonaniu matek, bo spały razem z dzieckiem w jednym łóżku, aby nie
        musieć biegać po domu. Normalny facet, który nie ma kompleksów, nie
        był odrzucony przez własnych rodziców, nie będzie o to zazdrosny.
        • kochanica-francuza Eeee, ale część kochanek dla odmiany 01.12.07, 19:51
          zwala winę na żonę.

          "Ja go lubię. A ty?" (w domyśle: a ty nie!!!!!)

          "Nie jestem ideałem. Ale i ty nim nie jesteś, skoro znalazł mnie" (wniosek:
          chłop nie zdradza tylko żony idealnej, nie-idealna jest sama sobie winna przez
          swą nie-idealność)

          "Jego żona nie lubi >dziecinady<". Jest jeszcze wiele rzeczy, których nie
          akceptuje" (czyżby w łóżku? - przyp. KF) "Dopiero przy mnie poczuł, co to
          miłość" (to po cóż on, sierotka, ożenił się z tym ohydnym niekakceptacyjnym
          babskiem, hę???? - przyp. KF)
          • saszenka2 Re: Eeee, ale część kochanek dla odmiany 01.12.07, 19:56
            kochanica-francuza napisała:

            > zwala winę na żonę.
            >
            > "Ja go lubię. A ty?" (w domyśle: a ty nie!!!!!)
            >
            > "Nie jestem ideałem. Ale i ty nim nie jesteś, skoro znalazł mnie"
            (wniosek:
            > chłop nie zdradza tylko żony idealnej, nie-idealna jest sama sobie
            winna przez
            > swą nie-idealność)
            >
            > "Jego żona nie lubi >dziecinady<". Jest jeszcze wiele rzeczy,
            których n
            > ie
            > akceptuje" (czyżby w łóżku? - przyp. KF) "Dopiero przy mnie
            poczuł, co to
            > miłość" (to po cóż on, sierotka, ożenił się z tym ohydnym
            niekakceptacyjnym
            > babskiem, hę???? - przyp. KF)

            Mi się takie zwalanie winy na sąsiednie podwórko w ogóle nie podoba.
            Nikt nie chce zauważyć swojego udziału. Najbardziej trafił do mnie
            ten fragment, gdzie było napisane, iż "to nie kochanka ślubowała ci
            miłość, wierność i uczciwość małżeńską". Ludzie lubią szukać
            usprawiedliwień gdzieś poza sobą. Niektórzy panowie za złe relacje z
            dziećmi obwianiają matki, bo tak łatwiej niż przyznać się przed
            samym sobą, że samemu tak naprawdę nie chciało się poświęcić dziecku
            należytej uwagi, czułości etc. Żonie jest łatwiej obwiniać kochankę
            niż męża, a kochance obciążać winą żonę i tak karuzela się nakręca.
        • 444a Re: Jakiś kretyn 02.12.07, 18:57
          Gdyby
          > rzeczywiście matka szukała partnera w dziecku, to rzeczywiście z
          > ojcem musiałoby być coś nie tak,

          A nie pomyślisz, że to z matką, która szuka partnera w dziecku jest coś nie tak?
          Zawsze winien jest facet?

          Czekać, aż przeczytam o pedofilii w
          > wykonaniu matek, bo spały razem z dzieckiem w jednym łóżku, aby nie
          > musieć biegać po domu.

          Fakt, że wiele kobiet nie wierzy w istnienie kobiecej pedofilii jest tylko
          wskazaniem na to, że kobiety ciągle nie są czegoś świadome lub nieuczciwie
          bronią swoich przywilejów.

          Rozumiem, że przebieranie się w obecności kilkulatka też jest "tylko praktyczne"?

          Normalny facet, który nie ma kompleksów, nie
          > był odrzucony przez własnych rodziców, nie będzie o to zazdrosny.
          >

          Takie wtrącenie, a co jesli ktoś ma kompleksy? Czy kobietę z kompleksami też
          należy ogólnie zjeżdżać i każdą jej pretensję zwalac na kompleksy?

          "Kompleksy" - łatwe przerzucenie problemu na nie wiadomo co. Niedługo dojdzie do
          tego, że facet bez kompleksów nie może być zazdrosny o drugiego kochanka.
          • saszenka2 Re: Jakiś kretyn 02.12.07, 19:54
            444a napisał:

            > Rozumiem, że przebieranie się w obecności kilkulatka też
            jest "tylko praktyczne
            > "?
            A może do pedofilii zaliczysz już karmienie dziecka piersią,
            przecież to istny ekshibicjonizm. Nie wiem, skąd się w ludziach
            wzięła taka skłonność łączenia naturalnej nagości, np. podczas
            przebierania się z podtekstem seksualnym.

            > Takie wtrącenie, a co jesli ktoś ma kompleksy? Czy kobietę z
            kompleksami też
            > należy ogólnie zjeżdżać i każdą jej pretensję zwalac na kompleksy?
            Nie każdą, ale niektóre zachowania mają swe źródło właśnie w
            kompleksach.
            • sir.vimes Re: Jakiś kretyn 02.12.07, 23:09
              Przebieranie się przy kilkuletnim dziecku jest normalne.
      • bri Re: Jakiś kretyn 02.12.07, 23:30
        Sir.vimes - pan chyba miał na myśli takie rodziny, gdzie matka śpi z
        dzieckiem dawno po tym jak przestała je karmić. Pooglądaj sobie
        Superianię, jeśli brak Ci innych przykładów. Niektóre kobiety śpią,
        a przynajmniej zasypiają i większość nocy spędziają z dziećmi, które
        już chodzą do przedszkola, a nawet do szkoły!
        • bene_gesserit Re: Jakiś kretyn 02.12.07, 23:37
          Sama kiedys poznalam niekochana i zdradzana przez meza kobiete,
          ktora od paru lat spala ze swoim 9-letnim synem, o ktorym nie mowila
          inaczej niz 'moje kochanie'. Chlopiec nie mial imienia, byl 'jej
          kochaniem'. To chore i ewidetnie erotyczne, tak samo jak niepokojace
          byloby, gdyby ojciec zaczal zabierac do lozka 9-letnia corke, kiedy
          zaczelyby sie jego klopoty w malzenstwie. Tyle, ze facet z wywiadu
          przedstawia to jako ponura codziennosc polskich rodzin, a golym
          okiem widac, ze to bzdura.
          • bri Re: Jakiś kretyn 02.12.07, 23:45
            siur, pan ma ewidentnie skrzywioną perspektywę

            W dodatku nie przyszło mu do głowy, że jeśli się kobietom wmawia, że
            jedynym celem i ukoronowaniem ich życia są dzieci i opieka nad nimi,
            to niektóre mogą sobie wziąć to serca.
          • sir.vimes Re: Jakiś kretyn 03.12.07, 10:16
            Tyle, ze facet z wywiadu
            > przedstawia to jako ponura codziennosc polskich rodzin, a golym
            > okiem widac, ze to bzdura.

            Dlatego nie skojarzyłam z jakimiś patologiami - tylko z codziennością; z
            karmionymi niemowlakami, małymi dziećmi przychodzącymi do rodziców "bo sie boją"
            czy starszymi , szkolnymi - które przybiegają do rodziców zanim ci się obudzą w
            niedzielę.
            To wszystko jest normalne.
        • bri Re: Jakiś kretyn 02.12.07, 23:48
          Swoją drogą, z punktu widzenia dziecka to musi być niesprawiedliwe,
          że mama z tatą śpią sobie w jednym łóżku, a biedne dziecko musi
          zasypiać samotnie w osobnym pokoju. Dla swojej wygody nauczyłam
          córkę samodzielnego zasypiania, ale muszę przyznać, że czasem mi jej
          szkoda, kiedy biedna wyłazi z łóżka i przychodzi do nas "tak tylko
          na chwilę się przytulić".
          • saszenka2 Re: Jakiś kretyn 02.12.07, 23:55
            Bri, wszystko zależy jak duże jest to dziecko. Trzylatek śpiący z
            mamą mnie osobiście nie niepokoi, natomiast ośmiolatek, którego nie
            nauczono spać we własnym łóżkiem już jakiś niepokój budzi.
    • evita_duarte Mnostwo jest takich typkow 01.12.07, 15:07

      Znam jednego, jest alkoholikiem. Zdradzal zone, wynosil z domu
      rzeczy. Dzieci sie odwrocily,ona rozwiodla. Teraz on zrzuca cala
      wine na nia. Nastawila dzieci przeciwko niemu. To jej wina, ze ja
      zdradzal. Pil tez przez nia, ciekawe dlaczego pije nadal skoro juz
      jej nie widuje.


      Inny byl zonaty trzy razy. Trzy razy rozwiedziony. Za kazdym razem
      to byla wina kobiet. One byly takie koszmarnie zazdrosne i robily mu
      sceny jak mial kochanki.
      • echtom Re: Mnostwo jest takich typkow 05.12.07, 11:02
        Mój eks też od ponad 10 lat nie może ułożyć sobie życia, bo nie
        spotkał dotąd kobiety idealnej, tzn. takiej, która da mężczyźnie
        wszystko, nie oczekując niczego w zamian. A te wredne baby zawsze
        czegoś chciały - albo kasy, albo ślubu, albo, o zgrozo, wyłączności
        seksualnej. Biedaczek.
    • kropka_bordo Re: Ojciec uciekł, bo go przegoniła mama 01.12.07, 15:33
      bene_gesserit napisała:

      > Wyborcza daje do pieca:

      Też zauważyłam że coś tu nie-ten-teges. Eichelberga można lubić lub nie, można
      się z nim nie zgadzać itp, ale mieści się jeszcze w granicach dyskusji. Kolo co
      to się z choinki urwał i przyleciał do nas na latającym dywanie z krainy
      opiekuńczych marynarzy można wytłumaczyć chociażby tym że GW chce zaprezentować
      każdy możliwy typ no i tu dla rozweselenia taki egzemplarz, proszę państwa,
      mamy. Ale ten? Nie za dużo się tego robi? Plus, co już zostało zauważone,
      problem ojcostwa widziany głównie przez pryzmat synów. Co jest, biedni
      tatusiowie odganiani od swoich synków przez złe kobiety?

      Śmierdolić i to zaczyna.
      • marzeka1 Re: Ojciec uciekł, bo go przegoniła mama 01.12.07, 16:37
        A ja w tej- nieco przerysowanej - rozmowie widzę sporo racji. Ma 2 dzieci, synów i widzę jak ważne jest dla nich bycie z ojcem, w życiu nie dam im tego, co on, bo ojciec zaspokaja po prostu inne potrzeby. Znam jednak kilka kobiet, które dzieci postawiły na pierwszym miejscu, one stały się dla nich całym światem, a mąż został sprowadzony do tego, który spłodził, a teraz ma być świetnie działającym bankomatem, najlepiej daleko od kraju, bo "nie przeszkadza, a kasę porządną przysyła".
        • bene_gesserit Re: Ojciec uciekł, bo go przegoniła mama 01.12.07, 17:20
          Z tej 'nieco przerysowanej' rozmowy mozna sie dowiedziec, ze:

          1. Pan jest specjalista, bo leczyl co najmniej tysiac rodzin
          2. W zwiazku z czym wie, jaka jest prawda, a prawda jest taka, ze
          3. w rodzinie rzadza kobiety, ktore wola, zeby dzieci, nie mezczyzni
          spelnialy ich potrzeby erotyczne.
          4. Mezczyzni kobiety kochaja, a kobiety kochaja dzieci, w zwiazku z
          czym mezczyzni sa dla kobiet jedynie plodzicielami i portfelami
          5. Mezczyzni w zwiazku z tym niewiele moga zrobic, bo chociaz 'sa
          korumpowani' 'praca, inna kobieta, swoboda, wolnoscia od obowiazkow
          przy dziecku', to ich nieobecnosc w rodzinie jest wina kobiety.
          6. "Kobiety chcą mieć jak za starych czasów przywileje, opiekę i
          pomoc, którą dostawały za podporządkowanie się i posłuszeństwo.
          Jednocześnie mają już nowe prawa i przywileje, takie jak mężczyźni.
          Jest kryzys formuły rodziny i kryzys roli kobiecej."
          7. Ojciec do rodziny, od ktorej zostal odsuniety przez matke, wrocic
          nie moze, bo ona go upokorzyla, wysmiala i nastawila przeciw niemu
          dzieci. Nie da sie wrocic do zgliszczy.

          To jest 'male przerysowanie'?

          Marzeka, tak wygladalo twoje zycie rodzinne? Tak planujesz swoje?
          To, ze znasz 'inne kobiety, ktore dziecko postawily na pierwszym
          miejscu', oznacza, ze ten gosc ma bezwzgledna racje? Przeciez
          przyczyn takiego zachowania tych twoich znajomych moze byc milion
          piescet, nie tylko zamierzone perfidne dzialanie pt 'zaplodnij mnie,
          zebym miala kogos do kochania, kogo od siebie uzaleznie, i potem nas
          utrzymaj dopoki bedziemy potrzebowac twojej forsy'.

          Mi sie wydaje, ze ten terapeuta, z pewnoscia zasluzony (Powislanska
          Fundacja Spoleczna to nie byleco) ma jakis problem ze soba - byc
          moze ze swoim rodzicielstwem, a z pewnoscia ze swoim malzenstwem.
          Wywiad ma byc o ojcostwie, a facet koncentruje sie li i jedynie na
          relacji maz - zona. Dziecko gdzies tam miga w tle, jako irytujacy
          dowod krzywdy, czynionej mezowi przez zone.

          Nalezy brac pod uwage, ze ten terapeuta, z racji swojego zawodu,
          zajmuje sie pewna sfera cierpienia. Ktore trudno uznac za norme.
          Jesli jeszcze do tego doda sie prace tego pana w Powislanskiej
          Fundacji, to mozna z duza doza prawdopodobienstwa domniemywac, ze
          pracuje on glownie z dysfunkcyjnymi rodzinami, w ktorych to na matce
          spoczywa ciezar emocjonalny, organizacyjny, aprowizacyjny i
          jakikolwiek inny. Jednym slowem - ten pan ma spojrzenie nieco jakby
          skrzywione.

          Nadmienmy, ze ten facet pisze o 'kryzysie roli kobiecej'. Nie
          zauwaza obecnego w dyskursie o rodzinie 'kryzysu roli meskiej'. Mnie
          to zdumiewa. Zdanko o tym, ze kobiety maja przywileje (mozliwosc
          regulacji plodnosci np), za ktore kiedys musialy placic ulegloscia
          (ktorej dzis odmawiaja, jak mniemam) smierdzi na odlegosc
          mizoginizmem, nie wydaje ci sie?

          We wczorajszej GW ten wywiad byl u dolu strony. U gory - wywiad z
          nauczycielem, ktory poszedl na tacierzynski i od paru miesiecy
          opiekuje sie coreczka. Facet poszedl na taki uklad z zona, bo chcial
          drugiego dziecka. Wspolnie ustalili, ze sprawiedliwie bedzie, jesli
          teraz to on zostanie w domu i zajmie sie maluchem. Trzeciego
          dzieciaka miec nie beda, bo nie bedzie komu robic sobie przerwe w
          zawodowym zyciorysie. Poza tym, facet otwarcie przyznaje, ze praca w
          domu przy dziecku to jest ciezka, nudna i malo rozwijajaca harowka -
          przy wszystkich plusach i satysfakcji tego zajecia.

          Ten dwuglos (terapeuty i domowego ojca) nalezy brac pod uwage razem.
          Dlaczego (o ile) ojcowie daja sie tak łatwo ograbic z rozkoszy
          rodzicielstwa? Dlaczego w ogole wchodza w zwiazek, jesli (o ile)
          niesie on ze soba udreke nieodwzajemnionej milosci, przedmiotowe
          traktowanie, brak seksu, brak czulosci i w zasadzie same braki? Itd
          itd.
          • evita_duarte Specjalista?? No co wy!!! 01.12.07, 17:36
            bene_gesserit napisała:
            > Mi sie wydaje, ze ten terapeuta, z pewnoscia zasluzony
            (Powislanska
            > Fundacja Spoleczna to nie byleco)


            Z tego co wyczytalam ten pan jest z zawodu nauczycielem nie
            terapeuta. Ten pan jest mauczycielem a wychowywaniem i terapia
            zajmuje sie hobbystycznie. Podobnie jak w wpoprzednim wywiadzie,
            gdzie pan (Pulikowski) jest specjalista od budownictwa a zajmuje sie
            wychowaniem i chyba tez terapia. Jak ci panowie maja jakies
            kwalifikacje do tego to bardzo prosze mnie poprawic.

            W ten sam sposob ja moge zaczac wypowiadac sie, a takze publikowac i
            nauczac na temat wyzszosci blondynek nad szatynkami i zlosliwosci
            rudych. PLIS


            >
            > Nalezy brac pod uwage, ze ten terapeuta, z racji swojego zawodu,
            > zajmuje sie pewna sfera cierpienia. Ktore trudno uznac za norme.
            > Jesli jeszcze do tego doda sie prace tego pana w Powislanskiej
            > Fundacji, to mozna z duza doza prawdopodobienstwa domniemywac, ze
            > pracuje on glownie z dysfunkcyjnymi rodzinami, w ktorych to na
            matce
            > spoczywa ciezar emocjonalny, organizacyjny, aprowizacyjny i
            > jakikolwiek inny. Jednym slowem - ten pan ma spojrzenie nieco
            jakby
            > skrzywione.
            >
            > Nadmienmy, ze ten facet pisze o 'kryzysie roli kobiecej'. Nie
            > zauwaza obecnego w dyskursie o rodzinie 'kryzysu roli meskiej'.
            Mnie
            > to zdumiewa. Zdanko o tym, ze kobiety maja przywileje (mozliwosc
            > regulacji plodnosci np), za ktore kiedys musialy placic ulegloscia
            > (ktorej dzis odmawiaja, jak mniemam) smierdzi na odlegosc
            > mizoginizmem, nie wydaje ci sie?
            >
            > We wczorajszej GW ten wywiad byl u dolu strony. U gory - wywiad z
            > nauczycielem, ktory poszedl na tacierzynski i od paru miesiecy
            > opiekuje sie coreczka. Facet poszedl na taki uklad z zona, bo
            chcial
            > drugiego dziecka. Wspolnie ustalili, ze sprawiedliwie bedzie,
            jesli
            > teraz to on zostanie w domu i zajmie sie maluchem. Trzeciego
            > dzieciaka miec nie beda, bo nie bedzie komu robic sobie przerwe w
            > zawodowym zyciorysie. Poza tym, facet otwarcie przyznaje, ze praca
            w
            > domu przy dziecku to jest ciezka, nudna i malo rozwijajaca
            harowka -
            > przy wszystkich plusach i satysfakcji tego zajecia.
            >
            > Ten dwuglos (terapeuty i domowego ojca) nalezy brac pod uwage
            razem.
            > Dlaczego (o ile) ojcowie daja sie tak łatwo ograbic z rozkoszy
            > rodzicielstwa? Dlaczego w ogole wchodza w zwiazek, jesli (o ile)
            > niesie on ze soba udreke nieodwzajemnionej milosci, przedmiotowe
            > traktowanie, brak seksu, brak czulosci i w zasadzie same braki?
            Itd
            > itd.
            >
            >
          • marzeka1 Re: Ojciec uciekł, bo go przegoniła mama 01.12.07, 17:40
            Bene, no dobrze: powiem: mocno przerysowane, OK?
            Moje życie rodzinne wygląda tak, że mam 2 dzieci-synów i męża, od początku (czyli 18 lat)mamy układ partnerski, nie miałam nigdy poczucia, że tylko ja zajmuję się dzieckiem,cieszą nas nasi synowie, ale wiem, że to my tworzymy parę/małżeństwo, a synowie będą z nami tylko jakiś czas, a potem rozpoczną samodzielne życie. I chcę, żeby w nie weszli niepokiereszowani psychicznie, mający poczucie, że każde z rodziców i ojciec, matka je kochali.
            Na forum emama udziala się kobieta, któej posty mnie napawają zgrozą: czas z męzem postrzega jako ten zabrany dziecku,mąż w ogóle się nie liczy, został z tej rodziny kompletnie wyautowany, taki "odrażający, brudny, zły".
            • kocia_noga Re: Ojciec uciekł, bo go przegoniła mama 01.12.07, 17:55
              No, ja tez znam takie.Więc stwierdziłam,że cos w tym jest, ale facet
              przegina i to ostro.
              Może dlatego,ze , jak zauważyła Benia ma do czynienia z rodzinami
              dysfunkcyjnymi, może projektuje swoje własne kłopoty.
              • marzeka1 Re: Ojciec uciekł, bo go przegoniła mama 01.12.07, 18:00
                Dobrze, że kocia_noo użyłaś tego określenia "rodzina dysfnkcyjna", bo o le znane jest pojęcie rodzina patologiczna, to to drugie już niekoniecznie. A rodzina dysfunkcyjna to taka, w której rodzice po prostu nie spełniają swoich ról: mata jest jakąś super matką samicą, a ojca - nie ma, albo z wygody, albo przymuszony zniknął z procesu wychowania własnych dzieci.
            • bene_gesserit Re: Ojciec uciekł, bo go przegoniła mama 02.12.07, 02:09
              Znam dwoch mezczyzn, ktorzy w jakiejs czesci byli wychowani przez
              nienawidzace mezczyzn kobiety. Duzo z tego, co mowi ten kolo i
              Eichelberger w wywiadzie pasuje do ich zyciorysow jak ulał. Proby
              psychicznego zawlaszczania, jakies niejasne historie z uwodzeniem
              swoich dzieci czy podopiecznych i inne koszmary. Tyle, ze ten
              terapeuta przedstawia to jako norme, a wg mnie to nie jest norma. On
              po prostu szerzy swoj poglad jako prawde obiektywna, 'bo tak' (bez
              prob umiejscowienia swojego pogladu w szerszej perspektywie
              naukowej, jakis wynikach badan itd), co jest dowodem szkodliwej
              glupoty, zwlaszcza u terapeuty i nauczyciela. Nie mowiac o tym, ze
              prymitywnie sprawe upraszcza i zakłamuje, obwiniajac za cala
              sytuacje kobiety.
            • sir.vimes Kobieta o której piszesz 02.12.07, 12:16
              pisała na innym forum o np. przypadku, gdy mąż zabrał dzieci (dziewczynki) do
              prywatnej sauny - gdzie spędzały czas razem z jego nagim bratem.

              Pisała tez , że jeździł po pijanemu samochodem i wielu innych sprawach.

              Jej rozgoryczenie nie wydaje mi się dziwne... Brak chęci spędzania czasu z
              ewidentnie zaburzonym typem - tez nie.
        • sir.vimes Hm, kilka pytań 02.12.07, 12:12
          1. Dzieci powinny być na pierwszym miejscu w pewnych kwestiach dla obojga
          rodziców. Jeżeli jednak kobieta WOLI spedzać każdą chwilę z dzieckiem, nie z
          mężem warto zastanowić się CO mąż jej proponuje w ramach tego wspólnego czasu?
          Czy proponuje cokolwiek? Czy oczekuje , ot, tak po prostu- że wpatrzona w niego
          będzie czekać na wszelkie życzenia Pana i Władcy?
          2.Czy żona sprowadziła męża do roli bankomatu czy tez sam się sprowadził? (No .
          brakiem zainteresowania domem , żoną itp)
          3. Czy ojciec jest potrzebny tylko dlatego, ze zaspokaja jakieś enigmatyczne
          "inne " potrzeby?
          Niemowlęciu tez jest potrzebny - mimo, że wszyscy opiekunowie niemowlęcia
          zapewniają mu to samo (jedzenie, czystość, czytanie, przytulanie...
          • kocia_noga Re: Hm, kilka pytań 02.12.07, 12:29
            sir.vimes napisała:

            Ad1 - niekoniecznie życzenia 'pana i władcy'.Może być tak,ze
            kreatywnośc ma tylko w zyciu zawodowym.Kobieta częściej postrzega
            życie domowe jako pole dla fantazji - te zabawy w dom moga miec z
            tym coś wspólnego.
            Ewentualne wspólne zaleganie przed tiwi czy komputerem może być
            satysfakcjonujące, ale jeśli nie jest, to towarzystwo żywego
            intelektualnie i twórczego dziecka wygrywa.

            Ad2 - też ciężko wskazać palcem winnego.To społeczna rola mężczyzny,
            którą niektórzy i niektóre bardzo cenią.

            > 3. Czy ojciec jest potrzebny tylko dlatego, ze zaspokaja jakieś
            enigmatyczne
            > "inne " potrzeby?

            Myśle,ze tak.Nie mam gotowej teorii na podorędziu, ale dziecko ma
            połowę genów ojca i to jest ważne.Doszłam do tego wniosku dośc późno.

            >
            • sir.vimes Kocia 02.12.07, 12:39
              > > 3. Czy ojciec jest potrzebny tylko dlatego, ze zaspokaja jakieś
              > enigmatyczne
              > > "inne " potrzeby?
              >
              > Myśle,ze tak.Nie mam gotowej teorii na podorędziu, ale dziecko ma
              > połowę genów ojca i to jest ważne.Doszłam do tego wniosku dośc późno.

              A mi się wydaje, że ojciec jest potrzebny nawet jeśli zaspokaja "tylko te same"
              potrzeby co matka....
              • kocia_noga Re: Kocia 02.12.07, 13:15
                sir.vimes napisała:


                >
                > A mi się wydaje, że ojciec jest potrzebny nawet jeśli
                zaspokaja "tylko te same"
                > potrzeby co matka....

                Fakt, niedoczytałam zdania i wzięłam się za odpowiedź.
            • sir.vimes Kocia - ad 2 02.12.07, 12:47
              "też ciężko wskazać palcem winnego.To społeczna rola mężczyzny,
              którą niektórzy i niektóre bardzo cenią."

              A ja sądzę, że człowieka wbrew jego woli nie da się sprowadzić do roli bankomatu.
              Nawet jeśli ma niesłychane parcie na samodzielne utrzymanie rodziny na bardzo
              wysokim poziomie finansowym.
              Sa ojcowie i matki, którzy wracają po 20 z pracy i , mimo zmęczenia CHCĄ spędzać
              czas z rodziną , dziećmi - i sa tacy, którzy opędzają się od dzieci gazetą (lub
              nawet celowo przesiadują w biurze do późna...). Nawet wyczerpany człowiek -
              jeśli chce - potrafi poswięcić kilka chwil dzieciom. Z maleńkim dzieckiem można
              wziąść wspólną kąpiel - dziecko chlapie się, rodzic leży w relaksującej ciepłej
              wodzie i słucha "ćwierkania" potomstwa. Można walnąć się na kanapę z herbatką
              czy winem - i pozwolić dziecku się czesać, malować czy np. pokażać
              przedstawienie, które wymyśliło dla swoich misiów (przecież dzieciakowi nie
              chodzi o to by rodzic był wnikliwym, uważnym krytykiem...).
              No, nie bedę sie rozpisywać - ale jak ktos CHCE to i po 12 godzinach pracy MOŻE.
              • kocia_noga Re: Kocia - ad 2 02.12.07, 13:19
                sir.vimes napisała:

                jak ktos CHCE to i po 12 godzinach pracy MOŻE


                jasne, ale musi o tym wiedzieć.I że może, i że może to być fajne.
                Nie czytałam wszystkich wypowiedzi z cyklu 'powrót taty' ale tam
                dużo traumy, niekoniecznie zachęcającej do udziału.
                Z drugiej strony - niesposób miec luz, kiedy nosi się
                niewypowiedziane kilogramy.
                • sir.vimes Re: Kocia - ad 2 02.12.07, 13:27
                  Ale tu nie chodzi o luz czy jakies szczególne umiejętności.

                  Pojawia sie w rodzinie chciane dziecko - i rodzice chcą z nim spędzać czas.
                  Proste. Nawet jeśli maja dla niego tego czasu minimum - to cHCĄ spedzić go z
                  dzieckiem. Nie chodzi o jakies super rozrywki przecież czy stumulowanie
                  intelektualne - chodzi o chęć rodzica.
                  • sir.vimes Re: Kocia - ad 2 02.12.07, 13:28
                    A - tak mi sie nasunęło.
                    Z wiekszości tych historyjek mozna wywnioskować , że sporo niezadowolonych z
                    relacji dzieci nie było w pełni chciane - i w pełni zaakceptowane już po
                    przyjściu na świat.
                    • kocia_noga Re: Kocia - ad 2 02.12.07, 15:51
                      sir.vimes napisała:

                      > A - tak mi sie nasunęło.
                      > Z wiekszości tych historyjek mozna wywnioskować , że sporo
                      niezadowolonych z
                      > relacji dzieci nie było w pełni chciane - i w pełni zaakceptowane
                      już po
                      > przyjściu na świat.

                      Może to korelować z ilością małżeństw z 'wpadki'.
                      Z drugiej strony, dla takich małżeństw mogłaby istnieć pomoc
                      psychologiczna.Z trzeciej - jeśli ta pomoc sama jest chora, to już
                      istna mogiła, bo pomocy nie ma, a jest księże p..enie.
              • bri Re: Kocia - ad 2 02.12.07, 23:41
                Nie wystarczy chcieć - trzeba jeszcze umić. Niestety.
                • sir.vimes Re: Kocia - ad 2 11.12.07, 12:49
                  Nie zgadzam się.

                  Wszystko zaczyna się własnie od chcenia - jak się chce człowiek może wypracować
                  sobie własną, nawet kulawa metodę "umienia".

                  Dowodem na to, że wystarczy chcieć jest masa udanych rodzin ludzi z toksycznych
                  domów czy z domów dziecka - nikt ich nie nauczył, nikt im nie wdrożył nic prócz
                  złych wzorców a jakoś mogą. Bo chcą.
                  • kocia_noga Re: Kocia - ad 2 11.12.07, 13:35
                    sir.vimes napisała:

                    > Wszystko zaczyna się własnie od chcenia

                    Zaczyna się - dobrze powiedziane, a dalej może być
                    piekło.Wybrukowane tymi dobrymi chęciami.Dzieci z toksycznych rodzin
                    same z siebie nie nauczyły się być lepszymi - ich życiowe historie
                    pełne są pomocy innych ludzi, książek, wsparcia itp.
                    Dlatego tak ważne jest szerzenie pewnych idei - że mozna się
                    nauczyć i czego warto.
                    Ja poznałam kiedyś grupę dzieci, a właściwie młodzieży z domu
                    dziecka - pytani o plany życiowe wszyscy mieli podobne - chcieli
                    stworzyć wspaniałą rodzinę.Podpytani, jak miałaby wyglądać,
                    odpowiadali samymi negatywami: że nie będzie tam tego i jeszcze
                    owego,żadnych konstruktywnych wyobrażeń.
                    Wiesz, jak się to kończy? Tak,że w momencie kiedy cokolwiek idzie
                    nie tak, wracają do jedynych wzorów, jakie znają.
                    • sir.vimes Re: Kocia - ad 2 11.12.07, 14:36
                      Tak,że w momencie kiedy cokolwiek idzie
                      > nie tak, wracają do jedynych wzorów, jakie znają.

                      A to juz rzecz inna - natomias bez tego chcenia nic sie nie zacznie i
                      "umiejętność " nie przyjdzie. Samo chcenie wystarczy do podjecia jakiegoś
                      działania, samo "umienie" jest do niczego.

                      To, o czym piszesz, to sytuacja w której kryzys następuje na jakimś etapie - nie
                      z założenia. A srtwierdzenie, ze bez "umienia" chcenie nic nie daje - sugeruje,
                      że kryzys jest pewny i da mu się zapobiec.
                      • sir.vimes Re: Kocia - ad 2 11.12.07, 14:42
                        A, wazne - nie chcę sugerować , ze każdy może świetnie dawać sobie radę a jak
                        nie daje to tylko wina tego, ze nie chce. Nie o to mi chodzi.
                      • bri Re: Kocia - ad 2 11.12.07, 15:01
                        Przecież nie napisałam, że bez chcenia da radę, więc o co cho?
                        • sir.vimes Re: Kocia - ad 2 11.12.07, 15:29
                          O to, że nie potrzeba specjalnego "umienia".

                          • bri Re: Kocia - ad 2 12.12.07, 13:47
                            Specjalnego "umienia" nie trzeba, trzeba takiego zwykłego "umienia",
                            czyli np. cierpliwości, kiedy dziecko boli brzuszek i drze się przez
                            dwie godziny z rzędu, umiejętności odłożenia na dużo później własnej
                            chęci odpoczynku i np. pogrania sobie w grę komputerową na rzecz
                            męczącego łażenia ze skrzywionym kręgosłupem i prowadzania za palec
                            dziecka, które uczy się chodzić. Gwoli ścisłości, uważam, że
                            większość ludzi to umie. Ale są też tacy, którzy nie umieją.
                    • saszenka2 Re: Kocia - ad 2 11.12.07, 21:25
                      Moim zdaniem coś jest w stwierdzeniu, że popełniamy błędy własnych
                      rodziców. Kiedy zapytany się nastolatka albo nastolatki, jaką
                      chciałyby stworzyć rodzinę, to podadzą zaprzeczenie cech, których
                      nie akceptują we własnej. Jak ojciec nie bawił się z dziećmi,
                      kontrolował wyjścia, to temu zaprzeczą w swojej deklaracji.
                      Początkowo na pewno będą chcieli przed tym uciec, ale nie zawsze im
                      się uda, zależy kogo spotkają na swej drodze, jak dawne wzorce
                      zostały im wtłoczone. Oczywiście, jest też pozytywny obraz, nie
                      każde dziecko alkoholika wybiera sobie na męża alkoholika albo samo
                      popado w nałóg, tworzy szczęśliwe rodziny. Tylko bez tych
                      prawidłowych wzorców jest trudniej uciec od tych złych elementów
                      obecnych we własnej rodzinie. Przypomina mi się Ziembiewicz. On
                      bardzo nie chciał powielić boleborzańskiego schematu, w pewnym
                      momencie uznał postawę ojca za niewłaściwą, nie chciał taki być, ale
                      powielał te same błędy. Na szczęście rodzina nie zawsze determinuje
                      późniejsze życie dzieci.
                      • sir.vimes Re: Kocia - ad 2 12.12.07, 12:28
                        Kiedy zapytany się nastolatka albo nastolatki, jaką
                        > chciałyby stworzyć rodzinę, to podadzą zaprzeczenie cech, których
                        > nie akceptują we własnej.

                        :)
                        Przy założeniu, że nie jest to idealna rodzina:)

                        Ja, jak większość nastolatek, przez pewien czas uważałam moją rodzinę za
                        najbardziej dysfunkcyjną na świecie - zmieniłam zdanie właśnie po dłuższej
                        rozmowie z koleżanką o planowanej przyszłości , kiedy wyszło na jaw, że większa
                        większość ;) postaw i zachowań moich rodziców jest mi bliska. Jako matka - też
                        często kontynuowałam zachowania mojej mamy - nie z przerażeniem, tylko z
                        poczuciem, że to właśnie jest OK. Jasne - czasy się zmieniają - więc nie
                        wszystkie wzorce poprzednich pokoleń przystają do rzeczywistości; taka sama jak
                        moi rodzice nie będę.
                        No i jeszcze - kiedy zostałam matką, od razu załozyłam, ze jakies błędy na pewno
                        popełnię - więc obcy jest mi szok , że nie wszystko jest "dokładnie tak jak
                        chcę", o którym ktoś wspominał w tym wątku.

                        Może problemme nie jest zły/dobry wzorzec tylko poczucie za duzej/zbyt małej
                        mocy sprawczej jaka często mają osoby wchodzace w dorosłość. I myślenie "nic nie
                        wiem, nie umiem" i myslenie "wszystko bedzietak jak chcę" owocuje kryzysami.
                        Niekonieczny jest do tego koszmar typu ojciec alkoholik.

    • piekielnica1 Re: Ojciec uciekł, bo go przegoniła mama 01.12.07, 22:10
      "Tymczasem problem - jak wszystko w rodzinie - jest złożony. Nie
      wiem zresztą, na ile w mediach można rozmawiać o sprawach, które są
      poza świadomością i których wprowadzenie do świadomości rodzi silne
      emocje, poczucie winy, agresję."

      Porzuccie wszelka nadzieje wszystkie, ktore zglosicie sie na
      terapie malzenska do tego terapeuty.
      Maz - Bog wasz jest i Pan.

    • kropka_bordo Feminoteka 01.12.07, 23:45
      w Feminotece jest dobry artykuł który dobrze oddaje to o co mi chodziło

      www.feminoteka.pl/readarticle.php?article_id=394
      • bene_gesserit Re: Feminoteka 02.12.07, 02:29
        Moim zdaniem co do braku redakcyjnego komentarza do niektorych
        wypowiedzi specjalistow - pardon: 'specjalistow', autorka ma racje.
        Takze w krytyce faktu, ze akcja skupia sie na relacjach ojciec-syn,
        bagatelizujac kobiety.

        Natomiast kompletnie nie rozumiem tego zachlystywania sie o tym, jak
        to zli ludzie z GW "trzymaja reke na patriarchalnym pulsie i w pore
        daja odpor nieodpowiedzialnym roszczeniom ponad polowy polskiego
        spoleczenstwa".
        Nie rozumiem, bo powrot ojca do rodziny - _mozliwosc_wyboru_ to
        jeden z glownych postulatow feminizmu. Padly w tej gazetowej
        dyskusji slowa glupie i madre, stety czy nie - reprezentatywne dla
        wielu obywateli tego kraju (co widac w dyskusji pod wywiadem z
        Pulikowskim). Wiele osob sie w tym odnajduje, obojetnie od tego, czy
        to sie komu podoba. Dla wielu - widac to po ilosci listow - to jest
        wazny i bliski temat. Jest w tym wszystkim wiele bolu i poczucia
        niesprawiedliwosci. Postulowanie wiec (co czyni autorka) zajecia
        sie 'kwestia ojcow' po tym, jak w Polsce sie przepracuje wykluczenie
        kobiet, przemoc wobec kobiet i stereotypy jest imo glupota - bo nie
        sadze, aby to kiedykolwiek bylo przepracowane w stu procentach. I to
        przepracowanie dotyczy problemow obu plci. Nie rozumiem tez
        zasadnosci takiego czekania. Wolnosc wyboru ojca oznacza wolnosc
        wyboru matki - tego sie nie da oderwac, to nie jest zadne albo-albo,
        ale 'i'.
    • floric Re: Ojciec uciekł, bo go przegoniła mama 02.12.07, 12:38
      Koleżanki,
      Czy Wy kiedykolwiek widziałyście rozgarniętego terapeutę?
      bo ja nigdy
      • kocia_noga Re: Ojciec uciekł, bo go przegoniła mama 02.12.07, 13:22
        floric napisał:

        > Koleżanki,
        > Czy Wy kiedykolwiek widziałyście rozgarniętego terapeutę?
        > bo ja nigdy

        He, ja raz widziałam.W życiu realnym szczyt nierozgarnięcia, ale w
        działaniu - coś niesamowitego - profesjonalizm itepe.

        Reszta albo nijaka, albo złe skutki kontaktu przewyższały ewentualne
        dobre.Ale dawno to było, te obserwacje, mam nadzieję,że jest lepiej.
        • piekielnica1 Re: Ojciec uciekł, bo go przegoniła mama 02.12.07, 14:13
          > He, ja raz widziałam.W życiu realnym szczyt nierozgarnięcia, ale w
          > działaniu - coś niesamowitego - profesjonalizm itepe.

          I jaki wniosek?
          Jezeli sam terapeuta nie potrafi swojej niesamowitej mocy
          terapeutycznej przelozyc na wlasne zycie, to jak moze zrobic to
          osoba dotknieta dysfunkcja?
          • six_a Re: Ojciec uciekł, bo go przegoniła mama 02.12.07, 14:43
            sam terapeuta nie potrafi przełożyć swojej mocy na siebie mniej
            więcej tak samo jak lekarz nie potrafi sam siebie wyleczyć z raka.
            gorzej, jeśli terapeuta wie, że ma ze sobą problemy i nie idzie po
            pomoc do innego terapeuty.
            • bri Re: Ojciec uciekł, bo go przegoniła mama 02.12.07, 23:50
              Często istotą problemów psychologicznych jest pewna nieświadomość,
              co do ich obecności. I dlatego terapeuta powinien regularnie odbywać
              superwizje niezależnie od tego, czy ma jakieś problemy czy nie.
              • six_a Re: Ojciec uciekł, bo go przegoniła mama 03.12.07, 00:07
                nie mówiłam o superwizjach, tylko o psychoterapii dla
                psychoterapeuty. superwizje weryfikują pracę z klientem, mogą przy
                okazji ujawnić jakieś problemy, ale nie muszą.
                można być całe lata alkoholikiem albo mieć inne skłonności ogólnie
                nieakceptowalne i pracować jako psychoterapeuta.
                • bri Re: Ojciec uciekł, bo go przegoniła mama 03.12.07, 00:08
                  Sorry, źle Cię zrozumiałam.
      • bene_gesserit Re: Ojciec uciekł, bo go przegoniła mama 02.12.07, 21:50
        Polecam ktorakolwiek z ksiazek Irvina Yaloma. Takze te fabularne.
    • sir.vimes Poza tym sugestie 02.12.07, 13:01
      , ze tylko matka ma potrzebę fizycznego kontaktu z dzieckiem(i że nie jest to
      potrzeba normalna) uderzają w mężczyzn - w tych normalnych ojców, którym
      niemowlę nie przeszkadza we wspólnym łożu; którzy sami chcą je przytulić,
      pogłaskać... Bo jeśli wg pana "terapeuty" "normalnego" mężczyznę to nie
      interesuje to kim wg niego są ci przytulający ojcowie; ojcowie przynoszący
      płaczące dziecko do łóżka by je utulić i uspokoić? zboczeńcami?
      • kocia_noga Re: Poza tym sugestie 02.12.07, 13:23
        Ha ha, własnie! A u mnie było tak,że to ojciec był tą jedyną osobą,
        która czasem przytuliła.
        • floric Re: Poza tym sugestie 02.12.07, 14:15
          Kiedy mój Młody zostaje u mnie na weekend śpimy w czwórkę w 1
          łóżku - Młody, ja i nasze 2 koty.

          Podsumowując: sodoma i gomora.
      • piekielnica1 Re: Poza tym sugestie 02.12.07, 19:28
        > Bo jeśli wg pana "terapeuty" "normalnego" mężczyznę to nie
        > interesuje to kim wg niego są ci przytulający ojcowie; ojcowie
        > przynoszący płaczące dziecko do łóżka by je utulić
        > i uspokoić? zboczeńcami?

        Widocznie wg pana terapelty miejsce w ramionach kobiety przeznaczone
        jest dla mezczyzny, a nie dla jakiegos rozwrzeszczanego oseska.
        Miejsce oseska jest w lozeczku, bo mezczyzna sie sfrustruje.

    • six_a Re: Ojciec uciekł, bo go przegoniła mama 02.12.07, 13:57
      w zestawieniu z wywiadem z eichelbergerem to te dwa wywiady: z panem
      od majtków okrętowych i panem od mamuś samo zło są po prostu
      śmieszne, pełne pretensji do świata i o wiele więcej mówiące o
      problemach tych panów niż o problemach rodzin, ojców, matek.

      takie tam przeniesienie ciężaru dyskusji w sferę rozgrywek damsko-
      męskich a la ja jestem z wenus, a ty z neptuna - uproszczone i w sam
      raz dla ludu podjaranego jakimś big brotherem.

      no nic, może się jeszcze poprawią w tej opiniotfurczości.
      taką mam nadzieję
    • 444a Do gorącej dyskusji dorzucam fragment 02.12.07, 23:01
      cytat:

      Obwinia pan wyłącznie kobiety!

      - Nie, to wy obwiniacie tylko facetów. Tymczasem problem - jak wszystko w
      rodzinie - jest złożony.


      Także artykuł jest tylko spojrzeniem z męskiej strony, a nie przerzucaniem winy.
      • bene_gesserit Re: Do gorącej dyskusji dorzucam fragment 02.12.07, 23:06
        W dotychczasowej wymianie - wspomnien, w wywiadach - nikt nie
        obwinial facetow. Pisano o nieobecnosci albo obecnosci, ktora
        bolala. Winnych szuka ten facet. I on w wywiadzie, wbrew tej
        deklaracji, ktora przytoczyles, winnych upatruje _wylacznie_ w
        kobietach. Bo tak wychowaly syna albo bo wykorzystuja meza. Jesli
        wiec ktos nie widzi zlozonosci problemu to ten facet i ty.
        • 444a Re: Do gorącej dyskusji dorzucam fragment 03.12.07, 01:04
          Winnych szuka ten facet. I on w wywiadzie, wbrew tej
          > deklaracji, ktora przytoczyles, winnych upatruje _wylacznie_ w
          > kobietach.

          Moim zdaniem po prostu przedstawia drugą stronę medalu, w odróżnieniu od masy
          artykułów, które skupiają się na męskiej przemocy etc.
          Nie wtrąca do każdego zdania "za cośtam odpowiada też mężczyna", zaznaczył na
          poczatku, że przyczyny są złożone.
        • 444a Aha 03.12.07, 01:13
          co do aktualnego w temacie cytatu z sygnaturki, to jest spojrzenie z drugiej
          strony. Dlaczego zresztą "w większości znanych mu przypadków" ojcowie zajmują
          się małymi dziećmi? Według tego, co tu się często pisze to właśnie małe dzieci
          są "niemęskie" - pieluchy, przewijanie.
          • bri Re: Aha 03.12.07, 01:16
            Moim zdaniem mówiąc małe dzieci ma na myśli dzieci w wieku od lat 3
            wzwyż.
            • 444a Re: Aha 04.12.07, 23:23
              Zajmowanie się 3-7 latkiem też nie jest uznawane za "męskie"
              • piekielnica1 Re: Aha 04.12.07, 23:42
                Zajmowanie się 3-7 latkiem też nie jest uznawane za "męskie"

                Przez kogo jest to uznawane za niemeskie?
              • bri Re: Aha 05.12.07, 09:59
                Nie wydaje mi się, żeby była to prawda. Dziecko w tym wieku można
                uczyć grać w piłkę, jeździć na rowerze, bawić się z nim resorakami,
                oglądać razem wyścigi samochodowe i mecze - bardzo męskie zajęcia.

                Zresztą, Autor powiedział "małe dziecko" - jest to pojęcie względne.
                Mógł mieć na myśli siedmiolatka.
                • pavvka Re: Aha 05.12.07, 10:07
                  bri napisała:

                  > Nie wydaje mi się, żeby była to prawda. Dziecko w tym wieku można
                  > uczyć grać w piłkę, jeździć na rowerze, bawić się z nim
                  resorakami,
                  > oglądać razem wyścigi samochodowe i mecze

                  O ile dziecko jest chłopcem :-)
                  • bri Re: Aha 05.12.07, 11:03
                    Żartujesz, nie? Moja córka kocha resoraki, tory wyścigowe i garaże,
                    uwielbia książeczki o samochodach, koparkach, ciężarówkach, szybkich
                    maszynach; jej ulubiony film to "Auta", a ulubione zajęci przed snem
                    to oglądanie z tatusiem samochodowego atlasu Europy i planowanie
                    wycieczek, samochodowych oczywiście. Nawet babci w prezencie chciała
                    kupić "subaraczka".


                    • piekielnica1 Re: Aha 05.12.07, 13:20
                      A moja wnuczka zawsze z ojcem skreca, sklada, montuje, dobiera
                      srubki i srubokrety, co wcale nie znaczy, ze ojciec nie zawija w
                      kocyki jej lalek i nie pomaga jej zmieniac ubranek tym lalkom.
                      0czywiscie, pierwsza kapiel wykonana przez tatusia i zmiana pieluch
                      to zaden problem.
                      I nikt nie powazy sie ujac mu cokolwiek z meskosci.
                      • saszenka2 Re: Aha 05.12.07, 23:32
                        A ja od małego lubiłam uczestniczyć w remontach, przy wkręcaniu
                        śrubek, zrywaniu tapety. Na początku te śrubki to nie do końca mi
                        wychodziły, ale ja to po prostu uwielbiałam, biegać z tym czerwonym
                        śrubokrętem od taty. Rodzice musieli mnie pilnować, żeby nie brała
                        się za majstrowanie przy kontakcie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka