otóż i nareszcie w tej zapadłej dziurze lublinie ktoś się trochę postarał.
dziś otwierający dni kultury studenckiej koncert na placu zamkowym.
oczywiscie zaczelo sie z 45 minutowym opoznieniem, ale to nawet pol biedy.
kiedy chlopaki zaczeli grac - najpierw pomyslalem, ze to jakas pomylka, ze
znalazlem sie na jakims festynie w alabamie albo teksasie... ale pozniej bylo
juz lepiej... melodyjnie ale i ostro. parę znanych hitów też.
w połowie koncertu rozejrzałem się po placu - był wypełniony szczelnie ludźmi,
generalnie liczyć to należy w sporych tysiącach.
na bis zrobili małą niespodziankę... wokalista, przygrywając sobie na
gitarze... pomylił się i przerwał granie. na szczęście drugie podejście już
było w 100% udane. i odpłynąłem bo muszę przyznać, że ten numer akurat
uwielbiam (mam takie osobiste bardzo ciepłe wspomnienia z nim związane) -
razem z tłumem śpiewałem "then she say it's okay, i've got lost on the way,
she's a supergirl, and supergirls don't cry... she's sewing seeds, she's
burning trees... she's my supergirl..."
właśnie wróciłem z koncertu Reamonn'a. w lublinie. za darmo.