Dodaj do ulubionych

Jak uświadamiać dzieci?

10.04.13, 15:49
I to nie chodzi mi o sprawy związane z seksem (te uważam za stosunkowo banalne). Tylko, że tak powiem, ciemniejsze strony życia.

Kwestię śmierci moja córka zaakceptowała (co nie znaczy, że się pogodziła - w ogóle mam wrażenie, że człowiek może być tak naprawdę szczęśliwy tylko gdzieś do czwartego roku życia, zanim się dowie, że wszystko przemija). Mam jednak problem np z tematyką wojenną, która w naszym domu jakoś tam jest obecna. (Oboje z mężem interesujemy się historią II WŚ.)

Jak i kiedy powiedzieć dziecku (prawie siedem lat) o ludobójstwie? (Na razie do pewnego stopnia staram się informacje cenzurować, choć w przypadku filmów dokumentalnych nie jest to łatwe, a poza tym nie znoszę ograniczania dostępu do faktów.) Sama mam uraz, bo ojciec zabrał mnie, w dojrzałym wieku lat sześciu, do muzeum obozu Stutthof (co wtedy sobie myślał, sam obecnie nie wie), więc uświadomienie owszem miałam (acz długo potem byłam przekonana, że krematorium służyło do palenia ludzi żywcem), ale córce nie zamierzam takiego fundować. Kiedyś jednak powiedzieć trzeba. Czy nie? Czekać na szkołę?
Obserwuj wątek
    • luna15 Re: Jak uświadamiać dzieci? 10.04.13, 17:06
      Staram sie sobie przypomnieć jak to było ze mną jak byłam mała.Szoku jakiegoś sobie nie przypominam- informacji było sporo w szkole ale bardziej z naciskiem na walkę z okupantem niż z pokazywaniem cierpienia.Wg mnie najlepiej zacząć od jakiejś lektury; pamiętam że mi bardzo podobali się "Chłopcy ze starówki", "Ślady rysich pazurów" itp;Dla dziecka i tak wiele pojęć jest abstrakcyjnych np; kwestia głodu, naloty.W ostatnich WO jest wywiad z kobieta która przeżyła wojnę jako dziecko i tam nawet pisze jak ona teraz te sprawy przedstawia 12-latkom.
      • verdana Re: Jak uświadamiać dzieci? 10.04.13, 17:53
        Trudno powiedzieć, bo moje pokolenie miało tę wiedzę, ze tak powiem "z domu", czyli wiedziało o tym "od zawsze" i nie sądzę, aby miało z tego powodu jakieś problemy. Nie było problemów z abstrakcyjnym ludobójstwem, ale z prywatnymi wspomnieniami. Pamiętam miją nauczycielkę historii, osobę oschłą i sztywną, gdy zaczęła opowiadać, jak widziała płonące getto i ludzi skczacych z okien. Rozpłakała sie, nie skońzyła i wybiegla z klasy. Sądzę, zę to dopiero uświadomiło wielu ludziom, że wojna była straszna - a nie zwykły opis czy liczby w podreczniku, czy nawet film...
        Ale mój ojciec np., gdy chciał zwiedzić Paiwak zostawił mnie przed wejściem - uznał, ze to jest nie dla dzieci. Zwiedzania obozów jest moim zdaniem tylko dla starszych nastolatków, a i prywatnie - dla nikogo...
        Ja bym po prostu komentowała to, co aktualnie sie dzieje - obchodzone rocznice(jak teraz powstania w getcie), filmy, ksiazki, to, o co dziecko zapyta.
        • paszczakowna1 Re: Jak uświadamiać dzieci? 10.04.13, 18:52
          > Trudno powiedzieć, bo moje pokolenie miało tę wiedzę, ze tak powiem "z domu", c
          > zyli wiedziało o tym "od zawsze"

          Ogólnie to i ja miałam z domu. Na pewno wiedziałam z opowieści rodzinnych, że wojna w ogóle była. Wiedziałam chyba już wtedy, że mój dziadek zmarł torturowany w więzieniu, bo pamiętam, że strasznie się budynku Zamku Lubelskiego bałam. Wiedziałam, że jego brat zaginął bez wieści (ich siostry ciągle miały nadzieję, że czegoś się dowiedzą, a były z nami bardzo blisko związane, więc się o tym słyszało). Ale całości obrazu na pewno nie miałam.

          >Zwiedzania obozów jest moim zdaniem tylko dla
          > starszych nastolatków, a i prywatnie - dla nikogo...

          Później nie odważyłam się na zwiedzanie żadnego. Moja siostra (pięć lat starsza) miała już tyle wiedzy, że odmówiła stanowczo i wtedy...
        • luccio1 Re: Jak uświadamiać dzieci? 10.04.13, 18:53
          Byłem w Oświęcimiu jako zwiedzający po raz pierwszy "ze szkołą" - w I klasie liceum, w r. 1969.
          Po raz drugi w r. 1974 - jako towarzysz gościa z zagranicy.
          Po raz trzeci nie chcę.
          • verdana Re: Jak uświadamiać dzieci? 10.04.13, 18:59
            Moja matka odmówiła zwiedzenia jakiegokolwiek, a i mnie odradzała. Jak stwierdziła "była w sezonie", a po sezonie to naprawdę i tak niczego sie nie zobaczy i nie zrozumie.
    • magdalaena1977 Re: Jak uświadamiać dzieci? 10.04.13, 21:27
      Moi rodzice zabrali mnie do obozu w Ravensbruck jak miałam 10 lat. Ich zdaniem był to całkiem "lajtowy" obóz w porównaniu do Oświęcimia czy Treblinki, gdzie ich zawieziono w czasach szkolnych. Ale ja wspominam to jako koszmar i już nigdy potem nie zwiedzałam żadnego obozu i nie zamierzam. Naprawdę nie uważam, żeby trzeba było widzieć pewne rzeczy ze szczegółami.
      • atama Re: Jak uświadamiać dzieci? 11.04.13, 06:43
        My zaczęliśmy od mikro skali. Opowiadamy o wojnie z perspektywy pojedynczego człowieka, konkretnej rodziny. Na poznanie ogromu nieszczęścia przyjdzie czas w szkole.
        Dla mnie kłopotem było zderzenie zwyczajnej chłopięcej fascynacji wojną jako wojną z moją wrażliwością i świadomością, czym naprawdę jest wojna. Dlatego u nas poszło w stronę wyczucia, że wojna jest zła i nikt nie jest zwycięzcą.
        Polecam książkę dla dzieci 7-12, jeśli nie czytaliście: "Czy wojna jest dla dziewczyn".
        W ogóle książki są dobrym zaczątkiem do wszelkich rozmów na tematy tabu, o ile dzieci same nie prowokują pytaniami trudnych spraw.
        • atama śmierć pieska 11.04.13, 06:49
          A propos książek i trudnych tematów - kiedy zbliżał się koniec naszego psiaka, bardzo pomogło nam wspólne czytanie "Żegnaj panie Muffinie". Książka oszczędna w słowach, ale poruszająca głęboko najdelikatniejsze struny. Czytaliśmy ją wszyscy. Swoiste katharsis pozwalające nie tylko dziecku ułożyć sobie to wszystko jakoś w głowie.
        • mamalgosia Re: Jak uświadamiać dzieci? 11.04.13, 08:39
          Do wypowiedzi Atamy chciałabym dodać, że Wydawnictwo Literatura wydało naprawdę wartościową serię książek, z tej serii jest właśnie wspominana "Czy wojna jest dla dziewczyn".
          www.wyd-literatura.com.pl/katalog/?seria-wydawnicza=WOJNY_DOROS%C5%81YCH_-_HISTORIE_DZIECI
          My czytamy tę serię od jakiegoś czasu, czyli z 7 i 10 latkiem i to jest ten przedział wiekowy, na którym się sprawdza. Trochę tłumaczę, ale raczej tekst mówi sam za siebie. Moze nawet lepiej jak nic nie dopowiadam, bo nie chciałabym przekazać Chłopcom swojej postawy lękowej
          • atama Re: Jak uświadamiać dzieci? 11.04.13, 10:32
            > Moze nawet lepiej jak nic nie dopowiadam, bo nie chciałabym prze
            > kazać Chłopcom swojej postawy lękowej

            Ale postawa lękowa wobec wojny jest chyba zrozumiała, normalna i na miejscu?

            No i błagam... mój login pisze się z małej literki... po prostu.

            • sebalda Re: Jak uświadamiać dzieci? 11.04.13, 11:21
              Uważam, że na wszystko jest czas. Wrażliwość dziecięca jest bardzo skomplikowana. Ja starałam się zawsze wsłuchiwać w swoje wewnętrzne dziecko i dawkować pewne rzeczy dzieciom zgodnie z tym kompasem. W jednych sprawach pamiętam, że mi się udało, w innych nie. Ta wrażliwość jest zresztą zależna nie tylko od wieku, ale od indywidualnych predyspozycji.
              Pamiętałam na przykład, że mama pozwoliła mi oglądać thrillery, gdy byłam mała. Miałam straszne lęki po Ptakach Hitchcocka. Był też taki serial Sześć żon Henryka VIII i tam scena potwornej tortury dotyczącej oczu. Uraz na całe życie, serio.
              Dlatego dzieciom długo cenzurowałam takie rzeczy, przy czym synowi nie musialam, bo sam nie lubił agresywnych kreskówek czy na przykład filmów grozy, nawet takich laitowych. O wojnie mówiłam, dostosowując informacje do wieku dzieci. Z synem więcej, bo wcześnie interesował się militariami, robi to do dziś, niestety.
              Chroniłam też dzieci przed najciemniejszymi stronami natury ludzkiej. Przeraziło mnie, gdy 13-latka napisała w swoim zeszycie z ulubionymi (za moich czasów też było coś takiego, puszczało się zeszyt i dzieciaki wpisywały w rubrykach: mój ulubiony kolor, aktor, aktorka, film; era przed facebookiem), że jej ulubionym filmem jest Requiem dla snu. Co ona mogła zrozumieć z tego filmu? Niedojrzały organizm może bardzo nieodpowiednio zareagować na przedwczesne uświadomienie w tym zakresie. Nie polecałam też córce w tym wieku na przykład książek Jelinek, które sama czytałam namiętnie. Z tego samego powodu. Trzeba mieć odpowiedni bagaż doświadczeń, odpowiedni dystans do wielu rzeczy, by brać się za coś takiego.
              Z rzeczy przedwczesnych: córka do tej pory ma do mnie żal, że za wcześnie dałam jej do przeczytania 100 lat samotności (znaczy sama wzięła, a ja powinnam ją powstrzymać), bo ona wtedy niewiele z tego zrozumiała, a ten pierwszy raz ma już za sobą. Fakt, rozumem ją.
              No i dwa lata temu zrobiła mi karczemną awanturę, że polecałam jej (miała wtedy 20 lat, duża panna) Malowanego ptaka. To książka, która kompletnie nie mieści się w jej zdolnościach do przyjęcia takiego ciężaru. Ona jest cholernie wrażliwa, książki nie skończyła i zarzeka się, że nigdy nie skończy. To przykład takiej indywidualnej, niezależnej od wieku wrażliwości.
              Kurcze, na ten temat mogłabym długo i namiętnie.
              • sebalda Re: Jak uświadamiać dzieci? 11.04.13, 13:32
                W Oświęcimiu była w wieku 17 lat. Przeżyłam bardzo, długo nie mogłam dojść do siebie. Uważam jednak, że w jakimś sensie jest to nasza powinność. Przy czym optowałabym za tym, żeby robić to nie wcześniej niż w tym właśnie wieku: 17-18 lat, gdy kształtuje się nasza świadomość i wrażliwość.
                Jak pisałam, syn fascynuje się militariami, trochę się to wpisuje też w jego zaangażowanie w harcerstwo. Widzę, że śledzi doniesienia na temat misji w Afganistanie. Fatalnie się skończyła jego przygoda z rekonstrukcjami, Verdana zna historię:) Zarzeka się, że nie pociąga go kariera wojskowa, ale kto go tam wie;) Dlatego bardzo bym chciała go teraz wysłać do Oświęcimia. Myślę, że nic tak by nie ostudziło myślącego młodego człowieka w zakresie jakichkolwiek fascynacji militarnych. Wiem, że córka takiej lekcji nie potrzebuje, przy jej wrażliwości mogłoby się to zresztą źle skończyć, ale syn powinien tam pojechać. Tak uważam.
              • luccio1 Re: Jak uświadamiać dzieci? 11.04.13, 14:09
                W Malowanym ptaku 80% zawartości to wizje, jakie stworzyła (stopniowo i narastająco) wyobraźnia Autora - wychodząc od przeżyć rzeczywistych.
                • sebalda Re: Jak uświadamiać dzieci? 11.04.13, 14:35
                  uccio1 napisał:

                  > W Malowanym ptaku 80% zawartości to wizje, jakie stworzyła (stopniowo i
                  > narastająco) wyobraźnia Autora - wychodząc od przeżyć rzeczywistych.

                  Tak, ale niezależnie o tego książka jest bardzo ciężka, ja czytałam ją w wieku 20 lat i choć bardzo ją przeżyłam, nie podziałała na mnie tak jak na moją córkę. Inna wrażliwość, nie wzięłam na nią poprawki, nie sądziłam, że aż tak. Córka ciężko też przeżyła film Róża. Ten typ tak ma.
                • paszczakowna1 Re: Jak uświadamiać dzieci? 11.04.13, 15:32
                  > W Malowanym ptaku 80% zawartości to wizje, jakie stworzyła (stopniowo i
                  > narastająco) wyobraźnia Autora - wychodząc od przeżyć rzeczywistych.

                  Bliżej 99%, powiedziałabym. Jako późnej nastolatce podobało mi się, ale teraz, muszę powiedzieć, mierzi mnie Malowany ptak. Owszem, sprawnie napisane, lecz mam wrażenie pornografii.
                  • sebalda Re: Jak uświadamiać dzieci? 11.04.13, 15:38
                    Jako późnej nastolatce podobało mi się, ale teraz,
                    > muszę powiedzieć, mierzi mnie Malowany ptak. Owszem, sprawnie napisane,
                    > lecz mam wrażenie pornografii.

                    Nie czytuję prawie nigdy książek ponownie, nie mam pojęcia, jak bym dziś odebrała tę książkę.
            • mamalgosia Re: Jak uświadamiać dzieci? 11.04.13, 14:10
              atama napisała:


              > Ale postawa lękowa wobec wojny jest chyba zrozumiała, normalna i na miejscu?
              Ale wiesz, niekoniecznie trzeba bać się korka od szampana

              >
              > No i błagam... mój login pisze się z małej literki... po prostu.
              Dobrze, Atamo;)
              >
              • atama Re: Jak uświadamiać dzieci? 12.04.13, 07:09
                > Ale wiesz, niekoniecznie trzeba bać się korka od szampana

                Bać nie, ale przestraszyć się można i to też normalne :)

                Trudno jednak na korek od szampana trafić omawiając z dziećmi temat wojny...
                Chociaż kto wie, Ty akurat znana jesteś z wybujałej wyobraźni i szerokich skojarzeń :))
    • luccio1 Re: Jak uświadamiać dzieci? 11.04.13, 14:30
      paszczakowna1 napisała:

      Zdarzało się, że ludzie w krematorium "ożywali" - gaz nie działał jednakowo dla wszystkich. Relację o tym czytałem - jeszcze w liceum, a może nawet w szkole podstawowej - w monografii obozu w Chełmnie n/Nerem [Kulmhof]. Co prawda wg tej książki działo się tak w czasie, kiedy zabijano jeszcze nie cyklonem, lecz spalinami.
      • paszczakowna1 Re: Jak uświadamiać dzieci? 11.04.13, 15:07
        > Zdarzało się, że ludzie w krematorium "ożywali" - gaz nie działał jednakowo dla
        > wszystkich. Relację o tym czytałem - jeszcze w liceum, a może nawet w szkole p
        > odstawowej - w monografii obozu w Chełmnie n/Nerem [Kulmhof]. Co prawda
        > wg tej książki działo się tak w czasie, kiedy zabijano jeszcze nie cyklonem, le
        > cz spalinami.

        To ja wiem. (Chełmno zresztą było specyficznym obozem śmierci, to była, jakkolwiek okropnie by to nie zabrzmiało, amatorska inicjatywa lokalna. Tam mogła być większa prowizorka.)
    • mamalgosia PS 12.04.13, 10:12
      Dlaczego sprawy związane z seksem uważasz za "stosunkowo banalne"?
      • justyna.ada przekaz wartości 12.04.13, 10:25
        pytanie nie do mnie bylo ;) ale pozwolę sobie zahaczyć się do wątku - bo o ile jeszcze jestem w stanie zrozumieć, że uświadamiania dziecka "co do czego" :))))) może być dość proste, o tyle ja np. nie mam dobrego pomysłu na "indoktrynowanie" [cudzysłów celowy] albo wszczepianie dziecku tzw zasad, rozumienia ludzkiej seksualności, jej sensu, i ogólnie tego, żeby w rzeczywistości nasyconej "musisz koniecznie i to wcześnie" umiało wybierać i nie narobiło głupot. Cos tam się czasem mówi, stara się człek dawać dobry obraz rodziny (no, yyy, na swoją miarę...) i ogólnie dbać o to żeby wiara była w rodzinie obecna, no ale wiadomo jak jest - rówieśnicy są najważniejsi, nie starzy i ich ględzenie, poza tym chęć robienia tego co wszyscy, wiadomo... No i jeszcze jeśli z tym nastolatkiem jest się wiecznie w konfliktach, to jak tu zrobić żeby "kupił" od nas istotny przekaz?
        • sebalda Re: przekaz wartości 12.04.13, 10:51
          Wartości przekazywane w domu mają jednak bardzo duże znaczenie, tak uważam. Wiem, że wpływ środowiska jest bardzo silny, ale ja obserwowałam u moich dzieci taki dość silny odpór, jaki dawały w pewnym wieku ogólnym tendencjom wśród rówieśników. One dość szybko poszły w stronę indywidualizmu bardziej niż konformizmu. Szczególnie syn;) Córka zawsze była bardzo wrażliwa, dobierała sobie koleżanki też raczej podobne niż te najbardziej popularne (zabawowe) w klasie.
          Dużo z dziećmi rozmawiałam na temat tego, jak ważny jest odpowiedni czas na odpowiednie rzeczy i na temat wagi dojrzałości do pewnych rzeczy. I dziwnie to do nich trafiało. Z synem miałam niezwykle ułatwione zadanie, bo wcześnie zaangażował się w harcerstwo i jest takim bardzo prawdziwym harcerzem, harcerzem idealistą:) Do tego stopnia odmawia picia jakiegokolwiek alkoholu, że nie je nawet czekoladek z likierem. No i na razie kompletnie nie interesuje się dziewczynami, ma swój świat chłopięcych fascynacji, jeszcze tam nie ma miejsca na dziewczyny;)
        • paszczakowna1 Re: przekaz wartości 12.04.13, 20:36
          > pytanie nie do mnie bylo ;) ale pozwolę sobie zahaczyć się do wątku - bo o ile
          > jeszcze jestem w stanie zrozumieć, że uświadamiania dziecka "co do czego" :))))
          > ) może być dość proste, o tyle ja np. nie mam dobrego pomysłu na "indoktrynowan
          > ie" [cudzysłów celowy] albo wszczepianie dziecku tzw zasad, rozumienia ludzkiej
          > seksualności, jej sensu, i ogólnie tego, żeby w rzeczywistości nasyconej "musi
          > sz koniecznie i to wcześnie" umiało wybierać i nie narobiło głupot.

          Toteż i ja pewnie uważam za "stosunkowo banalne" głównie dlatego, że moja córka ma niecałe siedem lat. ;-) Jak na razie, skupiłam się na wyjaśnieniu strony biologicznej i, nazwijmy to, technicznej (a fuj! ohyda! no wiesz, dorośli mają genitalia inaczej zbudowane i unerwione, dla nich w odpowiednich warunkach jest to przyjemne). Podejrzewam, że mam skłonność do tłumaczenia zbyt obszernego (ostatnio biedne dziecko, zadawszy pytanie, czy można mieć dwie mamy, usłyszało i o adopcji, i o dawstwie jajeczek w in vitro, i o parach lesbijskich - okazało się, że chodziło jej tylko o adopcję). Chciałam jednak z pewnymi tematami zdążyć przed pogawędkami wśród kolegów na świetlicy, a i tak mam wrażenie, że to już był ostatni dzwonek.

          Co do etyki, na razie nacisk kładłam na to, że obie strony muszą tego chcieć, a szczególnie dla kobiety jest ważne, żeby naprawdę bardzo chciała (bo inaczej nie będzie przyjemnie). I że to jest dla dorosłych, i to tak dorosłych, że mogą w razie zapłodnienia wychować dziecko. Na pewien czas, jak mi się zdaje, tyle wystarczy (oczywiście od czasu do czasu powtarzane) i jest chyba solidną podstawą, by później głupot dziecko za dużo nie narobiło (a zwłaszcza, żeby mogło oprzeć się naciskom środowiska). Nie będę tłumaczyła tego, czego sama nie rozumiem.
          • mary_ann Re: przekaz wartości 13.04.13, 18:20
            paszczakowna1 napisała:
            Nie będę tłumaczyła tego, czego sama nie rozumiem.

            Bardzo mi się podoba ta zasada:-)
      • maadzik3 Re: PS 13.05.13, 19:27
        to moze ja tez sprobuje odpowiedziec bo tez uwazam sprawy seksualne za dosc banalne do wytlumaczenia w porownaniu z paroma innymi w tym z poruszonymi tematami wojennych okrucienstw. Przede wszystkim seksualnosc jest wlasciwoscia czlowieka (i nie tylko ale o czlowieku mowimy) i darem dla niego. Mozna z tego daru zrobic jego groteske a nawet wykorzystac dramatycznie ale o tym sie dzieciom dlugo nie mowi, gdy nie trzeba (chyba ze wchodzi ponury temat przemocy seksualnej z koniecznosci ale to tragedia a nie normalny tok rzeczy), ale zasadniczo seksualnosc jest piekna, sluzy wiezi, jest elementem milosci.
        I moge o niej spokojnie rozmawiac. Jej strona etyczna wychodzi jakby ogolnie z zasad panujacych w domu i tez nie jest dla mnie problemem pokazac dlaczego galerianki to wypaczenie pieknej idei, dlaczego nie warto z belekim i belegdzie, dlaczego to powinna byc tak gleboka czesc nas ze szacunek dla siebie wymaga przemyslenia co z nia zrobimy. A potem juz musze miec zaufanie do Mlodego :), ale ufam ze niczego bardzo strasznego nie zrobi, a pewna ilosc glupot jest w zycie wliczona bez dramatu. W kazdym razie na etapie uswiadamiania jest to temat w ktorym i usmiech i czulosc i piekno sa bardzo obecne.
        Temat ludzkiego okrucienstwa (bo smierc sama w sobie dla mnie nie jest tematem trudnym, jakos tak po prostu) to inna sprawa :( Okrucienstwo, bol, czerpanie radosci ze sprawiania bolu, przedmiotowe traktowanie innych (w tym grupowo), sadyzm, rowniez okrucienstwo wobec zwierzat to tematy ktore (zwlaszcza biorac pod uwage pewna specyfike mojego nadwrazliwego dziecka) jest mi trudno rozwijac. I z jednej strony wiem ze pewne rzeczy przekazac musze (na szczescie wiem tez ze spieszyc sie z czescia nie musze, ale podobnie jak z seksem trzeba wyprzedzic informacje od kolegow i szum informacyjny swiata, a co najmniej dziecia przygotowac) a z drugiej tutaj szok, protest, rozpacz i przezywanie w przypadku mojego syna sa niemal n do unikniecia!
        Wiec to zupelnie inna kategoria - jak dla mnie.
        To mniej wiecej tak jak lubie od czasu do czasu dobry film erotyczny (najlepiej z mezem), a nigdy nie slucham Kaczmarskiego "Zabic kota" - raz wystarczylo, teraz przewijam. A przeciez pewne rzeczy wiedziec trzeba, ale jak o nich powiedziec dziecku? Wiec tak, uwazam ze seks w zestawieniu z ludzkim okrucienstwem to temat bardzo lightowy :)
    • mary_ann wady konstrukcyjne świata 12.04.13, 11:49
      Ja miałam i mam największy problem w innym punkcie.
      Trochę się boję, że źle się wyrażę i źle mnie zrozumiecie, ale spróbuję - mniejszym problemem był dla mnie przekaz dotyczący okropieństw (horrendalnych okropieństw) typu wojenne mordy, holokaust. A to dlatego, że ten przekaz dawało się złagodzić nie do końca uczciwym komunikatem mniej więcej w stylu "zrobili to bardzo źli ludzie i dawno temu, ale teraz bardzo mądrzy ludzie pracują nad tym, żeby takie rzeczy więcej się nie przytrafiały".

      Inspiracją był dla mnie model, wg którego we wczesnym dzieciństwie rozmawiano ze mną o śmierci - moi rodzice byli indyferentni religijnie, więc "plasterka" w postaci idei zmartwychwstania nie było, zatem kiedy zaczęłam chlipać, że nie chcę, żeby kiedyś umarli, powiedziano mi, że nie ma się co martwić na zapas, owszem, w tej chwili ludzie umierają, ale lekarze wymyślają takie rzeczy, ze głowa mała, i za ileś lat to może nie będzie problem. Oczywiście takie rozwiązanie musi wywoływać głęboki sprzeciw w zwolennikach mówienia dzieciom zawsze prawdy i tylko prawdy, ale informuję, że nigdy z tego powodu nie poczułam się oszukana i zaufania do rodziców nie utraciłam. Ochroniono mnie na danym etapie przed lękiem, którego jeszcze nie potrafiłam unieść. Nie pamiętam żadnego momentu późniejszej traumy, gdy uświadomiłam sobie, że szanse na nieśmiertelność rodziców są raczej marne. (złośliwi powiedzą, że z czasem stosunki się pogarszają i problem zmniejsza, hehe:))


      Do sedna. Prawdziwym problemem jest dla mnie towarzyszenie dziecku w konfrontacji ze złem niezawinionym przez nikogo, nieuniknionym, wbudowanym w strukturę świata (ułomnego). Mam w oczach obraz, jak moja młodsza córka stoi przede mną jak Pieta, zalana łzami, trzymając w wyciągniętych dłoniach ślicznego, małego kolorowego ptaka uduszonego przez jej ukochaną kotkę. Mnie samej, choć mam swoje lata, gula podchodzi do gardła, kiedy widzę kocicę, jak zmierza ku domowi, a w pysku znowu trzepocze jej się żywe stworzenie. Kiedy widzę w terrarium w sklepie zoologicznym mysz skuloną w rogu i unoszącego się do skoku węża. Tabuny rozjechanych na drodze kotów i jeży.

      Jak wytłumaczyć takie zło? Wszyscy czujemy, że świat tak nie powinien wyglądać. Że to cierpienie, zniszczenie takiego niebywałego piękna, nie ma żadnego sensu (tak wiem, niektórzy mają mądre odpowiedzi, ale jakoś żadna mnie nigdy nie przekonała). Nie mając odpowiedzi, nie wiem co odpowiadać. Nie oczekuję wskazówek, dzielę się:-)
      • atama Re: wady konstrukcyjne świata 12.04.13, 12:04
        > Jak wytłumaczyć takie zło? Wszyscy czujemy, że świat tak nie powinien wy
        > glądać. Że to cierpienie, zniszczenie takiego niebywałego piękna, nie ma żadneg
        > o sensu (tak wiem, niektórzy mają mądre odpowiedzi, ale jakoś żadna mnie nigdy
        > nie przekonała). Nie mając odpowiedzi, nie wiem co odpowiadać. Nie oczekuję wsk
        > azówek, dzielę się:-)

        Są pytania bez odpowiedzi.
        Takiego zła nie da się wytłumaczyć. Napisałaś o towarzyszeniu dziecku w przeżywaniu niewytłumaczalnej bezsilności. To chyba jedyne i najlepsze co możemy zrobić. Towarzyszyć.
        Razem z dzieckiem bezsilnie rozłożyć ręce i zapłakać.
      • justyna.ada Re: wady konstrukcyjne świata 12.04.13, 12:05
        Tja, i tu wracamy pośrednio (w każdym razie mnie się przypomina) wątek pod hasłem wiary, tj. jak się zło tego świata ma do tego kim jest Bóg, i naszej wiary weń. I jak sobie radzić w ogóle (w tym: jak sobie radzić będąc chrześcijaninem, to niekoniecznie musi być łatwiej) wobec tegoż zła w Bożym świecie, lub wobec nieszczęścia naszych bliskich.
        • sebalda Re: wady konstrukcyjne świata 12.04.13, 12:38
          jak sobie radzić w ogóle (w tym: jak sobie radzić będąc chrześcijaninem,
          > to niekoniecznie musi być łatwiej) wobec tegoż zła w Bożym świecie, lub wobec n
          > ieszczęścia naszych bliskich.

          Ja sobie radzę tak, że myślę o Bogu jak o najbardziej skomplikowanym urządzeniu na świecie. Jestem humanistką, więc nietrudno mi sobie wyobrazić takie urządzenie, nie przyznam Wam się, jak wielu rzeczy nie rozumiem w tej kwestii, nie wiem, jak coś naprawdę działa. I wtedy o Bogu myślę tak, że nie wiem, jakie są jego zamysły, nie wiem, dlaczego coś się dzieje złego, a może gdzieś, kiedyś to coś jakoś się obróci na dobre? Choćby to było totalnie absurdalne, to uważam, że może dla mnie takie jest, ale ja mogę tego nie rozumieć, nie ogarniać. Jestem za mała i ograniczona (w sensie możliwości mentalnych powiedzmy), by rozpoznać zamysł Boży. No inaczej nie umiem tego wytłumaczyć.
        • mary_ann Re: wady konstrukcyjne świata 12.04.13, 12:45
          Justyna - tak, tylko co innego radzić sobie, co innego stawać wobec dziecka, które ma sobie poradzić...

          Atama - ja wiem, że tylko towarzyszyć. I że czasem milczenie jest najlepsze i najuczciwsze. Ale ból jest:-(
          • atama Re: wady konstrukcyjne świata 12.04.13, 12:47
            Bólu się nie pozbędziemy. Jakkolwiek ciężkie i trudne jest to dla rodzica - nasze dzieci będą doświadczać cierpienia na tym świecie...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka