anuszka_ha3.agh.edu.pl
20.10.14, 08:35
To "odważne" hasło "nie bójmy się dyskutować" przybiera ostatnio groteskowe formy. Są to oczywiście mechanizmy obronne przed nowym.
Tutaj pewien młody jezuita odpowiada na pytanie młodego homoseksualisty:
www.rozmawiamy.jezuici.pl/forum/81/n/12124
Witam, pierwszą rzeczą jest to, że Bóg akceptuje Cię takiego, jakim jesteś, przede wszystkim jako Ciebie, jedyną, niepowtarzalną osobę.
Na początek tradycyjne zaklęcia.
Nie sądzę, aby zajmował się on przyklejaniem etykietek, ten będzie hetero, ten homo, ten bi, a ten będzie odczuwał pociąg do własnego rodzeństwa (co ostatnio jest dyskutowane) etc.
Sprytna ucieczka do przodu: Jesteśmy na bieżąco z modnymi dyskusjami. A więc jak geje, to może i kazirodztwo? Pomija różnicę, której naprawdę dotyczy dyskusja o kazirodztwie - że jemu często towarzyszy sytuacja zależności jednej osoby od drugiej, zatem duża szansa, że komuś dzieje się krzywda. W przypadku osób homoseksualnych te problemy normalnie nie występują, ale co szkodzi wrzucić wszystko do jednego wora. :-P
Inaczej natomiast sprawa wygląda ze społeczeństwem (którego częścią są członkowie kościoła). Oprócz związków heteroseksualnych, społeczeństwo akceptuje w pewnym stopniu te homoseksualne, ale tu toczy się debata.
Debata toczy się w Kościele katolickim i w tak konserwatywnym społeczeństwie, jak polskie. Gdzie indziej już dawno debata zakończona. Ale należy stworzyć aurę, że to "wielki i nierozwiązany problem".
Społeczeństwo nie akceptuje natomiast wielu innych relacji seksualnych, stawiając radykalną granicę nawet w postaci kary pozbawiania wolności. Czy Ty mając możliwość decydowania, postawiłbyś jakąś granicę dla rodzajów relacji seksualnych zawieranych przez ludzi? Jaką?
I znów wracamy do porównywania homoseksualizmu z kazirodztwem. :-P
Czy wierzysz w to, że orientacja seksualna modyfikuje się w czasie czy raczej jest dana raz na zawsze?
Tu nie ma w co "wierzyć", bo nauki medyczne i psychologiczne już dawno odpowiedziały na to pytanie. Jak ktoś jest bi, to może mu się "modyfikować" a jak nie, to nie.
Myślę, że zanim Kościół zdecyduje się na jakieś radykalne zmiany w aspekcie nauczania dot. homoseksualizmu, musi się odbyć jeszcze wiele dyskusji społecznych i naukowych.
I sugestia, że naukowcy jeszcze tak naprawdę nic nie wiedzą.
Póki co, znajdź sobie dobrego kierownika duchowego. Powodzenia!
Dziękujemy ci, Wujku Dobra Rada!
Nieszczęsny młody ksiądz stara się pogodzić bycie na bieżąco z trendami światowymi, z trendami kościelnymi i z jakimiś swoimi prywatnymi przekonaniami. Sprzeczność rozwiązuje tak, że wmawia sobie, iż problem jest jeszcze nie rozwiązany przez naukę. I dlatego wszyscy homoseksualiści powinni poczekać, aż nauka go rozstrzygnie ;-).
Smutniejsze jest to, że wierni wierzą takiemu księdzu i w efekcie cierpią. W komentarzach pod tekstem widać to wyraźnie. Bardzo przygnębia mnie to, że wielu ludzi wciąż - może z przyzwyczajenia, z niewiedzy - zakłada, że ksiądz ma w sprawach seksu większy autorytet niż seksuolog. I że księża z radością podtrzymują u ludzi to przekonanie.