Forum Zdrowie DDA
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    samotnosc w zwiazku

    20.11.06, 22:31
    Jestem zwiazana z facetem z ktorym kompletnie sie nie rozumiem. Mamy ze soba
    dziecko, mieszkamy razem, spimy ze soba. Nie jestesmy malzenstwem, co jest
    ogolnie zle odbierane przez moje otoczenie.
    CZuje sie tak cholernie samotna, w zyciu, w dodatku nie potrafie sobie
    znalezc pracy.
    Mam depresje, od czasu do czasu wyplywam "w gore" a potem znowu dolek. Moj
    facet w niczym mi nie pomaga, nie wspiera mnie, przeciwnie - dla niego jestem
    zapewne wariatka. Kompletnie nie rozumie DDA, mnie, moich uczuc, moich
    potrzeb, niczego.
    Niewiem czy chce i czy umiem walczyc o nasz zwiazek. Jestesmy kompletnie
    niedobrani - zwlaszcza intelektualnie. Dalam sie zwiesc jego "normalnosci" -
    po szescioletnim zwiazku z innym facetem naduzywajacym alkoholu wydawalo mi
    sie ze to jest jedyna miara..
    SZukam dobrego terapeuty, chce i musze cos zaczac znow ze soba robic. I byc
    moze bede umiala nauczyc sie z nim zyc, takim jakim jest - obojetnym tak
    naprawde wobec mnie.
    Dla dobra naszej wspanialej coreczki, dla ktorej jest dobrym ojcem.
    Tylko nie wiem jak sobie poradze z samotnoscia.
    Obserwuj wątek
      • kwiaaatek1 Re: samotnosc w zwiazku 21.11.06, 10:55
        cimka, czy Ty kochasz swojego partnera, czy jesteś z nim dla świętego spokoju,
        żeby stwarzać pozorym, że jesteś taka jak wszyscy?
      • melba_piszczykowa Re: samotnosc w zwiazku 21.11.06, 14:55
        coz, moze tak byc ze to tylko twoje wrazenie, ta samotnosc. wrazenie powstale
        na skutek tego ze nie rozmawiacie szczerze ze soba, bo on juz nie jest tak
        czuly jak kiedys...
        moze to sie da jakos przelamac jeszcze? moze sprobuj pogadac tak od serca,
        powiedziec ze czujesz sie samotna, ze pora cos zmienic? chyba nie warto tak sie
        od razu poddac, zwlaszcza ze macie coreczke.
        a moze on by cial do ciebie jakos dotrzec ale nie wie jak?
        • cimka1 Re: samotnosc w zwiazku, alkoholizm brata 23.11.06, 22:03
          Dzieki dziewczyny za posty.
          Faktem jest, że mam depresje. Faktem jest, że mamy wspaniałą córeczkę.
          Natomiast nie jestem pewna co do pozostałych spraw.. Czuje sie bardzo, bardzo
          zagubiona. Nie wiem jak mam sobie pomóc. Ale najgorsze ze teraz znowu, pomimo
          pracy nad soba na alanon, zmagam sie z alkoholizmem brata..
          Moj brat znowu wpadl w ciag, tzn jest teraz na etapie "trzezwienia". Wczoraj
          wypuscili go ze szpitala z odtrucia. Srube alkoholowa zamienil na
          psychotropowa. Jakis idiota psychiatra przepisal mu (po raz n-ty) strasznie
          mocne prochy, zjadl helurin czy cos takiego, ponoc wpakowal garsc od razu.
          Pokrzywilo go calego. Jest w strasznym stanie.
          Pogotowie bylo juz dwa razy dzisiaj u niego, a teraz znowu wyblagal kogos, zeby
          go zawiozl do szpitala, bo prochy mu sie skonczyly.. Modle sie zeby tam zostal.
          Nie potrafie nie odczuwac niepokoju o niego, pomimo wysilkow, aby
          zostawic/powierzyc problem sile wyzszej. Juz kilka razy doskownie otarl sie o
          smierc. Nie wiem jakie gorsze dno mogloby go spotkac, zeby sie ocknal, biorac
          pod uwage jego doswiadczenia.
          Ma dwojke malych dzieci - jeszcze, bo niewiem ile dluzej zniesie jego zona. I
          czy przezyje kolejny ciag..
          Najgorsze, ze on jest swiadomy swojego alkoholizmu, pare lat temu byl na
          odwyku, i pomimo tego - nie robi ze soba nic.. Trzezwieje, zapisuje sie na
          odwyk, a poniewaz termin dostaje dopiero za pare tygodni i nic w tym czasie ze
          soba nie robi, znowu zapija.
          Czy sie calkiem odwrocic od niego, i od jego zony?- tj odciac sie? Jak nie czuc
          strachu, jesli znika na tydzien, zero znaku zycia?
          Jak sie zachowac gdy wchodzi do mojego domu caly powykrzywiany od prochow i
          prosi zeby z nim jechac do szpitala..
          Cale dziecinstwo uplynelo mi na strachu o niego (i na strachu przed moim
          ojcem), na dlawiacych lekiem nocnych telefonach, ze znowu cos.....
          Prosze podzielcie sie swoimi doswiadczeniami.
          cimka1

          • melba_piszczykowa Re: samotnosc w zwiazku, alkoholizm brata 24.11.06, 11:36
            cimka ja nie mam takich doswiadczen, nawet podobnych.
            moge ci tylko powiedziec ze gdy do mnie dotarlo jak bardzo bylo zle w
            dziecinstwie i to nie z mojej winy, to po prostu odizolowalam sie od rodzicow.
            i nie mam z tego powodu wyrzutow sumienia, nie martwie sie o nich (przeciez oni
            nie martwili sie o mnie!). Oczywiscie nie jest to latwe i gdy pomysle o
            nadchodzacych swietach to chce mi sie plakac, ale postanowilam ze zawalcze o
            siebie. I ze mam do tego prawo. I ze teraz tak mi bedzie lepiej.
      • kicia291 Re: samotnosc w zwiazku 24.11.06, 15:26
        A ja właśnie mam zamiar związać się (i to ślubem kościelnym) z takim facetem.
        To samo mną kieruje, co Tobą na początku związku - jego normalność. Jednak już
        teraz wiem, że to raczej nie jest jedyne kryterium, jakim należy się kierować.
        Ale po kilku nieudanych związkach mam dość chuśtawek emocjonalnych, a sama nie
        lubię być. Wiem, że wiąrząc się z nim uciekam od samotności fizycznej, ale
        psychicznie totalna porażka. Wiem, że to egoizm, ale chcę mieć dziecko, a co
        będzie później - czas pokaże.
        • emajlowa Re: samotnosc w zwiazku 24.11.06, 16:26
          Dziewczyno czy Ty widzisz co Ty piszesz, patrzę na to z przerażeniem.
          Jak można wiązać się z kimś z kim się w gruncie rzeczy nie chce być?
          • kicia291 Re: samotnosc w zwiazku 24.11.06, 22:13
            No właśnie, mnie to też przeraża:( Ale jest dla mnie taki dobry... może jakos
            się ułoży. Wiem, że to wszystko nie jest normalne, ale nie umiem juz z tego
            wybrnąć. Za daleko sprawy zaszły. Brrr.
            • melba_piszczykowa Re: samotnosc w zwiazku 27.11.06, 13:40
              piszesz troche tak jakbys chciala zebysmy cie przekonali zebys tego nie
              robila :) pewnie nie do konca jestes przekonana, znaczy sumienie cie troche
              dreczy :)

              no coz, nie jestesmy w stanie nic zrobic bys zmienila zdanie. to twoje zycie,
              twoja decyzja... pamietaj tylko ze jej skutki beda sie odbijac na drugiej
              osobie a pozniej i na trzeciej...(dziecko)... bedziesz umiala z tym zyc?

              nigdy nie jest tak daleko zeby nie mozna sie bylo wycofac :)
              powodzenia w twoich wyborach!
              • kicia291 Re: samotnosc w zwiazku 28.11.06, 16:10
                Zdaję sobie sprawę z ewentualnych skutków takiej decyzji. Z drugiej strony mam
                dość braku stabilizacji. Samotności sobie nie wyobrażam. Wiem, że to wszystko z
                egoizmu. Może jakoś to będzie (choć wiem, że powinno być dobrze, a nie "jakoś").

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka