Witajcie,
dowiedziałam się wczoraj rano, że mam niedoczynność tarczycy spowodowana
chorobą autoimmunologiczną (nie znam polskiego tłumaczenia, mieszkam w
Berlinie). Niniejszym dołączam do Waszego grona... aczkolwiek moja pani doktor
nie nazwała tego hashimoto, w ogóle nie nazwała poza wytłumaczeniem mi jak to
działa, więc nie wiem, czy to hashimoto, ale chyba to jedyne wyjście, prawda?
Dzisiaj rano pierwszy raz wzięłam hormony, na razie 25mg, potem dawka ma
rosnąć. Dziwnie się czułam. Cały dzień dosyć rześko, ale miałam ,,miękkie''
mięśnie i było mi b. gorąco, a więc kompletne przeciwieństwo ostatnich
miesięcy, kiedy zasypiałam w każdej możliwej sytuacji, łącznie z zebraniami w
pracy.

Dopiero wieczorem poczułam się senna i to nagle przyszło. Pewnie już
się ta poranna dawka hormonu wyczerpała.
To tak na razie tytułem wstępu i przedstawiania się.
A teraz moje pytanie: jestem wegetarianką od pięciu już lat. Nie jadłam do tej
pory wyjątkowo dużo soi, ale myślę, że tak raz-dwa razy w tygodniu to na
pewno. Doczytałam się wczoraj, że nie wpływa dobrze na tarczycę. Jak wygląda
obecny stan wiedzy na ten temat? Czy ktoś z Was jest również wegetarianinem i
ma jakieś doświadczenia? Czy trzeba jakoś specjalnie zmieniać dietę? Widziałam
już, że powinnam ograniczyć kapustę, kalafiora i brokuły. I jak to w końcu
jest z jodowaną solą i w ogóle z jodem? Bo zdania przeczytałam sprzeczne, ale
ostatecznie chyba, że jednak jod szkodzi ludziom z hashi.
Wegetarianie z hashi, powiedzcie, jeśli nie soja to co? Co uzupełni białko w
wystarczającej ilości? Bardzo bym nie chciała musieć wracać do mięsa. Czasem,
ale b. rzadko jem też ryby. Może to wystarczy?
I czy może to być tak, że wegetarianizm przyczynił się do mojej autoagresywnej
choroby?
Pozdrowienia,
Joanna