ajona
24.11.08, 12:48
Jestem w 15 tygodniu ciąży. Nigdy nie miałam problemów z tarczycą (a
przynajmniej nie miałam tego żadnych objawów). W grudniu poroniłam w
8 tygodniu (ciąża od początku nie rozwijała się prawidłowo). W
ramach badań dostałam skierowanie na TSH, które wyniosło 3,840. Niby
w normie, a jednak mój ginekolog się przestraszył i kazał zrobić fT3
i 4, które wyniosło odpowiednio 3,00 i 1,14, czyli wszystko ok.
Później kolejne badanie 19.11.2008-TSH 2,318, fT3-3,15 i fT4 0,97.
Po wizycie u endo dostałam Euthyrox N 25 (byłam wtedy w 14 tc)1
tabletkę rano i skierowanko na USG tarczycy. I to włąśnie USG mnie
przeraziło. Tarczyca nie jest powiększona, ale w prawym płacie jest
obecna zmiana płynowa 10,6x10,6mm, a w płacie lewym owalny
hypoechogeniczny guzek lity wielkości 13,7x7,1mm. Lekarz wykonujący
usg nastraszył mnie, że mogę stracić tą ciążę, że tamto poronienie
to było przez tarczycę, że trzeba wykonać biopsję i być może czeka
mnie leczenie operacyjne. Tak cholernie się boję! Przez kilka dni
schudłam 2 kilo, żyję w ciągłym stresie przez ten wynik. Wizytę u
endo mam za 2 tygodnie. Powiedzcie mi, czy w ciąży wykonuje się
biopsję? Czy jest szansa na leczenie farmakologiczne tego guza? Ja
nie chcę iść pod nóż, szczególnie w ciąży! Błagam, pomóżcie, bo
wykończy mnie to ciągłe myślenie...