Dodaj do ulubionych

czy to już

    • lolalive Re: czy to już 17.03.17, 10:18
      Obs, związku już nie uratujesz. Zastanów się teraz, co powinieneś zrobić, aby dalsze Twoje życie było satysfakcjonujące dla Ciebie i odpowiednie dla dzieci.

      Obawiam się, że jeżeli nic nie wymyślisz innego to zapracujesz się na śmierć. Potrzebujesz kasy na mieszkanie dla siebie. Kraków jest drogi. Potrzebujesz tyle samo pieniędzy na utrzymanie dzieci i żony na dotychczasowym poziomie jak to było do tej pory. Jesteś ojcem, który nie pozwoli aby dzieci odczuły pogorszenie dotychczasowego poziomu życia. To dobre i cenne dla dzieci. Ale będzie Cię niszczyć i niszczyć Twoją więź z dziećmi. Do tej pory pracowałeś po siedemdziesiąt godzin w tygodniu. Teraz będziesz brał jeszcze więcej godzin. A dzieci, cóż, co z oczu to z serca. Nie chcę pisać, że będziesz bankomatem, raczej miłym panem, który daje pieniądze i trzeba być dla niego miłym dwa razy w tygodniu.

      W waszym życiu można wskazać kilka przyczyn złego stanu rzeczy. Nie mieliście najprawdopodobniej problemów mieszkaniowych na początku związku. Wszystkie zarobione pieniądze mogliście przeznaczać na przyjemności. Przezwyczaiłeś żonę do wydawania pieniędzy lekką ręką. Pewnie będziesz tłumaczył zaraz, że taka ilość pieniędzy jest potrzebna i to je uszczęśliwia i sprawia, że żyją sobie bez problemów. Słyszałam ostatnio, że córka Tomasza Lisa nosi kurtkę za 6 tys. i torebkę za 4 tys. Może gdyby Twoje córki miały takie ubrania to byłyby jeszcze szczęśliwsze? Każdy ich wydatek to Twoje godziny pracy i brak Ciebie w domu. Masz taki zawód, że każda stówa to przeznaczony konkretny czas na pracę. Jednak ciężko jest odzwyczaić rodzinę od dotychczasowego poziomu życia. Gdybyś się na to zdecydował to żona przedstawiałaby Cię w złym świetle przy córkach i prowadziłaby z Tobą wojny. Nigdy się na to nie zdecydujesz. Musisz płacić.

      Myślę, że Twojej żonie poprzestawiało się w głowie od dobrobytu. Nie wszystkie kobiety tak mają ale Ty trafiłeś na taką. Pozwalałeś jej mało pracować, zajmować się dziećmi. Zapewne ciągle pytałeś czy nie przeszkadza jej że dużo pracujesz a ona odpowiadała, że nie, że ogarnie sama cały dom. Już wtedy bardziej jej zależało jej na pieniądzach i wygodnym życiu zapewnianym przez nie niż na Twoim towarzystwie na codzień. Nie było Cię w domu tyle czasu przez te lata, że ona powoli odzwyczajała się od Ciebie, organizowała sobie czas wolny sama i z innymi ludźmi. Chyba nie myślałeś, że towarzystwo dzieci jej wystarczy przez lata? Ona teraz jest już pewna, szczególnie przez ostatnie dwa lata nabrała tej pewności, że będziesz je utrzymywał na takim samym poziomie i dlatego odchodzi. Jesteś idealistą i czasem masz głowę w chmurach, ale dla kobiety z dziećmi pieniądze są najważniejsze, ona teraz patrzy na świat przez ten pryzmat.

      Ktoś Ci tu napisał, że życie jest gdzie indziej niż myślisz. Nie jest raz czy dwa razy do roku na wakacjach, ale na codzień w domu. Twoja żona jedzie do Hiszpanii z córkami beż Ciebie. Jak się rozstaniecie też będzie jeździć. Jak się rozstaniecie to też będzie miała sama na głowie dzieci. W jej życiu niewiele się zmieni, oprócz tego, że nikt nie będzie jej strofował za nowe romanse.

      Pisałeś kiedyś, że świetnie dogadujecie się w kwestiach finansowych. Zapowiedz, że teraz będziesz dawał mniej pieniędzy, bo nie masz. Zobaczysz czy będziecie wtedy tacy zgodni co do finansów.

      Zresztą, żona nie ważna, to obca kobieta. Mało piszesz o dzieciach, zrozumiałam, że to dziewczynki. Pomyśl teraz o nich. Wychowywanie dzieci to codzienna ciężka praca przed ok. 20 lat. Do tej pory brałeś w tym niewielki udział, a będziesz teraz brał jeszcze mniejszy. Pomyśl też o tym jaki wzorzec przyszłego partnera kształtuje się teraz w ich głowie. Matka go zdradzała a on ciągle kochał. Rozpieszczał prezentami. Nie karał za zdradę. Może będą szukały właśnie takiego kogoś. Zastanów się czy tego chcesz. Czy nie byłoby lepiej aby wiedziały, że za rozbicie związku, w którym są dzieci należy oczekiwać kary?

      Dużo dylematów przed Tobą, nie patrz tak bardzo w przeszłość tylko pomyśl co dalej z waszymi relacjami.
      • obs2 Re: czy to już 18.03.17, 14:20
        @lolalive
        dziękuję za post. Rzeczowy, analityczny, przyjazny, z troską, z tym co jest dla mnie ważne- unikaniem zdawkowego ujęcia megazłożonego problemu i podsumowania go jednym zdaniem. To cenne.

        >Wszystkie zarobione pieniądze mogliście przeznaczać na przyjemności. Przezwyczaiłeś żonę do wydawania pieniędzy
        >lekką ręką.

        to nie tak. Żona to stara harcerka i też tak się zachowuje. Nie wiem czy pisałem o tym, ale przez pół roku naprawdę dość ostrego imprezowania i balowania plus kontaktów z kochankami, wydała tyle, ile niejedna kobieta wydałaby przez weekend. To są fakty. To raczej żona miała dyskomfort że nie liczyliśmy pieniędzy. A nie liczyliśmy bo zawsze było na plusie. Nie mieliśmy dużych wydatków i nie wydawaliśmy wcale lekką ręką, po prostu, raczej: nie liczyliśmy kosztów życia. Skoro zawsze było na plusie... Ale wiesz, do statusu zamożnych to nam raczej daleko. Po prostu, wiązaliśmy koniec z końcem, tyle. Żona raczej była bardziej oszczędna, to ona zawsze rozważała po 10 razy czy na pewno aż takie wakacje i tak dalej.

        >Myślę, że Twojej żonie poprzestawiało się w głowie od dobrobytu. Nie wszystkie kobiety tak mają ale Ty trafiłeś na taką.

        Harcerka- lekarka lubiąca ubierać się w ciucholandach bo taniej....Na wakacjach zawsze uważnie pytająca czy jestem pewny że dzieci mogą wziąć deser, a ona w sumie nie, chyba nie chce.... Mówiąca że wino za 45 zł to drogie wino...
        I tak 19 lat. Trochę nie pasuje.....

        >Ktoś Ci tu napisał, że życie jest gdzie indziej niż myślisz. Nie jest raz czy dwa razy do roku na wakacjach, ale na codzień
        >w domu.

        święte słowa. Nasze jakkolwiek dobre życie to był miesiąc w roku, wakacje i jakiś city-break praktykowany przez nas od kilku lat....Czyli dobra była 1/12 życia... Słabo..









        • lolalive Re: czy to już 18.03.17, 23:10
          Hmm, znowu dużo piszesz o żonie. Chyba jesteś ciągle zszokowany, że ona tak postąpiła. Może myślisz, że wykształcone i inteligentne kobiety zachowują się bardziej kulturalnie? Nic bardziej mylnego. Niezależnie od statusu materialnego i pozycji, uczucia takie jak nuda i samotność zawsze są takie same.

          Jeżeli myliłam się co do materializmu żony to przepraszam. Zatem jest dla Ciebie nadzieja - może nie wykończysz się z przepracowania. Jednak ktoś te pieniądze wydaje, może to Ty? Ale zaraz, zaraz, chyba czytałam wcześniej, że to żona chciała samochód, to bardziej jej zależy na wakacjach. Człowieku, ja wiem ile Ty+żona możecie zarabiać, bo mam lekarzy w rodzinie. I uważam, że jak na czteroosobową rodzinę to są to duże pieniądze i spokojnie można przeżyć za mniejsze, przeznaczając ten czas na odpoczynek.

          A może Ty po prostu nie lubisz siedzieć w domu? Niektórych mężczyzn denerwuje siedzenie z dzieciakami i unikają tego uciekając w pracę.
          • obs2 Re: czy to już 20.03.17, 22:20
            >Hmm, znowu dużo piszesz o żonie. Chyba jesteś ciągle zszokowany, że ona tak postąpiła.

            nie, z perspektywy widzę, że ta decyzja była w niej spokojnie od 5 lat, pytanie czy nie dłużej. Chyba wolała by dzieci nieco urosły, no i wolała sama siebie zapytać o tą decyzję 50 razy, oboje tak mamy.
            Szok? Nie. Pół roku rozkminialiśmy tą decyzję, zaczęło się w sposób otwarty i kawa na ławę we wrześniu 2016. I potem nie było dnia bez rozkminiania tej sytuacji... Trudno mówić o szoku w marcu 2017....

            >Zatem jest dla Ciebie nadzieja - może nie wykończysz się z przepracowania.

            obecnie moją nadzieję definiuję własnie jako wykończenie się. Moje życie zakończyło się. Powiedzmy, że umownie 25 grudnia 2016, bo wtedy padły jednoznaczne słowa "to jest koniec". Co było wiadomo już wtedy od 4 miesięcy, ale....
            Obecnie definiuję mój byt jako wegetację. Nie mam celu, ochoty, wizji i potrzeby. Samobójstwa nie popełniam z lęku, lenistwa, i z ogólnej pierdołowatości. Jako lekarz znam dobre sposoby i mam możliwości. Nie bolało by. Ale nie chce mi się. Na razie.

            > Jednak ktoś te pieniądze wydaje, może to Ty?

            lekarze w Polsce zarabiają bardzo słabo. Moja ilość pracy daje ledwie przyzwoite dochody., Tu nie ma czego "wydawać", w sensie - szastać....Wobec perspektywy zakupu mieszkania dla mnie to w ogóle przestaje być kwestia "co zrobić z zarobioną kasą"....

            > Ale zaraz, zaraz, chyba czytałam wcześniej, że to żona chciała samochód, to bardziej jej zależy na wakacjach.

            nie zrozumiałaś. Samochód będzie trzeba żonie zmienić, bo to ona zostaje z dziećmi i ma mieć niezawodny, a nasze kombi ma już 6 lat. To jest raczej moja koncepcja. Na wakacjach zależy jej dla dzieci. Ona jest z mentalności i z wychowania i z historii życia harcerką, już o tym pisałem. Zje byle co, ubiera się w ciucholandzie, woli górskie schronisko od hotelu, przez pół roku naprawdę ostrych szaleństw na mieście wydała tyle ile byle lalunia potrafi wydać w weekend. Do spa chodzi raz w roku ramach prezentu gwiazdkowego. Jedne dobre perfumy ma ode mnie. Na zakup butelki koniaku by raz na miesiąc się ze mną napić po kieliszku - to ja muszę ją namawiać.

            >Człowieku, ja wiem ile Ty+żona możecie zarabiać

            no ile? Chętnie poznam skalę mitu.

            >I uważam, że jak na czteroosobową rodzinę to są to duże pieniądze i spokojnie można przeżyć za mniejsze,
            >przeznaczając ten czas na odpoczynek.

            ostatnio zdarzyło mi się mieć ciurkiem 18 godzin wolnych. Uwierz mi, to było ciężkie doświadczenie. Nie potrzebuję tego. Nie chcę odpoczywać. Chcę się zatracić. Próbowałem innych sposobów. Nie ma dla mnie życia bez niej, już sprawdziłem. Więc po prostu nie będzie życia. Wegetuję z jedną misją: utrzymania rodziny.
            Wiem, że obecny jej partner nie śmierdzi groszem. Więc mam cel dla mojej wegetacji.



            • nowel1 Re: czy to już 21.03.17, 17:41
              Sprawdź pocztę gazetową, obs.
      • obs2 Re: czy to już 22.03.17, 01:14
        >Zapowiedz, że teraz będziesz dawał mniej pieniędzy, bo nie masz. Zobaczysz czy będziecie wtedy tacy zgodni co do
        >finansów.

        widzisz, jednym z moich życiowych problemów jest całkowita, mentalna, totalna nieumiejętność takiego kłamania.
        Ja bym tego nie wymyślił. Jakbym chciał użyć cudzego (np. Twojego) pomysłu, to bym nie umiał tego wypowiedzieć.
        Jakbym musiał wypowiedzieć, zmuszony jakoś do tego, to 5- letnie dziecko rozpoznałoby że kłamię i zciemniam....
        • tomki_boy Re: czy to już 22.03.17, 16:44
          Witam

          Przeczytałem z uwagą i zainteresowaniem prawie cały wątek i żal mi się zrobiło fajnego faceta, z dystansem do siebie i niezłym (zważywszy okoliczności) poczuciem humoru . Dobrego człowieka i wrażliwca. Twoja sytuacja Panie Obs2, wymaga podjęcia radykalnych rozwiązań. Ucieczka w pracę w niczym tu nie pomoże. Zrób tak:
          1. Szybciutko rozglądnij się za fajną przyjaciółką. Żadną tam, lecącą na kasę, chętną małolatą, lecz osobą o ugruntowanym statusie materialnym i zawodowym, rozległych horyzontach i przenikliwym umyśle. Podobną do Ciebie. Wszak wspólna platforma emocjonalna, to rzecz, która jara Cię w związku najbardziej
          2. Starannie oszacuj libido i seksualny temperament nowej znajomej, bo w przypadku żony chyba to spieprzyłeś...wink
          3. Nawiąż znajomość dyskretnie, tak, aby nie dowiedziały się o tym Twoje dziewczynki..
          4. Ale na tyle ostentacyjnie, aby nie umknęło to uwadze żony
          5. Ciesz się widokiem, tempem i jakością przyspieszonego kursu dorastania Twojej quasi exi
          6.Tak, powiedz Jej, że może do Ciebie wrócić, ale tylko pod pewnymi warunkami i niech to będą twarde warunki
          7. Pozostań w związku z przyjaciółką
          • obs2 Re: czy to już 22.03.17, 19:57
            cześć @tomki_boy

            optymista z Ciebie, och optymista....

            >szybciutko rozglądnij się za fajną przyjaciółką. Żadną tam, lecącą na kasę, chętną małolatą, lecz osobą o
            >ugruntowanym statusie materialnym i zawodowym, rozległych horyzontach i przenikliwym umyśle. Podobną do Ciebie.

            przez 45 lat życia takich kobiet zdołałem zainteresować sztuk:.......jeden. Tak. Moja jeszcze obecna ale już była żona to była jedyna kobieta "podobna do mnie" która się zainteresowała mną....

            > Żadną tam, lecącą na kasę, chętną małolatą,

            no tylko tu pojawia się....problem kasy. Ja jej nie mam w ilości mogącej zainteresować chętną małolatę albo średniolatę. Czytałeś prawie cały wątek, to pamiętasz pewnie jak któraś tu z moich rozmówczyń (2 i pół roku temu) sugerowała że założyłem ten wątek celowo w celach łowów i padło pytanie ile maili z ofertami dostałem na skrzynkę. No i odpowiedziałem zgodnie z prawdą, że zero. Sądzę że wiesz co chcę o sobie w ten sposób powiedzieć smile))

            > Starannie oszacuj libido i seksualny temperament nowej znajomej, bo w przypadku żony chyba to spieprzyłeś.

            Jak ona się genialnie maskowała całe lata.... smile)

            >Ciesz się widokiem, tempem i jakością przyspieszonego kursu dorastania Twojej quasi exi

            ależ ona by się ucieszyła! Ona ma fajny związek, niestety widzę jak facet wchodzi w rodzinę i kto wie czy nawet ślubu z tego nie będzie (choć wydawało mi się to niemożliwe, ideologicznie, u niej). Toż sama moja żona 6 miesięcy temu wypowiedziała słynne "chciałabym byś znalazł sobie kochankę. Obojgu nam byłoby łatwiej".
            Wiesz, moja żona to osoba która zupełnie chętnie pojechałaby ze mną do sklepu by mnie fajnie ubrać na spotkania z "fajną przyjaciółką" - naprawdę, zrobiłaby to, bez spinki, w przekonaniu, że wspomaga kolejny etap rozdzielania naszej relacji, oraz że wspomaga "moduł pocieszenia" we mnie.
            Widzisz, ona mną gardzi jako facetem, oczywiście, ale jakoś tak zupełnie zwyczajnie po ludzku to jej jest mnie żal, pogłaska, może nawet i taką przyjaciółkę sama by dla mnie wynalazła (jest znacznie bardziej ode mnie mobilna socjalnie), jakby miała czas. W zasadzie serio piszę. Taki dziwny trochę mamy układ...

            >Tak, powiedz Jej, że może do Ciebie wrócić,

            taką epifanię że usłyszę od niej "chciałabym do ciebie wrócić" to ja może usłyszę w 70 roku życia, jak ona przewali 30 poważnych romansów i związków i żaden z tych 30 nie stanie się tym trwałym. Wtedy może uzna że wrócimy do siebie, by sobie podawać szklankę wody i by sprawniejsze z nas zmieniało drugiej osobie pieluchomajtki.










          • obs2 Re: czy to już 22.03.17, 20:04
            >żal mi się zrobiło fajnego faceta, z dystansem do siebie i niezłym (zważywszy okoliczności) poczuciem humoru

            no od niejednej kobiety słyszałem że mam niezłe poczucie humoru. I widzisz, żeby to prawda była w tym micie, że to jedna z tych rzeczy które cenią u facetów kobiety, to może miałbym jakąś nadzieję. Niestety - doświadczenie wielu lat pokazuje, że jakaś tam inteligencja, podstawowe ogarnięcie życiowe (w końcu jakoś wiążę koniec z końcem) i poczucie humoru, to zdecydowanie za mało, by jakakolwiek kobieta (oprócz mojej żony prawie 20 lat temu) się mną zainteresowała. Co ciekawe, zawsze byłem powiernikiem kobiet. Zawsze. Wysiadywałem z nimi godzinami i słuchałem detalicznie o ich nieudanych romansach, o katastrofalnych związkach, o toksycznych zbójach....Więc to też nie tak, że mam - nie wiem - lęk przed kobietą jako taką i tak dalej, nie. Umiem rozmawiać z kobietami. Umiem je słuchać (podobno wg mitów kolejna cecha przyciągająca kobietę). Więc ja przyciągam kobiety. Jako kolega. Przyjaciel. Powiernik. Ciekawy intelektualnie rozmówca.....Tyle.
            • azja001 Re: czy to już 22.03.17, 20:34
              A ty zauważasz inne kobiety w kontekście innym niż koleżeński? Czy twoja żona przesłania ci cały żeński świat i jest to po prostu niemożliwe? Być może jeszcze na to za wcześnie ale z czasem zaczniesz wysyłać sygnały i zaczniesz przyciągać kobiety nie tylko jako kolega powiernik.
              • obs2 Re: czy to już 23.03.17, 09:37
                >A ty zauważasz inne kobiety w kontekście innym niż koleżeński?

                zauważać zauważam. Obecnie raczej bardziej mnie to śmieszy niż cokolwiek innego robi ze mną, ale jakoś tam zauważam. Tak się składa - to ciekawa obserwacja - że w jednej z prac przychodzą do mnie stadami nieźle zrobione fajne dziewczyny w wieku 20-30 lat. Owszem, rozumowo "widzę" że są atrakcyjne. Poza tym nic.
                Nie, nie jestem "krypto". Po prostu mam taką fazę. Zresztą w ostatnich latach, kiedy kryzys małżeństwa u nas był ewidentny (choć bardzo przewlekły, nie nasilony), było tak samo....


                >Być może jeszcze na to za wcześnie ale z czasem zaczniesz wysyłać sygnały i zaczniesz przyciągać kobiety nie
                >tylko jako kolega powiernik.

                zanim poznałem żonę wysyłałem takie sygnały (a jak napisałem- kobiety w moim otoczeniu były stale, nie unikam ich, wręcz przeciwnie, koleguję się z kobietami ) i nie znalazła się żadna realnie zainteresowana mną jako facetem. To zresztą ładnie pokazuje że pewne stereotypy nie działają. Posiadający jakieś tam pieniądze, podobno w miarę inteligentny, w miarę ogarnięty życiowo człowiek ze sporym jak chcą niektórzy poczuciem humoru i dystansem do samego siebie, nie wyglądający jak monstrum, z pasjami i zainteresowaniami, słuchający innych, nieźle wykształcony. Otwarty na ludzi, pragnący związków, sygnalizujący kobietom, że mu się podobają. Przez całe dziesięciolecia zainteresowała się mną jedna. Słaby bilans, no nie?



                • azja001 Re: czy to już 23.03.17, 10:44
                  Słaby, aż trudno uwierzyć. Być może mała wiara w siebie daje taki efekt. Ale to już chyba temat na inny wąteksmile
                • nowy99 Re: czy to już 23.03.17, 16:18
                  Moze nie podobasz sie im wizualnie.. zapytaj je (a nawet zone), juz tak na swoj uzytek: co by zmienila w Twojej wizualności. Moze to glupie, ale lubimy i inteligentnych i dowcipnych ale tez męskich, zadbanych (bez brzuchali, wysportowanych, z zadbanym uzebieniem), moze lekkie (!!!) musnięcie lampa solarium... zapytaj kobiet co jest nie halo, ze się nie garną... bo - podług Twojego rysu forumowego - powinny smile
                  • obs2 Re: czy to już 06.03.19, 21:27
                    minęły 2 lata.
                    Rozstanie z żoną po 19 latach bycia razem, nastąpiło (choć przecież był to wieloletni proces) 25 grudnia 2016 roku, a koło lutego 2017 roku wyprowadziłem się.
                    Pomyślałem, że to dobry czas na podsumowanie, bo przecież kilka osób tu śledziło moją historię, nawiązałem też co prawda chwilowe, ale ważne dla mnie wtedy relacje korespondencyjne z paroma userami z tego forum.

                    1. udało nam się przejść relatywnie bardzo łagodnie przez proces rozstania. Dzieci nie ucierpiały, spotykam je, są wesołe i pogodzone z losem. Mają we mnie pełne bezwarunkowe wsparcie. Starsza córka ma już kupione małe mieszkanie (dostanie tytuł własności na 18 urodziny, za rok), młodsza- mam plany podobne.
                    2. wobec tego jeszcze nie dopełniliśmy formalności rozwodowej, ale w tym roku jestem na to gotowy, to będzie trwało parę minut.
                    3. majątek podzieliliśmy w przyjaznej rozmowie trwającej 6 minut, przy kawie, po czym zaczęliśmy rozmawiać o rzeczach ciekawszych i milszych. Jak zwykle od 20 lat, oboje mieliśmy spójną i tożsamą wizję tego podziału majątku, kto mówił to jakby czytał myśli drugiego i vice versa. Sąd jest nam tu zbyteczny. Lepsze auto już przepisałem na nią, sam sobie o jakiś jeżdżący wypierdek zadbałem.
                    4. płacę na dzieci 3000 zł alimentów miesięcznie (alimenty to nazwa zwyczajowa, sami ustaliliśmy, tym razem ustalenie kwoty trwało 30 sekund, też przy kawie), oczywiście współfinansuję dodatkowe wydatki dzieci, choćby szkolenie na instruktora narciarstwa u starszej córki. Zarabiam więcej niż żóna, to oczywiste że płacę.
                    5. rozwinąłem się zawodowo
                    6. jeszcze więcej pracuję
                    7. trochę popodróżowałem, jeszcze chcę i planuję. Dojrzewam do wychylenia się poza Europę.
                    8. ostatnio trochę się zapuściłem, ale tuż po rozstaniu udało mi się złapać zupełnie niezłą formę fizyczną, pora wrócić do biegania.
                    9. jak chodzi o kobiety, to pies (suka było by obraźliwewink z kulawą nogą na mnie nie spojrzał. Przywykłem, na innym forum ktoś ładnie i ciepło mi powiedział: "znam ten typ, znam ten model, znam problem, nie da się tego prosto wyjaśnić, ale po 50 roku życia przywykniesz do tego na dobre i pogodzisz się w trwały sposób" (mam 46).

                    Dziękuję wszystkim za wsparcie jakie udzieliliście mi i 4 lata temu, kiedy już waliło się na grubo (2014 rok, jesień), za wsparcie gdy 2 lata temu relacjonowałem sprawę jeszcze gorącą, dziękuję i teraz, kiedy mam prawo, siłę i odwagę napisać że przez rozstanie można przejść w cywilizowany, dobry, uczciwy, spokojny (!) i na swój sposób ciepły (!) sposób. Dziękuję też (realnie byłej) żonie za 19 lat razem, za kolejne 2 lata nie razem ale z jej czujną obecnością (pisze do mnie na Messengerze zawsze wtedy gdy czuję się źle, nie muszę zagadywać, ona wie).

                    Obecnie skupiam się na drodze służącej do zapewnienia bytu materialnego córkom z których starsza niedługo wystartuje w powiedzmy dorosłość, co do mnie powtórzę tylko za Jeremim Przyborą który po śmierci Agnieszki Osieckiej napisał "życie jako forma spędzania czasu przestało mnie interesować".
                    Powiedziałem to przyjaciołom w marcu 2017, dziś, w marcu 2019 powtarzam ten tekst.

                    Wszystkiego dobrego dla wszystkich tutaj.

                    • nieprawda.nieprawda Re: czy to już 07.03.19, 04:09
                      Czytałam kiedyś Twój wątek.
                      W Twoim podsumowaniu brzmisz, jakbyś nie wierzył, że jeszcze cokolwiek dobrego Cię może w życiu spotkać. Przecież masz 46 lat. Statystycznie rzecz biorąc trochę jeszcze pożyjesz wink
                      Mam wrażenie, że nie chcesz się odciąć od tego co było i już nie wróci. Może w głębi duszy jeszcze po cichutku liczysz, że ona wróci.
                      Nie wiem co Ci doradzić, bo jeśli nie umiesz zamknąć jednych drzwi, to nie otworzysz nowych...
                      • obs2 Re: czy to już 07.03.19, 06:35
                        @nieprawda.nieprawda

                        >W Twoim podsumowaniu brzmisz, jakbyś nie wierzył, że jeszcze cokolwiek dobrego Cię może w życiu spotkać

                        odpowiadam Tobie i innym (bo przecież te teksty słyszę): kwestia interpretacji, czy "nie wierzę", czy "wiem na podstawie zbyt wielu już doświadczeń".

                        > Mam wrażenie, że nie chcesz się odciąć od tego co było i już nie wróci.

                        Alternatywna intepretacja: co to było było pewną (długą, choć stale psującą się) przerwą w ogólnym rysie mego życia.

                        > Może w głębi duszy jeszcze po cichutku liczysz, że ona wróci.

                        nie. Minęły 2 lata. To wystarczający okres czasu by zobaczyć prawdę tkwiącą w słowach o braku wejścia dwa razy do tej samej rzeki. Nie idealizuję jej już. Spotykam ją czasem. Życie z nią (zapewne dokładnie tak samo jak ze mną) byłoby nie do zniesienia. Widzę jej wady z dystansu, nadal doceniam zalety. Tęsknię za Anną z 1999 roku, tak, powrotu tamtej Anny chcę i za Anną z 1999 roku będę tęsknił do końca życia. Każdy ma prawo do takich marzeń, których realność jest mniejsza niż realność opowieści Tolkiena.

                        > bo jeśli nie umiesz zamknąć jednych drzwi, to nie otworzysz nowych...

                        być może są drzwi nie poddające się zamknięciu, a być może nie potrzeba otwierać nowych drzwi, tzn nie opłaca się ?



                        • nieprawda.nieprawda Re: czy to już 07.03.19, 15:52
                          W sumie potwierdziłeś to co napisałam, że nie chcesz się odciąć od tego co było i już nie wróci.
                          Nieważne do której wersji swojej żony tęsknisz. Tej z 2016 czy z 1999. To przeszlość. Czasem piękna czasem trudna, ale przeszłość.

                          Co do otwierania nowych drzwi... Niekoniecznie chodzi o nowy związek po prostu o cieszenie się życiem tym, które jest. Wiem, że to trudne, jestem w podobnym punkcie, niewiele młodsza, ale wierzę że nie wszystko już za mną. Że coś dobrego mnie jeszcze w życiu czeka. Czego i Tobie życzę smile
                        • sasanka5 Re: czy to już 11.03.19, 21:40
                          Obs2 czy faza muru nasuwa Tobie jakieś skojarzenia?
                          Taka mała wskazówka gdybyś chciał popracować nad rozwojem osobistym
                        • kawal.cholery Re: czy to już 07.04.19, 09:27
                          obs, dopiero dzisiaj przeczytałam cały wątek i napiszę, co mi przyszło do głowy.

                          Wydaje mi się, że nie spotkało i nie spotka Cię nic dobrego/nowego w relacjach damsko-męskich, bo Ty "nie rokowałeś" i "nie rokujesz". Nie chodzi nawet o aspekt finansowy, po prostu facet tęskniący za inną kobietą nie będzie fajnym partnerem. Nie będzie żadnym partnerem. Podejrzewam, że byłeś rękawem do wypłakania/kolegą/wysłuchiwaczem, bo jest taki typ mężczyzn, który jest do tego stworzony. Pomimo osiągnięć, statusu czy cholera wie czego, jest po prostu... niemęski.

                          Kiedyś - zapatrzony i zaangażowany w żonę emocjonalnie daleko poza granicę własnego bezpieczeństwa, nie widzący, nawet nie chcący widzieć czy poznać innych kobiet. Fizyczność w związku/w relacji nigdy nie była Twoim priorytetem, więc trudno o to, by jakieś fajne cycki mogły Cię do siebie na poważnie przyciągnąć. Kiedyś podobały Ci się na wpół rozebrane studentki na rynku w Krakowie, ale nie były warte większego zachodu. Przyjemnie na nie popatrzeć, ale nic więcej. Zresztą Wasza relacja seksualna w małżeństwie potwierdza to, co napisałam.

                          Dzisiaj - wypalony, zgaszony, skupiony wyłącznie na potrzebach egzystencjonalnych swoich i rodziny nie masz czasu/siły/ochoty. Dopóki będą Cię potrzebowały na zasadzie pomocy, dopóty będziesz jeszcze na obrotach.

                          Wiesz zmęczona co obs2 będzie robił na starość? Będzie fajnym dziadkiem i będzie zarabiał na wnuki...

                          Sorry obs2, Ty sam sobie zamykasz te drzwi i nie wiem, czy to się da wyleczyć.
                          • obs2 Re: czy to już 22.08.19, 12:29
                            @kawal.cholery

                            bardzo trafny i dobry wpis. Tak, wiem że nie rokuję. Tak bardzo nie rokuję, że mój przyjaciel- dzięki któremu prawdopodobnie w ogóle żyję po jesieni 2016 roku - powiedział mi kiedyś:
                            "robiłem taką małą sondę (to bardzo w jego stylu) - na twój temat, tak ogólnie. Powiem tak. Szanse masz małe, no sorry".
                            Tylko że: ten sam przyjaciel kiedyś, po zjedzeniu słusznego kebaba, na ławce gdzieś, mówi mi: "a, jakby potencjalna kobieta chciała, to auto takie jakieś normalne, mógłbyś jej kupić?" ja: "no tak". On "a do Wenecji zabrać i zapłacić za nią, za hotel itd.?" Ja " no tak". On: "chłopie, to wybierać możesz ".
                            Sprzeczność? Tak - ale rozwiązanie drugie brzmi jak sci-fi.

                            Ja już nie chcę.
                            Tylko czasem mnie dławi pustka.

                            gdyby nie dzieci, to wiem co bym zrobił
                            Zarobił kupę kasy i przepisał na kościół przed śmiercią. Dlaczego na kościół?
                            Bo mam poglądy libertyńsko-ateistyczne. dla skrajnej przekory.
                            Ale mam dzieci. Zarabiam, bo kto im pomoże?
                            Macie rację. Na starość będę tyrał na wnuki.




                            • kawal.cholery Re: czy to już 17.09.19, 19:43
                              Ja nie twierdzę, że nie poświęciłbyś czegoś czy nie umiał zadbać o kobietę - jej zachcianki czy przyjemności. Tego ani nie napisałam, ani nie pomyślałam - właśnie z tego powodu, że to jest w Twoim przypadku po prostu s-f. Takie "bez sensu".

                              Pustka dławi większość z nas. Gdy się miało wzorzec z Sevres na wyciągnięcie ręki, wszystko inne jest nijakie i nie warte zachodu. Uświadomiona samotność jest przeokrutnie ciężka, natomiast ewentualna nadzieja na coś nowego czy dobrego daje czasem radość czy inne spojrzenie na rzeczywistość. Ty nie masz nadziei, a jakiekolwiek inne okazje nie są w stanie Cie zainteresować.

                              Dbaj o siebie, bo będziesz jeszcze długo potrzebny. uncertain
                            • amandajohns69 Re: czy to już 11.11.19, 21:02
                              Widać z tego wpisu ze czas nie uleczył jednak ran. Nadal jesteś rozgoryczony i w depresji.
                              Zastanawiam się jak to u mnie będzie . Samotnicą jestem od wczoraj wiec jeszcze długa droga przede mną . Ale już teraz tak sobie myśle ze najgorzej to się zamknąć przed ludźmi. Trzeba się udzielać towarzyskosmile taki mam plan. Może tobie tez to by pomogło ? Jeśli chciałbyś pogadać to ja bardzo chetnie! Tematów nam nie zabraknie (Oprócz trudnych tematów rozstania) będę pisać prace z endokrynologii a nie jestem lekarzem wiec konsultacja wskazana smile napisałam na maila gazetowego do ciebie. Jeśli będziesz chciał się odezwać to miło . Zapewniam ze nie szukam tu flirtu itp. Zwykła rozmowa która pomoże pokonać zły nastrój .
                    • zmeczona100 Re: czy to już 12.03.19, 18:44
                      O coś takiego! Zajrzałam tu całkiem przypadkowo, a tu co widzę? A tak parę razy zdarzyło mi się nawet wrócić myślami do Ciebie i nawet byłam ciekawa, czy udało Ci się wreszcie zacząć żyć tak bardziej normalnie.

                      A tu się okazuje, że jednak nie, mimo zmian.
                      Obs, nie szkoda Ci życia? Kurczę, nie powtórzysz go przecież, nie staniesz się młodszy, okazje się też nie powtórzą- choćby do zgromadzenia miłych wspomnień na starość, jak już z przyczyn fizjologicznych za bardzo nie będziesz mógł poznawać inne osoby, miejsca, smaki itd.

                      Zarabianie pieniędzy (nie na swoje potrzeby, co istotne) stało się Twoim celem w życiu, serio? Słabe to...
                      Co będziesz robić na starość?
                      • yela Re: czy to już 11.08.19, 20:24
                        Hej
                        • yela Re: czy to już 11.08.19, 20:36
                          .AM nadziei ze walroysuuesz aliemnty.
                      • nangaparbat3 Re: czy to już 23.08.19, 08:16
                        Jak dla mnie dziwne rzeczy piszesz. Zarabianie na własne dzieci nie jest zarabianiem na swoje potrzeby?
                        Mamy jakiś przymus, jedyną drogą człowieka musi być życie w związku?
                        Jak w Starym Testamencie?
                        Bo inaczej nie będziemy szczęśliwi, spełnieni?
                        Te "okazje", co się nie powtórzą - na co? na flirt, romans, może nawet wielką miłość? Może nie to jest dla Obsa najważniejsze?
                        W życiu tak naprawdę ważne jest, żeby mieć poczucie sensu - w czym kto ten sens znajdzie, to już całkowicie indywidualna sprawa.
                        • zmeczona100 Re: czy to już 28.10.19, 19:54
                          nangaparbat3 napisała:

                          > Jak dla mnie dziwne rzeczy piszesz. Zarabianie na własne dzieci nie jest zarabi
                          > aniem na swoje potrzeby?

                          Na dorosłe? A potem na wnuki?

                          > >Ale mam dzieci. Zarabiam, bo kto im pomoże?
                          >>Macie rację. Na starość będę tyrał na wnuki.

                          Dorosłe dzieci mają zarabiać na siebie SAME. Po to się w nie inwestuje w dzieciństwie i młodości, aby były samowystarczalne, a nie uwiązane do nas, uzależnione. A już zarabianie=tyranie na wnuki to w ogóle kosmos.

                          Ale tak, zarabianie może być realizacją swoich potrzeb- poczucia, że się jest kimś wpływowym w życiu własnych dzieci. Myślisz, że to zdrowe dla nich?


                          > Mamy jakiś przymus, jedyną drogą człowieka musi być życie w związku?

                          Nie. Ale trzeba się umartwiać, żyć jak asceta?


                          > Bo inaczej nie będziemy szczęśliwi, spełnieni?

                          Nie będziemy. Bez drugiej osoby, tej naprawdę kochającej, będziemy szczęśliwi ubożej.

                          > Te "okazje", co się nie powtórzą - na co? na flirt, romans, może nawet wielką m
                          > iłość? Może nie to jest dla Obsa najważniejsze?

                          Na to, aby jego życie było w pełni szczęsliwe- a warunki trafnie określił Maslow w swojej piramidzie. I nie, nie będę negować świata naukowców- po to są autorytety, by korzystac z ich wiedzy, zwłaszcza naukowej; inaczej blisko nam będzie do proepidemików czy płaskoziemców.



                          > W życiu tak naprawdę ważne jest, żeby mieć poczucie sensu - w czym kto ten sens
                          > znajdzie, to już całkowicie indywidualna sprawa.

                          Np. tyranie na wnuki i pomoc dla dorosłych dzieci (alimenty to nie pomoc tak btw, gdybyś się czepić miała tego Obstowego wydatku).
    • amandajohns69 Re: czy to już 11.11.19, 00:42
      Jeszcze kilka dni temu miałam ochotę zadać sobie to samo pytanie ! Dziś dostałam odpowiedz ! Teraz tylko zostaje rozmyślać jak się na tej pozamiatanej powierzchni urządzić ! Oj my God! For what ?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka