Do zwiedzenia polecam muzeum w Moose Jaw - Tunnels of Moose Jaw. Świetny pomysł twórcy mieli - jesteś jakby częścią sceny filmowej i przenosisz się w czasy Ala Capone, ktory tam pędził bimber w czasach prohibicji
Saskatoon i Regina - odznaczają się od całej okolicy tym, że jest tam zielono: są nawet drzewa! Saskatoon to miasto mostów - faktycznie jest 7 mostów...
Ogólnie - jedziesz, jedziesz, jedziesz - zboża, zboża, równiny. Ciekawe raz zobaczyć. Nawet niesamowity ten ogrom pustkowi i zbóż jeżeli się wcześniej tego nie widziało. Koniecznie trzeba zobaczyć (i trudno nie zobaczyć) elewatory zbożowe usytuowane wzdłuż ciągów komunikacyjnych.
Ale jak tylko wyobraziłem sobie, że miałbym tam mieszkać - od razu mnie ciarki przeszły, miałem ochotę wsiadać do samochodu i gnać przez prerię jak najdalej z tamtąd.
Dla większości ludzi z Europy nie do przejścia. Tam nie ma nic! Nic prócz równin i zboża oczywiście. Nie ma nawet drzew i jezior (co do zasady). Jak pojawi się jakieś małe jeziorko lub parę drzew w zagłabieniu terenu to zaraz jest kermping jub jakiś park coby okoliczni mieszkańcy mogli zrobić cokolwiek bo nic ciekawego nie ma...
No i przede wszystkim nie ma tam pracy (poza rolnictwem oczywiście). Wielu ludzi z tamtąd z tego powodu się wyprowadziło.
W Albercie wiszą plakaty zachęcające do osiedlania się w Saskatchewan.
Regina ma nawet ksywkę: Vagina (Sylwek nie kasuj - cytuję Kanadyjczyków).
pozdr.