Na początku się witam.
Znalazłam Was i troszkę podczytuję. Chcę Wam opowiedzieć moją historię bo sama się już gubię

Chcę usłyszeć Wasze opinie szczere choć na pewno bolące bo albo ze mną jest coś nie tak albo z moim mężem.
Jestem mężatką od 7lat znamy się 11lat mam 2kę dzieci 6 i 1,5 roku. pierwszy kryzys przechodziliśmy po narodzinach córki brak seksu i wieczne odmowy mojego małżonka. Jak byłam w ciąży twierdził że nie może się ze mną kochać bo może się coś dziecku stać OK zrozumiałam. Później nie mógł się przekonać bo byłam szyta i cały ten poród go przerósł(nie był przy porodzie, nie widział mojego krocza). Po 2ch latach jak zagroziłam że odchodzę bo mam dość żebrania o uczucia o miłość i o seks Pan doszedł do wniosku że się zmieni bo nie chce nas stracić. OK doszliśmy do wniosku że będziemy razem nad nami pracować. Było dobrze 2lata. Ja chciałam syna i zaszłam w ciąże mąż nie był zadowolony z tego faktu. Po drugim dziecku sytuacja się powtórzyła (więcej dzieci nie planuję

) minęło 1,5roku i ja znów mam dosyć. Mój mąż nie ma potrzeby ze mną rozmawiać ze mną żyć. Sex uprawiamy raz na 2 miesiące. Nie śpię z nim w łózku 2,5roku i wcale mu to nie przeszkadza.
W ostatni weekend oddelegowałam dzieci z domu żebyśmy byli sami i w końcu porozmawiali. Dowiedziałam się że mnie kocha i spróbuje się zmienić a na pytanie dlaczego czy ma kogoś zaprzeczył. Spytałam czemu się nie kochamy stwierdził że nie ma już takiego popędu jak kiedyś a w trakcie rozmowy wyszło że się sam zaspokaja do 2lat podobno w pewnym momencie przestałam na niego działać

(zmienił orientację seksualną?????????)
Ja chcę rozwodu on twierdzi że się zmieni bo chce naprawić co spieprzył ale ile razy można robić promocję i zapominać co się stało.
Jedyne co nas łączy to dzieci i ważniejszy od przysięgi małżeńskiej kredyt.
Wyobraźcie sobie sytuację i oceńcie co o tym sądzić