Dodaj do ulubionych

Świadkowie w sprawie rozwodowej...

06.02.09, 00:20
Mam kilka pytań dotyczących świadków na spawie rozwodowej z orzekaniem winy:
1. Czy muszę mieć zgodę wszystkich świadków?
2. Co się stanie jeżeli świadek się nie stawi?
3. Czy świadkowi przysługuje prawo odmowy składania zeznań?
Pytam, ponieważ mąż kochanki mojego M. zgodził się zeznawać,a dziś zadzwonił
do mnie i powiedział, że mam go nie podawać, bo się nie zgadza. A jego żona
(kochanka mojego M) ma teraz czelność wydzwaniać do mnie i pisać smsy, że mam
się nie mieszać w jej rodzine i zostawić jej męża w spokoju.
Chciałam załatwić sprawę spokojnie i legalnie (mieć zgodę świadka) i wolałam,
żeby to był mąż kochanki mojego M, a nie sama kochanka. Ale jak widać, po
dobroci się nic nie załatwi...
Proszę WAS o radę.
Obserwuj wątek
    • tricolour Świadek musi się stawić... 06.02.09, 08:15
      ... nie może odmówić zeznań i musi zeznawać prawdę pod groźbą odpowiedzialności
      karnej.

      Może zeznać, że nic nie pamięta i po zabawie...
    • plujeczka A TAM OD RAZU PRAWDĘ 06.02.09, 08:23
      tri-szanuje twoje wypowiedzi ale z tą prawda przesadziłeś.W mojej
      sprawie gdzie ewidentnie rodzina m kłamie i mam na to dowody,
      skierowałam sprawę do prokuratury i co..prokurator umoorzył
      albowiem stwierdział ,ze swoimi kłamstwami na tym etapie sprawy
      rozowodwej nie wyrzadzili mi krzywdy!!!
      Na szczęście w innej sprawie rozwodowej w której również zeznaja
      sędzia sie połapał i skierował z urzedu sprawe do prokuratury,
      zobaczymy jak w tej sytuacji zachowa sie w/w ORGAN.Pozdrawiam
      • tricolour Prokurator dobrze zrobił, że umorzył... 06.02.09, 08:25
        ... bo warunkiem przestępstwa jest szkodliwość.
      • z_mazur Re: A TAM OD RAZU PRAWDĘ 06.02.09, 08:31
        To też jest jedna z przyczyn mojego sceptycyzmu co do orzekania
        winy. Sądy rodzinne dość swobodnie traktują prawdomówność świadków
        (a ich zeznania to przeważnie najistotniejszy materiał dowodowy w
        tych sprawach) i niespecjalnie doszukują się sprzeczności w
        zeznaniach.

        Ogólnie te rozprawy to swego rodzaju show, a prawda jest kwestią nie
        tyle obiektywną, co raczej zależy od umiejętności wywarcia na
        składzie sędziowskim odpowiedniego wrażenia.
    • z_mazur Re: Świadkowie w sprawie rozwodowej... 06.02.09, 08:24
      > Mam kilka pytań dotyczących świadków na spawie rozwodowej z
      orzekaniem winy:
      > 1. Czy muszę mieć zgodę wszystkich świadków?

      Pisałem już o tym w innym wątku, że zgoda świadka nie jest do
      niczego potrzebna. W pozwie (lub we wniosku) piszesz na jaką
      okoliczność świadek ma zeznawać i podajesz dane świadka. To sąd a
      nie Ty wzywa go na rozprawę i zgoda (lub niezgoda) nic do tego nie
      ma.

      > 2. Co się stanie jeżeli świadek się nie stawi?

      Na wezwaniu świadek zostaje pouczony o odpowiedzialności za
      nieusprawiedliwione niestawienie się (grzywna, areszt, doprowadzenie
      na rozprawę). Jak już pisałem, w Polsce bycie świadkiem jest
      obywatelskim obowiązkiem i jest on egzekwowany.

      > 3. Czy świadkowi przysługuje prawo odmowy składania zeznań?

      Tak, ale tylko w ściśle określnych przypadkach dotyczących
      odpowiedzialności karnej, gdy zeznania mogłyby zaszkodzić
      najbliższemu członkowi rodziny. W sprawach cywilnych raczej nie ma
      takiej możliwości.

    • plujeczka Re: nie zgodzę sie z Toba 06.02.09, 09:18
      to w takim razie czym jest szkodliwość czynu w sprawach o rozwód.
      mÓJ KOLEGA PRAWNIK POWIEDZIAŁ MI BARDZO MĄDRE ZDANI
      • plujeczka Re: nie zgodzę sie z Toba 06.02.09, 09:22
        przepraszam urwwało tekst..mój kolega prawnik z wykształcenia
        powiedział mi bardzo mądze zdanie..pamiętaj w sądzie wygrywa ten,
        którego świadkowie lepiej, zręczniej kłamią.Dzisiaj juz to wiem ale
        kiedy zaczynały sie moje sprawy wierzyłam w sprawiedliwośc i ogólnie
        miałam ideały, dzisiaj schowałam wszystko w kieszeń , dumę,
        ambicję, honor , dobre wychowanie , i......
        • tricolour Dziwny ten kolega... 06.02.09, 09:26
          ... który wręcz namawia do kłamstwa.
          • z_mazur Re: Dziwny ten kolega... 06.02.09, 10:02
            Ale gdzie ona napisała o namawianiu do kłamstwa?
            Jej kolega tylko stwierdził pewien fakt.
            • tricolour Jak to gdzie? 06.02.09, 10:09
              "pamiętaj w sądzie wygrywa ten, którego świadkowie lepiej, zręczniej kłamią" -
              nawet możliwości leciuteńkiej sugestii nie ma, że wygrać można inaczej niż
              kłamstwem.

              No może przypadkiem jeszcze... smile)
              • z_mazur Re: Jak to gdzie? 06.02.09, 10:12
                Dla mnie nadal to jest tylko stwierdzenie faktu. Gdyby było
                dodane "więc jeśli chcesz wygrac powinnaś kłamać", to by było
                namawianie od kłamstwa.

                Kolega na podstawie własnego doświadczenia stwierdził fakt, a
                Plujeczka na podstawie tego może podjąć decyzję, albo pragmatycznie
                kłamać żeby wygrać, albo pozostać wierną swoim zasadom licząc się z
                tym, że może przez to przegrać sprawę.
                • tricolour Niezła manipulacja... 06.02.09, 10:26
                  ... gdy stwierdza się fakt, a wniosek pozostawia jako niedopowiedziany, ale
                  oczywisty i jednoznaczny,

                  Wobec tego Plujeczka JEŚLI chce wygrać sprawę to MUSI mieć kłamliwych świadków,
                  bo opisany przez kolegę fakt nie daje innej możliwości wygrania.

                  Oczywiście ten kolega-prawnik (!) mówi bzdury, ale zastanawiające jest, że
                  konsekwencją tych bzdur jest "dzisiaj schowałam wszystko w kieszeń ,
                  dumę,ambicję, honor , dobre wychowanie".
                  • z_mazur Re: Niezła manipulacja... 06.02.09, 10:43
                    Ja tu nadal nie widzę manipulacji.
                    Kolega miał prawo wyrazić opinię, a Plujeczka może rozważyć na ile w
                    jej ocenie, ta opinia może się pokrywać z prawdą.

                    Twoim zdaniem ta ocena to bzdura, a moim zdaniem jest dość trafna. W
                    sądzie rodzinnym, bardziej liczy się wrażenie jakie świadkowie i
                    strony potrafią wywrzeć na sądzie niż autentyczność i prawdziwość
                    ich zeznań. Ze względu na nikły materiał dowodowy, sprawy
                    najczęściej sprowadzają się do: "słowa jednego świadka przeciwko
                    słowom drugiego świadka (strony)". Wygrywa ta strona, która potrafi
                    być bardziej przekonująca, której zeznania są bardziej spójne i
                    sprawiają wrażenie bardziej prawdopodobnych, czasem ta spójność
                    wynika z prawdziwości zeznań, a czasem z umiejętności mijania się z
                    prawdą.
                    • tricolour Nie jestem sądzią... 06.02.09, 10:57
                      ... ani nawet obok sądu często nie chodzę, by mieć jakiekolwiek podstawy
                      twierdzić, że opinia tego kolegi-prawnika może być prawdziwa. Jeśli jest, to
                      kolega raczej powinien próbować zmienić ten stan rzeczy niż otwarcie i beztrosko
                      mówić o patologii.

                      Zresztą można się posłużyć przykładem (czego w zasadzie nie lubię): mówi lekarz
                      do pacjenta, że taką oto formę raka dobrze się leczy kwotą 10kPLN i inaczej się
                      nie da. Dalej uważasz, że to tylko wyrażenie opinii przez lekarza, a pacjent
                      może sobie rozważać?
                      • z_mazur Re: Nie jestem sądzią... 06.02.09, 11:24
                        Jeśli taką opinię wyraziłby lekarz, który miałby się ewentualnie
                        podjąć leczenia, to jednak dla mnie jest inna sytuacja.

                        Dla mnie adekwatną sytaucją byłoby, gdyby znajoma pielęgniarka
                        powiedziała, że...

                        Prawnik, o którym pisze plujeczka, to jej znajomy, niezwiązany
                        bezpośrednio z jej sprawą ale znający realia polskich sądów
                        rodzinnych. Wpływ na potencjalną zmianę sytuacji, ma chyba nawet
                        mniejszy niż pielęgniarka w przykładzie z łapówką, co nie zmienia
                        faktu, że opinię może wyrazić.
                        • z_mazur Re: Nie jestem sądzią... 06.02.09, 11:29
                          I powtórzę jeszcze raz postawioną tu już przeze mnie tezę. Ludzie
                          trochę mylą funkcję sądownictwa cywilnego. Sądy cywilne nie są od
                          wymierzania sprawiedliwości, tylko od rozstrzygania sporów między
                          ludźmi. Dlatego do sądu cywilnego nie idzie się po sprawiedliwość.
                          Często sądy kierują się w swoich decyzjach wyższym interesem
                          społecznym, który może być sprzeczny z zaspokojeniem potrzeby
                          sprawiedliwości stron procesu.
      • tricolour Ale o cio chodzi? 06.02.09, 09:23
        Przecież Ty skierowałaś sprawę do prokuratury nie o rozwód tylko o składanie
        fałszywych zeznań przez świadków. Chciałaś założyć sprawę karną, ale widać
        szkodliwość zeznań była znikoma (lub nie było wcale) i prokurator sprawę umorzył.

        Sprawa karna o składanie fałszywych zeznań to co innego od sprawy rozwodowej.
        • plujeczka Re: Ale o cio chodzi? 06.02.09, 09:34
          Tri-oczywiście ,że sprawa o rozwód to zupełnie inna bajka a sprawa w
          prokuraturze to również inna sprawa ale fałszywe zeznania składane
          były przez świadków m własnie w trakcie sprawy rozwodowej, która
          jest w toku.Coz odczekałam trochę , zgromadziałam dowody na pismie i
          teraz zobaczę w jaki sposób zachowa sie sąd.Ale i tak nie zmienię
          zdania ,ze składanie przysiegi w sądzie jest bezcelowe i mnie
          osobicie śmieszy skoro za chwilę świadek kłamie jak najęty a sąd
          słucha urzeczony jak bajki natomiast w momencie okazaywania dowó ,ze
          przedstawiona relacja jest ewidentnym kłamstwem sąd zaczyna
          wykonywac " niecierpliwe" ruchy , przerywa i wyraznie widać ,że
          jest zniesmaczony tym ,że coś się w sprawie pojawiło nie po mysli
          sędziego prowadzącego sprawę i burzy jego " ład" i spokój...
    • everettes Re: Świadkowie w sprawie rozwodowej... 06.02.09, 12:53
      A może powołać na świadków kochanke mojego M i równocześnie jej męża??
      • plujeczka Re: Świadkowie w sprawie rozwodowej... 06.02.09, 14:12
        oczywiscie ,ze mozesz powołac kochankę twojego męża i jego ale co
        Ci to da? -co zrobisz jeśli oboje się wyprą ? i nieoczekiwanie mąż
        kochanki zaprzeczy wszystkiemu?..jeszcze okaże się ,ze są cudownym"
        kochajacym sie małżeństwem a Ty sobie coś " uroiłaś".Wiem że to boli
        ale czasami trzeba z czehghoś zrezygnować aby tak naprawdę coś
        zyskać. a poza tym jak pisał Kochanowski...szlachetne zdrowie ten
        sie dowie.....i wciąż pozostaje otwarte pytanie czy warto?
        • everettes Re: Świadkowie w sprawie rozwodowej... 06.02.09, 23:09
          No właśnie, obawiam się, że ta zmiana decyzji jest spowodowana tym, że mąż
          kochanki chyba chce jej to wszystko wybaczyć i zakończyć ten temat. Chce
          zrezygnować z bycia świadkiem, aby "te chwile" już nie wracały... Ale On jest mi
          bardzo potrzebny w tej sprawie. Co mam zrobić, żeby w jakiś sposób mieć go "po
          swojej stronie"? Bo wydaje mi się, że będzie jeszcze nie raz dzwonił do mnie w
          tej sprawie...
    • everettes Pełnoletni? 08.02.09, 15:32
      Czy świadek musi mieć ukończone 18 lat, zeby móc zeznawać?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka