coffee1
25.05.06, 12:19
Od półtora roku chodzę na terapię. Rozsypałam się na kawałki i nie umiałam
się sama pozbierać. Trafiłam do psychologa, któremu ufam i który pomaga mi
przebrnąć przez ciernistą drogę ku integracji.
Nie umiem się jednak pogodzić z tym, że jestem DDA. To znaczy cały czas
wydaje mi się to niemożliwe, że to mnie nie dotyczy.
Mój tata pił (i pije nadal), ale zawsze uważał, że robi to, bo lubi. Nie pije
do lusterka, tylko z kolegami na imprezach, a że wykonuje wolny zawód, więc
okazji do picia jest sporo. Miał kilka poważnych wypadków, które nigdy by się
nie zdarzyły, gdyby był trzeźwy. Nikt go wprost nie nazwał alkoholikiem,
pewnie by taką osobę wyśmiał, bo przecież nie upija się codziennie!
Jest mi trudno uwierzyć, że to popijanie ojca na imprezach miało tak ogromny
wpływ na moje życie, że ukształtowało moje lęki i obawy, które trzymają mnie
na krótkiej smyczy.
Kiedy czytam listę cech DDA, pod większością z nich jestem się w stanie
podpisać, ale dochodzę do wniosku, że przecież i nie-DDA mogą mieć podobne
problemy.
Jak to jest? Kiedy się jest DDA? Kiedy nazwie nas tak psycholog? Kiedy
wyjdzie nam taka odpowiedź w teście??