Forum Zdrowie DDA
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Żyć dla siebie

    23.05.06, 18:37
    Witajcie DDA,
    od jakiegoś czasu czytam posty na tym forum i czuję ulgę i potworny żal.
    Ulgę, bo swoje dorosłe życie ułożyłam w miarę normalnie i żal, bo bardzo
    dobrze pamiętam ten strach, odrazę i wstyd za najbliższą osobę. Bardzo
    chciałabym, aby życie wszystkich DDA mogło się ułożyć tak jak moje.
    W skrócie: dzięki wódce zostałam tzw. półsierotą w wieku niecałych dwóch lat,
    bo przecież od dzieci ważniejsze było picie. Przez następne kilka lat
    ojciec "celebrował" żałobę, a mną zajmowała się Babcia. Najdroższy,
    najlepszy, najukochańszy człowiek w moim życiu. Z biegiem czasu ojciec trochę
    się opanował, ale po pijanemu, co zdarzało mu się za często, doprowadzał mnie
    do obłędu. Dziś mam swoją własną rodzinę, nie twierdzę, że kryształową, ale
    jesteśmy dla siebie przede wszystkim przyjaciółmi. A nasi rodzice, dla
    których nie byliśmy najważniejsi na świecie, doskonale wiedzą, co im wolno, a
    czego na pewno nie będziemy tolerować.
    Chcę Wam tylko powiedzieć, że to nie my jesteśmy straceni i że to nie nami
    ludzie gardzą, a jeżeli tak jest, to są niewartymi naszej uwagi bezmyślnymi
    kretynami. Że picie rodziców to nie nasza wina. Że każdy z nas powinien żyć
    własnym życiem, przede wszystkim dla siebie, nie oglądając się na tych, dla
    których alkohol ma większą wartość niż my. Że ten bełkoczący mięczak z
    pretensjami do całego świata jest godny współczucia i politowania, ale nie
    angażowania się w jego wyimaginowane problemy. Że nie może zatruć naszego
    życia oparami przetrawionego alkoholu, wrzaskami i płaczem za zmarnowanym
    życiem. Jesteśmy dorośli, więc odpowiadamy za siebie i swoje dzieci – w drugą
    stronę to nie działa.
    Za jedno jestem mojemu ojcu bardzo wdzięczna – pokazał mi, czego pod żadnym
    pozorem nie wolno mi zrobić ze swoim życiem. I robienie wszystkiego inaczej
    niż on naprawdę wychodzi mi na dobre, przynajmniej na razie :)
    Być może to, co napisałam niekoniecznie zgadza ze światowymi trendami
    naukowymi w temacie "DDA". Jeżeli ktokolwiek z Was chciałby w jakiś sposób to
    skomentować, to sprawi mi ogromną frajdę.
    Obserwuj wątek
      • konstatacja Re: Żyć dla siebie 23.05.06, 22:00
        Wiesz, im dalej w las, tym te posty ciekawsze. Dawniej strasznie duzo osob
        wyrzucalo tu co mialo. teraz sie zrobilo tak letnio, ech...a tu nowi
        przychodza, i widze, ze w tym sezonie niesmialosc rzadzi: wszyscy tu wpadaja i
        czytaja jeno.
        Bardzo mi przyjemnie bylo przeczytac twoja historie. I masz racje kiedy mowisz
        o ogole kretynow - nie sa naszego towarzystwa warci ;).

        Witaj i wpadaj czesciej!
        • andy0911 Re: Żyć dla siebie 23.05.06, 23:18
          To bardzo dobrze, że jest takie miejsce. Żadnych wygłupów, dowcipów bez sensu,
          a jak trafia się coś z przymrużeniem oka, to to przymrużenie rozumiemy tylko
          my ;)
          A tak w ogóle to uważam, że miałam dużo szczęścia w życiu. Chociaż mam bardzo
          dużo cech DDA, to alkoholizm w rodzinie nie wykrzywił mnie tak do końca
          (chociaż obserwuję u siebie pewne skłonności tyrańsko-męczennicze :) ciągoty do
          kontrolowania wszystkiego i wszystkich wokół i w ogóle bywam uciążliwa
          towarzysko, jeżeli chodzi o alkohol). Teraz na widok czyjejś przepitej gęby
          chce mi się tylko śmiać. Z tego wyrazu twarzy i z tych mądrości wygłaszanych z
          takim namaszczeniem. Co prawda rzadko, ale stykam się z takimi ludźmi do dziś i
          tak bardzo cieszę się, że już nie zależę od żadnego z nich w żaden sposób.
          Czasami nawet mam wyrzuty sumienia, że nie potrafię słuchać tych bredni z
          należytą uwagą.
          Kiedyś myślałam, że wnuk zmieni dziadka. Dziadek nawet opiekował się wnuczkiem,
          kiedy wróciłam do pracy. Do czasu, kiedy zadzwonił do mnie do pracy, nie
          pamiętam już po co, a język lekko mu się plątał. Trasę, którą normalnie
          przejeżdżam w 35 minut, pokonałam w 8. A potem zafundowałam dziadkowi
          półtoraroczną kwarantannę w kontaktach z wnukiem. Jeżeli chodzi o mnie, to
          wyszło mi tylko na dobre, a syn w żłobku "wydoroślał".
          Zastanawia mnie też, jak to się dzieje, że ja nie piję. Chociaż lampka wina czy
          drink raz na pół roku mi się zdarza i nie powiem żeby ich smak był dla mnie
          odrażający. Czy to dlatego, że dobrze znam siebie i wiem, że regularne
          imprezowanie skończyłoby się na równi pochyłej? Czy dlatego, że jako
          siedmiolatka obiecałam sobie, że moje dzieci nigdy nie będą wracały same do
          domu po nocy, bo ja akurat jestem zajęta balangowaniem?
          Zabawne, ale do dziś wystarcza mi to, jak długo trwa cisza po moim "słucham"
          kiedy odbieram telefon. I wiem: jedno piwko, trzy, czy też zaczął się ciąg. Ale
          teraz to mnie tylko irytuje. Już nie wywraca mi żołądka na drugą stronę, tylko
          strasznie drażni. Bo wiem, że cała masa wartościowych ludzi przechodzi teraz
          to, co ja kiedyś. I że być może nie będą mieli tyle szczęścia co ja.

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka