Forum Zdrowie DDA
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Tzw. wybaczanie

    07.06.06, 20:00
    W watku npt. ''Rodzinka'' rozpoczela sie dyskusja na temat zasadnosci tzw.
    wybaczania sprawcom tego, ze jestesmy jacy jestesmy, czyli DDA/DDD.

    Co Wy sadzicie o tzw, wybaczaniu?
    Czy naprawde uwazacie, ze nalezy - bogobojnie i po chrzescijansku - sprawcom
    wybaczyc, a moze nawet i prosic o wybaczenie? Czy ktos z Was tak zrobil i
    lepiej mu sie po tym zyje? I to ''wybaczenie'' stalo sie natychmiastowym
    katharsis oraz naprawilo wszystkie zaistniale wczesniej krzywdy?
    Czy uwazacie moze, ze sa sprawy, ktorych wybaczyc nie sposob? I ze sam
    pomysl, by ''kata'' prosic o wybaczenie z pozycji ''ofiary'' jest bezzasadny
    i jeszcze bardziej obciazajacy nas psychicznie?

    Pozdrawiam i mam nadzieje na owocna dyskusje
    Konwalia
    Obserwuj wątek
      • konwalia1234 Re: Tzw. wybaczanie 07.06.06, 20:15
        I zeby nie bylo, ze zadaje pytanie innym, a sama nie przedstawiam wlasnego
        stanowiska ;)

        Jak pisalam w innym watku, nie jestem osoba wierzaca i obca jest mi ideologia
        pokory, nadstawiania drugiego policzka i kajania sie za niepopelnione bledy.
        I sa sprawy, ktorych wybaczyc nie potrafie, a moze nawet i nie chce. Bo uwazam,
        ze dorosle osoby, niezaleznie od tego, jakie maja problemy ze soba, NIE maja
        prawa tych problemow rozwiazywac kosztem innych, a szczegolnie dzieci.

        Jestem w stanie zaakceptowac smutny fakt, ze czasu sie nie wroci i pewne sprawy
        nie odbeda sie ponownie, tym razem we wlasciwy sposob. Jestem w stanie podjac
        trudna walke, by skutki tych zaszlosci jakos zrozumiec i podjac prace nad tym,
        zeby nie zepsuly mi doszczetnie reszty zycia.
        Ale burze sie calkowicie slyszac pelne falszywie pojetej pokory dobre rady, by
        wybaczyc oprawcom lub nawet ich prosic o wybaczenie /sic!!/, co da mi spokoj w
        sercu, duszy czy jakiejkolwiek innej czesci mego jestestwa ;)Bo niby z jakiej
        racji i za co ja mam przepraszac?! Ze ktos potraktowal mnie instrumentalnie,
        jako swoj wlasny prywatny odgromnik? Ze ktos nie uszanowal moich prywatnych
        granic? Nieeeee, ja tak nie potrafie... A juz mieszanie do tego Boga, dekalogu
        itd. zakrawa na niezla hipokryzje i legitimizacje ideologii przemocy.

        • puszka.z.kawa Re: Tzw. wybaczanie 07.06.06, 20:58
          Ha, przegapiłam nowy wątek, więc na dobry początek przelepię kawałek z tamtego:
          ...Poza tym interesuje mnie druga strona tych powszechnych apeli o wybaczanie,
          chyba najperfidniejsza: "jeśli się nie pozbędziesz złych emocji i nie wybaczysz,
          nigdy nie będziesz szczęśliwy i normalny". Pobrzmiewa mi to zastraszaniem i
          nawet groźbą klątwy, jak coś w stylu haraczu dla ciężarnej Cyganki/kominiarzy z
          kalendarzami/wkładania niebieskich majtek na maturę itp. Chciałąbym wreszcie
          usłyszeć jakieś RACJONALNE uzasadnienie tego warunku. "Normalny" człowiek
          reaguje złością i innymi "złymi emocjami" na kopnięcia i ma prawo do obrony
          koniecznej, tak? Mało tego, jeśli z jakiegoś powodu nie wkurzy się na
          krzywdziciela i nie odeprze ataku, tylko nadstawi drugi policzek, ma spore
          szanse na pożegnanie ze "szczęściem i normalnością" i trafienie do grupy
          stłamszonych ofiar. Z tego wynika raczej, że "złe emocje" w rozsadnej dawce
          wręcz służą zachowaniu zdrowia psychicznego, podobnie jak pamięć o doznanych
          krzywdach i przepracowywanie ich (choćby po to, żeby następnym razem wiedzieć,
          jak się bronić).
          • konwalia1234 Re: Tzw. wybaczanie 07.06.06, 21:28
            A swoja droga ciekawe, dlaczego zlosc jako taka jest a priori klasyfikowana
            jako uczucie ''brzydkie'', pejoratywne. Byc moze dlatego, ze wielu osobom
            kojarzy sie z agresja, w jak wiadomo, zyjemy na swiecie, ktory z pewnoscia
            stalby sie natychmiast duzo lepszy, gdyby wszyscy trzymali sie ladnie za rece
            spiewajac ''We shall overcome'', ''Kumbayah, my Lord'' czy cos w tym stylu ;)

            Jak pisze Puszka z K., zlosc moze nawet czesto pelnic funkcje obronna, nawet w
            trakcie czynnej przemocy fizycznej. Oraz na pozniej, jako zdrowy element
            wyznaczajacy wlasne granice.
            A ja pojde jeszcze dalej twierdzac, ze zlosc i/lub agresja moze byc nawet i
            bardzo konstruktywna. W tym znaczeniu, ze mozemy przeciez wykorzystac
            nagromadzona w agresji olbrzymia energie w sposob konstruktywny, niejako ja
            przekierowywujac, zmieniajac jej ladunek z ujemnego na dodatni. To potrafi byc
            olbrzymia sila napedowa, nie tylko do tego, by np. energicznie posprzatac
            mieszkanie ;), ale nawet i starac sie posprzatac wlasne wnetrze, zapaskudzone
            przez innych...
            I dlatego buntuje sie tak bardzo przeciw biernosci zawartej w pokornym
            wybaczaniu sprawcom krzywd, przeciwko ''upupianiu'' strony pokrzywdzonej i
            odbieraniu jej mozliwosci normalnych i naturalnych reakcji, jaka w koncu jest
            zlosc wynikajaca z niegodzenia sie na dokonywanie krzywdy. Odbieraniu jej
            mozliwosci reakcji na te krzywde i zastepowaniu jej zle pojeta pokora.
            Czy nawet- o zgrozo! - , w imie tej niepojetej dla mnie pokory, przyjmowaniem
            winy na siebie, co juz moim zdaniem bardzo skutecznie stopuje przepracowanie
            tych zaistnialych problemow.

            Pozdrawiam
            Konwalia
            PS. Fajnie Puszko, ze przekleilas na ten watek swoje zdanie o wybaczaniu :)
            • konwalia1234 Re: Tzw. wybaczanie 07.06.06, 21:57
              I jeszcze jedna mysl, ktora przyszla mi do glowy odnosnie wybaczania.
              Jedyna jego forme, jaka jestem w stanie zaakceptowac, i to z wielka
              radoscia :), to nabyta przeze mnie umiejetnosc wybaczania samej sobie.
              Wybaczenia samej sobie, ze nie zawsze jestem w formie, ze czasem bywam marudna
              nawet dla samej siebie ;), ze nie zawsze musze byc perfekcyjna w tym, co robie,
              a nawet, ze popelniam czasem bledy.
              Czyli przyznania sobie prawa do okresowych dolkow i introwersji, ktore jak
              widze sa konstruktywne dla mnie, bo widocznie potrzebny mi czas na nazwanie
              swoich emocji i pozbierania roznych mysli. Prawa do robienia pomylek. Prawa do
              porozpieszczania czasem siebie samej. Prawa do niespelniania oczekiwan innych,
              bo w koncu najwazniejsze dla mnie sa moje wlasne oczekiwania i pragnienia. A
              zdrowy egoizm jest z pewnoscia kazdemu potrzebny...

              Pozdrawiam
              Konwalia
            • puszka.z.kawa Re: Tzw. wybaczanie 08.06.06, 04:59
              Nie no, przyjmowanie winy na siebie, noszenie krzyży itp. to już masochizm, moim
              zdaniem, a co do światłych pouczeń uzależniających osiągnięcie spokoju, harmonii
              itd. od "pozbycia się złych emocji", to właśnie przyszło mi do głowy, że
              wszystko się zgadza, tylko pouczający mylą "pozbywanie się" z "tłumieniem" - i
              warto im to uświdamiać.
              Po pierwsze, emocje SĄ, tj. pojawiają się w człowieku i kropka, nie mamy na to
              specjalnego wpływu. Nikt przecież nie planuje: "dziś po sniadaniu wk...wię się
              na Iksa". A jak już się pojawią, mamy w sumie dwa wyjścia: albo je wyrażamy,
              albo tłumimy.
              Taką np. złość można wyrazić przez agresję albo przez krzyk, można też
              powiedzieć: "Jestem zła. Uraziłaś/eś mnie tym, że...". Jasne i natychmiastowe
              wyrażenie emocji to chyba najlepszy sposób, żeby się ich pozbyć.
              Natomiast tłumienie emocji to nic innego, jak magazynowanie ich w sobie, czyli
              odwrotność pozbywania się. Szef opieprza Iksa, Iks z pokorą przyjmuje opieprz, a
              potem albo odreagowuje za plecami szefa, np. rozmawiając z kimś o tym, obgadując
              itd., albo "wyżywa się" na osobach trzecich (przeważnie takich, które mu się nie
              odgryzą), albo nie robi nic i hoduje tzw. wrzody na żołądku. Takich
              zmagazynowanych "złych emocji" wszyscy mamy od metra, bo kultura (w znaczeniu
              norm współżycia społecznego) albo wygodnictwo często zakazują nam wyrażania np.
              złości. Pytanie tylko, co z nimi robimy. Ludzie, którzy w dzieciństwie nie mogli
              wyrażać uczuć negatywnych (bo np. byli karani, jeśli zdrowo reagowali na przemoc
              złością), noszą je w sobie i faktycznie zżerają się od środka albo w ramach
              późnego odreagowania krzywdzą innych, nakręcając spiralę przemocy. I jeśli chcą
              się tego balastu pozbyć, muszą taką złość w końcu wyrazić - najlepiej tak, żeby
              przy tej okazji nie zrobić krzywdy sobie i innym. Nakłanianie do wybaczania
              ZAMIAST bezpiecznego wyrażenia zastarzałej złości to jakieś jedno wielkie
              nieporozumienie, nakaz dalszego tłumienia!
            • puszka.z.kawa Re: Tzw. wybaczanie 08.06.06, 05:10
              Też myślę, że złość nie jest sama w sobie (mimo nazwy) "złą emocją", jest po
              prostu emocją, tu nie ma co wartościować. Często natomiast miewa złe skutki, bo
              pod jej wpływem krzywdzimy innych albo siebie. To jak z siekierą: można nią
              porąbać drewno do kominka, a można użyć jako narzędzia zbrodni. Czy siekiera
              jest zła?
              • kwiatek.anyzku Re: Tzw. wybaczanie 08.06.06, 10:39
                Dziewczyny, zgadzam sie z Wami w calej rozciaglosci!
                Napisze cos wiecej, ale jak bede w lepszej formie (wstalam z grypa i ledwo zyje)
                • puszka.z.kawa Re: Tzw. wybaczanie 08.06.06, 14:22
                  Przepraszam, a po ki ... WSTAJESZ z grypą? Weź no idź leżeć!
                  • kwiatek.anyzku Re: Tzw. wybaczanie 08.06.06, 16:25
                    Puszko,nie umiem tak po prostu lezec i chorowac ;)
                    Poleguje co prawda i nawet drzemie momentami, ale co jakis czas wstaje i na
                    chwile siadam do kompa, probuje cos czytac, zjesc a potem znowu sie klade, bo
                    jednak nie mam sily.
                    • puszka.z.kawa Re: Tzw. wybaczanie 08.06.06, 16:54
                      To może se strzel gorące mleko z miodem albo i czosnkiem - zwala z nóg na
                      kilkanaście godzin, bezlitośnie.
                      E tam, jak jesz, to nie jest śmiertelna choroba :D
                • konwalia1234 Re: Tzw. wybaczanie 08.06.06, 16:59
                  Kwiatku A. :), wykuruj sie, i to porzadnie :) Bo inaczej nam przywiedniesz :) i
                  bedziemy czekac dlugo na Twoja odpowiedz ;)

                  Duzo zdrowka :) I Puszka ma racje - grypsko paskudne jest, ale przejdzie :) A
                  im szybciej, tym lepiej.
                  Wiec na polecenie ''babci'' Konwalii /''babcia'' nie wiedziec czemu zrobil mnie
                  na powitanie Januszek, ale jesli Was to bawi, to prosze bardzo ;)/ - do
                  lozeczka grzecznie pod kolderke, wypocic sie i wracac jak najszybciej :)

                  Pozdrowienia
                  Konwalia
                  • puszka.z.kawa Re: Tzw. wybaczanie 08.06.06, 17:18
                    Ekhm... Myślałam, że tylko ja na tym świecie stosuję jeszcze jakże obleśną w
                    świetle higieny metodę wypacania choroby... Dodam, że mam do tego celu
                    zabunkrowana specjalną pierzynę, o której nawet moja babcia mówi, że ma dwa razy
                    za dużo pierza.
                    I do tego to gorące mleko i miód i czosnek i seta i aspiryna bayerowska,
                    wszystko naraz.
                    Drugiego dnia to samo.
                    Następnie delikwent "powsta-a-aje z grobu-u dnia trzeciego z rana".
                    Gripex może się iść paść.
                    • konwalia1234 Babcine pierzyny ;) 08.06.06, 17:24
                      No widzisz, Puszko :) Babcie czesto maja racje :)))))
                      A na powazniej: wydaje mi sie, ze jest to nieglupie, bo wysoka temperatura w
                      czasie goraczki niejako sama zabija wirusa. Teoria nienaukowa, ale przeze mnie
                      i mego syna wielokrotnie wyprobowana z dobrym skutkiem.
                      • puszka.z.kawa Re: Babcine pierzyny ;) 08.06.06, 17:33
                        Też se tak mówię. Ale tym wirusom, to im się podobno robi ledwie ciut duszno
                        ("może zechce pani zaszczycić mnie spacerem po świeżym powietrzu, taki ładny
                        dziś księżyc?") w temperaturze, która ścina nasze białko. Oczywiście ja tego nie
                        napisałam, a Ty nie przeczytałaś. Pierzyna rulezzzzzzzzzzzzz!
                        • konwalia1234 Re: Babcine pierzyny ;) 08.06.06, 17:36
                          Puszko, taki powazny watek zaczelam, a tu jakies smichy-chichy spod pierzyny
                          sie robia ;) :)))))
                          • puszka.z.kawa Re: Babcine pierzyny ;) 08.06.06, 17:43
                            Kurde, racja: rączki na pierzynę, drogie panie!
                            • konwalia1234 Re: Babcine pierzyny ;) 08.06.06, 17:47
                              Sobie Puszko nie zartuj, bo mnie wyslano jako dziecie do katolickiego
                              przedszkola /bywaly takie za moich czasow ;)/. Gdy bylo lezakowanie,
                              najwazniejszym zadaniem siostry dyzurnej bylo sprawdzanie, czy wszystkie dzieci
                              maja raczki na koldrze. Jesli nie, to raczki byly brutalnie spod tejze koldry
                              wyciagane /sic!/. Co oczywiscie wzbudzilo ciekawosc przedszkolakow i u
                              niektorych doprowadzilo do rozwoju niezdrowych zainteresowan ;) Kolejny
                              paradoksik zycia, eh? :)
                              • puszka.z.kawa Re: Babcine pierzyny ;) 08.06.06, 18:00
                                Zainteresowania popieram :) A po katolickim przedszkolu to się chyba naprawdę
                                może Bozi odechcieć...
                                Ja w ogóle chyba mnóstwo dziwnych rzeczy byłabym w stanie w Kosciele
                                zaakceptować, ale te wszystkie obsesje i opresje seksualne plus ich naprawdę
                                dramatyczne a codzienne skutki obserwowane w życiu moich szczerze wierzących
                                znajomych od lat są jednak obrzydliwe. No pardon, ale jak jakaś instytucja
                                firmuje podobne zjazdy w imię własnej nieomylności, to dla mnie moralnie to jest
                                nie do przeskoczenia.
                                • konwalia1234 Re: Babcine pierzyny ;) 08.06.06, 18:05
                                  A moze lepiej wybaczyc? :P
                                  • puszka.z.kawa Re: Babcine pierzyny ;) 08.06.06, 19:06
                                    konwalia1234 napisała:

                                    > A moze lepiej wybaczyc? :P

                                    Nie no, zdrada pod własną pierzyną się szerzy!:D
                                    • kwiatek.anyzku Re: Babcine pierzyny ;) 08.06.06, 19:39
                                      Niemozliwe jestescie!!! :-)))

                                      Pierzyny nie mam, niestety. Za to wezme dlugi prysznic w ukropie (wiem, ze
                                      szkodliwy dla skory i ponoc oslabia serce, ale zawsze to praktykuje chorujac i
                                      jakos dobrze mi robi. I mleko z miodem tez zastosuje. Wlasnie wstalam po
                                      przespaniu sie i czuje ze do grypy doszly mi zatoki :(
                                      • konwalia1234 Re: Babcine pierzyny ;) 08.06.06, 20:43
                                        Kwiatku, to taka terapia antygrypowa ;) :) :) w mysl zasady ''smiech to
                                        zdrowie'' ;)
                                        Moze i na zatoki pomoze? A jak nie, to przejdz sie do lekarza jutro, szkoda
                                        chorowac latem ;)

                                        Pozdrawiam i zdrowka zycze
                                        Konwalia
                                    • konwalia1234 Re: Babcine pierzyny ;) 08.06.06, 20:44
                                      puszka.z.kawa napisała:

                                      > konwalia1234 napisała:
                                      >
                                      > > A moze lepiej wybaczyc? :P
                                      >
                                      > Nie no, zdrada pod własną pierzyną się szerzy!:D

                                      **************
                                      :)))))))))))
                                • konwalia1234 Re: Babcine pierzyny ;) 08.06.06, 21:46
                                  puszka.z.kawa napisala:
                                  > Zainteresowania popieram :) A po katolickim przedszkolu to sie chyba naprawde
                                  > moze Bozi odechciec...
                                  > Ja w ogóle chyba mnóstwo dziwnych rzeczy bylabym w stanie w Kosciele
                                  > zaakceptowac, ale te wszystkie obsesje i opresje seksualne plus ich naprawde
                                  > dramatyczne a codzienne skutki obserwowane w zyciu moich szczerze wierzacych
                                  > znajomych od lat sa jednak obrzydliwe. No pardon, ale jak jakas instytucja
                                  > firmuje podobne zjazdy w imie wlasnej nieomylnosci, to dla mnie moralnie to
                                  > jest nie do przeskoczenia.
                                  *******************
                                  Dobra, po chichotach spod pierzynki czas na nieco powagi ;)
                                  Do obsesji seksualnych Kosciola dodalabym takze pozornie niewytlumaczalna
                                  awersje do homoseksualistow. Gdziez sie podziala ideologia wybaczania? /ha! i w
                                  ten sprytny sposob powracam do glownego tematu watku :)/ Wszechobecna milosc do
                                  blizniego, ktorego nalezy kochac jako siebie samego? Zastepowana w najlepszym
                                  wypadku pseudoteologicznym belkotem o ''nienaturalnosci'' homoseksualizmu, o
                                  jego obrzydliwosci moralnej juz nawet nie wspominajac ;)
                                  A przede wszystkim: po co to obsesyjne i obslinione zainteresowanie tym, co
                                  dwoje doroslych ludzi - niezaleznie od plci - robi ze soba dobrowolnie pod
                                  pierzynka, na pierzynce lub w ogole bez jej udzialu? Nie lepiej zainteresowac
                                  sie tym, co bogobojne, heteroseksualne i prokreatywne owieczki robia swoim
                                  dzieciom? I jakie pieklo potrafia im wyrzadzic?
      • mskaiq Re: Tzw. wybaczanie 09.06.06, 13:42
        Wybaczenie nie ma nic wspolnego ani z chrzescijanstwem ani z kosciolem.
        Wybaczenie oznacza pozbycie sie zalu do kogos, czesto do siebie.
        Ilez to razy obwiniamy siebie, czujemy sie winni, bo cos sie nie udalo. Bardzo
        czesto nie potrafimy powiedziec sobie ze nic sie nie stalo, ze nastepnym razem
        bedzie lepiej.
        Mozna nie wybaczyc sobie, mozna winic Siebie za kazdy blad, jestesmy wtedy
        gorsi niz inni. Nigdy nie probujemy naprawic bledu bo po co, znamy przyczyne,
        sami jestesmy ta przyczyna.
        Wybaczenie to pozbycie sie cierpienia, bolu ktory jest w nas. Czesto kata juz
        nie ma a cierpienie ciagle jest z nami, nie zmiejsza sie a zwieksza. Wybaczenie
        jest dla nas nie dla kata.
        Bez wybaczenia zlo, nienawisc zyje w nas, psuje radosc optymizm i sens. Mozna
        sie go pozbyc a mozna z nim zyc do konca, zawsze bedzie podmywalo nasza radosc,
        sens i milosc. Bedziemy rozdawali to innym bo mozemy dac tylko to co mamy. Nie
        majac milosci musimy dawac strach, nienawisc i brak sensu.
        Serdeczne pozdrowienia.

        • konwalia1234 Re: Tzw. wybaczanie 09.06.06, 16:25
          Mskaiq, z calym szacunkiem, ale brzmisz, jak plyta CD, ktora sie zaciela i
          uparcie powtarza to samo.
          Wybaczac, wybaczenie, wybaczamy - odmieniasz to wszystko we wszystkich
          mozliwych formach i przypadkach. Tylko, ze niewiele praktycznie z tego wynika,
          dla mnie przynajmniej. Zal, zlosc czy inne uczucia nie dzialaja na zasadzie:
          wylaczam guziczek i juz ich nie ma.
          Malo tego - czesto ten zal, zlosc sa jak najbardziej uzasadnione. I wrecz
          patologia byloby NIEodczuwanie ich w pewnych sytuacjach, a wypieranie ich w
          sobie powodowaloby jeszcze wieksze szkody dla nas niz brak Twego blizej
          niezidentyfikowanego ''wybaczania''.
          Swoja droga, wiekszosc terapeutow poleca na odwrot, czyli przezyc te uczucia
          jeszcze raz, do konca. I wtedy latwiej sie ich pozbyc. A przynajmniej ich
          wielkiego ladunku emocjonalnego. Bez zadnego mistycznego i hokuspokus-
          podobnego ''wybaczania''.

          Piszesz takze: ''Ilez to razy obwiniamy siebie, czujemy sie winni, bo cos sie
          nie udalo. Bardzo czesto nie potrafimy powiedziec sobie ze nic sie nie stalo,
          ze nastepnym razem bedzie lepiej.''
          I dalej o potrzebie wybaczanie samemu sobie swoich niedoskonalosci /swoja droga
          nie rozumiem, czemu Ty rownie uparcie piszesz Sobie z duzej litery ;)/ A
          przeciez to jest to samo, co ja napisalam wczesniej w tym samym watku! O
          akceptacji samego siebie po prostu, z calym dobrodziejstwem inwentarza wlasnej
          osobowosci, bez jakichkolwiek elementow wybaczania sobie samemu, bo w sumie
          niby za co i dlaczego??? Bez wprowadzania jakichkolwiek elementow winy,
          wybaczania, a byc moze i karania.
          Czyli - faszerujesz nas swoimi gotowymi magicznymi formulkami, nie zwracajac
          nawet uwagi na to, co w dyskusji wczesniej zostalo powiedziane. Po prostu jak
          zacieta plyta CD bezustannie brzeczaca swoja mantre ;)
      • log222 Re: Tzw. wybaczanie 09.06.06, 19:07
        Wydaje mi się, że prostą drogą do wybaczenia (nic na siłę oczywiście) jest
        zrozumienie. Ujrzenie pijącego rodzica jako osobę chorą, skrzywdzoną. Empatia.
        Postawienie go na swoim miejscu.
        Wydaje mi się (bo nie znam żadnych faktów na ten temat), że w "tamtych" czasach
        troska o zdrowie psychiczne była na nieco niższym poziomie. Teraz jest net,
        anonimowo i ukradkiem można poszukać odpowiedzi na trapiące nas pytania. I np.
        swoich rodziców postrzegam jako "nieuświadomionych", a przez to skrzywdzonych.
        A czy chcą być uświadomieni to już ich działka, ja umywam ręce, chcę ratować
        siebie. Przynajmniej na dobry początek.
        • konwalia1234 Re: Tzw. wybaczanie 09.06.06, 19:55
          Witaj, Log222 :)
          Twoj pomysl na probe zrozumienia pijacych rodzicow i widzenia ich jako osoby
          chore nie jest z pewnoscia zly. Bo alkoholizm jest choroba.
          Podoba mi sie Twoje zdrowe podejscie, by ratowac w pierwszym rzedzie siebie :)
          zdrowy egoizm jest potrzebny nam wszystkim :)

          Tyle, ze moja sytuacja jest nieco inna. Nie jestem DDA, lecz pochodze z
          przedziwnie zaburzonej rodziny bez problemow alko. Rodziny pozornie znakomicie
          funkcjonujacej w spoleczenstwie, z wyzszym wyksztalceniem etc.
          Wiec tym bardziej trudno jest mi zrozumiec, a jeszcze trudniej wybaczyc /o ile
          jest to w ogole mozliwe/ nienormalne zachowania osob pozornie normalnych i
          nieglupich. W dodatku zachowania podprawione niestrawnym w swej bigoterii
          ciezkim bogobojnym sosem ;) Empatie mam spora, ale widac niewystarczajaca w tym
          wypadku. Tym bardziej, ze gra pozorow i rodzinny teatrzyk cieni odgrywany jest
          po dzis dzien i wszelkie niesmiale proby mojej rozmowy na temat zaszlosci
          koncza sie w klasyczny sposob zamiatania pod dywan i ponownego sprowadzania
          mnie do roli problemu w rodzinie...
          Zycze Tobie powodzenia w pracy nad Twoim zyciem :)

          Pozdrawiam
          Konwalia
        • mskaiq Re: Tzw. wybaczanie 10.06.06, 06:59
          Kiedy chce zrozumiec druga osobe Log22 zawsze stawiam siebie w takiej pozycji w
          jakiej jest ta osoba. Wtedy latwiej zrozumiec.
          Jest tylko jeden problem, jest bardzo wiele ludzi ktorzy nie umieja wybaczyc
          sobie. Wtedy postawienie siebie w roli drugiej osoby nie pomaga. Pojecie
          wybaczenia nie istnieje, jest niezrozumialym belkotem a kazda osoba ktora pisze
          o wybaczeniu niczego nie rozumie. Jest tylko jedna prawda, trzeba oddac sobie i
          kazdemu innemu, trzeba oddac kazde uderznie.
          Wybaczenie sobie to jedna z najtrudniejszych lekcji, trzeba sie jej nauczyc,
          nie ma ona nic wspolnego z kosciolem czy religia. Wybaczenie jest kwestia
          przetrwania bo oddajac sobie za kazdy blad zniszczymy siebie, nie mozna karac
          siebie, trzeba wybaczac bo wtedy wszystkiemu jestesmy winni my.
          Serdeczne pozdrowienia.
          • januszek96 Re: Tzw. wybaczanie 10.06.06, 08:47
            Faktycznie się zaciełaś .... :-)) Ale to co piszesz jest bardzo pouczające. Ja
            znam tę przedstawioną forme ...... jak przebaczyć . Byłem nawet swojego czasu
            nią zafascynowany , a znam ją z "kręgów katolickich" . To było całe opracowanie
            na temat przebaczenia. Można z niego coś "wyciągnąć" np. że jesteśmy związani
            emocjonalnie z osoą która nas skrzywdziła , i "przebaczyć" to znaczy puścić ją
            wolno ( idź do diabła nie chcę cię więcej znać)...... Tu rozpatrujemy krzywdy o
            dużym ciężarze gatunkowym , krzywdy wyrządzone dzieciom ....... jak wyciągałem
            rączki do rodzica , a on te rączki uderzył !!! To malutkie skrzywdzone dziecko
            we mnie , nie ma zamiaru oddawać , bo nie umie..... A jak mam wybaczyć sobie ,
            to że byłem dzieckiem niechcianym ? Propozycja aby postawić ofiarę w roli kata ,
            aby kata zrozumieć i mu przebaczyć !....jest obłędna.....
            • mskaiq Re: Tzw. wybaczanie 10.06.06, 10:23
              Kiedy nie przebaczysz Sobie to jestes katem samego siebie, dzialasz przeciwko
              Sobie jak te osoby ktorym nie mozesz wybaczyc.
              Mozna w taki sposob zniszczyc siebie, wielu osobom sie to udalo. Jesli chodzi o
              to ze nie byles chcianym dzieckiem to przeciesz nie jest to Twoja wina,
              dlaczego ja Sobie przypisujesz.
              Mysle ze stawianie siebie w roli kata samego siebie i dzialanie przeciwko sobie
              to bardziej szkodliwa alternatywa niz postawienie siebie w roli kata aby
              zrozumiec dlaczego sam dzialam przeciwko sobie.
              Serdeczne pozdrowienia.
            • kwiatek.anyzku Re: Tzw. wybaczanie 10.06.06, 10:41
              Chyba nie rozumiem. Czy wybaczenie = rozgrzeszenie?
              Ilekroc probowalam zrozumiec mojego ojca konczylo sie to na tym, ze widzialam go
              jako biednego, pokrzywdzonego przez los czlowieka, ktory niszczy najblizsze mu
              osoby bo inaczej nie umie. Widzialam go jako produkt toksycznej rodziny, ktorej
              sam byl ofiara. Ogarniala mnie wowczas ogromna milosc dla tego czlowieka,
              wybaczalam mu i rozgrzeszalam go
              a wtedy on jak zwykle znienacka dowalal mi po swojemu tak, ze dlugo nie moglam
              sie pozbierac.
              Mysle, ze wybaczyc i rozgrzeszyc mozna tych, ktorzy zdali sobie sprawe, ze
              krzywdza, ze to oni maja problem. I chca lub przynajmniej probuja to zmienic.

              Moj ojciec gloryfikuje swoich rodzicow a niszczy mnie, moja mama i brata,
              rozsiewa wokol siebie jad i nienawisc. Jednoczesnie uwaza sie za bardzo praweego
              i dobrego czlowieka.

              Mimo, ze od 15 lat probuje wytlumaczyc mu ze ma problem i probowal to zrobic
              psycholog, kiedy pierwszy raz trafilam do niego i kazal mi przyjsc z rodzicami.
              Od razu odkryl, ze to ojciec jest problemem w tej rodzinie.
              Tylko ze moj ojceic nie chce sobie pomoc. Jest swiecie przekonany ze to on jest
              dobry a raeszta swiata zla.
              I koniec. jest niereformowalny i gluchy na wszelkai dialog.

              Pomimo nauczek, bardzo dlugo wybaczalam ojcu. Doszlo do tego, ze sama znalazlam
              sie w fatalnym stanie. Ja wybaczalam a ojciec mnie dobijal. Nie czulam
              nienawisci do siebie (sobie nauczylam sie wybaczac juz dawno).
              Tylko czulam, jak jedna z najblizszych mi osob zieje do mnie jadem i zadaje mi
              bol z premedytacja.

              Pomoglo mi dopiero wtedy gdy przestalam wybaczac ojcu i go rozgrzeszac i
              usprawiedliwac, ale ZAAKCEPTOWALAM fakt, ze on sie nie zmieni, BO NIE CHCE.
              I kiedy zrozumeilam, ze musze chronic siebie, ze po kazdym jego wyskoku on po 5
              minutach zapomina a we mnie to zyje i zatruwa.

              Ucze sie tego, i zyje mi sie znacznie lepiej.

              A przy okazji:
              Pedofilom tez trzeba wybaczac?
              Stawiac sie w ich polozeniu?
              Zrozumiec ich?
              Wspolczuc?
              • mskaiq Re: Tzw. wybaczanie 10.06.06, 11:48
                To co piszesz jest przykladem braku wybaczenia sobie. On nie umie wybaczyc
                Sobie, jesli popelni blad i uzna ze to jest Jego to dowali Sobie tak samo jak
                wszystkim wokol. On uwaza ze kazdy niepowodzenie musi byc ukarane.
                Zwykle tacy ludzi kiedy cos nie wyjdzie nie szukaja przyczyny, znaja ja. To
                jest wina corki, zony, moja, swiata i trzeba ukarac siebie albo innych.
                Gdyby umial wybaczyc sobie to poszukalby bledu, znalazlby go i rozwiazal sprawe
                ale taka osoba nigdy tego nie zrobi.
                Piszesz ze gloryfikuje Swoich Rodzicow, to normalne, rozumie ich, ma ten sam
                punkt widzenia. Nie lubi Twojej filozofi, jest w Tobie milosc, u Niego jest
                wiecej nienawisci.
                Milosc przeszkadza, kiedy sie pojawia wtedy pojawia sie rowniez potrzeba
                wybaczenia, on ja odrzuca, to mogloby zmienic wszystko w jego zyciu.
                Piszesz ze nigdy sie nie zmieni. Mysle ze zawsze jest nadzieja i szansa. Ta
                szansa jest milosc. Moze to byc wnuk ktorego bardzo kocha. Moze sie pojawic
                wybor pomedzy ukaraniem a wybaczeniem. Ta milosc moze byc tak silna ze zamiast
                ukarac wnuka przytuli go. Wtedy pojawia sie wybaczenie i wtedy zmienia sie w
                zyciu czlowieka wszystko.
                Serdeczne pozdrowienia.
                • kwiatek.anyzku Re: Tzw. wybaczanie 10.06.06, 12:10
                  To bardzo idealistyczne, ale moj ojciec nie zrozumie i sie nie zmieni.
                  Wrecz przeciwnie- jest z nim coraz gorzej.

                  Wiec w zasadzie to nie ma znaczenia jak nazywa sie proces ktory w nim zachodzi,
                  czy jest to brak wybaczenia sobie czy cokolwiek innego.
                  On jest stracony.
                  Trudno. Przestalam odczuwac potrzeba ratowania go.
                  Znam go na wylot i niestety wlasnie to przetrawiam emocjonalnie, bo rozumowo juz
                  dawno to zrobilam.

                  Niemniej uwazam, ze takich ludzi powinno sie zsylac na bezludna wyspe.

                  Teraz ratuje siebie i moja corke.
                  Moj ojciec jest calkiem dobrym dziadkiem, ale niestety juz widze male symptomy
                  alarmujace mnie.
                  Kiedy tylko mala bedzie troche starsza i bedzie miec wlasne zdanie, ktore bedzie
                  mozna traktowac "powaznie" odtraci ja. I bedzie jaj wmawial, ze nie ma wlasnego
                  zdania tylko ja ja napuszczam czy cos w tym stylu.

                  Wlasne zdanie na dowolny temat wyrazone nawet najdelikatniej jest dla mojego
                  ojca zamachem na niego samego. Nawet jesli na przyklad dotyczy roznicy odczuc na
                  temat pogody lub innego niewinnego tematu.

                  A ja uswiadomiwszy to sobie naprawde, po raz pierwszy w zyciu obserwuje wyrazne
                  zmniejszenie agresji ukierunkowanej na siebie i zlych reakcji. I wyrazne
                  zmniejszenie napiecia.
                  I oby mi tak zostalo.
                  • mskaiq Re: Tzw. wybaczanie 10.06.06, 12:45
                    Jesli chodzi o Twoja Corke to Ona moze go zmienic, milosc do Niej moze dokonac
                    tego co nie udalo sie Tobie ani Twoim bliskim. Mnie zmienila milosc, wszystko,
                    moje pojecie swiata, zycie.
                    Ciebie tez zmienia milosc, kiedy jestes pod jej wplywem szukasz kontaktow z
                    Ojcem, czujesz ze Go kochasz, chcesz Mu wybaczyc i pomoc. On potrzebuje pomocy,
                    ta jego sila jest oparta na strachu, nie potrafi sie jemu oprzec.
                    Serdeczne pozdrowienia.
                    • kwiatek.anyzku Re: Tzw. wybaczanie 10.06.06, 12:56
                      Mskaiq, moje corka nie moze go zmienic. Nikt nie moze. To nierealne. Zeby kogos
                      kochac trzeba najpierw kochac siebie. Teorie teoriami ale w praktyce jest
                      zupelnie inaczej. Ja pisze o swoim konkretnym przypadku, znanym mi na wylot i
                      uwierz mi ze wiem co mowie.

                      Poza tym, nie wiesz, ze zeby komus pomoc, ta osoba musi tego chciec?
                      Nie pomozesz narkomanowi, ktory nie che ptrzestac cpac, ani alkoholikowi ktory
                      nie chce przestac pic.
                      A cala milosc z jaka wyjdziesz na dloni do tej osoby zostanie wdeptana w bloto z
                      wprostproporcjonalnym ladunkiem jaki zawierala.

                      Najlepsze co moglabym zrobic to odseparowac sie calkowicie od ojca.
                      I tyle.
                      I ubolewam, ze chwilowo nie moge tego uczynic.
                      • mskaiq Re: Tzw. wybaczanie 10.06.06, 13:56
                        Moj Syn byl narkomanem, byl agresywny, nie do zniesienia. Ilez razy chcialem Mu
                        powiedziec aby sie wyniosl z domu, nie respektowal nikogo, terroryzowal. Nie
                        wyrzucilem Go z domu. Nie mialem zadnej nadziei ze sie zmieni to byla
                        beznadziejna sprawa ale postanowilem ze jesli ma zginac to niech ma wlasny kat,
                        jedzenie, czysta posciel i ubranie.
                        Jednego dnia wywalil z domu Swoich kolegow i przestal brac narkotyki. Akurat
                        byl to czas wakacji, pojechalismy wtedy nad Ocean i rozmawialismy, po raz
                        pierwszy od paru lat. Byl znow dzieckiem, chcial sie przytulic, potrzebowal
                        wiele milosci to byl strasznie trudny czas dla Niego.
                        Moj Syn juz nie jest narkomanem, jest mlodym pelnym optimizmu i radosci
                        czlowiekiem.
                        Wiem ze gdybym wyrzucil Go z domu, zginalby, bo nie mialby nic do czego moglby
                        wrocic, zostalby sam ze Swoimi problemami.
                        Serdeczne pozdrowienia.
                        • kwiatek.anyzku Re: Tzw. wybaczanie 10.06.06, 14:11
                          To bardzo chwalebne. Gratuluje ze Ci sie udalo wygrac miloscia.
                          Jednak widze pewna roznice. Narkotyki sa ucieczka, namiastka czegos. Do pewnego
                          momentu wolaniem o pomoc.
                          Poza tym, jesli ktos bierze to wszytsko wskazuje na to, ze jest to "wina"
                          rodzicow. Wiec to logiczne ze rodzice moga to odwrocic lub z tym wygrac.
                          Poza tym, to Twoj syn podjal dezycje. Piszesz, ze jednego dnia wywalil swoich
                          kolegow.

                          Ja nie moge odwrocic 72 lat zycia mojego ojca i nauczyc go byc dobrym
                          czlowiekiem- chocbym nie wiem co zrobila. Chciaz bardzo dlugo sie ludzilam, ze
                          moge.
                          Nie zawsze mozna pomoc. Nie zawsze.
                          Jedyne co ja moge zrobic to pomoc sobie i mojej corce. Wychowac ja w milosci i
                          szacunku. I izolowac od toksycznych sytuacji. Co tez staram sie czynic.

                          Krsnamurti powiedzial ze "gdybysmy naprawde kochali swoje dzieci na swiecie nie
                          byloby wojen". I mysle, ze to swieta prawda. Czlowiek ktory wyrasta w poczuciu
                          szacunku, milosci, akceptacji i zrozumienia nie czuje potrzeby by robic sobie
                          lub innym krzywde.
                          • mskaiq Re: Tzw. wybaczanie 10.06.06, 14:55
                            Narkomania nie jest wina rodzicow, moj Syn chodzil do dobrej prywatnej szkoly i
                            tam spotkal kolegow ktorzy Go wciagneli. Najczestsza przyczyna narkomani jest
                            ciekawosc. To nie jest ucieczka przed problemami to raczej zabawa, narkotyki
                            przynosza sensacje a pozniej wciagaja i wtedy trudno sie tego pozbyc.
                            Czesto w zyciu dzieja sie rzeczy bez przyczyny, zbieg okolicznosci, glupota,
                            ciekawosc, nie ma winnych. Mysle ze nie sposob jest ochronic wlasne dziecko,
                            zawsze moze pojawic sie sytuacja ktorej nie mozna przewidziec czy zapobiec.
                            Codziennie odwozilem i odbieralem moje dzieci ze szkoly, mimo to nie bylem w
                            stanie zapobiec narkomani. Jedyny pewny sposob to calkowita izolacja dzieci od
                            swiata ale to nie ma sensu.
                            To dziecko musi umiec sie bronic, rozumiec co jest wazne a co nie i jak
                            wybierac. Izolujac dziecko od trudnych spraw nie pomagamy. Im wiecej dziecko
                            rozumie tym lepiej dla Niego. Jesli chodzi o milosc do dzieci to musi byc ona
                            madra, czesto milosc potrafi byc slepa i wtedy przynosi bardzo wiele szkody.
                            Napisalas w poprzednim poscie ze bez pokochania siebie nie mozna kochac innych.
                            Mysle ze to nie jest prawda, czesto zdarza sie ze ktos kto nie kocha siebie ale
                            potrafi pokochac inna osobe. To jest ta nadzieja na zmiane, ale trzeba dac
                            szanse, kiedy odbierzesz nie bedzie zmiany.
                            Serdeczne pozdrowienia.
                            • konwalia1234 Re: Tzw. wybaczanie 10.06.06, 15:39
                              Pare uwag nt. dotychczasowych postow.
                              Kwiatku, dobrze, ze juz jestes na nogach :) Czyzby pierzynka pomogla? :P
                              A na bardziej serio: z Twojego opisu wyglada, ze Twoj problem rodzinny jest
                              nieco podobny do mojego. I rownie nierozwiazywalny. Bo pewnych ludzi sie nie
                              zmieni, ba!, nawet nie zrozumie... Wiec masz racje, myslac o ratowaniu samej
                              siebie i swojej coreczki.
                              A swoja droga proponowana przez Ciebie odludna wyspa dla tego typu osob, dosc
                              predko by sie chyba zaludnila ;) Ja przynajmniej moge tam natychmiast kilka
                              osob podeslac ;)

                              Mskaiq: gratuluje rozwiazania problemow syna w tak korzystny sposob.
                              Z czy to przypisywac twoim werbalnym czarom, czy moze rozsadkowi syna, nie nam
                              oceniac...
                              Zapominasz jednak, ze sytuacja przez ciebie opisana jest odwrotna do
                              poruszanych tutaj problemow. Ty wystepujesz jako rodzic swgo syna, i wtedy i
                              wybaczanie, i milosc wobec wlasnej progenitury jest jak najbardziej na miejscu.
                              Spojrz jednak na nazwe tego forum: Dorosle *Dzieci* Alkoholikow /podkreslenie
                              moje/. Czyli zupelnie inny uklad i podzial rol. Nie dzwoni zaden dzwonek?
                              Czy mam ponownie objasniac, ze dziecko jest zalezne od swoich rodzicow, takze
                              emocjonalnie? Ze obowiazkiem rodzica jest to dziecko przeprowadzic w miare
                              bezpiecznie do stanu doroslosci? Rozwijajac go, a przynajmniej mu nie szkodzac?
                              Ze nawet w twoim pelnym milosci i wybaczania swiecie znajduja sie potwory,
                              ktorych ani nie zmienisz ani nawet nie oswoisz??
                              Otworz oczy i wyjdz ze swojej bajki....

                              Ponownie stwierdzam, ze z zarliwoscia neofity powtarzasz mechanicznie jak
                              automat, swa mantre o wybaczaniu /teraz wzbogacona o elementy milosci ;)/,
                              ktora ma sie nijak do rzeczywistosci. Brzmi to w dalszym ciagu dla mnie jak
                              nachalne trajkotanie sekciarzy. Albo, ze ktos ci placi za powtarzania w kolko i
                              na okraglo tego samego, niezaleznie od okolicznosci czy rozwoju dyskusji.
                              To zrob moze lepiej jawna reklame, jaka firme reprezentujesz i bedzie wtedy
                              wszystko jasne ;)

                              A wracajac do dyskusji: unikasz pytan, ktore m.in. ja postawilam konkretnie,
                              unikasz bezposredniej odpowiedzi do mnie, szukajac innych mniej lub bardziej
                              wdziecznych sluchaczy dla twych przewidywalnych tekstow. Pomijasz te glosy w
                              dyskusji, ktore nie potwierdzaja twego /?/ zdania, dobierajac sobie rozmowcow,
                              ktorzy sa mniej krytyczni. Dla mnie jest to potwierdzeniem tego, ze nie
                              potrafisz swego zdania obronic wobec krytyki,
                              I dlatego, drogi apostole wybaczania, milosci i bog /nomen omen ;)/ wie, jakich
                              jeszcze akrobacji werbalnych :)twoja mechaniczna mantra ma dla mnie jeszcze
                              mniejsza wartosc.
                              • kwiatek.anyzku Re: Tzw. wybaczanie 10.06.06, 17:19
                                Konwalio, nie do konca jestem na nogach. Dopadl mnie jakis kosmiczny wirus, mam
                                na raz objawy grypy, anginy, zapalenia krtani i spojowek. W necie sporo osob sie
                                na to skarzy :( Chociaz dzis juz mi troszke lepiej. Ale praktykuje Twoje rady :)
                                I chcialam Ci podziekowac za to co napisalas.
                                Wyrazilas wszytsko to, czego ja nie potrafilam/nie umialam/balam sie.

                                Mskaiq, nie wiem, skad pochodzi Twoja wiedza na temat naroktykow.
                                Nie czuje sie na silach, zeby przeprowadzic wywod, ale temat i jego mechanizmy
                                znam bardzo dobrze i zapewniam Cie, ze dziecko ktore ma poczucie bezpieczenstwa
                                psychicznego i ugruntowane poczucie wlasnej wartosci oraz ma wytyczone przez
                                rodzicow granice po narkotyki nie siegnie.
                                I mowienie, ze w domu bylo dobrze ale to koledzy sprowadzili na zla droge jest
                                niedorzeczne. Jesli ktos ma dobry kontakt ze swoim JA nie jest zewnatrz
                                sterowny. Nie ma takiej sily, ktora kazalaby mu sluchac kolegow.
                                Moj ojciec jest za to dokladnie takiego zdania jak Ty.
                                Pamietam jak bardzo czesto mawial, ze robie wszytsko pod wplywem kolezanek. Ze
                                kolezanki mna rzadza. Nie mam pojecai skad wyciagal takie wnioski. Czulam sie
                                wtedy potwornie bezsilna bo nie moglam udowodnic ojcu ze jest inaczej. On nie
                                chcial sie wysilic zeby to sprawdzic, uznal ze jego teoria jest jedyna sluszna.
                                Nie dawal mi prawa decydowac o sobie tylko wmawial, ze o wszuskim co robie
                                decyduja kolezanki. Tak jakbym ja nie maiala wlasnego rozumu. Byla to oczywiscie
                                wierutna bzdura. Na marginesie- zaowocowalo to tym, ze do tej pory nie dowierzam
                                w swoja moc sprawcza. Chociaz wiem,ze ja mam.
                                Owszem, z wieku nastu lat poczucie identyfikacji z grupa jest wazne ale jesli
                                ktos ma ugruntowane poczucie wlasnej wartosci, zadna grupa nie jest w stanie mu
                                zagrozic. A ze ciekawosc? Ja tez probowalam naroktykow. Sprobowalam, zaspokoilam
                                ciekawosc i tyle. Zanim sprobowalam, przeczytalam wszuyskio co bylo dostepne na
                                ten temat. I mimo mojego bardzo nadwotlonego poczucia wartsoci i bezpieczenstwa,
                                nie dalam sie w nie wciagnac, ani sobie ani namaiwiajacemu mnie kolezenstwu.

                                Przy okazji polecam Ci lekture: www.narkomania.gov.pl/broszura05.pdf
                                I gdybym chciala byc zlosliwa, powiedzialabym, ze jesli tak rozmawiales ze swoim
                                synem jak z nami, czyli wciaz powtarzajac swoja teorie i unikajac odpowiedzi na
                                niektore aspekty (vide post Konwalii) to nie dziwne...
                                Chwala Ci ze zdolales to odkrecic, naprawde takie cos zasluguje na duzy szacunek.
                                Niemniej nie zgadzam sie z Toba.
                                • konwalia1234 Re: Tzw. wybaczanie 10.06.06, 18:29
                                  Kwiatku, oj to niedobrze, ze jeszcze nie jest dobrze ze zdrowkiem :/ Ale mam
                                  nadzieje, ze Ci szybko przejdzie, bo naprawde szkoda lata na chorowanie /nie
                                  wiem, jak w PL, ale u nas sie wreszcie zaczelo dlugo oczekiwane lato :)/.
                                  A mysle tez, ze Twoj obecny stres, o ktorym kilka razy pisalas wczesniej, tez
                                  oslabia organizm i czyni go bardziej podatnym na obrzydliwe wirusidla...

                                  Co do mego /i Twego :)/ postu: faktycznie sie jakos uzupelniamy :) Bo ja tez,
                                  piszac do naszego Apostola ;) chcialam jeszcze dodac pare slow m.in. o
                                  narkotykach i ''zlym wplywie kolegow''. Moj post stalby sie jednak wowczas
                                  jeszcze dluzszy, zmniejszajac tym bardziej szanse na to, ze adresat by go w
                                  ogole przeczytal ;)

                                  A na bardziej powaznie - Twoj ojciec robinoy byl chyba ta sama sztampa, co moja
                                  rodzina... Paradoksalne jest to, ze nawet mimo podobienstw i prawdopodobnego
                                  zrozumienia sie, nie byliby sie w stanie ze soba dogadac, poniewaz kazda strona
                                  bronilaby do upartego swego wlasnego nadwatlonego ego ;)

                                  Moja nastolatkowa ucieczka z domu tlumaczona oczywiscie byla wplywem zlego
                                  towarzystwa ;) Tak jakby istniejace w zamknietych czterech scianach patologie
                                  nie istnialy w ogole ergo nie mialy wplywu na wszystkich uwiezionych w niej
                                  aktorach, mnie wlaczajac...
                                  A moja matka po dzis dzien potrafi komentowac dobor mych przyjaciolek ze szkoly
                                  podstawowej /przypominam, ze mam doroslego syna, wiec mozesz sie domyslac, ze
                                  bylo to *dosc* dawno temu ;)/. Szczegolnie jednej z nich, ktorej jedyna wada
                                  bylo semickie pochodzenie.
                                  Lub jeszcze do niedawna jej krucjaty do moich polskich przyjaciolek,
                                  by ''Konwalia wreszcie pogodzila sie z siostra, bo ta Konwalia to taka
                                  obrazalska nie wiadomo o co''. Smieszne? Tak! Zalosne? Tym bardziej. Budzace
                                  jakokolwek empatie? Absolutnie nie! Co najwyzej radosc z faktu, ze opuscilam to
                                  bagno wiele lat temu;) Ale spektakl jest i tak odnawiany podczas mych wizyt w
                                  PL. Wiec rozumiem Twoja chec oddalenia sie od Twoich rodzinnych toksycznosci i
                                  szkoda wielka, ze jak piszesz, nie jest to na razie mozliwe.

                                  Pisalas o wychodzeniu z miloscia do ojca i jej brutalnym niszczeniu przez
                                  niego.To klasyczna sytuacja walenie glowa w mur, z ktorej wynika jedynie
                                  nabijanie coraz wiekszej ilosci guzow. I rosnaca frustaracja, calkowicie
                                  zreszta zrozumiala. Plus bezsilnosc - a cala taka mieszanka nie stwarza
                                  najmniejszych chocby podstaw do wybaczania...

                                  Czytalam w Twoich innych postach, ze masz w ogole dosc skomplikowana aktualna
                                  sytuacje. Mam jednak szczera nadzieje, ze - byc moze powolutku, ale skutecznie -
                                  zacznie Ci sie ukladac.
                                  I - absolutnie nie w ramach nieproszonych dobrych rad, ktorych ja sama
                                  serdecznie nienawidze - moze bys jednak powrocila na silownie/fitness, gdy
                                  wirus juz sobie pojdzie? Zawsze to jakis poczatek, a przynajmniej sposob na
                                  pozbycie sie czesci napiec...

                                  Pozdrawiam serdecznie i jak najrychlejszego ozdrowienia zycze :)
                                  Konwalia
                                  • januszek96 Re: Tzw. wybaczanie 10.06.06, 22:54
                                    Konwalio , Kwiatku imponujecie mi ! :-) Msqite przestał pisać regułkami i trochę
                                    się wyjaśniło. To potwierdza tezę o wybaczeniu innym , aby i mi wybaczono. Ma to
                                    znaczenie przy błędach o mniejszym znaczeniu gatunkowym. Ale nie w przypadku
                                    DDA. Niszczenie dziecka to zbrodnia ! Takich zbrodni się nie wybacza ,tylko
                                    potępia ! Tylko jednoznaczne potępienie , może przerwać ten dramat pokoleń !
                            • januszek96 Re: Tzw. wybaczanie 12.06.06, 00:51
                              >> Codziennie odwozilem i odbieralem moje dzieci ze szkoly, mimo to nie bylem w
                              stanie zapobiec narkomani << Może właśnie dlatego ...... Często tzw. miłość
                              rodzicielska przeradza się w nadopiekuńczość , która jest niczym innym jak
                              przejawem nadmiernej kontroli , wtedy w kontrolowanym dziecku pojawia się
                              wszechobecny strach , przecież odnosi wrażenie , ze wszystkie sfery jego życia
                              są kontrolowane przez rodzica .....który wręcz twierdzi - Ja nawet wiem , co ty
                              myślisz ! Przerabiałem to z moją matką ...... naturalnym odruchem była
                              ucieczka. Ja uciekałem coraz dalej w świat fantazji , potem w alkohol....
      • jazz-use1 Re: Tzw. wybaczanie 11.06.06, 05:39
        przeczytawszy parę postów z tego wątku, stwierrdzam co następuje:
        wybaczyć? "NEVER"

        ostatnio się złąpałem na tym, że zacząłem swoją - tfu - matkę usprawiedliwiać.
        aż mi sie niedobrze zrobiło. jeśli mam zacąć od wybaczenia sobie, to nie, ja to pieprzę - wybaczenie sobie błędów postrzegam jako przyzwolenie na popełnianie ich w przyszłości.
        wybaczyć matce? - NEVER!!!! gówno mnie to obchodzi, czy miałą w domu sranie, czy też nie.ja bynajmniej nie zamierzam sobie z teog powodu dawać fory. było kiepsko ? trudno, bierz, jezus, dupe w troki i weź się za siebie.a na bilanse przyjdzie czas później.
      • mskaiq Re: Tzw. wybaczanie 11.06.06, 07:09
        Zawsze istnieja dwa rozwiazania. Mozna wybaczyc i zapomiec a mozna pamietac i
        nie zapominac. Jest to wybor pomiedzy miloscia a nienawiscia. Mozna nie chciec
        rozumiec najblizszych osob, mozna powiedziec ze nigdy nie wybacze matce ani
        ojcu bo wybieram nienawisc bo to jest lepsza droga.
        Zawsze w zyciu stajemy przed wyborem, ja wybieram wybaczenie bo wtedy pozbywam
        sie nienawisci, znika zla pamiec, zyje dobrymi wspomieniami, nie mam nic co
        wywoluje we mnie zlosc i niechec.
        Nie chce aby moje zycie obciazala przeszlosc, mozna sie jej pozbyc a mozna nia
        z zyc. Wybaczajac pozbywam sie zych mysli, zlosci, nienawisci i przeszlosci
        zyje przyszloscia ktorej nic nie obciaza.
        Serdeczne pozdrowienia.
        • kwiatek.anyzku Re: Tzw. wybaczanie 11.06.06, 09:43
          To co napisales brzmi jak definicja wypierania a nie wybaczania.
      • avventura Re: Tzw. wybaczanie 11.06.06, 10:45
        "Jedną z najbardziej niebezpiecznych rzeczy związanych z przebaczeniem jest to,
        ze hamuje ono zdolność uwolnienia powstrzymywanych, stłumionych emocji. W jaki
        bowiem sposób mozesz wyrazić swoją złość na rodzica, któremu juz wybaczyłeś?
        Odpowiedzialnością można obarczyć albo ludzi, którzy Cię zranili, albo tez
        siebie samego. Ktoś musi być odpowiedzialny. A zatem mozesz wybaczyć swoim
        rodzicom i dojść do tego, ze bardziej znienawidzisz siebie." (..)

        "Ludzie mogą przebaczyć toksycznym rodzicom, ale powinno to stanowić
        uwieńczenie, a nie poczatek ich emocjonalnego oczyszczenia. Ludzie potrzebują
        wściekania się o to , co im sie przydarzyło. Potrzeba im rozpaczania nad tym,
        ze nie zaznali miłości rodzicielskiej, o którą tak zabiegali. Muszą zaprzestać
        pomniejszania i niedoceniania krzywd jakie im wyrzadzono." (...)

        "W tym momencie mozesz pomysleć i ma to swoje uzasadnienie, że jeśli nie
        przebaczysz swoim rodzicom, to będziesz trwał w zacieciu i złości przez resztę
        twojego życia. W rzeczysistości jest zupełnie odwrotnie. Przez lata praktyki
        przekonałam się, że emocjonalny i umysłowy spokój przychodzi w rezultacie
        uwolnienia się od kontroli toksycznych rodziców, bez konieczności przebaczania
        im. Uwolnienie pojawi się wówczas, gdy doświadczysz uczucia urazy i żalu gdy
        przerzucisz całą odpowiedzialność na barki rodziców, czyli tam gdzie
        rzeczywiście powinna spoczywać."


        I na koniec jeszcze to z czym mam chyba największy problem.... i myślę, że
        wszystkie DDD własnie z tym sie borykają:
        "Musisz uwolnić sie od odpowiedzialności za bolesne doznania twojego
        dzieciństwa i obraczyć odpowiedzialnością za nie kogo należy."

        Niby to proste i oczywiste....
        jestem świadoma, że moje dzieciństwo i ogólnie relacje z rodzicami po dziś
        dzień są i były krzywdzące dla mnie w wielkim stopniu...
        tylko kurde jak to zrobić, żeby w końcu przestać się zadręczać swoimi myślami i
        wygnać z siebie tego krytyka, rodzica, który siedzi w głowie... jak naprawdę
        sprawić, żeby to skrzywdzone dziecko we mnie czuło się zawsze pewnie,
        bezpiecznie i kochane?
        na pewno się da:) tylko potrzebny czas i praca...

        pozdrawiam wszystkich!

        Cytaty pochodzą z książki Susan Forward pt."Toksyczni Rodzice".
        • mskaiq Re: Tzw. wybaczanie 11.06.06, 11:51
          Mysle ze bez przebaczenia ciagle mamy te emocje, one nigdy nie odchodza bo nie
          chcemy aby odeszly, chcemy panietac ze ludzie skrzywdzili nas. Kazda mysl o
          przeszlosci wywoluje bol, zal, czesto zlosc albo placz.
          Wybaczenie nie tlumi emocji bo po wybaczeniu nie ma ich. Nie ma zalu, bolu,
          niecheci wiec nie ma niczego co mielibysmy tlumic. Wewnetrzny krytyk nie
          pracuje bo nie moze dzialac przeciwko Tobie, pozbylas sie przyczyny, nie moze
          wywolac w Tobie zalu bo go nie ma. Wewnetrzny krytyk moze dzialac tylko kiedy
          reagujemy na negatywne emocje, kiedy tego nie robimy nic nie moze wwolac bolu
          czy zalu. Wtedy jestes wolna.
          Serdeczne pozdrowienia.

          • jazz-use1 Re: Tzw. wybaczanie 11.06.06, 12:35
            nie, stary, ja tego nie kupuję.szanuję twój punkt widzenia, ale uważam, że to są duby smalone:)

            to tak jak z tym nadstawianiem drugiego policzka. niby ok, jesteśmy dobrzy, miłosierni, ale życie jakie jest taakie jest, i w naszym społeczeństwie tak się nie da., jak zobaczą, że nie oddajesz, to dostaniesz jeszcze większy wpierdol...dowodem na to są nasze doznania z dzieciństwa.
            nigdy nie wybaczę matce, że taki piekło mi zgfotowała i mam to w dupie, czy dzięki temu czuję się lepiej, czy nie...nie gotuję sięz tą nienawiścią, nie duszę się w sobie z tego powodu, mam ważniejsze rzeczy na głowie, ale jej nienawidzę
            i dobrze mi z tym

            i mam nadzieję, że kiedyś dane mi będzie się zemścić.....jakiś czas temu, musiałem ją wysłać do izby wytrzeźwień...jak ją, płaczącą policja odprowadzała, to jedyne co pomyślałem to "dobrze ci tak, suko"

            zajebiście sięczułem....
            • kwiatek.anyzku Re: Tzw. wybaczanie 11.06.06, 12:53
              "Toksyczni rodzice" Susan Forward cytowani przez Avventure to najlepsza i
              najbardziej pomocna ksiazka dla wszystkich DD.
              Wlasciwie mnie uratowala i byla moim kamieniem milowym w pracy nad soba.

              Wlasnie przymierzam sie do przeczytania kolejny raz.
              Polecam bardzo bardzo wszystkim, ktorzy jeszcze nie czytali.
            • januszek96 Re: Tzw. wybaczanie 11.06.06, 13:05
              To o czym pisze Msquit , to faktycznie wygląda jak wypieranie emocji.... Ja już
              to przerabiałem od wczesnego dzieciństwa.Wypierałem w głąb siebie zranione
              emocje.... Próbowałem zapomieć ? !! .....No i zapominałem , tak zapominałem , że
              dzisiaj mam trudnosci z wydobyciem tego ....a wydobyć muszę , bo to boli ,
              zawsze bolało .....i będzie boleć , jeśli tego nie wydobędę , nie potepie......
              Przeciez mi wmawiano , że krzywdzą mnie w dla mojego dobra ! Boże ! Co za absurd
              ! ...... znęcać się nad małym dzieckiem w imie jakiegos "dobra" .... I to
              powiedzenie funkcjonuje w społeczęństwie ....i co ciekawe ma się dobrze !
              Wydobędę te wszystkie krzywdy ,wykrzyczę , wypłaczę (bo nie miałem takiego
              prawa) obejrzę je i spróbuje wyrzucić ........Potem dowartościuję się , pozbędę
              się wszechobecnego lęku ,spróbuję się polubić ....zrobię jeszcze całą mase
              rzeczy dla siebie ....... a na sam koniec pomyslę o wybaczeniu. PS Msguit
              robisz fajną rzecz na forum , działasz na zasadzie kontrastu i dzięki temu można
              zwrócic uwagę na problem wybaczania. Dzięki ! Serdecznie pozdrawiam ;-))
              • januszek96 Re: Tzw. wybaczanie 11.06.06, 13:08
                Mskaiq ....o tak miałem napisać , sorry ..... nie możesz miec łatwiejszego nicku
                ? np. Mietek albo Jurek ?
                • kwiatek.anyzku Re: Tzw. wybaczanie 11.06.06, 13:18
                  Januszek, moze Twoje przeksztalcenie nicka Mskaiqa ma uzasadnienie we
                  freudowskich czynnosciach pomylkowych? :D
                  Mcquit mozna przetlumaczyc (w wolnym tlumaczeniu)jak Pan Schodzacy Ze Sceny :)
                  • konwalia1234 Re: Tzw. wybaczanie 11.06.06, 14:16
                    Mosquito /=komar/, czyli kolejna freudowska pomylka ;)
                    Bo lata po tym i innych forach, brzeczy nieznosnie, odgonic sie go nie da, a i
                    dyskusji z nim zadnej nie ma :) A i w tym brzeczeniu zadnej logiki nie ma ani
                    chociazby pozornej koherencji ;)
                    Mskaiq - ponownie robisz uniki, nie odpowiadasz na zarzuty czy punkty widzenia,
                    ktore burzylyby twoje brzeczenie ;) /vide post Kwiatka o narkomanii czy moje,
                    gdzie zadawalam pytania bezposrednio tobie/. Lek przed dysonansem poznawczym?
                    Poczytaj sobie teorie L. Festingera, to bedziesz wiedzial, o co chodzi, a moze
                    i sie przy okazji czegos nowego nauczysz ;)
                    I swoje wlasne wypowiedzi zmieniasz jak damy rekawiczki, a niektorzy panowie
                    gatki :) Raz dajesz dziecku prawo do przezywania zalu, a nawet obrony, za
                    chwile mu to prawo odbierasz. Raz rozumiesz poczucie zalu czy nawet nienawisci,
                    za chwile kazesz je wypierac. Zdecyduj sie, o co ci chodzi, jesli w ogole sam
                    to wiesz. Bo poki co szafujesz nas typowa ''salata slowna'', werbalna Niagara,
                    wodolejstwem jesli wolisz. Bo slow w tym duzo, a tresci zadnej.
                    Stoisz jak bezzebny starzec mamroczacy pod nosem swoje zdrowaski czy inne
                    woodoo ;) w kruchcie swiatyni milosci, wybaczania i paru innych bzdur, ktore
                    mowiac oglednie nie maja najmniejszego pokrycia w rzeczywistosci.
                    Nie czytasz wypowiedzi innych, nie starasz sie nawet zrozumiec tego bolu czy
                    uzasadnionej nienawisci do rodzicow, o ktorej pisze tu wiele osob.
                    Bawisz sie w nieproszonego Wujka Dobra Rada, ktory swoje rady bierze... no
                    wlasnie sama nie wiem skad.
                    Tak samo nie wiem, jakie wlasne problemy zalatwiasz sobie sam ta swoja
                    bezsensowna pisanina. Przekonananie o swej apostolskiej misji na tym swiecie?
                    Pranie mozgow innych? Oczyszczanie samego siebie z toksyn umyslowych i
                    emocjonalnych?
                    A zreszta who cares... ;)
                  • konwalia1234 Re: Tzw. wybaczanie- do Kwiatka 11.06.06, 14:18
                    Oj, w ferworze zapomnialam sie zapytac, jak zdrowko? Chyba troszku lepiej,
                    skoro na forum zajrzalas?
            • avventura Re: Tzw. wybaczanie 11.06.06, 13:15
              "Ludzie mogą przebaczyć toksycznym rodzicom, ale powinno to stanowić
              uwieńczenie, a nie poczatek ich emocjonalnego oczyszczenia."

              przebaczyć byłoby idealnie, ale najpierw trzeba się ze wszystkim uporać,
              potem przebaczyć!!!

              to fakt, że im więcej coś wzbudza w nas emocji, im wiecej o czymś myślimy, im
              bardziej chcemy to wyrzucic z pamięci itp... tym bardziej się z tym wiążemy...
              to taki proces nałogowca:) ja tak mam z paleniem na pryzkład... im bardziej
              chciałam rzucić tym więcej paliłam...:)

              przebaczenie, tak...
              ale w odpowiednim momencie, nie za wszelką cenę!!!
              • konwalia1234 Re: Tzw. wybaczanie 11.06.06, 14:58
                Avventura, dzieki za cytaty :) I w ogole za podanie info, ze taka ksiazka
                istnieje. Sprobuje poszukac, czy maja tez przetlumaczona na narzecze kraju ;),
                w ktorym mieszkam.
                I zgadzam sie, ze ew. przebaczenie powinno byc uwienczeniem calego procesu, a
                nie jego punktem wyjsciowym.
                Pozdrawiam
                Konwalia
      • mskaiq Re: Tzw. wybaczanie 12.06.06, 01:47
        Mysle Avventuro ze wybaczenie polega na pokonaniu wewnetrzego krytyka. Kiedy
        probujesz przebaczyc wewnetrzny krytyk, przypomi Ci i wywola zal nad Soba.
        Kiedy ulegniesz przestajesz myslec o wybaczeniu, czujesz sie skrzywdzona i to
        dominuje.
        Musisz pokonac ten zal, to trudna sprawa, wiele czasu zabralo mi pokonanie
        mojego zalu. Najpierw nauczylem sie rozpoznawac kiedy przychodzi, pozniej
        przygladalem sie jak mnie zalatwia, jak mu ulegam. Pozniej przestalem go
        akceptowac, przestalem go sluchac.
        Wewnetrzny krytyk potrafi rowniez wywolac nienawisc, jesli ja zaakcepyujesz to
        wewnetrzny krytyk znow wygral.
        Masz racje, najpierw trzeba się ze wszystkim uporać, potem przebaczyć!!! Na tym
        polega wybaczenie, samo powiedzenie wybaczam nie zmienia niczego.

        Konwalio1234 jesli stawiasz mi zarzuty to czy mozesz skopiowac to co napisalem
        i przedstawic z czym sie nie zgadzasz albo nie rozumiesz.
        Wtedy bede w stanie wyjasnic co mysle i jak pogodzioc jedna wypowiedz z
        druga.

        Jesli chodzi o zapomienie Januszek96 to wybaczenie nie polega na zapomieniu,
        pamiec zawsze wraca a razem z nia emocje. Wybaczenie polega na pokonaniu tych
        negatywnych emocji o ktorych piszesz. Twoj placz to zal, Twoj krzyk to
        nienawisc i zlosc. Powoli przestaniesz ulegac temu, bedziesz wiedzial ze to
        zal, zlosc czy bezsilnosc, ze trzeba sie tego pozbyc aby moc zyc tym co jest
        przed Toba a nie tym co jest przeszloscia. Dzieki za dobre slowo !!!

        Serdeczne pozdrowienia.
        • avventura Re: Tzw. wybaczanie 12.06.06, 12:16
          Mskaiq:)
          zgadzam się...
          zaakceptować to co się stało i iść do przodu...
          ja osobiście wiem, że rodzice mnei kochali i kochają, na pewno jest tysiąc
          powodów ich toksycznych zachowań i tego jak mnei krzywdzili i robią to nadal...
          wybaczyć chyba umiem...
          jestem tego bliska zwłaszcza jak nie muszę na nich patrzeć... wtedy mi
          łatwiej... jeśli są obok wciąz nie potrafię normalnie reagować i mam o to
          wielki żal DO SIEBIE!

          ale co do tego wewnetrznego krytyka o którym pisałes też w innym poście
          powyżej...
          to nie znika wraz z przebaczeniem...
          to schemat negatywnych myśli i zachowań....
          to coś czego możemy się pozbyć tylko dłuuuga pracą...praktyką...
          nie zniknie z dnia na dzień, nawet dzięki samej naszej samoświadmosci...
          trudno z dnia na dzień odkrecić wieloletni trujący proces...
          i nawet jeśli czuję, że wybaczyłam.... nie mogę uśpić czujności i stwierdzić,
          że już jestem zdrowa....
          uczucie żalu, nienawiści, skrzywdzenia... to dobre uczucia, bo moje...
          mogę powiedzieć, że im wybaczyłam, ale ciąglę czuję żal i nie uważam, że to
          źle... żal to normalna reakcja, która prowokuje mnei do tego by jeszcze
          bardziej skupić się na moim wewnętrznym skrzywdzonym dziecku, by lepiej o niego
          dbać, a tylko w ten sposób pewnego dnia przestanę się bać, będe wolna, ZDROWA
          i pełna pozytywnych uczuć...
          (czasem mi się wydaje, że już taka jestem:)

          pozdrawiam serdecznie:)
          • mskaiq Re: Tzw. wybaczanie 12.06.06, 14:44
            Mysle ze nie powinnas miec zalu do Siebie ze nie potrafisz normalnie reagowac
            na Swoich Rodzicow. Lepiej nie miec zalu do Siebie bo to automatycznie nastawia
            Cie przeciwko Sobie.
            Jesli chcesz zmienic Swoje zachowanie to zmienisz, wazne jest chciec, reszta
            pojawi sie z czasem.
            Piszesz ze uwazasz ze takie uczucia jak zal, nienawisc czy skrzywdzenie to
            dobre uczucia. Kiedy pojawia sie u mnie zal nad soba bo ktos postapil nie tak w
            stosunku do mnie, szczegolnie jesli jest to ktos bliski wtedy zaczyna sie
            placz. Placze male dziecko we mnie. Za kazdym razem kiedy budze w sobie zal
            wywoluje ten placz i bol.
            Po co to robic, czy nie lepiej szukac tego co przynosi radosc i milosc. Kiedy
            czuje sie skrzywdzony to wiem ze musze za wszelka cene uniknac zalu nad soba.
            Jesli zaakceptuje zal to wywolam burze w sobie, moze trwac pare godzin, pare
            dni albo nawet pare miesiecy.
            Wtedy gotowy jestem biec na oslep, skrzywdzic sie, przeklinac zycie i jego
            sens. Juz nie robie tego, zal nie ma nic do powiedzenia obecnie. Wewnetrzny
            krytyk nie sprowokuje mnie w taki sposob. Nie akceptuje rowniez nienawisci, ta
            nienawisc dosiega mnie pierwszego, wywoluje potezne emocje we mnie a nie siega
            osoby przeciwko ktorej ja kieruje.
            Serdeczne pozdrowienia.
            • kwiatek.anyzku Re: Tzw. wybaczanie 12.06.06, 17:43
              Zal trzeba przezyc, tak samo jak zalobe.
              A nie go gdzies upychac i udawac ze go nie ma.
              On nie znika ot tak sobie w eterze, kiedy sie go nie przezyje. Tylko tkwi w
              srodku i zaburza caly uklad.
              To jest warunkiem uzdrowienia. Przezyc emocje, ktore nie daja spokoju a potem
              sie z nimi rozprawic ewentualnie.
              Ale po co ja to pisze...

              Konwalio- dzieki za pytanie o moje zdrowie.
              Chyba dopiero dzis poczulam sie troche lepiej. Jakis dziwny wirus panuje w PL,
              mnostwo ludzi sie na niego uskarza :(
              • mskaiq Re: Tzw. wybaczanie 13.06.06, 12:05
                Zal jest naszym wyborem, tak samo jak zlosc, strach, nienawisc czy milosc.
                Jesli wybierasz zal to musisz go przezyc, jesli wybierasz go ciagle to zyjesz
                nim ciagle. Wtedy nie ma spokoju, jest placz, pretensje do siebie czy do
                innych.
                Kiedy wybierasz milosc, wtedy pojawia sie pogodzenie i zycia bez napiec, wrogow
                czy strachu.
                Serdeczne pozdrowienia.
                • kwiatek.anyzku Re: Tzw. wybaczanie 13.06.06, 14:02
                  Rece mi opadly.
        • konwalia1234 Re: Tzw. wybaczanie 15.06.06, 21:56
          mskaiq napisał m. in. :
          > Konwalio1234 jesli stawiasz mi zarzuty to czy mozesz skopiowac to co
          napisalem i przedstawic z czym sie nie zgadzasz albo nie rozumiesz.
          > Wtedy bede w stanie wyjasnic co mysle i jak pogodzioc jedna wypowiedz z
          > druga.
          *********
          Mskaiq, ja za ciebie lekcji odrabiac nie bede. Zejdz ze swojej misjonarskiej
          ambony, przestudiuj jeszcze raz uwaznie caly watek i - byc moze - sam zauwazysz
          swa razaca niekonsekwencje w wypowiedziach. I byc moze doczytasz sie moich
          pytan i stwierdzen odnosnie twoich wypowiedzi.
          A moze nawet i zauwazysz odpowiedzi innych, ktorzy sie z toba nie zgadzaja, a
          ktore z zasady omijasz, bo burza twoja monotematyczna wizje swiata ;)

          A juz zupelnie na marginesie: twoje nieustanna krucjata na rzecz wybaczania i
          milosci moze swiadczyc o tym, ze tobie samemu tej milosci i wybaczania nie dano.

          Niezaleznie jednak od tego, nie wydaje mi sie, zebys kiedykolwiek mial
          stycznosc z problemem DDA/DDD. Zlosliwie moglabym napisac, ze jesli, to byc
          moze jedynie z ''tej drugiej strony''. Co mogloby wyjasniac twoja obsesje
          potrzeby wybaczania i milosci, bo byc moze tobie akurat pewnych spraw nie
          wybaczono...
          • januszek96 Re: Tzw. wybaczanie 15.06.06, 23:31
            Czytając mskaiqa też mi przyszło na myśl , że pisząc te elaboraty o wybaczeniu ,
            pragnie aby wybaczyć jemu !. W sumie prawie nie pisze nic o sobie , wspomniał
            tylko o synu narkomanie..... Mikaiq może mieć obciążone sumienie i powinien
            wziąść więszą odpowiedzialność za to co stało się w jego rodzinie........ PS A
            teraz udaję się na forum dla detektywów - amatorów ;-D
      • kawka74 Re: Tzw. wybaczanie 14.06.06, 19:07
        Nie - nie wybaczę i nie mam najmniejszego zamiaru prosić o wybaczenie, bo nie
        ja jestem winna tej sytuacji. Nie polecę do mojego ojca z siekierą, porozmawiam
        z nim uprzejmie, jeśli się spotkamy, ale nie mam zamiaru zapominać tego, co
        robił. Niech sobie żyje i niech mu się wiedzie, ale daleko ode mnie.
        To, czy komuś się zrobi lepiej, to sprawa indywidualna. Mnie z całą pewnością
        lepiej się nie zrobi, bo nie po to pracowałam - i pracuję - ciężko nad
        syndromem DDA, żeby teraz znów stać się miłosierną córką sprzątającą pod
        dywanik cały bajzel po ojcu alkoholiku.
        Ale jeśli ktoś w wybaczeniu odnajdzie spokój, to dobrze.
      • jazz-use1 czy to forum DDA? 14.06.06, 19:14
        czy sesja akademicka?
        • konwalia1234 Re: czy to forum DDA? 15.06.06, 21:45
          Jazz, nie bardzo rozumiem skad Twoje pytanie...
          Rozmowa dotyczy jak najbardziej DDA/DDD i problemow z tym zwiazanych.
          A swoja droga moim zdaniem, lepiej, ze sie przerodzila w dyskusje bardziej
          naukowa niz misjonarska propagande ;)

          Pozdrawiam
          Konwalia
      • mskaiq Re: Tzw. wybaczanie 16.06.06, 13:20
        Konwalia1234 moja potrzeba wybaczenia i milosci jest sposobem na to aby moc zyc
        bez stresow, nie miec problemow, nie byc ranionym przez krzywde ktora ktos
        probuje wyrzadzic. Nikt nie jest w stanie mnie skrzywdzic bo tylko ja moge
        skrzywdzic siebie akceptujac zal, bol czy nienawisc. Ja tego nie robie, nie
        budze w sobie uczuc ktore moga mnie ranic.
        Jesli chodzi o to ze mi nie wyboczono. Mysle ze najwazniejsze jest to ze ja
        potrafie sobie wybaczyc. Jesli ktos nie potrafi mi wybaczyc to nie jest moja
        sprawa, ten ktos aby moc cieszyc sie zyciem musi nauczyc sie wybaczac.

        Januszu96, jesli chodzi o obciazone sumienie, to wybaczenie uwalnia od
        obciazonego sumienia. Znam wiele osob z obciazonym sumieniem ktorzy nie
        potrafia wybaczyc sobie. Rezultatem jest wiele pretensji do siebie, brak
        akceptacji siebie. Majac obciazone sumienie bardzo rzadko potrafimy naprawic
        krzywde, po wybaczeniu sobie naprawienie krzywdy jest latwe.

        Kawko74 jesli Twoje przezycia mlodosci nie budza w Tobie negatywnych emocji,
        kiedy potrafisz sie smiac, cieszyc zyciem to wybaczylas. Nie musisz kochac
        Swojego Ojca, nie musisz go spotykac, wazne jest to abys Ty nie cierpiala.
        Serdeczne pozdrowienia.

        • kawka74 Re: Tzw. wybaczanie 16.06.06, 15:40
          > Kawko74 jesli Twoje przezycia mlodosci nie budza w Tobie negatywnych emocji,
          > kiedy potrafisz sie smiac, cieszyc zyciem to wybaczylas. Nie musisz kochac
          > Swojego Ojca, nie musisz go spotykac, wazne jest to abys Ty nie cierpiala.
          > Serdeczne pozdrowienia.
          >
          Jeśli wybaczenie ma być świadomym aktem odpuszczenia grzechów, to nic takiego
          się nie wydarzyło. Jeśli ma wyglądać tak, jak piszesz, to pewnie i tak się
          właśnie stało, tego nie wykluczam. pozdrawiam :)
          • mskaiq Re: Tzw. wybaczanie 17.06.06, 08:09
            W moim pojeciu wybaczenie Kawko74 nie ma nic wspolnego z grzechami. Wybaczenie
            to pokonanie wewnetrznego krytyka ktory dziala przeciwko nam. Zwykle chodzi o
            to aby nie dopuszczac zalu, nienawisci i zlosci.
            Nie mozna dac sie prowokowac tym uczuciom bo prowadza do wybuchu, do
            zniszczenia. Te uczucia przychodza razem ze wspomieniami, nie mozna wtedy
            wybuchnac zalem, zloscia albo nienawiscia.
            Trzeba przeczekac, te uczucia przejada same, bez wybuchu i bez bolu. Beda
            wracaly ale jesli nie beda w stanie sprowokowac staja sie coraz slabsze. Z
            czasem znikna calkowicie.
            Serdeczne pozdrowienia.
            • januszek96 Re: Tzw. wybaczanie 17.06.06, 08:42
              Pokrętne są ścieżki naszej komunikacji :-) A recepta na szczęśliwe życie jest
              prosta ....... Pokochać siebie , a pokocha nas Świat , i unikać wrogów !.....
              czy to naturalnych , czy etnicznych..... Pozdr.
            • kawka74 Re: Tzw. wybaczanie 17.06.06, 22:30
              wiesz, ja jestem konstrukcja prosta. Nie wiem, czy mam wewnętrznego krytyka,
              wewnętrzne dziecko czy inne ciała obce - mnie się zdaje, że jestem raczej spójną
              osobowością. Do końca życia będę czuła żal do człowieka, który zatruł mi jakieś
              22 lata, bo straty są nie do odrobienia. Będę sobie pozwalać na luksus złości,
              bo mam do niego prawo. Niczego nie będę przeczekiwać ani tłumić w sobie, bo z
              tego tylko wrzodów żołądka można dostać. Nie cierpię dlatego, że się złoszczę,
              wściekam czy co tam innego - to są naturalne ludzkie uczucia, to jest część
              mnie. Nie jestem posągiem Komandora, jestem żywym człowiekiem, który został
              skrzywdzony i w związku z tym czuje to, co czuje, i nie ma z tego powodu
              poczucia winy.
              pozdrawiam
              • mskaiq Re: Tzw. wybaczanie 18.06.06, 07:58
                To nie ma znaczenia, czy mowimy o wewnetrznym krytyku, czy o krytycznych
                myslach ktore pojawiaja sie w nas. Wazny jest proces, ludzie bardzo czesto
                krytykuja siebie, z tego powodu mowi sie czesto o wewnetrznym krytyku.
                Jesli chodzi o luksus zlosci to dla mnie to nie jest luksus. Zlosc to potezna
                energia, czujesz ja kiedy wybucha, cale cialo to czuje.
                Piszesz ze kiedy nie dopuszcze do wybuchu to mozesz dostac wrzodow zoladka, ale
                od czego? Od tego ze jestes spokojna, ze wygasilas negatywne emocje?
                Serdeczne pozdrowienia.
                • kwiatek.anyzku Re: Tzw. wybaczanie 18.06.06, 11:18
                  Tan watek zaczyna miec dzialanie terepeutyczne.
                  Zaczyna podnosic moje niskie cisnienie :-D

                  DDD
                  • konwalia1234 Re: Tzw. wybaczanie 25.06.06, 20:33
                    Kwiatku :) Tobie cisnienie sie podnioslo, a za to watek opadl ;)
                    Ale tyle dobrego z tego wyszlo, ze nasz Apostol, Kaznodzieja, Misjonarz - you
                    name it ;) - zamilkl takze :) :)

                    A na bardziej powaznie: cieszy mnie, ze tak wiele osob sie w tym watku
                    wypowiedzialo. I bardzo im dziekuje za udzial w tej nielatwej dyskusji.

                    Pozdrawiam
                    Konwalia
                    • coffee1 Re: Tzw. wybaczanie 27.06.06, 13:50
                      Widzę, że problem wybaczania spowodował na forum prawdziwą lawinę wypowiedzi i
                      choć już na ten temat zostało dużo napisane, postanowiłam dodać trochę swoich
                      spostrzeżeń, bo teraz dla mnie sprawa jest bardzo aktualna.
                      Kawka napisała o „luksusie złości”. Mój Boże, dla mnie to towar tak samo
                      niedostępny jak wysadzany diamentami zegarek z najnowszej kolekcji Diora.
                      Oczywiście myślę o złości na rodziców za to, co mi zrobili. Nawet gdy pojawia
                      się we mnie uczucie wściekłości i gdy potrafię sprecyzować moje żale i
                      wypowiedzieć na głos skargę, to natychmiast słyszę w głowie usprawiedliwienia
                      dla moich rodziców i wtedy wiem, że krzywdzili mnie, bo nie umieli inaczej, bo
                      przecież chcieli mojego dobra…. Jakie to żałosne!
                      Wcale nie chcę im wybaczyć tego, że pomimo trzydziestu lat na karku, ciągle
                      jestem wystraszoną, niepewną siebie dziewczynką. Nie wybaczę im tego, że nie
                      potrafię zbudować dobrego, mądrego związku. Nie zapomnę, że to im zawdzięczam
                      poczucie niższości, kompleksy i ocenianie innych po pozorach.
                      Czy można wybaczyć ojcu, który jest chory z nienawiści do całego świata? Ten
                      przegrany frustrat, niespełniony artysta, a przede wszystkim tyran, który umie
                      tylko wymagać i uważa, że inni żyją tylko po to, aby spełniać jego zachcianki,
                      podporządkował sobie matkę, a mnie uważał za piąte koło u wozu i wcale nie krył
                      się z opinią, że jestem taka beznadziejna, że przynoszę mu wstyd i
                      rozczarowanie.
                      To przez nich postawiłam sobie poprzeczkę tak wysoko, że nie sięgam do niej
                      czubkiem głowy. To ich wina, że wiecznie oskarżam się o wszystko i ciągle
                      uważam, że jestem nie dość dobra.
                      W pracy odnoszę sukcesy, tu zależy ode mnie bardzo wiele rzeczy. To przecież
                      efekty mojej pracy zmieniły oblicze firmy, w której pracuję. Awansowałam,
                      zajmuję stanowisko, o którym nie śmiałam marzyć (bo przecież na nie nie
                      zasługuję). Mimo to bez przerwy czuję niedosyt, mam wrażenie, ze robię za mało,
                      nie tak, a w głowie słyszę głos ojca, że jestem beznadziejna i nie mam prawa
                      wysuwać żadnych żądań.
                      Jak wybaczyć rodzicom, że wychowali taką emocjonalną kalekę jak ja?
                      • kawka74 Re: Tzw. wybaczanie 27.06.06, 16:50
                        W przypadku DDA zdarza się często, że złość jest towarem deficytowym, zresztą
                        dlatego nazwałam ją luksusem. W chwili pojawienia się złości niemal natychmiast
                        uruchamia się automat, który wypluwa z siebie kolejne usprawiedliwienia dla
                        rodzica i oskarżenia wobec siebie, odbierając nam prawo do wściekania się. Mam
                        wrażenie, że złość jest w tym przypadku dobrym objawem, bo pozwalam sobie
                        wreszcie się wściec na kogoś, kogo do tej pory tylko się usprawiedliwiało. Bo to
                        oznacza, że wreszcie się przestało szukać winy w sobie.
                        • coffee1 Re: Tzw. wybaczanie 27.06.06, 18:27
                          Kawko, święte słowa. Uczę się złościć, bo inaczej chyba pęknę. Dotychczas
                          potrafiłam się wściekać na męża, krzyczeć na dziecko, ale w kontaktach z
                          rodzicami, czy na przykład przełożonymi pozostawałam potulna i pokorna, a
                          przejawy wszelkiego buntu nie przechodziły mi przez gardło. Coś tam najwyżej
                          próbowałam mamrotać, albo złość obracać w żart. Byłam mistrzem tłumienia emocji
                          i uciekania od uczuć.
                          Dopiero niedawno zdołałam nazwać zarzuty wobec ojca i matki. Wczoraj jechałam
                          samochodem i gadałam sama do siebie (pewnie inni kierowcy myśleli, ze mam zestaw
                          głośnomówiący ;)). W pewnej chwili spostrzegłam, że wypowiadam słowa, które
                          powinien usłyszeć mój ojciec. Nawrzeszczałam na niego, powiedziałam, wszystko, o
                          czym nie miałam odwagi nawet myśleć w jego obecności.
                          Cóż z tego, jeśli jeszcze nadal boję się wziąć telefon, zadzwonić do niego i to
                          wszystko powiedzieć?
                          Może to po prostu kolejny etap wtajemniczenia?
      • mskaiq Re: Tzw. wybaczanie 28.06.06, 15:06
        To ze jestes wystraszona, niepewna Siebie dziewczynka to dlatego ze nie chcesz
        wybaczyc. To ze nie potrafisz zbudowac dobrego i madrego zwiazku bierze sie ze
        jest w Tobie zlosc ktora psuje wszystko. Zyjesz tym co sie wydarzylo w
        przeszlosci, nie chcesz zapomiec i rozpoczac od nowa tak jakby nic sie nie
        wydarzylo w przeszlosci.
        Ja zapominam, nie pozwalam aby przeszlosc psula mi moje zycie, zeby dzialanie
        innych ludzi decydowalo o moim samopoczuciu czy zyciu.
        Wszystko co przezylas skonczylo sie, to Twoj zal, poczucie krzywdy odnawia
        przeszlosc od nowa w Tobie. To bedzie trwalo tak dlugo az pozwolisz temu
        odejsc, jesli nie pozwolisz bedzie do konca. Ta rana bedzie sie saczyla a kazde
        Twoje niepowodzenie bedzie powiekszalo ten bol do rozmiarow trudnych do
        zniesienia, bedzie wracalo depresja.
        Serdeczne pozdrowienia.
        • coffee1 Re: Tzw. wybaczanie 28.06.06, 15:17
          Całe szczęście, że jest we mnie w końcu ta złość, którą przez tyle lat tłumiłam.
          Zyję przeszłością? Chyba żarty sobie robisz! Do dnia dzisiejszego mój ojciec
          uważa mnie za zero, odbiera mi poczucie godności i dopóki będę na to pozwalać -
          to znaczy w milczeniu przyjmować wszystko, co on robi i mówi, będę się męczyć.
          Rana będzie się sączyła dopóki nie usunę chorych nici, które wiążą mnie z
          rodzicami. To nie oznacza, że zerwę z nimi konktakty. One będą, ale na innych
          warunkach. Takich, które pasują tez mnie.
          Może wtedy będę w stanie pomysleć o wybaczaniu. Wpierw muszę przeboleć poczucie
          cholernej krzywdy i żadne misjonarskie kazania tu nie pomogą.
          W każdym razie dzięki za radę.
          • mskaiq Re: Tzw. wybaczanie 29.06.06, 11:28
            Jakie to ma znaczenie dla Ciebie ze Twoj Ojciec uwaza Cie za zero. To Jego
            problem, nie jestes zerem i liczy sie to co Ty myslisz a nie inna osoba.
            Nikt nie jest w stanie odebrac mi godnosci bo godnosc jest we mnie, nie znika
            kiedy ktos probuje mi ja odebrac.
            Wiele razy probowano odebrac mi moja godnosc, nikt tego nie dokonal bo nie
            pozwolilem na to, tylko ja jestem w stanie ja sobie odebrac, nikt inny.
            Po co mam przezywac zlosc, potrafi ona wywolywac wiele zla we mnie. Dlaczego
            mam siebie karac za to ze ktos inny uwaza mnie za zero.
            Serdeczne pozdrowienia.
            • coffee1 Re: Tzw. wybaczanie 29.06.06, 11:50
              Nie żyję na księżycu, oderwana od korzeni, sama jedna w próżni. Zostałam
              ukształtowana przez ludzi, którzy towarzyszyli mi od początku życia. To oni
              mieli wpływ na to, jak odbierałam świat w pierwszych miesiącach życia i
              później. To ich opinie były dla mnie wyznacznikiem wartości życiowych, zanim
              nauczyłam się kształtować i wypowiadać własne zdanie. Nie było dobrych wrózek
              na moich chrzcinach, które by obdarowały mnie cudownymi podarunkami: pewnością
              siebie, powodzeniem, pogodą ducha i wiarą we własne możliwości.
              Mogę mieć o sobie jak najlepsze zdanie, odnosić fantastyczne sukcesy zawodowe,
              być postrzegana przez innych jako atrakcyjna i mądra kobieta. Cóż z tego, jesli
              w moim zyciu zabrakło serca rodziców i skutki tego odczuwam do dzisiaj.
              To wszystko co napisałam w poprzednich postach miało ogromny wpływ na to, jak
              czuję się teraz. Gdyby to co radzisz, było takie łatwe, to na cholerę by
              istniały grupy wsparcia dla DDA? To forum byłoby nie potrzebne, bo po prostu
              wszyscy byśmy uznali, że jesteśmy świetni, a to co było w przeszłości, nie ma
              żadnego znaczenia i koniec.
              Być moze nadejdzie taki moment, gdy odzyskam pewnośc siebie i wtedy z całą
              odpowiedzialnością powiem: a niech ojciec mówi o mnie, co tylko chce, ja uważam
              inaczej.
              Ale do tego jeszcze daleka droga. W tej chwili nie widać nawet światełka w
              tunelu ;)
            • konwalia1234 Re: Tzw. wybaczanie 29.06.06, 16:54
              Mscaiq, ja naprawde nie rozumiem, dlaczego ty wciaz z uporem godnym lepszej
              sprawy, klepiesz w kolko jedno i to samo.
              Sterowac mozna dzialaniem racjonalnym, czyli myslami. Emocje, z racji swej
              natury sa niesterowalne. I nie da sie ich ot tak wylaczyc /lub wlaczyc/
              naciskajac na odpowiedni przycisk. Powtarzam sie w tej chwili, bo wiem, ze
              pisalam o tym wczesniej, ale posty niepasujace do twojej bajkowej wizji swiata
              masz zwyczaj omijac. Wiec tego prawdopodobnie rowniez nie przeczytales
              wczesniej.

              Pisalam ci tez wczesniej, ze wg mnie nie masz najmniejszych doswiadczen z
              problematyka DDA/DDD, co wyziera z kazdego twego postu. I dlatego twoje rady,
              sa krotko i zwiezle mowiac o kant d..py potluc. Z maniackim uporem dajesz dobre
              rady, nie majac minimalnego pojecia o czym pisza uczestnicy tego forum, a nawet
              nie zadajac sobie trudu, by ich posty przeczytac i zrozumiec. By wczuc sie w
              ten bol, a czasem nawet i rozpacz, jaka tkwi w ich wypowiedziach.

              Wiec tym razem dobra rada ode mnie, nawet porozbijana na podpunkty dla wiekszej
              przejrzystosci:
              1. Przeczytaj sobie uwaznie posty w tym watku i nie tylko, na calym forum dla
              DDA.
              2. Wlacz swoja empatie, o ile takowa posiadasz /bo na mnie robisz wrazenie
              zaprogramowanego robota/.
              3. I jesli juz koniecznie i absolutnie MUSISZ jakiekolwiek rady komukolwiek
              dawac, to dla odmiany, zmodyfikuj je, by byly adekwatne do problemow, o ktorych
              sie tutaj pisze.
              4. A jesli nie potrafisz, to wymysl moze jakis inny sposob zalatwiania swoich
              wlasnych problemow.
              Bo mi to twoje ''dobroradziejstwo'' wyglada na to, ze w sumie nie interesuja
              cie problemy tu piszacych, a jedynie jakies wlasne problemy, ktore sobie chcesz
              przepracowac/odreagowac poprzez ''uszczesliwianie'' swiata, a zarazem nieco w
              sumie niebezpieczna wiara we wlasna Sluszna i Jedyna Racje.
            • kawka74 Re: Tzw. wybaczanie 29.06.06, 17:01
              No pewnie, odcięcie się od własnych rodziców jest najprostszą rzeczą świata.
              Klik! i już nie jest istotne, że ojciec jest taki, a matka mówi o mnie to i to.
              Na brak godności osobistej, samoakceptacji i poczucia własnej wartości nie mogę
              narzekać, mimo to pozwalam sobie się złościć.
              Popełniasz jeden podstawowy błąd - usiłujesz wmówić ludziom, że pewne ich
              uczucia są złe. Tak, weźmy się za rączki, kochajmy się, wybaczajmy i pocałujmy
              się na zgodę, a wszystko to, co mamy za sobą, jest doprawdy nieistotne. W ten
              sposób umniejszasz i lekceważysz to piekiełko, które DDA mają za sobą albo
              właśnie w nim są.
              Zresztą... w tym gadaniu o wybaczaniu i złych uczuciach czuję jakieś drugie dno.
              Jaką pieczeń chcesz upiec przy tym ogniu...?
      • mskaiq Re: Tzw. wybaczanie 30.06.06, 11:27
        Napisalas Coffee1
        >Mogę mieć o sobie jak najlepsze zdanie, odnosić fantastyczne sukcesy zawodowe,
        >być postrzegana przez innych jako atrakcyjna i mądra kobieta. Cóż z tego,
        >jesli w moim zyciu zabrakło serca rodziców i skutki tego odczuwam do dzisiaj.
        Czy masz dla Siebie serce, czy potrafisz byc dobra i wyrozumiala dla Siebie.
        Rodzice nie potrafili okazac serca ani Tobie ani Sobie ale dlaczego Ty robisz
        to samo w stosunku do Siebie.
        Nie jest latwo zmienic ale mozna to zrobic, trzeba probowac. Aby to moglo sie
        udac trzeba zrozumiec czym jest zal, zlosc i milosc.

        Kawka74 napisala
        >Popełniasz jeden podstawowy błąd - usiłujesz wmówić ludziom, że pewne ich
        >uczucia są złe. Tak, weźmy się za rączki, kochajmy się, wybaczajmy i pocałujmy
        >się na zgodę, a wszystko to, co mamy za sobą, jest doprawdy nieistotne. W ten
        >sposób umniejszasz i lekceważysz to piekiełko, które DDA mają za sobą albo
        >właśnie w nim są.
        To prawda umiejszam to pieklo, tylko w ten sposob moze zniknac. Jesli dolewasz
        do niego ciagle oliwy, pali coraz mocniej i robisz to Sama. Dlaczego jestes
        przeciwko Sobie ?
        Serdeczne pozdrowienia.
        • kawka74 Re: Tzw. wybaczanie 30.06.06, 11:39
          > Kawka74 napisala
          > >Popełniasz jeden podstawowy błąd - usiłujesz wmówić ludziom, że pewne ich
          > >uczucia są złe. Tak, weźmy się za rączki, kochajmy się, wybaczajmy i pocał
          > ujmy
          > >się na zgodę, a wszystko to, co mamy za sobą, jest doprawdy nieistotne. W
          > ten
          > >sposób umniejszasz i lekceważysz to piekiełko, które DDA mają za sobą albo
          > >właśnie w nim są.
          > To prawda umiejszam to pieklo, tylko w ten sposob moze zniknac. Jesli dolewasz
          > do niego ciagle oliwy, pali coraz mocniej i robisz to Sama. Dlaczego jestes
          > przeciwko Sobie ?
          I znów nie rozumiesz. Nie jestem przeciw sobie - jestem przeciw temu, kto zrobił
          mi krzywdę. A Ty umniejszasz CUDZE piekło i CUDZE krzywdy - tak trudno to pojąć?
          Ze swoimi sprawami rób co chcesz, możesz ukoronować sprawcę Twoich problemów,
          nic mnie to nie obchodzi.
          To, co napisała Konwalia, wydaje mi się coraz bardziej prawdopodobne. Ktoś, kto
          dostał po dupie od innych ludzi, raczej nie doprasza się o wybaczenie aż tak
          natrętnie.
          • kwiatek.anyzku Re: Tzw. wybaczanie 30.06.06, 12:49
            DD wlasnie dletego sa DD bo byli zmuszeni jako dzieci umniejszac i wypierac
            pieklo zeby przerwac.
            I pozostana nimi na zawsze jesli nie nazwa go po imieniu, nie odczuja zlosci i
            nie pozwola jej sie wypalic.

            To chore co piszesz, Msqaig.
          • konwalia1234 Re: Tzw. wybaczanie 30.06.06, 21:15
            Kawka, z Moskitem ;) nie ma co rozmawiac, bo jak sama widzisz - chociazby w tym
            watku - jest to osobnik impregnowany na jakiekolwiek argumenty. Ponadto z
            kaznodziejska obsesja, a nawet juz kompulsja ;) gloszenia swych ''prawd''.
            Jest obecny na wielu forach i jako osoba majaca wyraznie zbyt duzo wolnego
            czasu ;), szalenie plodny, ilosciwo przynajmniej.
            Wrzuc sobie w wyszukiwarke jego nicka i wyskoczy Ci 1097 postow w r.2006 i 1761
            w r. 2005. W wiekszosci na forach: Depresja, Psychologia, Choroba Dwubiegunowa.
            A ostatnio probuje sie rowniez zakorzenic i na Forum DDA. I jego posty sa
            wszystkie na jedno i to samo kopyto: wybaczanie samemu Sobie /''sobie'' zawsze
            pisane z duzej litery, wbrew zasadom ortografii czy chociazby logiki ;)/,
            wybaczanie innym, itp. itd. Niezaleznie od tego, o jakich problemach ludzie
            pisza.
            By przyblizyc sie do swych ''rozmowcow'' twierdzi, ze sam sie wyleczyl z
            nerwicy natrectw, depresji, schizofrenii, a pewnie i sporo innych przypadlosci
            jeszcze by sie znalazlo ;) /tylko czekac az nam wyzna, ze jest takze DDA/DDD ;)/
            Leczenie przebiegalo rzecz jasna, wg podanej wyzej w kolko powtarzanej mantry o
            wybaczaniu ;) Ba, tym wybaczaniem wyleczyl nawet swego syna z narkomanii, o
            czym sam pisze w tym watku ;)
            Kurcze, ze jeszcze mu nikt Nobla za tak epokowe odkrycie nie dal :) Toz to
            rewolucja w psychiatrii i terapii psychologicznej! ;)

            A na powazniej: nie wiem, jakie problemy ma ten facet i malo mnie to w sumie
            interesuje. Faktem jest, ze ma problem i to niejeden :), ktore probuje jakos
            sobie rozwiazac zalewem swych postow na forach roznych. Czyli w rzeczywistosci
            nie doradzajac ludziom z autentycznej zyczliwosci, lecz traktujac ich w sposob
            czysto instrumentalny.
            Wyszukuje osoby, ktore wydaja mi sie slabe, a wiec tym bardziej podatne na
            wszelkie manipulacje. Z antagonistami w ogole nie dyskutuje, vide chociazby w
            tym watku, gdzie wypowiedzi nie pasujace do jego wizji swiata ;) sa pomijane
            milczeniem, podobnie jak wypowiedzi otwarcie go krytykujace.

            I chociazby z powyzej podanych wzgledow, wpisy Mskaiqa sa dla mnie bez
            najmniejszej wartosci. A przede wszystkim za brak jakiejkolwiek wartosci
            merytorycznej.

            Pozdrawiam
            Konwalia
            • kwiatek.anyzku Konwalio 30.06.06, 23:19
              Ja wiem, dlaczego Mskaig Ci nie odpisuje.
              Bo Ci wybaczyl Twoje "czepianie sie" !
              Wszak gdyby chcial z Toba polemizowac, musialby zaangazowac w ten proces emocje
              a one sa zle.
              Polemika zawsze ma w sobie element walki.
              A walka jest bardzo daleko od milowania Siebie i Innych.
              :-D
              • mskaiq Re: Konwalio 01.07.06, 05:19
                Nie odpisuje kwiatku_anyzu Konwali1234 bo w postach sa tylko personalne zarzuty
                i nic wiecej. Odpowiadam na arumenty, moge dyskutowac problemy ale personalne
                zarzuty mnie nie intersuja.
                Moge polemizowac, ale polemika nie ma nic wspolnego z personalnymi opiniami. Ja
                staram sie pisac o wybaczeiu, moja osoba nie ma tutaj zadnego znaczenia.
                Serdeczne pozdrowienia.
                • konwalia1234 Re: Konwalio - mscaiq 01.07.06, 09:06
                  mscaiq, z wlaswiwym sobie brakiem wdzieku wykrecasz kota ogonem.
                  W poczatkowym okresie naszej dyskusji nt. wybaczania kierowalam do ciebie
                  bardzo konkretne pytania, z bardzo konkretnymi argumentami. Bez jakichkolwiek
                  podcieni personalnych czy, ujmujac to bardziej poprawnie po polsku: osobistych.
                  Te moje wpisy rowniez omijales szerokim lukiem, jako zagrazajace twojej
                  koncepcji swiata, ktorego przetrwanie oparte jest na wybaczaniu ;) Przyznaj sie
                  lepiej, ze nie potrafiles na nie odpowiedziec zamiast wchodzic w role
                  obrazonego dziecka :) Tym bardziej, ze w podobny sposob ignorowales posty
                  innych, jedynie dlatego, ze podwazaly czy wrecz krytykowaly twa wybaczeniowa
                  misje.

                  Poza tym sympomatyczne jest, ze nie rozmawiasz bezposrednio ze mna, a jedynie
                  poprzez osoby trzecie. Sympomatyczne, bo w moich oczach jest to brak odwagi, by
                  dyskutowac bezposrednio. Brak odwagi w dyskusji jest czesto rownoznaczny z
                  brakiem kontrargumentow. Co czesto pokrywane jest poza ''uraona panienka'' ;)

                  I mylisz sie co do tego, ze twoja ''osoba'' badz raczej twoja kreacja
                  internetowa nie ma znaczenia. Ma znaczenie i to olbrzymie, jesli mowimy o
                  wiarygodnosci czy co najmniej koherencji i adekwatnosci frazesow, wyklepywanych
                  przez ciebie az do znudzenia.
                  Sama czestliwosc twoich postow na wszystkich forach GW, srednio 6 dziennie
                  jedynie w tym roku, swiadczy o tym, ze masz duzo wolnego czasu /renta
                  inwalidzka? przedwczesna emerytura? w najlepszym wypadku dobrotliwy pracodawca,
                  ktory zezwala ci na prywatne produkcje tego typu w godzinach pracy, tym
                  bardziej, ze twoje posty sa na ogol bardzo dlugie - no chyba, ze masz gotowe
                  formulki i je po prostu kopiujesz i wklejasz ;)/
                  Ponadto jesli do tego uzywasz argumentow typu najprzerozniejszych przypadlosci,
                  z ktorych sam sie cudownie wyleczyles, mruczac swoje wybaczeniowe hokus
                  pokus ;), /wszystko do znalezienia poprzez wyszukiwarke/ to twoja kreacja
                  internetowa ma tym bardziej znaczenie :)
                  Poniewaz w moich oczach probujesz po prostu w ten sposob manipulowac ludzmi, w
                  nieznanym dla mnie celu. Wg mnie albo dla zalatwienia wlasnych problemow /ktos
                  ci chyba czegos waznego dla ciebie nie wybaczyl, stad ta twoja nieustanna
                  zebranina o wybaczenie ;)/. Badz dla werbowania czlonkow do jakiejs sekty lub
                  czegos w tym rodzaju.
                  Niezaleznie od tego, masz jeszcze sporo do nauczenia sie w dziedzinie
                  socjotechnik, bo te manipulacje cos kiepsko ci wychodza ;) I skoro jak widac,
                  masz tyle wolnego czasu, to moze dla odmiany poswiec go na lekture adekwatnej
                  literatury zamiast klonowania samego siebie i reprodukowania swej mantry ad
                  infinitum ;)
                  I przy okazji pobytu w bibilotece, siegnij po literature nt. DDA/DDD, bo jak do
                  tej pory, to sam nie wiesz, o czym piszesz ;)
                  • konwalia1234 Re: Konwalio - mscaiq - errata 01.07.06, 09:22
                    W powyzszym poscie powinno oczywiscie byc: ''symptomatyczne''
                    oraz ''biblioteka''.
                    Pisze to na wszelki wypadek, gdyby komus przyszlo do glowy czepianie sie
                    literowek, zamiast podawania rzeczowych argumentow ;)
              • konwalia1234 Re: Konwalio 01.07.06, 09:15
                Kwiatku, a really nice try ;)
                I ubawil mnie do lez, podobnie jak cala zalosna postac Moskita :) Tyle, ze jak
                sie mozesz domyslac, jego postac ma dla mnie tak niewielkie znaczenie, ze
                akurat jego wybaczenie lub nie z pewnoscia nie wplywa w jakikolwiek sposob na
                moja egzystencje :)
                Moskit boi sie podjac walki i tyle, bo nie jest zaprogramowany na
                kontraargumenty :) Nauczono go jedynie poki co copy and paste, a dyskusja to
                juz wyzsza szkola jazdy ;) W dodatku wymagajaca myslenia, a z tym u niektorych
                troche to ciezko idzie ;)Tyle, ze malo mu do twarzy z mina urazonej panienki ;)

                A zupelnie na marginesie: milowanie siebie moze czasem zawierac elementy walki,
                wlasnie w imie milosci do siebie samego i walki o siebie samego :)

                Anyway: fajnie Cie widziec ponownie na forum. Czyli wirusiska daly Ci ostatnio
                spokoj? :)

                Pozdrawiam
                Konwalia
                • januszek96 Re: Konwalio 03.07.06, 08:50
                  Wiesz Konwalio ....... w tym poście to juz przesadziłaś ! Pewne granice muszą
                  istniec ! ..... Wiesz , jak ja czytam takie posty w necie ? W prosty sposób !
                  Autor pisze o sobie ! Reasumując , bardzo "żałosnie" się okresliłaś...... PS .
                  Gdzie Ty tu widzisz Anyway ? Jakie wirusiska ? ?
                  • konwalia1234 Re: Konwalio- Januszek 03.07.06, 09:15
                    Januszku, ten post, o ktory Ci chodzi, skierowany byl do Kwiatka. Ktora
                    ostatnio chorowala, sama piszac o jakims paskudnym wirusie. Zwane przez mnie
                    wirusiskami, tak jak w poprzednich postach do Kwiatka. I ja doprawdy nie widze
                    w tym okresleniu nic zalosnego ;)

                    Wyluzuj Januszku, jest lato, swieci slonce, szkoda Twojej energii na
                    niepotrzebne irytacje :)

                    Pozdrawiam
                    Konwalia

                    PS. Tak samo jak Ty czy inni uczestnicy forum, masz prawo do swego zdania,
                    takie samo prawo mam i ja.
                    I warto o tym pamietac ;)
                    • januszek96 Re: Konwalio- Januszek 03.07.06, 09:26
                      Nie tłumacz się....... Masz prawo do własnego zdania , ale nie masz prawa
                      kogokolwiek obrażać i poniżać !
                      • konwalia1234 Re: Konwalio- Januszek 03.07.06, 17:38
                        Oj, Januszek :) Wytoczyles ciezka armate teraz ;), ale zanim mnie rozstrzelasz,
                        to uzasadnij, o co ci chodzi????
                        A jesli masz po prostu zly dzien, to postrzelaj moze do kogos innego? ;)
                    • kwiatek.anyzku Re: Konwalio 03.07.06, 10:42
                      Dzieki Konwalio. Czuje sie ok, przynajmniej fizycznie :)

                      Co do reszty, tez nie rozumiem czemu Januszek sie az tak uniosl.
                      Januszku, gdzie Konwalia byla az taka niedobra?
      • coffee1 Re: Tzw. wybaczanie 03.07.06, 20:49
        Z tematu o wybaczaniu zrobił się magiel. Przepraszam, ale widzę, że zgubiła się
        myśl przewodnia. Szkoda, bo temat delikatny, drażliwy i niesamowicie ważny.
        A może to właśnie dlatego, że DDA mają z tym wielki problem, woleliście uciec w
        jakiś wątek poboczny????
        • januszek96 Re: Tzw. wybaczanie 03.07.06, 20:58
          No dobrze ...... To w takim razie , wpaniałomyślnie WYBACZĘ Konwalii ! ;-D
          • konwalia1234 Re: Tzw. wybaczanie 03.07.06, 21:17
            Januszek, ale nie daje to gwarancji, ze Konwalia bedzie rownie wspanialomyslna.
            Bo wyciagnales pierwszy gruba amunicje, zupelnie bez powodu...
        • konwalia1234 Re: Tzw. wybaczanie - Coffee 03.07.06, 22:01
          coffee1 napisała:

          > Z tematu o wybaczaniu zrobił się magiel. Przepraszam, ale widzę, że zgubiła
          > się myśl przewodnia. Szkoda, bo temat delikatny, drażliwy i niesamowicie
          ważny.
          > A może to właśnie dlatego, że DDA mają z tym wielki problem, woleliście uciec
          w jakiś wątek poboczny????
          *************
          Coffee, zgadzam sie calkowicie z Toba, ze to wazny temat - spojrz na sama ilosc
          odpowiedzi. I czesto bardzo bolesny, co jest widoczne w wielu wpisach.
          Jako zalozycielka watku dziekuje jeszcze raz za tyle odpowiedzi, czesto
          osobistych az do bolu.
          Szkoda tylko, ze niesmiale proby dyskusji z pewnymi oponentami spelzly na
          niczym, poprzez ich uniki, badz wprowadzenie ciezkiej artylerii ;)

          Mam jednak nadzieje, ze dyskusja bedzie sie dalej toczyc. Bo co do jednego
          jestesmy chyba wszyscy zgodni: temat jest wazny.
          Mnie osobiscie dyskusja dala szalenie duzo, m.in. dowiedzialam sie o istnieniu
          ksiazki S.Forward ''Toksyczni rodzice''. Ktora wlasnie czytam. I w ktorej widze
          potwierdzenie tego, co mi sie zawsze intuicyjnie wydawalo pasujace do sytuacji,
          czyli, ze wybaczenie - jesli kiedykolwiek dojdzie do skutku - powinno byc
          ostatnim etapem ''zdrowienia'', a nie jego srodkiem zastepczym.
          I ze konieczne jest ponowne przejscie przez negatywne emocje, towarzyszace
          naszemu dziecinstwu, przepracowanie ich. A nie wylaczenie ich lub upchanie do
          najciemniejszych zakatkow naszej duszy, jestestwa, osobowosci - czy jak inaczej
          mozna nazwac ten dziwny twor ;), z ktorego sie skladamy.

          Pozdrawiam
          Konwalia
    Inne wątki na temat:

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka