Dodaj do ulubionych

trudna sprawa

03.03.19, 21:29
Jestesmy siostrami piszemy o pomoc, bez wiedzy rodziców , w poniższej sprawie. Dodajemy, że

nasza rodzina nigdy wczesniej nie prosiła nikogo o pomoc, sami rozwiązywalismy nasze problemy,

ale z tego co widać rodzice i my również jestesmy załamani, że ta sprawa nas przerasta. Tata

mysli nawet o popełnieniu samobójestwa. Rodzice nie mają już pieniędzy na adwokata, ponieważ

wprawdzie wynajęli adwokata, któremu zapłacili, ale on nic taty nie broni. Tata posiada całą

dokumentację do sprawy. Jeśli ktokolwiek zainteresuje się sprawą i zechce nam pomóc, to

rodzice na pewno udostępnią dokumentację.

Cała sprawa jest jeszcze nie zakończona, ponieważ dalszy ciąg odbędzie się 18.03.2019 r

i boimy się, że sąd może tatę skazać za cos czego nie zrobił, tak jak skazwno pana, który

niby zabił, a po 18 latach, okazało się, że to nie on był winny.

Bardzo brakuje nam taty w domu, ponieważ jaki jest taki jest, ale nigdy nie robił w domu zadnej

przemocy. Jest wymagajacy, głosno mówi, bo ma taki głos. Zawsze był naszą podporą, mówił

jak mamy postepować i robić w życiu.


Chcemy przedstawić w jakim połozeniu znalazł się nasz tata. Opisujemy to od samego

początku, jak to wsztstko wygląda.Ja, młodsza z córek, kiedy uczęszczałam do szkoły

podstawowej od 2007r do 2013 wraz z córką sasiada, który był dyrektorem szkoły zawodowej.

Jednoczesnie był przewodniczącym rady miejskiej, a więc czuł się wysoko ustawioną osobą

Natomiast matka tej koleżanki był nauczycielem w naszej szkole podstawowej. Zachodziłam

do domu tej koleżanki, gdzie jako dzieci bawiłysmy się. Gdy wracałam do domu mówiłam dosć

często, że sasiedzi wypytywali mnie o rózne rzeczy, co tam u was w domu, a nawet o to co

mamy w lodówce. Sasiadowi też ciągle wszystko przeszkadzało, miał protensje, o to,że tata

cokolwiek robił na podwórku, gdy ciął drzewo na opał, gdy cos wiercił, szlifował lub spawał ,

narzeka, że nie może wypoczywać A tata wszystkie prace w domu i na zewnątrz wykonywał za

dnia i sam, bo nie stać nas było na wynajęcie fachowców, sąsiada natomiast było stać na wszystko

i sam nie musiał nic robić.


Jako dziecko uważałam córkę sasiada za swoją najlepszą koleżankę, ale niestety okazało się.
1

że była ona fałszywa, namawiała rówiesników w klasie, aby mi dokuczali. Koledzy z klasy

uczynili ze mnie popychadło imnie nie akceptowali, dokuczali mi na różne sposoby.

Często ze szkoły przychodziłam do domu z płaczem i zię żaliłam. Rodzice kilka razy rozmawiałi

o tym problemie z wychowawcą i pedagogiem, ale nikt w tej sprawie niczego nie zrobił. Rodzice

chcieli przeniesć mnie do innej klasy, jednak szkoła nie wyraziła zgody, tłumacząc,że podział

klas jest zrobiony i nic się nie da zrobić. Trwało to aż do szóstej klasy szkoły podstawowej.

Gdy uczęszczałam do szóstej klasy, poszłam do tej koleżanki do domu po lekcje, bo nie byłam

w szkole. Po powrocie powiedziałam rodzicom, że koleżanka ta pozamiatała mi miotłą po buzi,

że si popłakałam i zaraz wyszłam.. Na drugi dzień poszłam do szkoły, gdzie koledzy z klasy

zaczeli mi dokuczać i się wysmiewać na temat zajscia u koleżanki w domu. Znowu wróciłam

do domu z płaczem i powiedziałam o tym rodzicom. Następnego dnia rodzice udali się do szkoły,

gdzie przeprowadzili rozmowę w mojej obecnosci z wychowawcą klasy i pedagogiem szkolnym.

Na rozmowę wezwano dwóch chłoców, którzy mi dokuczali, przyznali, że powodem było zdarzenie

w domu koleżanki, która opowiedziała im o tym smiejąc się. Chłopcy ci mnie przeprosili.


Następnie wezwano córkę sasiada, która na powyższe nic nie powiedziała, tylko się popłakała.

Rodzice chcieli, aby koleżanka ta też mnie przeprosiła, jednakże pani wychowawczyni i pani

pedagog powiedziały, że ona nie ma mnie za co przepraszać. Rozmowa się zakończyła

i rodzice opóscili szkołe. Podczas rozmowy w naszym domu rodzice stwierdzili, bo z tego tak

wynika, że koleżanka może wszystko, robi co chce i , że jesy nietykalna, może dokuczać

i zadnych konsekwencji się nie wyciąga, dlatego że ma za sobą wysoko ustawionego ojca

i matkę nauczycielkę w tej samej szkole. Po tych zdarzeniach przestasłam chodzić do tej

koleżanki , bo wobec tego zdarzenie i wielu wczesniejszych, doszłam w końcu do wniosku, że

nie jest dla mnie życzliwa.


W między czasie w roku 2009, sąsiad, ojciec tej koleżanki, zgłosił do szkoły, że nasz tata

stosuje w domu przemoc.Sprawą zajął się kurator sadowy, który był i jest nadal bardzo dobrym

znajomym sasiada. Sprawę oddano do sądu dla nieletnich, w której w sądzie zeznawały trzy panie

2

ze szkoły, pani wychowawczyni, pedagog i dyrektor szkoły. Żadna z pań nie potwierdzała

jakiejkolwie przemocy ze strony naszego taty, z zeznań wyszło tylko to, że ja jako młodsza

siostra miałam nieumyte włosy, a wszystko dlatego, że mama w trym czasie była w szpitalu.

Na koniec sprawy w tym sadzie, pani sędzia stwierdziła, że wiecej takich spraw nie przyjmie.

Jednak zobowiązała nas, abysmy obie siostry skorzystały ze spotkań z psychologiem, ponieważ

przez lata dokuczania w szkole, stałam się zamknieta w sobie i nie ufna.Sąd nie dopatrzył się

jakiejkolwiek przemocy i zadnego wyroku na tatę nie wydał, nie było zatem podstaw do oddania

sprawy do sadu karnego.

Uczęszczałysmy na spotkania z psychologiem, który przez okres ok.jednego roku, nie dopatrzył

się żadnej przemocy. Mama złozyła do sądu wniosek o uchylenie zobawiązania do naszych

spotkań z psychologiem i sąd po otrzymaniu opini od psychologa, zwolnił nas z odbywania tych

spotkań.



W roku 2017 ja, młodsza siostra rozpoczęła naukę w szkole, w której sasiad był dyrektorem szkoły

i jednoczesnie przewodniczącym rady miejskiej, a obecnie jest wicedyrektorem i w radzie miasta

już nie jest. Od samego ppoczątku uczęszczania do tej szkoły byłam wypytywana przez

wychwawcę i pedagoga szkolnego, z polecenia pana wicedyrektora, na temat czy cos się

u nas w domu dzieje, czy tata krzyczy, czy bije, czy dostaję kary i tym podobne.

Odpowiadałam, że nic takiego nie ma miejsca, że nic złego się nie dzieje, że tata mnie nigdy

nie uderzył, powiedziałam tylko, że tata ma donosny głos, bo nie dosłyszy. Z wychowawczynią

klasy rozmawiałam krótko dwa, czy trzy razy, która jednak twierdzi, że wiecej razy i że się

żaliłam, choć to nie jest prawda. Z pania pedagog też mało rozmawiałam, chociaż zajęcia z nią

powinnam mieć co tydzień, bo mam opinię z poradni pegagogiczno-psychologicznej ze względu

na zbyt wolne myslenie i trudnosci w przyswajaniu materiału, jednak pani często nie ma w szkole.

Ale pani pedagog twierdzi, że z nia nie rozmawiam, bo się pewnie n
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka